Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maska. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 grudnia 2022

WIDZĘ CIĘ!

 

"Jeśli widzieliście film Avatar to pamiętacie, że Na'vi, rdzenni mieszkańcy Pandory, zamiast mówić "kocham cię" zwykli mówić "widzę cię". Zobaczyć drugiego to uznać go za kogoś bardzo podobnego do Ciebie, wyjść poza surfowanie i zanurzyć się w Jaźni.
To znaczy więcej niż widzieć drugiego fizycznie. Oznacza to miłosne spojrzenie w drugiego człowieka, ze zrozumieniem, akceptacją i połączeniem naszej wspólnej wrażliwości, człowieczeństwa i Boskości.
Widzę Twój ból. Widzę Twoje mocne strony. Widzę Cię i akceptuję wszystko, co widzę, nawet to, co mi się nie podoba, nawet to, co jest odmienne od moich przekonań. Widzę Twoje światło.⠀
Widzę Cię bez osądzania, bez obwiniania. Widzę Cię poza wszelkimi oczekiwaniami i projekcjami, bo one mogą Cię zniszczyć i ukryć Twoją najgłębszą tożsamość. Widzę Cię we wszystkich Twoich wymiarach i w bogactwie wszystkich Twoich doświadczeń.
Widzę Cię, jest to mój sposób na bezwarunkowe przyjmowanie Cię, a czyniąc to, pozwalam Ci widzieć i przyjmować Cię takim, jakim jesteś. Widzę Cię oznacza pozwolić sobie na promieniowanie, bez filtrów, bez masek i bez lęków.
Kiedy mówię "widzę cię", puszczam w niepamięć moje osądy, moje uprzedzenia, aby zobaczyć Cię prawdziwie, całkowicie, takim, jakim jesteś naprawdę i akceptuję Cię dokładnie takim, jakim jesteś.
Widzę Cię, ponieważ mogę również zobaczyć siebie takim, jakim jesteś. Widzę Cię, bo widzę też siebie.
Piękna sprawa, wśród plemion RPA najczęstszym pozdrowieniem (W Zulu) jest Sawabona. To znaczy "widzę cię". Jest to sposób widzenia drugiego, przyjmowania go takim, jakim jest, z jego cnotami, ze swoim światłem, a także z jego wadami.
"Tak więc istnieję dla ciebie". Szanuję Cię, cenię, jesteś dla mnie ważny i akceptuję Cię. Akceptuję Cię takim, jakim jesteś, a Ty jesteś częścią mnie."
WeAreAllOne
Todos Somos Uno
Opracował: Piotr Zalanowski
Mieszkanka Pandory: Natalia Paciok

sobota, 10 września 2022

Wyrosłam z wielu rzeczy.

 

Wyrosłam z krewnych, którzy często krytykują, lecz nie zaproponują żadnej pomocy.
Wyrosłam z myślenia, że muszę spełniać nierealistyczne życzenia mojej rodziny.

Wyrosłam ze wszystkich dziewczyn, które noszą maski i cieszą się potajemnie z moich porażek.
Wyrosłam z zaniżania mojego poziomu dla facetów, których moja inteligencja i bezpośredniość zawstydza.

Wyrosłam ze wszystkich przyjaciół, którzy nie potrafią świętować moich sukcesów. I tych, którzy nie umieją przeciwstawić się niesprawiedliwości.
Wyrosłam z ludzi, którzy nagle znikają, gdy w życiu pojawiają się problemy.
Wyrosłam z rozsiewania negatywności.

Wyrosłam z prób stałego dogadzania innym. I z tego, że wszyscy dookoła starają się mi wmówić, ze nie jestem wystarczająco ładna, sprytna i dobra.
Wyrosłam ze swojej skłonności do obaw i braku poczucia bezpieczeństwa.

