Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmierć. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmierć. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 lipca 2025

Czy wiesz, co stało się tłuste ?

Ani nadmierna dieta, ani brak ruchu nie spowodowały u Ciebie dodatkowych kilogramów, przyczyną przyrostu masy ciała było:
😨 Strach
😥 Poczucie opuszczenia
🖤 ​​​Brak miłości własnej
💔 Brak poczucia bycia kochanym przez swojego partnera
👤 Czujesz się bezbronny i zdewaluowany
💲 Brak pieniędzy
❌Nie zdałeś egzaminu, rozmowy kwalifikacyjnej.
😢Brak pracy
👫 Brak przyjaciół
🤮 Odrzucenie
🥺Problemy rodzinne, z rodzicami, w szkole, w pracy, z partnerem
💀 Śmierć bliskiej osoby.
💑Rozstanie z miłości
*Nie skończylibyśmy... ETC, ETC, ETC...
Wszystko to wyraża się w nieświadomych impulsach, które objawiają się złymi nawykami żywieniowymi dla organizmu.
Pamiętaj, że celem bolesnych doświadczeń nie jest przetrwanie w nas, ale nauczenie nas lekcji, a następnie rozpuszczenie.
Jednakże, ponieważ Twój system „drenażu emocjonalnego” jest uszkodzony i wpływają na niego wszystkie negatywne myśli i uczucia, nieświadomie stają się one skrótem, co odbija się na słabym trawieniu.
🧠 Umysł jest tak potężny, że działa w ten sposób i podpowiada Ci:
🗣"JEŚLI NIE MOŻESZ PRZETRZYMAĆ SWOJEGO Smutku i braków EMOCJONALNYCH, MOŻESZ JE ZJEŚĆ..JESZ,JESZ, PO JEDZENIU BEZMIAROWYM POCZUJESZ SIĘ LEPIEJ"
„JEŚLI NIE POTRAFISZ SWOJEJ ZŁOŚCI LUB ZŁOŚCI, MOŻESZ JĄ ZANIMALIZOWAĆ” (jedz w pośpiechu i bez umiaru).
Jedzenie łagodzi wszystkie te rzeczy, w które wierzymy i czujemy umysł. I tylko „w trakcie” jedzenia daje Ci poczucie dobrego samopoczucia.
👧 Ta nadwaga zniknie, gdy to wewnętrzne dziecko, które nadal żyje w tym dorosłym ciele, które wyrasta z tłuszczu, rozpoznając i chroniąc siebie, zda sobie sprawę, że strach z tego momentu „już należy do przeszłości” i w tym momencie pozbędzie się tego niepotrzebnego strachu ... wtedy będziesz bezpieczny!
👧 I ta dziewczyna przestanie rosnąć w postaci tkanki tłuszczowej.
Chcę, żebyś wiedziała, że ​​tłuszcz, który mamy w naszym ciele, jest „fizycznym wyrazem” Twojej potrzeby dystansowania się od innych, ten tłuszcz jest ścianą, która Cię chroni, barierą, którą sama stworzyłaś. Przepracuj to, nie bój się... jedyne co stracisz to kilogramy).
☝️😉 Z całą miłością świata proponuję Ci zburzenie cegieł tej ściany tłuszczu, aby zapewnić Twojemu wewnętrznemu dziecku spokój i wolność emocjonalną.
Ten mur dzisiaj... już Ci nie służy, te cegły, które zbudowały ten mur tłuszczu, mają swoje nazwy; wstyd, złość, strach, uraza, niesprawiedliwość, ochrona, separacja, wyczerpanie, stres, kompleksy niższości, zmartwienia, brak pieniędzy, niepokój, depresja, frustracja, opór... itd.
Tłuszcz, który zrzuciłeś, przedostał się do twojej „świadomości”, zanim zgromadził się w twoim ciele, a kiedy ciężar zniknie z twojego umysłu, również opuści twoje ciało. (To działa dla mnie i będzie działać również dla Ciebie!
*Chciałabym, aby ten artykuł został przyjęty z uczuciem, ze świadomością, bez oporu i bez defensywności, nie obrażajcie się, są tacy, którzy muszą uwolnić się od tych emocjonalnych ciężarów, wiecie o co mi chodzi!
Są tacy, którzy nie mają tego problemu i są tacy, którzy go potrzebują (nie mówię, że wszyscy lub wszyscy ludzie z nadwagą mają tego typu problemy), ale są tacy, którzy identyfikują się i pozwalają, aby płynęła przez ciebie pozytywna energia.

🌿 🌺🌿 Z Błogosławieństwem Elena Eliminowicz 🌿🌺🌿

 

poniedziałek, 31 października 2022

Słowiańskie jesienne „Dziady”, czyli oficjalne zakończenie lata i przejście do ciemnej części roku.

 


Dzisiaj (31.10 ) celtycki Samhain i słowiańskie jesienne „Dziady”, czyli oficjalne zakończenie lata i przejście do ciemnej części roku.
Czas w którym słońce symbolicznie umiera i udaje się na spoczynek, aż do swoich ponownych urodzin w czasie przesilenia zimowego. Czas kiedy liście na drzewach się kurczą, ciemne noce wydłużają się, a natura zapada w zimowy sen.
Jest to czas świętowania zakończenia cyklu, czas wyrażania wdzięczności za wykonaną przez cały rok pracę i jej owoce. Czas w którym Matka Ziemia odchodzi na spoczynek by odnowić swoje siły potrzebne jej w przyszłym roku, kiedy odrodzi się na nowo.
W tym czasie zasłona między światem umarłych a światem żywych staje się cienka i pozwala ludziom na ponowne połączenie się z energią swoich bliskich, którzy już odeszli.
Przypomina nam i pomaga zrozumieć, że żyjemy w nieskończonym procesie przemijania, w świecie powtarzających się cykli, gdzie życie i śmierć, umieranie i odrodzenie nieustannie się powtarza.
I czy to nam się to podoba, czy nie śmierć jest nieodłączną częścią naszego życia, której nie tylko musimy stawić czoła, ale też zaakceptować ją i uszanować.
Czas, który uczy nas akceptacji i odpuszczania, abyśmy przestali widzieć śmierć w postaci straty, ale raczej odpoczynku, wyciszenia się, oczyszczenia, a następnie powrotu z nową energią do nowego życia…
Dla mnie głęboko poznawczy i nieskończenie fascynujący czas🙏🧡
Pozdrawiam Was serdecznie kochani. A tym, którzy dziś świętują, życzę udanej zabawy🧟

Joanna Sanders

Sens Istnienia

sobota, 5 marca 2022

ŚMIERĆ jest najlepszym nauczycielem ze wszystkich.

 


ŚMIERĆ
jest najlepszym nauczycielem ze wszystkich.
Większe niż wszystkie ludzkie filozofie.
Prawdziwsza niż jakakolwiek religia.
Śmierć pozbawia kłamstwa, udawanie.
Śmierć robi kpiny z naszej urazy.
Spala naszą chciwość, urazy i żale.
Śmierć zaprasza nas do bycia całkowicie obecnym.
Żeby odpuścić.
Żeby wybaczyć.
Spotkać się, bez historii.
Śmierć daje jasno do zrozumienia, że liczy się tylko miłość.
Że tylko miłość sprawia, że życie jest warte życia.
A wszystko inne to pył.
Śmierć jest bezwzględnym portalem.
Światowe bogactwa są wobec tego bezsilne.
Nienawiść tego nie przetrwa.
Tylko miłość może przez to przejść.
Wracamy do naszej Prawdziwej Natury.
Cykl zakończony.

- Jeff Foster

sobota, 14 listopada 2020

Niech to co ma nadejść, nadejdzie.

Niech to co ma nadejść, nadejdzie.
Niech dzieje, się to co się dzieje.
Nie staraj się odepchnąć tego, co przychodzi.
Jest już tutaj i to minie.
Nie staraj się zatrzymywać tego, co odchodzi.
Odchodzenie jest naturalne.
Błogosław również przemijanie.
Pozwól pozostać temu, co zostaje.
Niech to, co umiera, umiera.
Niech to, co żyje, żyje.
Bądź szeroko otwartą przestrzenią na to wszystko.
Każdą myśl, każde uczucie.
Bądź świadomy.
Bądź oceanem.
Pozostań na falach.

Jeff Foster 💟


poniedziałek, 3 lutego 2020

10 przykazań Osho


Słuchaj samego siebie, przyjmuj wskazówki z własnego wnętrza, a nie bądź sługą tego, co jest na zewnątrz.
Nie ma Boga innego niż samo życie.
Prawda jest w tobie, nie szukaj jej gdzie indziej.
Miłość jest modlitwą.
Spokój jest drzwiami do prawdy, jest środkiem, celem i osiągnięciem.
Życie toczy się tu i teraz.
Żyj w pełni obudzony, świadomy.
Nie walcz - po prostu unoś się wraz z prądem.
Umieraj w każdej chwili, dzięki czemu będziesz mógł być nowy w każdej chwili.
Przestań szukać tego, czego nie ma. To, co jest - jest. Zatrzymaj się i patrz....

poniedziałek, 30 września 2019

Psy nigdy nie umierają. One śpią w twoim sercu.


Strata psa bardzo boli każdego miłośnika zwierząt. Psy są najwierniejszymi przyjaciółmi, zawsze kochającymi bezinteresownie. Mamy nadzieję, że te mądre słowa pomogą Tobie lub twoim bliskim. Jeśli zainspirował Cię ten artykuł udostępnij go dalej.

