Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ofiara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ofiara. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 października 2025

Jeżeli robię coś, co wyzwala we mnie ból.

Jeżeli "przyciągnęłam" kogoś/coś, kto sprawił/co sprawiło mi ból,
jeżeli podjęłam decyzję, która przyniosła mi ból,
to nie tak, że ja to sobie robię, bo mam destrukcyjne skłonności.
To nie tak, że coś we mnie chce cierpieć i leci jak ćma do tego cierpienia.
To nie tak, że ja to przyciągam, bo jestem ofiarą, albo to demon mojego złego ego chce karmić się cierpieniem...
Nie....
To wszystko dzieje się, ponieważ
każdy ból we mnie (i każdym z nas, w tej jednej wspólnej połączonej sieci informacji)
dąży do tego,
by zostać dożyty
uszanowany,
uznany i uhonorowany,
i doceniony,
aby z ducha "złej" przeszłości stał się bogactwem, mądrością, mocą, pięknem i siłą.
Wszelka trauma we mnie dąży do tego, by zostać
zobaczona,
domknięta
i uzdrowiona.
.
Wszystkie energie we mnie pragną zostać zobaczone, usłyszane, uszanowane,
uhonorowane,
odnaleźć dom w moim sercu i mi służyć.
Wszystko - absolutnie wszystko we mnie pracuje i pragnie pracować dla moich korzyści i wzrostu.
Każdy mój "błąd", każde potknięcie, każdy konflikt prowadzą mnie jeszcze głębiej w ramiona Miłości, którą jestem.
Wszystko co się wyłania we mnie, domagając się dożycia, uszanowania i przyjęcia, jest mile widziane, ponieważ ufam, że energie dążą do rozwiązania,
rany do zagojenia,
a traumy do domknięcia.
Nie muszę niczego przełamywać, z niczym walczyć w sobie i niczego przekraczać, bo samo uznanie dowolnego dyskomfortu czy bólu we mnie prędzej czy później (gdy będę na to gotowa!), pozwoli mi zostać przez niego poprowadzoną.
.
Gdy pozwolę sobie poczuć i gdy uznam głęboko - uzyskam ukojenie, potrzebne wskazówki, odpowiedzi, rozwiązania, uwolnienia.
Uznaję, przyjmuję, daję sobie czas, aby dożyć, co niedożyte, aby pozwolić wybrzmieć temu, co wybrzmieć nie mogło.
.
Cokolwiek wyłania się we mnie - PRZYJMUJĘ, a im jest to silniejsze, tym lepiej dla mnie.
Tym większą moc z tego uzyskam, mądrość i bogactwo, bo uznany ból w korzyści się przemienia - dla mnie i dla świata.


Kłaniam Ci się z wdzięcznością 🙏❤🙏

 

wtorek, 1 marca 2022

LISTY, KTÓRE ZMIENIAJĄ RADYKALNIE ŻYCIE

 


