Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łzy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 czerwca 2026

Zapamiętaj lub zachowaj sobie to zaklęcie: „Jak rosa o świcie obmywa ziemię, tak i mnie zdrowie i siły przybywają!”💥


 ♥️Droga Siostro ,Drogi Bracie

Zapamiętaj lub zachowaj sobie to zaklęcie:
„Jak rosa o świcie obmywa ziemię, tak i mnie zdrowie i siły przybywają!”💥

Bo nasi przodkowie wierzyli, że poranna rosa ma szczególną moc. A jej pojawienie się wyjaśniali starą legendą o Królewnie-Ziemi i Jaryle-Słońcu.

Pamiętam ją tak: – Każdego wieczoru, gdy Słońce chowa się za horyzont, zostawiając ukochaną w nocnej ciemności, Ziemia zaczyna tęsknić. Od tego rozstania jej łzy opadają na trawy.
A o świcie, gdy wraca Jaryło, swoimi pierwszymi ciepłymi promieniami dotyka tych łez. Wtedy rozbłyskują tysiącem diamentów, wypełniając się życiodajną mocą nowego dnia.
Dlaczego opowiadam ją właśnie teraz? Bo to właśnie w te czerwcowe poranki, gdy Słońce ledwo dotyka horyzontu, trawa pokrywa się tysiącami kryształowych kropel.

Lecz czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego nasi przodkowie tak cenili rosę?
Bo to nie jest zwykła poranna wilgoć. To oddech ziemi, narodzony między nocną chłodną aurą a pierwszymi promieniami słońca.
Dlatego nasi przodkowie szczególnie cenili czerwcową rosę, gdy ziemia jest w szczycie swojej siły, a trawy chłoną najwięcej światła słonecznego. Nic dziwnego, że uważali ją za jeden z największych darów lata.

Po rosę wychodzili jeszcze przed wschodem słońca, bo wierzyli, że właśnie wtedy zachowuje ona największą moc.
Ziołolecznicy i Wiedźmy od dawna wiedzieli: rosa zebrana przed świtem ma szczególną oczyszczającą moc.
Gdy tylko zaczynało świtać, dziewczęta wychodziły na łąki, aby obmyć się tymi „łzami ziemi”. Wierzono, że taka woda zmywa zmęczenie, przywraca twarzy piękno, a ciału – zdrowie i siłę.
A ponadto molfary mówią, że czerwcową rosą warto przejść się boso. Bo gdy człowiek stąpa po chłodnej, wilgotnej trawie o świcie, ziemia jakby zabiera zmęczenie, a w zamian ofiarowuje zdrowie, siłę życiową, spokój i wewnętrzną równowagę.
Ktoś się uśmiechnie i nazwa to piękną baśnią. Ale wydaje mi się, że właśnie w takich świtowych zwyczajach kryje się mądrość wielu pokoleń, które potrafiły żyć w harmonii z Ziemią i Niebem, dbać o swoje zdrowie, oczyszczać myśli i chronić światło w swoim sercu.

Zatem, gdy jutro rano się obudzicie – wyjdźcie boso na trawę, dotknijcie chłodnych kropel ręką. Popatrzcie, jak w każdej z nich rodzi się nowy dzień i odbija się słońce.

Niech błogosławiona poranna rosa napełnia was zdrowiem, dodaje sił, przynosi do domu pokój i dostatek, a do serca – spokój i dobrą nadzieję! ✨
Z ciepłem i światłem..
Sława ♥️

środa, 19 marca 2025

Czy wiesz, że w Jin Shin Jyutsu palce dłoni i stóp są ze sobą ściśle powiązane? 🙌

 

Czy wiesz, że w Jin Shin Jyutsu palce dłoni i stóp są ze sobą ściśle powiązane? 🙌

🔸Prawy kciuk jest przyporządkowany lewemu małemu palcowi u stopy,
🔸Prawy palec wskazujący jest przyporządkowany lewemu serdecznemu u stopy,
🔸itd...

Dodaj do tego jeszcze zależność:

🔸wierzch dłoni = spód stopy
a także
🔸górna część prawego dużego palca u stopy = spód małego lewego palca u dłoni.

Skomplikowane?
Tak, ale tylko na początek.

Aby lepiej to zobrazować, podzielę się historią Violi Hölzlsauer, pt. „Palec u dłoni leczy zraniony palec u stopy", na którą trafiłam w newsletterze austriackiego stowarzyszenia Jin Shin Jyutsu.

"Telefon komórkowy wypadł mi z ręki i z impetem spadł na mój prawy duży palec u stopy.

Nie wylądował płasko i miękko, ale pionowo, całą krawędzią!
Chwila szoku, mdłości, łzy bólu i zobaczyłam niebieski, potem czarny paznokieć. Zrobiło mi się słabo.

Wtedy przypomniałam sobie:
górna część prawego dużego palca u stopy = spód małego lewego palca u dłoni.

To było jak nagłe olśnienie.

Położyłam prawy kciuk na spodniej stronie lewego małego palca u dłoni i natychmiast ból minął.

Niewiarygodne!

Jak tylko puściłam, ból powrócił z pełną siłą. Więc wróciłam znowu do małego palca lewej dłoni.

Jestem ciekawska, więc od czasu do czasu puszczam palec.

Ból jest tak samo intensywny jak po uderzeniu!

W tej pozycji - prawy kciuk na spodzie małego lewego palca u dłoni - zasnęłam i obudziłam się następnego ranka bez bólu.

Prawy duży palec u stopy był różowy i dobrze ukrwiony, nie był odbarwiony i nie wykazywał już obrzęku.

Po prostu genialnie!”




czwartek, 30 marca 2023

Bo największa radość jest w dawaniu ✨️

 


Kiedy byłam nastolatką, staliśmy z ojcem w kolejce, żeby kupić bilety do cyrku.
Wreszcie między nami a kasą biletową została tylko jedna rodzina. Zrobiła ona na mnie duże wrażenie.
Była to para z ośmiorgiem dzieci, wszystkie prawdopodobnie w wieku poniżej 12 lat. Po sposobie ich ubioru można było stwierdzić, że nie mają dużo pieniędzy, jednak ich ubrania były schludne i czyste.
Dzieciaki grzecznie stały, trzymając się dwójkami za ręce. Podekscytowane bełkotały o klaunach, zwierzętach i wszystkich przedstawieniach, które mieli zobaczyć tej nocy. Po ich podnieceniu można było wyczuć, że nigdy wcześniej nie były w cyrku. To byłby punkt kulminacyjny ich życia.
Ojciec i matka stali na czele stadka, dumni jak tylko mogli. Matka trzymała męża za rękę, patrząc na niego, jakby chciała powiedzieć: „Jesteś moim rycerzem w lśniącej zbroi”. Uśmiechał się i cieszył, gdy jego rodzina była szczęśliwa.
Kobieta sprzedająca bilety zapytała mężczyznę, ile chce ich kupić? Z dumą odpowiedział:
- Chciałbym kupić bilety dla ośmiu dzieci i dwa bilety dla dorosłych, abym mógł zabrać rodzinę do cyrku.
Kasjerka podała cenę.
Żona puściła jego rękę i schyliła głowę. Usta mężczyzny zaczęły drżeć. Potem się nieco przychylił i zapytał:
- Ile pani powiedziała?
Kobieta ponownie podała cenę.
Ojciec gromadki nie miał dość pieniędzy. Jak miał się odwrócić i powiedzieć swoim ośmiorgu dzieciom, że dziś nie zabierze do ich cyrku?
Widząc co się dzieje, mój tata sięgnął do kieszeni, wyciągnął 20-dolarowy banknot i rzucił go na ziemię (nie byliśmy bogaci w żadnym znaczeniu tego słowa!) Następnie schylił się, podniósł te 20 dolarów, poklepał mężczyznę po ramieniu i powiedział:
- Przepraszam, to wypadło Panu z kieszeni.
Mężczyzna zrozumiał, co się dzieje. Nie błagał o jałmużnę, ale z pewnością docenił pomoc w rozpaczliwej, bolesnej i kłopotliwej sytuacji.
Spojrzał prosto w oczy mojego taty, wziął jego dłoń w obie swoje, ścisnął mocno 20-dolarowy banknot. Łza spłynęła mu po policzku i drżącym głosem odpowiedział;
- Dziękuję, dziękuję, panie. To naprawdę wiele znaczy dla mnie i mojej rodziny.
Tata i ja poszliśmy z powrotem do samochodu i wróciliśmy do domu, gdyż były to pieniądze, które za które mieliśmy kupić własne bilety.
I chociaż nie mogliśmy zobaczyć cyrku tej nocy, oboje poczuliśmy w sobie radość, która była o wiele większa niż widok, jaki kiedykolwiek mógłby on zapewnić.
Tego dnia nauczyłam się, jaką wartością jest dawanie.
Jest ono znacznie cenniejsze niż branie. Jeśli chcesz być wielki, większy niż życie, naucz się dawać. Miłość nie ma nic wspólnego z tym, czego oczekujesz - tylko z tym, co dajesz - czyli ze wszystkim.
Nigdy nie można przecenić wagi dawania i błogosławienia innych, ponieważ one zawsze dają radość. Naucz się uszczęśliwiać innych aktami dawania.