Poniższe słowa zostały napisane przez Ernesta Montague i opublikowane na portalu DogHeirs. Ernest napisał je po stracie ukochanego czarno-białego pit bula Bolo, który do końca życia kochał spacery. Nawet gdy po każdych 5 metrach musiał się zatrzymać, w jego oczach widać było wolę dalszego spaceru.

"Niektórzy z was, zwłaszcza Ci którzy niedawno stracili psa na rzecz "śmierci", nie do końca to rozumieją. Nie czuję potrzeby tłumaczenia tego, ale ponieważ sam nie jestem wieczny więc muszę to wyjaśnić.

Psy nigdy nie umierają. Nie wiedzą jak to zrobić. Stają się zmęczone i bardzo stare, ich kości zaczynają boleć. Oczywiście nie umierają. Jeśli by umierały to przecież nie chciały by zawsze iść na spacer, a przecież chcą iść na spacer, nawet długo po tym jak ich stare kości mówią: "Nie, to nie jest dobry pomysł. Nie idźmy na spacer". One zawsze chcą iść na spacer. Nawet jeśli kolejny krok oznacza, że ich stare ścięgna nie utrzymają ich na nogach, to i tak będą szły dalej.

To nie jest tak, że nie lubią twojego towarzystwa. Przeciwnie, spacer z tobą jest dla nich wszystkim. Symfonia zapachów, która je otacza to ich świat. Kocia kupa, zapach innego psa, gnijące szczątki jakiegoś ptaka, no i ty. To jest to co sprawia, że świat jest dla nich idealny, a w idealnym świecie nie ma miejsca na śmierć.

Jednak psy stają się bardzo śpiące. I tu jest sedno sprawy. Nie uczą tego na uczelniach, gdzie wykładają co to kwarki, gluony oraz ekonomia Keynesa. Wiedzą tam tak wiele rzeczy, że zapominają o tym, że psy nie umierają. Naprawdę szkoda. Psy mają przecież tak wiele dobrych rzeczy, a ludzie potrafią tylko gadać.

Gdy myślisz, że twój pies umarł, on po prostu usnął w twoim sercu. One wciąż merdają ogonem, przez co twoje serce tak boli i ciągle płaczesz. Kto by nie płakał mając szczęśliwego, merdającego ogonem psa w klatce piersiowej. Ała! One merdają gdy się tam budzą. Wtedy mówią: "Dzięki! Dzięki za cieplutkie miejsce do spania, w dodatku tak blisko twojego serca, to najlepsze miejsce!"

Na samym początku ciągle się budzą, dlatego tak często płaczesz. Ich ogon merda. Ale po jakimś czasie śpią coraz więcej. (pamiętaj, że psia chwila jest zupełnie inna od ludzkiej chwili. Idziesz z psem na spacer, a dla niego to cały dzień przygód w ciągu jednej godziny. Potem wracasz do domu i zanim znowu z nim wyjdziesz to dla niego mija tydzień lub co najmniej kilka dni zanim znowu z nim wyjdziesz. Nie dziwi więc dlaczego tak kochają spacery).

W każdym razie, jak już mówiłem, one zasypiają w twoim sercu, a gdy się budzą merdają ogonem. Po kilku psich latach śpią już coraz dłużej, więc i ty możesz. Były GRZECZNYMI PSAMI całe swoje życie i oboje to wiecie. Bycie grzecznym psem przez cały czas jest bardzo męczące, zwłaszcza gdy jest się już starym i bolą kości, a chcąc iść do przodu ląduje się pyszczkiem na ziemi i nawet gdy pada na dworze i nie chce się wyjść to i tak się wychodzi wysikać na zewnątrz bo tak czynią dobre psy. Więc zrozum, po czymś takim trzeba odespać w twoim sercu, więc będą spały dłużej i dłużej.

Ale nie daj się zmylić, one nie są martwe. Nie ma czegoś takiego. One śpią w twoim sercu, a budzą się gdy tego najmniej oczekujesz. One już takie są.

Jest mi żal ludzi, którzy nie mają psa śpiącego w sercu. Tak wiele tracą. Przepraszam, ale idę sobie popłakać."

https://podaj.to/post/2460,1,psy-nigdy-nie-umieraj-one-pi-w-twoim-sercu-kady-mionik-zwierzt-powinien-to-przeczyta.html?fbclid=IwAR2L0sm-ppfZqIgaK0LUF2xcDv_CFx3XRYFRXE1Uz8eDnwVlbGU9GpVKd1s