Wyrosłam ze stałego szukania powodów do niekochania samej siebie.
Wyrosłam ze wszystkiego, co nie karmi esencji mojej duszy.
Z tylu rzeczy wyrosłam . I nigdy do tej pory nie czułam się tak wolna.

Tekst: Chanda Kaushik

Hevina 

środa, 1 stycznia 2020

Współuzależnienie - Uwikłanie.


Współuzależnienie moi Kochani nie odnosi się tylko do rodzin osób uzależnionych od alkoholu, narkotyków, leków, przemocy czy czegokolwiek innego. Nie odnosi się jedynie do rodzin patologicznych czy z tak zwanymi problemami. Współuzależnionym jest każdy, kto próbuje kontrolować życie drugiego człowieka. Każdy, kto nadmiernie się interesuje, martwi, narzuca własne decyzje i rozwiązania, krytykuje. Współuzależnionym jest również ten, kto przyjmuje rolę ofiary, zaniża własną wartość, skazuje się na cierpienie, poniżenie, zgadza się na bycie kontrolowanym i ograniczanym. Współuzależnionym jest każdy, kto odbiera sobie bądź innym wolność.
Jak sobie pomóc? Skupić się na sobie, na własnym życiu. Oderwać się od życia i problemów innych ludzi. To nie znaczy, że mamy przestać ich kochać czy spędzać razem czas. To jedynie oznacza zrozumienie, że każdy wybiera własną ścieżkę. Każdy sam wybiera, jak ta ścieżka wygląda, czy idzie po ostrych kaleczących kamieniach, czy po miękkiej soczystej trawie. Nie przeżyjemy życia za kogoś. Nie jesteśmy też w stanie zmienić kogoś, jego postrzegania i postępowania bez jego zgody. Co więcej, nasze próby kontrolowania cudzego życia, nie ważne czy pod maską nadmiernej troskliwości, pozornej słabości i potrzeby pomocy, dla uspokojenia własnej zazdrości czy z potrzeby dominacji, spowodują jedynie coraz większy bunt osoby kontrolowanej, co obróci się przeciwko nam. Nawet jeśli doradzamy z troski, bo bardzo chcemy, żeby tej drugiej osobie było lepiej, to i tak, jeśli robimy to nieproszeni to obróci się to przeciwko nam. Nie wynika to z niewdzięczności czy złośliwości drugiej osoby. Tak po prostu płyną energie w relacjach międzyludzkich. Takie nasze działania jedynie jeszcze bardziej nas pogrążają i odciągają od własnego życia. Tracimy w ten sposób kontakt z własnym życiem i odbieramy sobie możliwość bycia szczęśliwym. Pozwólmy innym doświadczać, szanując ich wybory i dając sobie przyzwolenie na świadome kreowanie własnego życia, na szczęście, miłość, radość i wewnętrzną WOLNOŚĆ. Bądźmy oparciem dla innych, ale pomagajmy i doradzajmy wtedy, kiedy ktoś nas o to poprosi, bo wtedy jest prawidłowy przepływ energii między ludźmi, wzajemny szacunek i prawdziwe wsparcie. Odnajdźmy w sobie Miłość, Zaufanie i Pokorę, ponieważ nie znamy boskiego planu względem drugiej osoby.
Współuzależnieni są opiekunami i wybawicielami. Najpierw wybawiają innych, potem ich prześladują, a na koniec stają się ich ofiarami. To najczęstsza postawa, jaką przyjmują współuzależnieni. Co więcej, to chyba najczęstsza postawa w relacjach międzyludzkich. Najpierw jesteśmy wybawicielami, naprawiaczami - zajmujemy się innymi, pomagamy, krzątamy się, usługujemy, rozwiązujemy problemy, odgadujemy potrzeby, wybawiamy od obowiązków i odpowiedzialności, jesteśmy dobrymi ciotkami i wujkami dla całego świata. Potem wściekamy się na nich za coś, co sami zrobiliśmy, zapoczątkowaliśmy. Po to wszystko, by na koniec czuć się wykorzystywani i móc użalać się nad sobą.