 
Od jakiegoś czasu w moim życiu zrobiło się miejsce na dalsze poszukiwania jeszcze skuteczniejszych metod pomagania ludziom. Ostatnio bardzo skupiam się na połączeniu technik uwalniania z nową medycyną germańską oraz radykalnym wybaczaniem. Na własnym przykładzie opowiem Wam o co mi chodzi:
11 listopada 2013 roku przeżyłam jedno z kluczowych zdarzeń w moim życiu. W bardzo traumatycznych dla mnie okolicznościach odszedł ode mnie mój ówczesny partner. Przeżyłam to na bardzo głębokim poziomie. Zebrały się we mnie: ból, gniew, złość, chęć zemsty - gdzie tam zemsty! ja bym najchętniej wtedy oczy mu wydrapała przy najbliższej okazji 😉 - znacie to?! Jednak dzięki tej traumie zaczęłam się jeszcze bardziej zagłębiać w duchowość. Hoponopono nauczało żeby w sercu mówić wybaczam, kocham, dziękuję (pomijam, że zaraz po tym dziękuję wpadała mi do głowy myśl - za to, że schrzaniłeś mi resztę życia..). Jednak tak naprawdę nie było i nie mogło to być skuteczne. Nie mogło, bo w głębi mnie uraza i złość aż kipiały! Co więcej, wiem, że to nie zostało uwolnione, bo mój organizm mi o tym co roku przypomina. Co roku 11 listopada dostaję alergii na całym ciele, ze szczególnym naciskiem na twarz. Cała skóra mnie piecze, swędzi, szczypie i wygląda delikatnie mówiąc niezbyt ładnie.
Koleżanka na corocznym spotkaniu z okazji imienin Renaty (akurat 12 listopada) powiedziała mi, że to już czas, żeby zacząć pracować z wiedzą, którą niesie nam recall healing (totalna biologia). Przypomniała mi o starej dobrej metodzie na pozbycie się sekwencji powtórzeń (czyli tego, co się dzieje w taki sam sposób, co jakiś czas).
Czasami takie sekwencje mają miejsce w związku z ojcem. Np. tata był alkoholikiem i zdradzał mamę z piwem. Teraz kobieta jest po trzech rozwodach i widzę jasno w trakcie warsztatów, że na kolejne rozstania z mężczyznami ma wpływ ojciec, a właściwie relacja tej kobiety z ojcem. Pierwszy mąż zdradzał ją z innymi kobietami, drugi ze swoją pracą a trzeci ze swoim hobby.
W tym przypadku mamy do czynienia z sekwencją zdrady i dopóki się tej sekwencji nie przerwie, nie ma szans na zbudowanie związku bez zdrady. Sekwencje powtórzeń mogą być różne i mogą dotyczyć zarówno ojca, jak i matki. Dlatego w pracy warsztatowej tak dużo uwagi zwracam na rodziców i nasz stosunek do nich - ponieważ to rodzice są postaciami archetypowymi dla każdego z nas.
Jednym z najskuteczniejszych sposobów na przerwanie sekwencji powtórzeń (bez wydawania pieniędzy) jaki stosowałam, jest technika „trzech listów” wykorzystywana w Radykalnym Wybaczaniu.
Przykładowo mamy żal, złość do ojca, że nigdy nas nie doceniał, nie przytulał, nie mówił, że nas kocha (i teraz dziwnym trafem przyciągamy do siebie oziębłych partnerów):
Pierwszy list, który piszesz do ojca, to uwolnienie tego, co niechciane. Piszesz ten list z punktu widzenia ofiary, a ojciec w tym liście występuje w roli kata i oprawcy. Ofiara, czuje się skrzywdzona i w końcu może to ostrymi słowami wyrazić; tak więc masz prawo w tym liście „dać ojcu do wiwatu” za wszystko, o co masz żal; napisać o wszystkim, co z Twojego punktu widzenia ojciec robił nie tak.
Kiedy napiszesz pierwszy list, odłóż go w bezpieczne miejsce, tak aby nikt go nie przeczytał. Tu ważna uwaga, jeśli wejdziesz w rolę ofiary (a pewnie wejdziesz pisząc ten list), może zdarzyć się, że przez kolejne dwa dni czyli do napisania drugiego listu, będziesz mieć syndrom ofiary, a ludzie mogą bez powodu się ciebie czepiać. Tak więc najlepiej pierwszy list pisać, gdy masz dwa dni wolnego.
Następnie po dwóch dniach napisz drugi list również do ojca, jeśli pierwszy był skierowany do niego.
Ok. Złość już wywalaliśmy - teraz czas na spojrzenie bez emocji. Ten list piszesz w taki sposób, jakby ojciec siedział w sądzie na ławie oskarżonych, a Ty jesteś prokuratorem i wygłaszasz mowę oskarżycielską w stosunku do ojca. W tym liście są już tylko suche fakty. Następnie w tym samym liście przesiadasz się na miejsce adwokata i wygłaszasz mowę obrończą na postawione wcześniej zarzuty. Stajesz się obrońcą swojego ojca. Adwokat musi często bronić ludzi, którzy popełnili przestępstwo i on o tym wie, a mimo to szuka argumentów obrony. Po napisaniu tego listu odkładasz go w bezpieczne miejsce na dwa dni.
Teraz, po kolejnych dwóch dniach piszesz trzeci list. Zamieszczasz w nim tylko to, co ojciec dał ci pięknego i pozytywnego. Zdarza się że jest to tylko i wyłącznie życie, ale przecież życie jest najpiękniejszym i najcenniejszym darem. Warto znaleźć możliwie najwięcej pozytywów. Po napisaniu tego listu schowaj go głęboko, niech przyciąga do Twojego życia to, co piękne i pozytywne. Dwa pierwsze listy po napisaniu trzeciego zniszcz. Możesz je spalić, utopić, itp.
Takie oczyszczenie z pewnością zapoczątkuje szereg drobnych, a być może i wielkich zmian w Twoim życiu, szczególnie zmian w relacjach z mężczyznami, jeśli listy były pisane do mężczyzny lub z kobietami, jeśli pisałeś je do kobiety.
Jeżeli jest kilka osób, do których zechcesz napisać trzy listy, rób co najmniej trzymiesięczną przerwę pomiędzy listami do każdej kolejnej osoby.
Myślę, że każdy z nas może sobie pomóc samodzielnie przy pomocy tej metody. W trakcie warsztatów, każdemu uczestnikowi pokazuję reprezentanta jego wewnętrznego dziecka. Każdy ma możliwość wykrzyczenia tego, co od dawna było stłumione. Wiem jak wiele kobiet zaznało w okresie dzieciństwa naruszeń ich intymności. Niewykrzyczane na głos wołanie o pomoc, rozpacz i wściekłość tak naprawdę krzyczy całe życie, nie pozwalając na udaną bliskość z mężczyznami. Wiem, że to trudny temat, ale wiem też, że można pomóc, że można zacząć żyć inaczej. Można uwolnić się od przeszłości.
Proszę, jeśli uważasz, że ten artykuł pomógł Tobie to udostępnij go, może jest ktoś, komu tym tekstem odmienisz bieg życia.
Dziękuję z serca.
Ewa
 

środa, 19 stycznia 2022

HISTORIA CHAŁKI I …. GARŚĆ WSPOMNIEŃ.

 

Do napisania tego posta zainspirowały mnie Wasze drożdżowe wypieki. Pomyślałam, że warto zagłębić się w historię i pochodzenie chałki, bo przecież jeśli mamy manię na „chałkowanie”, to nie zaszkodzi dowiedzieć się czegoś więcej na temat tego wypieku, niż tylko przepis i umiejętność wykonania.
Chałka tak silnie zakorzeniła się w tradycji Polskiej kuchni, że trudno sobie wyobrazić, iż to potrawa żydowska. Chała w języku hebrajskim oznacza „ofiarę”. Według żydowskiej tradycji, posiłki spożywane podczas ważnych świąt (za wyjątkiem święta Paschy) oraz szabasu składały się z dwóch bochenków chleba i dwóch chałek, którymi dzielono się przy stole. Dwie chałki symbolizowały podwójną rację manny, jaką Bóg zesłał uciekającym z Egiptu Żydom szóstego dnia ich wędrówki przez pustynię. Dzięki takiemu podarunkowi, wygnani mieli posiłek na kolejny dzień i mogli przeznaczyć go na odpoczynek.
Chałkę wypiekano już w czasach Średniowiecza. Podczas pieczenia tradycyjnej chałki, część porcji ciasta odkładano, aby upiec z niego mały, płaski placek, który składano w ofierze. Na szabas i święta pieczono chałki formowane z trzech pasków ciasta.

