Pokazywanie postów oznaczonych etykietą humor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą humor. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 listopada 2020

Zioła to nasi skromni przyjaciele o wielkiej sile i mocy .

Pozwólcie, że Wam przedstawię Marzenę Wojtkowiak.
Marzena jest dziennikarką z zawodu, zielarzem z powołania. Jest pasjonatką produktów bez chemii. Komponuje ziołowe zestawy kosmetyczne i maści. Wspiera i popularyzuję zdrowy styl życia. Według niej naturalne kosmetyki są kosmetykami PREMIUM. Tworząc receptury korzysta z bogactwa roślin z naszych polskich pól, łąk, lasów. Sięga także po wyjątkowe składniki z różnych zakątków świata. Jest pomysłodawczynią inicjatywy "Ziołowe przyjęcia", spotkań podczas, których dzieli się wiedzą i przybliża innym swoją wielką miłość jaką są rośliny. Mnie zachwycają, jej pasja, wiedza i nieustępliwość w dążeniu do realizacji marzeń. Tworzy wyjątkowe receptury, które dbają nie tylko o skórę, ale i zmysły.
Zapraszam Was do obserwowania jej profilu na Facebook
https://www.facebook.com/zioloweprzyjecia

A teraz odrobinę Świątecznej magii od Marzeny
Zdjęcia: Marcin Zodro







http://www.zioloweprzyjecia.pl/

środa, 18 listopada 2020

10 sposobów, jak nauczyć się kochać siebie od Louise Hay

 


1. Przestań się krytykować.
Nie myśl o sobie jako o złym. To stwarza trudności. Czując się „niewystarczająco dobre” usprawiedliwiamy nasz upokorzony stan i utrzymujemy go. Pielęgnujemy ból i choroby.
2. Przestań się nękać.
Wielu po prostu terroryzuje się mrocznymi myślami, wyobrażając sobie każdą sytuację o wiele gorszą niż jest w rzeczywistości. Tacy ludzie nadmuchują drobne problemy do wygórowanych rozmiarów. A jak okropne jest życie w oczekiwaniu na najgorsze.
3. Bądź dla siebie miły, delikatny i cierpliwy.
Jak żartobliwie napisał Oren Arnold: „Boże, proszę cię, daj mi cierpliwość. I natychmiast! " Cierpliwość to potężne narzędzie. Większość ludzi cierpi z powodu oczekiwania natychmiastowych rezultatów. Denerwujemy się stojąc w kolejkach lub stając w korkach. Niecierpliwość to niechęć do nauki. Chcemy zdobywać wiedzę bez wyciągania lekcji, bez podejmowania kroków niezbędnych do osiągnięcia celu.
4. Naucz się być życzliwym dla swojego umysłu.
Nie bij się za negatywne myśli. Nie obwiniaj siebie za złe rzeczy w życiu. Ucz się z tego. Bycie miłym dla siebie oznacza rezygnację z winy, winy, kary i bólu.
5. Naucz się chwalić siebie.
Krytyka pali duszę, pochwała ożywia ją z popiołów. Cokolwiek robisz, wspieraj się pochwałami. Powtarzaj sobie, że jesteś piękna.
6. Naucz się prosić przyjaciół o pomoc.
Proszenie o pomoc jest przejawem siły, a nie słabości. Wielu z nas jest przyzwyczajonych do polegania tylko na sobie i nigdy nie poprosi o pomoc. A jednak spróbuj to zrobić, zamiast próbować samodzielnie radzić sobie ze wszystkimi problemami i złościć się na siebie, że nie wyszło.
7. Kochaj swoje negatywne cechy.
Wszyscy dokonaliśmy złego wyboru. Jeśli wytrwale będziemy się za to karać, rozwiniemy stereotyp. Kolejnym potężnym narzędziem jest humor. Pomaga się zrelaksować i poczuć ulgę w stresującej sytuacji. Zobacz więcej filmów komediowych. Jeśli ktoś może spojrzeć na swoje życie jak na zabawę z elementami telenoweli, dramatu i komedii, to nie jest beznadziejny i w przyszłości wszystko będzie z nim dobrze.
8. Dbaj o swoje ciało.
Uważaj, czym go karmisz. Staliśmy się fanami konserw. Poszliśmy na różne diety. Pozwoliliśmy firmom spożywczym i ich sztuczkom reklamowym wpływać na ich nawyki żywieniowe. Świadomość tego, co jemy i jak się potem czujemy, to okazywanie sobie miłości.
9. Pracuj z lustrem.
Podejdź rano do lustra, uśmiechnij się i powiedz swojemu odbiciu: „Kocham Cię, jesteś najbardziej niesamowita i piękna”. Przeżyj ten dzień w dobrym nastroju, z miłością do siebie i swoich sąsiadów. Zobaczysz, jak szybko zmieni się Twoje życie, znajdź dla siebie zestaw ćwiczeń, które lubisz, a ich wykonywanie sprawi Ci przyjemność.
10. Kochaj siebie już teraz, nie czekaj, aż będziesz doskonały.
Ucząc się kochać siebie, możesz kochać i akceptować innych ludzi. Nie przyszedłeś na ten świat, aby zadowolić innych i żyć tak, jak chcą. Twoim celem jest wyrażenie siebie i wyrażanie miłości na głębokim poziomie.


