Vadim Zeland nie jest pisarzem, lecz byłym radzieckim fizykiem kwantowym, który po rozpadzie ZSRR został z niczym. W desperacji zaczął zgłębiać ezoterykę, aby wyjaśnić mistycyzm językiem nauki. Tak narodził się „Transfering” – książka, która zmieniła myślenie całego pokolenia.
Swoją pierwszą książkę opublikował w 2004 roku na własny koszt. Nakład wyniósł marne tysiąc egzemplarzy. Nikt w nią nie uwierzył. Ale rok później książki były przepisywane ręcznie, krążyły w samizdacie i czytane, aż się rozpadły. Ludzie oszaleli z powodu idei, które obaliły ich konwencjonalny światopogląd.
Główna myśl: istnieje nieskończenie wiele rzeczywistości i możemy się między nimi przemieszczać. Nie „przyciągać tego, czego chcemy”, ale po prostu przenieść się w przestrzeń, w której to już istnieje. Science fiction? Ale brzmi to o wiele bardziej logicznie niż typowe duchowe hasła.
Zeland żyje jak cień. Żadnych zdjęć, wywiadów ani publicznych wykładów. Jest przekonany, że im mniej uwagi poświęca się autorowi, tym więcej uwagi poświęca się ideom. W ciągu 20 lat przeprowadzono zaledwie kilka wywiadów telefonicznych. Ta anonimowość uczyniła z niego postać kultową.
Ludzie nazywają jego techniki „niebezpiecznie skutecznymi”. Niektórzy znajdują miłość, inni przeprowadzają się do nowych krajów, a jeszcze inni zmieniają swoje życie o 180°. Sceptycy krzyczą: „Zbiegi okoliczności!”. Ale jest zbyt wiele zbiegów okoliczności, by wszystko to uznać za przypadek.
I oto dziwna rzecz: Zeland kategorycznie zabrania przekształcania „Transferu” w religię, sektę czy franczyzę. Mówi: „Podręcznik życia jest jak instrukcja obsługi odkurzacza. Nikt nie tworzy religii odkurzaczy”. Wyobraź sobie, ile milionów odrzucił.
Istota jest prosta: świat jest lustrem. Przestań z nim walczyć, a on przestanie walczyć z tobą. To nie jest „prawo przyciągania”, to fizyka wyboru. A ci, którzy zaryzykowali i spróbowali, już wiedzą, że to działa.
1- Inny nie istnieje po to, by cię zadowolić lub nie zadowolić. Drugi istnieje, aby cię uczyć.
2- Nikt nie jest winny temu, co czujesz.
To Ty wybierasz uczucia, które masz w tej chwili. Tylko Ty.
3- Sztuka życia bez oczekiwań, ale z perspektywą, jest kluczem do tego, by nie czuć się sfrustrowanym.
4- Wylecz w sobie uzależnienie od potrzeby aprobaty innych. Tylko w ten sposób możemy się cieszyć śmiałością i naturalnym zaopiekowaniem naszego ducha, naszej istoty.
5- Nie kontrolujesz niczego zewnętrznego, bez względu na to, jak bardzo myślisz, że to robisz. Uwolnij się od potrzeby kontroli, tylko w ten sposób uzyskasz panowanie nad sobą i swoim życiem (samokontrola).
6- Nie oddalaj się od siebie, próbując „wpasować się” w wąską przestrzeń myśli, którą druga osoba ma wobec Ciebie. To nie zadziała. Kiedy zmieniasz się, aby kogoś zadowolić, Twoje światło gaśnie.
7- Nie wierz w to, co mówią Ci inni ludzie, bez względu na to, jak romantycznie i poetycko może to brzmieć. Liczy się postawa, a nie słowa.
8- Porzuć dumę i iluzję wiary, że wszystko będzie tak, jak chcesz lub potrzebujesz. Naucz się płynąć z życiem, przyjmując swoją pokorę i elastyczność.
9- Wszystko jest ulotne. Życie z bliska to tragedia, z daleka to komedia. Za jakiś czas będziesz się śmiać z dramatu, który stworzyłeś, ponieważ wszystko się dzieje.
10- Jesteś odpowiedzialny za wszystko, co dzieje się w Twoim życiu. Twoje dominujące myśli i uczucia będą kształtować Twoją rzeczywistość, czy Ci się to podoba, czy nie. Jeśli chcesz zmienić swoją rzeczywistość, zmień swoje myśli i uczucia.
11- Żyj z prostotą w rzeczywistości. Dopiero wtedy wyjdzie na jaw, kim naprawdę jesteś. To sprawi, że będziesz autentyczny i przejrzysty.
12 - Szczęście jest zadaniem wewnętrznym. Śmiej się więcej i nie bierz wszystkiego tak poważnie. W końcu istotą życia jest odkrywanie i cieszenie się tą cudowną przygodą zwaną ewolucją.”
Wznieść się do częstotliwości cudów oznacza wibrować miłością, zaufaniem, radością i czystością, którymi jesteśmy. Radość to boska nuta w twoim ciele, energia Boskiego Ognia, częstotliwość cudu, którym jesteś. Zaufaj temu, co cię uszczęśliwia. Wszystko inne jest iluzją i próżno jest chcieć dalej podsycać iluzje. W swojej pierwotnej esencji jesteś radością, w rzeczywistości wyczerpujesz się, chcąc pozostać w cieniu tego, kim jesteś. Świecisz całym swoim blaskiem, podejmując decyzję o podsycaniu ognia radości. kiedy mieszka w tobie radość: wszystko, co robisz, odbywa się z łatwością. Radości nie da się zgasić. To gorycz powstrzymuje duszę przed tańcem.
La joie fréquence des miracles S’élever à la fréquence des miracles c’est vibrer l’amour, la confiance, la joie et la pureté que nous sommes.. La Joie est la note divine dans votre corps, l'énergie du Feu Divin, la fréquence du miracle que vous êtes.
Faites confiance à ce qui vous met en joie. Tout le reste n’est
qu’illusion et il est vain de vouloir continuer à alimenter les
illusions. Dans votre essence originelle vous êtes la joie, en
réalité, vous vous épuisez à vouloir vous maintenir dans l'ombre de qui
vous êtes. Vous rayonnerez de tout votre éclat en prenant la décision d'alimenter votre feu de joie. quand la Joie vous habite : tout ce que vous entreprenez est réussi avec facilité. La Joie ne peut s’éteindre. C’est l 'amertume qui empêche l’âme de danser.
Ofiarę nie sposób zalać miłością. Nie sposób jej też "pomóc".
Sama siebie zatrzymuje na poziomie dziecka, nie pozwala sobie dojrzeć,
skazuje na nieszczęście i zamyka we wzorcu biednej, żałosnej istoty.
W całkowitej bezradności, może rozpaczliwie szukać pomocy, prosić o
pomoc Boga, anioły czy inne istoty i rozpaczać, że tak bardzo prosi, tak
bardzo się stara i tyle się terapeutyzuje, a nic się nie zmienia. Z czasem pojawia się żal do Boga, że jak to tak? . Tymczasem Miłość czeka, aż zmienisz się sam i aż sam się na nią/Siebie otworzysz.
Ona nigdy przenigdy NIE BĘDZIE SIĘ NAD TOBĄ LITOWAĆ, nie będzie Cię
załować i pochylać się nad Tobą, bo... byłoby niedorzecznością traktować
istotę tak piękną, potężną i wspaniałą w taki sposób, jakby była
brzydka, słaba i beznadziejna. Miłość nie bawi się w takie gierki tylko po to, by zadowolić Twoje małe, smutne ja i utwierdzić Cię w swojej żałości. Ona nie będzie służyć Twojemu małemu ja ani utwierdzać Cię w iluzji Twojej małości. Ona służy tylko i wyłącznie Twojej wspaniałości. Twojej Prawdzie. .
