Pokazywanie postów oznaczonych etykietą godność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą godność. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 września 2026

Nigdy nie wynoś tych rzeczy z domu.


 
💢 Są bóle, których nie opowiada się na ulicy. Są bitwy, które toczy się w ciszy — na kolanach, w modlitwie i z mądrością.
🔹 Kłótnie między rodzeństwem
Nie zamieniaj rodzinnych nieporozumień w plotki. To, co dziś boli, jutro może się zagoić.
Ale słowa wypowiedziane publicznie — już nie wrócą.
🔹 Choroby przewlekłe
Nie każdy musi znać Twoją diagnozę.
Prawdziwe współczucie to rzadkość.
Wielu pyta nie z miłości, ale z ciekawości.
🔹 Długi i groźby
Jeśli ktoś nie może Ci pomóc — nie musi też wiedzieć.
Chroń swoją godność, spokój ducha i najbliższych przed niepotrzebnym osądem.
🔹 Uzależnienia lub słabości Twoich dzieci
Nie wystawiaj na widok publiczny tego, co jeszcze się leczy.
Bóg nadal pisze ich historię.
Nie potrzebują wstydu, tylko miłości, wsparcia i prowadzenia.
🙏🏼 Pamiętaj:
Równowaga i milczenie to forma ochrony.
Nie każdy, kto słucha, szanuje.
I nie każdy, kto pyta, ma szczere intencje.
📿 Zamknij usta — otwórz serce na modlitwę.
I strzeż swojego domu jak świętości.

poniedziałek, 29 czerwca 2026

Kiedy naprawdę siebie pokochasz, ludzie mogą nazywać Cię różnie.

Powiedzą, że masz trudny charakter, a Ty będziesz wiedziała, że po prostu nie pozwalasz już nikomu sobą pomiatać.
Powiedzą, że jesteś niewygodna, a Ty będziesz wiedziała, że masz własne zdanie i nie boisz się go wypowiedzieć.
Powiedzą, że jesteś wyniosła, a Ty będziesz wiedziała, że to godność.
Powiedzą, że jesteś nie do zniesienia, a Ty będziesz wiedziała, że przestałaś udawać kogoś, kim nigdy nie byłaś.
Powiedzą, że jesteś egoistką, a Ty będziesz wiedziała, że to szacunek do samej siebie.
Powiedzą, że za bardzo siebie cenisz, a Ty będziesz wiedziała, że to miłość własna, na którą długo musiałaś zapracować.
Powiedzą, że ranisz słowami, a Ty będziesz wiedziała, że czasem prawda wypowiedziana bez owijania w bawełnę bardziej boli tych, którzy przywykli do Twojego milczenia.
Powiedzą, że przesadzasz, a Ty będziesz wiedziała, że po prostu bronisz tego, co uważasz za słuszne.
Powiedzą, że zwariowałaś, a Ty będziesz wiedziała, że to odwaga.
Powiedzą, że jesteś próżna, a Ty będziesz wiedziała, że uczysz się patrzeć na swoje ciało z czułością, nie z wieczną krytyką.
Powiedzą, że się wywyższasz, a Ty będziesz wiedziała, że to pewność siebie.
Powiedzą, że za dużo marzysz, a Ty będziesz wiedziała, że to wiara — w życie, w Boga, w sens i w to, że po każdej nocy może przyjść świt.
Kiedy naprawdę siebie pokochasz, ludzie nadal będą próbowali Cię nazywać po swojemu.
Ale Ty już nie będziesz się w tym gubić.
Bo będziesz wiedziała, kim jesteś.
I żadne cudze słowo nie odbierze Ci Twojej wartości.
To właśnie jest miłość do samej siebie.

 

czwartek, 5 lutego 2026

Nie wszyscy zasługują na Twoją uwagę.