Katharine Hepburn 💟
Art poszukiwany 👐
Pięknego dnia kochani 🌞😍👌

czwartek, 17 marca 2022

🍀Zdrowie na talerzu🍀

🧡„Kawałek marchewki jest podobny do ludzkiego oka. Badania pokazują, że marchewka poprawia przepływ krwi i funkcjonowanie oczu.
❤️ * Pomidory mają cztery komory jak w sercu i są czerwone. Wszystkie badania pokazują, że pomidory są dobre dla serca i krwi.
💜 * Winogrona mają kształt serca, każde winogrono wygląda jak komórka krwionośna , a badania pokazują, że winogrona są poważnym pokarmem dla serca i krwi.
🤎* Orzech wygląda jak móżdżek. Jest przydatny dla funkcji mózgu.
🤍*Fasola ma wygląd nerek i poprawia pracę nerek.
🤍*Seler i rabarbar są podobne do kości. Ta żywność jest dobra dla kości, stosunek sodu wynosi 23%. Jeśli nie masz wystarczającej ilości sodu w diecie, organizm wyrywa go z kości, a kości słabną. To jedzenie jest dobre dla twojego szkieletu.
💜* Bakłażan, awokado i gruszki skupiają się na zdrowiu i funkcjach szyi macicy i macicy kobiet, a ich wygląd jest podobny do tych organów .Badania wykazują, że jeśli kobiety jedzą awokado raz w tygodniu, równoważy hormony, zmniejsza
niechcianą wagę po porodzie i zapobiegają rakowi szyjki macicy.
💜* Drzewo figowe jest pełne nasion i rośnie wisząc w parach. Figi zwiększają liczbę i ruchliwość plemników, a także zapobiegają niepłodności męskiej.
🤎 * Wygląd słodkich ziemniaków jest podobny do wyglądu trzustki i równoważy indeks glikemiczny u diabetyków.
💚 * Oliwki wspomagają zdrowie i funkcję jajników.
💛* Grejpfrut, pomarańcza i inne owoce cytrusowe są podobne do kobiecych piersi i wspomagają ich zdrowie i ruch limfy.
💛 * Cebula wygląda jak komórki ciała. Pomaga eliminować odpady ze wszystkich komórek ciała. Powoduje nawet, że łzy zmywają warstwy nabłonka oczu.”

Źródło: Doina Sipos

 

poniedziałek, 4 stycznia 2021

Powiedz swoją prawdę. Jeff Foster



"Widziałem, jak zdarzały się cuda, gdy ludzie po prostu mówili prawdę.
Nie prawdę, która stara się zadowolić lub pocieszyć. Ale dziką prawdę. Niewygodną prawdę.
Prawdę, którą boisz się powiedzieć.
Straszną prawdę o sobie.
Prawdę o Twoich najgłębszych uczuciach:
Wściekłości, którą ukrywałeś, kontrolowałeś.
Przerażeniu, o którym nie chcesz mówić.
Pragnieniu seksualnym, które próbujesz odrętwić.
Pierwotnych tęsknotach, których nie możesz znieść i wyartykułować.
W końcu obrona się załamuje i ten "niebezpieczny" materiał pojawia się
z głębi nieświadomości.
Nie możesz już dłużej tego powstrzymywać.
Obraz "dobrego chłopca" lub "miłej dziewczyny" wyparowuje.
Ten "idealny", "ten, który wszystko rozgryzł", ten "ewolucyjny"... te wszystkie obrazy płoną.
Drżysz, pocisz się, zbliżasz się do wymiotów.
Myślisz, że możesz zginąć to robiąc,
ale w końcu mówisz prawdę, której głęboko się wstydzisz.
To nie abstrakcyjna prawda.
Ani "duchowa" prawda.
Ani starannie sformułowana prawda.
Ale ognista, ludzka prawda.
Namiętna, prowokująca, zmysłowa, nieokiełznana, śmiertelna, bezbronna prawda.
Prawda o tym, jak się czujesz.
Prawda, która pozwala innej osobie zobaczyć Cię w surowym stanie.
Prawda, która sprawia, że Twoje serce bije.
To jest prawda, która Cię wyzwoli.
Widziałem chroniczne depresje i życiowe lęki podnoszące się z dnia na dzień.
Widziałem głęboko osadzone urazy, które wyparowały.
Widziałem fibromialgię, trwające całe życie migreny, chroniczne zmęczenie, nieznośne bóle pleców, napięcie ciała, zaburzenia żołądka... znikają, nigdy nie wracają.
Oczywiście, "skutki uboczne" prawdy nie zawsze są tak dramatyczne.
I nie wchodź w Twoją prawdę z myślą o rezultatach.
Ale pomyśl o ogromnej ilości energii, jaka musi być Ci zabrana, aby stłumić Twoją zwierzęcą dzikość, stłumić gniew, łzy i przerażenie, podtrzymywać fałszywy obraz i udawać, że jest "w porządku".
Pomyśl o tym całym napięciu, które trzymasz w ciele i o szkodach, jakie są wyrządzane Twojemu systemowi odpornościowemu, kiedy żyjesz w strachu przed "wyjściem".
Zaryzykuj mówienie swojej prawdy.
Prawdy, którą boisz się powiedzieć.
Znajdź bezpieczną osobę, przyjaciela, terapeutę, doradcę, siebie i wpuść ich do środka.
Niech Cię potrzymają, jak się załamiesz.
Pozwól im kochać się w Tobie jak płaczesz, wściekasz się, trzęsiesz się ze strachu i robisz bałagan.
Powiedz komuś swoją pieprzoną prawdę, to może po prostu uratować Ci życie.
Uzdrowić Cię z głębi duszy i połączyć Cię z ludzkością w sposób, jakiego nigdy sobie nie wyobrażałeś"
♡Jeff Foster

poniedziałek, 6 stycznia 2020

Za każdym razem, gdy.....


Za każdym razem, gdy myślisz o sobie źle - pozwalasz podcinać sobie skrzydła.
Za każdym razem, gdy myślisz, że Ci się nie uda - pozwalasz podcinać sobie skrzydła.
Gdy uważasz, że jesteś do niczego, gdy myślisz, że nie warto próbować - pozwalasz podcinać sobie skrzydła.
Za każdym razem, gdy porównujesz się z innymi, gdy wyrażasz się o sobie bez szacunku - pozwalasz by podcinano Twoje skrzydła.
Zawsze gdy przestajesz się do siebie uśmiechać, gdy wyznaczasz sobie cele nie dlatego, że ich pragniesz, tylko po to, żeby im coś udowodnić - pozwalasz, by podcinali Ci skrzydła.
Za każdym razem, gdy wyrzekasz się siebie - dobrowolnie podkładasz swoje skrzydła pod topór.
Zawsze, gdy potakujesz, uśmiechasz się mimo łez, gdy nie pozwalasz płynąć rzece swoich prawdziwych uczuć - wyrywają Ci kolejne pióro.
Zawsze, gdy krzywdzisz siebie - dajesz pozwolenie na to, by ograbiono Cię z tego, co masz najcenniejsze - możliwości by unieść się ponad to, co Cię krzywdzi. Bo przecież bez skrzydeł nie polecisz. Zamyka się więc błędne koło.

