Pokazywanie postów oznaczonych etykietą egoizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą egoizm. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 września 2026

Nie zaczynaj tygodnia od noszenia cudzego ciężaru.

 

Poniedziałek.
Nowy tydzień.
I zanim znowu zaczniesz martwić się o wszystkich dookoła, zatrzymaj się na chwilę.
Zapytaj siebie, jak Ty się masz.
Nie jak dzieci.
Nie jak mąż.
Nie jak rodzina.
Nie jak sąsiadka.
Jak Ty się masz.
Bo bardzo często jesteśmy tak zajęci ratowaniem innych, że zapominamy, że nasze własne serce też potrzebuje troski.


Nasza babcia miała na to swój sposób.
Najpierw stawiała garnek na kuchni.
Potem ogarniała dom.
A kiedy ktoś przychodził ze swoim problemem, babcia słuchała.
Ale wiedziała też, kiedy powiedzieć
— Dziecko, ja Ci pomogę, ale Twojego życia za Ciebie nie przeżyję. —
I jaka to była mądrość.
Bo kochać człowieka nie oznacza żyć za niego.
Możesz komuś podać rękę.
Ale nie musisz brać go na plecy.
Możesz wysłuchać.
Ale nie musisz nosić jego problemów przez cały tydzień.
Możesz kochać.
Ale możesz też powiedzieć
Teraz potrzebuję chwili dla siebie.
I nie jest to egoizm.
To jest troska o siebie.
Dlatego dzisiaj, zanim wejdziesz w ten cały poniedziałkowy wir, zrób coś małego tylko dla siebie.
Wypij spokojnie kawę.
Otwórz okno.
Weź kilka głębokich oddechów.
Zrób porządek w jednej małej rzeczy.
I powiedz sobie
Ten tydzień nie będzie kolejnym tygodniem, w którym zapominam o sobie.
Nie musisz wszystkiego zrobić dzisiaj.
Nie musisz wszystkiego naprawić.
Nie musisz wszystkim pomóc.
Czasami największą mądrością jest wiedzieć, co jest moje, a co należy zostawić drugiemu człowiekowi.
A babcia pewnie jeszcze postawiłaby przed Tobą talerz i powiedziała
— Zjedz, dziecko. Na pustym brzuchu to i życie wydaje się trudniejsze. —
I może właśnie od tego zacznijmy ten tydzień.
Od siebie.
Od spokoju.
Od oddechu.
Od świadomości, że Ty również zasługujesz na własną troskę.
Bo nie jesteś tylko tą, która daje.
Jesteś również tą, która ma prawo otrzymywać. 🌿

poniedziałek, 29 czerwca 2026

Kiedy naprawdę siebie pokochasz, ludzie mogą nazywać Cię różnie.

Powiedzą, że masz trudny charakter, a Ty będziesz wiedziała, że po prostu nie pozwalasz już nikomu sobą pomiatać.
Powiedzą, że jesteś niewygodna, a Ty będziesz wiedziała, że masz własne zdanie i nie boisz się go wypowiedzieć.
Powiedzą, że jesteś wyniosła, a Ty będziesz wiedziała, że to godność.
Powiedzą, że jesteś nie do zniesienia, a Ty będziesz wiedziała, że przestałaś udawać kogoś, kim nigdy nie byłaś.
Powiedzą, że jesteś egoistką, a Ty będziesz wiedziała, że to szacunek do samej siebie.
Powiedzą, że za bardzo siebie cenisz, a Ty będziesz wiedziała, że to miłość własna, na którą długo musiałaś zapracować.
Powiedzą, że ranisz słowami, a Ty będziesz wiedziała, że czasem prawda wypowiedziana bez owijania w bawełnę bardziej boli tych, którzy przywykli do Twojego milczenia.
Powiedzą, że przesadzasz, a Ty będziesz wiedziała, że po prostu bronisz tego, co uważasz za słuszne.
Powiedzą, że zwariowałaś, a Ty będziesz wiedziała, że to odwaga.
Powiedzą, że jesteś próżna, a Ty będziesz wiedziała, że uczysz się patrzeć na swoje ciało z czułością, nie z wieczną krytyką.
Powiedzą, że się wywyższasz, a Ty będziesz wiedziała, że to pewność siebie.
Powiedzą, że za dużo marzysz, a Ty będziesz wiedziała, że to wiara — w życie, w Boga, w sens i w to, że po każdej nocy może przyjść świt.
Kiedy naprawdę siebie pokochasz, ludzie nadal będą próbowali Cię nazywać po swojemu.
Ale Ty już nie będziesz się w tym gubić.
Bo będziesz wiedziała, kim jesteś.
I żadne cudze słowo nie odbierze Ci Twojej wartości.
To właśnie jest miłość do samej siebie.

 

środa, 30 października 2024

"Myśl zawsze o sobie" zostało bardzo błędnie zinterpretowane i obarczone stygmą egocentryzmu i egoizmu.

 


Myślenie o sobie nie jest absolutnie przejawem jakiegokolwiek negatywnego -izmu. 
Myślenie o sobie, to bycie przy sobie, ze sobą, to po prostu uważność na siebie i swoje ciało.
Kiedy w ciągu dnia Twoja uwaga, Twoje myśli, Ty, są rozproszone na miliony kawałków pomiędzy innych ludzi, problemy, wydarzenia, gdzie jesteś Ty? Nie ma Cię. Jesteś wszędzie tylko nie w sobie, przy sobie. Nie jesteś w stanie zarządzać swoim życiem ze swojego wewnętrznego centrum dowodzenia. Kiedy czujesz, że znowu Cię nie ma w Tobie, że myśli Cię zalewają jak lawa, że problemy skaczą po głowie, czujesz zagubienie i dezorientację i nie wiesz co robić, zatrzymaj się. Zatrzymaj się i skup uwagę na swoim ciele, na sobie.
Wróć swoją uwagą i świadomością do siebie, do swojego centrum, bo tylko z niego możesz w pełni świadomie zarządzać swoim życiem. Skup się na ciele, np. na przestrzeni piersi, połóż tam rękę - jeżeli potrzebujesz, wróć do siebie. I wtedy rozejrzyj się dookoła. Weź głęboki oddech. I nagle wszystko wróciło na miejsce. A Ty nabrałaś sił i jasności myślenia do życia ze sobą, przy sobie. Perspektywa się zmieniła. Pamiętaj o powracaniu do Swojego Centrum Dowodzenia i Swojej Mocy - ZAWSZE…
 
💫💕🫂💕💫
~Anna Wójcik

niedziela, 23 czerwca 2024

Ludzie tak szybko przyzwyczaili się do tego, że zawsze byłaś na wyciągnięcie dłoni...

 

Ludzie tak szybko przyzwyczaili się do tego, że zawsze byłaś na wyciągnięcie dłoni...

