niedziela, 22 października 2017

Syrop na poprawę skóry i błyszczące mocne włosy.





Wiesz, że istnieje syrop na poprawę skóry i błyszczące mocne włosy? Czy masz problemem z siwieniem? Potrzebujesz tego cudownego syropu, aby Twoje włosy powróciły do naturalnego koloru.


Ten niezwykły syrop poprawi zdrowie Twojej skóry i włosów. Jest w nim wiele mikroelementów, które zapewnią Ci błyszczące i mocne włosy. Nie będzie potrzebować już żadnych kupnych odżywek. Dzięki temu syropowi, zachwycisz wszystkich niezwykle silnymi i zdrowymi włosami.
Syrop na poprawę skóry i błyszczące mocne włosy.
Składniki:
Sposób przygotowania:
Na początku należy zmiksować w blenderze czosnek i cytrynę. Oczywiście wcześniej trzeba obrać te składniki. Do przygotowanej masy dodaj miód i dobrze wymieszaj. Następnie dolej do tego oleju lnianego i kontynuuj mieszanie. Kiedy już wszystko jest gotowe, przygotowany napój powinien odczekać jakiś czas w lodówce.


Dawkowanie.

Należy przyjmować po jednej łyżce tej mieszanki przynajmniej pół godziny przed posiłkiem. Warto wykorzystywać do tego drewnianej łyżki, która jest najbardziej naturalna.
Jeżeli spożywamy dziennie trzy posiłki, syrop należy przyjmować również trzykrotnie w ciągu dnia.


Syrop jest prosty do wykonania, a jego składniki znajdziesz w każdym sklepie. Musisz zatem koniecznie sprawdzić tę recepturę i przekonać się sam o jej świetnym działaniu na włosy.

Syrop na poprawę skóry i błyszczące mocne włosy to rewelacyjna alternatywa dla stosunkowo drogich i szprycowanych produktów chemicznych. Postaw tylko na naturalne produkty!

środa, 18 października 2017

Przesłanie na dziś: Dbaj o swoich bliskich.

Cudowna Istoto przybyłaś na plan fizyczny razem z innymi. Wybrałaś sobie tych, którzy w najlepszy sposób nauczą Ciebie tego, czego potrzebujesz się nauczyć, a w zamian Ty zaoferowałaś, że najlepiej nauczysz ich tego, czego sami potrzebują. Oprócz tego na swojej drodze spotykasz innych, którzy są tylko chwilę lub zostają dłużej, a czasem spotkanie z nimi zmienia diametralnie Twoje życie. Każde spotkanie ma sens, bo wzajemnie jesteśmy dla siebie uczniem i nauczycielem jednocześnie. Otaczając się bliskimi Twemu Sercu Istotami uzyskujesz wsparcie, opiekę a jednocześnie czasem surową krytykę czy ocenę. Bez względu na wszystko, pamiętaj, że wszystko dzieje się dla Ciebie i poprzez Ciebie. Kiedy odłożysz na bok emocjonalny ciężar, kiedy zrzucisz z siebie balast w postaci gniewu, poczucia winy czy złości to ujrzysz całą prawdę, która się za tym kryje. Każdy daje tyle ile sam posiada i tyle ile potrzebuje, by przerobić swoją lekcję. Doceń dzisiaj każdego Nauczyciela, jakiego spotkałaś na swojej drodze. Nawet, jeśli teraz nie widzisz, czego on Cię nauczył, z czasem to zobaczysz, bądź pewna. Wszyscy bliscy, którzy są w Twoim bezpośrednim otoczeniu, bez względu na to kim są i jak długo, pragną ogrzać się w Twoim Świetle, poczuć wsparcie i Akceptację. Doceń ich wkład w Twój rozwój, powiedz im, jak bardzo ich kochasz, szanujesz, rozumiesz czy że im współczujesz. Co dajesz, wraca i to zwielokrotnione. Więc wysyłaj Miłość, Zrozumienie, Akceptację, Współczucie, dodawaj Otuchy, poświęcaj swój czas i bądź, tak zwyczajnie, po prosu Bądź. Ta potężna Dobra Energia wróci do Ciebie w taki czy inny sposób, od tych czy od tamtych. Okaż dzisiaj Serce i obdarz uwagą najbliższych i powiedz im, jak bardzo są dla Ciebie ważni, nawet jeśli Wasza relacja jest trudna. Pamiętaj, że u Źródła, w naszym Domu, wszyscy jesteśmy Miłością i Jednością ze Stwórcą. Powiedz do siebie: Dzisiaj, Teraz wysyłam Światło Miłości i Pocieszenia. Pragnę, by objęło wszystkich, którzy dzielili ze mną chociaż chwilę swojego życia. Wybaczam, Kocham, Dziękuję. Jestem Wdzięczna za Dar Spotkania.