Za każdym razem, gdy godzisz się by dziecko, które masz w sobie krytykowano, wyśmiewano, zmieniano na modłę tych, czy innych, krzywdzono - pozwalasz tępą piłą rozszarpywać mu skrzydła.
Zawsze, gdy się poddajesz i przestajesz walczyć o swoje szczęście - obdarowujesz ich nożyczkami i z podkulonym skrzydłem pozwalasz by cięto. ...... ...... .....
Ponieważ krzywdząc i nie szanując siebie, dajesz im pozwolenie, by pozbawili Cię skrzydeł.
Czasami Twoje zachowanie jest tak bardzo wyraziste i oni myślą, że się aż prosisz, by Ci pomóc i szarpią z Ciebie kolejne pióro, z tyłu samemu niewygodnie, ktoś musi pomóc - więc dowalasz sobie najbardziej jak potrafisz.
Nie miej do nich pretensji za to, co robią. To TY krzywdząc i nie szanując siebie, nie dając sobie samemu miłości wkładasz im w ręce narzędzie zbrodni. Narzędzie, które Tobie podcina skrzydła.
Możesz im zabraniać, płakać, prosić i błagać. Możesz mieć pretensje do losu i świata, możesz ich nienawidzić, zanosić modły do Nieba i przebłagiwać Wielkiego Ducha, ale to nic nie da. NIC!
Dopóki sam wkładasz im w ręce narzędzia zbrodni, dopóki samą siebie krzywdzisz...
Wszystko zaczyna się ode mnie, od Ciebie...

dobrego czasu
Wróżka drzew 🌳

sobota, 28 grudnia 2019

MIŁOŚĆ. O chłopcu, który spotkał dziewczynkę…



Mężczyzna spotyka kobietę, porywa ich wzajemna fascynacja. Początek pięknej historii. Czy koniec też przypomina bajkę, a oni żyją długo i szczęśliwie? Niestety, ostatnimi czasy, z bajek realizują się zwykle tylko pierwsze akapity. Mija zauroczenie, marzenia pryskają jak bańki mydlane, a księżniczka z księciem pozostają rozczarowani, z pretensjami lub poczuciem winy. „To znów nie ten, nie ta” – myślimy, rozchodząc się. Czekamy na kolejny obiekt chwilowej adoracji. Taki scenariusz jest coraz częstszy, szczególnie dla pokolenia współczesnych 20- i 30-to latków. Co się wydarzyło w opisanej historii? Otóż nie mężczyzna spotkał kobietę, tylko chłopiec spotkał dziewczynkę. Spotkało się dwoje, którzy jeszcze nie dojrzeli do wspólnego tworzenia związku. Mogą się sobą jedynie zachwycić, a potem rozczarować. Nie przechodzą pomyślnie próby czasu.

Czego potrzebuje kobieta i mężczyzna, by mieli szansę zbudować dobrą relację miłości?

Nie da sąsiad ni sąsiadka tego, co da ojciec i matka…

W miłości jest kilka magicznych słów; jedno – bodajże najistotniejsze – to szacunek. Kiedy mówię „szanuję Cię jako mężczyznę, szanuję Cię jako kobietę ze wszystkim, co Twoje”, wówczas otwieram drzwi dla miłości. Na pozór proste i oczywiste. Niemniej, budowanie szacunku wobec partnera to potężny proces, nad którym zwykle pracujemy wiele lat.

Kiedy możemy szanować tego, kogo kochamy?

Wówczas, gdy sami szanujemy swoją płeć oraz wszystko, co jest nasze, czyli mówiąc szumnie - nasz los. Według Hellingera jest to możliwe tylko pod warunkiem posiadania dobrego nastawiania i szacunku do naszych rodziców. Niestety – na nic najwspanialsza partnerka o figurze modelki, na nic macho o uroku Roberta Redforda, na trwałą miłość nie mamy szans, gdy będziemy z niechęcią patrzeć na własną mamusię i tatusia.

Na czym polega potężny wpływ naszego stosunku do rodziców na tworzenie przez nas związków miłosnych?



Początek życia zarówno chłopca jak i dziewczynki pozostaje pod wyraźnym wpływem matki. Nawet współcześnie, gdy role wychowawcze ojca i matki często się „uśredniają”; tatusiowie kąpią, wyprowadzają na spacerki, a mamy działają w biznesie - nawet wówczas ta pierwsza, głęboka relacja z jedną osobą – matką – jest bazą kontaktu z ludźmi na całe życie. W życiu chłopca następuje moment, gdy powinien on wychodzić spod wpływów matki i przejść pod skrzydła ojca. Jeśli tego nie uczyni – ponieważ ojciec jest nieobecny lub matka jest niechętna takiemu procesowi, uważając ojca za niewłaściwego – wówczas chłopak nie zbuduje swojej męskości, pozostanie w „orbicie” kobiecości. Jak funkcjonuje taki mężczyzna? Na pierwszy rzut oka dla wielu kobiet to ideał – zwykle czuły (do pewnego momentu…), wrażliwy, rozumiejący, wie jak zadowolić kobietę, więc sprawdzi się jako cudowny kochanek. Mężczyzna taki potrzebuje kobiety, podobnie jak mały chłopiec potrzebuje matki. Szuka więc kobiet sprawiających wrażenie silnych, a takich w dzisiejszych czasach nie brakuje. Potrzebuje kobiety, ale nie może jej szanować, z całą jej kobiecą odmiennością. On po prostu tej kobiecej odmienności „nie czuje”, bo sam jest niejako kobiecy. Jednoczesne przyciąganie do kobiet idzie u niego w parze z chęcią ucieczki, bo intuicyjnie wie, czym grozi pozostanie „pod skrzydłami mamusi”. Problem w tym, że nie wie, dokąd ma uciec, w efekcie często ucieka do kolejnej kochanki… Dawniej istniały rozmaite rytuały inicjacyjne ułatwiające mężczyźnie ruch w kierunku tego, co męskie. Dziś pozostaje posłuchanie Hellingera – by nauczyć się być mężczyzną, trzeba psychicznie zbliżyć się do własnego ojca, uznać, że to „ok. facet” i czerpać z niego pełnymi garściami. Według Hellingera – mężczyzna tylko rezygnując z tego, co w nim kobiece może nawiązać trwałą relację z kobietą. Przyjmuje on wówczas kobietę jako dar i ma dla tego daru i dla kobiety szacunek.



A jak sprawa wygląda z dziewczynkami?

Hellinger bliski jest Freudowi mówiąc, że dziewczynki początkowo podobnie jak chłopcy są w przestrzeni wpływu matki, jednocześnie odczuwają fascynację męskością, którą prezentuje ojciec. Jeżeli córka pozostanie pod urokiem swojego ojca, wówczas będzie funkcjonowała jako „córeczka tatusia”, dobrze będzie czuła się jako kochanka, ale nie jako kobieta. By stać się kobietą, dziewczyna musi ponownie zwrócić się ku swojej matce, niejako „pochylić głowę” przed matką – wówczas będzie szanowała to, co kobiece, a jednocześnie będzie szukała mężczyzny jako swojego „dopełnienia”.



Pożegnanie księcia i księżniczki czyli zakochanie jest ślepe, miłość ma otwarte oczy…



Paradoksalnie powrót kobiety do matki i mężczyzny do ojca otwiera nam bramę do stania się dojrzałymi partnerami. By być dojrzałym, najpierw trzeba się poczuć dzieckiem. Niby to proste i banalne, ale ilu z nas czuje się lepszymi od swoich rodziców? Ilu z nas pomieszały się role i zatraciliśmy poczucie „kto w tym układzie jest mądrzejszy i większy”? Ilu z nas ciągle mniej lub bardziej świadomie niesie dziecięcą potrzebę, by „uratować” swoich rodziców, bo na przykład byli smutni lub chcieli odejść? W ten sposób również stawiamy się ponad nimi, zamykamy się na strumień płynący od rodziców. „Rzeka nigdy nie płynie pod górę” mówi Hellinger. Rodzice dają, a dzieci biorą. Nieporządek wkrada się, gdy dzieje się na odwrót.

Dla uczestników warsztatów hellingerowskich zaskakującą ulgą jest powrót na dobre dla nich miejsce w rodzinie – poczucie się w pełni córką swojej matki, i synem swojego ojca. Dopiero z takiego punktu czują, że mogą ruszyć „na spotkanie miłości”.

Co ciekawe - nie trzeba wówczas szukać księcia i księżniczki z bajki. „Tylko ty jedyny…” – słychać w romantycznych piosenkach i wierszach. Z tym śpiewem na ustach „mamisynkowie” i „córeczki tatusia” nieustannie poszukują ideałów, którzy wreszcie zaspokoiliby ich dziecięce marzenie o totalnym ukojeniu. Dojrzali kobieta i mężczyzna wiedzą, że partner nie musi być idealny. Nie jest po to, by spełniać dziecięce marzenia o arkadii. Patrzą na partnera ze wszystkimi jego zaletami, wadami i uwarunkowaniami. Gdy wychodzi się z postawy szacunku wobec tego, co w drugim człowieku inne, wówczas okazuje się że tak naprawdę każdy jest „wystarczająco dobry”…

Hellinger mówi o miłości od pierwszego i drugiego wejrzenia. Pierwsza jest fascynacją, powrotem do uczucia dziecka, znajdującego pełnię zaspokojenia przy piersi i u boku matki. Wszyscy zakochując się, mylimy obiekt naszych uczuć z matką – twierdzi Hellinger. Wierzymy, że wreszcie znalazł się ktoś, kto nas uszczęśliwi. Gdy już zorientujemy się, że to niemożliwe… wówczas mamy szansę na miłość od drugiego wejrzenia. Możemy teraz pokochać nie ideał, ale konkretnego człowieka. Ta miłość może trwać i rozwijać się.