niedziela, 17 listopada 2019

10 Kroków jak pokochać siebie.



1. Powiedz stop wszelkiej krytyce
Powiedz sobie, że nie będziesz krytykować nikogo i niczego, teraz i na zawsze. Krytyka niczego nie zmienia pozytywnie. Akceptuj siebie i świat takim jakim jest. Louise poleca stanąć przed lustrem, spojrzeć w lustro i powiedzieć afirmację:
🌼 „Jestem w porządku taką jaką / takim jakim jestem teraz”.

2. Powiedz stop myślom, które Cię terroryzują
Nie pozwól negatywnym myślom rosnąć w siłę i kierować Tobą. Przestań straszyć samą samego siebie, zacznij akceptować siebie. Kiedy przyjdzie negatywna myśl natychmiast zmień uwagę na to co jest pozytywne. Wybierz myśli dzięki którym czujesz się dobrze.

3. Bądź łagodna/y, delikatna/y, uprzejma/y, dobra/y, życzliwa/y, a nade wszystko cierpliwy wobec siebie
Tutaj Louise siłę cierpliwości porównuje do ogrodu i uprawy w nim roślin. Chwasty to negatywne myśli, które zagłuszają pozytywne myśli. Naucz się nowego sposobu myślenia, zadaj sobie pytanie: „Jak mam kochać siebie?” Louise proponuje afirmację do lustra: 🌼 „Chcę Cię bardziej kochać dzisiaj niż wczoraj”.

4. Bądź wyrozumiały dla swojego umysłu
Krok czwarty oznacza zaprzestanie życia w poczucia winy i obwinianiu się:
„Obwinianie powoduje, że zrobiłaś/łeś coś złego, …. obwinianie powoduje poczucie winy, poczucie winy domaga się kary, a kara powoduje ból”. Gdy przestaniesz obwiniać się wówczas zaakceptujesz odpowiedzialność. Tutaj Louise wskazuje na korzyści z pozytywnej medytacji i wizualizacji.

5. Nagradzaj się
Krytyka burzy, nagroda buduje. Pozwól sobie na nagrodę, należny Ci się nagroda za to co robisz, za to kim jesteś. Louise radzi powiedzieć do lustra: 🌼 „Dobrze sobie radzę, że wszystkim”.

6. Znajdź sposoby i osoby które będą Cię wpierać
Wesprzyj siebie, znajdź wsparcie dla siebie. Przestań być niezadowolona/y ponieważ coś Ci nie wychodzi, ale poproś o pomoc.

