Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 listopada 2020

Grzebienie tworzone z miłością w 100% naturalne .

Przedstawiam Wam grzebienie,                     

które tworzę i robię to z wielką radością oraz pasją !

Są one w 100% naturalne ( utwardzane olejem lnianym i woskiem pszczelim ) , konserwowane wyłącznie oliwą z oliwek, aby włosy się nie elektryzowały.
Każdy ząb w grzebieniu jest ostrzony osobno.
Wszystkie grzebienie poddaję różnym testom wytrzymałości, by służył Tobie jak najdłużej!
Dzięki precyzji i dokładności, jaką wkładam w proces ich tworzenia, moim zdaniem są dożywotnie.
Grzebień można używać na suche jak i mokre włosy.
Przyjemnie masuje skórę głowy, dokładnie rozczesuje włosy i jest dla nich bardzo delikatny.
Jest miły w dotyku i pięknie pachnie.
Dziewczyny mówią że ich włosy są szczęśliwe😉





















Ważne!
Jak konserwować grzebień.
Użytkownik powinien raz w miesiącu impregnować swój grzebień nacierając go oliwą z oliwek lub olejem kokosowym ( olej kokosowy działa dezynfekująco )
Proszę pozostawić go na kilka godzin by olej się wchłonął.
Po tym czasie należy wytrzeć go papierowym ręcznikiem.
( NIE UŻYWAĆ OLEJU RZEPAKOWEGO, SŁONECZNIKOWEGO, SMALCU I INNYCH SMAROWIDEŁ GDYŻ JEŁCZEJĄ I BRZYDKO PACHNĄ).
 
Drewno którego używam jest zero waste z odzysku .np. czarny dąb był kiedyś podłogą w gdańskim żurawiu!
Każdy kawałek drewna ma swoją historię, ja nadaje mu nowe piękne życie.

Grzebień to dość osobista rzecz ( jak maszynka do golenia czy szczoteczka do zębów) więc proszę nie pożyczaj go nikomu.
Możesz poprosić swojego mężczyznę lub przyjaciółkę by uczesała nim Twoje włosy, to bardzo przyjemne.

Z czasem zobaczysz, że by wszystko co napisałem jest prawdą mimo że jestem łysy 😃😉


Potrzebuję informacji o rodzaju włosów i jakie zęby woli skóra głowy ostre czy nie,.
Rodzaj drewna do wyboru :

dąb, orzech włoski , wiśnia, jesion, klon, lipa, czarny dąb, sosna, modrzew, mahoń, buk,
To głównie po przez rozmowę z osobą się dowiaduje czego oczekuje od grzebienia.

Życzę przyjemnego czesania 🌞

Pozdrawiam Patryk 

Kontakt  506 150 512

niedziela, 24 lipca 2016

Nie samym macierzyństwem kobieta żyje.