Równowaga w związku czyli balans na cienkiej linie…

Etap zakochania mamy już za sobą, nadal szukając odpowiedzi na pytanie „co czyni miłość szczęśliwą” dochodzimy do tematu potrzebnej równowagi. W czym pomiędzy mężczyzną i kobietą musi być zachowana równowaga, by mogli stworzyć udany związek?

Po pierwsze w dawaniu i braniu. By związek był udany, muszę zarówno dawać jak i brać. Ruch ten dotyczy rozmaitych sfer życia; materialnej i emocjonalnej. Wyobraźmy sobie partnera inwestującego w rozwój swojej „drugiej połowy” – na przykład w postaci finansowania wykształcenia. Jeżeli finansowany partner w jakiejś formie nie odda współpartnerowi włożonego w siebie nakładu, wówczas będzie czuł obciążenie tym co dostał. Ten ciężar może być na tyle dotkliwy, że obdarowany będzie chciał odejść.

Inna sytuacja dotyczy oczekiwań, stojących za romantycznymi wyznaniami „bez ciebie nie mogę żyć”, „jeśli odejdziesz, moje życie straci sens…”. Początkowo takie zdania miło łechcą ego, z czasem stają się obciążeniem nie do zniesienia. Bo któż może drugiemu dać sens życia? Jest to zadanie dla rodziców małego dziecka; to oni mają dać poczucie bezpieczeństwa, sensowności istnienia na świecie i nadziei. Oczekiwanie zaspokojenia tych potrzeb w partnerstwie jest nieadekwatne. Partner, na którego barki złoży się tak wiele, prawdopodobnie po jakimś czasie „odmówi współpracy”.

Podobna równowaga potrzebna jest w życiu seksualnym pary; trudno jest utrzymać związek, w którym pożądanie leży tylko lub głównie po stronie jednego z partnerów. Musi on wówczas „prosić”, jest na słabszej pozycji, a drugi może go zawsze odrzucić nie ponosząc ryzyka.

Dynamika dawania i brania dotyczy również wyrządzonych krzywd. Jeżeli w partnerstwie doznaliśmy jakiegoś zranienia, na przykład partner nas zdradził, zrobił jakichś ruch wymierzony przeciwko nam, wówczas aby przywrócić spokój, my również powinniśmy wyrządzić mu jakiś rodzaj krzywdy. Wielu to oburza. A gdzie nadstawianie drugiego policzka? Gdzie wybaczanie? Według Hellingera wybaczając stawiam się na pozycji „ponad” tym, któremu „odpuszczam winy”. Jestem wówczas silniejszy i dominujący, co często tylko wypełnia cyrkularną dynamikę kata i ofiary. Tymczasem każdy musi swoją odpowiedzialność ponieść sam. Prośba „wybacz mi” jest próbą „pójścia na skróty”. Wybaczenie nic nie załatwia, daje tylko pozory spokoju. To, co można zrobić, to powiedzieć z głębi serca „przykro mi, że tak się stało”. I pozwolić, żeby partner również miał prawo do swojej „małej zemsty” za doznane przykrości. Wówczas ma szansę nastąpić równowaga.

Hellinger bardzo pięknie i prosto opisał dynamikę dobrego dawania i brania w związku. Gdy otrzymuję coś dobrego, mogę oddać odrobinę więcej i wówczas związek się rozwija. Gdy spotyka mnie coś złego ze strony partnera, dobrym wyjściem jest oddać to złe, ale w dawce mniejszej. Wówczas dobro się rozwija, zło maleje, a szansa na udany związek znacznie rośnie.

Oprócz dawania i brania równowaga potrzebna jest też w innych obszarach. Na przykład, gdy jeden z partnerów próbuje wychowywać drugiego, czyli wchodzi w role właściwą rodzicom – wówczas zaburza się harmonia w związku.

Równowaga potrzebna jest także w uznaniu ważności rodzin, z których pochodzą partnerzy. Gdy w związku mówi się „moja rodzina jest lepsza”, bo bogatsza, mądrzejsza czy mająca jakąkolwiek inną przewagę, wówczas niszczy się związek. Para musi po pierwsze uznać, że obie rodziny pochodzenia – jakąkolwiek trudną czy pomieszaną historię niosą - są po prostu równie dobre. Po drugie dostrzec wzorce i przekonania wyniesione z domów, a następnie na tej bazie w partnerstwie budować własne modele. Często to istna droga przez ciernie; bo czy na wigilię ma być barszcz, czy grzybowa? W końcu gotujemy zupę rybną i w niej odnajdujemy własny przepis na szczęście.



Więź czyli siła alkowy.

„Nie mogę uwierzyć, że moja dawna miłość ma takie znaczenie…” mówi zadziwiony Jan, patrząc na ustawienie swojej rodziny. Przyszedł na warsztaty z powodu kłopotów z dorastającą córką. Reprezentantka jego córki ciągle patrzy w kierunku reprezentantki pierwszej wielkiej miłości Jana, kobiety, z którą ostatecznie się rozstał, a później poznał swoją żonę. Córka i „pierwsza miłość” są ze sobą nieświadomie związane. Dlatego córce tak trudno jest odnaleźć miejsce przy własnej matce, a w efekcie swoje miejsce w życiu.

Skąd taki zadziwiający obraz?

Hellinger w praktyce ustawień odkrył znaczenie relacji tworzącej się między mężczyzną i kobietą gdy następuje pomiędzy nimi zbliżenie seksualne. Nazwał ją więzią. W tym sensie każdy akt seksualny jest „wiążący”, ma on istotne znaczenie dla naszej duszy, a partner seksualny na trwałe wpisuje się w nasze życie. Możemy się z nim rozstać, możemy o nim zapomnieć, możemy go nawet znienawidzić, niemniej na głębokim poziomie zawsze pozostaniemy związani. Każda kolejna więź ma słabszą siłę, ta „któraś z kolei” nigdy nie będzie miała mocy pierwszej, co nie znaczy, że miłość w kolejnym związku nie może być głębsza i dojrzalsza. Chodzi to o pewien rodzaj biologiczno- duchowego powiązania, które w swojej istocie przekracza nawet nasze zdolności pojmowania.

Stąd tak istotne jest zrobienie „porządku” w naszych sercach z poprzednimi związkami.

W swoim ustawieniu Jan ze łzami w oczach patrzył na reprezentantkę Zofii, swojej pierwszej miłości, potem powoli wypowiedział słowa „szkoda, że nam się nie udało”, po chwili dodał „biorę część mojej odpowiedzialności za to, że nam nie wyszło, twoją pozostawiam przy tobie”. Teraz mógł popatrzeć na reprezentantkę swojej aktualnej żony, miał poczucie, jakby zobaczył ją pierwszy raz w życiu, jakby jej obraz wcześniej był przysłonięty przez niezałatwioną historię. „Dziękuję, że czekałaś” - powiedział z miłością do żony. Teraz wreszcie był w pełni obecny, a ich córka Karolina mogła znaleźć dobre miejsce obok swoich rodziców.



Jabłka pod jabłonią.

Czy Karolina miałaby szansę na udany związek, gdyby jej ojciec nie zrobił „porządku” w swoich spawach sercowych? Prawdopodobnie, będąc głęboko związaną z pierwszą miłością ojca, chętnie wybierałaby role nieszczęśliwych kochanek. Karolina gdzieś w głębi serca czuła bliskość z Zofią, choć nigdy jej nie poznała, widziała tylko jakieś ukrywane na dnie albumu zdjęcie, od babci usłyszała kilka informacji. Temat należał do tabu. Takie wiążą nas najbardziej.

Ustawienia pozwalają rozwikłać pogmatwane losy. Pokazują, czyje historie osób w rodzinie dźwigamy i z kim jesteśmy nieświadomie związani; z dziadkiem, który zginął na wojnie, z wcześnie zmarłym dzieckiem lub z ciocią, która jako Żydówka nigdy nie odnalazła swojego miejsca w rodzinie. Ile osób, tyle historii. Jesteśmy dziećmi naszych rodzin i całkowicie nieświadomie z miłości do naszych najbliższych chcemy „ratować” i „naprawiać” to, co było trudne. Powtarza się prawidłowość dotycząca „recepty na szczęście” - żyć swoim życiem i stworzyć udany związek możemy zajmując przynależne nam, własne miejsce w rodzinie. By je uzyskać musimy pożegnać się w naszym sercu z przodkami, przestać „dźwigać ich los”, a tym samym mieć dla nich prawdziwy szacunek.