niedziela, 28 lipca 2019

TRUDNE RELACJE Z RODZICEM I SŁÓW PARĘ O STAWANIU SIĘ RODZICEM DLA SIEBIE


.
Dorosłe dziecko rzadko oddala się od rodzica, który:
* traktował i traktuje je z GODNOŚCIĄ i SZACUNKIEM, poszanowaniem jego integralności i przestrzeni (fizyczności, potrzeb, uczuć, wrażliwości)
* nie tłamsił i nie tłamsi go swoimi lękami, kontrolą i manipulacjami, przebranymi w ubranko "miłości"
* nie przytłacza go swoimi osobistymi emocjami, z którymi sobie nie radzi, nie zalewa go nimi
* nie zalewa go pretensjami i żalami
* nie sprawiał, że przez jego złość, frustracje, przemoc słowną, nieustanną krytykę, nadużycia emocjonalne i fizycznie, dziecko czuło się w dzieciństwie jak na wojnie pod obstrzałem
* nie wywoływał w dziecku lęku przed śmiercią (a lęk przed śmiercią czy tez lęk o przetrwanie może pojawiać się nie tylko w sytuacjach, gdy dziecko przekonuje się, iż rodzic jest zdolny do skrajnej przemocy i traci panowanie nad sobą, ale także wtedy gdy dziecko jest zaniedbywane lub rodzic kwestionuje w jakiś sposób miłość do niego lub je odrzuca, odpycha, gdyż dla dziecka miłość rodzica jest warunkiem przetrwania)
* nie krytykuje dorosłego dziecka nieustannie, nie poprawia, nie naprawia, nie koryguje, nie nawraca na jedyną właściwą drogę, nie okazuje rozczarowania, potępienia, niezadowolenia
* nie narusza jego integralności i godności poprzez przemoc fizyczną i emocjonalną, a jeśli do tego doszło w dzieciństwie dziecka, bierze PEŁNĄ, całkowitą odpowiedzialność za swoje zachowanie (wszak to on był wówczas dorosły, a dziecko było tylko dzieckiem) i dąży do naprawy relacji
* wszelkie nadużycia i zachowania, które nadszarpnęły ufną więź z dzieckiem naprawiał na bieżąco, pokazując dziecku, że zależy mu na tym, by czuło się godne, szanowane i kochane, a jeśli nie umiał tego naprawić na bieżąco, zadośćuczynia to dziecku
* nie jest roszczeniowy, nie domaga się zwrotu za swoje poświęcenie dla dziecka, za to, że je urodził czy wychował, za to, że mu pomagał czy pomaga, nie wypomina dziecku, ile dla niego zrobił i robi, nie domaga się rekompensaty za jakąkolwiek pomoc czy "poświęcenie", nie domaga się od dziecka niczego (kiedy relacja jest zdrowa, dziecko samo wyciąga rękę do rodzica w potrzebie, nie potrzebuje być zmuszane do tego manipulacjami)
* nie wypomina dziecku jego zachowań z dzieciństwa i młodości,
* nie stawia swojego ego ponad dobro dziecka, np. usiłując ratować swoje dobre imię i zaprzeczając przemocy która miała miejsce (fizycznej i emocjonalnej) lub czyniąc sobie z dziecka partnera (w dzieciństwie i dorosłości) albo traktując je jak tresowane zwierzątko, które powinno zachowywać się tylko w określony sposób i spełniać wyobrażenia
* nie zaniedbywał dziecka emocjonalnie i fizycznie, lecz nawiązywał z nim bezpieczną, kochajacą więź.
...
Można by jeszcze wymieniać.
.
Rodzice rozważcie, jeśli nie chcecie, aby Wasze dorosłe dziecko żyło w dystansie od Was.
One samo z siebie będzie chciało do Was, gdy będziecie je godnie i z szacunkiem traktować.
.
A jeśli znacie kogoś, kto żyje w dystansie od rodzica, to zanim osądzicie tego kogoś lub zaczniecie mu wrzucać jakiekolwiek rady, wyjaśnienia i teorie duchowe, rozważcie taką możliwość, że ta osoba prawdopodobnie wybaczała tysiące razy, mogła tysiące razy ponad swoje siły bezskutecznie naprawiać relację, mogła sięgać tysiące razy ku rodzicowi jako dziecko i później i tyleż razy być odrzucana, mogła żyć latami w ogromnym bólu, usiłując dać rodzicom to, co chcą albo znosić tysiące aktów przemocy psychicznej i fizycznej, krzyki, krytykę, zaniedbania, manipulacje i niezrozumienie.
I z całą pewnością musiała, aby przeżyć, aby przetrwać, chodzić po tym świecie w założonej zbroi, opancerzona, stłumiona, zamrożona w czuciu, często ogromnie napięta wewnętrznie albo schowana w bańce depresji, apatii i bezsilności.
Być może musiała zebrać się w sobie ostatkiem sił, jakie jej zostały po tej walce o przetrwanie, aby stanąć na nogi i móc nie tylko dalej żyć, ale też dać sobie szansę na stworzenie innych, zdrowych relacji - z własnym dzieckiem, z partnerem.
I prawdopodobnie musiała też przeżyć bardzo bolesną żałobę, związaną z koniecznością zdystansowania się. Być może musiała zdobyć się na tytaniczny wysiłek, aby stanąć za sobą, móc żyć swoim życiem i stworzyć własne, zdrowe relacje.
.
I jeśli jesteś taką osobą, która musiała się zdystansować od rodziców, na chwilę, na jakiś czas, czy nawet na zawsze, to nikt, ale to absolutnie nikt, kto NIE przeszedł tego samego co Ty, nie ma prawa Ci mówić, co masz robić lepiej, jakim dzieckiem powinieneś być, nie ma prawa Cię pouczać ani osądzać, nie ma prawa Ci mówić, że jakiekolwiek Twoje odczucia są niewłaściwe, nie ma prawa Ci mówić, że powinieneś się uniewrażliwić albo że coś robisz źle ani serwować Ci moralizatorsko własnych interpretacji na temat tej relacji i twojego stosunku do niej.
.
Jako dziecko wybaczałeś zapewne setki czy nawet tysiące razy - małe dzieci są w tym świetne, zawsze gotowe wybaczyć, zawsze pełne nadziei, ciągle "zapominające" o tych wszystkich przykrych rzeczach dla "dobra relacji".
.
Ale te przykre rzeczy wybiją, będą musiały, bo takie jest prawo miłości.
Mogą wybić już w Twojej dorosłości, i wyjść na wierzch właśnie dlatego, że otwierasz się coraz bardziej na samego siebie, na miłość, a ona wlewa się w Ciebie i wypłukuje to wszystko, obmywa Cię.
.
Jako dorosły człowiek masz pełne prawo spotykać się ze swoją złością, ze swoją rozpaczą i bólem, ze swoją stłumioną agresją i je integrować.
.
Nie musisz zmuszać się do powrotu do tych dziecięcych stanów, w których byłeś tak pełen przebaczenia, tak jeszcze otwarty i pełen wiary, że moze być lepiej, jeśli tylko Ty będziesz lepszy.
.
Nie musisz słuchać cudzych koncepcji na temat "konieczności" wybaczenia. Bo to nie "wybaczenie" sprawi, że poczujesz się lepiej. Ono jest jedynie zrozumieniem, że druga osoba robiła co robiła, z powodu swoich ran, swoich uwarunkowań czy z jakichkolwiek innych powodów. Zobaczeniem, że sama cierpiała, czy cierpi. Możesz mieć do niej nawet cały ogrom współczucia i zrozumienia.
.
Ale to nie wybaczenie Cię uleczy. To nie współczucie wobec rodzica Cię uleczy ani zrozumienie dla niego.
.
Poczujesz się lepiej i zaczniesz się uzdrawiać, gdy sam siebie zalejesz życzliwością, miłością, akceptacją, najwyższym współczuciem i zrozumieniem, gdy sam dla siebie staniesz się najbardziej kochającym rodzicem i przyjacielem. To właśnie to nas ulecza i uzdrawia.
I jeśli jest taka potrzeba, masz pełne prawo robić to wszystko z dala od rodziców, a czasem nawet nie masz wręcz innej możliwości, jak zdystansować się.
.
W procesie integracji, uwalniania skumulowanych emocji czy napięć z ciała oraz odkrywania prawdziwego siebie (zwłaszcza, jeśli zostały uszkodzone struktury nerwowe wskutek przemocy albo nie wytworzyły się istotne połączenia w mózgu umożliwiające zdrowe funkcjonowanie w świecie i relacjach)
nieuchronnie zawsze uwrażliwiamy się na swoje ciało, na swoje emocje, na skumulowane napięcia.
Zrzucamy swoje zbroje i ciasne skafandry.
Rozmrażamy się, a wraz z tym rozmrażaniem musimy pozwolić, aby przepłynęło przez nas to, co chce przepłynąć, choćby była to złość, smutek, płacz, a nie narzucać sobie, by realizować jakieś duchowe paradygmaty miłości (które są jedynie programami mentalnymi).
.
Oczywiście to prawda, że nie warto żywić i podsycać w sobie negatywnych uczuć, wściekłości, urazy i nienawiści do nikogo, a zatem także do rodziców.
Ale jeśli już takie uczucia pojawiają się w Tobie, uszanuj je i uhonoruj, bo gdy je pominiesz i nie uhonorujesz, one wybiją, będą wracały.
Takie jest prawo miłości.
Jeśli nie w relacji z rodzicem, to w postaci ciągłego rozdrażnienia, w postaci niezdrowych relacji z innymi ludźmi, ciągłych konfliktów z innymi, z systemem, w relacji z dzieckiem czy partnerem, czy też przyjmą postać autoagresji, apatii, bezsilności i depresji.
.
Wierzę, ze w pewnym momencie zaczniesz stawać się dla siebie najkochańszą matką i ojcem, bądź już się nimi dla siebie stajesz.
Życzę Ci, abyś sycił się zawsze nieskończoną miłością i światłem.
Niech Ci tu będzie najlepiej na świecie.
Wierzę, że dobrze wykorzystasz dar życia, jakiego otrzymałeś od rodziców i stworzysz sobie takie warunki, w których będziesz mógł rosnąć i rozkwitać jak najpiękniej tylko możesz, dzieląc się sobą ze światem z radością i spokojem w sercu, dla dobra nas wszystkich.
Z całego serca Ci tego życzę i niech WSZYSTKO Ci w tym sprzyja.
Jesteś kochany i nigdy nie jesteś sam.
.
tekst: Karolina Bochenek
grafika: Alex Grey

poniedziałek, 27 maja 2019

Historia kobiety, która umarła, a następnie powróciła do życia.


Jestem bardzo szczęśliwa z powodu tego, że mogę do was pisać! Jedną z przyczyn mojej radości jest sam fakt mojego istnienia. Powinnam była umrzeć 2 lutego 2006 roku; miał to być ostatni dzień mojego życia w tym ciele. Właśnie wtedy lekarze poinformowali mojego męża i rodzinę, że zostało mi tylko kilka godzin życia.
Umierałam na raka węzłów limfatycznych. Do dnia mojej śmierci w ciągu czterech lat walczyłam z rakiem. W ciągu tego czasu choroba zniszczyła moje ciało. Poczynając od węzłów chłonnych na mojej szyi, ta choroba wywarła niszczycielski wpływ na cały mój system limfatyczny.
W ciągu czterech lat cierpiałam z powodu guzów, które tworzyły się na mojej szyi, rękach, piersiach, okolicach brzucha. Guzy te były wielkości cytryn. Zanim wpadłam w śpiączkę, moje płuca były przez cały czas wypełnione płynem. Za każdym razem, gdy próbowałam się położyć, dusiłam się tym płynem.
Moje mięśnie uległy całkowitemu zniszczeniu, ważyłam około 38 kilogramów. Wyglądałam niczym szkielet obciągnięty skórą. Byłam okryta otwartymi ranami, z których wyciekały lepkie toksyny. Nie byłam w stanie trawić jedzenia. Przez cały czas doskwierała mi gorączka.
Nie mogłam chodzić, bo moje mięśnie odmówiły posłuszeństwa, dlatego przez cały czas leżałam albo wożono mnie na wózku inwalidzkim. Przez cały czas byłam podłączona do maski tlenowej, bo bez jej pomocy po prostu nie byłam w stanie oddychać.
I właśnie tego poranka, 2 lutego 2006 roku wpadłam w śpiączkę. Lekarze poinformowali moją rodzinę, że zostało mi kilka godzin życia, bo moje organy wewnętrzne odmówiły posłuszeństwa. Moją rodzinę poinformowano, że teraz jest najlepszy czas na pożegnanie się ze mną, jeśli ktoś chce to zrobić.
Otaczający mnie ludzie nie uświadamiali, że doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, co się działo dookoła mnie, mimo że miałam zamknięte oczy i przebywałam w śpiączce.
Wyczuwałam obecność mojego męża: był zmęczony, ale był obok i trzymał mnie za rękę. Byłam świadoma wszystkiego tego, co robili lekarze — jak w moje ciało wprowadzano przewody i jak z moich płuc odprowadzano płyn, abym była w stanie oddychać.
Byłam świadoma najmniejszych szczegółów tego, co się działo dookoła mnie. Było to tak, jakbym posługiwała się widzeniem peryferyjnym, obejmującym 360 stopni. Mogłam widzieć wszystko, co się działo dookoła mojego ciała — nie tylko w pokoju, gdzie leżałam, ale również za jego granicami.
Czułam się większa niż moje ciało. Byłam świadoma, że jest to moje ciało, mogłam je widzieć, jak leży na łóżku szpitalnym, ale już nie byłam do niego przywiązana. Czułam, że mogłam być wszędzie w tym samym czasie. Przebywałam tam gdziekolwiek skierowałam swoją świadomość.
Byłam świadoma obecności brata, który był w Indiach. Moje ciało znajdowało się w Hongkongu. Śpieszył na samolot, żeby się ze mną zobaczyć. Wiedziałam, że chciał się ze mną pożegnać. Było to tak, jakbym była obok niego, widziałam go w samolocie.
Następnie uświadomiłam obecność swojego ojca i swojego najlepszego przyjaciela, których straciłam, bo obaj nie żyli. Jednak w tym momencie odczuwałam ich obecność obok mnie, pomagali mi i obcowali ze mną.
Przebywając w tym zdumiewającym rozszerzonym stanie świadomości, czułam, że jestem pełna światła i że wszystko rozumiem. Zrozumiałam przyczyny, dlaczego zachorowałam na raka. Zrozumiałam, że jestem znacznie większa i silniejsza. Moje wyobrażenie o sobie różniło się od tego, co o sobie zazwyczaj myślimy, przebywając w naszym ciele fizycznym.
Czułam też, że byłam połączona z wszystkimi: z lekarzami, z pielęgniarkami, z moim mężem, bratem, moją mamą. Było to tak, jakbyśmy byli połączeni za pomocą jednej świadomości. Mogłam czuć wszystko to, co odczuwali inni. Czułam współczucie, które oni odczuwali względem mnie. Czułam, że lekarze wyrzekli się dalszej pracy nade mną.

