Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmiana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmiana. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 marca 2025

Kiedy przestajesz tęsknić, wszystko do Ciebie przychodzi.


Kiedy przestajesz tęsknić, wszystko do Ciebie przychodzi.

Kiedy przestajesz walczyć ze światem, ten świat podchodzi bliżej i mówi do Ciebie o miłości.
Kiedy akceptujesz, zmieniasz się.
Kiedy odważysz się spróbować czegoś nowego, lęki znikają, a świat Cię zaskakuje.
Kiedy zaczynasz patrzeć na siebie, świat okazuje się być Tobą.
Kiedy odpuszczasz to, co nie jest dla Ciebie, przychodzi to, co jest naprawdę Twoje.
Kiedy się gubisz, tak naprawdę odnajdujesz siebie. Kiedy rezygnujesz z wojny, wygrywasz bitwę.


Kiedy uspokajasz swój umysł, cały Wszechświat schodzi do Twoich stóp.
Kiedy się nie śpieszysz, wszystko się zbliża.
Kiedy zrezygnujesz z woli kontroli, świat robi to, co jest dla Ciebie najlepsze.
Kiedy decydujesz się nie reagować, zmieniasz rezultat.
Kiedy akceptujesz zmianę i niepewność, przestajesz cierpieć.
Kiedy odnajdziesz siebie, przestajesz szukać.
Kiedy obejmujesz swój ból, stajesz się swoim przyjacielem.

— Jannet Shanchez
Fot.Internet

 

poniedziałek, 13 stycznia 2025

Szacunek dla siebie , to również odchodzenie od tego , co bezwartościowe.

Trzeba wszystko poukładać. Uporządkować myśli. Zdecydować się, na czym ci zależy, a co najwyższy czas sobie odpuścić. Postawić na te relacje, które są szczere, a nie te, które stały się bezwartościowe. Ustalić, kto chce być przy Tobie, a kogo warto sobie odpuścić.
Są takie momenty, gdy stajesz w miejscu i dochodzisz do wniosku, że to, czego się trzymasz już dawno przeminęło. Że ludzie, na których stawiasz, nie stawiają na Ciebie. Że zbyt długo tracisz czas na to, co już dawno trzeba było zostawić za sobą.
Czas ruszyć z miejsca. Zmienić niektóre priorytety. Ruszyć swoją drogą. To, co ma pozostać, pozostanie, a to, co ma odejść, odejdzie. Na spokojnie. Nic na siłę. Swoim tempem. Z reguły zbyt długo wierzymy w tych, którzy na to nie zasługują. Jednak pod naporem obojętności każde serce w końcu pęka.
Dojrzałość pozwala ci zrozumieć, że w tym miejscu nie znajdziesz już szacunku, obecności, zainteresowania i ciepła. To moment, który pozwala ci zrozumieć, że coś nie jest dla ciebie. Moment, w którym zaczynasz szanować siebie i odpuszczasz. W życiu czasem trzeba zrobić porządek. Przemyśleć, co naprawdę jest ważne, a co można odpuścić. Skupić się na relacjach, które są wartościowe, i zrezygnować z tych, które nam nie służą. Czasami trzeba uznać, że niektóre rzeczy już się skończyły, a ludzie, na których liczyliśmy, nie są już obecni w naszym życiu tak, jakbyśmy tego chcieli.
Ważne jest, aby iść do przodu i zmieniać swoje priorytety. Trzymać się tego, co dobre, a pozbyć się tego, co nas ciągnie w dół. Zrozumieć, że czasami trzeba po prostu puścić i iść dalej. Nie tracić czasu na ludzi i sytuacje, które nie przynoszą nic pozytywnego. Niektóre rzeczy po prostu nie są dla nas i czasem najlepszą rzeczą, jaką możemy zrobić dla siebie, jest po prostu odpuścić. To nie porażka, a mądrość i szacunek dla samego siebie. To krok w stronę lepszego życia.
DOJRZAŁOŚĆ TO ZROZUMIENIE, ŻE NIE WSZYSTKO JEST DLA CIEBIE
Odpuszczanie to klucz do prostszego życia. Kiedy coś Cię ciągnie w dół, lepiej to zostawić. Skup się na tym, co Cię buduje, a nie na tym, co Cię niszczy. Ważne jest, aby nie bać się zmian. Czasami musisz zamknąć jedne drzwi, aby otworzyć inne.
Nie musisz trzymać się przeszłości. Jeśli coś nie działa, czas to zmienić. To nie oznacza, że jesteś słaby – to znaczy, że jesteś mądry i dbasz o siebie. Pamiętaj, że nie wszystko od razu się ułoży, ale każdy krok do przodu jest ważny. Prostsze życie zaczyna się, gdy przestajesz walczyć z rzeczami, które nie mogą być zmienione.

- Rafał Wicijowski, fragment z mojej książki NIE PRZECZYTASZ O TYM W BAJKACH ❤️

 

niedziela, 24 września 2023

Niech ta jesień przyniesie nam siłę, abyśmy mogli zmienić to, co jesteśmy w stanie zmienić.

Niech ta jesień przyniesie nam siłę, abyśmy mogli zmienić to, co jesteśmy w stanie zmienić i zaakceptować to, na co nie mamy już wpływu.

Niech da nam mądrość rozpoznania, co jest naprawdę ważne w naszym życiu i związkach z innymi, abyśmy porzucili swoje bitwy i w pełni wykorzystali każdy dzień i każdą chwilę jak najlepiej.
Obyśmy nauczyli się odpuszczać i skupiać swoją uwagę na "tu i teraz" oraz na tym wszystkim, co jeszcze przed nami.
Umieli cieszyć się tym wszystkim, co daje nam radość, sens i spełnienie oraz docenili czas spędzony z tymi, których kochamy.
Niech nasz smutek i samotność znajdą tej jesieni pocieszenie, a radość i wdzięczność wypełni nasze serca.
Niech powróci do nas pewność, że związek z tymi, którzy opuścili już naszą rzeczywistość, a których nadal kochamy, nigdy nie przemija i pewnego dnia znów się z nimi spotkamy.
Obyśmy odkryli sposób, jak leczyć nasze rany i jak mimo wszystko podążać do przodu.
Pozbyli się strachu, bólu i urazy, a dzięki temu mogli poczuć się prawdziwie wolni i odkryli w sobie moc do realizacji własnych pasji i pragnień.
Niech rozwija się to, co nas unosi i dodaje nam energii, a wszystko, co nas ogranicza i obniża nasze loty, pozostanie za nami.
Niech zaufanie do siebie i wewnętrzny spokój będzie naszym przewodnikiem, wśród chaosu świata i zmiennych pór roku życia.
A nasza miłość promieniuje na wszystkich, których spotkamy w swoim życiu. Niezależnie od tego, czy odchodzą, czy w nim pozostają.
Obyśmy płynęli przed siebie ze zrozumieniem, że każdy z nas jest czymś więcej niż to ograniczone ciało i przejściowe fizyczne doświadczenie.
A choć wszystko jest ulotne i tymczasowe, to prawdziwa natura tego, kim jesteśmy, jest niezniszczalna i wieczna.
A w chwilach, kiedy poczujemy się samotni i mali, obyśmy przypomnieli sobie o stałej pomocy, płynącej z wyższych światów duchowych.
I jeszcze głębiej poczuli, kim tak naprawdę jesteśmy...
🍂
Miłości i światła na ten cudowny duchowy czas!
Pozdrawiam Was serdecznie.
Joanna Sanders
 

 

czwartek, 14 lipca 2022

Kiedy przestajesz tęsknić, wtedy wszystko do Ciebie przychodzi.