Wtedy możemy żyć „pełnią życia”. Wybór należy do nas…

Autor: Agnieszka Gąsierkiewicz

artykuł opublikowany w cyklu trzech artykułów w miesięczniku SZAMAN, nr.11.2009, 12.2009, 01.2010

niedziela, 24 listopada 2019

Kiedyś uciekałem od strachu.

Kiedyś uciekałem od strachu, więc kontrolował mnie strach, aż nauczyłem się trzymać strach jak noworodka.
Słuchać go, ale mu się nie poddawać.
Czcić go, ale nie współpracować z nim.
Strach już mnie nie powstrzymał.
Odważnie wszedłem w burzę.
Nadal mam strach, ale on nie ma już mnie.

Kiedyś wstydziłem się tego, kim byłem.
Zaprosiłem więc wstyd do mojego serca.
Pozwoliłem mu płonąć.
Powiedział mi -staram się tylko chronić twoją wrażliwość.
Podziękowałem drogiemu wstydowi i tak wszedłem w życie, niezawstydzony, ze wstydem jako kochankiem.




Kiedyś głęboko w moim sercu był wielki palący smutek.
Zaprosiłem go, żeby wyszedł i zagrał.
Przepłakałem z nim oceany.
Wyschły doliny moich łez.
I znalazłem radość właśnie tam.
W samym sercu mojego smutku.
To pęknięcie serca nauczyło mnie kochać.

Kiedyś miałem niepokój.
Myśli które się nie zatrzymywały.
Myśli, które nie były ciche.
Przestałem więc próbować je uciszyć.
I spadłem z poziomu umysłu w objęcia Ziemi.
W błoto, gdzie trzymano mnie silnie jak drzewo, niewzruszonego, bezpiecznego.

Raz gniew płonął w mych głębinach.
Wezwałem gniew przed swoje oblicze.
Czułem jego szokującą moc.
Pozwoliłem, aby moje serce waliło, a krew się zagotowała.
W końcu go wysłuchałem.
I krzyczał -
„Szanuj się od teraz natychmiast!”
„Mów z pasją swoją prawdę!”
„Powiedz nie, kiedy masz na myśli nie!”
„Idź swoją drogą z odwagą!”
„Niech nikt nie mówi za ciebie!”
Gniew stał się uczciwym przyjacielem.
Prawdziwym przewodnikiem.
Piękne dzikie dziecko.

Kiedyś samotność cięła mnie głęboko.
Próbowałem się oderwać i odrętwiać.
Uciekłem do ludzi, miejsc i rzeczy.
Udawałem nawet, że jestem szczęśliwy.
Ale wkrótce nie mogłem już biegać.
I wpadłem do serca samotności.
I umarłem i odrodziłem się w niezwykłej samotności i bezruchu.
To mnie połączyło ze wszystkimi rzeczami.
Więc nie byłem samotny, ale sam z całym życiem.
Moje serce jedno ze wszystkimi innymi sercami.

Kiedyś uciekałem przed trudnymi uczuciami.
Teraz są moimi doradcami, powiernikami, przyjaciółmi i wszystkie mają we mnie dom, wszystkie do mnie należą i mają godność.

Jestem wrażliwy, miękki, delikatny, z ramionami owiniętymi wokół mojego wewnętrznego dziecka.
I w mojej wrażliwości i w mocy mojej.

W mojej kruchości jest niezachwiane Teraz.
W głębi moich ran, w tym, co nazwałem „ciemnością”, znalazłem płonące Światło, które prowadzi mnie teraz w walce.

Stałem się wojownikiem, kiedy zwróciłem się do siebie. I zacząłem słuchać.

Jeff Foster 💟


niedziela, 10 listopada 2019

WYRZUĆ TO CO NIE DZIAŁA

Wyrzuć to, co nie działa
Wyrzuć wszystko, co nie działa. Teraz. Weź i wynieś na śmietnik.
Buty, dajmy na to, w których się potykasz, jest ci niewygodnie – na śmietnik. Talerz ze starego serwisu, na którym już nic nie podasz – wystaw przed drzwiami, może ktoś weźmie.
Karteczkę z dietą, przyczepiona na drzwiach lodówki (to już nawet nie jest śmieszne!!!)
Codzienne wieczorne rozmowy telefoniczne: „wyobrażasz sobie, co za koszmar!”, a ty: „Uhm! Koszmar!”, a sama przestępujesz z nogi na nogę, bo twój ulubiony serial zaraz się zacznie, kąpiel stygnie (pachnąca kąpiel po ciężkim dniu). Twoja znajoma (ta od telefonu) ma codziennie koszmar – po co ci to?
Wyrzuć słowa, które wypowiadasz rano do budzika: „jeszcze pięć minut”. Albo wstań od razu, albo ustaw pobudkę dla siebie, a nie dla sumienia. Nie działa!
Wyrzuć zwyczaj pocierania oczu, gdy są umalowane – albo się nie maluj, albo nie pocieraj – przecież oczy to boli!
Wyrzuty z powodu tego, czego dziś nie zdążyłaś zrobić – won. Nobody is perfect – powieś sobie na lodówce zamiast diety.
Wyrzuty z powodu przeszłych czynów, stosunków, znajomości, wyborów, które kiedyś zrobiłaś… Wyrzuty – won do diabła. Wszystko się zgadza. Co by się nie zdarzyło, to był jedyny prawidłowy wybór wtedy, w tamtej sytuacji. Żadnego żalu – tylko doświadczenie i wdzięczność. Żadnego rozmyślania „co by było, gdyby…” – albo rób, albo nie myśl. Spróbuj – jak się spodoba, to idź dalej. Lodowisko, nauka japońskiego, poznać kogoś, nowa praca, nowa fryzura, teatr… Jutro, dobrze? Choć jedną rzecz, ok? Zamiast rozmyślania, które trzeba wyrzucić.
Wyrzuć zwyczaj przepraszania po kilka razy. Wystarczy jedno szczere „przepraszam”, jeśli jest powód. Reszta to śmieci, balast.
Swetry, sukienki, dżinsy i inne badziewie, które ci nie pasuje, pogrubia, postarza – won! Żadnych „na działkę”, żadnego „do lasu”! Na przemiał! Przecież nie znalazłaś siebie na śmietniku – masz być zawsze piękna!
Wyrzuć „walizkowe relacje”, które są jak walizka bez rączki, co to i nieść ciężko i wyrzucić szkoda. Ręce ci jeszcze nie odpadły? Zdecyduj się i zamień je na eleganckie, z kółeczkami, takie, co same jadą ku radości wszystkich. Zrozumiałaś metaforę? Pięknie, lekko, komfortowo, pewnie.
Resztki kosmetyków, zbędne lekarstwa, przeterminowane kremy – won! Zasługujesz na świeże, dobre, najlepsze.
Obietnice, że „kiedyś” napiszesz, zadzwonisz, zrobisz, zaniesiesz, kupisz – jeśli wiszą ponad tydzień (no dobrze – dwa!) i nikt nie umarł, to znaczy, że są zbędne. Wykreśl.
Słowa „nie umiem”, „nie znam się” – nie działają. Dowiedz się, naucz, poznaj albo zapłać temu, co umie. Przecież nie prowadzisz hodowli kompleksów, tylko chcesz żyć wygodnie, prawda?
Wspomnienia, z powodu których trzęsą ci się ręce i masz łzy w oczach – won! Jak wrócą – ponownie delete. Nie zatruwaj sobie życia. Było – minęło.
Zwyczaj ciągłego ustępowania, bycia „grzeczną dziewczynką”, przemilczania, nawet gdy czegoś bardzo potrzebujesz, ale „co ludzie powiedzą” – wyrwij z korzeniami! Mów, proś, komentuj, wypowiadaj się – grzecznie i taktownie, ale zgodnie z własną wolą i o swoich potrzebach.
Strach przed starością, chorobą, przed nowym, wątpliwości co do swojej urody i wdzięku, brak wiary we własne szczęście – spakuj i spal, a popiół – na wiatr. To nie działa, nie pomaga. Przeszkadza żyć po ludzku.
Zepsute zapalniczki, długopisy, czajnik, kuchenkę – won. Kupisz nowe.
Zwyczaj przepieprzania czasu w internecie – wywal już teraz, zaraz, natychmiast!
Skończysz czytać – idź na spacer. Tam jest dobrze, jest świeży podmuch powietrza, słońce albo deszcz, zieleń albo śnieg. Przejdź się, pooddychaj, popatrz, posłuchaj, powąchaj.
To żyje.
To działa.
Tekst znaleziony w internecie

Ustawienia Systemowe Wojciech Jarczewski

poniedziałek, 30 września 2019

Psy nigdy nie umierają. One śpią w twoim sercu.