Nauczyłaś ich, że mimo swoich własnych problemów, trosk, zmęczenia, gotowa byłaś pomóc, wesprzeć, rozmawiać, wysłuchać...
Ofiarować swój czas nawet wtedy, gdy dla Ciebie samej miałaś już jego deficyt...
Ludzie przyzwyczaili się do Twojego dobrego serca, empatii, zrozumienia...
Żyjąc w przeświadczeniu, że Ty zawsze jesteś, a Twoje dłonie zawsze pozostają otwarte, że można czerpać i wykorzystywać Ciebie bez końca...
Byłaś taką "studnią bez dna"...
I w czasie, gdy dojrzewa i dociera do Ciebie świadomość, że relacja to nie wyłącznie jednostronne branie, oczekiwanie, wymaganie i żądanie...
A wzajemność, współodczuwanie...
Że gdzieś trzeba postawić w końcu granice...
I nie, Ty nie zaczynasz traktować innych z wzajemnością, z wyzyskiem emocjonalnym, fizycznym, materialnym...których doświadczyłaś...
Bo jesteś ponad to...
Ty po prostu zatrzymujesz się, włączasz hamulec, nie ofiarowujesz już tyle czasu, uwagi, zainteresowania, obecności...
Wprowadzasz do swojego życia zdrowy dystans i pozwalasz świadomości przebić się ponad Twoje współczujące serce...
I nagle jest wielkie boom...
Zdziwienie i niedowierzanie...
Bo jak to tak...
Jak tak możesz...
Przecież Ty zawsze byłaś...
Przecież Ty nie możesz przestać dawać tego co dotychczas, nawet wtedy, gdy nigdy nie otrzymałaś niczego w zamian, żadnego wsparcia, dobrego słowa, a wręcz przeciwnie, wyrzuty i zarzutu, że jesteś marudna, zrzędliwa, itd, gdy tylko choćby słowem napomknęłaś o swoich życiowych zmaganiach...
Nagle w oczach innych stajesz się zimna, zła, arogancka, egoistyczna i oziębła...
Bo nikt nie dostrzegał i nie doceniał Twojej obecności, otwartych dłoni i ramion...
Gdy czerpał z Ciebie, wysysał energię, siły, otrzymywał wsparcie...
Tego nie ujrzał nikt...
Ale natychmiast wszyscy, szeroko otwartymi oczyma widzą Twoją zmianę, głośno szeroko otwartymi ustami nie omieszkają skomentować i przypiąć Tobie etykiety tej złej, wrednej, zimnej, samolubnej i znieczulonej...
I z tą łatką już będziesz utożsamiana dopóki ponownie nie postawisz innych jako priorytet na swojej liście...
Obniżając tym samym znaczenie i miejsce dla samej siebie...
Ludzie najczęściej nie widzą tego co mieli, otrzymali, ale bardzo szybko dostrzegą fakt, gdy odbierzesz, odetniesz im źródło tego, do czego się przyzwyczaili...
Co było dla nich pewnikiem...
A Ty przecież nie żyjesz po to, aby zaspokajać potrzeby i oczekiwania innych ludzi...
I dobrze byłoby, aby każdy miał świadomość, że drugi człowiek to nie źródło wyzysku pod jakimkolwiek względem, to nie przedmiot do zaspokajania swoich potrzeb, a istota, która zasługuje na szacunek, wzajemność i współodczuwanie...
Zasługuje na to, aby traktować go jak Człowieka, tak jak sami chcielibyśmy, aby nas traktowano...
Nic ponad to...

czwartek, 20 lutego 2020

DZIADKU, CZYM JEST FEMINIZM?



Wiesz wnusiu, przy silnym mężczyźnie zawsze stała silna kobieta.

Mężczyzna był tarczą kobiety, ale na przestrzeni lat coś dziwnego stało się z mężczyznami.

Szacunek zaczęliśmy mierzyć siłą, przez co kobieca miłość przemieniała się w strach, w poczucie winy, w poczucie obowiązku, że to ona musi zadbać o mężczyznę: o ojca, o męża, o syna.

Aż w końcu dzisiejszy mężczyzna zdaje się być tylko chłopcem z brodą, za którym stoi babka, matka, siostra, żona.

Oddaliśmy dzieci kobiecie i zrezygnowaliśmy z ich wychowania, a przecież wszyscy jesteśmy równi. Kobiety zaczęły ciężko pracować bo straciły męskie wsparcie.

Najtańszą siłą roboczą są samotne kobiety, z dziećmi.

Matka dla dziecka zrobi wszystko, nie będzie spała, będzie pracowała żeby je utrzymać. Nie będzie jadła, ale nakarmi dziecko.

A wcześniej kobieta nie była siłą roboczą, była córką, która miała ojca; była siostrą, która miała brata; była żoną, która miała męża; była matką, która miała syna.

I jak ktoś chciał skrzywdzić kobietę, od razu pojawiali się wszyscy jej mężczyźni.

Bo kobieta to zaszczyt mężczyzny i honor rodziny.

Kiedyś tak było.

I nadal w każdej normalnej kulturze i każdej normalnej rodzinie kobieta, to córka, siostra, żona, matka i babcia.

Ona nie jest sama.

Jej mężczyźni są za nią, jej rodziną. I może pracować wtedy, gdy sama tego chce, ale nigdy nie musi..

I to my mężczyźni przez swój egoizm i bezczynność spowodowaliśmy feminizm, a przynajmniej w dużej mierze przyczyniliśmy się do jego powstania.

A to nie wina, a obowiązek mężczyzny opiekować się kobietą.

Poczucie winy jest dla niedojrzałych dzieci z brodą, a dla mężczyzn istnieje KONCEPCJA HONORU I OBOWIĄZKU.

To mężczyzna zawsze był odpowiedzialny za rodzinę, a kobieta zawsze go w tym wspierała.

I to mężczyzna winien swoją siłę zamienić na powrót w szacunek, a wtedy feminizm zaniknie.

Słowiański Włóczykij


środa, 27 czerwca 2018

Szyba i lustro......

Wytłumacz mi, Rebe, bo nie rozumiem: przychodzisz po pomoc do biednego - pomaga ci jak tylko może.
Przychodzisz do bogacza - udaje, że cię nie widzi. Czemu tak się dzieje?
- Spójrz, Abram, przez okno. Co widzisz?
- Sara z Ickiem idzie ze sklepu. Josel na bazar jedzie. Rapaport z Rywką rozmawia...
- Dobrze, Abram. A teraz spójrz w lustro. Co widzisz?
- Cóż mogę widzieć, Rebe. Siebie samego widzę.
- Widzisz, Abram - okno jest ze szkła i lustro ze szkła.
Wystarczy dodać odrobinę srebra i już widzisz tylko siebie...

sobota, 13 stycznia 2018

Dbanie o siebie – czyli pozytywny egoizm.

Jeśli już tak bardzo chcemy być naprawdę dobrymi ludźmi, to dbajmy przede wszystkim o siebie.

To tzw. pozytywny egoizm lub egoizm kontrolowany. Wciąż wraca ten temat, ale też coraz częściej spotykam się z ludźmi, którzy za wszelką cenę chcą być dobrzy dla innych, ale zupełnie, albo prawie całkiem zapominają o sobie.
A przecież to nieludzkie. Jakby matka czy ojciec wciąż zapominali o swoim dziecku i myśleli o dobru innych dzieci. Bez sensu, prawda?
A przecież wiele osób przez całe życie tak robi. Zapomina o sobie, o swoim wewnętrznym dziecku i gimnastykuje się całymi dniami, by przypodobać się innym. A dziecko czeka, czeka, czeka… i często na tym się kończy.
A co dzieje się z tym dorosłym?
Rośnie w nim zgorzknienie, żal, pretensje do całego świata, że przecież tak się poświęca, a tu nie ma żadnej wdzięczności.
Jak może być wdzięczność za coś, co było czystym handlem, próbą wymuszenia wymiany: ja tobie zrobię dobrze, więc ty powinieneś zrobić dobrze mnie. Bzdura.
Jeśli już chcesz robić komuś dobrze, to zrób najpierw sobie. Wtedy będziesz zadowolony i to, co dasz innym, wolniejsze będzie od interesowności i  oczekiwań wdzięczności ze strony obdarowanego.