1. Nie wszyscy zasługują na Twoją uwagę. Cisza to też odpowiedź.
2. Nie oceniaj nikogo, kto idzie inną drogą niż Ty. Nie wiesz, co niesie w plecaku.
3. Czasem lepiej odejść bez słowa niż zostać i tłumaczyć się komuś, kto nie chce słuchać.
4. To, jak traktujesz ludzi słabszych, mówi o Tobie więcej niż wszystkie Twoje sukcesy.
5. Nie udawaj, że wszystko jest w porządku, jeśli nie jest. Autentyczność nie boli - kłamstwo tak.
6. Żadne "przepraszam" nie ma sensu, jeśli nie idzie za nim zmiana.
7. Duma nie polega na tym, że masz rację. Ale że umiesz się mylić z godnością.
8. Jeśli nie masz nic wartościowego do powiedzenia, powiedz ciszę.
9. Nie każdemu da się pomóc i nie każdemu powinieneś.
10. Słuchaj nie tylko tego, co ktoś mówi. Zwracaj uwagę, czego unika.
11. Unikaj tych, którzy szukają winnych, a nie rozwiązań.
12. Prawdziwy szacunek zaczyna się wtedy, gdy nikt nie patrzy.
13. Jeśli musisz przekonywać kogoś, że jesteś wartościowy - to nie jego miejsce przy Twoim stole.
14. Życie to nie gra, ale i tak lepiej nie rozdawaj kart byle komu.

 

środa, 5 lutego 2020

Hinduska przypowieść.



Istnieje pewna hinduska przypowieść. Narzeczony przychodzi do narzeczonej i puka do jej drzwi. Ona pyta: „Kto tam?” Narzeczony odpowiada: „To ja”, ale ona mu nie otwiera. Gdy po raz drugi i trzeci przychodzi do niej, dzieje się to samo. Za czwartym razem na jej pytanie: „Kto tam?” młody mężczyzna odpowiada: „To ty”, a wtedy dziewczyna go wpuszcza. Dlaczego tak postępowała? Ponieważ go kochała. Dlaczego on nie odszedł za pierwszym, drugim i trzecim razem? Ponieważ ją kochał. Gdyby postawił swoje ambicje ponad miłość, to napuszyłby się, poczerwieniał ze złości i odszedłby na zawsze, oburzony. Natomiast serce mu podpowiedziało, że narzeczona go kocha, ale jest w nim coś, co przeszkadza jej, by go przyjąć. Swoje ego, poczucie własnej wartości i swoje Ja stawiał ponad miłość, ale w imię miłości zrezygnował z nich i swoich pragnień, a wtedy jego miłość uszczęśliwiła oboje narzeczonych. Gdyby nie potrafił tego dokonać, miłość przyniosłaby mu problemy. Odpowiedź: „To ty” na pytanie swojej ukochanej oznacza symboliczne wyrzeczenie się swojego Ja w imię miłości. Okazało się, że poprzez swoje niedorzeczne i surowe zachowanie dziewczyna troskliwie hodowała w duszy swojego narzeczonego prawdziwe uczucie miłości. Zależność od ukochanego człowieka rodzi uniżanie się przed nim, a następnie złość i nienawiść. Zależność od uczucia miłości rodzi godność, dobroduszność i cierpliwość.

S. Łazariew. Diagnostyka karmy 4. www.diagnostykakarmy.pl

poniedziałek, 9 grudnia 2019

Ucieczka od lęku, niepokoju, smutku.

"Kiedyś uciekałem od lęku,
więc lęk kontrolował mnie.
Aż nauczyłem się trzymać go jak noworodka.
Posłuchać, ale nie poddawać się.
Honorować go, ale nie ulegać. Lęk już mnie nie powstrzymywał.
Odważnie wszedłem w burzę.
Nadal mam lęk,
ale lęk nie ma mnie.

Kiedyś wstydziłem się tego, kim byłem.
Zaprosiłem wstyd do mego serca.
Pozwoliłem mu płonąć.
Powiedział mi: „Próbuję tylko chronić Twoją podatność na zagrożenia ”.
Drogocennie podziękowałem wstydowi,
i tak wszedłem w życie,
bezwstydny, ze wstydem jak kochankiem.



Kiedyś miałem wielki smutek
pochowany głęboko w środku.
Zaprosiłem go, żeby wyszedł i zagrał.
Płakałem jak ocean. Moje kanaliki łzowe wyschły.
I znalazłem radość właśnie tam.
W samym sercu mojego smutku.
To złamane serce nauczyło mnie kochać.

Kiedyś miałem niepokój.
Umysł, który się nie zatrzyma.
Myśli, które nie były ciche.
Przestałem więc próbować ich uciszyć.
I wypadłem z głowy,
na Ziemię.
W błoto.
Gdzie byłem silny
jak drzewo, niewzruszony, bezpieczny.

