
Współuzależnienie moi Kochani nie odnosi się tylko do rodzin osób
uzależnionych od alkoholu, narkotyków, leków, przemocy czy czegokolwiek
innego. Nie odnosi się jedynie do rodzin patologicznych czy z tak
zwanymi problemami. Współuzależnionym jest każdy, kto próbuje
kontrolować życie drugiego człowieka. Każdy, kto nadmiernie się
interesuje, martwi, narzuca własne decyzje i rozwiązania, krytykuje.
Współuzależnionym jest również ten, kto przyjmuje rolę ofiary, zaniża
własną wartość, skazuje się na cierpienie, poniżenie, zgadza się na
bycie kontrolowanym i ograniczanym. Współuzależnionym jest każdy, kto
odbiera sobie bądź innym wolność.
Jak sobie pomóc? Skupić się na
sobie, na własnym życiu. Oderwać się od życia i problemów innych ludzi.
To nie znaczy, że mamy przestać ich kochać czy spędzać razem czas. To
jedynie oznacza zrozumienie, że każdy wybiera własną ścieżkę. Każdy sam
wybiera, jak ta ścieżka wygląda, czy idzie po ostrych kaleczących
kamieniach, czy po miękkiej soczystej trawie. Nie przeżyjemy życia za
kogoś. Nie jesteśmy też w stanie zmienić kogoś, jego postrzegania i
postępowania bez jego zgody. Co więcej, nasze próby kontrolowania
cudzego życia, nie ważne czy pod maską nadmiernej troskliwości, pozornej
słabości i potrzeby pomocy, dla uspokojenia własnej zazdrości czy z
potrzeby dominacji, spowodują jedynie coraz większy bunt osoby
kontrolowanej, co obróci się przeciwko nam. Nawet jeśli doradzamy z
troski, bo bardzo chcemy, żeby tej drugiej osobie było lepiej, to i tak,
jeśli robimy to nieproszeni to obróci się to przeciwko nam. Nie wynika
to z niewdzięczności czy złośliwości drugiej osoby. Tak po prostu płyną
energie w relacjach międzyludzkich. Takie nasze działania jedynie
jeszcze bardziej nas pogrążają i odciągają od własnego życia. Tracimy w
ten sposób kontakt z własnym życiem i odbieramy sobie możliwość bycia
szczęśliwym. Pozwólmy innym doświadczać, szanując ich wybory i dając
sobie przyzwolenie na świadome kreowanie własnego życia, na szczęście,
miłość, radość i wewnętrzną WOLNOŚĆ. Bądźmy oparciem dla innych, ale
pomagajmy i doradzajmy wtedy, kiedy ktoś nas o to poprosi, bo wtedy jest
prawidłowy przepływ energii między ludźmi, wzajemny szacunek i
prawdziwe wsparcie. Odnajdźmy w sobie Miłość, Zaufanie i Pokorę,
ponieważ nie znamy boskiego planu względem drugiej osoby.
Współuzależnieni są opiekunami i wybawicielami. Najpierw wybawiają
innych, potem ich prześladują, a na koniec stają się ich ofiarami. To
najczęstsza postawa, jaką przyjmują współuzależnieni. Co więcej, to
chyba najczęstsza postawa w relacjach międzyludzkich. Najpierw jesteśmy
wybawicielami, naprawiaczami - zajmujemy się innymi, pomagamy, krzątamy
się, usługujemy, rozwiązujemy problemy, odgadujemy potrzeby, wybawiamy
od obowiązków i odpowiedzialności, jesteśmy dobrymi ciotkami i wujkami
dla całego świata. Potem wściekamy się na nich za coś, co sami
zrobiliśmy, zapoczątkowaliśmy. Po to wszystko, by na koniec czuć się
wykorzystywani i móc użalać się nad sobą.
Wybawiamy innych, kiedy
tylko zaczynamy się nimi opiekować i nadmiernie się o nich troszczyć
(nie dotyczy to sytuacji, kiedy jesteśmy wyraźnie poproszeni o konkretną
pomoc lub też nasze wsparcie jest potrzebne, a my chcemy go udzielić).