7. Zaakceptuj swoje porażki
Zaakceptuj swoją negatywna stronę doświadczeń, przeszkody można polubić, poświęcaj im znacznej mnie uwagi. Cokolwiek mamy teraz w życiu jest spowodowane naszym udziałem. Nigdy się nie mylisz. Złość nie powoduje pozytywnych zmian.

8. Humor
Śmiej się jak najwięcej, oglądaj komedie. Spotykaj się z życzliwymi ludźmi, z takimi przy których dobrze się czujesz, z takimi, którzy wywołują u Ciebie szczery śmiech.

9. Troszcz się o swoje ciało
„Ciało jest domem w którym żyjesz. Uważaj na to co dostaje się do twojego ciała, jedzenie jest paliwem dla ciała. Troszczenie się o swoje ciało jest aktem kochania samego siebie”. Oto jedna z pozytywnych afirmacji którą proponuje Louise: 🌼 „Przebaczam, przebaczono mi. Kocham Cię, Kocham Cię, Kocham Cię. Co mogłabym/mógłbym zrobić, by pokochać Ciebie? Zasługuję tylko na dobro w moim życiu”.

10. Część kochania samego siebie polega na czuciu swoich uczuć. Louise woła do nas: 🌼„Czuj swoje uczucia i żyj czując”. Afirmacje: 🌼 "Gdziekolwiek pójdę prosperuję. Mój dochód się zwiększa. Zawsze jestem bezpieczna/y. Życie jest radością i wypełnione miłością. Kocham i jestem kochana/y. Jestem gotowa/y do pokochania siebie".

~ Louise L. Hay

poniedziałek, 27 maja 2019

Historia kobiety, która umarła, a następnie powróciła do życia.