Dlaczego miłość miałaby cię pocieszać w twoich iluzjach na swój temat,
skoro widzi, jak poprzez łachmany, w które się ubrałeś, prześwituje tak
potężne i przepiękne światło? . Kochanie, przychodzi moment, że trzeba zostawić swoje rozżalenie i niespełnione oczekiwania tam, gdzie ich miejsce - w dzieciństwie.
Uszanować, głęboko uhonorować swoją krzywdę, wypłakać to, co było i
czego nie było, wykrzyczeć to, co tak długo dusiło w gardle.... i zacząć ... DORASTAĆ. Do wspaniałości, piękna, mocy, światła i miłości swojego Istnienia. . Tak, zawsze możesz pogrążać się nadal w żalu, że nie dostajesz od innych tego, co byś chciał, że nigdy nie dostałeś. Miłość Ci na to pozwoli. Będzie patrzyła, jak jęczysz i kwilisz,
cały czas obejmując Cię gorąco i czule w swoich ramionach, których
słodyczy nie będziesz mógł poczuć, dopóki nie zaczniesz wyrastać ze
swojego przywiązania do własnej małości. . Ludzie, od których oczekujesz miłości i wsparcia często nie są w stanie kochać samych siebie, obdarzyć siebie samych ciepłem. Może też tak być, że ich czas się skończył i teraz nie chcą lub zwyczajnie nie mogą Cię już wspierać, Tobie towarzyszyć. Poza tym nie jest niczyją rolą wspieranie Cię, pomaganie Ci, ratowanie Cię itd. Nawet kochanie Ciebie nie jest niczyją rolą.
Jeśli miłość od drugiej istoty nie płynie samoistnie, nie wymusisz
przepływu wedle swojego widzimisię. A nawet jak płynie, to nie zawsze
będzie płynęła dokładnie tak, jak chcesz, zadowalając Twoje niespełnione
oczekiwania i kojąc Twoje lęki. . Złoszcząc się na innych i
użalając, że nie dają Ci tego, co byś chciał, zachowujesz się tak,
jakbyś się wkurzał na to, że kot miauczy, a pies szczeka. Jakże ta osoba miałaby zachowywać się inaczej, skoro jest właśnie taka, jaka jest? Jaki ma sens zamykanie siebie w śmiesznych małych żądaniach , których druga istota nie jest w stanie spełnić? Co Ci to daje?... , Czy to rzeczywiście się sprawdza, czy to ma sens? Czy taka postawa przynosi korzyści komukolwiek?. . Nie miej żadnych złudzeń.
Miłość nie będzie Cię wspierać tak, jakbyś był smutnym, małym
żebrakiem. Nie tak. Da Ci wszystko czego tylko potrzebujesz, ale nie
zawsze będzie to zgodne z tym, co byś chciał z poziomu swojej małości.
Ona ciągle jest z Tobą, ciągle Ci towarzyszy, gotowa rozlać się w Tobie
bez reszty, ale widząc Twoje przywiązanie do twojej żałosnej małości i
słysząc Twoje błagania o pomoc może jedynie Cię objąć i zapytać:
"Ależ chwileczkę kochanie, dlaczego miałabym Cię ratować? Dlaczego
miałabym Cię żałować i litować się nad Tobą? Cóż to za śmieszny pomysł?
Przecież jesteś silny, mocny, a ja ciągle jestem z Tobą. Zawsze wspieram
Cię w przebudzaniu do własnej Prawdy, uhonorowując wszystko, co
przechodzisz". . Nie mówię jednak, żeby o nic nigdy nie prosić
(chociaż osobiście wolę dziękować i łączyć się w ten sposób z
wewnętrzną nieograniczoną obfitością, która nie zawsze będzie się
przejawiać na zewnątrz tak jak "chcę", ale zawsze tak, jak tego
potrzebuję.) Są takie momenty, w których jedna mocna inwokacja
typu: "Proszę, zalej mnie miłością, zalej mnie światłem tam, gdzie
ciemność, nakarm mnie tam, gdzie głód, napełnij, obejmij..." skierowana
ku naszemu Duchowi, Wszechświata, Miłości czyni cuda w naszym wnętrzu i
życiu. Nie ma nic złego w tym, że robimy to z totalną pokorą, rzuceni na kolana, drżący.
Ale bądźmy świadomi, że kochająca energia wszechświata nie odpowie na
takie wołanie dlatego, że jesteśmy słabi i żałośni i w końcu postanowiła
się nad nami zlitować, ale dlatego, że oto oddajemy zupełnie swoje
śmieszne małe wyobrażenia na temat tego, kim jesteśmy i w tym akcie
ostatecznego oddania, przywołujemy samych Siebie, przywołujemy moc
swojego Ducha.
Żyjemy w czasie, w którym bardzo wyraźnie nachodzą na siebie dwie „rzeczywistości”. LĘKU (cierpienia) i MIŁOŚCI . To od nas zależy, którą rzeczywistość wybierzemy.
Naturalnie „rzeczywistość” lęku nie jest tak naprawdę rzeczywistością,
lecz iluzją, ale zapomnienie jest tak wielkie tutaj, że uwierzyliśmy, że
to nasza prawda. Teraz jest stosunkowo łatwo „przepinać się” na
rzeczywistość miłości, ale nie jest to akt jednorazowy, tylko proces. Tę
decyzję trzeba nam podejmować wciąż od nowa, codziennie, czasem co
chwilę. I możemy to robić z radością i lekkością. To bardzo uwalnia, gdy wiesz, ze tak naprawdę w każdej sytuacji jest tylko jedno pytanie: co wybieram? Miłość czy Lęk ? [Prawdę czy Iluzję?] [Chcę zbliżyć się do siebie i objąć, czy od siebie uciec? Chcę kierować się lękiem przed bólem, czy chcę objąć siebie w całości i otworzyć się na miłość?] . Nie traćmy ducha, że znów daliśmy się złapać w tę grę
To naprawdę nie jest kwestia jednorazowego oświecenia – potrzeba nam
się w tym ugruntowywać oraz zintegrować się całego w miłości. .
Warto sobie pokontemplować nad tym rozróżnieniem i uczciwie zauważyć, w
jakich sytuacjach jeszcze nawykowo funkcjonujemy z lęku. [Nie chodzi o
to aby go sobie całkowicie wyeliminować lub traktować jako wroga, ale o
to, by wybierać kierowanie się miłością, również wobec własnego lęku].
Tylko wtedy, gdy to zauważamy, możemy dokonać innego wyboru i wybrać
miłość. Dlatego gdy zauważysz, że w czymś nadal funkcjonujesz z lęku, to
świetnie, możesz sobie szczerze pogratulować, bo teraz możesz to
zmienić i otworzyć się bardziej na doświadczanie miłości. . Zróbmy małe zestawienie. . 1. W iluzorycznej „rzeczywistości lęku” jest mniej lub bardziej świadoma NIEWIARA W MIŁOŚĆ.
Nie wierzymy w to, że jesteśmy miłością, wydaje nam się, że dopiero się
nią staniemy, gdy spełnimy pewne warunki. Nie wierzymy też w światło
drugiego człowieka. Nie dostrzegamy go. Nie do końca wierzymy, że w
ogóle na tym świecie istnieje miłość, gdyż postrzegamy ją jako coś
warunkowego, coś co jest „dobre” i „świetliste” w naszym ograniczonym
rozumieniu. Możemy też usiłować być za wszelką cenę „dobrzy” , żeby uratować ten „zły” świat. Kreujemy separację/oddzielenie – podziały w samym sobie i w świecie dookoła. .
