czwartek, 18 października 2018

Mówisz, że szukasz wolności .


Mówisz, że szukasz wolności
i coś staje się gorsze wewnątrz Ciebie. Czemu?
Ponieważ moc, siła, która Ci nie służyła
została zdemaskowana. I jest tak, jakby istniała inna istota
wewnątrz Twojego istnienia, która udaje, że to Ty, albo jest z Tobą.
Ale teraz odkrywasz, że to nie służy Prawdzie
i zostaje odsłonięte a to zaczyna brać odwet przeciw Tobie.
Czy jesteś świadomy tego czy nie?
Każdy kto szuka Prawdy, lub wolności
doświadcza to czego Ty teraz doświadczasz.
Więc pytam was wszystkich,
co zrobisz?
Czy powiesz: "Ok Panie Umyśle będę miły i posłucham Cię.
Będę dobrą osobą. Zostanę z Tobą, tylko mnie nie bij."
Albo powiesz: "Za wszelką cenę będę wolny od tego"?
Następnie zwracasz się do Najwyższej i boskiej energii.
Oddajesz to temu, albo podążasz za tym procesem
i wskazówkami badania-siebie, które Ci pokazuje.
Zaufaj temu. Pracuj z tym, dopóki nie będziesz wolny
od tego molestowania.
Ponieważ w tym życiu musisz przekroczyć głos
węża.
I masz całkowitą przewagę,
ponieważ to, czego szukasz, jest już w Tobie-kompletne.
Nie może być zniszczone. Nie może być zgubione.
Może być tylko przykryte i było przykryte
przez bardzo długi czas
i zastąpione przez przebiegłą grę psychologicznego umysłu.
Czy to czas na zmianę?
Tak. A więc zmiana musi przyjść.
Łaska musi przyjść. Również ogień musi przyjść.
Nie bądź w rozpaczy. Nie zniechęcaj się.
Nie bój się.
Większa jest moc, która przychodzi do Ciebie
niż siła, która walczy przeciwko Tobie.
Zaufaj i zastosuj to, co mówię.

~Mooji

piątek, 12 października 2018

PRZESTAŃ UCIEKAĆ


Jeśli posiedzisz
wystarczająco długo
ze smutkiem, strachem, lub tęsknotą
czy dziwną energią lub pragnieniem, którego nie
potrafisz nazwać
jeśli siedzisz nie oczekując, nie żywiąc nadziei
jeśli w medytacji otworzysz szeroko serce
smutek w końcu mięknie
strach staje się bliski
jego wyimaginowane brzegi i granice rozpływają się w
bezkresne
i ujawnia on swoją głęboką inteligencję i życzliwą
naturę
ponieważ u źródła wszystkiego, od czego uciekamy
jest wszystko to, za czym tęsknimy
ale nigdy tego nie poznamy
jeśli nadal będziemy
uciekać

Jeff Foster

piątek, 28 września 2018

Opowieści Ducha.