Raz gniew płonął w głębinach.
Oświetliłem gniew swoim światłem.
Czułem jego szokującą moc.
Pozwoliłem, aby moje serce waliło, a krew się zagotowała.
W końcu go wysłuchałem.
I krzyczał: „Szanuj się teraz!”.
„Mów z pasją swoją prawdę!”.
„Powiedz nie, kiedy masz na myśli nie!”.
„Idź swoją drogą z odwagą!”.
„Niech nikt nie mówi za ciebie!”
Gniew stał się uczciwym przyjacielem.
Prawdziwym przewodnikiem.
Pięknym dzikim dzieckiem.

Kiedyś samotność głęboko we mnie wniknęła.
Próbowałem się oderwać i odrętwiać.
Biegłem do ludzi, miejsc i rzeczy.
Udawałem nawet, że jestem „szczęśliwy”.
Ale wkrótce nie mogłem już biegać.
i wpadłem do serca samotności.
i umarłem i odrodziłem się
w wyjątkową samotność i bezruch.
To mnie połączyło ze wszystkimi rzeczami.
Więc nie byłem samotny, ale sam z całym życiem.
Moje serce. Jedno ze wszystkimi innymi sercami.

Kiedyś uciekałem przed trudnymi uczuciami.
Teraz są moimi doradcami, powiernikami, przyjaciółmi,
i wszystkie mają we mnie dom,
i wszystkie należą i mają godność.
Jestem wrażliwy, delikatny, kruchy,
moje ramiona obejmują wszystkie moje wewnętrzne dzieci.
W mojej wrażliwości jest moc.
W mojej kruchości niezachwiana Obecność.

W głębi moich ran
w czymś, co nazwałem „ciemnością”,
Znalazłem płonące Światło,
które prowadzi mnie teraz w walce.

Zostałem wojownikiem,
kiedy zwróciłem się do siebie.

I zacząłem słuchać."

- Jeff Foster
___________________
Cudownego tygodnia!
Więcej o wewnętrznym dziecku: http://bit.ly/twojewewnetrznedziecko

|

niedziela, 22 września 2019

NIE BIERZ TEGO DO SIEBIE


Ludzie widzą w nas problemy, które tak naprawdę są ich problemem. Wszystkie rady, które nam dają nieproszenie, udzielają tak naprawdę samym sobie. Zatem zacznij słuchać tego co mówisz i usłysz siebie. Poznawaj siebie poprzez ludzi, których spotykasz na swojej drodze.
Jeśli mówią o Tobie źle, to tylko po to by zmyć z siebie winę. Może porównywali się do Ciebie I w ich odczuciu nie byli równie dobrzy jak Ty np w tym co robią, na polu osobistym, zawodowym, rodzinnym. Zatem ich własny sposób myślenia robi im kuku - patrząc na Ciebie spada ich poczucie własnej wartości. Zatem ego czuje się atakowane - trzeba się bronić! Jak bronić poczucie własnej wartości? Ano uderzając w poczucie wartości I godność osobistą drugiego człowieka. I tak zaczyna się kołowrotek wiecznej walki. Tylko trzeba pamiętać, że dla naszego mózgu istniejemy tylko my. Uderzając w inna osobę uderzamy tak naprawdę w siebie - wynik: stan zapalny w organizmie, ból stawów albo siada kolano ( czyli ktoś sam sobie w nie strzelił). Organizm jest bardzo mądry I zawsze pokazuje nam co sobie sami robimy poprzez nasze myśli, trzymaniu urazy, zapominają o tym kim jesteśmy I czego tak naprawdę chcemy.
Paradoks: matka mówi "żyje tylko dla moich dzieci". Zatem ona jako jej wewnętrzne JA jest martwe. Rezultat: mama jest martwa, mamy nie ma w mamie. Jest to stan podobny do bycia sierotą - wychodzi niezłe pomieszanie. Dziecko widzi fizycznie matkę ale jego serce nie może zidentyfikować jej serca - A już wam pisałam, że naprawdę odczuwamy rzeczywistość sercem. Dochodzi do pomieszania. To obciąża dziecko ponieważ ten maluch niesie swoje życie i matki, która fizycznie jest, ale na pewnym poziomie jest nieobecna. Serce dziecka będzie chciało ratować mamę- można dorobić się ciągłego poczucia winy za to, że się żyje, depresji, problemów z nauką czy ze snem. Absolutnie uważam, że najlepsza mama to ta, która żyje dla siebie. Która się realizuje, spełnia I szuka swojego szczęścia i harmonii ze sobą. Na nieszczęśliwej matce lub takiej pełnej poczucia winy trudno się oprzeć. Jeśli czujesz, że czas na zmiany to to zrób - dla siebie, nie dla innych.
Nie bierz nic do siebie co ktoś Ci zarzuca. To jego dialog z własnym wewnętrznym krytykiem bądź sabotazystą.
Akceptując siebie dajesz akceptację i przestrzeń innym.