Monika Kaźmierczak

środa, 11 października 2017

Bursztyn - kamień leczniczy.

Chciałabym choć trochę przybliżyć, a może tylko przypomnieć Państwu niezwykły twór natury, jakim jest bursztyn. Dobrze,że ten cud przyrody wraca do łask, bo nie do pominięcia jest jego moc energetyczna. Już 1000 lat p.n.e bursztyn był drogim i pożądanym cackiem, a starożytni magowie i medycy zalecali nosić go bezpośrednio na ciele, ponieważ wtedy zachowuje się zdrowie przez długie lata, młody wygląd i wesołe usposobienie, a mózg na starość nie będzie płatał figli, czyli nie dojdzie do demencji starczej. Już wtedy odkryto, że przedmioty z bursztynu: wisiory, bransolety, korale i inna biżuteria oczyszczają atmosferę, wprowadzają miły nastrój, a także posiadają moc godzenia zwaśnionych osób. Wtajemniczeni twierdzili, że w bursztynie zaklęte są niezwykłe moce, które odpędzają od jego właściciela wszelkie złe energie, a z ciała wyciągną nie tylko choroby, ale i ich zwiastuny. Już wtedy używano bursztynu do zdejmowania uroków, klątw, a także do oczyszczania pomieszczeń z negatywnej energii, zwłaszcza po infekcjach i epidemiach.


Gdy spryskamy mieszkanie odrobiną nalewki bursztynowej lub spalimy okruchy z bursztynu, oczyścimy w ten sposób atmosferę, ponieważ w otoczeniu bursztynowych wibracji ludzie uspokajają się i łagodnieją - wpływa on kojąco i harmonizująco na ciało i psychikę.
Jantar, bo taka też jest nazwa tej skamieniałej żywicy z pradawnych drzew,wydziela tzw. jony ujemne - bardzo korzystne dla człowieka. Pocierając go możemy sprawić, że będzie działał jak magnes. Pocieranie wywoła na jego powierzchni ładunki elektrostatyczne, mające głębsze oddziaływanie na organizm człowieka. Dlatego najlepiej nosić go bezpośrednio na ciele.

Radiesteci dowiedli, że przywraca on chorym komórkom prawidłową polaryzację, tym samym poprawiając stan energetyczny organizmu i ułatwiając wyeliminowanie różnych schorzeń i dolegliwości.

Bursztyn zawiera w sobie potężną siłę. Jego energia potrafi wytłumić szkodliwe promieniowanie geopatyczne oraz te pochodzące z cieków wodnych czy urządzeń elektronicznych. Doskonale neutralizuje promieniowanie odbiorników TV i monitorów komputerowych. Dobrze jest więc porozkładać bursztyn w domu w miejscach, gdzie energia nie jest dla nas korzystna. Najlepsze są do tego specjalne płytki bursztynowe, które emanują energią nawet na kilka metrów! Stworzymy wtedy swoistą komnatę bursztynową, w której szybko odzyskamy siły i radość życia i nie groźne będą nam choroby czy bezsenność.

Bursztynowa biżuteria, o której nie możemy zapomnieć (na szczęście wraca do mody!) bardzo wspomaga nasze zdrowie. I tak np. chorzy na górne drogi oddechowe czy tarczycę powinni nosić korale z bursztynu, a osobom mającym problemy z sercem ulgę przyniosą wisiory ze skamieniałej żywicy. Nawet chorzy na kręgosłup odczują ulgę przewiązując się w pasie długim sznurem korali bursztynowych. Nośmy bursztyny: wieszajmy je w domu jako ozdobę, otaczajmy się nimi, wspomagając nasze ciało i umysł tą niezwykłą mocą.