OPOWIEŚCI DUCHA - dedykuję tym, którzy zadają sobie pytanie- po cóż rano wstawać.
Pewnego dnia - jeden z uczniów, będący z okresie wewnętrznego wycofania, smutku, samotności, zmęczony życiem, zapytał mistrza:
- Po cóż mam wstawać codziennie rano, jaki jest tego sens, życie jest takie trudne, chwiejne, ciężko jest znaleźć powód, by rano oczy otworzyć? Jaki jest życia sens?
Mistrz rozumiał dylematy młodzieńca, sam kiedyś przez nie przechodził, nie dziwił się więc pytaniu, raczej pochwalał je, gdyż uczeń stworzył możliwość poruszenia tego ważnego tematu na ich wspólnej grupowej nauce.
Zamyślił się chwilę mistrz, wspominając wewnętrznie swój trudny czas i rzekł, przedstawiając kwintesencję ówczesnej nauki.
- To proste mój drogi - wstajesz, by tworzyć życie.
- Cóż to znaczy, to nie ja przecież je tworzę, to siła wyższa - stwierdza uczeń.
- Życie, które widzimy, jest obrazem stworzonym przez umysł i serce wspólnoty ludzkiej. Duch daje materiał z którego jest wszystko stwarzane. To co widzialne, jest efektem pracy każdego z nas. Kto narodził się tutaj, na tej planecie, wziął sobie zadanie tworzenia i robi to świadomie lub nie - taka jest specyfika tej planety. Jak pszczoły w ulu, czy mrówki w mrowisku - każda z nich jest niepowtarzalna i ma swoje zadanie, razem tworzą całość swej rodziny. Tak i każdy z nas - wstaje rano, by tworzyć życie. Nie ulegać i upadać pod życiem stworzonym przez innych, lecz odnaleźć swoje zadanie, to co w duszy głęboko śpiewa i iść za tym, tworzyć.
- Cóż ja mógłbym tworzyć mistrzu, nie ma żadnych talentów .
- Każdy z nas ma ich wiele. Jednym z nich jest tworzenie radosnej chwili, która być może wesprze kogoś, kto w tym czasie w smutku jest. Innym - rozświetlanie swym sercem miejsca, w którym żyjesz, bo być może ktoś kto w cieniu jest jeszcze życia będzie mógł skorzystać z tego światła. Możesz pokój w sercu nieść, a gdy spotkasz tego, który w sercu walkę niósł będzie - pozwolisz mu odczuć czym wolność jest serca. Możesz życzliwość, śmiech, szczęście, pomoc - nieść codziennie od rana , wszystkiemu co żyje. Możesz kochać i tę miłość pokazywać codziennym życiem innym.
Żyjemy, aby tworzyć świat, nowy, piękny świat, a powstanie on tylko, gdy każdy z nas z pierwszym promykiem słońca zasiewać będzie ziarno światła, aby z czasem zbiór dało na całej planecie.
Życie jest jak pusty ekran - na którym, każdy z nas, jak malarz, nakreśla pędzlem kolor i kształt.
Zachwycił się uczeń, tyle zadań przed nim, już czuł ekscytację, a przecież myślał wcześniej , że nikomu nie jest potrzebny, że żyje tu sam, bez powodu.
Poruszenie się zrobiło wśród uczniów, wielu z nich w swych sercach miało podobne dylematy, a teraz, jakże innej wartości nabierze ich życie.
TWORZĄ ŚWIAT - czyż to nie jest najważniejsze i jakże boskie zadanie? To od nich zależny jest przyszły obraz świata. Każdy z nich, niby mała pszczółka, lecz razem ....- już widzieli przed swymi oczyma - nowe.
I zaczęło się prawdziwe życie w ich klasztorze.
A mistrz śmiał się serdecznie, widząc te małe pszczółki siejące wokół - życzliwość, miłość, uprzejmość, uśmiech, radość, pomoc i wyprzedzali się w pomysłach - co jeszcze mogą dla nowego obrazu świata uczynić.
I ciepło było wokół, choć to środek był jesieni, gdyż iskierki światła niczym ogień na kominku rozgrzewały wszystko.
I nastał nowy świat, bez smutku, samotności, bezcelowości, gdyż każdy lubość miał w swej codziennej pracy, a ile śmiechu było i szczęścia.
Ci, którzy w oddzieleniu żyli, teraz - zachwyt to tworzyło - jak jedna wspólna rodzina. I nastał świat jedności, bo w jednym zrozumieniu ....celu życia..... byli.

Elen Elijah Niosąca Wiatr
www.epokaserca.pl

środa, 26 września 2018

Kochana moja wariatka.