 
Kiedy przestajesz tęsknić, wtedy wszystko do Ciebie przychodzi.
Kiedy przestajesz walczyć ze światem, ten świat podchodzi bliżej i mówi do Ciebie o miłości.
Kiedy akceptujesz, zmieniasz się.
Kiedy odważysz się spróbować czegoś nowego, lęki znikają, a świat Cię zaskakuje.
Kiedy zaczynasz patrzeć na siebie, świat okazuje się być Tobą.
Kiedy odpuszczasz to, co nie jest dla Ciebie, przychodzi to, co jest naprawdę Twoje.
Kiedy się gubisz, tak naprawdę odnajdujesz siebie.
Kiedy rezygnujesz z wojny, wygrywasz bitwę.
Kiedy uspokajasz swój umysł, cały Wszechświat schodzi do Twoich stóp.
Kiedy się nie śpieszysz, wszystko się zbliża.
Kiedy rezygnujesz z woli kontroli, świat robi to co jest dla Ciebie najlepsze.
Kiedy decydujesz się nie reagować, zmieniasz rezultaty.
Kiedy akceptujesz zmianę i niepewność, przestajesz cierpieć.
Kiedy odnajdziesz siebie, przestajesz szukać.
Kiedy obejmujesz swój ból, stajesz się twoim przyjacielem.
Kiedy stajesz się Świadomym, pojawia się Bóg lub Bogini w Tobie.

sobota, 6 listopada 2021

Koloroterapia to niekonwencjonalna metoda oddziaływania i leczenia kolorami.

Hej,

jestem Lena.

Od  2013 go roku mieszkam w Polsce z córka i mężem.
Moi pradziadkowie byli Polakami, tak ze kochanie do języka oraz do kraju mam  w krwi.
Uczyłam się języka, historii kraju samodzielnie, bardzo łatwo nawiązując kontakt z ludźmi dookoła.



Od 1998 roku zajmowałam się :

- design graficzny;

- dekorator wnętrz :

- pseudowitraże (szkice oraz produkcja);

- rękodzieło artystyczne;

- aromaterapia;

Malować lubiłam od dziecka.
Uwielbiam malować farbami olejnymi

Teraz obracam się dookoła i widzę ile ludzi jest w stresie, nerwach itp  - tak sobie myślę, czym mogę pomoc?

 
Mam pomysł na malowanie obrazów terapeutycznych z dopasowanymi kolorami na konkretny stan osoby (np. przy leczeniu bezsenności, pomoc w zwalczaniu stresu oraz objawów przemęczenia, przy zmęczeniu umysłowym, przy chęci przywrócenia harmonii i równowagi i wiele innych).

Często nasz organizm sam podpowiada zmianę kolorystyki.
Warto wtedy posłuchać intuicji i otworzyć się na zmiany.

Również chciałabym żeby takie obrazy były z wysokiej jakości materiałów  i w rozsądnej cenie.
Serdecznie zapraszam po moje prace na FB
https://www.facebook.com/Isida-Spz-oo-1668159030090818/

oraz na moją stronę
https://614335b78e309.site123.me/

sobota, 11 stycznia 2020

💎 Nigdy nie próbuj pomagać, dopóki ktoś nie jest gotowy na pomoc.💎


-----------------------------------------
Ostatecznie jednej rzeczy każdy z nas uczy się na własnej skórze – Nigdy nie próbuj pomagać, dopóki ktoś nie jest gotowy na pomoc.
Dopóki ktoś nie prosi o wsparcie, dopóki nie ma gotowości słuchania i pozbycia się starych wzorców, twoje próby pomocy będą odbierane jako manipulacja i kontrola - twoja sprawa, twoja potrzeba… nie tego kogoś.
Urosną mury obronne, pozycje zostaną wzmocnione, a ty zostaniesz z poczuciem frustracji... albo wyższości... albo bezsilności, a odzwierciedlone role ‘ofiary’ i ‘wybawcy’ sprawią, że poczujecie się oddzieleni od siebie bardziej niż kiedykolwiek.
Jak naprawdę pomagać?
Spotkaj się z drugim człowiekiem, TAM GDZIE TERAZ JEST.
Odpuść swoje wyobrażenie o jego natychmiastowym uzdrowieniu.
Zwolnij.
Uznaj jego obecne doświadczenie.
Nie próbuj narzucać własnych pomysłów, ani nie zakładaj, co jest dla niego ‘najlepsze’.
Być może nie masz pojęcia co jest ‘najlepsze’.
Być może ten człowiek jest bardziej odważny, wytrzymały, inteligentny, zaradny i ma większy potencjał, niż kiedykolwiek myślałeś, że to możliwe.
Być może to, co teraz jest dla niego ‘najlepsze’ to nie chcieć - ani nie potrzebować - twojej pomocy!
Być może faktycznie musi cierpieć czy zmagać się jeszcze bardziej.
Być może tym, czego wymaga ta chwila jest zaufanie, uważne słuchanie i głęboki szacunek dla miejsca, w którym ten człowiek jest w swojej podróży.
Być może starasz się pomóc wyłącznie sobie.
Być może prawdziwa zmiana pochodzi nie z prób wymuszenia zmiany u innych, ale z dopasowania się do tego, gdzie są w tym właśnie momencie, odblokowania całej twórczej inteligencji kryjącej się w danej chwili, uznania ich unikalnej ścieżki i tajemniczego procesu zdrowienia.
Kiedy próbujesz kogoś zmienić, oznajmiasz mu, że nie jest w porządku taki jaki jest, że odrzucasz, opierasz się i nie podoba ci się jego obecne doświadczenie, i chcesz, żeby było inne.
Może nawet w ten sposób komunikujesz temu komuś, że go nie kochasz.
Gdy przestaniesz próbować go zmieniać i przyjmiesz takiego jakim jest, oraz zestroisz się z życiem jakie się ukazuje, dopiero wtedy możliwa jest wielka i niespodziewana zmiana, ponieważ teraz jesteś prawdziwym przyjacielem i sprzymierzeńcem wszechświata.
Przestań próbować zmieniać innych, a oni się zmienią... albo i nie... na swój własny sposób, w swoim własnym czasie.
Być może pomagasz najbardziej, kiedy schodzisz z drogi pomocy.
- Jeff Foster, Tak! kochaj to, co jest...
-----------------------------------------------------------
Dzięki, że czytasz. Jeśli uważasz, że to wartościowe to proszę udostępnij. Im więcej świadomości, tym więcej miłości. Razem zmieniajmy ten świat na lepsze!

New Energies in Life- Totalna Biologia i Kompas Świadomego Zdrowienia z: Numerolog SzuOr.

czwartek, 23 maja 2019

Unikaj ludzi, którzy na każde rozwiązanie mają problem.

"Stado wielkich, dobrych ptaków zbierało się do odlotu. Do ciepłych krajów. Gdy już wielkie, dobre ptaki miały wzlecieć podfrunęła maleńka ptaszyna.
- Wy sobie odlatujecie, a ja tu zemrę z chłodu….
- westchnął ptaszek.
- Leć więc z nami - zaproponowały wielkie, dobre ptaki.
- Ale wy macie duże skrzydła, a ja maleńkie…
- Gdy ustaniesz w locie, pomożemy ci - odpowiedziały wielkie, dobre ptaki, szykując się do wzlotu.
- Ale wy macie duże żołądki, a mnie zabraknie pokarmu i umrę z głodu…
- Gdy będzie potrzeba, damy ci jeść - odpowiedziały wielkie, dobre ptaki, przestępując z nóżki na nóżkę, bo czas odlotu już był przekroczony.


- Ale wy macie…
- A idźżeż w cholerę! - odpowiedziały wielkie, dobre ptaki.
I poleciały".

Czasami, kiedy nie jesteśmy gotowi na zmianę, szukamy tzw.dziury w całym...
Zatem unikajmy tych, którzy na każde rozwiązanie, mają problem.

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Chleb, który odmienia życie... 🙂


Składniki na 1 bochenek:

135 g ziaren słonecznika
90 g siemienia lnianego
65 g orzechów laskowych lub migdałów, mogą być ze skórką
145 g płatków owsianych, tradycyjnych
4 łyżki nasion babki płesznik (lub 3 łyżki proszku z tych nasion)*
1 łyżeczka soli
1 łyżka syropu klonowego (lub szczypta stewi)
3 łyżki roztopionego oleju kokosowego lub masła ghee
350 ml wody
2 łyżki nasion chia (szałwia hiszpańska) opcjonalnie
W naczyniu wymieszać suche składniki: słonecznik, siemię lniane, orzechy, płatki owsiane, nasiona babki płesznik, sól, chia. W drugim naczyniu wymieszać wodę z syropem klonowym i olejem.