Ewa

niedziela, 28 lipca 2019

TRUDNE RELACJE Z RODZICEM I SŁÓW PARĘ O STAWANIU SIĘ RODZICEM DLA SIEBIE


.
Dorosłe dziecko rzadko oddala się od rodzica, który:
* traktował i traktuje je z GODNOŚCIĄ i SZACUNKIEM, poszanowaniem jego integralności i przestrzeni (fizyczności, potrzeb, uczuć, wrażliwości)
* nie tłamsił i nie tłamsi go swoimi lękami, kontrolą i manipulacjami, przebranymi w ubranko "miłości"
* nie przytłacza go swoimi osobistymi emocjami, z którymi sobie nie radzi, nie zalewa go nimi
* nie zalewa go pretensjami i żalami
* nie sprawiał, że przez jego złość, frustracje, przemoc słowną, nieustanną krytykę, nadużycia emocjonalne i fizycznie, dziecko czuło się w dzieciństwie jak na wojnie pod obstrzałem
* nie wywoływał w dziecku lęku przed śmiercią (a lęk przed śmiercią czy tez lęk o przetrwanie może pojawiać się nie tylko w sytuacjach, gdy dziecko przekonuje się, iż rodzic jest zdolny do skrajnej przemocy i traci panowanie nad sobą, ale także wtedy gdy dziecko jest zaniedbywane lub rodzic kwestionuje w jakiś sposób miłość do niego lub je odrzuca, odpycha, gdyż dla dziecka miłość rodzica jest warunkiem przetrwania)
* nie krytykuje dorosłego dziecka nieustannie, nie poprawia, nie naprawia, nie koryguje, nie nawraca na jedyną właściwą drogę, nie okazuje rozczarowania, potępienia, niezadowolenia
* nie narusza jego integralności i godności poprzez przemoc fizyczną i emocjonalną, a jeśli do tego doszło w dzieciństwie dziecka, bierze PEŁNĄ, całkowitą odpowiedzialność za swoje zachowanie (wszak to on był wówczas dorosły, a dziecko było tylko dzieckiem) i dąży do naprawy relacji
* wszelkie nadużycia i zachowania, które nadszarpnęły ufną więź z dzieckiem naprawiał na bieżąco, pokazując dziecku, że zależy mu na tym, by czuło się godne, szanowane i kochane, a jeśli nie umiał tego naprawić na bieżąco, zadośćuczynia to dziecku
* nie jest roszczeniowy, nie domaga się zwrotu za swoje poświęcenie dla dziecka, za to, że je urodził czy wychował, za to, że mu pomagał czy pomaga, nie wypomina dziecku, ile dla niego zrobił i robi, nie domaga się rekompensaty za jakąkolwiek pomoc czy "poświęcenie", nie domaga się od dziecka niczego (kiedy relacja jest zdrowa, dziecko samo wyciąga rękę do rodzica w potrzebie, nie potrzebuje być zmuszane do tego manipulacjami)
* nie wypomina dziecku jego zachowań z dzieciństwa i młodości,
* nie stawia swojego ego ponad dobro dziecka, np. usiłując ratować swoje dobre imię i zaprzeczając przemocy która miała miejsce (fizycznej i emocjonalnej) lub czyniąc sobie z dziecka partnera (w dzieciństwie i dorosłości) albo traktując je jak tresowane zwierzątko, które powinno zachowywać się tylko w określony sposób i spełniać wyobrażenia
* nie zaniedbywał dziecka emocjonalnie i fizycznie, lecz nawiązywał z nim bezpieczną, kochajacą więź.
...
Można by jeszcze wymieniać.
.
Rodzice rozważcie, jeśli nie chcecie, aby Wasze dorosłe dziecko żyło w dystansie od Was.
One samo z siebie będzie chciało do Was, gdy będziecie je godnie i z szacunkiem traktować.
.
A jeśli znacie kogoś, kto żyje w dystansie od rodzica, to zanim osądzicie tego kogoś lub zaczniecie mu wrzucać jakiekolwiek rady, wyjaśnienia i teorie duchowe, rozważcie taką możliwość, że ta osoba prawdopodobnie wybaczała tysiące razy, mogła tysiące razy ponad swoje siły bezskutecznie naprawiać relację, mogła sięgać tysiące razy ku rodzicowi jako dziecko i później i tyleż razy być odrzucana, mogła żyć latami w ogromnym bólu, usiłując dać rodzicom to, co chcą albo znosić tysiące aktów przemocy psychicznej i fizycznej, krzyki, krytykę, zaniedbania, manipulacje i niezrozumienie.
I z całą pewnością musiała, aby przeżyć, aby przetrwać, chodzić po tym świecie w założonej zbroi, opancerzona, stłumiona, zamrożona w czuciu, często ogromnie napięta wewnętrznie albo schowana w bańce depresji, apatii i bezsilności.
Być może musiała zebrać się w sobie ostatkiem sił, jakie jej zostały po tej walce o przetrwanie, aby stanąć na nogi i móc nie tylko dalej żyć, ale też dać sobie szansę na stworzenie innych, zdrowych relacji - z własnym dzieckiem, z partnerem.
I prawdopodobnie musiała też przeżyć bardzo bolesną żałobę, związaną z koniecznością zdystansowania się. Być może musiała zdobyć się na tytaniczny wysiłek, aby stanąć za sobą, móc żyć swoim życiem i stworzyć własne, zdrowe relacje.