Dar z serca jest wolny od manipulacji. Nie żąda wdzięczności.

To właśnie jest pozytywny egoizm – dając najpierw sobie, budzimy pragnienie, by podzielić się swoim szczęściem, a nie jedynie kupić cudzą uwagę.
Tylko samemu będąc szczęśliwym, można dawać bezinteresownie szczęście innym. I to jest dar. To jest miłość bliźniego. To jest ludzkie i bardzo prawdziwe.

sobota, 6 stycznia 2018

Dusza mówi: POKOCHAJ SIEBIE.

"Każdy z Nas w drodze przez doświadczenie ma jedno podstawowe i najważniejsze zadanie: KOCHAĆ SIEBIE. Pierwsze czego pragnie Bóg i Dusza to to, abyś pokochał siebie samego. Kiedy Ty ukochasz siebie, Wszechświat zrobi to także. To już prosta droga do szczęścia.

Miłość własna jest tym, co pozwala nam pięknie żyć, w poczuciu godności i mocy jakie daje poszanowanie swojego własnego istnienia. Pochodzisz od Boga. Jesteś Boską Istotą. I nie ważne jak trudnych doświadczeń pragnie Dusza, jakkolwiek daleko byś nie odszedł, jakim błotem się nie utaplał, ścianą nie odgrodził, smołą nie oblał, ZAWSZE będzie w Tobie Boskie Światło, które ma moc skruszyć wszelkie ograniczenia. Światło, które w ostateczności doprowadzi Cię do Domu - do siebie samego. Do Twojej boskości.

Jeśli kochasz siebie samego, nie ma mowy, abyś zrobił cokolwiek przeciwko sobie. Nie pozwoli Ci na to szacunek do Twojego własnego istnienia, wypływający z poczucia Twojego Boskiego Pochodzenia. Jeśli kochasz siebie samego uszanujesz także każde inne istnienie, jako przejaw Boga, ponieważ wszyscy jesteśmy JEDNOŚCIĄ.

Nauczono Nas: najpierw drugi człowiek, potem JA. Prawda jest taka, że najpierw TY, potem inni. TY sam. Wszystko inne będzie Ci dodane. I nie ma to nic wspólnego z egoizmem. Kiedy robisz coś wbrew sobie, krzywdzisz siebie i krzywdzisz swoją Duszę. Kiedy ból jest wielki, a Dusza jest słaba, ucieka, ponieważ nie może wytrzymać tego, co sama sobie wybrała doświadczyć. Połączona z Tobą jedynie wąską linią pozwoli Ci żyć, ale nie poprowadzi, bo jest daleko od Ciebie i Twojego życia. Wtedy jest nieszczęście, depresja, złamane życie. Nie ma drogowskazu.

Kiedy postępujesz w zgodzie ze sobą, nie pozwalasz przejmować innym kontroli nad Twoim życiem. Masz w sobie potężną moc, której poddaje się przestrzeń i wszystko, co w niej zawarte. Życie staje się piękne i oparte na zasadach, które wybrałeś Ty i Twój Boski Przewodnik – Dusza. To jest nagroda za to, że miałeś odwagę iść własną drogą. Takimi Bóg chce widzieć swoje Dzieci.
Jesteśmy orłami, którym przeznaczone jest szybować wysoko po niebie.

Uwierz: jesteś doskonałym dziełem Boga, w całej swojej niedoskonałości, a Twój świat jest także doskonały. W Tobie Bóg spotyka się z samym sobą".

środa, 26 lipca 2017

Doceń własną wyjątkowość.


Rodzimy się na świecie, w którym miłość do samego siebie jest egoizmem. Na planecie, na której uczą nas, że trzeba najpierw służyć innym, a sobie dogadzać w drugiej kolejności. Zazwyczaj wtedy, kiedy nie mamy na to już siły i środków.

Uczą nas, że jesteśmy tacy jak wszyscy i że nie ma w nas nic wyjątkowego. Ot, taki sobie ludzik, taki sam jak każdy inny. Kilka miliardów takich samych ludzików, a ja Ci mówię, że TO JEST GÓWNO PRAWDA!

Jesteś najzajebistszym człowiekiem w swoim życiu. Niedocenionym pięknem, mądrością i miłością. Cudownym stworzeniem, którego nie da się podrobić. Można sfałszować pieniądze. Da się podrobić buty. Ciebie się podrobić nie da. Nie ma takiej opcji, żeby ktoś Cię sfałszował. Jesteś prototypem i wersją ostateczną. Ideałem, który już niczego nie potrzebuje, żeby być wspaniałym.

Dlaczego nie doceniasz siebie?


Ciągle coś sobie zarzucamy. Przez cały czas się obwiniamy. Mamy wrażenie, że jesteśmy nie dość dobrzy, nie dość ładni, nie dość mądrzy i tak dalej. Ale to nie jest prawda. Ten, który powoływał nas do życia, wiedział, co robi. Zdawał sobie sprawę z tego, co chce otrzymać i stworzył ideał, a tym ideałem jesteś Ty.

Ciągle spotykam ludzi, którzy nie potrafią docenić samych siebie. Oceniają się przez pryzmat innych, a to jest największa głupota, jaką widział świat. Czy Ty jesteś produktem z fabryki, żeby porównywać się do innych? Częścią jakiejś partii produkcyjnej? Nie ma takiej opcji, żeby mądre było porównywanie się do kogoś innego, bo to jest bez sensu.

Zazdrościmy innym pieniędzy, nie myśląc o tym, że zamiast kasy dany nam był cudowny charakter, którego być może tamci nie mają. Zazdrościmy innym figury, zapominając, że mamy te kilka kilogramów za dużo, ale za to dostaliśmy zdrowie, którego ktoś inny może nie mieć. Nie zauważamy własnego piękna.

Muszę Ci się do czegoś przyznać. Kiedy spotykam ludzi, bliżej jest mi do powiedzenia im "jesteś wspaniały", niż "jesteś głupi". Dostrzegam w ludziach dobro, piękno i wyjątkowość. Dostrzegam te najpiękniejsze, najlepsze cechy i dzięki temu potrafię wykrzesać z ludzi to, co najwspanialsze. Potrafię ich zmotywować, przez co dostaje od nich wdzięczność, ale mogę też oglądać jak wzrastają, jak osiągają swoje cele, jak cieszą się życiem i jak stają się najlepszymi wersjami samych siebie.

Moim marzeniem jest doczekać dnia, w którym na ulicach co chwilę będę spotykać człowieka, który z pełnym przekonaniem powie, że kocha samego siebie i że czuje się dobrze we własnym ciele.

Uwierz, że w szerszym kontekście nie ma znaczenia to, że masz krzywe zęby, mniejsze wykształcenie, brzydszy dom czy starszy samochód. Każda rzecz i każda cecha może być tak wadą, jak i zaletą, w zależności od tego, jak się na to patrzy. Nie ma niczego, co uniemożliwiałoby Ci osiągniecie sukcesu. Nie ma czegoś, co wykluczałoby Cię z grona ludzi atrakcyjnych. Ograniczenia nadajesz sobie sam przez to, co o sobie myślisz i przez to, jak bardzo wierzysz w słowa innych.