Natomiast chałka wypiekana na żydowski Nowy Rok, czyli na Rosz Haszana, jest okrągła lub ma kształt korony, co symbolizuje ciągłość. Na znak dostatku i obfitości dodaje się do niej orzechy, rodzynki, miód lub jabłka.
Jak podają stare przepisy, tradycyjne ciasto na chałkę powinno wzrastać trzykrotnie.


Nie powinno dojrzewać w cieple, bo wtedy nie da się go uformować, gdyż będzie zbyt luźne.
Dla mnie chałka była zawsze tradycyjnym Polskim wypiekiem. Odkąd pamiętam dostępna we wszystkich piekarniach, nawet w czasach, gdy na półkach nie było nic, poza octem i denaturatem.


Z tym plecionym, lekko słodkim warkoczem, z pyszną kruszonką wiąże się wiele historii, tych małych i dużych, wspomnień z dzieciństwa. Pamiętam, kiedy moja mama, w piecu chlebowym na dużych brytfannach wypiekała puchate placki lub baby drożdżowe, zawsze z kawałków ciasta uplotła zgrabne lub lekko pokraczne chałki obficie wysmarowane jajkiem i obsypane słodką kruszonką. Oboje z bratem wpatrywaliśmy się w drzwiczki pieca, jakby Nasz wzrok miał przyspieszyć proces pieczenia. Jeszcze taką ciepłą, tuż po wyjęciu, rwaliśmy na kawałki, smarowaliśmy grubo masłem i popijaliśmy ciepłym mlekiem od naszej krówki.

Z opowieści mojego taty wiem, że babcia na święta wypiekała zgrabne, pięknie zaplatane i suto zdobione chałki, nadziewane makiem lub twarogiem. To była tradycyjna potrawa świąteczna w ich rodzinnym domu.
Jeśli ktoś z Was ma ochotę na wypróbowanie starego tradycyjnego przepisu na chałkę, to poniżej zamieszczam przepis i sposób wykonania.

CHAŁKA:
230 ml ciepłej wody
15 g świeżych drożdży
3 łyżki miodu
700 g pszennej mąki
1 łyżka soli
100 g masła, roztopionego, schłodzonego
3 rozbełtane jajka
mąka do podsypywania
masło do posmarowania
1 żółtko roztrzepane ze szczyptą soli
Do wody wkruszyć drożdże, dodać miód, dokładnie wymieszać. Do miski wsypać mąkę, sól. W środku zrobić dołek. Wlać zaczyn, masło, ubite jaja, wymieszać. Stopniowo zarabiać mąką, aż powstanie luźne, ale odstające od ręki ciasto.
Wyjąć ciasto z miski i na stolnicy wyrabiać przez 10 minut. Przełożyć je do wymytej i lekko natłuszczonej miski, obrócić kilka razy, by całe pokryło się cienką warstwą tłuszczu.
Przykryć ściereczką, zostawić na 1,5 godziny.
Wyrośnięte ciasto przebić w kilku miejscach, zarobić, przykryć ściereczką i znów zostawić, na 45 minut. Znów przebić, wyłożyć na stolnicę, wyrabiać dokładnie. Przykryć miską i zostawić na kilka minut. Po tym czasie uformować paski i je spleść.
Przełożyć chałkę na blachę. Przykryć i zostawić na około 40 minut, aż podwoi objętość. Posmarować żółtkiem i włożyć na 10 minut do piekarnika o temp. 220°C. Po
10 minutach chałkę wyjąć, posmarować jeszcze raz żółtkiem i włożyć na 20 minut do piekarnika
z temperaturą 190°C. Studzić na kratce.


Jeśli macie małe lub duże historie lub wspomnienia związane z chałką, bardzo proszę o zamieszczanie komentarzy.
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i zamieszczam zdjęcia Waszych chałkowych wypieków.


środa, 1 stycznia 2020

Współuzależnienie - Uwikłanie.