.
I jeśli jesteś taką osobą, która musiała się zdystansować od rodziców, na chwilę, na jakiś czas, czy nawet na zawsze, to nikt, ale to absolutnie nikt, kto NIE przeszedł tego samego co Ty, nie ma prawa Ci mówić, co masz robić lepiej, jakim dzieckiem powinieneś być, nie ma prawa Cię pouczać ani osądzać, nie ma prawa Ci mówić, że jakiekolwiek Twoje odczucia są niewłaściwe, nie ma prawa Ci mówić, że powinieneś się uniewrażliwić albo że coś robisz źle ani serwować Ci moralizatorsko własnych interpretacji na temat tej relacji i twojego stosunku do niej.
.
Jako dziecko wybaczałeś zapewne setki czy nawet tysiące razy - małe dzieci są w tym świetne, zawsze gotowe wybaczyć, zawsze pełne nadziei, ciągle "zapominające" o tych wszystkich przykrych rzeczach dla "dobra relacji".
.
Ale te przykre rzeczy wybiją, będą musiały, bo takie jest prawo miłości.
Mogą wybić już w Twojej dorosłości, i wyjść na wierzch właśnie dlatego, że otwierasz się coraz bardziej na samego siebie, na miłość, a ona wlewa się w Ciebie i wypłukuje to wszystko, obmywa Cię.
.
Jako dorosły człowiek masz pełne prawo spotykać się ze swoją złością, ze swoją rozpaczą i bólem, ze swoją stłumioną agresją i je integrować.
.
Nie musisz zmuszać się do powrotu do tych dziecięcych stanów, w których byłeś tak pełen przebaczenia, tak jeszcze otwarty i pełen wiary, że moze być lepiej, jeśli tylko Ty będziesz lepszy.
.
Nie musisz słuchać cudzych koncepcji na temat "konieczności" wybaczenia. Bo to nie "wybaczenie" sprawi, że poczujesz się lepiej. Ono jest jedynie zrozumieniem, że druga osoba robiła co robiła, z powodu swoich ran, swoich uwarunkowań czy z jakichkolwiek innych powodów. Zobaczeniem, że sama cierpiała, czy cierpi. Możesz mieć do niej nawet cały ogrom współczucia i zrozumienia.
.
Ale to nie wybaczenie Cię uleczy. To nie współczucie wobec rodzica Cię uleczy ani zrozumienie dla niego.
.
Poczujesz się lepiej i zaczniesz się uzdrawiać, gdy sam siebie zalejesz życzliwością, miłością, akceptacją, najwyższym współczuciem i zrozumieniem, gdy sam dla siebie staniesz się najbardziej kochającym rodzicem i przyjacielem. To właśnie to nas ulecza i uzdrawia.
I jeśli jest taka potrzeba, masz pełne prawo robić to wszystko z dala od rodziców, a czasem nawet nie masz wręcz innej możliwości, jak zdystansować się.
.
W procesie integracji, uwalniania skumulowanych emocji czy napięć z ciała oraz odkrywania prawdziwego siebie (zwłaszcza, jeśli zostały uszkodzone struktury nerwowe wskutek przemocy albo nie wytworzyły się istotne połączenia w mózgu umożliwiające zdrowe funkcjonowanie w świecie i relacjach)
nieuchronnie zawsze uwrażliwiamy się na swoje ciało, na swoje emocje, na skumulowane napięcia.
Zrzucamy swoje zbroje i ciasne skafandry.
Rozmrażamy się, a wraz z tym rozmrażaniem musimy pozwolić, aby przepłynęło przez nas to, co chce przepłynąć, choćby była to złość, smutek, płacz, a nie narzucać sobie, by realizować jakieś duchowe paradygmaty miłości (które są jedynie programami mentalnymi).
.
Oczywiście to prawda, że nie warto żywić i podsycać w sobie negatywnych uczuć, wściekłości, urazy i nienawiści do nikogo, a zatem także do rodziców.
Ale jeśli już takie uczucia pojawiają się w Tobie, uszanuj je i uhonoruj, bo gdy je pominiesz i nie uhonorujesz, one wybiją, będą wracały.
Takie jest prawo miłości.
Jeśli nie w relacji z rodzicem, to w postaci ciągłego rozdrażnienia, w postaci niezdrowych relacji z innymi ludźmi, ciągłych konfliktów z innymi, z systemem, w relacji z dzieckiem czy partnerem, czy też przyjmą postać autoagresji, apatii, bezsilności i depresji.
.
Wierzę, ze w pewnym momencie zaczniesz stawać się dla siebie najkochańszą matką i ojcem, bądź już się nimi dla siebie stajesz.
Życzę Ci, abyś sycił się zawsze nieskończoną miłością i światłem.
Niech Ci tu będzie najlepiej na świecie.
Wierzę, że dobrze wykorzystasz dar życia, jakiego otrzymałeś od rodziców i stworzysz sobie takie warunki, w których będziesz mógł rosnąć i rozkwitać jak najpiękniej tylko możesz, dzieląc się sobą ze światem z radością i spokojem w sercu, dla dobra nas wszystkich.
Z całego serca Ci tego życzę i niech WSZYSTKO Ci w tym sprzyja.
Jesteś kochany i nigdy nie jesteś sam.
.
tekst: Karolina Bochenek
grafika: Alex Grey