Zrozum - są ludzie, którym ciężko jest znieść sukces bliźnich. Są tacy, którzy dla zasady powiedzą Ci, że wyglądasz źle. Są ludzie, od których nigdy nie usłyszysz pochwały i tacy, którzy zawsze znajdą jakąś Twoją słabszą stronę. Tylko od Ciebie zależy, czy im uwierzysz i czy potraktujesz ich osąd tak, jak własny. Ty nie jesteś tym, co mówią o Tobie inni. Nie determinują Cię czyjeś opinie. Jeżeli sam uważasz się za pięknego, to nawet milion ludzi nie przekona Cię, że jesteś brzydki. Bo Ty znasz swoje piękno i wiesz, że Twoje zdanie w Twoim życiu ma największą moc, a zdania innych ludzi to tylko dodatek.

Chciałbym, żebyś przestał się karcić za swoje wady. Przestał skupiać na tym, czego w sobie nie lubisz. W końcu przestał wierzyć tym, którzy podcinają Ci skrzydła. Jesteś wyjątkowym człowiekiem. Pięknym, mądrym i dobrym. Jesteś cudem na tym świecie. Ten świat bez Ciebie nie byłby taki, jaki jest. Bez Ciebie wszystko byłoby inaczej. To Ty i każdy z nas nadaje tej ziemi charakteru. Jesteśmy tu ważni. Jesteśmy tu u siebie i mamy prawo samych siebie doceniać.

Na pewno jest coś, co w sobie lubisz. Czas zacząć zwracać na to uwagę. Najwyższy czas, żeby mieć w nosie to, co mówią o Tobie inni. Rób swoje. Rób to najlepiej jak potrafisz i bądź sobą. Odrzuć to, co Cię boli. Rozstań się z tymi, którzy sprawiają Ci przykrość. Jeżeli Ty nie dostrzegasz własnej wyjątkowości, to nie możesz oczekiwać, że zrobią to inni.

http://www.redaktorbezczelna.pl/2017/05/docen-wasna-wyjatkowosc.html

piątek, 19 maja 2017

Mówienie „nie” innym, oznacza „tak” dla samego siebie.

Mówienie „nie„, „dość” lub „nie mam na to ochoty” może nas uwolnić, pocieszyć oraz sprawić, że poczujemy się lepiej sami z sobą. Kiedy ostatni raz powiedziałeś to, naprawdę mając na to ochotę?
Czy jesteś zmęczony dyplomatycznym i pojednawczym zachowaniem? Czy zawsze stawiasz potrzeby i priorytety innych ponad swoje własne? Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się nad faktem, że gdybyś szczerze i bezpośrednio wyrażał się o swoich uczuciach, bez powodu podnoszenia głosu i gniewania się, a Ty czułbyś się o wiele lepiej?
Czy męczy Cię już naprawianie komputera sąsiadów, bycie jedyną osobą, u której zostawia się siostrzeńców, lub która chodzi z ciotką do lekarza? Czy czujesz się przeładowany zobowiązaniami i wizytami innych osób, nawet jeśli w ogóle nie masz na nie ochoty oraz zaniedbujesz swoje własne potrzeby?
Czy masz już dość do tańczenia w rytm muzyki wygrywanej przez innych?
tabliczki tak i nie

Zacznij odmawiać

To dlatego, kiedy zaczynamy reagować inaczej, odmawiać, stosować subtelne gesty, by wyrazić naszą irytację, ludzie komentują to w ten sposób „kiedyś taki nie byłeś” lub „ależ się zmieniłeś!”. Powinieneś odpowiedzieć: „Tak, zmieniłem się i jestem z tego powodu szczęśliwy„.
Te zmiany z pewnością wprowadzą różnicę w tym jak się czujesz sam ze sobą. Będziesz czuł się bardziej szanowany i pewny siebie oraz nauczysz się dogadywać z innym w sposób bardziej szczery i pozytywny. Jeżeli ktoś się od Ciebie odwróci, oznacza to, że nigdy tak naprawdę przy Tobie nie był.
Musimy żądać szacunku wobec innych, ale również dla samego siebie, a tego nie da się załatwić poprzez podniesienie głosu czy zrobienie awantury. Każdy zauważy zmianę w Twoim nastawieniu, kiedy zaczniesz być bezpośredni i szczery wobec osób, które Cię otaczają.
Ciągłe wycofywanie się, unikanie mówienia „nie”, nie zapewnia Ci większej miłości, jaką otrzymujesz. W rzeczywistości, jeśli Twoja mentalność rozwinęła się w takim kierunku, zwykle za tym zjawiskiem kryje się niska samoocena.

Jak możemy nauczyć się mówić „nie”?

1. Zacznij od małych rzeczy. Nie dawaj głupich wymówek, ludzie to zauważą. Aby wyrazić swoje „nie”, po prostu powiedz, że nie masz na to ochoty, że jesteś zmęczony, że rozumiesz problem, lecz nie możesz tego zrobić, bo masz własne obowiązki.
2. Jeżeli odczuwasz niepewność, co do tego, jak to zamierzasz zrobić, pomyśl i przygotuj się zawczasu. Stań przed lustrem oraz przy odmawianiu zwróć uwagę zarówno na Twój język werbalny, jak i na swoją mowę ciała. Upewnij się, że posiadasz rozsądne i przekonywające argumenty.
3. Zrób to bez obaw. To normalne czuć dyskomfort i lęk kiedy przychodzi nam odmówić, lecz mówi się, że „dobroczynność zaczyna się od nas samych”.
kobieta i łąka
4. Porzuć strach przed opinią innych ludzi. Najważniejszą aprobatę możesz otrzymać od siebie samego.
5. Zrób to bez wdawania się w szczegóły i plątania w wyjaśnianiu sytuacji. Daje to wrażenie niepewności swoich racji.
6. Naucz się, że jeśli dana osoba prawdziwie Cię kocha i docenia, nadal będzie to robić chociaż powiesz „nie” dla jakiejś rzeczy. Masz prawo do odpoczynku i zadbania o siebie w pierwszej kolejności. Bądź świadomy swojej wartości.
7. Pozbądź się uczucia winy odmawiając. To Twój wewnętrzny obowiązek, który powinieneś wypełniać krok po kroku.

https://pieknoumyslu.com/mowienie-nie-innym-tak-dla-siebie/


poniedziałek, 17 kwietnia 2017

O przywoływaniu niemożliwego. Czyli co mi jest potrzebne do szczęścia?