Współuzależnienie moi Kochani nie odnosi się tylko do rodzin osób uzależnionych od alkoholu, narkotyków, leków, przemocy czy czegokolwiek innego. Nie odnosi się jedynie do rodzin patologicznych czy z tak zwanymi problemami. Współuzależnionym jest każdy, kto próbuje kontrolować życie drugiego człowieka. Każdy, kto nadmiernie się interesuje, martwi, narzuca własne decyzje i rozwiązania, krytykuje. Współuzależnionym jest również ten, kto przyjmuje rolę ofiary, zaniża własną wartość, skazuje się na cierpienie, poniżenie, zgadza się na bycie kontrolowanym i ograniczanym. Współuzależnionym jest każdy, kto odbiera sobie bądź innym wolność.
Jak sobie pomóc? Skupić się na sobie, na własnym życiu. Oderwać się od życia i problemów innych ludzi. To nie znaczy, że mamy przestać ich kochać czy spędzać razem czas. To jedynie oznacza zrozumienie, że każdy wybiera własną ścieżkę. Każdy sam wybiera, jak ta ścieżka wygląda, czy idzie po ostrych kaleczących kamieniach, czy po miękkiej soczystej trawie. Nie przeżyjemy życia za kogoś. Nie jesteśmy też w stanie zmienić kogoś, jego postrzegania i postępowania bez jego zgody. Co więcej, nasze próby kontrolowania cudzego życia, nie ważne czy pod maską nadmiernej troskliwości, pozornej słabości i potrzeby pomocy, dla uspokojenia własnej zazdrości czy z potrzeby dominacji, spowodują jedynie coraz większy bunt osoby kontrolowanej, co obróci się przeciwko nam. Nawet jeśli doradzamy z troski, bo bardzo chcemy, żeby tej drugiej osobie było lepiej, to i tak, jeśli robimy to nieproszeni to obróci się to przeciwko nam. Nie wynika to z niewdzięczności czy złośliwości drugiej osoby. Tak po prostu płyną energie w relacjach międzyludzkich. Takie nasze działania jedynie jeszcze bardziej nas pogrążają i odciągają od własnego życia. Tracimy w ten sposób kontakt z własnym życiem i odbieramy sobie możliwość bycia szczęśliwym. Pozwólmy innym doświadczać, szanując ich wybory i dając sobie przyzwolenie na świadome kreowanie własnego życia, na szczęście, miłość, radość i wewnętrzną WOLNOŚĆ. Bądźmy oparciem dla innych, ale pomagajmy i doradzajmy wtedy, kiedy ktoś nas o to poprosi, bo wtedy jest prawidłowy przepływ energii między ludźmi, wzajemny szacunek i prawdziwe wsparcie. Odnajdźmy w sobie Miłość, Zaufanie i Pokorę, ponieważ nie znamy boskiego planu względem drugiej osoby.
Współuzależnieni są opiekunami i wybawicielami. Najpierw wybawiają innych, potem ich prześladują, a na koniec stają się ich ofiarami. To najczęstsza postawa, jaką przyjmują współuzależnieni. Co więcej, to chyba najczęstsza postawa w relacjach międzyludzkich. Najpierw jesteśmy wybawicielami, naprawiaczami - zajmujemy się innymi, pomagamy, krzątamy się, usługujemy, rozwiązujemy problemy, odgadujemy potrzeby, wybawiamy od obowiązków i odpowiedzialności, jesteśmy dobrymi ciotkami i wujkami dla całego świata. Potem wściekamy się na nich za coś, co sami zrobiliśmy, zapoczątkowaliśmy. Po to wszystko, by na koniec czuć się wykorzystywani i móc użalać się nad sobą.
Wybawiamy innych, kiedy tylko zaczynamy się nimi opiekować i nadmiernie się o nich troszczyć (nie dotyczy to sytuacji, kiedy jesteśmy wyraźnie poproszeni o konkretną pomoc lub też nasze wsparcie jest potrzebne, a my chcemy go udzielić). Wybawiamy wtedy, kiedy przejmujemy odpowiedzialność za drugiego człowieka - za jego myśli, zachowanie, decyzje, działania i generalnie za jego los. Możemy czuć wtedy potrzebę zrobienia czegoś, litość, niepokój, zakłopotanie cudzymi dylematami, lęk, niechęć zrobienia czegoś, złość, że zostaliśmy postawieni w takiej sytuacji, wyrzuty sumienia, poczucie winy. Możemy się czuć bardziej kompetentni do zrobienia czegoś niż ten, któremu pomagamy. W naszym odczuciu może i dbamy o dobro drugiego człowieka, pomagamy mu, ułatwiamy życie, ale podświadomie też dajemy mu sygnał, że uważamy go za nieudacznika, który bez nas sobie nie poradzi. Dlatego też, jak już wybawimy taką ofiarę niedoli, to automatycznie dochodzą do głosu nasze oczekiwania i roszczenia względem tej osoby i jej wdzięczności. A tu niespodzianka - wybawiony nie okazuje nam wdzięczności, nie docenia naszego poświęcenia, nie słucha naszych chętnie udzielanych rad, jednym słowem nie zachowuje się tak, jak "powinien". Dodatkowo jesteśmy wewnętrznie poirytowani, że się tak staraliśmy, zaniedbywaliśmy nasze sprawy, czasem działaliśmy wbrew sobie, żeby tylko temu drugiemu było "lepiej". I tym oto sposobem zamieniamy naszą aureolkę na różki, pokazując jawnie naszą złość lub ukrywając ją i jedynie co jakiś czas wybuchając. Wybawiona przez nas osoba błyskawicznie spostrzega naszą zmianę nastroju, co jest dla jej podświadomości sygnałem startowym, by w odwecie za wcześniejsze postawienie wybawionego w roli życiowego nieudacznika, przyjąć postawę prześladowcy. Ludzie nie lubią, jak wytyka się im ich nieudolność, a dodając do tego wybuch złości sprezentujemy wybawionemu krzywdę i obrazę. W ten sposób trafiamy do ostatniego kąta tego trójkąta - miejsca ofiary. Jest to nieuchronny rezultat wybawienia. Ogarnia nas uczucie bezradności, smutku, wstydu, zranienia, upokorzenia. Czujemy się wykorzystani, niedocenieni i użalamy się nad sobą - "Dlaczego zawsze mnie to spotyka? Ja tylko chciałam pomóc." Czyż nie jest to schemat relacji międzyludzkich spotykany bardzo często w związkach, rodzinach, a szczególnie w układzie rodzic - dziecko?
Bez względu na to czy współuzależnieni wydają się być słabi i bezradni czy też sprawiają wrażenie silnych i pewnych siebie, większość z nich jest po prostu zalęknionymi, nieodpornymi na przeciwności dziećmi, które rozpaczliwie pragną miłości i opieki. To wewnętrzne dziecko jest przekonane, że nikt nie potrafi go pokochać i że nigdy nie uda mu się znaleźć pociechy, której tak szuka. Jest zrozpaczone, że nie może na nikim polegać, że jest opuszczone, bezradne, słabe. Szuka siły i opieki u innych, stając się od nich uzależnionym.
Strach przed byciem sobą i życiem autentycznie, prowadzącym do uzależnienia się od życia życiem innych ludzi i od bycia z nimi może wynikać z różnych czynników. Może otrzymaliśmy za mało miłości i wsparcia od bliskich nam osób w dzieciństwie. Może nasze uczucia były tłumione, źle odbierane. Może byliśmy świadkami fałszu i niekonsekwencji, ale wmawiano nam, że wszystko jest w porządku, więc przestaliśmy wierzyć sobie i własnym odczuciom.