Jednocześnie nie czułam się emocjonalnie zaangażowana w tą tragedię, chociaż rozumiałam, że bliscy mi ludzie bardzo przeżywają moją śmierć. Czułam się tak, jakbyśmy dzieli jedną świadomość. Mimo że nie łączyło nas jedno ciało fizyczne, wszyscy byliśmy połączeni za pomocą jednej świadomości. Tak to odczuwałam.
Czułam, że mój ojciec próbował mi powiedzieć o konieczności powrotu do mojego ciała, bo jeszcze nie przyszedł czas na moje odejście. Na początku nie chciałam wracać, wydawało mi się, że mam wybór: wracać lub nie. Absolutnie nie chciałam wracać, nie mogłam znaleźć ani jednej przyczyny, dla której chciałabym wracać do tego chorego i umierającego ciała. Byłam ciężarem dla mojej rodziny, bardzo cierpiałam z bólu — czułam, że nie było żadnej ważnej przyczyny, abym wróciła.
Jednak później zrozumiałam, że jeśli będę w stanie w pełni zrozumieć to, co przed chwilą mi się ujawniło i że gdy zrozumiem przyczynę, dla której zachorowałam na raka i postanowię wrócić do mojego ciała, to będzie ono w stanie bardzo szybko się zregenerować. W tym momencie postanowiłam wrócić. Usłyszałam, jak mój najlepszy przyjaciel i mój ojciec powiedzieli mi: “Musisz wrócić do swojego życia nie odczuwając strachu właśnie teraz, gdy znasz prawdę i wiesz, kim naprawdę jesteś”.
W tym momencie wybudziłam się ze śpiączki.
Moja rodzina bardzo się ucieszyła. Lekarze nie mogli wyjaśnić tego, co zaszło, byli bardzo zaskoczeni i bardzo bacznie śledzili mój stan zdrowia. Nikt nie mógł wiedzieć, jakie będą następstwa mojego wybudzenia, nadal byłam bardzo osłabiona. Nikt nie wiedział, czy pozostanę świadoma, czy wyzdrowieję, czy też znowu wpadnę w śpiączkę.
Tylko ja byłam pewna, że wyzdrowieję. Mówiłam do swoich bliskich: “Wyzdrowieję, wiem, że wyjdę z tego, jeszcze za wcześnie na moje odejście”.
Po pięciu dniach rany na moim ciele zmniejszyły się o 70%. Po pięciu tygodniach opuściłam szpital. Całkowicie wyzbyłam się raka. Wróciłam do życia i moje życie uległo całkowitej przemianie.
Moje postrzeganie świata, jak również postrzeganie naszego fizycznego ciała oraz chorób uległo całkowitej zmianie. Przyszło mi z trudem połączenie tego nowego postrzegania rzeczywistości z moim ówczesnym trybem życia. Najlepszą próbą opisania tego, co przeżyłam, jest zastosowanie metafory, którą nazywam “magazyn”.
Oto jesteśmy w pewnym magazynie, gdzie panuje całkowita ciemność. Proszę wyobrazić sobie, że trafiliście do magazynu w pewnej hurtowni, gdzie panuje ciemność. Nie widać nic, ciemność znajduje się nawet naprzeciwko was.
Macie małą latarkę, którą się posługujecie w celu oświecenia swojej drogi. Możecie widzieć tylko malutki promień światła wytwarzany przez latarkę. Cokolwiek możecie dostrzec w tym magazynie za pomocą światła latarki jest tylko małym skrawkiem rzeczywistości. Kierujecie promień latarki w jedno miejsce, ale cała reszta pomieszczenia znajduje się w całkowitych ciemnościach.
W pewnym momencie ktoś włącza główne źródło światła i teraz widzicie cały magazyn. Nagle dostrzegacie cały ogrom tego magazynu. Jest on większy, niż mogliście to sobie kiedykolwiek wyobrazić. Widzicie dużo przeróżnych półek z ogromną ilością różnych rzeczy: jest tam wszystko, co kiedykolwiek mogliście sobie wyobrazić, i nawet to, o czym nigdy nie myśleliście. Wszystko to leży na półkach tego niezwykłego magazynu.
Znajdują się tam rzeczy bardzo ładne, mniej ładne, coś dużego, coś małego, coś, co ma bardzo niezwykły kolor, którego nigdy wcześniej nie widzieliście i nawet nie wyobrażaliście sobie, że takie kolory w ogóle mogą istnieć. Są tam rzeczy, które wyglądają śmiesznie i niedorzecznie. Wszystkie te rzeczy znajdują się obok siebie na półkach. Niektóre rzeczy widzieliście już wcześniej za pomocą światła latarki, ale wiele z tych rzeczy nigdy wcześniej nie widzieliście, bo promień latarki nigdy je w pełni nie oświecał.
Nagle ktoś znowu wyłącza duże światło i zostajecie z małą latarką w ręku. Jednak teraz zdajecie sobie sprawę z ogromu magazynu i różnorodności rzeczy przechowywanych w nim. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy dostrzegacie tylko mały wycinek tego, co jest podświetlane za pomocą światła latarki.
Teraz zdajecie sobie sprawę o istnieniu innych rzeczy, mimo że nie możecie ich dostrzec ani odczuć. Jesteście jednak przekonani o ich istnieniu, ponieważ spotkało was to doświadczenie. Właśnie tak mogę opisać to, co przeżyłam. Istnieje znacznie większa różnorodność rzeczy, niż ten skrawek rzeczywistości, w który możemy uwierzyć i który możemy doświadczyć. Jednak to wszystko istnieje poza granicami naszej latarki.
Aby lepiej zrozumieć to, co chcę wam przekazać, chciałabym, abyście teraz wzięli udział w pewnej grze.
Proszę rozglądnąć się wokół siebie i zapamiętać wszystkie rzeczy w kolorze czerwonym — od odcieni jaskrawej czerwieni do koloru bordo. Popatrzcie na te kolory i zapamiętajcie je. Proszę zapamiętać jak największą ilość czerwonych obiektów, bo poproszę o wyliczenie ich później.
Następnie poproszę zamknąć oczy, trzymać głowę prosto i powiedzieć mi, ile widzieliście przedmiotów w kolorze niebieskim. Będzie to mała ilość przedmiotów. Proszę pomyśleć na ten temat.
Proszę otworzyć oczy i rozejrzeć się dookoła. Zobaczcie, jak dużo niebieskich przedmiotów współistnieje z przedmiotami o kolorze czerwonym, jednak nawet je nie zauważyliście. Dlaczego tak się stało? Bo nawet nie zdawaliście sobie sprawy z tego, że istnieją!
Wasza świadomość jest promieniem tej latarki. Gdy oświecacie cokolwiek za pomocą swojej świadomości, to staje się to waszą rzeczywistością, staje się to tym, w co jesteście zaangażowani emocjonalnie. Przed oczami mogą być przeróżne rzeczy, ale jeśli wasza latarka nie jest na nie skierowana, nawet je nie zauważycie.
Proszę porozmyślać na ten temat. Proszę pomyśleć, ile miliardów dolarów wydajemy na badanie raka i jaki jest koszt takiej inicjatywy. Proszę sobie wyobrazić, że możemy taką samą ilość środków finansowych zainwestować w badanie dobrobytu. Nasz świat będzie całkiem inny. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy w stanie dać temu światu energię, którą obecnie tracimy na walki i wojny. Nasz świat wyglądałby całkiem inaczej, gdybyśmy tylko zmienili swój promień świadomości.
Na poziomie bardziej osobistym chciałam podzielić się z wami pięcioma wielkimi lekcjami, które wysnułam z tego doświadczenia.
Miłość jest najważniejszą rzeczą, na którą musimy skierować swoją świadomość.
Jest to zagadnienie pierwszorzędne. Łatwo powiedzieć: “Powinniście kochać ludzi”, ale jedną z przyczyn, dla której zachorowałam na raka, było to, że nie kochałam SWOJE WYŻSZE JA. Jest to niezwykle ważne.
Gdy kochamy samych siebie, to oznacza, że doceniamy też samych siebie. Gdy doceniamy samych siebie, pokazujemy innym, jaki powinni mieć do nas stosunek.
Gdy kochamy samych siebie, nie potrzebujemy kontrolować lub zastraszać innych ludzi albo pozwalać innym na kontrolowanie i zastraszanie nas.
Kochanie siebie samego jest równie ważne, jak kochanie innych. Im bardziej kochacie samych siebie, tym więcej macie w sobie miłości, którą możecie dać innym.
Następną ważną lekcją, którą zrozumiałam dla samej siebie — należy żyć bez strachu.
Wielu z nas od dziecka karmiono strachem. Nauczono nas, że musimy się wszystkiego bać. Bałam się wszystkiego: raka, złego pożywienia, tego, że nie spodobam się innym ludziom — wszystkiego. Bałam się niepowodzeń. I większość z nas wyrosła w podobnym strachu.
Ludzie myślą, że strach chroni ich przed niebezpieczeństwem, ale w rzeczywistości tak nie jest. To miłość nas chroni.
Gdy rzeczywiście kochacie samych siebie i innych, jesteście przekonani, że jesteście bezpieczni i że ludzie, których kochacie, nie znajdą się na niebezpiecznej drodze.
Miłość jest niezawodnym środkiem obrony. Chroni ona was znacznie lepiej niż strach.