„Rzeczywistość miłości” charakteryzuje WIARA W MIŁOŚĆ. Ponieważ wszyscy
dopiero się na nią „przepinamy”, wystarczy sama gotowość otwarcia się
na doświadczanie miłości co dnia (nawet jeśli nie do końca wierzymy, że
jest to możliwe), otwartość na jej odczuwanie i na zauważanie jej
wszędzie dookoła siebie. To nie przychodzi w jednej chwili
„oświecenia” i tak już zostaje, lecz jest wyborem, jakiego mamy
dokonywać co dnia, co chwilę, jeśli chcemy oduczyć się nawykowego
tkwienia w iluzji lęku, czy reagowania z tego poziomu. W rezultacie
takiego wyboru wierzymy, że jesteśmy miłością, niezależnie od tego,
czego doświadczamy i co czujemy albo decydujemy, że tak się będziemy
postrzegać (przestajemy stawiać sobie warunki, że obejmiemy samych
siebie wtedy a wtedy i wszystko staje się dla nas okazją do kochania).
W tzw. "negatywnych" zachowaniach innych ludzi widzimy wołanie o miłość
- są dla nas oznaką, że drugi człowiek jest odcięty od siebie/miłości, a
zatem cierpi, a więc budzi to w nas współczucie [nie mylić z litością]
zamiast automatycznych reakcji emocjonalnych takich jak: oburzenie,
niesmak, chęć ratowania albo bronienia się i atakowania itp. Postrzegamy siebie oraz innych jako przejawy Jednego.
2. Z lęku wynika KONTROLA, czyli próby kontrolowania dosłownie
wszystkiego, samego siebie, innych ludzi, związku, życia oraz
MANIPULACJA, czyli próby wymanipulowania sobie określonego rezultatu
poprzez ciągłe gorączkowe działanie, nakręcenie się, chorobliwe
kreowanie, używanie „miłości”, modlitw i praktyk duchowych do
manipulacji samym sobą, życiem i innymi tak, aby otrzymać pożądany
rezultat (wraz z brakiem pokory wobec przepływu życia, a także brakiem
szacunku/akceptacji do drugiego człowieka, jego unikalnego przejawu i
wyjątkowej ścieżki). Próbujemy wyeliminować z siebie lub z kogoś coś niepożądanego, czy to emocje, czy to myśli, czy to zachowanie. Usiłujemy się ZABEZPIECZAĆ i działamy z lęku, kierując się chęcią zabezpieczania się przed czymś, czego się boimy.
Ogólnie BRAK ZAUFANIA do życia, do siebie, do ludzi, do miłości, do
procesów wewnętrznych, do ciała, do duszy swojej i drugiego człowieka,
do Ducha, do wskazówek ciała i duszy, jakie odbieramy, do tego, że nasze
uczucia coś nam mówią na nasz temat itd. . W polu miłości
mamy z kolei ZAUFANIE do życia, do kochającej energii wszechświata, do
samego siebie i wewnętrznych procesów, do ciała, do sygnałów i
komunikatów wewnętrznych, jakie otrzymujemy, do duszy swojej i duszy
drugiego człowieka, do wewnętrznej mądrości drugiego człowieka, do
naszego i cudzego światła oraz miłości. Możemy wyrażać swoje
intencje, korzystać z technik duchowych, praktyk, ale robimy to z
zaufaniem w proces życia, z wiarą , że zawsze zadzieje się nasze
najwyższe dobro. Wiemy, że nasze najwyższe dobro to najwyższe dobro nas wszystkich.
Mamy w sobie pokorę wobec przepływu życia i z ufnością mu się poddajemy
(to również nie przychodzi od razu i nie jest raz na zawsze, lecz jest
praktyką, jaką warto powtarzać wciąż od nowa, aby się w tym
zakotwiczyć). Nie kierujemy się w działaniu lękiem, czy próbą
zabezpieczenia się, ale działamy z miłości i zaufania, konfrontujemy się
ze swoimi lękami i stajemy się sami swoim rodzicem, rozwijamy
wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa. . 3. Z lęku wynika też WIARA
W PROBLEMY: traktowanie życia, samego siebie, dziecka, partnera, pracy,
ciała, emocji czy czegokolwiek innego jako problemu do naprawienia,
projektu do zrealizowania, w którym z góry już oczywiście sobie
wyznaczyliśmy rezultat, jaki chcemy uzyskać. Nie mamy kontaktu z
wdzięcznością. Nie doceniamy siebie, innych, chwili obecnej. Życie to
dla nas trud, wysiłek, walka. Możemy też utknąć w trybie ciągłego
uzdrawiania i oczyszczania wzorców. . W polu miłości mamy z
kolei ŻYCIE W ŁASCE, tzn. wchodzimy w przestrzeń, w której wszystko nie
tylko ma ogromny potencjał łaski, ale jest już teraz łaską. Rozwijamy
głęboki szacunek i docenienie wobec naszego ludzkiego doświadczenia i
wszystkiego co jest z nim związane. Wierzymy w duchowe prowadzenie i
rozluźniamy się w świadomości, że nie musimy wszystkiego wiedzieć, czy
mieć, a realizacja naszych najgłębszych pragnień i tak jest
nieunikniona. Następnie podejmujemy działania z tego miejsca. Przepełniamy się wdzięcznością i docenieniem. Wierzymy, że wszystko nam służy. .
4. Z lęku wynikają głęboko zakorzenione AUTOMATYZMY: automatyczne i
emocjonalne reagowanie na sytuację, na innych ludzi i ich zachowanie,
reagowanie z odpalających się nawykowych, wyuczonych wzorców,
nieumiejętność zatrzymania się i autorefleksji. Tkwiąc w
„rzeczywistości lęku” działamy z mechanizmów obronnych i reagujemy na
ludzi całymi zestawami mechanizmów obronnych w lęku przed zranieniem,
oceną, oskarżeniem, wyrokiem, jakimkolwiek konfliktem, czyimś
znielubieniem, wywołaniem w kimś lub w sobie dyskomfortu lub przed tym,
że ludzie nam coś zabiorą. (Warto zaznaczyć, że automatyzmami są
takie reakcje jak: atakowanie, krytykowanie, nawykowe zwracanie komuś
uwagi, „nawracanie”, próby zmieniania drugiego człowieka, bo my „wiemy
lepiej”, wywyższanie się lub uniżanie, jak również nawykowe "ratowanie" i
litowanie się nad innymi, zadowalanie innych, unikanie konfliktów, a
nawet realizowanie "światłych" misji itp.) . Przepinając się na przestrzeń miłości rozwijamy w sobie coraz większą ŚWIADOMOŚĆ I UWAŻNOŚĆ.