Oto kilka rad, które mogą pomóc w uniezależnieniu się:
1. Załatw najlepiej, jak potrafisz niezałatwione sprawy z dzieciństwa. Smuć się i rozpaczaj, jeśli to ułatwi Ci uporanie się z przeszłością. Postaraj się spojrzeć na te sprawy z dystansu. Zastanów się w jaki sposób te wydarzenia z dzieciństwa wpływają na to, co robisz teraz.
2. Dbaj o zalęknione, spragnione miłości i opieki bezbronne dziecko, które kryje się w głębi Ciebie. Być może nie zniknie ono nigdy, nawet jak staniesz się samowystarczalny. Może ono ujawnić się w chwili stresu, kiedy najmniej się będziesz spodziewał. Nie wściekaj się na wewnętrzne dziecko, że domaga się uwagi. Pozwól mu płakać, jeśli czuje taką potrzebę, wysłuchaj go, zastanów się czego mu brakuje.
3.Przestań szukać szczęścia w innych. Źródło swojego szczęścia możesz znaleźć tylko w sobie. Naucz się skupiać na sobie. Nie potrzebna Ci jest akceptacja i uznanie innych. Potrzebna jest Ci tylko akceptacja i uznanie samego siebie. W każdym z nas kryje się takie samo źródło szczęścia i każdy ma takie same możliwości wyboru. Odszukaj swoje wewnętrzne pokłady spokoju, dobrego samopoczucia, godności, by z nich czerpać. Zbuduj podstawy własnego bezpieczeństwa uczuciowego i odszukaj własne źródła szczęścia.
4. Być może inni nie interesują się nami, ale to my możemy zainteresować się samym sobą. Naucz się polegać na sobie. Możesz sobie zaufać. Przyrzeknij sobie, że zawsze będziesz pamiętał o sobie, swoich potrzebach, uczuciach, o swoim życiu. Możesz rozwiązać swoje problemy lub stawić im czoła, bo wszystko, co do tego potrzebujesz masz w sobie. To Ty możesz zmienić swoje życie, jeśli tego chcesz.
5. Zaufaj Bogu i jego prowadzeniu. Temu, że każdy ma prawo być szczęśliwy i ma ku temu pełne boskie wsparcie, a to, co nas spotyka służy głębszemu poznaniu samych siebie i wewnętrznemu rozwojowi. Nie znaczy to jednak, że mamy całe życie biernie tkwić w trudnych dla nas sytuacjach i je w kółko doświadczać. Życie samo podsuwa nam rozwiązania, wystarczy uwierzyć i spróbować.
6. Zacznij troszczyć się o siebie, swoją wolność i niezależność. Weź odpowiedzialność za siebie i swoje życie. Zacznij żyć tu i teraz własnym życiem.

Źródło: pieknoświadomości.pl

sobota, 12 października 2019

Ofiarę nie sposób zalać miłością.