Wymieszać zawartość obu naczyń, do dobrego połączenia składników. Jeśli masa będzie zbyt gęsta i trudna do mieszania, dodać łyżkę wody.

Masę przełożyć do małej keksówki (może być silikonowa), wysmarowanej uprzednio masłem. Wyrównać, owinąć folią spożywczą i odłożyć w temperaturze pokojowej na minimum 2 godziny (max 24 godziny).

Piec w temperaturze 175ºC przez 20 minut, następnie chleb wyjąć z formy i piec na blaszce dodatkowe 30 - 40 minut. Gotowy bochenek postukany od spodu powinien dać głuchy odgłos. Całkowicie wystudzić.

Może być przechowywany w temperaturze pokojowej do 5 dni, dobrze znosi mrożenie.
~ z sieci

Namaste 🙏

czwartek, 18 października 2018

Mówisz, że szukasz wolności .


Mówisz, że szukasz wolności
i coś staje się gorsze wewnątrz Ciebie. Czemu?
Ponieważ moc, siła, która Ci nie służyła
została zdemaskowana. I jest tak, jakby istniała inna istota
wewnątrz Twojego istnienia, która udaje, że to Ty, albo jest z Tobą.
Ale teraz odkrywasz, że to nie służy Prawdzie
i zostaje odsłonięte a to zaczyna brać odwet przeciw Tobie.
Czy jesteś świadomy tego czy nie?
Każdy kto szuka Prawdy, lub wolności
doświadcza to czego Ty teraz doświadczasz.
Więc pytam was wszystkich,
co zrobisz?
Czy powiesz: "Ok Panie Umyśle będę miły i posłucham Cię.
Będę dobrą osobą. Zostanę z Tobą, tylko mnie nie bij."
Albo powiesz: "Za wszelką cenę będę wolny od tego"?
Następnie zwracasz się do Najwyższej i boskiej energii.
Oddajesz to temu, albo podążasz za tym procesem
i wskazówkami badania-siebie, które Ci pokazuje.
Zaufaj temu. Pracuj z tym, dopóki nie będziesz wolny
od tego molestowania.
Ponieważ w tym życiu musisz przekroczyć głos
węża.
I masz całkowitą przewagę,
ponieważ to, czego szukasz, jest już w Tobie-kompletne.
Nie może być zniszczone. Nie może być zgubione.
Może być tylko przykryte i było przykryte
przez bardzo długi czas
i zastąpione przez przebiegłą grę psychologicznego umysłu.
Czy to czas na zmianę?
Tak. A więc zmiana musi przyjść.
Łaska musi przyjść. Również ogień musi przyjść.
Nie bądź w rozpaczy. Nie zniechęcaj się.
Nie bój się.
Większa jest moc, która przychodzi do Ciebie
niż siła, która walczy przeciwko Tobie.
Zaufaj i zastosuj to, co mówię.

~Mooji

wtorek, 11 września 2018

Jak często się siłujesz z życiem?

Jak często się siłujesz z życiem? Jak często inwestujesz hektomoce aby coś lub kogoś zmienić? Ile godzin medytacji na to poszło? Ile świec wypalonych? I nic.
Jesteś wściekła, rozczarowana i myślisz, że coś zrobiłaś nie tak, że może czegoś nie dopełniła
ś. Magja nie działa? A może wciąż nie odkryłaś tej właściwej metody – więc może trzeba na kolejny warsztat?
Twoja frustracja nierzadko składnia Ciebie do przemocy wobec siebie, do oceny, karania i wielu innych bardzo okropnych rzeczy.
A tymczasem – jeżeli nie dostajemy tego co chcemy i nie udaje się nam zmienić drugiego człowieka – to może warto pomyśleć czy nasze oczekiwanie jest uzasadnione i czy jest w ogóle potrzebne?
Zamiast forsować zmianę poza obrębem swojego ciała i swojej energii – skup się na sobie i byciu dobrej dla siebie.
Wyrzuć niepotrzebne rzeczy mentalne.
Ucz się jak by zadowoloną z tego co masz.
Dawaj nie oczekując niczego w zamian.
Kiedy coś odpuszczasz – wyłączasz się spod warunku wpływu tej rzeczy na siebie.
A skoro odpuścisz – otwierasz się na cuda.
Aha i jedno z moich ulubionych... Nie trać czasu na zemstę – karma i tak dorwie drania!
Pięknego odpuszczania.

sobota, 4 listopada 2017

Jesteś źródłem wszystkiego.



W momencie, gdy uświadomisz sobie własny potencjał, wszystko się zmienia.
Im bardziej się na to otwierasz, tym więcej szczęścia pojawia się w Twoim życiu.
Jesteś dokładnie odbiciem w lustrze pt. Wszechświat.
Chcąc zmienić odbicie w lustrze, nie podchodzisz do niego manipulując przy odbiciu.
To niedorzeczne i bezsensowne – powiesz.
To dlaczego, często chcąc zmienić swoją rzeczywistość, skupiamy się na zmianie wszystkiego na zewnątrz z oczekiwaniem, że odczujemy zmianę wewnątrz?
To tak jakbyś odmalował swój dom zewnątrz i oczekiwał, że wnętrze również jest odświeżone.
Dlatego Ty jesteś źródłem wszystkiego.
Od Ciebie rozchodzi się fala we wszystkich kierunkach.
Fala energetyczna, wywierając wpływ na wszystko w Twojej rzeczywistości.
Wszystko co robisz, jak się czujesz, co myślisz i mówisz odbija się we wszechświecie i wraca do Ciebie.
Patrząc przez okno, widzisz dokładnie siebie.
Chcesz zmienić odbicie w lustrze?
Zmień obiekt w odbiciu, a ono automatycznie ulegnie aktualizacji.
Nie trać cennej życiowej energii zmieniając to, co widzisz w lustrze.
Nigdy Ci się to nie uda.
Jesteś źródłem wszystkiego – tylko uwierz.


sobota, 26 listopada 2016

Zmieniłeś się…. – czyli komu przeszkadza Twój rozwój?

Inwestujesz w swój rozwój i cieszą Cię zmiany, które temu towarzyszą? Zaczęłaś realizować się zawodowo, zapisałaś się na studia, a może schudłaś 10kg i nie możesz się nacieszyć? Dzielisz się swoją radością z otoczeniem i okazuje się, że nie tego oczekiwali…

Zmieniłaś się. Stwierdzenie wycelowane w Ciebie jak ziejąca ogniem lufa. I zastanawiasz się, czy się bać, przepraszać, czy może wrócić do tej siebie sprzed zmiany. Bo fakt, zmieniłaś się. Postawiłaś sobie cele, zaczęłaś realizować marzenia odkładane z roku na rok, zainteresowałaś się rozwojem osobistym. Czytasz sporo książek, oglądasz dużo filmów, odwiedzasz interesujące miejsca, chodzisz na wystawy, spotykasz się z ludźmi. Ba, po drodze rodzisz dwójkę dzieci, przeprowadzasz się kolejny raz…Jak tu się nie zmienić?
Zawsze zastanawiało mnie dlaczego ludzie oczekują, że będę taka sama, niezmienna i stała, choć lata upływają, a mnie przybywa doświadczenia, przemyśleń i mam nadzieję mądrości. Zmienia mnie każda przeczytana książka, każdy obejrzany film, każdy wypatrzony obraz. Każdy poranek, każdy wieczór, kiedy zmagam się z rzeczami, o których wcześniej nie miałam pojęcia. Szybki rozwój moich dzieci rozwija również mnie, uczy szacunku, jeszcze większej empatii i pokory. I tak niezauważalnie dzień po dniu zmieniam nawyki na zdrowsze, lepiej się organizuję, robię się bardziej miękka, a jednocześnie  mocno pilnuję swoich granic.

Po co Ci ten rozwój?