Jedna, bardzo ważna uwaga. Spotykam się bardzo często z nieświadomością ludzi, że wszystkie kamienie, a zwłaszcza bursztyny wymagają bardzo częstego oczyszczania. Tak jak agaty i korale, bursztyny bardzo szybko działają, oczyszczając naszą aurę z negatywnych energii. A potem, przeładowane, oddają tą energię z powrotem swoim właścicielom! Dlatego trzeba je bardzo często myć i oczyszczać w roztworze soli (najlepiej morskiej). Bardzo łatwo można zauważyć, że nasz klejnot przepracował się. Kiedy nosimy go na sobie, zaczyna nam ciążyć i przeszkadzać. Instynktownie wtedy, często nawet nieświadomie, zdejmujemy go. Jest to sygnał od naszego organizmu, że należy oczyścić kamień. Jeśli jednak tak się dzieje, to po kilkugodzinnej ekspozycji na ciele jest to wręcz koniecznością! Wieczorem należy biżuterię umyć pod bieżącą wodą, by spłukać nagromadzone w niej szkodliwe ładunki energetyczne. Dobrze jest zostawić go czasami na noc w wodzie z solą.

Pamiętajmy, że prawdziwy bursztyn pali się, wydzielając żywiczną woń. Właśnie w ten sposób można odróżnić autentyczny kamień od sztucznego koralika.

W starożytności nazywano bursztyn złotem życia i złoto wzmacnia jego energię, warto więc oprawić piękny okaz w złoty koszyczek i cieszyć się jego uzdrawiającą mocą!

Magdalena Zięba

środa, 4 października 2017

Dziesięciu złodziei Twojej energii według Dalajlamy.


Każdy z nas dysponuje pewnym zasobem energii, którą możemy spożytkować każdego dnia. Często tracimy ją na sprawy które są kosztowne dla naszego zdrowia i  równowagi psychicznej, oraz na które nie mamy wpływu. Warto zadbać o emocje i pozbyć  się ze swojego życia największych złodziei naszej siły, oraz wewnętrznej mocy. Zdaniem Dalajlamy, najczęściej zmagamy się z dziesięcioma z nich:
1. Nie otaczaj się ludźmi, którzy potrzebują Cię tylko do tego, by się poskarżyć, dzielić problemami, tragicznymi historiami, lękiem i osądzają przy Tobie innych. Nie bądź czyimś koszem na śmieci.
2. Płać rachunki na czas. Długi to olbrzymie obciążenie psychiczne.
3. Dotrzymuj obietnic. Jeśli nie dotrzymujesz obietnicy, pamiętaj, że zawsze możesz przeprosić, zmienić zdanie, zaproponować alternatywne rozwiązanie, albo powiedzieć „nie” jeszcze na samym początku.
4. Wyeliminuj, jeśli to możliwe, obowiązki, których nie lubisz, poświęcaj czas na to, co przynosi Ci satysfakcję, co kochasz.
5. Pozwól sobie na odpoczynek, jeśli czujesz, że w tej chwili go potrzebujesz. Pozwól sobie działać, gdy przyjdzie na to czas.
6. Pozbądź się tego, co związane z przeszłością, zwłaszcza smutną i złą.
7. Traktuj swoje zdrowie jako priorytet. Twoje ciało to maszyna, wiele nie zdziałasz, gdy funkcjonuje nieprawidłowo.
8. Staw czoło toksycznym sytuacjom, w które jesteś zamieszany, począwszy od ciągłego „ratowania” znajomego czy członka rodziny z opresji, po tolerowanie negatywnych zachowań innych osób wobec Ciebie.
9. Akceptuj to, że są sprawy, których zmienić nie możesz.
10. Wybaczaj. Odpuszczaj w sytuacjach, które sprawiają Ci ból.

Źródło: positivemagnetenergy.wordpress.com

niedziela, 1 października 2017

Wyzdrowiałam, bo rozchorował się mój kot – prawdziwa historia.