Wiem, że każda kobieta jest inna i rożne są jej potrzeby. Doskonale zdaję sobie sprawę, że część z Was może zupełnie się ze mną nie zgadzać w wielu aspektach tutaj poruszanych. Cieszy mnie jednak to, że szanujemy swoje wybory.
Gdy próbuję stanąć z boku i przyjrzeć się sobie i moim metamorfozom w trakcie ostatnich trzech lat, to uderza mnie tempo zmian, które we mnie zachodzą. Ba, nie tylko tempo tych zmian mnie uderza. Zmienił się również kierunek, w którym zmierzam. Inne mam cele, inne priorytety i inaczej patrzę na ten cały piękny rozgardiasz macierzyństwem zwany. Dojrzewam. Tak cholernie się cieszę, że już nie szukam po omacku swojej drogi i jednocześnie pozwalam sobie na popełnianie błędów. Traktuję je nie jako porażki a jako nieodłączny element tej ścieżki, którą kroczę. Nie mam wyrzutów sumienia, że czasami pudłuję albo nie wyrabiam na zakrętach. Zaczynam przyzwyczajać się do myśli, że to zupełnie naturalne. Dobrze mi z tą myślą, że co doświadczam to moje, czego próbuję to coś z tego wynoszę, co smakuję to zostaje przeze mnie zapamiętane.
Jeszcze całkiem niedawno, bo 3 lata temu, gdy mój starszak był jeszcze nieopierzonym pisklakiem, byłam święcie przekonana, że macierzyństwo i wychowywanie dzieci będzie tym, czemu poświęcę 100% mojego czasu i energii. Kurczowo trzymałam się tej myśli, że mam prawo zdecydować zostać z dziećmi w domu jak najdłużej i nikt nie powinien mi tej możliwości zabierać. Byłam święcie przekonana, że nawet gdyby nastały lata chude, to powinnam zostać w domu i być tą mitologiczną Gaią, opiekunką domowego ogniska. A mój Mąż powinien zwyczajnie pracować, aby móc opiekować się tą sferą materialną.
Jednak z miesiąca na miesiąc zaczęłam czuć pewnego rodzaju pętlę, którą sama sobie zarzuciłam na szyję. To macierzyństwo, tak przeze mnie doceniane i wychuchane, zaczynało mnie dusić. Traciłam coraz częściej cierpliwość, dopadały mnie momenty totalnej rezygnacji i zwątpienia w swoje umiejętności wychowawcze. Doszłam do wniosku, że nie jestem stworzona do tego, aby poświęcić swoim dzieciom wszystko, zapominając jednocześnie o tym, że ja mam także potrzeby spoza tego matczynego kręgu.
Tak jak tu stoję, tak z pełnym przekonaniem stwierdzam, że to nie dla mnie być mamą 24/7. Potrzebuję odejścia. Serio, jak ryba wody, tak ja potrzebuję mieć przestrzeń i czas tylko dla siebie. Z całych sił chcę mieć rejony, które dotyczą tylko mnie. To nie jest egoizm, jak czasami próbuje mi to zasugerować mój Mąż, chyba jeszcze nie do końca pogodzony z tym, że zaczynam wyfruwać z gniazda, ale tylko na krótkie momenty. Dla mnie sztuka latania zwana inaczej Życiem, nie polega tylko na byciu mamą. Zaczynam dopiero odbudowywać te rewiry, o których zapomniałam przez ostatnie lata, od kiedy wróciłam do Polski. Dla niektórych sprawy oczywiste jak posiadanie znajomych czy wspólne weekendowe wypady z psiapsiółą, dla mnie to rzeczy jeszcze nieosiągalne, jednak na szczęście znajdujące się na mojej liście „do zrobienia” w najbliższym czasie.
Pozwolę sobie na mała dygresję i przytoczę pewną historię. Pod jednym z lipcowych tekstów jedna z Was zostawiła komentarz, który dał mi do myślenia. Niestety nie mogłam go odszukać w czeluściach facebooka, trudno. Dotyczył od tego, że Ona [tak ją nazwijmy na potrzeby tego akapitu] właśnie wróciła z tygodniowych wakacji z samą sobą. Dzieciaki zostawiła z Mężem i zdecydowała się na auto-reset. Wiem, że część z nas zaszlochałaby się za naszymi bąblami i takie podejście byłoby nie do ogarnięcia. Rozumiem to. Ja jednak byłam z niej dumna! Po pierwsze byłam z niej cholernie dumna, ponieważ na forum publicznym potrafiła przyznać, że nie miała z tego tytułu wyrzutów sumienia, ba nawet świetnie się bawiła. To wielka odwaga! Po drugie mam czelność przypuszczać, że jej otoczenie przyjęło tę jej potrzebę nie jako fanaberię, a jako niezbędny element układanki. Aby Ona nie zwariowała, tylko mogła się zregenerować podczas tego tygodni i powrócić do rodziny na pełnej petardzie.
Gdy próbuję wyobrazić sobie hipotetyczną sytuację, że i mi nagle urodziła się taka potrzeba autoresetu, jak tej wspomnianej Onej ;-), i oznajmiam to moim najbliższym, to obawiam się, że nie byłoby to entuzjastycznie przyjęte. Zostałabym pewnie zdrowo opierdzielona za te moje egoistyczne zapędy. Gdzieś tam w naszym społeczeństwie zakorzenione jest jeszcze od wielu pokoleń to, że matka nie ma prawa do wakacji. Że skoro chce odpocząć, to musi zabrać ze sobą ten cały majdan i razem ze swoją gromadą ruszyć na „odpoczynek”. Że przecież, gdyby spróbowała odpocząć samotnie, w ciszy, z dala od domu, to niejako wystąpiłaby przeciw rodzinie.
Bzdura. Skoro kobieta potrzebuje takiego resetu bez udziału rodziny, choćby dwu- czy trzydniowego, niekoniecznie od razu tygodniowego, to oznacza, że ona naprawdę cholernie go potrzebuje. Bo chce doładować swoje bateryjki, które pomału się wyczerpują. A ich doładowanie pozwoli jej nie oszaleć, a powrócić na codzienną ścieżką ze zdwojoną siłą.
Wrócę do meritum. Nie samym macierzyństwem kobieta żyje. Czasami niezbędna jest chwila odejścia, choćby na moment. Dla każdego co innego może okazać się tym panaceum, które pozwoli nie zwariować i zregenerować te pokłady, które często się wyczerpują.
Kiedyś trafiłam na książkę Teri Hatchett, w której znalazłam świetny fragment opisujący to, że rodzic również powinien dbać o siebie. Niestety za nic nie mogę go znaleźć, jednak jego brzmienie było takie:
„Jeśli swoim dzieciom pokazujesz, że nie szanujesz się i lecisz na resztkach sił, to jaki przekaz dajesz swoim dzieciom? Że ich potrzeby są ważniejsze niż potrzeby innych ludzi, nawet tych najbliższych. Chyba nie tego chcesz ich nauczyć, prawda?”
 http://www.szczesliva.pl/nie-samym-macierzynstwem-kobieta-zyje/