Rozwijam się. Chodzę w różne miejsca i przynoszę z nich coś więcej niż żołędzie ze spaceru, liście z lasu, piasek w butach. Refleksje. To one mnie zmieniają. Każda rozmowa, wydarzenie, rozwiązany problem czegoś mnie uczy. Trudno żebym ja dzisiejsza była podobna do mnie wczorajszej. Żebym ja dzisiejsza była taka sama jak ja dwudziestoletnia. Ba, ogromnie się z tego cieszę. I ten mój rozwój to ciągła wyprawa pod górę. Czasem rozbijam obóz na dłużej, czasem potrzebuję wsparcia, czasem muszę zaaklimatyzować się na odpowiedniej wysokości i przeczekać zawroty głowy. Czasem spotkam kogoś, kto poda mi ciepłe rękawice, uprzęż i linę. Czasem to ja ją podaję. I okazuje się, że ten nieznajomy to bardziej  znajomy, bo łączy nas jedno – pasja życia i chęć rozwoju. Po co Ci ten rozwój? – pytają. Bo chcę być najlepszą wersją siebie jaką mogę być. Bo nie chcę tkwić w przeszłości, a człowiek, który się nie rozwija stoi nad przepaścią. Bo chcę być coraz lepsza i mądrzejsza dla moich dzieci i partnera. Bo chcę osiągnąć swoje cele i marzenia, a są niemałe. Bo chcę być lepszym człowiekiem, a na tym skorzystam nie tylko ja. Każdego dnia robię coś dla siebie, wyciągam wnioski, rozkładam swoje mapy, aktualizuję cel. Upewniam się, że moja rodzina jest ze mną i śpi w tym samym namiocie. Czasem potrzebują zwolnić, czasem mnie poganiają. Ale idziemy.
Zmieniłeś/łaś się. Jeśli usłyszysz to zdanie brzmiące jak wyrzut to zastanów się, dlaczego tej osobie nie podoba się Twoja zmiana. Bo może w trakcie Waszej wspinaczki nie zauważyłeś, że została na dole? Nie podałeś ręki? A może Twój szczyt jest wyżej? Może podałeś uprząż, ale dla kogoś miejsce w którym Ty zaczynasz jest właśnie celem?
Nie czuj się winny, że się rozwijasz i zdarzy się, że ktoś z Twojego otoczenia zostanie na dole. To jest Twoja wędrówka ku marzeniom i celom… Zastanów się, który scenariusz Ci bardziej odpowiada – świętowanie na górze sukcesu z ludźmi, którzy Ci kibicują, motywują do pokonywania barier, życia pełną piersią, czy picie herbaty na dole w towarzystwie osób wzdychających ku wierzchołkom w romantycznym uniesieniu?

Wyróżniam 5 sytuacji, w których komuś może przeszkadzać Twój rozwój:

Migotka.
Migotka lubi błyszczeć. Zawsze i wszędzie. Jak powiesz, że miałaś stłuczkę, okaże się, że ona miała straszny wypadek 5 lat temu. Jak powiesz, że jesteś zmęczona bo miałaś ciężki dzień w pracy to ona natychmiast ma migrenę stulecia, wymagającego szefa i bóle stawów. Jak cichutko powiesz, że zakończyłaś pozytywnie projekt, nad którym pracowałaś ostatnie pół roku, ona w jednej sekundzie przytoczy Ci nawał spraw, którymi się aktualnie zajmuje. Jak przyjdziesz ze świeżo ufarbowanymi włosami – ona wyprzedzi ewentualne komplementy innych osób i powie, że schudła 5 kg. Najgorzej, jak w towarzystwie zaczniesz budzić zainteresowanie tym co robisz. Wytrzyma do 3 pytania o to, czym się teraz zajmujesz i zmieni temat omawiając jakąś kolejną życiową katastrofę. Jest dobrze, póki nie robisz nic i jesteś tłem dla jej osoby. Nawet nie działań, bo Migotki rzadko kiedy coś robią. Spędzają czas na mówieniu o tym, co robią, o tym jak ciężko to zrobić i o okolicznościach, której powodują, że jej zawsze jest najtrudniej to zrobić. Tutaj powinny być fanfary. Nie ma? Migotka jest zła, ale nie rozumie dlaczego. Nie akceptuje nowej Ciebie. Chce Ciebie dawną, niewiele działającą, wspomagającą zachwyty nad jej niebywale ciekawym życiem.

Zwierciadło.
Pamiętacie bajkę o Królewnie Śnieżce? Lustereczko, powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie? Dla niektórych ludzi możesz być zwierciadłem. I jest dobrze, póki przeglądając się w Tobie wydają się sobie atrakcyjniejsi, ciekawsi, przebojowi. Jesteś dla nich lusterkiem, której mówi: Ty jesteś najpiękniejsza. I Tobie odpowiada rola szarej myszki, czujesz się bezpiecznie w fałdach barokowej sukni Królowej.
Relacje - rozwój osobisty
Do czasu aż nie zaczniesz opuszczać swojej bezpiecznej przystani. Aż uznasz, że to Ci już nie wystarcza. Wychodzisz na światło dzienne, zaczynasz uprawiać ciekawe hobby, rozwijać zainteresowania, odnosić małe sukcesy, poznawać nowych ludzi. Twoje życie nabiera tempa i każdy dzień przynosi coś wartościowego.
Twoja Królowa nie jest zadowolona. Zaczyna zauważać poszarzały materiał sukni, pęknięte szwy, rdzewiejącą koronę. I choćbyś przekonywała ją o jej zaletach – ona sama będzie widzieć się w krzywym zwierciadle. I drogi są dwie – albo sama zacznie się rozwijać niesiona Twoją pozytywną zmianą albo… zmieni lusterko.

Gra.
Codziennie wchodzimy w interakcje i gramy w ciekawe gry. Scenariusze tych gier świetnie opisał  Eric Berne w swojej książce "W co grają ludzie. Psychologia Kontaktów Międzyludzkich". Jedną z gier, którą ostatnio często obserwuję jest gra w Usprawiedliwianie.  Wiesz Krysiu, miałam zapisać się na ten angielski, ale sama rozumiesz, nie ma czasu, dzieci, dom, obiad, sprzątanie itp. – Tak, mam to samo, nie ma nawet kiedy siąść z kawą! I tak od 5 lat. I spotykasz taką Krysię i nagle jej mówisz – wiesz co, ja to zaczęłam wieczorami jak dzieci już śpią uczyć się angielskiego przez Skypa. Znalazłam lektora, jedna godzinka 30 zł i tak raz w tygodniu rozmawiamy. W inne wieczory robię sobie zadania i kurcze naprawdę czuję, że do wakacji się czegoś nauczę. Cisza. Szerokie oczy Krystyny, która nie tego oczekiwała. Jak to? To miałyśmy się wspierać w tym naszym nicnierobieniu, a Ty mi tu ze skypem wyjeżdżasz? Oby to był ostatni taki pomysł…

Klatka.
Klatka najczęściej dotyczy par, w których jedna ze stron jest niepewna swojej wartości. Tak niepewna, że wierzy, że partner może zniknąć za pierwszym zakrętem, jeśli tylko uzna, że warto tam iść. Ogranicza kontakty towarzyskie partnera, osłabia jego chęci do poszerzania zainteresowań, komentuje każdą nowo poznaną osobę narzucając swój tok myślenia partnerowi. Partner ów nie spostrzeże się, a w krótkim czasie będzie spotykał się tylko ze znajomi wybranymi przez swoją połówkę, oglądał zaakceptowane przez nią filmy, a zamiast wypadów do restauracji będzie zaliczał obiad w bezpiecznych czterech ścianach swojego domu. A nuż by kogoś poznał. Każda wzmianka o spróbowaniu czegoś nowego będzie kontestowana przez partnera aż do całkowitego opuszczenia zamiarów. Taka sytuacja jest całkowicie antyrozwojowa i rzekłabym, że nawet toksyczna. Każda próba wyrwania się z klatki będzie przypominała walkę kogutów.

Biznes.
Komu może zależeć, żebyśmy się nie rozwijali? Szefowi, który z powodu własnych słabych kompetencji boi się mieć w zespole ekspertów. Korporacji, która boi się, że jak odkryjesz swoją wartość zażądasz wyższego wynagrodzenia albo odejdziesz. Taniej jest wzbudzać w Tobie permanentne poczucie, że szybko innej pracy nie znajdziesz i trzymać Cię latami za te same pieniądze. Tutaj na szczęście obserwuję pozytywne zmiany, a i szefów z perspektywicznym myśleniem inwestujących w rozwój swojego zespołu jest coraz więcej. Ciekawym spostrzeżeniem dla mnie jest fakt, że sytuacja biznesowa, która hamuje nasz rozwój jest najprostszą do rozwiązania, a najdłużej w niej tkwimy.