O tym jak kot stał się impulsem powrotu do zdrowia.
Zadzwonił telefon. Usłyszałem słowo: „dziękuję”!
Po chwili dzwoniąca kobieta się przedstawiła i opowiedziała mi swoją historię.
Kilkanaście miesięcy temu byłam schorowaną osobą. Na tyle mocno, że nie miałam siły pracować, bawić się, uprawiać sportu. A kiedyś byłam sportsmenką – taką szkolną sportsmenką – biegałam, grałam w koszykówkę. Później, po studiach, przyszła proza życia: praca, dom, realizowanie celów i takie tam wyścigi, to za tym, to za tamtym.
Czułam się na tyle źle, że zapomniałam już o tych ambitniejszych planach i marzeniach. Wszystko stawało się powoli jeszcze intensywniejszym wyścigiem, bo w pracy i w domu walczyłam przy każdej czynności, nawet przy czytaniu książek, czy siedzeniu przy komputerze, ze złym samopoczuciem, bólem. Wiedziałam, że źle się odżywiam, że męczy mnie stres, że mam za mało ruchu, lecz gdy w tych dziedzinach coś zmieniałam, niewiele to pomagało.
Moje zdrowie, z miesiąca na miesiąc, z roku na rok, się pogarszało. I właśnie kilkanaście miesięcy temu, zaczęło się pogarszać jeszcze szybciej, dosłownie z dnia na dzień. Poszłam kolejny raz do lekarza. Zrobili mi badania i wydali wyrok.
Odechciało mi się wszystkiego, nawet leczenia, nawet walki z chorobą. Zresztą walczyłam z chorobami już wiele lat, brałam mnóstwo leków i to mi nie pomagało. Czułam się coraz gorzej i gorzej, czułam, że leki mnie trują, że uśmierzają mój ból, że tylko powstrzymują moją chorobę, że się nią opiekują.
Wzięłam urlop, zamknęłam się w domu – poddałam się. I tak trwałam w nicnierobieniu, w nieobecności dla świata i dla siebie samej, przez kilka dni.
Trwało to do momentu, aż rozchorował się mój kot.
Wyzdrowiałam, bo rozchorował się mój kot - prawdziwa historia
Też nie chciał jeść, też nie chciał się bawić, też był osowiały, leżał i stękał. Ale w pewnym momencie wstał, wyszedł do ogrodu i zaczął jeść trawę przy oczku wodnym. Później wymiotował, znowu jadł trawę i … wyzdrowiał.
Tak mnie to zadziwiło, że zaczęłam szperać po internecie w poszukiwaniu czegoś na temat samouzdrawiania ludzi i trafiłam na YouTube na filmiki, które zaczęłam oglądać. Mówiły o diecie, o ruchu, o ziołach, o stresie.
To już przerobiłam.
Lecz w jednym z filmików natrafiłam na coś, co mnie rozłożyło na łopatki, powaliło mnie niczym drzewo pod siekierą drwala. Mianowicie usłyszałam tam, że choruję … bo chcę chorować. Na początku pomyślałam, że to wierutne bzdury, bo jak człowiek, normalny człowiek, może chcieć chorować.
Pomyślałam, że tylko człowiek obłąkany, ktoś niespełna rozumu może pragnąć choroby. Lecz gdy się zagłębiłam w tamte słowa, słowa autora filmu, coś mnie ruszyło. I powoli, powoli zaczęłam to rozumieć. W końcu zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę chciałam być chora.
Chciałam być chora, bo choroby były tematem moich rozmów z przyjaciółkami, bo choroby były moimi wymówkami i wreszcie choroby stały się magnesem do przyciągania zainteresowania mną dla moich dzieci, które dorosły i poszły w świat.
Stałam się sierotką, taką biedną, małą, chorą sierotką Marysią, która chciała przyciągnąć ludzi, opiekę, która chciała sobie ulżyć w niedoli, chciała zabić swoją samotność, przyciągając do siebie ludzi. Tym sposobem na moją obecność i znaczenie dla świata, stały się moje choroby.
To było podświadome. Niby świadomie pragnęłam zdrowia, a podświadomie było zupełnie odwrotnie. A ponieważ umysł podświadomy to 90% umysłu, to te pragnienia spełniały się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Przyciągałam to, czego się bałam.