Strata psa bardzo boli każdego miłośnika zwierząt. Psy są najwierniejszymi przyjaciółmi, zawsze kochającymi bezinteresownie. Mamy nadzieję, że te mądre słowa pomogą Tobie lub twoim bliskim. Jeśli zainspirował Cię ten artykuł udostępnij go dalej.

Poniższe słowa zostały napisane przez Ernesta Montague i opublikowane na portalu DogHeirs. Ernest napisał je po stracie ukochanego czarno-białego pit bula Bolo, który do końca życia kochał spacery. Nawet gdy po każdych 5 metrach musiał się zatrzymać, w jego oczach widać było wolę dalszego spaceru.

"Niektórzy z was, zwłaszcza Ci którzy niedawno stracili psa na rzecz "śmierci", nie do końca to rozumieją. Nie czuję potrzeby tłumaczenia tego, ale ponieważ sam nie jestem wieczny więc muszę to wyjaśnić.

Psy nigdy nie umierają. Nie wiedzą jak to zrobić. Stają się zmęczone i bardzo stare, ich kości zaczynają boleć. Oczywiście nie umierają. Jeśli by umierały to przecież nie chciały by zawsze iść na spacer, a przecież chcą iść na spacer, nawet długo po tym jak ich stare kości mówią: "Nie, to nie jest dobry pomysł. Nie idźmy na spacer". One zawsze chcą iść na spacer. Nawet jeśli kolejny krok oznacza, że ich stare ścięgna nie utrzymają ich na nogach, to i tak będą szły dalej.

To nie jest tak, że nie lubią twojego towarzystwa. Przeciwnie, spacer z tobą jest dla nich wszystkim. Symfonia zapachów, która je otacza to ich świat. Kocia kupa, zapach innego psa, gnijące szczątki jakiegoś ptaka, no i ty. To jest to co sprawia, że świat jest dla nich idealny, a w idealnym świecie nie ma miejsca na śmierć.

Jednak psy stają się bardzo śpiące. I tu jest sedno sprawy. Nie uczą tego na uczelniach, gdzie wykładają co to kwarki, gluony oraz ekonomia Keynesa. Wiedzą tam tak wiele rzeczy, że zapominają o tym, że psy nie umierają. Naprawdę szkoda. Psy mają przecież tak wiele dobrych rzeczy, a ludzie potrafią tylko gadać.

Gdy myślisz, że twój pies umarł, on po prostu usnął w twoim sercu. One wciąż merdają ogonem, przez co twoje serce tak boli i ciągle płaczesz. Kto by nie płakał mając szczęśliwego, merdającego ogonem psa w klatce piersiowej. Ała! One merdają gdy się tam budzą. Wtedy mówią: "Dzięki! Dzięki za cieplutkie miejsce do spania, w dodatku tak blisko twojego serca, to najlepsze miejsce!"

Na samym początku ciągle się budzą, dlatego tak często płaczesz. Ich ogon merda. Ale po jakimś czasie śpią coraz więcej. (pamiętaj, że psia chwila jest zupełnie inna od ludzkiej chwili. Idziesz z psem na spacer, a dla niego to cały dzień przygód w ciągu jednej godziny. Potem wracasz do domu i zanim znowu z nim wyjdziesz to dla niego mija tydzień lub co najmniej kilka dni zanim znowu z nim wyjdziesz. Nie dziwi więc dlaczego tak kochają spacery).

W każdym razie, jak już mówiłem, one zasypiają w twoim sercu, a gdy się budzą merdają ogonem. Po kilku psich latach śpią już coraz dłużej, więc i ty możesz. Były GRZECZNYMI PSAMI całe swoje życie i oboje to wiecie. Bycie grzecznym psem przez cały czas jest bardzo męczące, zwłaszcza gdy jest się już starym i bolą kości, a chcąc iść do przodu ląduje się pyszczkiem na ziemi i nawet gdy pada na dworze i nie chce się wyjść to i tak się wychodzi wysikać na zewnątrz bo tak czynią dobre psy. Więc zrozum, po czymś takim trzeba odespać w twoim sercu, więc będą spały dłużej i dłużej.

Ale nie daj się zmylić, one nie są martwe. Nie ma czegoś takiego. One śpią w twoim sercu, a budzą się gdy tego najmniej oczekujesz. One już takie są.

Jest mi żal ludzi, którzy nie mają psa śpiącego w sercu. Tak wiele tracą. Przepraszam, ale idę sobie popłakać."

https://podaj.to/post/2460,1,psy-nigdy-nie-umieraj-one-pi-w-twoim-sercu-kady-mionik-zwierzt-powinien-to-przeczyta.html?fbclid=IwAR2L0sm-ppfZqIgaK0LUF2xcDv_CFx3XRYFRXE1Uz8eDnwVlbGU9GpVKd1s



niedziela, 11 marca 2018

JAKI WYKLUCZONY OJCIEC TAKI WYKLUCZONY SYN.



-No to synuś twoje zdrowie.
Powiedział ojciec nalewając trzeciego kielonka swojemu synowi.
Chluśniem, bo uśniem.
Synuś posłuchaj, my to musimy pić, w tym jest nasza siła.
Za zdrowie dziadka i pradziadka, za tych co na wojnie zginęli.
Nie szanują nas, te kobity, nic, a nic.
Przestrzeni nam nie dają, ich wściekłość wciska nas w ściany,
z pola wywala.
Jak tu żyć synuś, jak tu żyć?
A jak tak sobie popijesz i z alkoholizmem do domu przyjdziesz.
To już nie sam wracasz, a w męskim towarzystwie,
wtedy wracamy my, wszyscy mężczyzni z rodu, wracamy razem z tobą.
Ze mną wracał do domu ojciec, dziadek i pradziadek, a z tobą, jeszcze ja będę wracał,bośmy wszyscy w tym piciu połączeni.
No i wtedy synuś one nas widzą. Ojciec szeroko się uśmiechnął.
Tak, synuś, kobiety nas wtedy widzą.
Raptem stajesz na środku pokoju i czujesz,
że jesteś, że jesteś ważny i się liczysz.
Baba woła: znowu piłeś, obiecałeś, że nie będziesz.
Śmierdzisz alkoholiku jeden!
Uwierz, nie ważne co mówi, ważne, że ciebie widzi.
No, może wtedy śmierdzisz to fakt,ale przynajmniej zrobiłeś po swojemu,
a nie jak ci powiedziała.
Pamiętaj synku, prawdziwy mężczyzna potrzebuje zrobić po swojemu,
tak po męsku..
A że za dużo nie może zrobić po swojemu,
to się chociaż napije po swojemu.
Ojciec nalał następny kieliszek wódki i podał go synowi
-Synuś zdrowie mojego ojca, a twojego dziadka i zdrowie pięknych kobiet,
co by bardziej były uśmiechnięte, a nie wkurzone i na cały świat skrzywione,
a my zróbmy to po swojemu.
-Tato, ale przecież można inaczej po męsku, po swojemu.
-Synuś, to nie takie proste. Próbowałem, uwierz mi.
Chciałem inaczej, ale kiedy przestawałem pić, byłem niewidziany,wszyscy byliśmy niewidziani. Potrzeba było się odnowa pojawić, przypomnieć, oto jesteśmy! Synuś inaczej nie szło.
Wkurzona matka twoja, przynajmniej jawnie mnie odrzucała i wyrzucała.
Wściekła krzyczała i upokarzała.
A nie potajemnie, po cichu, wieczne nie widzę cię, nie widzę cię.
No to przyszliśmy do domu ja z alkoholem, wspierał mnie i podpierał.
Dobry z niego gość.
Synuś nie dało rady inaczej, uwierz.
Co mogło nas bardziej wesprzeć? Nic.
Raz nie piłem dwa lata, tak żeśmy do siebie tęsknili.
Ojciec, dziadek i pradziadek śnili mi się po nocach,
razem piliśmy, a oni mówili:
-Nie odrzucaj nas, alkoholem wszyscy jesteśmy połączeni.
Nie odrzucaj nas, nie odrzucaj siebie, nie odrzucaj swojej męskości.
Tylko taką mamy. Upadniesz, nie będą się z tobą liczyli.
Nie daj się, bądz mężczyzną.
Synuś to tak boli, kiedy ciebie nie widzą...to taki ból...taki ból synuś...
że musisz się napić.
Ojciec nalał następnego kielonka.
-Tato, a może można inaczej...
-Może i można synuś...ach, żebym ja wiedział jak...
W tym momencie ojcu po policzkach zaczęły płynąć łzy.
-Tato, ja widzę ile bólu w sobie nosisz.
-Tak, synu, nawet nie wiesz jak dużo...ale co rozpłaczę się przy matce,
to już w ogóle nie uzna mojej siły, powie, że jestem mięczak.
Lepiej było się napić i uśpić ten ból i być mężczyzną.
Ojciec rozpłakał się .Płakał, a łzy spływały do kieliszka z wódką.
-Tato, kocham ciebie bardzo.
-Ja też kocham ciebie synku.
Przytulili się do siebie i płakali długo, połączeni w męskim bólu odrzucenia,
w męskich łzach, w tym wszystkim czego nie mogli wypłakać długimi latami,
nie mógł wypłakać dziadek i pradziadek.
Tyle bólu męskiego, odrzuconego w nich, gdzieś głęboko zakopanego.
Tylko oni, ojciec i syn, mogli poczuć co to znaczy męski ból i brak przestrzeni na niego. Tylko oni mogli siebie zobaczyć w swojej nagości i prawdzie o bólu tak bardzo przed światem i innymi mocno skrywanym,
w lęku przed swoją słabością nie dotykany i nie ujawniany.
-Synuś ja nie umiałem inaczej...nie umiałem...
Nie pij jak ja, dziadek i pradziadek...oni też nie umieli inaczej...radziliśmy sobie,
jak umieliśmy najlepiej...Synu, innych dróg męskich szukaj...i chociaż będziesz upadał i potykał, ja będę tym pierwszym, który ciebie na nowej męskiej drodze wesprze. Robisz to dla siebie, dla innych mężczyzn z naszego rodu.
My nie mieliśmy szansy inaczej...sami siebie odrzuciliśmy...
ale ty możesz...po męsku...po swojemu...prawdziwie...nie odrzucając
żadnej części siebie...swojego bólu, słabości i łez.
Takim się jawi prawdziwy mężczyzna, w odwadze w spotkaniu
z samym sobą, z tym co wrażliwe i miękkie.
Nie uciekaj synu od siebie, jak ja to robiłem.
Nie uciekaj, ja musiałem, a ty już nie.
tekst Agnieszka Dziewanna