Wybawiamy wtedy, kiedy przejmujemy odpowiedzialność za drugiego
człowieka - za jego myśli, zachowanie, decyzje, działania i generalnie
za jego los. Możemy czuć wtedy potrzebę zrobienia czegoś, litość,
niepokój, zakłopotanie cudzymi dylematami, lęk, niechęć zrobienia
czegoś, złość, że zostaliśmy postawieni w takiej sytuacji, wyrzuty
sumienia, poczucie winy. Możemy się czuć bardziej kompetentni do
zrobienia czegoś niż ten, któremu pomagamy. W naszym odczuciu może i
dbamy o dobro drugiego człowieka, pomagamy mu, ułatwiamy życie, ale
podświadomie też dajemy mu sygnał, że uważamy go za nieudacznika, który
bez nas sobie nie poradzi. Dlatego też, jak już wybawimy taką ofiarę
niedoli, to automatycznie dochodzą do głosu nasze oczekiwania i
roszczenia względem tej osoby i jej wdzięczności. A tu niespodzianka -
wybawiony nie okazuje nam wdzięczności, nie docenia naszego poświęcenia,
nie słucha naszych chętnie udzielanych rad, jednym słowem nie zachowuje
się tak, jak "powinien". Dodatkowo jesteśmy wewnętrznie poirytowani, że
się tak staraliśmy, zaniedbywaliśmy nasze sprawy, czasem działaliśmy
wbrew sobie, żeby tylko temu drugiemu było "lepiej". I tym oto sposobem
zamieniamy naszą aureolkę na różki, pokazując jawnie naszą złość lub
ukrywając ją i jedynie co jakiś czas wybuchając. Wybawiona przez nas
osoba błyskawicznie spostrzega naszą zmianę nastroju, co jest dla jej
podświadomości sygnałem startowym, by w odwecie za wcześniejsze
postawienie wybawionego w roli życiowego nieudacznika, przyjąć postawę
prześladowcy. Ludzie nie lubią, jak wytyka się im ich nieudolność, a
dodając do tego wybuch złości sprezentujemy wybawionemu krzywdę i
obrazę. W ten sposób trafiamy do ostatniego kąta tego trójkąta - miejsca
ofiary. Jest to nieuchronny rezultat wybawienia. Ogarnia nas uczucie
bezradności, smutku, wstydu, zranienia, upokorzenia. Czujemy się
wykorzystani, niedocenieni i użalamy się nad sobą - "Dlaczego zawsze
mnie to spotyka? Ja tylko chciałam pomóc." Czyż nie jest to schemat
relacji międzyludzkich spotykany bardzo często w związkach, rodzinach, a
szczególnie w układzie rodzic - dziecko?
Bez względu na to czy
współuzależnieni wydają się być słabi i bezradni czy też sprawiają
wrażenie silnych i pewnych siebie, większość z nich jest po prostu
zalęknionymi, nieodpornymi na przeciwności dziećmi, które rozpaczliwie
pragną miłości i opieki. To wewnętrzne dziecko jest przekonane, że nikt
nie potrafi go pokochać i że nigdy nie uda mu się znaleźć pociechy,
której tak szuka. Jest zrozpaczone, że nie może na nikim polegać, że
jest opuszczone, bezradne, słabe. Szuka siły i opieki u innych, stając
się od nich uzależnionym.
Strach przed byciem sobą i życiem
autentycznie, prowadzącym do uzależnienia się od życia życiem innych
ludzi i od bycia z nimi może wynikać z różnych czynników. Może
otrzymaliśmy za mało miłości i wsparcia od bliskich nam osób w
dzieciństwie. Może nasze uczucia były tłumione, źle odbierane. Może
byliśmy świadkami fałszu i niekonsekwencji, ale wmawiano nam, że
wszystko jest w porządku, więc przestaliśmy wierzyć sobie i własnym
odczuciom.
Oto kilka rad, które mogą pomóc w uniezależnieniu się:
1. Załatw najlepiej, jak potrafisz niezałatwione sprawy z dzieciństwa.
Smuć się i rozpaczaj, jeśli to ułatwi Ci uporanie się z przeszłością.
Postaraj się spojrzeć na te sprawy z dystansu. Zastanów się w jaki
sposób te wydarzenia z dzieciństwa wpływają na to, co robisz teraz.
2. Dbaj o zalęknione, spragnione miłości i opieki bezbronne dziecko,
które kryje się w głębi Ciebie. Być może nie zniknie ono nigdy, nawet
jak staniesz się samowystarczalny. Może ono ujawnić się w chwili stresu,
kiedy najmniej się będziesz spodziewał. Nie wściekaj się na wewnętrzne
dziecko, że domaga się uwagi. Pozwól mu płakać, jeśli czuje taką
potrzebę, wysłuchaj go, zastanów się czego mu brakuje.
3.Przestań
szukać szczęścia w innych. Źródło swojego szczęścia możesz znaleźć
tylko w sobie. Naucz się skupiać na sobie. Nie potrzebna Ci jest
akceptacja i uznanie innych. Potrzebna jest Ci tylko akceptacja i
uznanie samego siebie. W każdym z nas kryje się takie samo źródło
szczęścia i każdy ma takie same możliwości wyboru. Odszukaj swoje
wewnętrzne pokłady spokoju, dobrego samopoczucia, godności, by z nich
czerpać. Zbuduj podstawy własnego bezpieczeństwa uczuciowego i odszukaj
własne źródła szczęścia.
4. Być może inni nie interesują się
nami, ale to my możemy zainteresować się samym sobą. Naucz się polegać
na sobie. Możesz sobie zaufać. Przyrzeknij sobie, że zawsze będziesz
pamiętał o sobie, swoich potrzebach, uczuciach, o swoim życiu. Możesz
rozwiązać swoje problemy lub stawić im czoła, bo wszystko, co do tego
potrzebujesz masz w sobie. To Ty możesz zmienić swoje życie, jeśli tego
chcesz.
5. Zaufaj Bogu i jego prowadzeniu. Temu, że każdy ma
prawo być szczęśliwy i ma ku temu pełne boskie wsparcie, a to, co nas
spotyka służy głębszemu poznaniu samych siebie i wewnętrznemu rozwojowi.
Nie znaczy to jednak, że mamy całe życie biernie tkwić w trudnych dla
nas sytuacjach i je w kółko doświadczać. Życie samo podsuwa nam
rozwiązania, wystarczy uwierzyć i spróbować.
6. Zacznij troszczyć
się o siebie, swoją wolność i niezależność. Weź odpowiedzialność za
siebie i swoje życie. Zacznij żyć tu i teraz własnym życiem.
Źródło: pieknoświadomości.pl