Teraz widzę, czuję to, co mówił autor filmu, że dostajemy to, czego się boimy, przyciągamy to, czego się lękamy: świadomie boimy się chorób, uciekamy przed nimi, podświadomie ich pragniemy, bo zapewniają nam korzyść.
Później zaczęłam czytać też teksty tego samego autora. Powoli zrozumiałam.
Na początku wydawało mi się, że to rozumiem, ale to było tylko takie moje widzimisię, sztuczka mojego świadomego umysłu. Prawdziwe zrozumienie przyszło później, gdy dotarłam do podświadomego umysłu, gdy zaczęłam medytować. Odkryłam, że do podświadomości mogę dotrzeć tylko w ten sposób.
Zaczęłam obserwować swoje własne myśli i powoli zaczęły ustępować, gubić się, palić ze wstydu, że zostały zdemaskowane, że odkryłam ich pokrętność, ich fałsz. Odkryłam, że myśli mają naturę śmieci, że tak naprawdę tylko tym są – śmieciami. Więc oczyszczałam się z nich. Po prostu im się przyglądałam.
Zdarzył się cud, bo zaczęłam się śmiać. Nawet nie wiem, z jakiego powodu, może dlatego, że bez myśli czułam się lekka, doenergetyzowana. Może dlatego, że to śmiech jest naszą naturą, a nie smutek, że to radość, a nie strach jest naszą prawdą. W każdym bądź razie, śmiałam się w duchu, śmiało się moje ciało.
Ciało zaczęło być wrażliwe. Wreszcie zaczęło mi podpowiadać, co jest dla mnie właściwe, a co nie. Ciało mi podpowiadało, czego pragnie. Zachciało ruchu, więc zaczęłam biegać, zachciało surowej żywności, więc zaczęłam jeść jak dzikie zwierzęta.
Moja głowa oczyściła się ze śmieci i przestałam się bać, przestałam uciekać.
Wiedza przestała mi być potrzebna – moi przewodnicy byli ciągle obecni i gotowi, by mnie prowadzić. Oni byli i są częścią mnie. Wystarczyło wyrzucić z siebie hałas i wszystko zaczęło być słyszalne, widzialne, wszystko się czuło.
To niesamowite! To cudowne! To piękne i radosne, i mądre. I ta cała mądrość jest w nas. Ach …
I zaczęłam podziwiać … kota. Tak, naprawdę, za jego mądrość, za to, że kot nie pragnie chorób i mojego nim zainteresowania. Jest mądry, bo gdy przychodzi choroba, to coś wewnątrz niego – instynkt lub intuicja podpowiada mu, co trzeba zrobić.
Panie Piotrze! Wie Pan, dlaczego do Pana zadzwoniłam? Bo to były Pana filmiki. Znalazłam na blogu numer telefonu i zadzwoniłam, by podziękować.
Wyzdrowiałam, bo rozchorował się mój kot i dlatego, że już nie pragnę choroby.
Naprawdę. Nie brałam leków, a zdrowiałam.
Dzięki Panu zrozumiałam, że wszystkie choroby są tworami naszych umysłów, że kreujemy choroby swoimi myślami. Zrozumiałam to, co Pan mówił w tych filmikach, że zdrowie jest naszą naturą, a choroba naszym wyborem i zrozumiałam to nie poprzez głowę, ale poprzez doświadczenie.
Teraz wiem, dlaczego do mnie ta śmiertelna choroba przyszła.
Przyszła, by mnie zaszokować, przyszła, by powiedzieć w akcie rozpaczy, że nie jest potrzebna.
Tak, przyszła, by mnie przebudzić, potrząsnąć i dać do zrozumienia, że choroba nie jest mi do niczego potrzebna.
To wygląda dziwnie, gdy komuś to mówię, paradoksalnie: cierpimy, by zrozumieć, że cierpienie nie jest nam potrzebne, chorujemy, by zrozumieć, że choroby nie są nam potrzebne.
To głęboko duchowe prawdy i by je zrozumieć trzeba stanąć na krawędzi życia i śmierci, trzeba stanąć w sytuacji bez wyjścia. Tak, tylko w takiej sytuacji można odnaleźć prawdziwą drogę. Teraz to wiem.
I powiem Panu jeszcze jedno, że nikt nie chce mi uwierzyć, ale teraz po tym doświadczeniu, wiem, dlaczego tak jest.
Oj jestem gadułą, ale to dlatego, że tak się cieszę tym czego doświadczyłam i tak bardzo bym chciała tę swoją historię opowiadać innym, lecz mnie nie słuchają. Może Pana wysłuchają, tak jak ja wysłuchałam.
Dziękuję!
Podziękowałem za tę rozmowę. I spisałem jej treść, by w Tobie ta niesamowita historia dokonała takiej przemiany jak w tej kobiecie.
To tyle.
Piotr Kiewra