Trzecią niezmiernie istotną rzeczą, o której się dowiedziałam, jest humor, śmiech i radość.
Od urodzenia wiemy, czym jest śmiech, radość i humor. Od urodzenia wiemy, że śmianie się jest niezmiernie ważne, dlatego dzieci robią to przez cały czas. Od urodzenia wiemy, czym jest miłość i brak strachu. Jednak w miarę naszego wyrastania nasz śmiech i radość przestają być bez przyczyny, stają się warunkowe.
Śmiech, humor oraz zdolność do dostrzegania radości w życiu są niezmiernie ważne. Są ważniejsze niż każda inna nasza działalność życiowa, którą możemy sobie tylko wyobrazić. Nasz świat wyglądałby całkiem inaczej, gdyby w naszym życiu było więcej radości i gdyby nasi politycy umieli się śmiać. Gdybyśmy umieli się śmiać, mielibyśmy znacznie mniejszą ilość chorych ludzi, szpitali i więzieni.
Moją czwartą lekcją było uświadomienie sobie faktu, że życie jest darem.
Wielu z nas przeżywa swoje życie w taki sposób, jakby to była wykańczająca codzienna harówa, ale przecież tak wcale nie powinno być. Niestety, rozumiemy cenę życia tylko wtedy, gdy tracimy coś cennego.
Musiałam utracić życie, aby zrozumieć jego wartość. Nie chciałabym, aby inni ludzie popełniali ten sam błąd, dlatego też dzielę się swoimi przeżyciami z wami. Nie chcę, aby ludzie rozumieli wartość swojego życia tylko wtedy, gdy już jest zbyt późno.
Wasze życie jest darem. Darem są również te wszystkie próby losu, których doświadczacie. Gdy zachorowałam na raka była to dla mnie ciężkie doświadczenie. Jednak dzisiaj, patrząc wstecz na swoje przeżycia, rozumiem, że rak był moim największym darem od losu. Ludzie myślą, zresztą myślałam bardzo podobnie, że rak mnie zabijał, ale w rzeczywistości zabijałam samą siebie, zanim zachorowałam na raka. Rak uratował moje życie.
Darem są wszystkie ciężkie przeżycia, wszystkie próby losu. Ludzie zawsze to odkrywają na samym końcu tej podróży. Jeśli w tej chwili odczuwacie trudności życiowe i nie czujecie, że jest to dar od losu — oznacza to, że jeszcze nie doszliście do samego końca.
Piąta i ostatnia lekcja — jest to bardzo ważne — należy być sobą.
Bądźcie sobą w takim stopniu, na ile jest to możliwe. Promieniujcie światłem tak jaskrawo, jak to tylko możliwe.
Wykorzystajcie swoją unikatowość!
Zrozumcie, kim jesteście, dojdźcie do sedna tego, kim jesteście. Kochajcie samych siebie i niech ta miłość do samych siebie będzie całkowicie bezwarunkowa, po prostu bądźcie sobą.
Zapoznaliście się z pięcioma najważniejszymi rzeczami, a teraz zapraszam was do życia bez strachu…
Anita Moorjani

https://bleckt.pl/historia-kobiety-ktora-umarla-a-nastepnie-powrocila-do-zycia-z-niewiarygodnym-przeslaniem-dla-ludzkosci/?fbclid=IwAR0n1uOFpP9Z9YowRiERbpTxYKeXXTEA-YKKON-i7fdG2Z7zGz4aMqA1m6Y


niedziela, 4 listopada 2018

Czas zatrzymania.

W ten czas, kiedy cała natura,
Po burzliwym okresie wzrostu szykuje się do spoczynku,
Żeby nabrać nowych sił,
Nowych inspiracji.

I tkwi w tym cyklicznym śnie,
Aż do Czasu Nowego Słońca.

W ten wyjątkowy Czas Zatrzymania,
Rdzenne kultury Ziemi,
Kontemplowały odwieczne Koło Narodzin i Śmierci.

I my współcześni,
Bez względu na wiarę i przekonania,
Kontynuujemy te tradycje.

Wierząc, że to czas przenikania się świata materialnego i niefizycznego,
W którym możemy obcować z naszymi Przodkami,
Z tymi, którzy przetarli nam Ścieżkę.

Bez ocen, bez interpretacji...
Tego co kto i komu czynił...

Bo my wszyscy z jednego Źródła,
Do którego powrócimy.

W ten czas mamy okazję pokłonić się Przodkom,
Porozmawiać,
Podziękować za cud życia,
Który udało się im nam przekazać.

Obiecać, że na ich pamiątkę,
Na pamiątkę ich nieprostych dróg,
Trudów i wyrzeczeń,
Zrobimy z naszym Życiem coś wspaniałego.

Ucząc się na ich błędach,
Czerpiąc z ich Mądrości.

Bo nikt nie umiera, tylko ciała.

Bo jesteśmy sumą naszych Przodków.

Żeby oni w końcu mogli odpocząć,
Zasłużonym snem.

A my ruszyć ku Życiu.

Bo nigdy nie jest za późno,
Żeby popłynęła Miłość.

Pięknego czasu dla Was.

Joanna Mądrzak

Nieskończoność...

Szczególny dzień. Zapalmy Światło dla naszych bliskich. Oddajmy im szacunek i uznanie za to co wnieśli w nasze życie. Za ich miłość i opiekę.
Zapalmy Światło dla naszych przodków - żadne życie nie było po nic. Każdy z nas nosi część życia swoich przodków w sobie, w swoim sercu. Zapalmy Światło tam, gdzie jest ciemność.
Uczcijmy tych, którzy nie są już przy nas, ale ich energia dalej istnieje i nigdy nie przeminie.
Nieskończoność...
Jest strażniczką największej tajemnicy.
Do niej dochodzimy i od niej wracamy.
Jest początkiem i końcem, narodzeniem i śmiercią,startem i metą .
Wszystko jest wiecznym rytmem kosmicznego powracania, zbiorem tysiąca dróg. Czy widzisz swoją wartość? Czy widzisz wartość swoich przodków ?
Spotkanie mienionej przeszłości i wieczności w mistrzostwie doskonałej nieskończoności.
Pierwotna potęga i siła która mieszka w Tobie w każdym człowieku.
Nie możesz zasłużyć sobie na Niebo, ponieważ Niebo jest na Ziemi.
Tworzysz sobie swoje tak zwane niebo lub tak zwane piekło Tutaj i Teraz w każdej minucie swojego życia- poprzez każdą decyzję,którą podejmiesz.
Światło, Miłość, Uznanie dla Tych którzy są po tamtej stronie ....
Pomiędzy światami i z tamtej strony czasu powstaje most tęczy po to byś nigdy już nie czuł się sam.
Niebo na Ziemi Niebo w Nas.

czwartek, 26 kwietnia 2018

Na peryferiach Wszechświata .


Na peryferiach Wszechświata znajduje się mały sklepik.
Szyldu dawno już nie ma, został zdmuchnięty przez kosmiczny huragan.
Nowego szyldu właściciel sklepu nie powiesił, ponieważ wszyscy okoliczni mieszkańcy wiedzą przecież, że sklep sprzedaje marzenia.

Asortyment jest bardzo bogaty można tu kupić praktycznie wszystko.

Jacht, dom, małżeństwo, posadę prezesa korporacji, pieniądze, dzieci,dobrą pracę, duży biust, medal olimpijski, samochody, drużyny piłkarskie, władzę, sukces i wiele innych dóbr.

W sprzedaży nie ma jedynie Życia i Śmierci, ich dystrybucją zajmuje się Centrala znajdująca się w innej Galaktyce.
Każdy klient, który wchodzi do sklepu (bo są też tacy, którzy ani razu nie weszli i do tej pory siedzą na tyłku i zajmują się chceniem) w pierwszej kolejności pyta o cenę swojego marzenia.

A ceny są różne…

Wymarzona praca na przykład, kosztuje rezygnację ze stabilności i przewidywalności, gotowość do samodzielnego planowania i organizowania własnego życia, wiarę we własne siły oraz pozwolenia sobie na taką pracę, jaką kochasz, a nie taką, jaka się nawinie.

Władza ma nieco wyższą cenę: trzeba zrezygnować z pewnych swoich przekonań, nauczyć się znajdować do wszystkiego racjonalne wytłumaczenie, umieć odmawiać, znać swoją wartość (a powinna ona być wysoka), pozwalać sobie na mówienie ,wyrażać własną opinię, niezależnie od akceptacji czy dezaprobaty otoczenia.