W przestrzeni jest wiele wszystkiego. Dla każdego wystarczy z górką i jeszcze zostanie. Jak korzystać z obfitości Wszechświata? Jak przywoływać do siebie to, czego nam potrzeba do szczęśliwego życia?
O przywoływaniu niemożliwego. Czyli co mi jest potrzebne do szczęścia?
Wszystko jest kwestią intencji i kwestią podejścia. O wszelkim dobru w naszym życiu trzeba odpowiednio myśleć. Podstawą są motywy naszych pragnień. Rozumieć trzeba także, że nie zawsze to co nam wydaje się dobre, w perspektywie długofalowej przyniesie szczęście. Można pragnąć pieniędzy, a kiedy je mamy wcale nie być szczęśliwym. Świat pełen jest takich przykładów. Tak to jest w materialnym świecie, że najbardziej pragniemy materii, a to nie ona jest podstawą naszego życia. Materia w jakiejkolwiek formie jest jedynie środkiem do szczęścia, a nie celem samym w sobie. Prawdziwe życie to wartości, to szczęście wewnętrzne, które prędzej czy później przejawi się dobrem w Twojej rzeczywistości.
Wiara i pewność - czyli chcieć i móc.
Najpierw wierzyłam, że Bóg mnie kocha - teraz to wiem. Najpierw ufałam, że wszechświat da mi tego, czego pragnę - teraz to wiem. I nie ma w tym ani krztyny pychy czy egoizmu. Dlaczego? Bo wszystko o czego pragnę i czego mi potrzeba zawsze jest z intencją dla mnie, dla ludzi, dla świata. Nie żądam, ale ufam, nie oczekuję lecz z wiarą czekam. I wiem, że to, czego pragnę już do mnie idzie. Przybliżam w czasie. Niech się zdarzy.
Otwartość.
Nie wiem gdzie, nie wiem jak, nie wiem kiedy, ale się otwieram. Otwieram siebie na przepływ Wszechświata. Przepływ Miłości Bożej i wszystkiego tego, co ona ze sobą niesie. A niesie samo dobro. Bóg chce dla swoich dzieci wszystkiego co najlepsze i najpiękniejsze. On wie dokładnie czego każdemu z Nas potrzeba. Jeśli nie ma w Twoim życiu szczęścia, blokada jest w Tobie. Jeśli brak Ci wiary w siebie, w ludzi, w świat - jeśli nie wiesz od czego zacząć możesz nie robić NIC. Wystarczy, że z ufnością otworzysz się na działanie Wszechświata. Daj mu czas i miej pewność w to, że On Cię poprowadzi do upragnionego celu. Nie pytaj jak to się stanie. Po prostu się otwórz.
Droga do szczęścia.
To przestrzeń do działań dla Boga/Duszy/Wszystkiego Co Jest. Wizualizuj cel. Drogę do tego zostaw Bogu. Otwórz się na znaki z przestrzeni, pójdź za nimi i działaj.
Bóg.
Jest wszystkim tym, co Cię otacza. Zdaj sobie sprawę, że jesteś w nim ZANURZONY. Znajdź w sobie drogę do tego, by poczuć jego obecność, miłość, prowadzenie. Nie gdzieś tam – wysoko, ale obok Ciebie, w Tobie, w Twojej Duszy. Do Boga nie prowadzą, żadne schody, skomplikowane praktyki, poziomy oświecenia czy wtajemniczenia. To jest bardzo proste: Bóg mieszka w Tobie. Znajdź do niego swoją własną, indywidualną, niepowtarzalną drogę. Nawet gdyby była ona najbardziej dziwna, trudna, długa, nietypowa.
Dusza i Ty.
Jesteś świętą Trójcą. Chrześcijański Ojciec-Syn i Duch Święty, to w istocie alegoria Ciebie samego i prostej tajemnicy istnienia: Bóg – Syn/czyli Ty – i Duch czyli Twoja Dusza. To wszystko. Ponieważ wszystko to zawierasz w sobie, jesteś istotą doskonałą, kompletną, skończoną. Oto cała prawda o wielkiej tajemnicy istnienia. Święty Graal to w istocie TY sam. Nikt, ani nic z zewnątrz nie jest Ci potrzebne do tego, by dotrzeć do siebie. Cały sekret to pokochać siebie samego. Zrozumieć, że jesteś samowystarczalną, w pełni autonomiczną jednostką, która decyduje o sobie. Oczywiście nie da się iść przez życie nie wchodząc w interakcję z ludźmi. Jednak pamiętajmy: nikt nie ma prawa decydować za Nas. Nikt nie ma prawa narzucać Ci czegokolwiek. Decyzje można podejmować na zasadzie porozumienia, nie dyktatury. Wzajemny szacunek dla niezależności drugiego człowieka to podstawa.
Świat i Wszechświat.
Jeśli idziesz drogą samego siebie w towarzystwie Boga i Duszy - jeśli nie szkodzisz nikomu ani niczemu, co nie jest możliwe, jeśli masz miłość w sercu; jeśli nie robisz nic wbrew sobie; jeśli ufasz i wiesz, i masz pewność swoich celów, spodziewaj się, że Wszechświat sowicie Cię wynagrodzi. Dlaczego? Bo przestrzeń ułoży się pod Twoje oczekiwania. Bo TY SAM ją sobie wykreujesz.
Wszechświat mówi: niczym się nie martw. Pozwól się tylko KOCHAĆ.
Miłości, obfitości, spełnienia.

http://www.w-przestrzeni-serca.pl/czlowiek-swiadomy/38-o-przywolywaniu-niemozliwego-czyli-co-mi-jest-potrzebne-do-szczescia.html#.WPD7VKyv9KI.facebook


środa, 5 kwietnia 2017

Dusza mówi: POKOCHAJ SIEBIE.

Każdy z Nas ma na Ziemi jedno podstawowe i najważniejsze zadanie: KOCHAĆ SIEBIE.

Dusza mówi: POKOCHAJ SIEBIE

Pierwsze czego pragnie Bóg i Dusza to to, abyś pokochał siebie samego. Kiedy Ty ukochasz siebie, Wszechświat zrobi to także. To już prosta droga do szczęścia.
Miłość własna jest tym, co pozwala nam pięknie żyć, w poczuciu godności i mocy jakie daje poszanowanie swojego własnego istnienia.
Pochodzisz od Boga. Jesteś Boską Istotą. I nie ważne jak trudnych doświadczeń pragnie Dusza, jakkolwiek daleko byś nie odszedł, jakim błotem się nie utaplał, ścianą nie odgrodził, smołą nie oblał, ZAWSZE będzie w Tobie Boskie Światło, które ma moc skruszyć wszelkie ograniczenia. Światło, które w ostateczności doprowadzi Cię do Domu - do siebie samego. Do Twojej boskiej istoty.
Jeśli kochasz siebie samego, nie ma mowy abyś zrobił cokolwiek przeciwko sobie. Nie pozwoli Ci na to szacunek do Twojego własnego istnienia, wypływający z poczucia Twojego Boskiego Pochodzenia. Jeśli kochasz siebie samego uszanujesz także każde inne istnienie, jako przejaw Ojca-Matki Twojego.
Nauczono Nas: najpierw drugi człowiek, potem JA. Prawda jest taka, że najpierw TY, potem inni. TY sam. Wszystko inne będzie Ci dodane. I nie ma to nic wspólnego z egoizmem. Kiedy robisz coś wbrew sobie, krzywdzisz siebie i krzywdzisz swoją Duszę. Kiedy ból jest wielki, a Dusza jest słaba, ucieka, ponieważ nie może wytrzymać tego, co sama sobie wybrała doświadczyć. Połączona z Tobą jedynie wąską linią pozwoli Ci żyć, ale nie poprowadzi, bo jest daleko od Ciebie i Twojego życia. Wtedy jest nieszczęście, depresja, złamane życie. Nie ma drogowskazu.
Kiedy postępujesz w zgodzie ze sobą, nie pozwalasz przejmować innym kontroli nad Twoim życiem. Masz w sobie potężną moc, której poddaje się przestrzeń i wszystko, co w niej zawarte. Życie staje się piękne i oparte na zasadach, które wybrałeś Ty i Twój Boski Przewodnik – Dusza. To jest nagroda za to, że miałeś odwagę iść własną drogą. Takimi Bóg chce widzieć swoje Dzieci.
Jesteśmy orłami, którym przeznaczone jest szybować wysoko po niebie.
Uwierz: jesteś doskonałym dziełem Boga, w całej swojej niedoskonałości, a Twój świat jest także doskonały. W Tobie Bóg spotyka się z samym sobą.

http://www.w-przestrzeni-serca.pl/dusza/16-dusza-mowi-pokochaj-siebie.html#.WOThRWlNagc.facebook

niedziela, 23 października 2016

Bądź człowiekiem, poproś !