poniedziałek, 8 stycznia 2018

LIST DO CIEBIE OD... MIŁOŚCI


Jestem tu zawsze z Tobą, zawsze przy Tobie.
Jestem tu, bo błagasz mnie o zakończenie wszelkich wojen i wewnętrznej walki - nawet jeśli nadal walczysz, szarpiesz się i zapominasz oddychać.
Jestem tu, bo słyszę Twój płacz, nawet jeśli Ty sam/a go nie słyszysz.
Jestem tu, bo wołasz za mną, nawet jeśli milczysz.
Jestem tu, bo głęboko Ciebie umiłowałam.
.
Zawsze unoszę się na fali Twojego oddechu, nawet jeśli gubisz się w chaosie, a sztormy i wzburzone fale odbierają Ci pamięć o mnie.
Zawsze unoszę się na fali Twojego oddechu, nawet jeśli nie wierzysz w moje istnienie.
Zawsze unoszę się na fali Twojego oddechu, nawet jeśli w szalonym pędzie nie zauważasz mnie w biedronce, liściu, deszczu i słońcu i depczesz kwiaty, które rzucam Ci pod stopy.
Zawsze unoszę się na fali Twojego oddechu, nawet jeśli jesteś święcie przekonana/y, że wszystko inne jest ważniejsze ode mnie.
Zawsze unoszę się na fali Twojego oddechu, nawet jeśli wciąż czekasz, aż zaczniesz wreszcie żyć, nie wiedząc, że zawsze jestem i zawsze będę Twoim życiem.
.
Jestem zawsze gotowa przynieść Ci najgłębsze ukojenie.
Jestem zawsze gotowa rozlać się w Twoim sercu kojącą słodyczą.
Jestem zawsze gotowa objąć Cię w całości.
Jestem zawsze gotowa zalać Cię światłem.
.
Jestem w Twoim bólu i łzach.
Ja jestem Twoimi łzami.
Ja jestem życiem, które przepływa przez Ciebie, nawet jeśli nie jesteś w stanie się ruszać.
Ja jestem życiem, które przepływa przez Ciebie, nawet jeśli mnie nie czujesz i mnie nie wyrażasz.
.
- Zawsze unoszę się na fali Twojego oddechu -
.
Ja jestem Twoimi najgłębszymi sekretami, najgłębszymi pragnieniami, najgłębszymi odczuciami. Skrywam się za najbardziej wstydliwymi myślami, do których zawsze bałeś się przyznać, a które tak bardzo pragną teraz z Ciebie wypłynąć.
.
Ja jestem tu z Tobą, nawet jeśli Ty chcesz stąd odejść.
Jestem tu z Tobą w każdej udręce, zawsze gotowa Ci pokazać, że nie musisz cierpieć.
.
Zawsze pragnę dla Ciebie tego, czego Ty sam/a dla siebie pragniesz i nigdy Cię za to nie osądzam.
Zawsze możesz złożyć głowę na moim łonie i zapłakać, chłonąc moje ciepło.
Zawsze możesz rzucić mi się w objęcia i odetchnąć z wielką ulgą, wreszcie bezpieczna/y.
Nigdy nie jesteśmy osobno, nigdy nie jesteśmy rozdzieleni i nigdy nie byliśmy.
Kochanie, kochanie, kochanie - śpiewam Ci nieustannie, nieustannie szumię i brzmię.
.
Jestem tu z Tobą zawsze, bo nie mogę bez Ciebie żyć.
Ja Jestem Tobą i nie mogę bez Siebie żyć.

Karolina B.

poniedziałek, 3 października 2016

Ja też byłam Kopciuszkiem - pisze Beata Pawlikowska

Och, byłam najbardziej nieszczęśliwym Kopciuszkiem świata! Siedziałam w kącie, ubrana w długi, szary sweter. Łzy kapały mi na kolana, a ja – zgarbiona nad własnym losem – myślałam: Inni mają lepiej. Inni mogą się bawić. Ja muszę siedzieć i wybierać groch z popiołu.

Trrrrach! Następna łza spada na podłogę. Wzbija kurz. Jest mi coraz smutniej. Ja też bym chciała chodzić na bale. Nosić złote pantofelki. Uśmiechać się i ładnie pachnieć. Ja też chcę!
Bum, bum, bum! Łzy lecą jak tropikalna ulewa, zalewają mi stopy, sięgają do kolan. Wiem, że utonę we własnym żalu, ale na niczym mi już nie zależy. Wszystko mi jedno, co będzie, bo przecież ja wiem, że nie może być dobrze. –
Halo!!!! – wrzeszczy do mnie moja własna dusza. – Jeżeli zakładasz, że będzie źle, to jak może być dobrze??!!! Zaraz, zaraz. Jeszcze raz. Co powiedziałaś? – Jeżeli wierzysz w to, że będzie źle – wyjaśnia mój cierpliwy wewnętrzny głos – to sama skazujesz siebie na cierpienie. Bo w życiu jest właśnie tak, jak wierzysz, że będzie. – Ale jak to? – próbuję się bronić. – Ja przecież jestem tylko brudnym Kopciuszkiem, kocmołuchem, nieważnym śmieciem w kącie pod miotłą. – Jesteś – odpowiedział mi wewnętrzny głos. – Jesteś tym, kim chcesz być. Jeżeli wybierasz bycie Kopciuszkiem i szarą myszą, która wylewa łzy nad własnym losem, to nie dziw się, że tak właśnie wygląda twoje życie.
Czy zrobiłaś kiedykolwiek coś, żeby zmienić swoje życie na lepsze? Oprócz oczywiście wylewania oceanów łez i użalania się nad swoim losem? Czy zaopiekowałaś się sobą tak, jakbyś była najcenniejszą księżniczką świata? Czy dałaś sobie samej słowa wsparcia, choćby najmniejszy dowód przyjaźni i troski? Co zrobiłaś, żeby poczuć się kochana i bezpieczna? Ty dla samej siebie? Co zrobiłaś? Nie miałaś czasu, prawda? Bo skoncentrowałaś się na wylewaniu potoków łez, porównywaniu się z innymi i oddawaniu rozpaczy, która wciągała cię z żarłocznym mlaskaniem jak dzikie bagno. Jeżeli jesteś Kopciuszkiem, to tylko dlatego, że tego chcesz.
Bycie Kopciuszkiem to stan umysłu. Kopciuszkiem czuje się ten, kto nie daje sobie prawa do tego, żeby być szczęśliwym. Kopciuszkiem jest ten, kto siedzi w kącie, beczy i czeka na księcia. Książę nie przyjdzie. A nawet gdyby przyszedł, to ty sama uciekłabyś przed nim do mysiej dziury, bo wstydziłabyś się pokazać mu zapłakaną twarz i zapuchnięte oczy. Kopciuszek myśli, że jest gorszy i właśnie dlatego jest Kopciuszkiem. A kiedy myśli, że jest gorszy, odbiera sobie prawo do bycia równie dobrym, jak inni. Dalej, Kopciuszku. Wstawaj z kolan. Otrzyj łezki. Myśl pozytywnie. Zaopiekuj się sobą. Uwierz w siebie. Możesz być kimkolwiek zechcesz. Możesz do końca życia siedzieć w kącie i wybierać groch z popiołu, polewając go gorzkimi łzami. Ale możesz też wstać i sięgnąć po wszystko, co najlepsze. Spełniaj swoje marzenia. Bądź uczciwa. Kochaj to, co robisz. I rób to, co kochasz. Będziesz królową. Wiem, że ci się uda, bo ja też kiedyś byłam Kopciuszkiem. A teraz jestem królową. Królową swojego życia.