Jakie jest Twoje otoczenie?

Wspierające i otwarte na Twój rozwój czy blokujące? Możesz się zmieniać ile chcesz. Możesz dzięki temu pociągać za sobą ludzi, którzy chętnie przyłączą się do Twojej wędrówki po lepszego siebie. Czasem przyjdzie Ci się  z kimś pożegnać. Po czym poznasz gotowość? Zrobisz to bez żalu. Z wdzięcznością za dotychczasowe towarzystwo. Z podziękowaniem za wkład włożony w Ciebie, za zainwestowany czas. Za wszystkie wspólne gry, jeśli takowe były. Może zaprosisz do wspólnej wędrówki, może pomożesz się komuś spakować. Będziesz już wiedział, że każdy musi iść o własnych nogach. Bo droga długa..

http://stressfree.pl/zmieniles-sie-czyli-komu-przeszkadza-twoj-rozwoj/








czwartek, 20 października 2016

Drunvalo Melchizedek o uzdrawianiu.

„Często, kiedy modlicie się do Boga o zaspokojenie swoich potrzeb, nic się nie zmienia. Starożytne zapisy podają, że każdy cud wymaga przede wszystkim uwagi, czyli stanu skupienia umysłu – skierowania uwagi na to, co chciałoby się zobaczyć. Załóżmy, że pragniecie uzdrowić się z nękającej was choroby i koncentrujecie swoje myśli na uzdrowieniu konkretnej części ciała. To, rzecz jasna nie wystarczy, ale stanowi zasadniczy krok w procesie uzdrawiania.
Poza uwagą konieczna jest odpowiednia intencja. Posłużmy się tym samym przykładem. Kiedy już skierujecie uwagę na zarażoną chorobą część ciała, posyłacie tam również intencję pozbycia się choroby.
Ale i to nie wystarczy. Do uzdrowienia niezbędny jest jeszcze udział trzech elementów – waszego ciała mentalnego, emocjonalnego i fizycznego.
Ciało mentalne, czyli umysł musi zobaczyć uzdrowioną część ciała, musi zatrzymać w sobie obraz całkowicie uzdrowionej części ciała. Musi również zyskać pewność, że uzdrowienie ma miejsce w tym momencie albo wydarzy się w określonym czasie, w zależności od tego, co możecie zaakceptować. Czy potraficie zaakceptować fakt natychmiastowego uzdrowienia, czy też wasz system przekonań potrzebuje więcej czasu? Te informacje są zasadnicze, ale wciąż niewystarczające.
Jako następne musi się zaangażować wasze ciało emocjonalne. Chory musi poczuć emocje towarzyszące pełnemu uzdrowieniu, kiedy choroba zniknie bezpowrotnie. Nie wystarczy o tym myśleć, trzeba to poczuć. Ten etap stanowi dla wielu ludzi trudność, ale bez zaangażowania ciała emocjonalnego nic się nie zmieni.
To jednak również nie wystarczy. Możecie się modlić o uzdrowienie; możecie koncentrować całą swoją uwagę na chorobie; posyłać intencję uzdrowienia; wasz umysł przy tym może twierdzić, że ciało już zostało uzdrowione albo lada moment, a ciało emocjonalne może odczuwać radość wywołaną uzdrowieniem. To wszystko jednak za mało, dopóki nie zaangażujecie trzeciego i ostatniego elementu procesu.
Jakże wielu modliło się o coś, stosując podane wyżej wskazówki, wiedząc, że to się wydarzy, godzinami wołając o to, by się wydarzyło, ale nic się dla nich,nie zmieniło. Powodem był brak trzeciego elementu w tym równaniu. Najczęściej o nim zapominamy albo w ogóle nie zdajemy sobie sprawy z jego znaczenia.
Ostatni element, zapomniany aspekt, to ciało fizyczne. Powołując się na ten sam przykład, ciało fizyczne musi poczuć chorą część jako całkowicie normalną i uzdrowioną. Nie oznacza to, że mamy poczuć swoje wzorce mentalne lub świadomie przeszukiwać swoje wnętrze. Chodzi o rzeczywiste wrażenie w ciele, o odczucie jego reakcji. Ustępuje wówczas cały ból, zaś obszar w ciele, na którym koncentrujecie swoją uwagę, wypełnia się żywotną siłą. Odczuwacie zdrowie i piękno swojego ciała. Kiedy rozpoczyna się ostatni etap, na którym ciało zaczyna reagować, zawsze wydarzają się cuda.

Drunvalo Melchizedek – „Życie w Przestrzeni Serca”.

http://kwanty.pl/2016/10/19/drunvalo-melchizedek-o-uzdrawianiu/#comment-2


środa, 12 października 2016

Jak żyć w równowadze.

Stań się świadomy swoich myśli. Są one delikatniejsze niż Twoje ciało i dużo bardziej niebezpieczne. Gdy uświadomisz sobie swoje myśli, będziesz zaskoczony tym, co się w Tobie dzieje. Jeśli zapiszesz sobie to, co dzieje się w jakimkolwiek momencie, czeka Cię ogromna niespodzianka. Pisz przez dziesięć minut. Zamknij drzwi i okna, aby nikt nie mógł wejść i żebyś mógł być całkowicie szczery (...) pisz wszystko, co dzieje się w Twoim umyśle. Nie interpretuj, nie zmieniaj, nie poprawiaj. Spisz to na papierze w całkowicie nagiej formie; takim jakie jest. Przeczytaj to po dziesięciu minutach - odkryjesz w sobie szalony umysł! Nie zdajemy sobie sprawy, że całe to szaleństwo płynie w nas jak ukryty strumień. Oddziałuje na wszystko, co jest w Tobie istotne. Ma wpływ na wszystko co robisz; powoduje, że czegoś nie robisz; wpływa na wszystko. Dotyczy wszystkich elementów, które składają się na Twoje życie! Trzeba więc przemienić tego szaleńca. A cud uzyskania świadomości polega na tym, że jedyne czego od Ciebie wymaga, to stać się uważnym. Sam fakt obserwowania sprawia, że zachodzi zmiana. Powoli, powoli, szaleniec znika. Powoli myśli układają się w określony schemat: znika z nich chaos, zaczynają przypominać kosmos. A wtedy pojawia się głęboki spokój.

Osho. Świadomość. Klucz do życia w równowadze.


poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Zrób coś dla siebie.

Wiele lat temu, kiedy mój świat zaczął się walić i próbowałam utrzymać przy sobie to, co i tak nie było do utrzymania, bo musiało odejść (teraz to wiem) robiłam wszystko aby zatrzymać... pozorne szczęście. Nie wiedziałam wówczas, że nic co nie jest szczere i oparte na prawdziwej miłości nie ma prawa bytu...

Za oknem piękna pogoda i świeci słońce. Rodziny z dziećmi spacerują uśmiechając się do siebie... A ja w domu zapłakana i nieszczęśliwa, bo rozlatuje się moje małżeństwo. Koło mnie maleństwo, które prawdopodobnie będzie się wychowywać w niepełnej rodzinie. Tego nie chciałam i robiłam wszystko, jak mi się wówczas wydawało, aby utrzymać razem naszą rodzinę. Teraz wiem, że moje wysiłki były daremne, bo były to tylko kolejne lekcje życia do przepracowania.

W tym trudnym dla mnie momencie, ktoś mi powiedział:
" Kochana, męża nie zmienisz, ale możesz zrobić coś dla siebie."

Jakież było moje oburzenie na te słowa.  Nie chciałam ich przyjąć do wiadomość. Czułam się niezrozumiana i zlekceważona przez profesjonalnego rozmówcę, do którego zwróciłam się o pomoc. Nie, nie tego oczekiwałam po rozmowie. Jak mam zrobić coś dla siebie, kiedy życie wali mi się na głowę. Jak mam w takim momencie myśleć o sobie, no jak? Stawianym pytaniom i wyrzutom nie było końca, a moja frustracja i zdenerwowanie się pogłębiły z braku zrozumienia powagi mojej trudnej sytuacji życiowej...