Wymagamy od dzieci, aby były uczynne dla rodziców. „Moje dziecko powinno o mnie pamiętać”, „Te moje dziecko to jakieś złe, w ogóle nie pamięta o swoich rodzicach”.
„W ogóle mnie nie odwiedzacie” mówi rodzic. Zamiast wydać komunikat wprost – „Stęskniłem się za tobą. Może byś przyjechał?” czy też „Stęskniłem się za tobą, może my was odwiedzimy?”
Jasno powiedzieć o swoich potrzebach i pragnieniach. „Potrzebuję, abyś przyjechał i mi pomógł, sam sobie nie poradzę”.
To nie jest nic złego okazać swoje Serce.
Boimy się prosić. Mamy olbrzymi lęk przed proszeniem. Przed pokazaniem, że jesteśmy człowiekiem i mamy swoje potrzeby.
Zamiast powiedzieć „zrób mi proszę rosołek, potrzebuję go”, wydajemy rozmyte komunikaty w stylu „ooo… napiłbym się rosołku”.
Dorosły człowiek powinien wyrażać się jasno – „potrzebuję herbaty”, „przepraszam, muszę wyjść”, „potrzebuję się przytulić, mogę?”
Nie chcemy się przyznać do własnych słabości. Do tego, że czasami sami nie damy sobie rady.
Aby poprosić kogoś o pomoc, trzeba najpierw przyznać się przed samym sobą, że „nie mam siły”, „potrzebuję pomocy”, „czuję się samotny”, itd.
Udajemy twardzieli, bo wstydzimy się własnej uczuciowości. Wstydzimy się otwartości, wrażliwości, czułości czy dobroci.

„Ja nic nie potrzebuję”.

Nie prosząc o pomoc, izolujemy się od ludzi. „Ja nic nie potrzebuję” mówi babcia, jednocześnie mając stale pretensje do własnych dzieci i wnuków, że się jej nie odwiedza.
Dzieciom naprawdę może powstać bałagan w głowie, gdy stale otrzymują 2 sprzeczne komunikaty – „ja nic nie potrzebuję” + nieświadomie wysyłany komunikat całą swoją postawą, który można by zawrzeć w zdaniu – „POWINIENEŚ o mnie pamiętać”.
Skonfundowane dziecko mogłoby zapytać – „to właściwie potrzebujesz czegoś czy nie potrzebujesz?”.
Weź odpowiedzialność za to, co przekazujesz innym swoją osobą.

Izolacja.

Nie prosząc o pomoc, izolujemy się od ludzi.
Udajemy, że jesteśmy samowystarczalni – „ja nic nie potrzebuję”, „ach, nie trzeba było”, „to nic takiego”, „nie ma za co”, ale w głębi duszy cholernie tęsknimy za drugim człowiekiem. Za prawdziwym spotkaniem z drugą istotą.
Nie potrafimy brać i dziękować. Cieszyć się tym, co otrzymujemy od innych. Chwilą bliskości, dobrym gestem, prezentem, krótką rozmową.
Nie okłamuj się zdaniem „ja nic nie potrzebuję”, „jestem silny, dam sobie radę„, „nikogo nie potrzebuję do szczęścia”, bo w ten sposób oddzielasz się od innych. Stajesz się biorobotem, podatnym na zewnętrzne kuszące świecidełka i gadżety, np. internetu, telewizji, szkoleń, zakupów, wódki, które dają ci ILUZJĘ bliskości z innymi.
Wydaje ci się, że masz dużo przyjaciół, bo Twoi znajomi obserwują cie na Facebooku. Czy też – idziesz z nimi na drinka, więc masz iluzję, że otaczasz się przyjaciółmi i jesteś dobrym człowiekiem. Nie jesteś. Oszukujesz sam siebie. Dobry jesteś wtedy, gdy w odwadze prawdziwie jesteś obecny dla drugiego, jesteś dla niego całym sobą (a nie tylko dodatkiem do „piwka”) i gdy mówisz mu o sobie. O sobie prawdziwym, potrzebującym, czułym i dzielącym swoje smutki i radości. Czy też, gdy razem coś tworzycie dla wspólnego dobra.

Mój syn to egoista.

Jako dorośli myślimy sobie „syn powinien się domyślić, on taki egoista”. A przepraszam, czego własną osobą nauczyliśmy własne dzieci? Czy nauczyliśmy je (pokazując w życiu swoją osobą) jasnych i klarownych komunikatów, w stylu – „potrzebuję pomocy”, „zrób to proszę dla mnie”, „dziś nie mogę, jestem zmęczony”? Czy PREZENTOWALIŚMY je w życiu w stosunku do innych?
Nie, często własną osobą prezentujemy coś odmiennego – użalamy się nad sobą „o boże, jak mi źle”, ale nic z tym nie robimy. Ani nie prosimy o pomoc, ani nie tworzymy zmiany. Uczymy więc własne dziecko tkwić w marazmie, w niespełnieniu, w niewiedzeniu czego się chce.
Nie wydajemy jasnych komunikatów – „zostaw, to za dużo dla mnie”, „odejdź”, „przepraszam, dziś nie mam siły, jestem zmęczona”, tylko podkładamy się dla innych, rezygnując z siebie, z własnych potrzeb, z potrzeby odpoczynku, ochronienia własnych granic, z powiedzenia czego się aktualnie potrzebuje.
Mamy w głowie pobożne życzenia, ale ich nie wypowiadamy drugiemu. Nie komunikujemy.
Uczymy w ten sposób własne dzieci, by żyły tak, jak my – nie komunikując, nie wypowiadając, ale wymuszając emocjonalnie na innych – płaczem, żalem, złością, fochem.
Uczymy ich swoją osobą jak stworzyć kolejny toksyczny związek. To toksyczny związek, gdy nie mówimy wprost (ale łagodnie) o naszych potrzebach i granicach.
Z jednej strony chcemy, pragniemy czegoś, tęsknimy, ale zatrzymujemy się tylko na poziomie pragnień.
Nie powiemy drugiemu o naszej tęsknocie czy chęci bliskości.
Mamy za to agresywne tłumione oczekiwania – „ona powinna”, „on powinien” lub obgadujemy innych – „taki to egoista”.
W ten sposób tworzymy chory schemat uciemiężonej matki Polki, która podkłada się cały czas dla męża, nie zadbając o siebie. I złego, agresywnego męża, którego przecież trzeba nakarmić, napoić i dać mu seks.

Obgadywaniem nie zmienisz siebie.