Wybawiamy innych, kiedy tylko zaczynamy się nimi opiekować i nadmiernie się o nich troszczyć (nie dotyczy to sytuacji, kiedy jesteśmy wyraźnie poproszeni o konkretną pomoc lub też nasze wsparcie jest potrzebne, a my chcemy go udzielić). Wybawiamy wtedy, kiedy przejmujemy odpowiedzialność za drugiego człowieka - za jego myśli, zachowanie, decyzje, działania i generalnie za jego los. Możemy czuć wtedy potrzebę zrobienia czegoś, litość, niepokój, zakłopotanie cudzymi dylematami, lęk, niechęć zrobienia czegoś, złość, że zostaliśmy postawieni w takiej sytuacji, wyrzuty sumienia, poczucie winy. Możemy się czuć bardziej kompetentni do zrobienia czegoś niż ten, któremu pomagamy. W naszym odczuciu może i dbamy o dobro drugiego człowieka, pomagamy mu, ułatwiamy życie, ale podświadomie też dajemy mu sygnał, że uważamy go za nieudacznika, który bez nas sobie nie poradzi. Dlatego też, jak już wybawimy taką ofiarę niedoli, to automatycznie dochodzą do głosu nasze oczekiwania i roszczenia względem tej osoby i jej wdzięczności. A tu niespodzianka - wybawiony nie okazuje nam wdzięczności, nie docenia naszego poświęcenia, nie słucha naszych chętnie udzielanych rad, jednym słowem nie zachowuje się tak, jak "powinien". Dodatkowo jesteśmy wewnętrznie poirytowani, że się tak staraliśmy, zaniedbywaliśmy nasze sprawy, czasem działaliśmy wbrew sobie, żeby tylko temu drugiemu było "lepiej". I tym oto sposobem zamieniamy naszą aureolkę na różki, pokazując jawnie naszą złość lub ukrywając ją i jedynie co jakiś czas wybuchając. Wybawiona przez nas osoba błyskawicznie spostrzega naszą zmianę nastroju, co jest dla jej podświadomości sygnałem startowym, by w odwecie za wcześniejsze postawienie wybawionego w roli życiowego nieudacznika, przyjąć postawę prześladowcy. Ludzie nie lubią, jak wytyka się im ich nieudolność, a dodając do tego wybuch złości sprezentujemy wybawionemu krzywdę i obrazę. W ten sposób trafiamy do ostatniego kąta tego trójkąta - miejsca ofiary. Jest to nieuchronny rezultat wybawienia. Ogarnia nas uczucie bezradności, smutku, wstydu, zranienia, upokorzenia. Czujemy się wykorzystani, niedocenieni i użalamy się nad sobą - "Dlaczego zawsze mnie to spotyka? Ja tylko chciałam pomóc." Czyż nie jest to schemat relacji międzyludzkich spotykany bardzo często w związkach, rodzinach, a szczególnie w układzie rodzic - dziecko?
Bez względu na to czy współuzależnieni wydają się być słabi i bezradni czy też sprawiają wrażenie silnych i pewnych siebie, większość z nich jest po prostu zalęknionymi, nieodpornymi na przeciwności dziećmi, które rozpaczliwie pragną miłości i opieki. To wewnętrzne dziecko jest przekonane, że nikt nie potrafi go pokochać i że nigdy nie uda mu się znaleźć pociechy, której tak szuka. Jest zrozpaczone, że nie może na nikim polegać, że jest opuszczone, bezradne, słabe. Szuka siły i opieki u innych, stając się od nich uzależnionym.
Strach przed byciem sobą i życiem autentycznie, prowadzącym do uzależnienia się od życia życiem innych ludzi i od bycia z nimi może wynikać z różnych czynników. Może otrzymaliśmy za mało miłości i wsparcia od bliskich nam osób w dzieciństwie. Może nasze uczucia były tłumione, źle odbierane. Może byliśmy świadkami fałszu i niekonsekwencji, ale wmawiano nam, że wszystko jest w porządku, więc przestaliśmy wierzyć sobie i własnym odczuciom.