Cały czas, wciąż od nowa, wybieramy reagować świadomie. Jesteśmy coraz
bardziej uważni w codziennych czynnościach, relacjach. Uczymy się
zatrzymywać w momencie, gdy czujemy, że coś się w nas "odpala". W
chwili, gdy ktoś mówi lub robi coś, co wywołuje w nas automatyczną
reakcję emocjonalną i od razu chcemy impulsywnie zareagować, możemy
świadomie wybrać przez chwilę całkowity brak reakcji, ciszę wewnętrzną,
brak oporu wobec tego co ta osoba mówi czy robi, rezygnację z
mechanizmów obronnych. Po chwili możemy już reagować bardziej świadomie,
z bardziej przestrzennego, rozluźnionego, obszernego miejsca, z którego
nie mamy żadnej potrzeby aby się bronić, tłumaczyć, nie próbujemy się
też nikomu przypodobać. Jesteśmy sobą, wyrażamy swoje najgłębsze uczucia
i całym sobą wyrażamy intencję, że zależy nam na najwyższym dobru, nie
tylko swoim, ale także drugiego człowieka [i ufamy, że to on sam wie lub
się dowie, co jest dla niego dobre]. . 5. Z lękiem zawsze
wiąże się NAPIĘCIE. Żyjemy w napięciu, działamy w napięciu, nie umiemy
się odprężyć, zrelaksować, pojawia się pracoholizm, ciągła potrzeba
robienia czegoś, realizowania jakichś obowiązków. Brak nam umiejętności
zrelaksowania się, odprężenia, zatrzymania, a co za tym idzie pozbawiamy
się możliwości czerpania radości ze zwyczajnych doświadczeń. Jesteśmy
odcięci od radości odczuwania życia, niezdolni do odpoczynku,
zrelaksowania się, odprężenia, zatrzymania się w biegu. Wszystko robimy
szybko, żeby już zająć się czymś kolejnym, żyjemy w ciągłym pośpiechu i
presji. Mamy płytki ODDECH, nie zdajemy sobie nawet sprawy z tego,
że go wstrzymujemy, że żyjemy w połowicznym, urywanym oddechu albo na
„ciągłym wdechu”. . Przestrzeń miłości charakteryzuje się za to
UCZUCIEM ODPRĘŻENIA. Przepinając się na nią, stajemy się coraz bardziej
odprężeni i zrelaksowani. Możemy robić mniej, ale te działania są
bardziej skuteczne. Najpierw „robimy” robotę duchową w sobie, wyrażamy
intencję, wchodzimy w klarowność, lekkość, radość, a potem przechodzimy
do działania w materii. Wiemy, że w odprężeniu zrobimy znacznie więcej
niż w napięciu i będzie to miało lepszą jakość. Ale nasze życie to nie tylko działanie. Pozwalamy sobie na delektowanie się życiem, radowanie się nim, rozkoszowanie się chwilą, sobą, innymi istotami. Żyjemy we wdzięczności, docenieniu. Umiemy codziennie karmić się duchowo, czymś co cieszy serce i duszę.
Oddychamy coraz spokojniej, uważnie, brzuchem. Uczymy się od nowa
oddychać, jeśli zauważymy, że tak naprawdę cały czas funkcjonowaliśmy w
„pół-oddechu”. . 5. Żyjąc w iluzji lęku NAWIĄZUJEMY RELACJE Z
POZIOMU RAN, zranień, z poziomu nieuzdrowionego bólu dziecka i
oczekujemy, aby drugi człowiek zajmował się tymi ranami za nas, aby
uważał na nie, aby ich nie aktywował (a jeśli to zrobi, to chcemy, żeby
wziął za to odpowiedzialność). Chcemy, żeby inni chronili nas przed
naszym własnym bólem i obchodzili go lub buforowali. Próbujemy w jakiś
sposób chronić się przed aktywacją tego bólu poprzez manipulowanie i
kontrolowanie drugą osobą albo zamykanie się na nią. Niby jesteśmy obecni, ale… nie Jesteśmy Obecni. . W rzeczywistości miłości wybieramy NAWIĄZYWAĆ RELACJE Z PRZESTRZENI SERCA.
Relacja rozwija się na fundamencie naturalnego zrozumienia i zaufania
między dwojgiem osób, a także wiary w to, że ten drugi chce naszego
najwyższego dobra, nawet jeśli nie będzie to „po jego myśli” (te
jakości pojawiają się samoistnie między dwiema istotami o otwartych
sercach, nie trzeba ich wypracowywać ani tłumaczyć nikomu, czym jest
szacunek ani czym jest wolność w miłości, obie strony od razu to
„chwytają” i nawet gdy co jakiś nabierają się na iluzję to szybko
wracają do tych podstaw). Jeśli w ogóle tego jeszcze nie umiemy albo
jesteśmy w trakcie przepinania się na pole serca, to coraz częściej
zajmujemy się obejmowaniem siebie, stajemy się sami sobie rodzicem,
przyjacielem i konfrontujemy się z własnym bólem, obejmujemy go sami,
zamiast oczekiwać, aby zrobiła to druga osoba. Ostatecznie coraz częściej Jesteśmy Obecni.
Nie musimy się przed niczym chronić. Zamiast się chować czy
manipulować, jesteśmy gotowi obnażyć się przed drugą osobą, stanąć przed
nią nagim i ukazać się w całej wrażliwości i pięknie. . 6.
Żyjąc w iluzji lęku jesteśmy ODCIĘCI OD SAMYCH SIEBIE. Nie mamy kontaktu
ze swoim prawdziwym ja. W pewnym sensie wszyscy dopiero sobie
przypominamy siebie, rozpoznajmy i odzyskujemy siebie. Ale do
czego prowadzi silne odcięcie od siebie i brak kontaktu ze sobą?
Uciekamy przed bólem w używki, rozrywki, w całe mnóstwo aktywności. Tworzymy wewnętrzny konflikt i podział, a tym samym oddzielenie i konflikt wokół siebie. Nie mamy kontaktu z własną intuicją lub jej nie słuchamy. Ulegamy presjom, oczekiwaniom, manipulacjom otoczenia, realizujemy „powinności”. Podejmujemy szereg działań, które nie są z nami zgodne, nie jesteśmy wierni swojej prawdzie, nie wyrażamy jej.
Towarzyszy nam NIEUTULONA TĘSKNOTA za miłością, głębokie uczucie braku,
uczucie PUSTKI. Marzymy o tym, aby ktoś nam ją zapełnił. Nasze wewnętrzne prawdziwe Ja, nasza Istność, nie jest w stanie się autentycznie przejawiać. . W miłości wybieramy SIEBIE na każdym kroku i wytrwale wracamy do Siebie, jeśli gdzieś się po drodze znów zgubimy. Nawiązujemy głęboko sycący, karmiący kontakt z własnym wnętrzem, doświadczamy coraz częściej swojej esencji. Odkrywamy i wybieramy swoją prawdę. Nie uciekamy od bólu, ale odczuwamy go, obejmujemy i odkrywamy, że w ten sposób wracamy do siebie.
Wybieramy stanąć za sobą absolutnie bezwarunkowo. Wybieramy to, co nas
karmi, co nas wznosi, co nas syci. Rezygnujemy z tego, co sprawia, że
się kurczymy, męczymy, spinamy lub opadamy z sił. Wybieramy to, co nas
poszerza. Przejawiamy autentycznie swoje ja, swoją Istność. Jesteśmy naturalni, szczerzy, autentyczni, otwarci. Relacje z innymi stają się odbiciem naszej wewnętrznej relacji z samym sobą, naszego wewnętrznego, głębokiego ukochania. .
7. Żyjąc w lęku bardzo szybko łapiemy się na haczyk DRAMATU i
CIERPIENIA. Tzn. ciągle się czymś emocjonujemy, możemy być podatni na
wzbudzanie w nas poczucia winy (albo sami wzbudzamy poczucie winy u
innych), katujemy się, że coś zrobiliśmy "źle" lub że nie jesteśmy
„dobrzy” (lub desperacko bronimy się przed krytyką i zaprzeczamy, abyśmy
kiedykolwiek popełnili jakiekolwiek błędy) . Jesteśmy roszczeniowi
(„należy mi się”, „jak śmiesz mi to robić”, „masz mnie szanować”, „jak
tyle dla ciebie robię, a ty…” ) albo wręcz przeciwnie, przepraszamy, że
żyjemy i nie wierzymy, abyśmy zasługiwali na szacunek, miłość, dobro.
Kolejnym przejawem "DRAMY" życia jest ciągłe zamartwianie się o kogoś, o
coś. Podświadome możemy także szukać sobie różnych rzeczy, które
nas oburzają w innych ludziach i na świecie (czemu towarzyszy mniej lub
bardziej świadome nakręcanie się emocjami). . Wybierając życie w
miłości wybierasz SPOKÓJ wewnętrzny. Przestajesz się nakręcać dramatami
i cierpieniem. Zauważasz, że miłość to coś więcej niż tzw. „dobro”, czy
"bycie dobrym". Zaczynasz odczuwać cichy spokój i przestrzenność pola
miłości, niezależnie od tego, co dzieje się wokół ciebie czy w tobie.