Obgadujemy innych. Jesteśmy mistrzami w obgadywaniu, ale nie robimy NIC, aby wprowadzić we własne życie zmiany. Wyjść do drugiego. (zobacz też: Dlaczego krytykujemy sukcesy innych?)
Wciąż tkwimy w postawie kilkuletniego dziecka, które ma tylko oczekiwania, a nie chce dać nic od siebie.
Czasami wylewamy na drugiego parszywe, agresywne, straszące żale, mówiąc mu – „już wszyscy sąsiedzi mnie pytają dlaczego mam takiego złego syna, który w ogóle mnie nie odwiedza”.
To nie syn jest zły. To ty nie dałeś/dałaś mu poprawnych wzorców. Nauczyłeś go egoizmu, będąc egoistą.
On Ciebie tylko skopiował. Miał przecież najlepszego nauczyciela.
„Jak to nauczyciela? O czym ty mówisz!?”, „Nie masz prawa tak mówić do własnego ojca! To chamstwo! Rodzicowi należy się szacunek!”
Zapamiętaj jedno – szacunek to nie straszenie. Szacunek to nie bycie wyższym. Szacunek to nie górowanie nad drugim. Górowanie nad drugim to poczucie władzy. A władza na ma nic wspólnego z szacunkiem.
Jeśli chcesz zyskać autorytet, okaż miłość, a nie wymagania. Bądź dobry. Szacunek pojawi się samoczynnie. Obserwując rodzica odważnego, prawdziwego, kochającego, dziecko automatycznie nabiera szacunku do takiej osoby i będzie na nią wpatrzone całe życie.

Proszę.

Można przecież powiedzieć – „Synu, proszę cię o pomoc”, albo „Córko, tęsknię za tobą”.
To wymaga jednak odwagi. Odwagi, by kochać i wyrażać miłość. A nie umartwiać i użalać się nad sobą. A nie mieć oczekiwania w stylu „syn powinien”.
Pytanie jest podstawowe – czy nauczyliśmy dziecko przykładem WŁASNEJ osoby, że:
* gdy mam potrzebę, to proszę,
* gdy coś przekracza moje granice, to mówię „nie”,
* gdy tęsknię, to o tym mówię,
* gdy widzę człowieka w potrzebie, to działam.
Czy nauczyliśmy swoje dziecko być przydatnym dla drugiego?
A nauczyć możemy tylko w jeden sposób – pokazując SAMYM SOBĄ, że jesteśmy:
* przydatni sami dla siebie (mówię, czego potrzebuję i robię w życiu to, czego potrzebuję) i
* przydatni dla innych (gdy widzę człowieka w potrzebie, to pomagam, a nie gadam o nim lub użalam się nad tym jak mi źle).
Jeśli chcesz nauczyć dziecko miłości, okaż miłość.
Pokaż, że potrafisz kochać SIEBIE. Pokaż, że potrafisz o siebie zadbać. Poprosić o pomoc. Wyjść do drugiego. Zrobić coś dla siebie.
Jeśli masz potrzebę, poproś.
To nie jest nic złego zadbać o siebie.

http://kimjestem.pl/badz-czlowiekiem-popros/


niedziela, 24 lipca 2016

Nie samym macierzyństwem kobieta żyje.



Wiem, że każda kobieta jest inna i rożne są jej potrzeby. Doskonale zdaję sobie sprawę, że część z Was może zupełnie się ze mną nie zgadzać w wielu aspektach tutaj poruszanych. Cieszy mnie jednak to, że szanujemy swoje wybory.
Gdy próbuję stanąć z boku i przyjrzeć się sobie i moim metamorfozom w trakcie ostatnich trzech lat, to uderza mnie tempo zmian, które we mnie zachodzą. Ba, nie tylko tempo tych zmian mnie uderza. Zmienił się również kierunek, w którym zmierzam. Inne mam cele, inne priorytety i inaczej patrzę na ten cały piękny rozgardiasz macierzyństwem zwany. Dojrzewam. Tak cholernie się cieszę, że już nie szukam po omacku swojej drogi i jednocześnie pozwalam sobie na popełnianie błędów. Traktuję je nie jako porażki a jako nieodłączny element tej ścieżki, którą kroczę. Nie mam wyrzutów sumienia, że czasami pudłuję albo nie wyrabiam na zakrętach. Zaczynam przyzwyczajać się do myśli, że to zupełnie naturalne. Dobrze mi z tą myślą, że co doświadczam to moje, czego próbuję to coś z tego wynoszę, co smakuję to zostaje przeze mnie zapamiętane.
Jeszcze całkiem niedawno, bo 3 lata temu, gdy mój starszak był jeszcze nieopierzonym pisklakiem, byłam święcie przekonana, że macierzyństwo i wychowywanie dzieci będzie tym, czemu poświęcę 100% mojego czasu i energii. Kurczowo trzymałam się tej myśli, że mam prawo zdecydować zostać z dziećmi w domu jak najdłużej i nikt nie powinien mi tej możliwości zabierać. Byłam święcie przekonana, że nawet gdyby nastały lata chude, to powinnam zostać w domu i być tą mitologiczną Gaią, opiekunką domowego ogniska. A mój Mąż powinien zwyczajnie pracować, aby móc opiekować się tą sferą materialną.
Jednak z miesiąca na miesiąc zaczęłam czuć pewnego rodzaju pętlę, którą sama sobie zarzuciłam na szyję. To macierzyństwo, tak przeze mnie doceniane i wychuchane, zaczynało mnie dusić. Traciłam coraz częściej cierpliwość, dopadały mnie momenty totalnej rezygnacji i zwątpienia w swoje umiejętności wychowawcze. Doszłam do wniosku, że nie jestem stworzona do tego, aby poświęcić swoim dzieciom wszystko, zapominając jednocześnie o tym, że ja mam także potrzeby spoza tego matczynego kręgu.
Tak jak tu stoję, tak z pełnym przekonaniem stwierdzam, że to nie dla mnie być mamą 24/7. Potrzebuję odejścia. Serio, jak ryba wody, tak ja potrzebuję mieć przestrzeń i czas tylko dla siebie. Z całych sił chcę mieć rejony, które dotyczą tylko mnie. To nie jest egoizm, jak czasami próbuje mi to zasugerować mój Mąż, chyba jeszcze nie do końca pogodzony z tym, że zaczynam wyfruwać z gniazda, ale tylko na krótkie momenty. Dla mnie sztuka latania zwana inaczej Życiem, nie polega tylko na byciu mamą. Zaczynam dopiero odbudowywać te rewiry, o których zapomniałam przez ostatnie lata, od kiedy wróciłam do Polski. Dla niektórych sprawy oczywiste jak posiadanie znajomych czy wspólne weekendowe wypady z psiapsiółą, dla mnie to rzeczy jeszcze nieosiągalne, jednak na szczęście znajdujące się na mojej liście „do zrobienia” w najbliższym czasie.
Pozwolę sobie na mała dygresję i przytoczę pewną historię. Pod jednym z lipcowych tekstów jedna z Was zostawiła komentarz, który dał mi do myślenia. Niestety nie mogłam go odszukać w czeluściach facebooka, trudno. Dotyczył od tego, że Ona [tak ją nazwijmy na potrzeby tego akapitu] właśnie wróciła z tygodniowych wakacji z samą sobą. Dzieciaki zostawiła z Mężem i zdecydowała się na auto-reset. Wiem, że część z nas zaszlochałaby się za naszymi bąblami i takie podejście byłoby nie do ogarnięcia. Rozumiem to. Ja jednak byłam z niej dumna! Po pierwsze byłam z niej cholernie dumna, ponieważ na forum publicznym potrafiła przyznać, że nie miała z tego tytułu wyrzutów sumienia, ba nawet świetnie się bawiła. To wielka odwaga! Po drugie mam czelność przypuszczać, że jej otoczenie przyjęło tę jej potrzebę nie jako fanaberię, a jako niezbędny element układanki. Aby Ona nie zwariowała, tylko mogła się zregenerować podczas tego tygodni i powrócić do rodziny na pełnej petardzie.
Gdy próbuję wyobrazić sobie hipotetyczną sytuację, że i mi nagle urodziła się taka potrzeba autoresetu, jak tej wspomnianej Onej ;-), i oznajmiam to moim najbliższym, to obawiam się, że nie byłoby to entuzjastycznie przyjęte. Zostałabym pewnie zdrowo opierdzielona za te moje egoistyczne zapędy. Gdzieś tam w naszym społeczeństwie zakorzenione jest jeszcze od wielu pokoleń to, że matka nie ma prawa do wakacji. Że skoro chce odpocząć, to musi zabrać ze sobą ten cały majdan i razem ze swoją gromadą ruszyć na „odpoczynek”. Że przecież, gdyby spróbowała odpocząć samotnie, w ciszy, z dala od domu, to niejako wystąpiłaby przeciw rodzinie.
Bzdura. Skoro kobieta potrzebuje takiego resetu bez udziału rodziny, choćby dwu- czy trzydniowego, niekoniecznie od razu tygodniowego, to oznacza, że ona naprawdę cholernie go potrzebuje. Bo chce doładować swoje bateryjki, które pomału się wyczerpują. A ich doładowanie pozwoli jej nie oszaleć, a powrócić na codzienną ścieżką ze zdwojoną siłą.
Wrócę do meritum. Nie samym macierzyństwem kobieta żyje. Czasami niezbędna jest chwila odejścia, choćby na moment. Dla każdego co innego może okazać się tym panaceum, które pozwoli nie zwariować i zregenerować te pokłady, które często się wyczerpują.
Kiedyś trafiłam na książkę Teri Hatchett, w której znalazłam świetny fragment opisujący to, że rodzic również powinien dbać o siebie. Niestety za nic nie mogę go znaleźć, jednak jego brzmienie było takie:
„Jeśli swoim dzieciom pokazujesz, że nie szanujesz się i lecisz na resztkach sił, to jaki przekaz dajesz swoim dzieciom? Że ich potrzeby są ważniejsze niż potrzeby innych ludzi, nawet tych najbliższych. Chyba nie tego chcesz ich nauczyć, prawda?”
 http://www.szczesliva.pl/nie-samym-macierzynstwem-kobieta-zyje/