Oto kilka rad, które mogą pomóc w uniezależnieniu się:
1. Załatw najlepiej, jak potrafisz niezałatwione sprawy z dzieciństwa. Smuć się i rozpaczaj, jeśli to ułatwi Ci uporanie się z przeszłością. Postaraj się spojrzeć na te sprawy z dystansu. Zastanów się w jaki sposób te wydarzenia z dzieciństwa wpływają na to, co robisz teraz.
2. Dbaj o zalęknione, spragnione miłości i opieki bezbronne dziecko, które kryje się w głębi Ciebie. Być może nie zniknie ono nigdy, nawet jak staniesz się samowystarczalny. Może ono ujawnić się w chwili stresu, kiedy najmniej się będziesz spodziewał. Nie wściekaj się na wewnętrzne dziecko, że domaga się uwagi. Pozwól mu płakać, jeśli czuje taką potrzebę, wysłuchaj go, zastanów się czego mu brakuje.
3.Przestań szukać szczęścia w innych. Źródło swojego szczęścia możesz znaleźć tylko w sobie. Naucz się skupiać na sobie. Nie potrzebna Ci jest akceptacja i uznanie innych. Potrzebna jest Ci tylko akceptacja i uznanie samego siebie. W każdym z nas kryje się takie samo źródło szczęścia i każdy ma takie same możliwości wyboru. Odszukaj swoje wewnętrzne pokłady spokoju, dobrego samopoczucia, godności, by z nich czerpać. Zbuduj podstawy własnego bezpieczeństwa uczuciowego i odszukaj własne źródła szczęścia.
4. Być może inni nie interesują się nami, ale to my możemy zainteresować się samym sobą. Naucz się polegać na sobie. Możesz sobie zaufać. Przyrzeknij sobie, że zawsze będziesz pamiętał o sobie, swoich potrzebach, uczuciach, o swoim życiu. Możesz rozwiązać swoje problemy lub stawić im czoła, bo wszystko, co do tego potrzebujesz masz w sobie. To Ty możesz zmienić swoje życie, jeśli tego chcesz.
5. Zaufaj Bogu i jego prowadzeniu. Temu, że każdy ma prawo być szczęśliwy i ma ku temu pełne boskie wsparcie, a to, co nas spotyka służy głębszemu poznaniu samych siebie i wewnętrznemu rozwojowi. Nie znaczy to jednak, że mamy całe życie biernie tkwić w trudnych dla nas sytuacjach i je w kółko doświadczać. Życie samo podsuwa nam rozwiązania, wystarczy uwierzyć i spróbować.
6. Zacznij troszczyć się o siebie, swoją wolność i niezależność. Weź odpowiedzialność za siebie i swoje życie. Zacznij żyć tu i teraz własnym życiem.

Źródło: pieknoświadomości.pl

czwartek, 18 października 2018

Mówisz, że szukasz wolności .