Musiało minąć trochę czasu nim zrozumiała, że wówczas otrzymałam... najlepszą radę jaką mogłam na dany moment otrzymać. Ale wówczas nie wiedziałam jeszcze co z nią zrobić...
Jak się okazało, była to najlepsza rada nie tylko na dany moment, ale na całe życie. Od tego momentu minęło już... upsss jakieś piętnaście lat, a ja pamiętam do dzisiaj to jedno jakże mądre zdanie. Ono ciągle przy mnie jest pomimo zmieniających się okoliczności.

Innych nie zmienimy, ale możemy zrobić coś dla siebie.

Dzisiaj dodałabym jeszcze...
robiąc coś dla siebie zmieniamy się,
zmieniając się zmieniamy innych.

Każdego dnia możemy zrobić coś dla siebie pomimo, a może dzięki życiowym wydarzeniom. I nie chodzi o spektakularne czyny, ale o drobiazgi, które mają jednak ogromna moc.

http://epokamilosciserca.blogspot.com/search?updated-min=2014-01-01T00:00:00%2B01:00&updated-max=2015-01-01T00:00:00%2B01:00&max-results=46

niedziela, 21 sierpnia 2016

5 sposobów na zaprzyjaźnienie się ze swoimi myślami.

„Krytykowałeś siebie przez całe życie i to nie działa.
           Na próbę stań po swojej stronie i zobacz co się stanie.”
To słowa Louise Hay, tylko łatwiej powiedzieć niż zrobić, prawda? Jak, choćby na próbę, stanąć po stojej stronie? – Oto jeden ze sposobów: przyjazny dialog wewnętrzny.
Wiadomości, które wysyłasz sam do siebie, w każdej chwili mają znaczenie. Nie wyrzucasz ich do kosza jak prognozę emerytury z ZUSu. Nie. W tym przypadku otwierasz, siadasz i uważnie czytasz. A żeby tego było mało, wszystko, co w nich wyczytasz (nawet między wierszami) bierzesz za pewnik. Bo skoro przyszło – to znaczy, że to prawda.
„To ja rezygnuję, nie będę do siebie wysyłał żadnych wiadomości” – myślisz sobie w pierwszym odruchu. W końcu mowa jest srebrem a milczenie złotem. Fakt, koncepcja całkiem słuszna, ale zupełnie nierealna. Bo Twój umysł, czy tego chcesz czy nie, musi produkować myśli, został do tego stworzony i nie ma w nim przycisku „wyłącz”. Więc ta opcja to raczej marzenia ściętej głowy.
Ale na szczęście można coś z tym zrobić – zmienić ich treść i wysyłać do siebie takie wiadomości, które będziesz otrzymywał z rozkoszą. Które będą budowały Twoją nadzieję, optymizm i wiarę we własne możliwości.
A jak tego dokonać? – nauczyć się. Tak, jak uczyłeś się chodzić, mówić czy jeździć na rowerze. Czyli powoli, cierpliwie i nie zwracając szczególnej uwagi na zadrapane kolana.
Poniżej składam na Twoje ręce kilka punktów, które mogą Ci tę naukę nieco ułatwić.
Oto i one:
  1. Przyjrzyj się uważniej wiadomościom, które sam do siebie wysyłasz.

    Żeby cokolwiek zmienić, najpierw trzeba to zauważyć. Trudno załatać dziurę w moście, jeśli nie wiesz gdzie ona jest. Dlatego pierwszy i niebagatelny krok to uważność.
    Włącz radary (być może pierwszy raz w życiu) i wsłuchaj się uważniej, niż do tej pory, w wiadomości, które ślesz nagminnie sam do siebie, bez zastanowienia i automatycznie. Zaobserwuj, czy dodają Ci one energii, czy może ją odbierają. Wspierają Twoje wysiłki, czy raczej podrzucają Ci kłody pod nogi.
    Jeśli do tej pory nie przykładałeś do wewnętrznego dialogu większej uwagi, to nie ma co oczekiwać, że będzie pięknie wypielęgnowany. To całkiem zrozumiałe, że kiedy nie dbasz o ogród – zarasta. Z myślami jest bardzo podobnie. Więcej na ten temat pisałam w tekście pt. „Nie wierz w każde słowo, które przyjdzie Ci do głowy”
    Nie ma co się zniechęcać, jeśli na samym początku zauważysz jak bardzo Twoje myśli nie służą Ci pomocą. Spokojnie, to można zmienić, a Ty się właśnie tego uczysz.
  2. Konstruktywnie skrytykuj krytyka.

    Od razu uprzedzam: nie chodzi o wytaczanie wojny własnemu umysłowi. Robienie wroga z siebie samego do niczego dobrego nie prowadzi. To, o co faktycznie chodzi, to podważanie prawdziwości tez, jakie codziennie stawia przed Tobą wewnętrzny komentator.
    Bardzo często owe tezy stoją tak mocno, jak domek z kart. Wystarczy dotknąć, a rozlecą się. Rób to jak najczęściej, a przekonasz się, że duża część negatywnych wiadomości, jakie wysyłasz sam od siebie, nie ma podstaw w rzeczywistości.
    Często to emocjonalne poruszenia, albo oklepane założenia, które ciągną się za Tobą z dzieciństwa. Jeśli spojrzysz na nie konstruktywnie i krytycznie, to okaże się, że dziś już nie mają racji bytu.
  3. Spójrz na to samo inaczej.

    Załóżmy, że masz przed sobą pierwsze wystąpienie publiczne. W takiej sytuacji zapewne zżera Ciebie stres. To, co powiesz sam do siebie na moment przed wyjściem na scenę, będzie miało ogromny wpływ na to, jak Ci pójdzie dalej. Dlatego lepiej przemyśl swoją wypowiedź, zanim otworzysz usta.
    Możesz powiedzieć: „ale się boję, to straszne, nigdy więcej”. Ale możesz także zauważyć swoje pobudzenie i skwitować to tak: „no dobra, trzeba tej energii znaleźć konstruktywne ujście”.
    Oba komentarze opisują jedno i to samo – twoje pobudzenie, czyli stres. Ale pierwsza wiadomość odbierze Ci siły i całkiem możliwe, że przyczyni się do kiepskiej jakości Twojego wystąpienia. Druga zaś przekazuje inną treść: stres to pobudzenie i energia, z której można zrobić dobry użytek. Którą wiadomość wolałbyś usłyszeć?
  4. Mów przyjaźnie.

    Jeśli nie masz doświadczenia albo pomysłu na to, jak sobie pomóc, i po prostu nie wiesz, co mógłbyś sobie powiedzieć, żeby siebie wesprzeć, zwłaszcza w trudnej sytuacji, to jest na to najprostszy sposób pod słońcem.
    Zauważ, że jesteśmy całkiem dobrzy w udzielaniu wparcia bliskim, dzieciom, przyjaciołom. Wtedy najczęściej wiemy co powiedzieć, i nawet jeśli to nie jest profesjonalny komentarz, to na pewno jest ciepły i przyjazny.
    Zrób użytek z tej umiejętności tylko przekieruj ją na siebie samego. Wyobraź sobie co byś w tej samej sytuacji powiedział swojemu przyjacielowi albo 10-letniej siostrzenicy. Innymi słowy, mów do siebie tak, jakbyś mówił do kogoś, kogo kochasz. A na pewno pozytywna wiadomość od razu popłynie w Twój eter.
  5. Przejdź ze sobą na „ty”.