Zauważasz, że pole miłości jest w swojej esencji neutralne i
nieosądzające. Oddycha ze wszystkim, co istnieje. Coraz częściej zauważasz „haczyki cierpienia” i coraz rzadziej je połykasz, bo wiesz, że nie musisz cierpieć.
Nikt nie musi. Każdy może wybrać miłość. Nie bierzesz na siebie
odpowiedzialności za to, aby inni ludzie wybrali miłość. Wszystkim
życzysz dobrze. Możesz towarzyszyć innym, jeśli tak poczujesz, wspierać,
pomagać, ale nie bierzesz za nich żadnej odpowiedzialności, nie
emocjonujesz się ani nie litujesz. . 8. Z lękiem wiąże się
także niewiara w obfitość i dostatek, WIARA W BRAKI, że czegoś nam
brakuje lub braknie, życie w świadomości braku, niedostatku i niedoboru.
Kierujemy się w działaniu lękiem przed brakiem, pracujemy w tej
świadomości braku i tak działamy na co dzień. Możemy też utożsamiać
bogactwo jedynie z pieniędzmi… Lub posiadając je, i tak nie umiemy się
tym cieszyć, bo już gdzieś widzimy brak lub chcemy się zabezpieczać. Nie
umiemy się cieszyć tym, co mamy i docenić tego. Brak nam wdzięczności.
Nie dziękujemy. Możemy obawiać się, że ktoś nam coś zabierze. Myślimy,
że miłość jest towarem deficytowym i oszczędnie nią gospodarujemy, żeby
nie zostać naciągniętym .
Przepinając się na przestrzeń miłości wybieramy wierzyć w OBFITOŚĆ i
dostatek. Dostrzegamy swoje bogactwo wewnętrzne, piękno w tym, co nas
otacza, w innych i w samym sobie. Zaczynamy działać z obfitości. Wiemy,
że jest wystarczająco dobra i miłości dla wszystkich. Wszystkim życzymy
dobra, miłości, dostatku. Przepełniamy się miłością i kochamy innych
nawet jeśli nic z tego nie mamy, nie myśląc o zyskach, gdyż wiemy, że
jesteśmy kochaniem i chcemy zwyczajnie i swobodnie to wyrażać. Czujemy,
że to podejście zalewa nas obfitością, czy też raczej wzmacnia i objawia
na zewnątrz naszą wewnętrzną obfitość. Nie utożsamiamy bogactwa z
pieniędzmi, ale też nie blokujemy się na ich przepływ. Doceniamy dary,
jakie otrzymujemy od życia oraz mamy świadomość, że również jesteśmy
darem. Jesteśmy hojni. Jesteśmy przepełnieni wdzięcznością i cieszy nas
fakt, że wszechświat uwielbia wdzięcznych ludzi… bo uczucie jest
wzajemne :)
WAŻNE:
Zauważmy, że charakterystyki, które wymieniłam (kontrola, manipulacja,
mechanizmy obronne, automatyzmy) są tak naprawdę objawem UCIEKANIA przed
lękiem i bólem, próbami ucieczki przed nimi lub zabezpieczania się
przed nimi na przyszłość. W miłości NIE chodzi o to, aby wyzbyć się
całkowicie lęku (czy czegokolwiek innego), ani aby narzucić sobie zakaz
odczuwania go, czyli wymagać od siebie aby go w ogóle nigdy nie
odczuwać. Lęk nie jest wrogiem, tak samo jak nie są nim żadne
odczucia w swoim pierwotnym organicznym przejawie. Wszystkie nam coś
komunikują na nasz temat i żadne nie są "złe". . Pytanie, czy wybieram lęk czy miłość jest więc specyficznym skrótem myślowym.
W istocie wybór polega na tym, czy zechcemy stanąć w prawdzie, objąć
swój lęk lub ból i otworzyć się na siebie/miłość, objąć siebie
bezwarunkowo i zrezygnować z osądów wobec tego, co się w nas pojawia,
oporu, wewnętrznej walki, czy też będziemy wciąż uciekać, zaprzeczać,
próbować bronić się przed lękiem, bólem, cierpieniem, tworząc tym samym
jeszcze więcej cierpienia...
Czakra Korony- Energia Kosmiczna, jest blokowana przez ziemskie przywiązanie. Czakra Trzeciego Oko zajmuje się wglądem, jest blokowane przez iluzję. Czakra Gardła - Prawda, jest blokowana przez kłamstwa. Czakra Serca- Miłość, jest blokowana przez smutek. Solar Czakra- Siła Woli, jest blokowana przez wstyd. Sacral Czakra- Emocje/ Kreatywność, jest blokowana przez poczucie winy. Czakra Korzenia, zajmuje się przetrwaniem, jest blokowana przez strach.
Oskarż mnie o bezduszność ale, nie zatopię się z Tobą w Twoim smutku, by zatracić się w morzu cierpienia.
Zamiast tego, powiem Ci - smutek to stan, którym nie jesteś, smutek to stan z którego możesz zrezygnować.
Mogę wejść z Tobą w najgłębszy smutek, towarzyszyć Ci na dnie piekła, ale tylko po to by pokazać Ci, że nim nie jesteś.
Z przyjemnością poprowadzę Cię w głębiny cierpienia, zwątpienia i
beznadziei, ale tylko po to, by pokazać Ci iluzję tych stanów.
Wejdę z Tobą w bagno Twoich lęków, ale tylko po to by na ich dnie, zasiać z Tobą ziarno odwagi.
Usiądę z Tobą w środku chaosu, przytrzymam Cię za rękę, byś zobaczył,
że jesteś spokojem w oku cyklonu, niezmiennością w środku szaleństwa.
Poczekamy , przeczekamy i wyjdziemy tacy jak weszliśmy nienaruszani i
niewinni.
Oskarż mnie o bezduszność ale nie podtrzymam Twojej iluzji. Masz do mnie żal, że widzę Cię poza cierpieniem? Masz do mnie pretensje, że wiem iż jedynie sekunda dzieli Cię od tego byś zaufał miłości?
Brak pokory, to nie poddanie się prowadzeniu. Brak pokory, to nieustanna walka z samym sobą i upieranie się na pewne rozwiązania i opcje. To walka umysłu, serca i duszy. Brak pokory, to narzucać swoje rozwiązania Wszechświatowi, które nie są następstwem wydarzeń, po kolei po sobie następującymi. Brak pokory, to sztywność, schematy, programy, nie pozwalające płynąć i być elastycznym. Brak pokory to poddanie się programom autodestrukcyjnym. Brak pokory to wybór cierpienia. Brak pokory, to nie słuchanie co Wszechświat nam mówi i jakie znaki pokazuje. Brak pokory, to niechęć puszczenia tego co nam nie służy, to przywiązania, kajdanki, które nosimy na własne życzenie. Brak pokory to pielęgnowanie lęków i iluzji i im oddanie we władanie swojego życia.
Brak pokory jest wtedy kiedy Ego myśli, że wie lepiej, co jest
lepsze i jakie powinno być w terazniejszości, przeszłości i przyszłości.
POKORA
Pokora jest wtedy kiedy podążam, nawet jeśli Umysłowi nie po drodze z takimi rozwiązaniami. Pokorą jest podążanie krok po kroku, przyglądanie się odkrywającym się na daną chwilę krajobrazom życia. Pokora to zaufanie, że prowadzi mnie coś ode mnie większego. Pokora to dotykanie zarówno tego co trudne w życiu, jak i lekkie, to pójść drogą Życia w całości, bez odrzucania tego co niewygodne. Pokora to lecieć samolotem życia w turbulencjach i ufać, że wyląduje się bezpiecznie, chociaż nic na to nie wskazuje. To ufać, że cokolwiek się nie dzieje, jest się bezpiecznym, bo coś większego od nas, trzyma nam przestrzeń. Pokorą jest żyć kiedy jest na to czas. Pokorą jest również umrzeć, wyrazić na to zgodę, przyjąć życie takim jakim jest, ze wszystkim co jest nam dane. Pokorą jest słuchanie Wszechświata i poddanie się jego rytmom,zsynchronizowanie się z nimi. Pokora to odkryć w sobie fascynację życiem. Pokora to kochać, prawdziwie z serca wszystko takim jakim jest, w tu i teraz, wszystkie przejawy i formy życia. Pokora to wybrać siebie i swoje życie. Trzymać je mocno i szanować i iść swoją drogą, ku swojemu przeznaczeniu.