Mówisz, że szukasz wolności
i coś staje się gorsze wewnątrz Ciebie. Czemu?
Ponieważ moc, siła, która Ci nie służyła
została zdemaskowana. I jest tak, jakby istniała inna istota
wewnątrz Twojego istnienia, która udaje, że to Ty, albo jest z Tobą.
Ale teraz odkrywasz, że to nie służy Prawdzie
i zostaje odsłonięte a to zaczyna brać odwet przeciw Tobie.
Czy jesteś świadomy tego czy nie?
Każdy kto szuka Prawdy, lub wolności
doświadcza to czego Ty teraz doświadczasz.
Więc pytam was wszystkich,
co zrobisz?
Czy powiesz: "Ok Panie Umyśle będę miły i posłucham Cię.
Będę dobrą osobą. Zostanę z Tobą, tylko mnie nie bij."
Albo powiesz: "Za wszelką cenę będę wolny od tego"?
Następnie zwracasz się do Najwyższej i boskiej energii.
Oddajesz to temu, albo podążasz za tym procesem
i wskazówkami badania-siebie, które Ci pokazuje.
Zaufaj temu. Pracuj z tym, dopóki nie będziesz wolny
od tego molestowania.
Ponieważ w tym życiu musisz przekroczyć głos
węża.
I masz całkowitą przewagę,
ponieważ to, czego szukasz, jest już w Tobie-kompletne.
Nie może być zniszczone. Nie może być zgubione.
Może być tylko przykryte i było przykryte
przez bardzo długi czas
i zastąpione przez przebiegłą grę psychologicznego umysłu.
Czy to czas na zmianę?
Tak. A więc zmiana musi przyjść.
Łaska musi przyjść. Również ogień musi przyjść.
Nie bądź w rozpaczy. Nie zniechęcaj się.
Nie bój się.
Większa jest moc, która przychodzi do Ciebie
niż siła, która walczy przeciwko Tobie.
Zaufaj i zastosuj to, co mówię.

~Mooji

sobota, 11 sierpnia 2018

Relacja z samym sobą.

"Żaden związek nie może się rozwijać jeśli się kontrolujesz. Jeśli pozostajesz sprytny i starasz się ratować i chronić siebie, to spotykają się jedynie osobowości a esencje pozostają samotne. Wtedy relacje nawiązuje jedynie twoja maska, nie ty. Gdy dzieje się coś takiego, w związku są cztery osoby zamiast dwóch. Spotykają się dwie fałszywe osoby, a światy dwóch prawdziwych – pozostają rozdzielone."
"Możesz być w jakimś związku tylko wtedy, gdy nauczysz się przedtem być samotnym - nigdy wcześniej. Tylko indywidualności potrafią istnieć w związkach. Tylko dwie wolności mogą się zbliżyć do siebie i objąć. Tylko dwie nicości mogą spenetrować innych i roztopić się w nich. Jeśli nie potrafisz być kompletnie sam, twój związek będzie fałszywy. Będzie jedynie sztuczką, aby uniknąć samotności - niczym więcej. Tak żyją miliony ludzi. ich tzw. “miłość” jest niczym więcej niż niezdolnością do bycia samotnym. Więc biorą się za ręce, udają, że się kochają, ale gdzieś głębiej tkwi ich jedyny problem: nie potrafią być samotni. Więc znajdują sobie kogoś, z kim mogą pójść do kina, potrzymać się za ręce, na kim mogą się wesprzeć. Ale ten ktoś używa ich w ten sam sposób, gdyż on też nie potrafi być samotny - on także traktuje cię instrumentalnie: jako ucieczkę od siebie samego. Oboje używają siebie nawzajem jako instrumentu do ucieczki, stają się od siebie zależni, od siebie uzależnieni...
Dlatego mówię, że potrzebna jest samotność, ale jednocześnie relacja. Są dwie możliwości: albo jesteś szczęśliwy samotnie, albo jesteś szczęśliwy w relacji. Takie są możliwości. Nie wykluczają się; możesz osiągnąć samadhi samotnie, możesz też osiągnąć samadhi, gdy jesteś z kimś w relacji, w miłości."

OSHO

wtorek, 14 listopada 2017

Babcina receptura na wypadanie włosów.