    „Zacznij jeszcze raz.” „Weź głęboki oddech.” „Spokojnie, jesteś dobrze przygotowany.” – jeśli sam sobie udzielasz takich wskazówek, na przykład stojąc na scenie – to bardzo dobrze.
    Okazuje się, że udzielanie sobie instrukcji, rad, albo motywowanie samego siebie, zwracając się do siebie w drugiej osobie, czyli per „ty” – uspokaja, minimalizuje stres i pomaga spojrzeć na siebie w bardziej konstruktywny i obiektywny sposób. W ten sam pomocny sposób działa także mówienie do siebie po imieniu, czyli w osobie trzeciej.
Jeśli zauważyłeś, że Twój umysłowy ogród obrósł chwastami, to można na to spojrzeć na dwa sposoby:
  • Albo widzisz całą masę pracy, której od wstępu się odechciewa i wolisz codziennie chodzić slalomem między pokrzywami.
  • Albo widzisz miejsce, gdzie rosną kolorowe kwiaty, pachnące zioła, soczyste owoce, którymi się pożywiasz i które pielęgnujesz. I gdzie zarazem odpoczywasz, regenerujesz siły, ładujesz swoje energetyczne baterie i budujesz wewnętrzny spokój.
Gdzieś przeczytałam „uważaj, co mówisz do siebie, bo ciągle tego słuchasz.” To naturalne, że na samym początku nauki pozytywnego dialogu ze sobą samym nie będzie lekko. Chwasty nie wyrosły w jedną noc, więc nie pozbędziesz się ich w jeden dzień.
Więc na dobry początek powiedz sobie „Spokojnie, dopiero się uczysz, wiadomość, którą właśnie do siebie wysłałeś, nie pomaga Ci, zacznijmy jeszcze raz…”

http://www.wonderandponder.pl/5-sposobow-na-zaprzyjaznienie-sie-ze-swoimi-myslami/


poniedziałek, 1 sierpnia 2016

CZTERY UMOWY TOLTEKÓW.

1. BĄDŹ NIESKAZITELNY W SŁOWACH.
Mów spójnie. Mów tylko to, co myślisz. Unikaj używania słowa przeciwko sobie lub by plotkować o innych. Wykorzystaj moc Twoich słów tak, by prowadziły do prawdy i miłości.

2. NIE BIERZ NIC DO SIEBIE.
Nic co robią inni, nic dzieje się z Twojego powodu. To co inni mówią bądź robią, jest projekcją ich własnej rzeczywistości, ich własnego snu. Jeśli będziesz odporny na opinie i działania innych, nie staniesz się ofiarą niepotrzebnego cierpienia.

3. NIE ZAKŁADAJ NIC Z GÓRY.
Znajdź odwagę, by zadawać pytania i wyrazić to czego naprawdę pragniesz. Porozumiewaj się z innymi tak jasno, jak tylko potrafisz, aby uniknąć nieporozumień, smutku i rozczarowań. Stosując się tylko do tej jednej zasady, możesz całkowicie odmienić swoje życie.

4. RÓB WSZYSTKO NAJLEPIEJ JAK POTRAFISZ.
Twoje „najlepiej” będzie stale ulegać zmianie. Będzie inne kiedy jesteś zdrowy i inne, gdy jesteś chory, W każdych okolicznościach po prostu rób wszystko najlepiej jak potrafisz, a unikniesz somoosądzania się, potępiania siebie i żalu.

Ruiz Don Miguel – Cztery umowy Tolteków

niedziela, 24 lipca 2016

Nie samym macierzyństwem kobieta żyje.



Wiem, że każda kobieta jest inna i rożne są jej potrzeby. Doskonale zdaję sobie sprawę, że część z Was może zupełnie się ze mną nie zgadzać w wielu aspektach tutaj poruszanych. Cieszy mnie jednak to, że szanujemy swoje wybory.
Gdy próbuję stanąć z boku i przyjrzeć się sobie i moim metamorfozom w trakcie ostatnich trzech lat, to uderza mnie tempo zmian, które we mnie zachodzą. Ba, nie tylko tempo tych zmian mnie uderza. Zmienił się również kierunek, w którym zmierzam. Inne mam cele, inne priorytety i inaczej patrzę na ten cały piękny rozgardiasz macierzyństwem zwany. Dojrzewam. Tak cholernie się cieszę, że już nie szukam po omacku swojej drogi i jednocześnie pozwalam sobie na popełnianie błędów. Traktuję je nie jako porażki a jako nieodłączny element tej ścieżki, którą kroczę. Nie mam wyrzutów sumienia, że czasami pudłuję albo nie wyrabiam na zakrętach. Zaczynam przyzwyczajać się do myśli, że to zupełnie naturalne. Dobrze mi z tą myślą, że co doświadczam to moje, czego próbuję to coś z tego wynoszę, co smakuję to zostaje przeze mnie zapamiętane.
Jeszcze całkiem niedawno, bo 3 lata temu, gdy mój starszak był jeszcze nieopierzonym pisklakiem, byłam święcie przekonana, że macierzyństwo i wychowywanie dzieci będzie tym, czemu poświęcę 100% mojego czasu i energii. Kurczowo trzymałam się tej myśli, że mam prawo zdecydować zostać z dziećmi w domu jak najdłużej i nikt nie powinien mi tej możliwości zabierać. Byłam święcie przekonana, że nawet gdyby nastały lata chude, to powinnam zostać w domu i być tą mitologiczną Gaią, opiekunką domowego ogniska. A mój Mąż powinien zwyczajnie pracować, aby móc opiekować się tą sferą materialną.
Jednak z miesiąca na miesiąc zaczęłam czuć pewnego rodzaju pętlę, którą sama sobie zarzuciłam na szyję. To macierzyństwo, tak przeze mnie doceniane i wychuchane, zaczynało mnie dusić. Traciłam coraz częściej cierpliwość, dopadały mnie momenty totalnej rezygnacji i zwątpienia w swoje umiejętności wychowawcze. Doszłam do wniosku, że nie jestem stworzona do tego, aby poświęcić swoim dzieciom wszystko, zapominając jednocześnie o tym, że ja mam także potrzeby spoza tego matczynego kręgu.
Tak jak tu stoję, tak z pełnym przekonaniem stwierdzam, że to nie dla mnie być mamą 24/7. Potrzebuję odejścia. Serio, jak ryba wody, tak ja potrzebuję mieć przestrzeń i czas tylko dla siebie. Z całych sił chcę mieć rejony, które dotyczą tylko mnie. To nie jest egoizm, jak czasami próbuje mi to zasugerować mój Mąż, chyba jeszcze nie do końca pogodzony z tym, że zaczynam wyfruwać z gniazda, ale tylko na krótkie momenty. Dla mnie sztuka latania zwana inaczej Życiem, nie polega tylko na byciu mamą. Zaczynam dopiero odbudowywać te rewiry, o których zapomniałam przez ostatnie lata, od kiedy wróciłam do Polski. Dla niektórych sprawy oczywiste jak posiadanie znajomych czy wspólne weekendowe wypady z psiapsiółą, dla mnie to rzeczy jeszcze nieosiągalne, jednak na szczęście znajdujące się na mojej liście „do zrobienia” w najbliższym czasie.
Pozwolę sobie na mała dygresję i przytoczę pewną historię. Pod jednym z lipcowych tekstów jedna z Was zostawiła komentarz, który dał mi do myślenia. Niestety nie mogłam go odszukać w czeluściach facebooka, trudno. Dotyczył od tego, że Ona [tak ją nazwijmy na potrzeby tego akapitu] właśnie wróciła z tygodniowych wakacji z samą sobą. Dzieciaki zostawiła z Mężem i zdecydowała się na auto-reset. Wiem, że część z nas zaszlochałaby się za naszymi bąblami i takie podejście byłoby nie do ogarnięcia. Rozumiem to. Ja jednak byłam z niej dumna! Po pierwsze byłam z niej cholernie dumna, ponieważ na forum publicznym potrafiła przyznać, że nie miała z tego tytułu wyrzutów sumienia, ba nawet świetnie się bawiła. To wielka odwaga! Po drugie mam czelność przypuszczać, że jej otoczenie przyjęło tę jej potrzebę nie jako fanaberię, a jako niezbędny element układanki. Aby Ona nie zwariowała, tylko mogła się zregenerować podczas tego tygodni i powrócić do rodziny na pełnej petardzie.
Gdy próbuję wyobrazić sobie hipotetyczną sytuację, że i mi nagle urodziła się taka potrzeba autoresetu, jak tej wspomnianej Onej ;-), i oznajmiam to moim najbliższym, to obawiam się, że nie byłoby to entuzjastycznie przyjęte. Zostałabym pewnie zdrowo opierdzielona za te moje egoistyczne zapędy. Gdzieś tam w naszym społeczeństwie zakorzenione jest jeszcze od wielu pokoleń to, że matka nie ma prawa do wakacji. Że skoro chce odpocząć, to musi zabrać ze sobą ten cały majdan i razem ze swoją gromadą ruszyć na „odpoczynek”. Że przecież, gdyby spróbowała odpocząć samotnie, w ciszy, z dala od domu, to niejako wystąpiłaby przeciw rodzinie.
Bzdura. Skoro kobieta potrzebuje takiego resetu bez udziału rodziny, choćby dwu- czy trzydniowego, niekoniecznie od razu tygodniowego, to oznacza, że ona naprawdę cholernie go potrzebuje. Bo chce doładować swoje bateryjki, które pomału się wyczerpują. A ich doładowanie pozwoli jej nie oszaleć, a powrócić na codzienną ścieżką ze zdwojoną siłą.
Wrócę do meritum. Nie samym macierzyństwem kobieta żyje. Czasami niezbędna jest chwila odejścia, choćby na moment. Dla każdego co innego może okazać się tym panaceum, które pozwoli nie zwariować i zregenerować te pokłady, które często się wyczerpują.
Kiedyś trafiłam na książkę Teri Hatchett, w której znalazłam świetny fragment opisujący to, że rodzic również powinien dbać o siebie. Niestety za nic nie mogę go znaleźć, jednak jego brzmienie było takie:
„Jeśli swoim dzieciom pokazujesz, że nie szanujesz się i lecisz na resztkach sił, to jaki przekaz dajesz swoim dzieciom? Że ich potrzeby są ważniejsze niż potrzeby innych ludzi, nawet tych najbliższych. Chyba nie tego chcesz ich nauczyć, prawda?”
 http://www.szczesliva.pl/nie-samym-macierzynstwem-kobieta-zyje/