Z chwilą, gdy odechce ci się szukania informacji o rozwoju osobistym,
grzebania w przeszłości swojej i przodków aż do początku istnienia
wszechświata, analizowania znaków w otoczeniu, roztrząsania każdej
manifestacji energetycznej w ciele… Gdy porzucisz już wszelkie wyrocznie
i przywiązanie do nauczycieli… gdy odkryjesz, że w Twoim jestestwie
jest odpowiedź Boga na poszukiwanie sensu życia.. Gdy zwrócisz się – ze
śnienia wewnętrznego do zewnętrznej jawy… Z tą chwilą kończysz już
duchową podróż i przebudzasz się dla świata – jako ukochane dziecko
stworzenia i kreator, który ma odwagę przekuć odnalezioną w mroku wizję
duszy w realne dzieła na Ziemi.
I nie ma już znaczenia, jakie masz wibracje, co osiągnąłeś w
czakrach, jakie blokady energetyczne zniosłeś, a jakie wciąż posiadasz i
jakie dasz sobie wmówić, nie mówiąc o rzekomych długach karmicznych,
czy grzechu pierworodnym, dzięki któremu uwierzyłeś w swoje winy już
jako niewinne dziecko, nadając swemu cierpieniu mistyczny sens.
Nie ma znaczenia do jakich przekonań o naturze materii i ducha jesteś
przywiązany i w jakie powinności i rytuały ugrzęzłeś, szukając siły
woli, której sam się wyrzekłeś. Nie ma znaczenia, czy przemawia do
ciebie Jezus, Metatron czy Mózg Uniwersum. Najważniejszym staje się
prostota życia, którego świadectwo dajesz tylko i wyłącznie swoimi
czynami i stosunkiem do bliźnich, zwierząt, roślin, Ziemi. Nie ma
znaczenia Twoja aura, stopień radykalnego wybaczania, mistyczne wglądy,
ekstazy i poziomy oświecenia. O tobie świadczy przede wszystkim to, co
robisz dla świata, nie to, czego nie robisz, gdy udajesz bycie „ponad”
swym człowieczeństwem i materią, dla której zaistniałeś.
Prawdziwa wolność to wolność także i od matriksu duchowego, którego
praktykujesz i stwarzasz w swym umyśle, wierząc w jego moc i kontrolę
rzeczywistości. Wszystko czego doświadczasz w swym wnętrzu weryfikuje
prędzej czy później wymiar fizyczny. Prawdziwą wolność daje ci skuteczne
życie tu, na Ziemi. Poznanie zasad mądrego życia, wedle których dalsza
ewolucja może się dokonać, jednocząc ludzi w realnym porządku i
odpowiedzialności. Materia jest przestrzenią Twojej ekspansji, rozkoszy,
miłości i szczęścia. Materia jest najprawdziwszym obliczem twej
duchowości. Realizacja duszy w niej jest właśnie twoją utraconą mocą,
celem, dla którego rozpocząłeś tę całą podróż do siebie.
1. Żyjąc pod jednym dachem z kotem, oboje myślicie, że w hierarchii
domowej jesteście na pierwszym miejscu. Niestety, w tym wypadku, w
świecie iluzji żyjesz tylko Ty.
2. Kot potrzebuje Cię tak samo jak król potrzebuje służby. Jesteś mu
potrzebny, by dawać mu jeść, pić, zabawiać go i głaskać, kiedy on ma na
to ochotę.
3. Kot słyszy Cię zawsze. Jednak między słyszeć a słuchać istnieje przepaść, którą musisz w końcu zrozumieć. Nie wołaj kota. Jeśli coś chce – sam przyjdzie. fot. Shutterstock
4. Kot ma prawo do pieszczot i nie możesz go zmuszać do nich, jednak masz obowiązek głaskać go, jeśli zaaprobuje Twój pomysł mruczeniem. Więcej o mruczeniu czytaj niżej.
5. Mruczenie to Twoje wynagrodzenie za trud włożony w sprawienie kotu
przyjemności. Potraktuj to jak dodatkowy bonus i zbieraj punkty na
awans. Może kiedyś podskoczysz w kociej hierarchii przed jedną z
gorszych zabawek. fot. Shutterstock
6. Nie możesz zabronić drapać kotu swojego mieszkania, ale możesz
zachęcić go do użycia drapaka. Stan twojego domu będzie proporcjonalny
do trudu, jaki włożysz w zapewnienie kotu ciekawszych miejsc do drapania
niż Twój dom.
7. Nie możesz narzekać na to, że kot atakuje Cię znienacka. Gdyby atakował Cię z uprzedzeniem, Twoje życie byłoby zbyt przewidywalne i pozbawione spontanicznych reakcji.
8. Jakakolwiek próba tresury kota zawsze spotka się z jego aprobatą,
dlatego warto próbować to robić. Najlepiej tresuj go i wychowuj, gdy
głęboko śpi, żebyś nie przeszkadzał mu swoimi fanaberiami, gdy będzie
zajęty wykonywaniem innych czynności. fot. Shutterstock
9. Jeśli Kot przynosi Ci do domu zabite owady, upolowaną mysz
lub zdechłego ptaka – pochwal Kota i uszanuj dar, ponieważ w tej sposób
Kot uratował Ci życie przed niebezpiecznym intruzem. Kot zdaje sobie
sprawę z funkcji obronnych, jakie pełni głowa rodziny, dlatego ciesz
się, że Kot stale chroni terytorium, które jest Ci dane z nim dzielić.
10. Jeśli będziesz mieć wrażenie, że Twój Kot Cię pokochał – doceń i
pielęgnuj to uczucie, pamiętając, że kilka tysięcy lat temu Koty czczono
jako bogów – a one nigdy o tym nie zapomniały.
Gdy po raz pierwszy zrozumiałem, że nie
mogę kochać Boga, jeśli nie kocham siebie, byłem zaszokowany.
Zobaczyłem, jak bardzo nie kocham siebie i jak bardzo koncepcyjnie
podchodziłem do mojej duchowej przemiany. Bóg był dla mnie Źródłem
doświadczenia radości i miłości, które miałem czasami, ale nie
pozwoliłem, aby stał się moją rzeczywistością w każdej chwili.
Co było dowodem na to, że nie
pozwalałem, aby Bóg stał się moją rzeczywistością? – Doświadczenie lęku,
na którym opierałem moją ludzką egzystencję. Z jednej strony był Bóg,
którego traktowałem jako pociechę i ostoję, a z drugiej byłem ja ze
swoimi ludzkimi zmartwieniami i bólami. Czułem rozdwojenie w swoim
umyśle. I wiedziałem, że dopóki nie dokona się we mnie integracja, to
nie wyzwolę się z konfliktu.
Zrozumiałem, że nie mogę kochać Boga z daleka lub czasami. Mogę Go kochać tylko tutaj, tylko teraz, w moim indywidualnym doświadczeniu siebie.
Jeśli nie kochałem Go w ten sposób, to Go w ogóle nie znałem. A jeśli
nie znałem Jego, to nie znałem siebie. Gdzieś wewnątrz siebie czułem
przecież, że Bóg był moją Rzeczywistością, moim Źródłem. A wiedziałem
to, ponieważ miałem już doświadczenia przebłysków prawdy w swoim umyśle.