http://sekrety-zdrowia.org/kot-rozchorowal-sie-wyzdrowialam/

piątek, 29 września 2017

Koci Rycerz Pan Krzysztof potrzebuje naszej pomocy !

Uwaga !
Organizuję pomoc dla Pana Krzysztofa- podłączenie zlewu, którego ten Pan nie ma w domu, oraz montaż szafek kuchennych, które już dla Pana Krzysztofa mamy. Wszystko pomoże zrobić Kaziu Kazimierz Waligórski. Akcję koordynuje Pani Edyta Sandra Brychcy. Potrzebujemy jeszcze pomocy w postaci makaronów, kaszy, puszek , mąki, ryżu i co kto mógłby ofiarować oraz karmy dla kotów. Chętnym podaję numer tel. 530 355 477.
Dziękujemy .
Pan Krzysztof jest chory , porusza się na wózku inwalidzkim, a mimo to całym sobą pomaga kotom, zwłaszcza tym chorym , bezradnym. Pomóżmy Mu !<3 br="">

Jakiś czas temu udostępnialiśmy post fundacji OTOZ Animals - Inspektorat Zielona Góra, który opisywał pana opiekującego się kotami. Prosiliśmy o udostępnianie, karmę, odzież - jakąkolwiek reakcje ale POST PRZESZEDŁ BEZ WIĘKSZEGO ECHA.
Mówi się, że jeden obraz mówi więcej niż 1000 słów więc dzisiaj załączamy zdjęcia naszego "kociego rycerza"! Może to obudzi Wasze serca i pomożemy temu panu, który swoje serce poświecił tym małym futrzakom... W sklepie zbieramy karmę, ubrania a także stoi puszka, do której możecie wrzucić drobne albo i mniej drobne, te grubsze też na pewno się przydadzą!







wtorek, 19 września 2017

Czego żałujemy?

Bronnie Ware, australijska pisarka i pielęgniarka, która przez wiele lat opiekowała się umierającymi ludźmi, w książce „The Top Five Regrets of the Dying” opisuje, czego żałują ludzie pod koniec życia.
1. Szkoda, że nie miałem odwagi być wiernym sobie.Rodzice, społeczeństwo, szkoła uczą nas zasad tego świata, wpajają, jak należy myśleć, czuć, działać. A my, zazwyczaj temu ulegamy, tracąc szansę na to, żeby skontaktować się ze sobą i żyć autentycznie. Na progu śmierci zauważmy ten bolesny fakt.

2. Szkoda, że tak ciężko pracowałem.Na łożu śmierci raczej nikt nie rozpacza z tęsknoty za pracą. Jest raczej odwrotnie, dużo osób dochodzi do wniosku, że w ich życiu zbyt dużo było harówki, rutyny, obowiązków. Wówczas widzimy, że praca była raczej uzależnieniem i więzieniem, sposobem na uniknięcie lęku spowodowanego brakiem poczucia bezpieczeństwa.

3. Szkoda, że nie miałem odwagi, aby wyrazić swoje uczucia.
Autentyczne życie w zgodzie ze swoimi uczuciami oznacza, że nie mamy powodu, żeby ich nie wyrażać. Nie musimy się przed tym powstrzymywać. Czujemy i jesteśmy w tym prawdziwi, na bieżąco komunikując w różny sposób nasz stan. Jednak okazuje się, że nie jest to takie proste. Kiedy życie się kończy, żałujemy, że się na to nie odważyliśmy.

4. Szkoda, że nie miałem głębszych relacji.
Najgłębiej możemy doświadczyć siebie w bliskości z inną osobą. Gdy tego brak, życie wydaje się pozbawione głębszego sensu. Ludzie zauważają to często dopiero pod koniec życia.

5. Szkoda, że nie pozwoliłem sobie być szczęśliwszym.
Szczęście jest wyborem, świadomym postanowieniem. Owszem, wymaga samodyscypliny, żeby mieć uważność na to, jakie myśli wybieramy, jakie słowa wypowiadamy, jakie działania podejmujemy. Kiedy ludzie są bliscy śmierci uświadamiają to sobie jasno – że nie pozwolili sobie być szczęśliwymi. Spełniali oczekiwania innych, tkwili w toksycznych wzorcach, brakowało miłości własnej. Żałują, że nie walczyli o swoje szczęście.

http://zwierciadlo.pl/psychologia/zrozumiec-siebie/czego-zalujemy