środa, 8 czerwca 2016

Słowa zamknięte w sobie.


Mówisz; kocham, tęsknię, ale co masz na myśli?
Mówisz; obiecuję, chcę się zmienić, będę lepszy, ale ile jesteś w stanie z tych obietnic spełnić? Najpierw słowa, a później stare nawyki i skrzywione pojęcia. Próba zmiany, a jednak zbyt ciężko żeby coś zmienić.

Zwykle zaczyna się od słów, one dają nadzieję na lepsze. Na to, że się spełni, bo jeśli się o tym mówi, to można przypuszczać, że to coś znaczy. Być pewnym wypowiadanych słów. Dać im siłę na spełnienie. Szanować raz dane słowo. Nie manipulować, nie zmieniać znaczenia. Nie poddawać ich tak szybko zwątpieniu, dwa kroki do przodu a potem jeden do tyłu.
Wtedy nie byłoby tyle rozczarowań. Nie spełnionych nadziei. Bólu zadanego bezmyślnie, rzuconym słowem. A później mieszają się emocje ze łzami, bo nie spełnia się obietnic. Zawiodło. Zostawiło. Ile więc znaczą dzisiaj słowa? Może milczenie od którego, cisza krzyczy jest bardziej zdrowe?
Słowa te piękne, prawdziwe popadają w zapomnienie. Nie pasują do dzisiejszych czasów. Lepsze są te, co oszukują, zwodzą, wyrwane z kontekstu, szukają swego. Słowa tak wiele mogą, tylko problem leży w ich poprawnym wyrażaniu. Podszyte są podekstem, którego nie widać na pierwszy „rzut oka”.
Jeśli nie pytasz, nigdy nie dostaniesz odpowiedzi. Będziesz snuł własne domysły. Jeśli nie mówisz co czujesz, nikt sam się nie domyśli. Jeśli nie mówisz dobrych słów do swoich bliskich, nigdy nie będą wiedzieć, że są dla Ciebie wszystkim. Jeśli milczysz, to znaczy że rezygnujesz, nie mając żadnych słów do dodania. Milczenie może ranić, skazując czekaniem na wieczną odpowiedź.
Najpiękniejsza jest bliskość drugiego człowieka. Co nie rani słowem, a nim wspiera. Wyraża najskrytsze myśli, dzieląc się nimi z Tobą, a Ty wiesz że są prawdziwe. Nadajesz im bezcenne znaczenie, zapisując je, po cichu gdzieś w pamięci jako obietnicę.
Miłość nie zna pory dnia. Nadzieja nie ma końca, a wiara nie zna granic. Jedynie ludzki umysł skrępowany jest barierami, manipulując słowami, zapomina o czynach. I gubi się na prostych rzeczach. Słowa zamknięte w sobie, z których nic dobrego nie potrafi wypłynąć. 

http://blizej-nieba.blog.onet.pl/2016/05/29/slowa-zamkniete-w-sobie/

niedziela, 17 maja 2015

Myśli jako panaceum na wszelkie choroby .

bruce-lipton-epigenetica
Amerykański genetyk, Bruce Lipton, twierdzi, że za pomocą wiary tylko dzięki mocy sprawczej ludzkich myśli, można pozbyć się wszelkich chorób. Co więcej według niego nie ma w tym nic dziwnego, bowiem jego badania wykazały, że wiara może zmienić kod genetyczny organizmu.
Nie trzeba chyba dodawać, że tego typu pogląd naukowy musiał się spotkać ze sporym ostracyzmem. Nazwano go "nową biologią", a sam Lipton wyspecjalizował się w inżynierii genetycznej. Mimo wielu lat badań nadal uważa, że człowiek jest czymś w rodzaju bio-robota, którego życie jest rodzajem programu komputerowego zapisanego w genach.
Z tego punktu widzenia geny określają wszystko od wyglądu do temperamentu i rozmaitych predyspozycji. Przyjmuje się, że nikt nie może zmienić swojego DNA i jest to po prostu coś ofiarowane nam przez naturę. Jednakże doświadczenia Liptona wyraźnie pokazały, że różne czynniki zewnętrzne w komórce mogą wpływać na zachowanie genów, a nawet zmieniać ich strukturę. Pozostało tylko zrozumienie, czy możemy dokonać takich zmian za pomocą procesów psychicznych, innymi słowy mocą myśli.
Sam Lipton twierdzi, że to, co odkrył jest znane od dawna lekarzom pod nazwą efektu placebo. Dzieje się tak, gdy pacjent otrzymuje substancję neutralną, twierdząc, że jest to specjalny lek. W rezultacie, substancja w rzeczywistości zyskuje działanie lecznicze. Mimo, że wszyscy o tym wiedzą, nikt nie pokusił się jeszcze o wyjaśnienie tego zjawiska. To odkrycie pozwala również wyjaśnić jak za pomocą wiary w uzdrawiającą moc szamana następują zmiany w procesach ustrojowych, w tym na poziomie molekularnym.
Genetyk przyznaje, że ważne są różne czynniki wokół nas jednak główny z nich może zmienić stan naszego zdrowia i Lipton uważa, że jest nim ​​moc sprawcza myśli na wszystko, co dzieje się wokół i wewnątrz nas. Po prostu, bardzo niewielu z tych, którzy wierzą w możliwość samoleczenia mocą mózgu rzeczywiście bardzo wierzą w sukces takiej "terapii". Większość z nas jeszcze na poziomie podświadomości zaprzecza takiej możliwości. Podświadomość stanowi rodzaj automatycznej kontroli wszystkich procesów w naszym organizmie odrzuca tę możliwość.
Według Liptona nasza podświadomość zaczyna się dostrajać we wczesnym dzieciństwie, od urodzenia do sześciu lat. Wtedy nawet najbardziej drobne wydarzenia, które celowo lub przypadkowo opowiadają dorośli, szkodzą podświadomości i ostatecznie, osobowości człowieka. Natura naszej psychiki jest tak skonstruowana, że cale zło, które nam się przydarza, jest deponowane w podświadomości znacznie łatwiej niż przyjemne i radosne wydarzenia.
W rezultacie, "doświadczenie podświadomości" ogromnej większości ludzi jest w 70% "negatywne", a tylko w 30% "pozytywne". Aby osiągnąć prawdziwy postęp w samoleczeniu konieczna jest przynajmniej zmiana tego stosunku na odwrotny. Naukowiec twierdzi, że najwięcej pracy wymaga właśnie złamanie tej bariery. Sugeruje on, że podobny efekt można osiągnąć poprzez hipnozę i innymi metodami. Jednak większość z tych sposobów wciąż czeka na odkrycie.