Miałem świadomość tego, że w chwili połączenia mojego umysłu z Jego
umysłem, cały konflikt i poczucie oddzielenia znika. Problem polegał na
tym, że doświadczenie to było swego rodzaju transcendencją – wyjściem
poza siebie, chwilową ucieczką od konfliktu, a nie jego pełną przemianą.
Dopóki doświadczenie Boga było formą ucieczki, poczucie rozdwojenia
trwało, a moje iluzje, do których wracałem po tym doświadczeniu, wciąż
wydawały się prawdziwe.
Trzeba było więc zrobić jeszcze jeden
krok. Trzeba było naprawdę rozpoznać, że złudzenia są złudzeniami, a
tylko prawda jest prawdziwa. Dopiero wtedy mogłem sobie uświadomić, że
nie ma tak naprawdę od czego uciekać, gdyż konflikt nie jest
rzeczywisty. Nie mogłem tego oczywiście zrobić w sposób koncepcyjny.
Innymi słowy nie wystarczyło, żebym sobie powiedział, że świat, który
widzę, jest iluzją. Doświadczenie było wymagane. Jak więc zaczęło się
ono wydarzać w moim umyśle?
Na początku stałem się bardziej czujny.
Zacząłem zauważać, kiedy nie jestem w stanie pokoju i radości. Zamiast
pogrążać się w tym jeszcze bardziej, uświadamiałem sobie, że to jest
właśnie chwila, w której nie kocham siebie, a więc i nie kocham Boga. Bo
skoro Bóg jest wszędzie, a ja w danej chwili Go nie
doświadczam, to znaczy, że skupiam się na iluzjach. Potrzebuję więc
pomocy, aby zobaczyć to inaczej. Potrzebuje naprawy mojego
błędnego myślenia i postrzegania. Już samo zauważenie, że potrzebuję
naprawy oznaczało, że mój umysł wyrażał na nią gotowość.
Wszystko, co pozornie było ze mną nie w
porządku, zamiast dostarczać mi pożywki dla poczucia winy, stawało się
dla mnie wezwaniem do przebudzenia. Jeśli więc zauważałem na przykład
symptomy chorobowe w moim ciele lub konflikty w moich związkach, to
wiedziałem, że jest to jedynie zewnętrzny obraz stanu mojego umysłu i
decyzji, jaką podejmuję. Moje ciało i moje związki chciały mi coś
powiedzieć. Co takiego? Że nie kocham siebie, a więc i nie kocham Boga.
Podejmuję czynną decyzję, aby się bać zamiast kochać. Nikt mi tego nie
robi. Ja to robię. Nie pozwalam bowiem, aby w danym momencie Miłość Boga
stała się moim doświadczeniem, moją rzeczywistością i zastąpiła moje
złudzenia. Całe moje poczucie oddzielenia świadczyło tylko o moim braku
miłości.
Naprawa poczucia braku miłości nie mogła
być jednak niczym trudnym. Przecież Miłość była dookoła mnie i we mnie.
Wystarczyło na chwilę zakwestionować rzeczywistość mojego problemu i
otworzyć się na uzdrowienie. Wystarczyło przyjąć Miłość. Okazało się to
łatwiejsze niż myślałem. Gdy na przykład kusiło mnie, by czymś się
niepokoić lub by denerwować się na kogoś, wystarczyło jedynie
przypomnieć sobie, że byłoby to przejawem braku miłości do samego siebie
i do Boga. I zamiast brnąć dalej w tym kierunku, zatrzymywałem się i
podejmowałem decyzję, by kochać. Nie zawsze udawało mi się to od razu i w
tym sensie potrzebowałem praktyki, czy też treningu umysłu. W praktyce
tej nie chodziło wcale o to, żebym wiedział, co to znaczy kochać. Gdybym
wiedział, to nie potrzebowałbym praktyki. Nie musiałem też wiedzieć, jak
się zachować w danej sytuacji. Wystarczyło podjąć decyzję, by kochać.
Światło rzeczywistości dokonywało całej reszty pracy za mnie. Ja miałem
być tylko otwarty na korektę – na usunięcie złudzenia o braku miłości.
W ten sposób zacząłem pozwalać, aby
światło przenikało do tego, co widzę, myślę i czuję. Wiedziałem że stałe
doświadczenie pokoju będzie możliwe tylko wtedy, gdy stanę się żywym
świadectwem uzdrowienia poprzez ucieleśnienie transcendentnego
doświadczenia w codzienności mojego dnia. W przeciwnym razie światło
byłoby tylko pustą koncepcją lub co najwyżej jakimś przeszłym
wspomnieniem czy przyszłym rezultatem. Potrzebne było pokochanie siebie
TERAZ. Zamiast rozdwajać swój umysł poprzez rozszczepianie czasu
na chwilę dla mnie i chwilę dla Boga, zrozumiałem, że albo każda chwila
jest chwilą Boga, albo jest niczym. W ten sposób zakochałem
się w Bogu. Od tej pory każdy pozorny konflikt stawał się okazją do
przemiany, a każda nowa chwila szansą na spotkanie z Bogiem, czyli z
moją własną Rzeczywistością.
„Nie istnieje takie coś jak wyższość. Poznaj się na tej Iluzji.
Zrozum wreszcie, że Wszyscy Stanowimy Jedno. Rasa ludzka, całe Życie, to
jednolite pole. Jest tylko Jedno. Dlatego nie ma się nad czym wywyższać
i przed czym poniżać. To podstawowa prawda życiowego doświadczenia. Czy
tulipan góruje nad różą? Czy góry przytłaczają bardziej niż morze?
Który płatek jest najświetniejszy? Czy to możliwe, aby wszystkie były
świetne – i wspólnie świętując swą świetność, tworzą niesamowite
widowisko?
Następnie stapiają się ze sobą, i stapiają się w jedno. Lecz nie
przepadają. Nie znikają. Nie przestają istnieć. Po prostu zmieniają
postać. I nie tylko raz, kilkakrotnie: z ciała stałego w płynne, z
płynnego w lotne, z widocznego w niewidoczne, aby powstać na nowo,
powrócić w nowym pokazie olśniewającego piękna i cudu. To Życie,
zasilające Życie. To ty. Metafora się dopełniła. Urzeczywistniła. Urzeczywistnisz
to w swoim doświadczeniu, kiedy postanowisz, że taka jest prawda i
zgodnie z nią będziesz postępował. Dostrzeż piękno i cud tych, z którymi
stykasz się w życiu. Każdy z was
bowiem jest cudny, a żaden cudniejszy od innych. Pewnego dnia stopicie
się w Jedno i poznacie, że wspólnym płyniecie strumieniem. Taka wiedza
odmieniłaby wasze ziemskie doświadczenie. Odmieniłaby waszą politykę,
ekonomię, stosunki społeczne, sposób kształcenia młodych. Przyniosłaby
wam upragnione niebo – na ziemi. Kiedy przejrzysz złudny charakter
Wyższości, poznasz się zarazem na iluzji niższości. Poczujesz wówczas
potęgę i chwałę równości – z innymi ludźmi oraz z Bogiem. Urośnie twoje
mniemanie o sobie i w ten sposób spełnione zostanie zadanie Iluzji
Wyższości. Albowiem tak jak urasta twoje mniemanie o sobie, tak też
urasta twoje doświadczenie. Pamiętaj o tym zawsze. Tak jak urasta twoje
mniemanie o sobie, tak też urasta twoje doświadczenie. Kiedy rozpoznasz
tę Iluzję jako iluzję właśnie, zrozumiesz, że w żadnej mierze nie jesteś
wyższy czy niższy od Wszystkiego Co Jest, ponieważ w całej rozciągłości
jesteś Wszystkim Co Jest. […] Kiedy widzisz innych, pozornie odrębnych, przyjrzyj im się dobrze.
