Nazwą Cię inną — bo nie chodzisz tam, gdzie każą.
Bo nie śpisz spokojnie w ich klatkach.
Bo w Twoich oczach jest coś, czego się boją:
świadomość siebie.
Nie da się Cobie prowadzić na smyczy oczekiwań.
Nie da się Ciebie kupić miłymi słowami, obietnicami, złotą klatką.
Nazwą Cię „szaloną”, bo masz odwagę iść pod prąd.
Bo słyszysz zew, którego oni nie rozumieją.
Bo gdy oni śpią snem konformistów — Ty czuwasz.
W Twojej głowie nie ma prostych odpowiedzi.
W Twoim Sercu — nie ma zgody na półprawdę.
Nazwą Cię „nieprzystępną”, bo nie klęczysz, gdy każą.
Bo nie czekasz na pozwolenie, by być sobą.
Bo Twój ogień ich parzy, a oni chcieliby go zamknąć w świecy.
Ale Ty nie jesteś do ozdoby.
Ty jesteś do przetrwania.
Do prowadzenia.
Do rozszarpywania kłamstw i iluzji — pazurem, nie kompromisem.
Nazwą Cię „samolubną”, bo wróciłaś do stada siebie.
Bo już nie głaszczesz wilków w owczej skórze.
Bo przestałaś zostawiać własne Serce na progach cudzych wygód.
Nazwą Cię „zbyt intensywną” — bo w Tobie nie ma miałkości.
Bo kochasz jak żywioł, przeżywasz jak sztorm, milczysz jak noc w lesie.
Bo Twoja obecność burzy ich spokój —
nie ten prawdziwy, tylko ten zbudowany na wygodnym kłamstwie.
I będą gadać.
Szeptać, obgadywać, szufladkować.
Będą próbować złamać Cię, wyciszyć, ułaskawić.
Będą Ci mówić, żebyś była „mniej”.
Mniej dzika.
Mniej pewna siebie.
Mniej czująca.
Ale Ty już nie wrócisz.
Nie schowasz ogona.
Nie zwiniesz się w kłębek dla ich spokoju.
Bo Ty nie jesteś stworzona do klatek.
Ty jesteś stworzona do przestrzeni.
Do nocy.
Do biegu.
Do życia w prawdzie — nawet, jeśli boli.
Do samotności, która nie przeraża, bo to ona przypomina Ci, kim jesteś.
Do wycia, które nie prosi o uwagę — tylko mówi: „jestem”.
I pewnego dnia…
Ci sami, którzy mówili: „Za dużo, za mocno, za głośno” —
przyjdą.
Spuszczeni wzrokiem.
Złamani przez życie, którego Ty się nie bałaś.
I powiedzą:
„Dziękuję.”
Za to, że nie zamilkłaś.
Za to, że się nie sprzedałaś.
Za to, że byłaś dzika, gdy oni byli wygodni.
A Ty?
Spojrzysz.
Nie z pogardą.
Nie z wyższością.
Ale z tą wilczą pewnością, że zrobiłaś to, co trzeba.
Nie dla nich.
Dla siebie.
I pójdziesz dalej.
Po swoje.
Z podniesioną głową.
Z ogniem w Sercu.
I z ciszą, która nie potrzebuje oklasków.
Trzymaj się i rób swoje.
Bez tłumaczenia się.