Poznałyśmy się kilka lat temu, niespodziewanie. Myślę, że przez wiele lat uważnie mnie obserwowała, zaglądała przez okna, sprawdzała, czy się nadaję na jej znajomą. Ona już wiedziała, ja jeszcze nie. Trochę była jak gaz, który niepostrzeżenie ulatnia się z niedokręconego kurka. Zabiera tlen, wnika z każdym oddechem, lekko poddusza, a na koniec zamyka powieki na dłużej albo na zawsze. Wszystko zależy od czujności – mojej własnej i otoczenia. Jedno jest pewne – funduje stan, który zmienia świadomość i życie raz na zawsze.
Moja zawitała na dobre ponad trzy lata temu. Nienasycona, zagarniająca sen, apetyt, siły witalne, pracę, pomysły, uśmiech. Co jej tylko wpadło w ręce.
Najgorsze było nie spać. Wieczór był najbardziej stresujący. Zasypiałam ponad godzinę po to, by wstać po dwóch średnio przespanych godzinach i snuć się po domu zatopionym w ciemnościach. Ciało fizyczne domagało się snu i jednocześnie nie umiało odpaść i poddać się.
Brak apetytu nie był najstraszniejszy ( w końcu jestem kobietą i ulegam ogólnemu trendowi posiadania szczupłej sylwetki ), ale moment, w którym moje piersi obwisły jak dwa małe kasztanki, a rysy twarzy biegły bardziej ku starości niż modelowym konturom, hmm … patrzyłam i widziałam, że coś we mnie umiera w galopującym tempie.
Nie potrafiłam też zrozumieć, dlaczego odebranie telefonu od przyjaciółki było dla mnie Mount Everestem. Dlaczego mi – osobie zazwyczaj nadaktywnej, zdarza się siedzieć bezczynnie kilka godzin dziennie na kanapie i gapić się na ścianę upstrzoną kupami much.
- Pani wie, co to jest? – psychiatra był naprawdę troskliwy.
Oczywiście, że wiedziałam, w końcu tak głośno o depresji. Że to nie wymówka, że rozejrzyj się wokół, że przekaźniki serotoniny, brak słońca, zmęczenie życiem. Tylko milej się o tym czyta, gorzej gdy się doświadcza.
Leki. Zestaw pierwszy. Za słaby. Zestaw drugi – już lepiej. A życia obok mnie nie dało się wyłączyć. Dzieci dzieci dzieci. Obiad obiad obiad. Pranie pranie pranie. Lekcje lekcje lekcje. I to wszystko obok, chociaż nadal moje. Nieobjęte, niezaopiekowanie, w rozsypce.
Bo najpierw ja sama po zejściu do swojej najgłębszej (mam nadzieję) piwnicy – własnych strachów i niemocy, najpierw ja sama musiałam się rozsypać, a następnie pozbierać. Poczekać spokojnie, aż leki zaczną działać. Wyleżeć się w łóżku z tą wariatką. Poznać ją. Zobaczyć, kiedy mi włazi przez sny i przez okna do mojego życia. Zrozumieć, że kiedy gubię siebie, zapraszam ją do swojego życia. Wielka lekcja dla mnie.
Potem selekcja w rodzinie i wśród przyjaciół.
- Ale sobie wymyśliła. Robić jej się nie chce.
- Depresja? Ale to się chyba nie myje przez tydzień albo dwa, a ty masz nawet makijaż na sobie.
- Przesadzasz. Każdemu jest czasem smutno.
- Ja też dużo płaczę i nie latam od razu do psychiatry!
- Co ty wiesz o depresji? Dwubiegunowa postać, to jest depresja!
- Akceptuję cię z twoją chorobą. Jesteś nadal wspaniała! (to mnie rozwaliło – znaczy się bez choroby jestem do kitu?)
- Ale Majusiu, to trzeba troszkę się poruszać, wyjść na słonko i zjeść kawałek czekolady. Wszystko minie, zobaczysz!
- Słuchaj, ty chyba zapomniałaś, że masz dzieci, dom, rodzinę. Weź się za życie wreszcie, to ci przejdą te głupie pomysły. Depresja? Ale sobie wymyśliłaś.
- A próbowałaś się pomodlić? Pomodlić się za ciebie? Wiara czyni cuda, zobaczysz.
Wow! Dobrze, że część leków, które brałam, ograniczały moją zdolność przyjmowania i przeżywania bodźców. Myślę, że sporo mnie ominęło. W ogóle sporo mnie ominęło – wyjazdów, filmów, spotkań. Ale spotkałam wreszcie siebie. Zrozumiałam, jak dobrze jest rozmawiać ze sobą, słyszeć siebie, zauważać, mówić, że coś pasuje albo nie pasuje. Widzieć depresję w stanie zalążkowym, wyczuwać na własnym karku jej pierwszy oddech. A przede wszystkim mówić o niej na głos. Do dzieci, do męża, do bliskich, do znajomych. I wyjmować wszystkie swoje emergency, nawet jeśli widzę ją daleko daleko, na końcu naszej ulicy. Bo kiedy leki już działają, działa też wszystko inne – świece, spacery, słońce, towarzystwo, ciasto marchewkowe, dobry film. Dobrze, jeśli wszystko to mogę dać sobie wcześniej, zanim trafię do psychiatry, dużo wcześniej, zanim przyjdzie bez zapowiedzi i zagarnie mój cały świat.
De Presja. Życie bez presji. Bez pędu. Zatrzymać się i dowiedzieć, gdzie jest źródło presji w moim życiu– to najlepszy prezent od siebie dla siebie, bo to wreszcie wiem.
Kochana moja Wariatka… W tym roku zabieram ją do ciepłych krajów. Może ją tam wysuszę na wiór i zakopię pod Drzewem Życia, czego tej jesieni życzę sobie gorąco.

Maja , wrzesień 2018

piątek, 21 września 2018

Niezwykłe obrazy niezwykłej artystki.


Przedstawiam utalentowaną Ingę.To są Jej prace, jedyne w swoim rodzaju, niepowtarzalne.