Niektóre ceny wydają się dość dziwne: małżeństwo można otrzymać w zasadzie za bezcen, natomiast szczęśliwe życie kosztuje bardzo drogo; wymaga osobistej odpowiedzialności za własne szczęście, umiejętności cieszenia się życiem, znajomości swoich celów, rezygnacji z dążenia by wszystkim dogodzić, doceniania wszystkiego co się ma, pozwolenia sobie na bycie szczęśliwym, świadomości własnych zalet, rezygnacji z bonusu; ofiary, ryzyka utraty niektórych znajomych.

Nie każdy klient, który wchodzi do sklepu, jest gotów, aby od razu kupić marzenie.

Niektórzy, gdy widzą cenę, natychmiast wychodzą.

Inni stoją w zadumie, licząc swoje zasoby i zastanawiając się, skąd wziąć więcej środków.

Czasem ktoś skarży się, że ceny są za wysokie i prosi właściciela o rabat albo pyta, kiedy będzie wyprzedaż.

Są też tacy, którzy wyciągają z kieszeni wszystkie swoje oszczędności i odbierają marzenie, zapakowane w piękny szeleszczący papier.

Są zawsze odprowadzani wzrokiem przez zazdrosnych klientów, którzy szepczą złośliwie, że właściciel sklepu to na pewno ktoś z rodziny i marzenie dostali pod ladą, po znajomości.

Właściciela sklepu dawno już proszono, aby obniżył ceny, co zwiększyłoby liczbę klientów.

Ale takie postulaty za każdym razem spotykały się z odmową, bowiem właściciel uważa, że to obniży jakość marzeń.

Kiedy pytano go, czy nie obawia się bankructwa, mówił, że nigdy nie zabraknie śmiałków, gotowych ryzykować i zmieniać swoje życie, rezygnując z nawyków i bezpiecznej przewidywalności, zdolnych do wiary w swoje marzenia, mających dość sił i środków, by zapłacić za ich realizację

środa, 13 grudnia 2017

Co Zobaczyłeś na Obrazku jako Pierwsze Wyjawia Podświadomy Strach.

Czy wiesz, że prawdopodobnie każdy ma podświadomy ukryty strach przed czymś? Podczas, gdy często świadomie boimy się pająków, wody czy klaunów, niewielu z nas jest świadomych głęboko zakorzenionych lęków, zwłaszcza związanych z przebytymi ciężkimi doświadczeniami.

Spójrz na obrazek wykonany przez Władimira Kusha. Co najpierw zauważyłeś? Zapamiętaj swoją odpowiedź i poczytaj o dogłębnej analizie swojego wyboru.

Odkryj jaki jest twój podświadomy strach!

Oto, co znaczy, gdy pierwszy zobaczyłeś nóż:

Jeśli najpierw zobaczyłeś nóż, twój podświadomy/ukryty strach jest śmiertelną chorobą. Obawiasz się, że masz śmiertelną chorobę, nie wiedząc o tym i obawiasz się, że możesz nagle cierpieć i umierać.

Oto, co znaczy, gdy zobaczyłeś najpierw gąsienicę:

Twoim ukrytym strachem jest duch. Jest szansa, że boisz się, że duch czy złe duchy mogą pojawić się przed tobą i prześladują cię w najtrudniejszych chwilach. Na przykład gdy usiłujesz zasnąć lub kiedy jesteś zdezorientowany.

Oto, co znaczy, jeśli zobaczyłeś najpierw motyla:

Twój ukryty strach to zdrada. Jest bardzo prawdopodobne, że już dawno zostałeś zraniony zdradą, a teraz obawiasz się, że historia się powtórzy. Być może spotkałeś się z odrzuceniem ze strony partnera, pracy czy marzeń. Jednak jesteś bardzo dobry w ukrywaniu tych słabości. Pojawia się to tylko wtedy, gdy jesteś zmuszony do radzenia sobie z tym.


Co jeśli zobaczyłeś jabłko jako pierwsze:

Twój podświadomy strach to śmierć. Jednak nie twoja własna, ale rodziny i przyjaciół. Jest bardzo prawdopodobne, że straciłeś już kogoś bliskiego. W obliczu traumy, z którą się spotkałeś, nic dziwnego, że ten cień cię prześladuje i nie możesz znieść myśli o stracie kogoś innego w swoim życiu.

Wszystkie ukryte lęki mają wspólną cechę winy i paniki. Być może zastanawiasz się, dlaczego te dwa uczucia w szczególności… Weźmy na przykład lęk przed ekonomiczną niepewnością. Jeśli straciłeś pracę, a inni polegają na tobie finansowo, naturalne jest poczucie winy. Poza tym łatwo jest wpaść w panikę, ponieważ nie można znaleźć sposobu a rozwiązanie tej sytuacji. Dlatego połączenie winy i paniki jest tu kluczowe.
Strach i negatywna energia są jak grzyby, które rozwijają się w ciemności. Tak długo jak utrzymujesz te uczucia dla siebie, będą one nadal się rozmnażać i nawiedzać. Jeśli nie zaradzisz tej sytuacji, mogą cię paraliżować negatywne emocje.

czwartek, 9 listopada 2017

Co zobaczyłeś jako pierwsze?

To, co jako pierwsze zauważysz na tym zdjęciu, ujawnia twój głęboko zakorzeniony strach.

Co zobaczyłeś jako pierwsze?

1. Mała dziewczynka.

Jeśli jako pierwszą zobaczyłeś dziewczynkę oznacza to stłumione emocje z dzieciństwa.
Jest wiele momentów w dzieciństwie, które mogą wpłynąć na ciebie tak, by wywołać w twoim dojrzałym życiu lęki, kompleksy, uzależnienia, nieuzasadnione pragnienia.
Relacja z matką jest kluczowa dla rozwoju emocjonalnego. Jeśli dziecko spędzało zbyt dużo czasu z dala od przykładu matki lub gdy matka nie poświęcała dziecku uwagi, możliwe jest, że podłożem naszego życia jest ciągły strach.
W ten sposób dziecko pielęgnuje lęk, którym podszyte są wszystkie decyzje i na którym opiera się cała odpowiedzialność.
Prawda jest taka, że trauma nie musi być wypielęgnowana w dzieciństwie. Może to się zdarzyć podczas ciąży, połogu czy w okresie niemowlęcym.

2. Motyl.

Motyl jest zwykle kojarzony pozytywnie. Jest jednak głębokie podświadome znaczenie tego symbolu.

Według marzeń sennych motyl jest oznaką szans i początków.

Świetlisty, kolorowy motyl to znak dobrej nadziei, nowych życiowych dróg. Jednak ciemny motyl oznacza niewykorzystane możliwości.

Duchowe znaczenie motyla to przewożenie dusz życie po życiu. Łączy to motyla ze światem zmarłych.
Jeśli najpierw ujrzałeś motyla, prowadzi to do strachu głównie przed śmiercią. Może chodzić też o strach przed brakiem życia, inną stroną życia, utratą szansy.

3. Truskawka.

Truskawka nierzeczywistej wielkości pośrodku obrazka tak naprawdę odzwierciedla serce. Truskawka od zawsze kojarzy się z miłością. W zasadzie nawet lepiej reprezentowałabym ból wynikający z miłości.
Istnieje nawet legenda, która mówi, że z powodu śmierci Adonisa bogini Wenus nie mogła przestać płakać, toteż każda jej łza, która spadła na ziemię, zrodziła truskawki.
Jeśli spojrzałeś na truskawkę w pierwszej kolejności to znaczy, że twój strach mieści się w sercu. Największe jego źródło ma więc związek z uprzedzeniem do miłości.
To, co w dzieciństwie widzieliśmy pomiędzy rodzicami, ich okazywanie uczuć między sobą, miało wpływ na nasze podejście do czegoś tak pięknego jak miłość. Czasem jednak może się zdarzyć, że nasze opieranie się miłości wynika z brutalnie złamanego serca we wcześniejszym związku.

4. Pająk.

Ludzie często boją się pająków. To taki mechanizm wypracowany w człowieku poprzez ewolucję, który dał nam dodatkową uważność na te małe zagrożenia, które nas otaczają.
Jednakże pająk mówi o tym, że boimy się, że nasze otoczenie nie jest bezpieczne.
Jeśli zobaczyłeś najpierw pająka to oznacza, że nie umiesz czuć się do końca bezpieczny w swoim środowisku.
Zawsze patrzysz na szczegóły i szukasz czegoś, co jest nie tak. Wyszukujesz niebezpieczeństwa nawet w najbezpieczniejszym miejscu. Przez to ciągłe skupianie się na zagrożeniu omijają cię najpiękniejsze chwile i zwykle zbytnio analizujesz plany. Bywa że mierzysz się z napadami lęku i paniki.
Podświadomy strach przed niebezpieczeństwem może mieć związek z nadaktywnym ośrodkiem mózgowym w połączeniu z bojaźliwym zachowaniem. Być może wychowywałeś się wśród ludzi, którzy wiele się martwili, a być może jest to lęk, który sam w sobie wypracowałeś.