Liść laurowy to niesamowita roślina. Nie dość, że jest bardzo aromatyczną przyprawą, to sprawdza się też w kosmetyce. Warto o tym pamiętać i zamiast drogich masek i odżywek na włosy zastosować się do babcinych rad.
Wypadanie włosów dotyka coraz więcej kobiet. Powoduje znaczny dyskomfort i spadek samooceny. Mamy dla was proste domowe remedium na tą przypadłość. Wystarczy kilka składników, które na co dzień trzymasz w kuchennej szafce.
Będziesz potrzebować: 3 łyżki pokruszonych liści laurowych, 3 łyżki rumianku, oraz pół szklanki wody. Wodę zagotuj, a następnie zalej rumianek i liście laurowe. Pozostaw mieszaninę do zaparzenia przez około 3 godziny. Kiedy mieszanka będzie gotowa przelej ją przez sitko do butelki. Wcieraj w skórę głowy pół godziny przed myciem włosów. Potem umyj swoim ulubionym szamponem i gotowe. Taka mikstura jest świeża przez tydzień. Jeśli przez ten czas nie udało ci się jej w całości wykorzystać, radzimy ją wylać i przygotować świeżą. 
Ta mieszanka pomorze ci uporać się z wypadającymi włosami. 
Ta mieszanka pomorze ci uporać się z wypadającymi włosami.  
Z kolei jeśli masz mocno przesuszające się włosy radzimy dodać do mieszkanki kilka kropel oliwy z oliwek, lub ulubionego oleju (do włosów prostych polecamy lniany, a do kręconych kokosowy) zapobiegnie to dodatkowemu przesuszeniu. 
Pamiętaj żeby przed nałożeniem produktu na głowę sprawdzić na jakimś małym wycinku skóry, czy produkt przypadkiem nas nie uczula.
Liść laurowy ma również działanie przeciwłupieżowe, więc jeżeli zmagamy się również z tym problemem nasz kuracja będzie miała podwójny charakter. Pamiętaj, że każda domowa metoda wymaga regularnego stosowania. Efekty zobaczymy dopiero minimum po miesiącu stosowania. Oczywiście to też zależy od tego, jak często myjesz włosy. 
Nie musicie też obawiać się nieprzyjemnego dla niektórych ziołowego zapachu. Zneutralizuje go szampon.

piątek, 29 sierpnia 2014

sobota, 9 marca 2013

Cień -akceptacja swojego cienia.