Ofiarę nie sposób zalać miłością.
Nie sposób jej też "pomóc".
Sama siebie zatrzymuje na poziomie dziecka, nie pozwala sobie dojrzeć, skazuje na nieszczęście i zamyka we wzorcu biednej, żałosnej istoty.
W całkowitej bezradności, może rozpaczliwie szukać pomocy, prosić o pomoc Boga, anioły czy inne istoty i rozpaczać, że tak bardzo prosi, tak bardzo się stara i tyle się terapeutyzuje, a nic się nie zmienia.
Z czasem pojawia się żal do Boga, że jak to tak?
.
Tymczasem Miłość czeka, aż zmienisz się sam i aż sam się na nią/Siebie otworzysz.
Ona nigdy przenigdy NIE BĘDZIE SIĘ NAD TOBĄ LITOWAĆ, nie będzie Cię załować i pochylać się nad Tobą, bo... byłoby niedorzecznością traktować istotę tak piękną, potężną i wspaniałą w taki sposób, jakby była brzydka, słaba i beznadziejna.
Miłość nie bawi się w takie gierki tylko po to, by zadowolić Twoje małe, smutne ja i utwierdzić Cię w swojej żałości.
Ona nie będzie służyć Twojemu małemu ja ani utwierdzać Cię w iluzji Twojej małości.
Ona służy tylko i wyłącznie Twojej wspaniałości.
Twojej Prawdzie.
.
Dlaczego miłość miałaby cię pocieszać w twoich iluzjach na swój temat, skoro widzi, jak poprzez łachmany, w które się ubrałeś, prześwituje tak potężne i przepiękne światło?
.
Kochanie, przychodzi moment, że trzeba zostawić swoje rozżalenie i niespełnione oczekiwania tam, gdzie ich miejsce
- w dzieciństwie.
Uszanować, głęboko uhonorować swoją krzywdę, wypłakać to, co było i czego nie było, wykrzyczeć to, co tak długo dusiło w gardle....
i zacząć ... DORASTAĆ.
Do wspaniałości, piękna, mocy, światła i miłości swojego Istnienia.
.
Tak, zawsze możesz pogrążać się nadal w żalu, że nie dostajesz od innych tego, co byś chciał, że nigdy nie dostałeś.
Miłość Ci na to pozwoli.
Będzie patrzyła, jak jęczysz i kwilisz,
cały czas obejmując Cię gorąco i czule w swoich ramionach, których słodyczy nie będziesz mógł poczuć, dopóki nie zaczniesz wyrastać ze swojego przywiązania do własnej małości.
.
Ludzie, od których oczekujesz miłości i wsparcia często nie są w stanie kochać samych siebie, obdarzyć siebie samych ciepłem.
Może też tak być, że ich czas się skończył i teraz nie chcą lub zwyczajnie nie mogą Cię już wspierać, Tobie towarzyszyć.
Poza tym nie jest niczyją rolą wspieranie Cię, pomaganie Ci, ratowanie Cię itd.
Nawet kochanie Ciebie nie jest niczyją rolą.
Jeśli miłość od drugiej istoty nie płynie samoistnie, nie wymusisz przepływu wedle swojego widzimisię. A nawet jak płynie, to nie zawsze będzie płynęła dokładnie tak, jak chcesz, zadowalając Twoje niespełnione oczekiwania i kojąc Twoje lęki.
.
Złoszcząc się na innych i użalając, że nie dają Ci tego, co byś chciał, zachowujesz się tak, jakbyś się wkurzał na to, że kot miauczy, a pies szczeka.
Jakże ta osoba miałaby zachowywać się inaczej, skoro jest właśnie taka, jaka jest?
Jaki ma sens zamykanie siebie w śmiesznych małych żądaniach , których druga istota nie jest w stanie spełnić?
Co Ci to daje?... ,
Czy to rzeczywiście się sprawdza, czy to ma sens?
Czy taka postawa przynosi korzyści komukolwiek?.
.
Nie miej żadnych złudzeń.
Miłość nie będzie Cię wspierać tak, jakbyś był smutnym, małym żebrakiem. Nie tak. Da Ci wszystko czego tylko potrzebujesz, ale nie zawsze będzie to zgodne z tym, co byś chciał z poziomu swojej małości.
Ona ciągle jest z Tobą, ciągle Ci towarzyszy, gotowa rozlać się w Tobie bez reszty, ale widząc Twoje przywiązanie do twojej żałosnej małości i słysząc Twoje błagania o pomoc może jedynie Cię objąć i zapytać:
"Ależ chwileczkę kochanie, dlaczego miałabym Cię ratować? Dlaczego miałabym Cię żałować i litować się nad Tobą? Cóż to za śmieszny pomysł? Przecież jesteś silny, mocny, a ja ciągle jestem z Tobą. Zawsze wspieram Cię w przebudzaniu do własnej Prawdy, uhonorowując wszystko, co przechodzisz".
.
Nie mówię jednak, żeby o nic nigdy nie prosić
(chociaż osobiście wolę dziękować i łączyć się w ten sposób z wewnętrzną nieograniczoną obfitością, która nie zawsze będzie się przejawiać na zewnątrz tak jak "chcę", ale zawsze tak, jak tego potrzebuję.)
Są takie momenty, w których jedna mocna inwokacja typu: "Proszę, zalej mnie miłością, zalej mnie światłem tam, gdzie ciemność, nakarm mnie tam, gdzie głód, napełnij, obejmij..." skierowana ku naszemu Duchowi, Wszechświata, Miłości czyni cuda w naszym wnętrzu i życiu.
Nie ma nic złego w tym, że robimy to z totalną pokorą, rzuceni na kolana, drżący.
Ale bądźmy świadomi, że kochająca energia wszechświata nie odpowie na takie wołanie dlatego, że jesteśmy słabi i żałośni i w końcu postanowiła się nad nami zlitować, ale dlatego, że oto oddajemy zupełnie swoje śmieszne małe wyobrażenia na temat tego, kim jesteśmy i w tym akcie ostatecznego oddania, przywołujemy samych Siebie, przywołujemy moc swojego Ducha.

Karolina Bochenek

piątek, 27 lipca 2018

ZAĆMIENIE 27.08.2018


27.08 w piątek Księżyc zmieni swoja barwę na czerwono-pomarańczową. Będzie to najdłuższe w tym stuleciu zaćmienie, które potrwa prawie 2 godziny i rozpocznie się o 21.30. Dodatkowo w trakcie zaćmienia, poniżej Księżyca będzie widoczny bardzo jasny, czerwony Mars. Tej nocy Mars znajdzie się naprzeciwko Ziemi względem Słońca.
Mars jest energią działania, wojownika, wewnętrznych konfliktów, które nosimy w naszym sercu czy też duszy. Pytania bez odpowiedzi, nie rozwiązane tematy, tzw. 100 pytań do, która droga jest dla mnie lepsza, gdzie jestem uczciwy w moich decyzjach. Nazywam to wojną wewnętrzną i uczciwością do samego siebie. Zaćmienie znaczy dla mnie konfrontację z ciemnymi aspektami mojej duszy, przyjrzenie się na nowo naszym decyzjom, czy są w zgodzie z tym co naprawdę czuję, czy jestem uczciwa wobec siebie, czy nie przyjmuję pozycji ofiary zgadzając się na kompromisy i przyjmowanie czyjejś prawdy . Dla mnie kiedy Słońce i Księżyc patrzą sobie prosto w oczy i są sobie równe, jest momentem kiedy nasza podświadomość czyli nasze ciemne aspekty konfrontują się z ze Słońcem i chcą być zauważone, zrozumiane, przetransformowane, ale przede wszystkim dają nam szansę do nowych decyzji. Nie tylko wiedzieć i czuć, ale i działać, wychodzić z naszych schematów, z naszych półprawd, z naszego bycia kimś a nie sobą. Oznacza to dla mnie ,,ja czuje, ja wiem, ale i ja działam.” Dlatego w dzisiejszym dniu jest ważne aby stanąć na chwilę i spojrzeć na nasze czucie i na nasze czyny, rozwiązać nasz wewnętrzny konflikt z samym sobą, stanąć do siebie i swojej wewnętrznej prawdy. Wtedy zapanuje w nas pokój i następnym krokiem w naszym życiu będzie działanie, oparte na energii pokoju i zgodne z naszym sercem oraz duszą.

czwartek, 10 listopada 2016

Moc umysłu.