niedziela, 5 czerwca 2016

Chcę poznać siebie.



Mówisz "Chcę poznać siebie".
Ty jesteś tym „JA". Ty jesteś tym Poznaniem. Ty jesteś świadomością, poprzez którą następuje wszelkie poznanie.
A ona nie może poznać siebie, Ona jest sobą.
Poza tym nie ma nic do poznania, a jednocześnie wszelkie poznanie z niej wynika. "Ja" nie może uczynić siebie przedmiotem wiedzy, świadomości.
Nie możesz więc stać się obiektem dla siebie. Tak właśnie powstała iluzja ego - mentalnie uczyniłeś siebie obiektem. Mówisz "To Jestem „ja". A następnie wchodzisz w związek ze sobą i opowiadasz innym i sobie swoją historię.
Kiedy wiesz, że jesteś świadomością, w której wszystko się wydarza, stajesz się niezależny od wydarzeń i już nie poszukujesz siebie w różnych sytuacjach, miejscach, warunkach. Innymi słowy: co się wydarza, lub nie wydarza, a miało, nie Jest już tak istotne. Sprawy trąca na wadze i znaczeniu. Zaczynasz odczuwać życie jako zabawę. Odbierasz świat jak kosmiczny taniec, taniec formy - nic dodać, nic ująć.
Kiedy wiesz, kim prawdziwie jesteś, znajdujesz się w stanie ciągłego, ożywionego spokoju. Nazwij to radością, bo tym jest właśnie radość: pulsującym życiem spokojem. To jest radość tego, że wiesz, że jesteś samą esencją życia, zanim życie przybierze formę. To jest radość BYCIA - bycia tym, kim prawdziwie jesteś.


Eckhart Tolle

wtorek, 16 czerwca 2015

Tato zobacz, wszystkie drzewa zostają za nami.