Cień

Emilka Wróblewska-Ćwiek

Chyba największym wyzwaniem, jakie stoi przed nami tu na Ziemi jest konfrontacja z własnym cieniem; rozpoznanie go, przyznanie się do niego, utulenie. 
W cieniu skrywamy wszystko to, co nie jest społecznie akceptowane, co sprawia innym ból, co powoduje, że inni nas odrzucają. Kontaktujemy się z innymi i przybieramy maski: pełnych światła, uduchowionych, mądrych, opanowanych, pełnych miłości i wiedzy, silnych, itd. A w głębi naszej psychiki czai się ukryty ON: czarny, pokrętny, maluczki, pełen lęku i nienawiści-CIEŃ, MROK, straszna Buka ;) 
Maski zapewniają nam Miłość, akceptację innych, bez której nie moglibyśmy żyć. Potrzebujemy nawzajem siebie i swojej Miłości, uwagi: niezauważani, niekochani, umieramy. 
Wszystko byłoby super, gdybyśmy nie mieli cienia: łączyłyby nas sielankowe relacje z innymi, żylibyśmy w krainie wiecznej szczęśliwości, nie byłoby cierpienia, tarć, konfliktów, poczucia odrzucenia, walki, wojen. Chyba wszyscy o tym marzymy, tęsknimy do takiego pięknego, słodkiego świata.
Ale nie ma tak dobrze! Najpierw musimy sobie poradzić sami ze sobą, z cieniem, który rzucamy. Dopóki go nie rozświetlimy, dopóty kreować będziemy sobie swoje prywatne piekiełko.
Ale jak sobie poradzić z cieniem?
Hmmm...możemy np. udawać przed sobą i innymi, że nie ma w nas już mroku, że wszystko jest przepracowane, elegancko, super; ja już jestem na tak wysokim poziomie, taki dobry, świetlisty i pełen miłości, tylko inni mają problem ;)
Takie zaprzeczanie zapewnia nam dobre samopoczucie; przynajmniej na jakiś czas. Działa dopóty, dopóki upychane do szafy naszej podświadomości graty nie rozsadzą w końcu jej drzwi i wszystko nie gruchnie z hukiem o ziemię.
Cień ujawnia się najczęściej w naszych relacjach z innymi. Oto nagle w moim kanale odbioru pojawia się konflikt, pojawiają się ciężkie emocje, pojawiają się zarzuty, mocne słowa.
Ktoś ma do mnie pretensje, zarzuca mi jakieś straszne rzeczy, okazuje swoją dezaprobatę, ocenia, kieruje w moją stronę ciężkie, zawiesiste, pełne pretensji energie. I teraz albo wchodzę w poczucie winy, albo walczę, albo przyjmuję wszystko neutralnie, próbując nawiązać kontakt z sobą swoimi uczuciami, drugą osobą, przedstawiając jej swój punkt widzenia i wsłuchując się w jej odpowiedź. 
Możemy też wcale nie być neutralni. Jeżeli czyjeś zachowanie nas rani, uważamy że jest niesprawiedliwe, rodzi się w środku bunt, złość, niepewność, agresja. I wtedy kluczem jest nawiązanie z tym ciężkim czymś w sobie kontaktu.
Pamiętajmy, że wszystko, co pojawia się w naszym świecie zewnętrznym, mamy w sobie. Przychodzi do mnie człowiek pełen pychy, zadufany w sobie, walczący- ja to widzę, to znaczy, że te aspekty są we mnie. Ja mam w sobie tą pychę, zadufanie w sobie, poczucie wyższości i walkę.
Tak, mam to w sobie. Nie jest to moja prawdziwa natura, a wkodowane na bazie trudnych doświadczeń przeświadczenia i programy myślowe. Mam je w sobie i nienawidzę ich do tego stopnia, że ukrywam je głęboko, żeby inni ich nie zobaczyli. Ale one wychodzą z cienia, jak duchy po zmroku na cmentarzu i buu! Straszą mnie. I myślę wtedy, że nie zasługuję na Miłość i szacunek, skoro one we mnie są. I cierpię. I walczę z innymi, usiłując im wmówić, że to oni, że to w nich ten cień, nie we mnie. A inni mówią, że to we mnie jest, że to ja jestem winna. I tak sobie milutko spędzamy razem czas. ;)
Chyba najwspanialszą sprawą, jaka może nam się przydarzyć jest umiejętność uczciwego spojrzenia na siebie, swój mrok i zaakceptowanie go. Akceptacja siebie całego, nawet wtedy gdy zachowałem się jak świnia. 
W każdym zachowaniu tkwią dobre intencje, nawet w tym świńskim. Chociażby chęć ochrony siebie i zapewnienia sobie Miłości.
Wierzę w to, że my, ludzie potrafimy się dogadać, że potrafimy słuchać siebie nawzajem i widzieć w sobie Światło, Miłość i Dobro pomimo błędów, jakie popełniamy i mroku, który mamy w sobie, którego jeszcze sobie nie uświadomiliśmy. 
Uświadamiam sobie mój mrok i w dalszym ciągu uważam, że jestem bardzo wartościowym człowiekiem. 
Uświadamiam sobie mrok w Tobie i w dalszym ciągu uważam, że jesteś bardzo wartościowym człowiekiem. 
Jestem. Jesteś. Jesteśmy. Jedność. Uczestniczymy razem w mroku i w Świetle. Rozświetlamy mrok swoją uczciwością wobec siebie samego i innych osób i tak budujemy wzajemne zaufanie, wyrozumiałość, miłość i akceptację.
Nie będziemy szczęśliwi dopóty dopóki nie pokochamy siebie i nie nauczymy się tworzyć ożywczych, pełnych miłości związków. 

♥
źródło: http://transformacjaswiadomosci2012.blogspot.com/2013/03/cien.html