Moc umysłu
Czy zdajesz sobie sprawę z mocy swojego umysłu? 
Czy uświadamiasz sobie, że w tej sekundzie wytwarzasz cały świat mocą swojej myśli?
Choć nie tworzysz niczego prawdziwego, to świat wydaje ci się bardzo realny, solidny i materialny, ponieważ twoje myśli połączone z twoją wiarą nadają mu pozory rzeczywistości. Nie możesz więc powiedzieć, że nie masz mocy.
Błędem jest wierzyć, że system myślowy oparty na kłamstwach jest słaby. Nic, co wytworzyło dziecko Boga, nie jest pozbawione mocy. Uświadomienie sobie tego jest istotne, ponieważ w przeciwnym razie będziesz niezdolny do ucieczki z więzienia, które sam zbudowałeś. (Kurs Cudów, Rozdział 3, VII)
Nieświadomość własnej mocy prowadzi do cierpienia, gdyż jest stanem umysłu, który wierzy, że jest ofiarą. Uważa on, że choroba, ból, starzenie się i śmierć mogą przyjść do niego wbrew jego woli. Umysł taki znajduje się w więzieniu własnych myśli.
Jeśli chcesz być wolny, przyjrzyj się sobie bardzo uważnie. Spójrz na tak zwane drobne przejawy nieświadomości. Czy zdarza ci się czuć irytację? Na przykład, gdy nie udaje ci się otworzyć okna, być może zaczynasz się na nie złościć, tak jakby miało jakąś odrębną moc od ciebie. Lub może czujesz niepokój, gdy próbujesz znaleźć zagubione klucze czy portfel. Lub jesteś spięty, gdy znajdujesz się w towarzystwie jakiejś osoby, która wydaje się odbierać ci energię. Może znajdziesz jakiś inny przykład ze swojego życia, kiedy to nie byłeś doskonale szczęśliwy. Będzie to przykład chwili, w której zapomniałeś o mocy swojego umysłu. Innymi słowy na chwilę stałeś się nieświadomy prostego faktu, że robisz to sam sobie i że wszystko, co się dzieje, przychodzi do ciebie na twoją prośbę.
Co się dzieje, gdy zaczynasz sobie uświadamiać, że nic na zewnątrz nie może ci odebrać energii, uczynić słabym czy nieszczęśliwym? Rozpoznajesz moc decyzji, która pozwala ci na zmianę swojego postrzegania sytuacji, a więc i na zmianę doświadczenia.
Moc decyzji to jedyna wolność, jaka ci pozostała jako więźniowi tego świata. Możesz postanowić, że będziesz go prawidłowo postrzegał. (Kurs Cudów, Rozdział 12, VII)
Prawidłowe postrzeganie to rozpoznanie, że nie ma nic na zewnątrz ciebie. To rozpoznanie przywraca ci świadomość mocy miłości. W tej świadomości znika iluzja oddzielenia. Zaczynasz doświadczać Boga i siebie samego takim, jakim naprawdę jesteś. Widzisz, że wszystko dookoła jest integralną cześcią twojego umysłu; że jest dosłownie jednym z tobą. To jest początek widzenia duchowego, które przenika przez złudzenie materialnej rzeczywistości i łączy się ze wszystkim i wszystkimi. W tym widzeniu nie ma żadnego konfliktu, gdyż jest ono świadomością, że nie istnieją różne ścierające się ze sobą siły. Nie ma czegoś takiego, jak siła dobra i zła. Jest tylko jedna Moc.
Gdy rozpoznajesz, że Moc Boga jest jedyną mocą, znika twój lęk, który brał się z wiary w odrębne siły. Twój umysł jest uzdrawiany, a wraz z jego uzdrowieniem, uzdrawiany jest również cały świat. Świat był bowiem jedynie odzwierciedleniem twojego materialnego, czyli fałszywego poczucia rzeczywistości i twojej wiary w dwie siły. Gdy zaczynasz widzieć świat takim, jakim naprawdę jest – jako rozszerzenie jednej niezmiennej duchowej rzeczywistości – zmienia się również twoje doświadczenie materii. Nie postrzegasz jej już jako czegoś odrębnego od ducha. Materia przestaje być dla ciebie zbiorem twardych kawałków masy, z którymi wcześniej być może się zmagałeś. Widzisz, że nie ma odrębnych kawałków masy – nie ma innych ludzi i przemiotów. Wszystko jest energią – twoją energią połączoną ze energią Źródła, z którego pochodzisz.
Gdy czujesz połączenie ze Źródłem, materia posłusznie dostosowuje się do twojego zmienionego postrzegania. Ciało zostaje uzdrowione, gdy uzdrowiony jest umysł. Nie jest jednak twoim celem uzdrawianie ciała, czy jakiekolwiek manipulowanie formą. Jeśli będziesz używał mocy swojego umysłu jedynie po to, by poprawiać swój sen o odrębnych formach w materii, to ponownie pogrążysz się z więzieniu swoich złudzeń. Przez chwilę więzienie to może wydawać się bardziej znośne, ponieważ będziesz w stanie robić to, czego nie potrafiłeś robić chwilę wcześniej (osiągać sukcesy i dobrobyt, mieć lepsze związki czy uzdrawiać ciała). Jeżeli jednak skupisz się jedynie na ograniczonych rezultatach, to ostatecznie utracisz to, co zdobyłeś i doświadczysz cierpienia.
Twoim celem nie jest zatem lepsza forma, lecz pamiętanie prawdy. Lepsza forma to jedynie chwilowy skutek uboczny twojej przemiany. Nie przywiązujesz się do tego skutku, gdyż wiesz, że fizyczny skutek przemiany jest jedynie odzwierciedleniem prawdy, a nie samą prawdą. Nie zatrzymujesz się więc na poziomie odzwierciedlenia, bo chcesz pamiętać prawdę. Nie poprzestajesz na uzdrowieniu ciała, związków czy sytuacji materialnej, bo wiesz, że nie jesteś ani ciałem, ani swoimi związkami, ani sytuacją materialną. Wiesz, że szczęśliwy sen (uzdrowione ciało, związki i sytuacja materialna) to jedynie chwilowy skutek skupienia umysłu na prawdzie, a nie cel sam w sobie. Nie zapominasz się więc w szczęśliwej iluzji. Twoim jedynym zajęciem staje się pamiętanie Boga. W ten sposób uwalniasz swój umysł od wszelkich iluzji. I zaczynasz doświadczać szczęścia, którego nie możesz już utracić, ponieważ twoje szczęście nie jest zależne od ograniczonych rezultatów w czasie, lecz jest czystym stanem twojej świadomości.
Witaj w Domu :)