Pewien stary człowiek siedział wraz ze swoim 25-letnim synem w pociągu. Pociąg ma niebawem ruszyć, wszyscy pasażerowie zajmują już swoje miejsca. Kiedy pociąg odjechał, młody chłopak był pełen radości i ciekawości. Siedział tuż przy oknie. Wystawił rękę przez okno i czując powiew powietrza krzyknął: - „Tato zobacz, wszystkie drzewa zostają za nami”. Stary człowiek uśmiechnął się. Naprzeciwko nich, siedziała młoda para, która widząc to wszystko zaczęła patrzeć z politowaniem na 25-letniego chłopaka, który zachowywał się jak małe dziecko. Nagle, chłopak krzyknął znowu: - „Tato zobacz, chmury podążają razem z nami! Widzisz ten staw i zwierzęta?” Para spoglądała na chłopaka z zażenowaniem. Zaczęło padać i krople deszczu musnęły jego rękę. Ten, pełen radości zamknął swoje oczy. Po chwili znowu krzyknął: - „Tato zaczęło padać, mam kroplę wody na dłoni, zobacz tato!”. Tym razem para już nie wytrzymała i odezwała się do ojca:„Dlaczego nie zabierze Pan swojego syna do dobrego lekarza?” Stary człowiek uśmiechnął się i powiedział: „Już to zrobiłem – właśnie wracamy ze szpitala. Mój syn odzyskał dzisiaj wzrok – widzi po raz pierwszy w swoim życiu.” Zanim ocenisz człowieka i go zaszufladkujesz, powinieneś najpierw poznać jego historię. Pomóż temu przesłaniu dotrzeć do większej liczby osób, Twój czyn na pewno nie pójdzie na marne.

piątek, 3 października 2014

"Jest piękny dzień a ja tego nie mogę zobaczyć".


Prosił na ulicy o pieniądze, gdy podeszła do niego kobieta nie spodziewał się że zmieni to jego życie.

Oto historia pewnego niewidomego człowieka, który siedząc na ulicy prosi przechodniów o drobne pieniądze słowami "Jestem niewidomy, proszę pomóż". Zobacz co się stanie gdy pewna pani zmienia napis na inny. Zmiana słów na bardziej pozytywne, może zmienić nasze życie.

Ta pani napisała "Jest piękny dzień a ja tego nie mogę zobaczyć".

sobota, 1 lutego 2014

Opowieści buddyjskie dla małych i dużych. Otwierając wrota Twojego serca - Ajahn Brahm

Oto przed Tobą wspaniały zbiór inspirujących legend. Opierają się one na naukach Buddy i ukazują drogę do prawdziwego szczęścia. Znajdziesz tu zarówno przypowieści o nadziei, miłości, przebaczeniu jak również o wolności od strachu i przezwyciężeniu bólu.
Napisana została przez australijskiego, buddyjskiego mnicha, który podczas wielu lat praktyki zebrał usłyszane opowieści i anegdoty w jedną całość przytaczając je na kartkach tej publikacji. Mimo, że u podstaw każdego z tych opowiadań leży tradycyjna filozofia buddyjska, Ajahn Brahm celowo przedstawił je w formie zabawnych historii. Opowiadane z dozą inteligentnego humoru, żartobliwie, bawią, a także skłaniają do refleksji i zadumy kojąc duszę „jak ciepły, letni deszcz”. Czytane dzieciom uczą nie tylko współczucia dla innych, ale rozwijają w nich dobroć, miłość oraz wzmacniają poczucie własnej wartości. Dorośli natomiast odnajdują w nich zrozumienie, spokój, jak również pomoc w rozwiązywaniu codziennych problemów.
Większość historii, zamieszczonych w tej książce wywodzi się ze starych pism i przekazów buddyjskich mimo to ich treść idealnie dopasowuje się do aktualnej rzeczywistości. Znajdziesz tu także współczesne anegdoty, które wzbogacają głębię starożytnych opowieści.
Niech te legendy o prawdziwym szczęściu sprawią Ci mnóstwo radości, tak jak tym, którzy już je usłyszeli. Niech pomogą Ci zmienić życie na lepsze, tak samo, jak pomogły już wielu innym. Rozkoszuj się ich czytaniem i otwórz wrota swojego serca.

Wydane przez Wydawnictwo Studio Astropsychologii