Więcej prac można zobaczyć na FB

https://www.facebook.com/groups/stowarzyszenieprzytulidelko/?fref=nf&__xts__[0]=68.ARDEl2R6tTRLEfE_6xknlE2cQAXmIxlKEJcrN3ty5Pnn4USN425NW3TgS2bgKLBGvbDAVDIaE3pcXf3SuGJBh9P59O3q86TqE2yYzhPxt0bkTFkoK63dMt2tSJ5PQYUDF-Euw1nJT6180FeJ0om6oAKR0TUI3-J3igr3UZo4JsQnvx9wIElnhsA47_sOwIh5RGBVAL7b6RmcDcp0jujJ&__tn__=C-RH-R

https://www.facebook.com/inga.mm/media_set?set=a.750833048287258&type=3

Wszelkie pytania można kierować do Ingi na FB, oraz telefonicznie :605 057 535

Błogoslawieństwo na cały tydzień .


Błogosławieństwo na cały tydzień..
Niedziela przynosi sukces i radość.
W Poniedziałek Bogini da siły zadość.

Wtorek obdarzy mnie odwaga wojownika.
W środę porozumienie będzie rozkwitać.
Czwartek to dar zdrowia oraz pomyślności.
Piątek mnie zrosi deszczem miłości.
Sobota to dzień kończy ochrona.
Niechaj zatem będę po błogosławioną..

7 jasnych świec, 7 magicznych dni na 7 różnych sposobów ochronę zapewni mi
W blasku księżyca wraz z nocą odrzuca wszelkie problemy wraz z jego mocą.

7 podgrzewaczy każdy na jeden dzień tygodnia i w księdze cieni zapisujemy 7 życzeń na dany tydzień i 7 błogosławieństw
Miłej zabawy Siostry 💓💓
Power of Love

czwartek, 13 września 2018

SZANUJ SWÓJ STRACH.....


---------------------------------------------------------------------------
Stań przed lustrem i popatrz ....
na siebie
Takiego jakim jesteś...
Jaką jesteś

Nie rób min, stylizacji...
Stań ...
I patrz.

A potem zamknij oczy i zobacz swój strach...
Gdzie się czai...
Gdzie i w których miejscach Cię obezwładnia...

Czy to są ręce ?
a może nogi
a może jest na plecach...
a może w sercu...
daj temu być
pozwól....

I pozwól ciału pójść za tym ...
pozwól mu się zgiąć...skulić
poczuć siebie w TYM STRACHU w pełni...

Bo, żeby coś odwinąć z ciała należy najpierw się zwinąć...

Zwijaj się zatem uważnie , odważnie i w pełni....
i patrz wewnętrznym okiem na ten strach...
Gdzie Cię prowadzi....?
Co to ?
Kto to ?

Daj temu obrazowi być...
A potem popatrz mu w oczy
Po prostu patrz ...i oddychaj....

Jeśli siedzi Ci na plecach odwróć się
miej zamknięte oczy, ale patrz na niego okiem wewnętrznym
A potem go dotknij
pomacaj...
powąchaj...
I idź za ciałem , za ruchem ciała....
Pozwól się ciału prowadzić....
i słuchaj wewnętrznego głosu...

Pozwól by dotarł do tego miejsca
w którym Twój osobisty potencjał się zatrzymał...
popatrz w to miejsce...ten obraz
i słuchaj swoich odczuć...
oddychaj...

Do jakiego NIE Cię prowadzi...?
Do jakiego "użycia Cię "
Patrz i oddychaj....

Strach ....

Co on Ci mówi....?
do czego on Cię chce poprowadzić...?
jaki wewnętrzny próg przekroczyć ?
dla Twojego więcej...

Do jakich nieznanych pokładów mocy
może Cię zachęcać
właśnie tak...
strasząc...

O jakie "zapalenie światła" w tym mroku chodzi
kto trzyma dla Ciebie świeczkę ?
Jaki bliski Ci człowiek ?
I tak przewrotnie prowadzi....
do trzeżwości na swój temat...
do przytomności...
do zmiany !

i o jaką zmianę chodzi ...?
pracy ?
wyjścia z relacji ?
zmianę horyzontu spojrzenia ?
a może zatrzymanie ?
Już nie uciekanie...
Już nie unikanie....
Tylko stabilne zatrzymanie i rozglądanie się
w sobie i w swoich sprawach : chcę , nie chcę...
potrzebuję...

Pobądź w tym...
uważnie i odważnie....

I patrz
Do czego Ci trudno stanąć ?
jako kobieta ? Jako mężczyzna ?
jako człowiek ?

i nazwij to SOBIE , PRZED SOBĄ
Spójrz w oczy i powiedz sobie ...

To wielki pierwszy krok....

A potem poczekaj ...na DRUGI....
i pozwól duszy się w tym prowadzić ...