5. Drzewa.

Drzewo jest silnym psychologicznym symbolem. Jednym z najlepszych testów psychoanalitycznych polega na zaobserwowaniu jak dana osoba rysuje drzewo na kartce papieru.
Drzewo to symbol korzeni. Dwa drzewa tworzące most zwykle oznaczają, że wewnątrz nas samych jest konflikt, którego nie jesteśmy gotowi rozwiązywać. Emocjonalny rozłam, którego nie damy rady złączyć.
Jeśli spojrzałeś na drzewa to znaczy, że największym źródłem twojego strachu jest podświadomy emocjonalny podział. Boisz się zaakceptować do końca niektóre części siebie samego. Budujesz więc swoją tożsamość wokół tego cienia.
Większość z nas zna dobrze swoje wątpliwości i wahania. Jednak zupełnie inaczej to wygląda, gdy ktoś nam o nich głośno powie.
Właśnie dlatego, najlepiej się z kimś skonsultować i usłyszeć zdanie kogoś z zewnątrz; zobaczyć inną perspektywę.
Stanąć twarzą w twarz z własnym lękiem oznacza naprawdę dużo siły.

6. Misie.

Przytulając swojego misia dzieci zawsze odnajdują komfort. To takie dobre wyjście i ucieczka dla każdego dziecka. Miejsce ciepła, zrozumienia, bezpieczeństwa.
To właśnie symbolizuje miś – przyjaciela, który bezwarunkowo rozumie, jest ciepły i pełen miłości. Jeśli strach się pojawia, dziecko przytula misia. To naturalny odruch.
Na tym obrazku misie są trochę inne. Fakt, że zobaczyłeś je jako pierwsze ujawnia coś interesującego. Boisz się bać.
Strach, który płynie z podświadomości prawdopodobnie wynika z doświadczeń z dzieciństwa, w których właśnie się bałeś i nie miałeś nawet misia, który by cię uspokoił.
To doświadczenie zapadło ci głęboko w pamięć i dlatego starasz się uniknąć strachu za wszelką cenę. Nie chcesz być sam i bez pomocy. Możliwe, że boisz się samotności i nie ufasz innym.

http://warsztatdobregoslowa.com.pl/strach-obrazek/




niedziela, 1 października 2017

Wyzdrowiałam, bo rozchorował się mój kot – prawdziwa historia.

O tym jak kot stał się impulsem powrotu do zdrowia.
Zadzwonił telefon. Usłyszałem słowo: „dziękuję”!
Po chwili dzwoniąca kobieta się przedstawiła i opowiedziała mi swoją historię.
Kilkanaście miesięcy temu byłam schorowaną osobą. Na tyle mocno, że nie miałam siły pracować, bawić się, uprawiać sportu. A kiedyś byłam sportsmenką – taką szkolną sportsmenką – biegałam, grałam w koszykówkę. Później, po studiach, przyszła proza życia: praca, dom, realizowanie celów i takie tam wyścigi, to za tym, to za tamtym.
Czułam się na tyle źle, że zapomniałam już o tych ambitniejszych planach i marzeniach. Wszystko stawało się powoli jeszcze intensywniejszym wyścigiem, bo w pracy i w domu walczyłam przy każdej czynności, nawet przy czytaniu książek, czy siedzeniu przy komputerze, ze złym samopoczuciem, bólem. Wiedziałam, że źle się odżywiam, że męczy mnie stres, że mam za mało ruchu, lecz gdy w tych dziedzinach coś zmieniałam, niewiele to pomagało.
Moje zdrowie, z miesiąca na miesiąc, z roku na rok, się pogarszało. I właśnie kilkanaście miesięcy temu, zaczęło się pogarszać jeszcze szybciej, dosłownie z dnia na dzień. Poszłam kolejny raz do lekarza. Zrobili mi badania i wydali wyrok.
Odechciało mi się wszystkiego, nawet leczenia, nawet walki z chorobą. Zresztą walczyłam z chorobami już wiele lat, brałam mnóstwo leków i to mi nie pomagało. Czułam się coraz gorzej i gorzej, czułam, że leki mnie trują, że uśmierzają mój ból, że tylko powstrzymują moją chorobę, że się nią opiekują.
Wzięłam urlop, zamknęłam się w domu – poddałam się. I tak trwałam w nicnierobieniu, w nieobecności dla świata i dla siebie samej, przez kilka dni.
Trwało to do momentu, aż rozchorował się mój kot.
Wyzdrowiałam, bo rozchorował się mój kot - prawdziwa historia
Też nie chciał jeść, też nie chciał się bawić, też był osowiały, leżał i stękał. Ale w pewnym momencie wstał, wyszedł do ogrodu i zaczął jeść trawę przy oczku wodnym. Później wymiotował, znowu jadł trawę i … wyzdrowiał.
Tak mnie to zadziwiło, że zaczęłam szperać po internecie w poszukiwaniu czegoś na temat samouzdrawiania ludzi i trafiłam na YouTube na filmiki, które zaczęłam oglądać. Mówiły o diecie, o ruchu, o ziołach, o stresie.
To już przerobiłam.
Lecz w jednym z filmików natrafiłam na coś, co mnie rozłożyło na łopatki, powaliło mnie niczym drzewo pod siekierą drwala. Mianowicie usłyszałam tam, że choruję … bo chcę chorować. Na początku pomyślałam, że to wierutne bzdury, bo jak człowiek, normalny człowiek, może chcieć chorować.
Pomyślałam, że tylko człowiek obłąkany, ktoś niespełna rozumu może pragnąć choroby. Lecz gdy się zagłębiłam w tamte słowa, słowa autora filmu, coś mnie ruszyło. I powoli, powoli zaczęłam to rozumieć. W końcu zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę chciałam być chora.
Chciałam być chora, bo choroby były tematem moich rozmów z przyjaciółkami, bo choroby były moimi wymówkami i wreszcie choroby stały się magnesem do przyciągania zainteresowania mną dla moich dzieci, które dorosły i poszły w świat.
Stałam się sierotką, taką biedną, małą, chorą sierotką Marysią, która chciała przyciągnąć ludzi, opiekę, która chciała sobie ulżyć w niedoli, chciała zabić swoją samotność, przyciągając do siebie ludzi. Tym sposobem na moją obecność i znaczenie dla świata, stały się moje choroby.
To było podświadome. Niby świadomie pragnęłam zdrowia, a podświadomie było zupełnie odwrotnie. A ponieważ umysł podświadomy to 90% umysłu, to te pragnienia spełniały się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Przyciągałam to, czego się bałam.
Teraz widzę, czuję to, co mówił autor filmu, że dostajemy to, czego się boimy, przyciągamy to, czego się lękamy: świadomie boimy się chorób, uciekamy przed nimi, podświadomie ich pragniemy, bo zapewniają nam korzyść.
Później zaczęłam czytać też teksty tego samego autora. Powoli zrozumiałam.
Na początku wydawało mi się, że to rozumiem, ale to było tylko takie moje widzimisię, sztuczka mojego świadomego umysłu. Prawdziwe zrozumienie przyszło później, gdy dotarłam do podświadomego umysłu, gdy zaczęłam medytować. Odkryłam, że do podświadomości mogę dotrzeć tylko w ten sposób.
Zaczęłam obserwować swoje własne myśli i powoli zaczęły ustępować, gubić się, palić ze wstydu, że zostały zdemaskowane, że odkryłam ich pokrętność, ich fałsz. Odkryłam, że myśli mają naturę śmieci, że tak naprawdę tylko tym są – śmieciami. Więc oczyszczałam się z nich. Po prostu im się przyglądałam.
Zdarzył się cud, bo zaczęłam się śmiać. Nawet nie wiem, z jakiego powodu, może dlatego, że bez myśli czułam się lekka, doenergetyzowana. Może dlatego, że to śmiech jest naszą naturą, a nie smutek, że to radość, a nie strach jest naszą prawdą. W każdym bądź razie, śmiałam się w duchu, śmiało się moje ciało.
Ciało zaczęło być wrażliwe. Wreszcie zaczęło mi podpowiadać, co jest dla mnie właściwe, a co nie. Ciało mi podpowiadało, czego pragnie. Zachciało ruchu, więc zaczęłam biegać, zachciało surowej żywności, więc zaczęłam jeść jak dzikie zwierzęta.
Moja głowa oczyściła się ze śmieci i przestałam się bać, przestałam uciekać.
Wiedza przestała mi być potrzebna – moi przewodnicy byli ciągle obecni i gotowi, by mnie prowadzić. Oni byli i są częścią mnie. Wystarczyło wyrzucić z siebie hałas i wszystko zaczęło być słyszalne, widzialne, wszystko się czuło.
To niesamowite! To cudowne! To piękne i radosne, i mądre. I ta cała mądrość jest w nas. Ach …
I zaczęłam podziwiać … kota. Tak, naprawdę, za jego mądrość, za to, że kot nie pragnie chorób i mojego nim zainteresowania. Jest mądry, bo gdy przychodzi choroba, to coś wewnątrz niego – instynkt lub intuicja podpowiada mu, co trzeba zrobić.
Panie Piotrze! Wie Pan, dlaczego do Pana zadzwoniłam? Bo to były Pana filmiki. Znalazłam na blogu numer telefonu i zadzwoniłam, by podziękować.
Wyzdrowiałam, bo rozchorował się mój kot i dlatego, że już nie pragnę choroby.
Naprawdę. Nie brałam leków, a zdrowiałam.
Dzięki Panu zrozumiałam, że wszystkie choroby są tworami naszych umysłów, że kreujemy choroby swoimi myślami. Zrozumiałam to, co Pan mówił w tych filmikach, że zdrowie jest naszą naturą, a choroba naszym wyborem i zrozumiałam to nie poprzez głowę, ale poprzez doświadczenie.
Teraz wiem, dlaczego do mnie ta śmiertelna choroba przyszła.
Przyszła, by mnie zaszokować, przyszła, by powiedzieć w akcie rozpaczy, że nie jest potrzebna.
Tak, przyszła, by mnie przebudzić, potrząsnąć i dać do zrozumienia, że choroba nie jest mi do niczego potrzebna.
To wygląda dziwnie, gdy komuś to mówię, paradoksalnie: cierpimy, by zrozumieć, że cierpienie nie jest nam potrzebne, chorujemy, by zrozumieć, że choroby nie są nam potrzebne.
To głęboko duchowe prawdy i by je zrozumieć trzeba stanąć na krawędzi życia i śmierci, trzeba stanąć w sytuacji bez wyjścia. Tak, tylko w takiej sytuacji można odnaleźć prawdziwą drogę. Teraz to wiem.
I powiem Panu jeszcze jedno, że nikt nie chce mi uwierzyć, ale teraz po tym doświadczeniu, wiem, dlaczego tak jest.
Oj jestem gadułą, ale to dlatego, że tak się cieszę tym czego doświadczyłam i tak bardzo bym chciała tę swoją historię opowiadać innym, lecz mnie nie słuchają. Może Pana wysłuchają, tak jak ja wysłuchałam.
Dziękuję!
Podziękowałem za tę rozmowę. I spisałem jej treść, by w Tobie ta niesamowita historia dokonała takiej przemiany jak w tej kobiecie.
To tyle.
Piotr Kiewra