niedziela, 26 kwietnia 2015

Mieć nie znaczy być…


6995_603797346364674_1659346039_n

Ego stara się zrównać posiadanie z Istnieniem. Mam, więc jestem. A im więcej mam, tym bardziej jestem. Ego żyje dzięki porównaniom. To, jak postrzegają cię inni, zamienia się w to, jak sam siebie widzisz. Gdyby wszyscy mieszkali w rezydencjach lub byli bogaci, twoja rezydencja lub bogactwo przestałoby ci służyć do wzmacniania poczucia własnego ja. Przeniósłbyś się wtedy do zwykłej chaty, porzuciłbyś majątek i odzyskał swą tożsamość, bo postrzegałbyś siebie jako człowieka bardziej uduchowionego niż inni i tak byłbyś postrzegany. To, jak widzą cię inni, staje się zwierciadłem, które pokazuje ci, jak wyglądasz i kim jesteś. Poczucie własnej wartości, jakie ma twoje ego, z reguły wiąże się z twoją wartością w oczach innych. Potrzebujesz innych ludzi, aby dali ci owo poczucie twojego ja, a jeśli żyjesz w społeczeństwie, które w dużym stopniu zrównuje poczucie wartości z tym, co i ile posiadasz, i jeśli nie możesz odrzucić tej zbiorowej iluzji, skazany będziesz do końca życia na to, by uganiać się za różnymi dobrami w nadziei na odnalezienie w nich swej tożsamości i godności własnej.
 
Eckhart Tolle, Nowa Ziemia