środa, 10 lutego 2016

Gdy ktoś Cię zrani i jest Ci przykro…

Ludzie nas zawodzą. Dają ciała, nie dotrzymują obietnic, zostawiają i wystawiają w najmniej odpowiednich okolicznościach – idę o zakład, że znasz to z własnych doświadczeń. Najczęstszą reakcją po takim przykrym zdarzeniu jest smutek, często łzy i to, że jest nam przykro.
„Jak ona/on mógł mi to zrobić?? Czemu się tak wobec mnie zachował??” Kolejne myśli, które się za tym pojawiają (jakkolwiek na logikę to nie ma sensu) to: co jest ze mną nie tak, że ktoś mnie tak źle potraktował.
No więc chcę Cię dzisiaj wyprostować i wytłumaczyć, że wszystko jest z Tobą tak. I, że za wyjątkiem sytuacji w których Ty sama wielokrotnie pozwalasz komuś źle się traktować i naruszać Twoje granice – zachowanie czyjeś nie jest Twoją winą, ale problemem danej osoby.
Czemu tak twierdzę? Ano z kilku powodów…
Po pierwsze – świat się nie kręci tylko wokół Ciebie i zachowanie tej osoby nie było wymierzone w Ciebie, ale podyktowane interesem, dojrzałością i klasą tej osoby, której w konkretnym przypadku najwyraźniej zabrakło.
Po drugie – ta osoba najprawdopodobniej nie tylko wobec Ciebie zachowuje się w ten sposób, ale wobec większości ludzi…  Ktoś, kto jest uprzejmy – jest uprzejmy niezależnie od okoliczności, ktoś kto jest szczery – mówi prawdę choćby nie wiem jak trudna była, ktoś kto jest pełen empatii – potrafi się wczuć w sytuację innej osoby i nie rani celowo. Prawdziwe oblicza i zachowania wychodzą w sytuacjach kryzysowych – najwyraźniej z tej osoby także już wyszły i teraz wiesz jak generalnie traktuje ludzi.
Po trzecie – w 80% nieeleganckie zachowania innych ludzi są wynikiem ich wewnętrznej walki ze sobą i z wyzwaniami, z którymi sobie nie radzą. Są wynikiem ich strachów, braku pewności siebie, doświadczeń z przeszłości oraz nieprzepracowanych tematów. Zdziwiłabyś się jak często my przypisujemy ludziom jakieś głębsze intencje i zachowania, a stoją za nimi – oprócz tych wymienionych takie banalne jak: lenistwo, zły nastrój, kłótnia z kimś, to, że ktoś tą osobę źle potraktował, strach, że ich własna słabość bądź kłamstwo mogłoby wyjść na jaw itp
Po czwarte – wiesz jak wiele zmienia dorosłość, dojrzałość i komunikacja we wszelkich relacjach? Pomyśl o ile inaczej ta sytuacja by wyglądała gdyby najzwyczajniej w świecie ta osoba dorosła do normalnych standardów i zamiast dostarczać Ci dramę i pozostawiać Cię z tysiącem pytań i znaków niepewności – wyjaśniła Ci w kulturalny sposób co się dzieje, jak ta osoba się czuje i czym się kieruje zachowując w taki a nie inny sposób…
Ostatnie piąte będzie dotyczyło Ciebie i będzie naprawdę, naprawdę ważne. Ludzie mogą zachowywać się jak palanci i nie masz wpływu na to co zrobią,  ale koniec końców TY MASZ WPŁYW na to co z tym zrobisz! Osoba, która się wobec Ciebie źle zachowała nie uruchamia w Tobie łez i bólu – Ty to robisz! Ta osoba nie jest w stanie włożyć Ci ręki do serducha, zamieszać, zakręcić i nacisnąć przycisku, który sprawia, że cierpisz – Ty sama interpretując sytuację na swoją niekorzyść i odbierając ją personalnie to robisz!
Wiem, że jak ktoś gdy ktoś Cię zrani i zawiedzie – jest przykro, ale to przykro trochę mniej może boleć, gdy zrozumiemy, że to nie my, ale ktoś jest źródłem problemu – czyli tego zachowania…
ściskam i buziaki wysyłam,
Ania Witowska

http://blog.aniawitowska.com/gdy-ktos-cie-zrani-i-jest-ci-przykro/

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Jak myślicie - dlaczego bycie wdzięcznym jest takie ważne w życiu?

„Kiedy jesteś wdzięczny wysyłasz w Wszechświat komunikat „Jestem zadowolony z tego. Podoba mi się to. Proszę o tego typu doświadczenia”. Uczysz też w ten sposób swoją podświadomość nowych programów, tego co jest dobre według ciebie. Poprzez koncentrowanie się na pozytywach wybierasz to czego chcesz doświadczać. Jeśli uwaga zwrócona jest w stronę pozytywnych rzeczy, przyciągasz ich więcej do swojej rzeczywistości.

Nie bez znaczenia jest także aspekt energetyczny wdzięczności. Żeby wysłać cokolwiek na zewnątrz najpierw trzeba wygenerować to w sobie. Będąc wdzięczny tworzysz pozytywną, wysoko wibracyjną energię, która nie dość, że wypełnia ciebie to zostaje także wysłana na zewnątrz. Zgodnie z prawami rządzącymi energią to co wysyłasz otrzymujesz pomnożone. Wzrastasz w tym na czym się koncentrujesz. Świat reaguje na twoje intencje i podobnej jakości energie wracają do ciebie. I koło się zamyka. Im bardziej jesteś wdzięczny tym więcej masz powodów do wdzięczności.

Praktykowanie wdzięczności pomaga także nauczyć się pozytywnego postrzegania, myślenia i zmienia nasze intencje. Ja osobiście dzięki praktykowaniu wdzięczności czuję się dużo weselszy, bardziej zrelaksowany i ufniej patrzę w przyszłość. Zmieniło to dużo w moim postrzeganiu świata i .. jestem za to bardzo wdzięczny

Niektórzy spytają „Jak to? Mam na siłę być za coś wdzięczny nawet jeśli nie mam za co?” Oczywiście, że nic na siłę, ale zawsze jest powód do bycia wdzięcznym. Nałogowe marudy, cynicy i prześmiewcy nie potrafią i nie chcą zobaczyć pozytywów, ale to nie znaczy, że ich tam nie ma. Oni po prostu filtrują to, co postrzegają według systemu wartości jaki wyznają. Osoby takie muszą na początku włożyć trochę wysiłku, ale zapewniam, że to się opłaca.

Na początku warto wynajdować sobie tematy do bycia wdzięcznym: warto zauważyć, że jest piękny dzień, że ktoś jest dla nas miły, że otaczająca nas natura jest piękna, że są ludzie, którzy tworzą wspaniałe rzeczy wokół nas. Jeśli na początku nie czuje się nic i wygląda to tylko na ćwiczenie mentalne – nic nie szkodzi. Z czasem przyjdą i uczucia, czasem takie, że łzy stają w oczach."

Uczucie wdzięczności jest też jedną z ważniejszych rzeczy przy kreowaniu naszego życia.
- Ishi, inspiruj.com