http://sekrety-zdrowia.org/kot-rozchorowal-sie-wyzdrowialam/

piątek, 18 sierpnia 2017

Zielne święto – kobiecy czas!

Jak głosiła legenda, trzy dni po śmierci Matki Boskiej apostołowie nie znaleźli w jej grobie ciała, a jedynie kwiaty i zioła pośród których leżała. I dlatego właśnie katolickie święto przetrwało w pamięci ludu jako Matki Boskiej Zielnej. Od wieków święci się w tym dniu zioła, kłosy zbóż, owoce i warzywa – całą obfitość bujnego sierpnia.

bouquet-924490_960_720

„O! wy kwiaty mej młodości, prosto z łąki zioła,
Co na Matkę Boską Zielną znoszą do kościoła
I stawiają Częstochowskiej, by podniosła rączkę,
Nad firletkę, macierzankę i nad srebrną drżączkę,
Nad rozchodnik i lawendę, nad rutę i miętę,
Bo to wszystko przecież Boże, bo to wszystko święte
Jak stajenka betlejemska z prostym polskim bydłem.
Więc zrównane są te zioła z mirrą i kadzidłem.”
– tak pisał poeta Kazimierz Wierzyński udowadniając tym, że świetnie zna bogactwo sierpniowej łąki. Rzeczywiście, dawne kościoły tonęły w całej obfitości sierpniowej flory, która barwami i aromatami zdobiła wnętrza jak żadne inne polichromie. Nic dziwnego – sierpniowe bukieciarstwo na Zielną urastało do rangi prawdziwej konkurencji.

flower-meadow-260301_960_720

Jakie bogactwa składały się w bukiety na Zielną? Wspomina znany botanik Jan Teofil Siciński: W naszej wiązance obowiązkowo winna znajdować się trawa łąkowa, której kłoski sercowate nazywane są tutaj serduszkami Matki Boskiej. Chodziło się po nią wcześniej lub zbierało przy okazji pobytu na Podgórskim lub Gliniankach, gdzie występowała na ugorkach lub w sąsiedztwie rowów odwadniających. Również kłosy i wiechy zbóż – najczęściej żyta, pszenicy, jęczmienia i owsa – zbierało się trochę wcześniej. Uzupełniały je rośliny zielne zbierane na polach, murawach, łąkach, miedzach, podwórkach itp. Musiały to być zioła odznaczające się czymś szczególnym: kolorem, kształtem, zapachem… Wzięciem cieszyły się błękitne chabry, bławatki, różowe kąkole, tobołki polne, wesołe cieciorki, kropkowane dziurawce, wątłe maki, poszarpane firletki, pachnące mięty, lecznicze serdeczniki, ożankowe przetaczniki, białe pyleńce, szorstkie żywokosty, kropkowane goździki, niebieskie niezapominajki, piaskowe macierzanki, ostre rozchodniki i setki innych roślin z bogatego zielnika polskiej flory, których nie sposób tutaj wymienić. Wreszcie – rośliny ozdobne, jak: żółte słoneczniki, żółto-białe złocienie, barwne petunie, wytworne gipsówki, lekarskie nagietki, okazałe rudbekie, ogrodowe warszawianki, wyniosłe aksamitki, kędzierzawe malwy i inne piękności z ogrodowych grządek.
Nieodzownymi składnikami bukietów pozostają warzywa oraz owoce z sadów. Prawie wszystkie rośliny i ich części mogą być składnikami wiązanek, a zależy to jedynie od zamysłu twórczego osoby tworzącej. Gałązki i pędy, kwiaty i kwiatostany, nasiona i owoce, części kminku i lubczyku, a nawet korzenie marchwi i pietruszki bywają wkładane do tych małych dzieł sztuki na to wyjątkowe święto. Dobrze jest wybierać rośliny z olejkami eterycznymi i aromatycznym zapachem. Wzbogacają one odczucia zmysłu powonienia i czynią pełniejszym rezultat naszych dokonań. O ileż uboższe byłyby bez nich te spontanicznie i z potrzeby serca tworzone kompozycje zbożowo-kwiatowo-owocowo-warzywne.(KLIK!)

meadow-845469_960_720


Czyż nie imponujący skład na bukiet? Przygotowywano go zresztą już kilka dni wcześniej, znosząc do domu zioła, zboża i kwiaty, następnie plotąc wiązanki. Po poświęceniu niosło się je do domu, by ziarno z kłosów posłużyło jako siew lub symboliczny pokarm dla domowych zwierząt. Cała reszta wonnego wiechcia zdobiła obraz Pani tego święta. Zioła wieszano też w oknie, jako magiczną ochronę przed piorunami, ogniem, chorobami, zarazami, powodzią, wojnami i innymi przeciwnościami losu.
W ciągu roku święte ziele wielokrotnie jeszcze powracało – w czasie burzy sypano je na palącą się w oknie gromnicę. Ocieloną krowę, podobnie jak te pierwszy raz wyganiane na łąkę po zimie, pojono wywarem zawierającym susz. Podobnie postępowano z ptactwem domowym.

forest-1486367_960_720

Ale wykorzystywanie świętych ziół nie ograniczało się do spraw pragmatycznych. Wierzono, że chroniły przed urokami, złym spojrzeniem. To one czyniły łatwiejszym odejście z tego świata, wkładano je więc konającym pod poduszkę, a następnie wsadzano nieco do trumny, by spoczywali w pokoju.
Poświęconego ziela nie wolno było wyrzucać, a jedynie spalić – był to przecież przedmiot święty, ucieleśniony wyraz podziękowania za urodzaj. Ale nie tylko. Rośliny święcono z wiarą, że wtedy każda o to prosi o błogosławieństwo, w zamian obiecując swoją wdzięczność i pomoc ludziom, którzy zanoszą je do kościoła. Wierzono, że Matka Boska Zielna z Dzieciątkiem chodzi po polach, by je święcić je.
Wywodzące się z katolickiej tradycji święto stanowiło dla prostych ludzi wyraźny łącznik z prastarym kultem bogini-matki. W naszej tradycji była to Marzanna, bogini odwiecznego łańcucha życia i śmierci. To je właśnie składano w ofierze wieńce oraz ziarna zbóż i ją zwano Zbożową Matką. Łatwo wykazać również związek święta z rzymskimi obchodami święta Diany, patronki gór i lasów (nie od razu była łowczynią). Trwało ono trzy dni i kończyło obrzędem Wniebowzięcia Diany, jako królowej niebios.

the-sun-269417_960_720

„Od Zielnej Maryi Panny przychodzą mgły i chłód poranny” głosi ludowe porzekadło. Spieszmy się więc, nim jesień zatryumfuje i wybierzmy się dziś na łąkę. Obojętnie z jaką intencją, świąteczną czy po prostu ku rekreacji – szukajmy w ten czas obfitości. Ile ziół znajdziecie w sierpniowe świąteczne popołudnie?
Według starej tradycji, w bukiet do poświęcenia w Matkę Boską Zielną wiązano siedem lub 77 różnych ziół i zbóż, później także kwiatów. Siódemka już w Starym Testamencie jest symbolem doskonałości. Tych siedem ziół to rumianek, mięta, melisa, bazylia, rozmaryn, lubczyk i nasturcja – czytamy (KLIK!).

Wedle tradycji ludowej i w zgodzie z nauką, rozpoczyna się sakralno-zielarski czas kobiecy – zioła kwitną najpiękniej, pachną najintensywniej i mają największą moc. Korzystajmy z łąk, dopóki są bioróżnorodne, zbierajmy zioła, które będą nam służyć w zimowy czas.

http://ulicaekologiczna.pl/flora/zielne-swieto-kobiecy-czas