piątek, 27 lutego 2015

Piękna Przypowieść.


Był sobie raz starzec siedzący u wrót miasta. Pewien młodzieniec podszedł do niego I zapytał: “Nigdy tu nie byłem, jacy są tutejsi ludzie?”

Starzec odpowiedział mu: “A jacy są ludzie w mieście, z którego przybywasz?”

- Egoistyczni i źli, to dlatego z ulgą opuściłem tamto miejsce.

- Takich samych odnajdziesz i tutaj, rzekł starzec.

Nieco później, inny człowiek zbliżył się do niego I zadał to samo pytanie: “Właśnie przybyłem, powiedz mi, jacy są tutejsi ludzie?”

Starzec odpowiedział, jak przedtem: “Powiedz mi, chłopcze, jacy są ludzie w Twoim mieście?”

- Są dobrzy, gościnni, życzliwi i uczciwi. Mam tam wielu przyjaciół i ciężko było mi się z nimi rozstać.

- Takich samych ludzi znajdziesz i tutaj, rzekł starzec.

Pewien kupiec usłyszał obie te rozmowy. Gdy tylko młody człowiek oddalił się, kupiec zwrócił się do starca zirytowany:

“Jak możesz dawać dwie zupełnie różne odpowiedzi na to samo pytanie zadane przez dwie osoby?”

Starzec odrzekł:
“Synu, każdy nosi swój wszechświat w sercu… Skądkolwiek szedłby, ten, kto niczego dobrego nie odnalazł w przeszłości, niczego dobrego nie odnajdzie i tutaj. Lecz ten, kto miał przyjaciół w innym miejscu, także i tutaj odnajdzie szczerą i wierną przyjaźń… …Bo widzisz, ludzie są dla nas tym, co w nich dostrzegamy.”

wtorek, 1 lipca 2014

Życie jest naszym przyjacielem.

Przyzwyczajeni, a może nauczeni jesteśmy, że życie trzeba kontrolować. Dzięki temu jesteśmy przygotowani na życiowe niespodzianki – zwłaszcza te niezbyt miłe. Wydaje nam się, że jeśli już od samego rana przygotujemy się na to, co może pójść nie tak, łatwiej nam będzie sobie z tym poradzić, mniejsze będzie nasze cierpienie i ostatecznie wyjdziemy cało z opresji, w której możemy się znaleźć.
Pytanie tylko: ile razy do tej pory się w niej znaleźliśmy i czy rzeczywiście to nasze przewidywanie i próba kontroli, zmniejszyła nasz ból, gorycz porażki, czy poczucie winy z powodu źle podjętych decyzji (których mimo wszystko nie udało nam się przewidzieć)?
Rzeczywistość pokazuje, że nie da się wszystkiego kontrolować, a już na pewno nie da się wszystkiego, co wydarzy się w ciągu dnia, przewidzieć.
Można przygotować się na spotkanie, do wyjazdu, na egzamin czy do pracy, ale nie uda nam się w 100% przygotować do każdej sytuacji, co do której możemy snuć jedynie domysły, bo pewności, że się nam przydarzy, nie mamy prawie żadnej.
Zbytnia kontrola pozbawia nas radości życia. Zamyka nas na to, co naprawdę dzieje się w danej chwili: na szanse, okazje, pomysły i odkrycia. Uniemożliwia nam popatrzenie na wszystko z innej, niż podpowiada nam umysł, strony. A ta, może być kluczowa dla powodzenia tego, co dla nas ważne i w czym akurat bierzemy udział.
Zapomnieliśmy, albo nas nie nauczono, by ufać życiu. Otworzyć się na to, co dzieje się w danej chwili i jest tym, co miało się wydarzyć. Co więcej: nie umiemy we wszystkim, co się nam przydarza, dostrzegać dobra. Wszędzie widzimy zagrożenie, podstęp, kłamstwo i egoizm.
A może by tak inaczej?
Może pozwolić życiu, by działo się.
Nie chodzi o wpadanie w skrajności, by nic nie planować, do niczego się nie przygotowywać, ale by otworzyć się na to, co pojawia się w danej chwili, na rozwój zdarzeń, którego nie byliśmy w stanie przewidzieć, na scenariusz, które autorem jest nie nasz umysł, ale życie, świat, Bóg.
Wtedy mamy szansę, by zacząć z życiem niesamowity, wspaniały i niepowtarzalny taniec. Zamiast z nim walczyć, wejść we współpracę. Zamiast burzyć się, gdy sytuacja zmienia się względem tego, co wcześniej zaplanowaliśmy, wykorzystać to, co się dzieje i uznać, że to dla nas dużo lepsze (i tak w rzeczywistości jest).
Życie jest po naszej stronie.
Świat jest naszym przyjacielem. Jeśli przekonani jesteśmy, że jest inaczej, tkwimy w błędzie, który kosztować nas może wszystko: szczęśliwe życie, sukcesy, pełne miłości związki, zbudowane na talentach i zdolnościach prace życia i biznesy i wiele innych.
Jeśli mamy problemy z odpuszczeniem kontroli, wykorzystajmy afirmację:
“Wszystkie sprawy przybierają dla mnie najdoskonalszy obrót”
Pozwólmy, by te słowa na dobre zagościły w naszym umyśle i pomogły nam tworzyć życie, jakiego chcemy, zamiast walczyć z tym, co wydarza się każdego dnia.

http://takchcezyc.pl/zmiana-myslenia/zycie-jest-przyjacielem/