Wniknij wzrokiem w głąb. Po chwili uchwycisz ich istotę. I wtedy
spotkasz tam siebie, wyczekującego. Kiedy widzisz rzeczy tego świata,
inny przejaw życia, zjawisko przyrody, pozornie odrębne, przyjrzyj im
się dobrze. Wniknij wzrokiem w głąb. Po chwili uchwycisz ich istotę. I
wtedy spotkasz tam siebie, wyczekującego. W tejże chwili zaznasz
Jedności z wszystkimi rzeczami. Kiedy wzrasta poczucie Jedności, ginie
cierpienie i smutek. Cierpienie jest bowiem reakcją na oddzielenie, a
smutek ogłoszeniem jego prawdy. Lecz to prawda tylko pozorna. Prawdziwy
podział po prostu nie jest możliwy. To złudzenie. To wspaniałe
złudzenie, gdyż pozwala ci doświadczyć ekstazy Jedności, lecz mimo
wszystko złudzenie. Posłuż się Iluzją Podziału niczym narzędziem w ręku
rzemieślnika. Wykuj z jego pomocą doświadczenie całkowitego
zjednoczenia. Użyj go do stwarzania tego doświadczenia wciąż na nowo. Kiedy widzisz siebie, gdziekolwiek spojrzysz, patrzysz oczami Boga. A gdy wzrasta poczucie Jedności, znika z twojego życia ból i rozczarowanie. Pamiętaj o tym zawsze. Gdy wzrasta poczucie Jedności, znika z twojego życia ból i rozczarowanie.
To miłość do Boga przynosi tobie Boga. To miłość do własnej jaźni
przynosi świadomość tej cząstki jaźni, która jest Bogiem – i stąd wie,
że Bóg nie przychodzi do ciebie, lecz przez ciebie. Bóg jest z tobą.
Stwórca i stworzenie nie są oddzieleni. Kochanek nie jest oddzielony od
ukochanej. Nie taka jest natura miłości i nie taka jest natura Boga. Nie
taka jest też twoja natura. Od niczego i od nikogo nie jesteś
odgrodzony, a już najmniej od Boga. Wiedziałeś o tym od początku.
Rozumiałeś to zawsze. Teraz wreszcie pozwalasz sobie tego doświadczyć;
doznać prawdziwej chwili łaski; dostąpić wspólnoty z Bogiem. Jakie to
uczucie obcować z Bogiem? Nawet jeśli na razie tylko ocierasz się o to
doświadczenie, znasz już odpowiedź. Jeśli ustanowiłeś tę więź na krótko
podczas medytacji, znasz już odpowiedź. Jeśli doznałeś niesamowitego
uniesienia przy radosnym wysiłku fizycznym, znasz już odpowiedź. W
stanie wspólnoty z Bogiem, zatracisz na pewien czas poczucie
indywidualnej tożsamości. Lecz nie będzie temu towarzyszyło poczucie
jakiejkolwiek straty, albowiem wiadoma ci się stanie twoja prawdziwa
tożsamość. Uświadomisz ją sobie. Całkiem dosłownie, urzeczywistnisz ją.
Ogarnie cię nieopisana błogość, czarowna ekstaza. Poczujesz się
zespolony z miłością, zjednoczony ze wszystkim. Nie zadowolisz się już
żadną namiastką. Ci, którzy mają za sobą takie doznanie, inaczej patrzą
na świat i na życie. Zakochują się w każdym od pierwszego wejrzenia.
Doświadczają Jedności z wszystkimi innymi w zaskakujących momentach
Świętego Obcowania. Wyższa świadomość i głęboka więź z naturą mogą
wywołać w nich łzy radości przy najlżejszym pobudzeniu. Nowa jasność, z
jaką wszystko wokół postrzegają, dokonuje w nich przeobrażenia.
Zaczynają wolniej się poruszać, ciszej mówić, delikatniej postępować.
Takie oraz inne zmiany mogą utrzymywać się kilka godzin lub kilka dni,
kilka miesięcy lub kilka lat – albo przez resztę życia. Długość trwania
tego doświadczenia jest kwestią indywidualnego uznania. […]
Pamiętaj zawsze, że miłość to wolność. Nie trzeba innego słowa do
oddania jej istoty. Nie trzeba innego ujęcia do jej zrozumienia. Nie
trzeba innego działania do jej wyrażenia. To koniec twoich poszukiwań
prawdziwej formuły miłości. Teraz pozostaje tylko pytanie, czy
przekażesz ten dar miłości sobie i bliźniemu, jak Ja przekazałem tobie?
Wszelkie ustroje, umowy, decyzje i wybory, które wyrażają wolność,
wyrażają Boga. Bóg to wolność, a wolność to miłość, objawiona. Pamiętaj
zawsze, że żyjesz wśród iluzji, nic, co masz przed oczami, nie jest
rzeczywiste. Lecz możesz użyć iluzji do obdarzenia siebie doświadczeniem
Ostatecznej Rzeczywistości. W istocie, po to tutaj się znalazłeś.
Żyjesz we śnie, który jest twoim własnym wytworem. Niech to będzie sen
twego życia, ponieważ dokładnie tym jest.
Nadszedł czas zerwać ze światem na niby i wrócić do rzeczywistości.
To niełatwe, ponieważ Ostateczna Rzeczywistość odbiega mocno od tego, co
większość ludzi uznaje za realne. Dosłownie musisz być „w tym świecie,
lecz nie z tego świata”. Dlatego odsuń od siebie iluzję. Żyj z nią, ale
nie pod jej władzą. Zrób to, a będziesz w tym świecie, ale nie z tego
świata. Poznasz swoją magię i urośnie twoje mniemanie o sobie, aż
pewnego dnia zrozumiesz, że jesteś samą magią. Pamiętaj o tym zawsze.
Jesteś samą magią.”
Aby uwolnić wszystkie defekty naszego ego
- wystarczy ego pokornie obserwować, akceptować i nie stawiać temu oporu !
Bez poczucia winy, wstydu, żalu, czy grania roli małych robaczków !
To Kim jesteś - nie ma nic wspólnego z twoim ego - nie kurcz się ! Bądź Sobą !
Uwolnij iluzję tego, że jesteś bez wartości lub to, że twoja wartość zależy od świata zewnętrznego !
To Kim jesteś - to Wdzięczność, Radość, Spokój - to jest prawdziwa Moc !
Już jesteś tą mocą tu i teraz - przestań jej szukać ! Zacznij BYĆ !
Bądź Sukcesem, bądź Obfitością - a tego doświadczysz coraz więcej !
--> Opcja Radości jest zawsze nam dostępna <--- br=""> w każdej chwili mamy WYBÓR ! - mimo, że przykryta przez warstwy zwątpienia i ignorancji ! --->
Zawsze możesz wybrać radość !
Nie próbuj walczyć z tym co negatywne - ale wybierz to -co pozytywne !
Nie używajmy siły woli -do radzenia sobie ze słabościami ego - gdyż zawsze przegramy ! (walcząc ze sobą - zasilamy ego)
Myślenie wynika z braku ! Spokój to prawdziwa moc !
Nie bój się, bo wielkie oczy ma ten strach
To tylko złudzenie, więc
Uwierz w siebie tak pokonasz lęk
To co chcesz tu i teraz dzieje się
Śmiało płyń pod prąd na nieodkryty ląd....
Większość ludzi żyje w świecie iluzji wytworzonym przez ich własne
myśli, z którymi się utożsamiają. Na podstawie swoich doświadczeń wydają
osądy, szufladkują inne osoby i rzeczy. Są oni świadomością w swojej
głowie. Gdy tymczasem przerzucimy świadomość do serca, odkrywamy całkiem
nową rzeczywistość, rzeczywistość czucia, a nie myślenia. Rzeczywistość
taką, jaką jest naprawdę, bez żadnych uprzedzeń itp. Mamy wtedy głębszą
więź z samym sobą, z otoczeniem i z prawdą o tym otoczeniu i o nas
samych.