http://www.przemianaumyslu.pl/moc-umyslu/


niedziela, 25 września 2016

Prawdą, jest to, w co wierzysz ….


To, w co wierzymy, staje się dla nas prawdą. Gdy spotkała cię nieoczekiwana klęska finansowa, to być może gdzieś w głębi ducha uważasz, że nie zasługujesz na to, by mieć pod dostatkiem pieniędzy, albo wierzysz w konieczność zastawiania majątku i zaciągania długów. Jeśli zaś sądzisz, że to, co dobre, nie trwa długo, to czyż nie jesteś przekonany, że życie tylko czyha, żeby cię chwycić za gardło i powtarzasz, co często słyszę: „Nie może mi się udać"?
Jeśli wydaje ci się, że nie jesteś zdolna związać się z kimś blisko, pewnie sądzisz: „Nikt mnie nie kocha" lub: „Nie jestem godna miłości". Przypuszczalnie boisz się, że zostaniesz tak zdominowana jak twoja matka, lub myślisz: „Ludzie mnie tylko ranią".
Jeśli nie dopisuje ci zdrowie, może jesteś przekonany: „Nasza rodzina jest chorowita" albo też, że jesteś ofiarą pogody. A może myślisz: „Urodziłem się, by cierpieć" lub: „To jest nie kończący się ciąg kłopotów". Możesz też mieć jakieś inne przekonania. Może nawet nie jesteś ich świadomy. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy ze swoich przekonań. Patrzą na zewnętrzne okoliczności jak na nic powiązane ze sobą fakty. Dopóki ktoś nie zwróci ci uwagi na związek zachodzące między zewnętrznymi wydarzeniami a twoimi myślami będzie przypadała ci w życiu rola ofiary. (…)
Jakikolwiek byłby to problem, jest on wytworem wzorca myślowego, wzorzec myślowy zaś może być zmieniony!
Wszystkie problemy, z którymi się borykamy w naszym życic można uważać za prawdziwe. Mogą się wydawać prawdą. Jednakże bez względu na to, jak trudna jest sprawa, z którą mamy do czynieni, jest to wyłącznie zewnętrzny efekt działania naszych wewnętrznych wzorców myślowych. (…) Przyjrzyj się swoim problemom. Spytaj samego siebie: „Jakie myśli i spowodowały? "
Jeśli usiądziesz spokojnie i zadasz sobie to pytanie, twoja wewnętrzna inteligencja podsunie ci odpowiedź.
 
Louise L. Hay, Możesz uzdrowić swoje życie.

niedziela, 30 września 2012

Louise Hay - Zdrowy duch i ciało, czyli o wybaczaniu i życiu w TU i TERAZ

Film o terapeutycznym przekazie poruszający rolę myśli, przekonań i dogmatów, które mamy względem siebie i naszego życia. Ukazuje on destruktywne oddziaływanie rzeczy z przeszłości, które ciągle na nowo i na nowo podsycamy w naszym umyśle i nie pozwalamy im odejść. Prowadzi to w dłuższej perspektywie czasu do wytworzenia się w naszym ciele bólów a następnie chorób przewlekłych, uważanych często za nieuleczalne. A jednak można się uzdrowić poprzez pozwolenie odejść przeszłości i pokochanie i zaakceptowanie siebie, bo to właśnie moment TU i TERAZ jest nowym początkiem.

poniedziałek, 19 lipca 2010

KRĄG RADOŚCI-wystarczy zacząć ...od siebie :)

Nie czekaj, aż rozpocznie kto inny.
To do ciebie dzisiaj należy zainicjowanie kręgu radości.
Często wystarczy mała, malutka iskierka, by wysadzić w powietrze ogromny ciężar.
Wystarczy iskierka dobroci, a świat zacznie się zmieniać.
Miłość to jedyny skarb, który rozmnaża się poprzez dzielenie:
to jedyny dar rosnący tym bardziej, im więcej się z niego czerpie.
To jedyne przedsięwzięcie, w którym tym więcej się zarabia,
im więcej się wydaje; podaruj ją, rzuć daleko od siebie,
rozprosz ją na cztery wiatry, opróżnij z niej kieszenie,
wysyp ją z koszyka, a nazajutrz będziesz miał jej więcej niż dotychczas.