Jestem bardzo szczęśliwa z powodu tego, że mogę do was pisać! Jedną z przyczyn mojej radości jest sam fakt mojego istnienia. Powinnam była umrzeć 2 lutego 2006 roku; miał to być ostatni dzień mojego życia w tym ciele. Właśnie wtedy lekarze poinformowali mojego męża i rodzinę, że zostało mi tylko kilka godzin życia.
Umierałam na raka węzłów limfatycznych. Do dnia mojej śmierci w ciągu czterech lat walczyłam z rakiem. W ciągu tego czasu choroba zniszczyła moje ciało. Poczynając od węzłów chłonnych na mojej szyi, ta choroba wywarła niszczycielski wpływ na cały mój system limfatyczny.
W ciągu czterech lat cierpiałam z powodu guzów, które tworzyły się na mojej szyi, rękach, piersiach, okolicach brzucha. Guzy te były wielkości cytryn. Zanim wpadłam w śpiączkę, moje płuca były przez cały czas wypełnione płynem. Za każdym razem, gdy próbowałam się położyć, dusiłam się tym płynem.
Moje mięśnie uległy całkowitemu zniszczeniu, ważyłam około 38 kilogramów. Wyglądałam niczym szkielet obciągnięty skórą. Byłam okryta otwartymi ranami, z których wyciekały lepkie toksyny. Nie byłam w stanie trawić jedzenia. Przez cały czas doskwierała mi gorączka.
Nie mogłam chodzić, bo moje mięśnie odmówiły posłuszeństwa, dlatego przez cały czas leżałam albo wożono mnie na wózku inwalidzkim. Przez cały czas byłam podłączona do maski tlenowej, bo bez jej pomocy po prostu nie byłam w stanie oddychać.
I właśnie tego poranka, 2 lutego 2006 roku wpadłam w śpiączkę. Lekarze poinformowali moją rodzinę, że zostało mi kilka godzin życia, bo moje organy wewnętrzne odmówiły posłuszeństwa. Moją rodzinę poinformowano, że teraz jest najlepszy czas na pożegnanie się ze mną, jeśli ktoś chce to zrobić.
Otaczający mnie ludzie nie uświadamiali, że doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, co się działo dookoła mnie, mimo że miałam zamknięte oczy i przebywałam w śpiączce.
Wyczuwałam obecność mojego męża: był zmęczony, ale był obok i trzymał mnie za rękę. Byłam świadoma wszystkiego tego, co robili lekarze — jak w moje ciało wprowadzano przewody i jak z moich płuc odprowadzano płyn, abym była w stanie oddychać.
Byłam świadoma najmniejszych szczegółów tego, co się działo dookoła mnie. Było to tak, jakbym posługiwała się widzeniem peryferyjnym, obejmującym 360 stopni. Mogłam widzieć wszystko, co się działo dookoła mojego ciała — nie tylko w pokoju, gdzie leżałam, ale również za jego granicami.
Czułam się większa niż moje ciało. Byłam świadoma, że jest to moje ciało, mogłam je widzieć, jak leży na łóżku szpitalnym, ale już nie byłam do niego przywiązana. Czułam, że mogłam być wszędzie w tym samym czasie. Przebywałam tam gdziekolwiek skierowałam swoją świadomość.
Byłam świadoma obecności brata, który był w Indiach. Moje ciało znajdowało się w Hongkongu. Śpieszył na samolot, żeby się ze mną zobaczyć. Wiedziałam, że chciał się ze mną pożegnać. Było to tak, jakbym była obok niego, widziałam go w samolocie.
Następnie uświadomiłam obecność swojego ojca i swojego najlepszego przyjaciela, których straciłam, bo obaj nie żyli. Jednak w tym momencie odczuwałam ich obecność obok mnie, pomagali mi i obcowali ze mną.
Przebywając w tym zdumiewającym rozszerzonym stanie świadomości, czułam, że jestem pełna światła i że wszystko rozumiem. Zrozumiałam przyczyny, dlaczego zachorowałam na raka. Zrozumiałam, że jestem znacznie większa i silniejsza. Moje wyobrażenie o sobie różniło się od tego, co o sobie zazwyczaj myślimy, przebywając w naszym ciele fizycznym.
Czułam też, że byłam połączona z wszystkimi: z lekarzami, z pielęgniarkami, z moim mężem, bratem, moją mamą. Było to tak, jakbyśmy byli połączeni za pomocą jednej świadomości. Mogłam czuć wszystko to, co odczuwali inni. Czułam współczucie, które oni odczuwali względem mnie. Czułam, że lekarze wyrzekli się dalszej pracy nade mną.

Jednocześnie nie czułam się emocjonalnie zaangażowana w tą tragedię, chociaż rozumiałam, że bliscy mi ludzie bardzo przeżywają moją śmierć. Czułam się tak, jakbyśmy dzieli jedną świadomość. Mimo że nie łączyło nas jedno ciało fizyczne, wszyscy byliśmy połączeni za pomocą jednej świadomości. Tak to odczuwałam.
Czułam, że mój ojciec próbował mi powiedzieć o konieczności powrotu do mojego ciała, bo jeszcze nie przyszedł czas na moje odejście. Na początku nie chciałam wracać, wydawało mi się, że mam wybór: wracać lub nie. Absolutnie nie chciałam wracać, nie mogłam znaleźć ani jednej przyczyny, dla której chciałabym wracać do tego chorego i umierającego ciała. Byłam ciężarem dla mojej rodziny, bardzo cierpiałam z bólu — czułam, że nie było żadnej ważnej przyczyny, abym wróciła.
Jednak później zrozumiałam, że jeśli będę w stanie w pełni zrozumieć to, co przed chwilą mi się ujawniło i że gdy zrozumiem przyczynę, dla której zachorowałam na raka i postanowię wrócić do mojego ciała, to będzie ono w stanie bardzo szybko się zregenerować. W tym momencie postanowiłam wrócić. Usłyszałam, jak mój najlepszy przyjaciel i mój ojciec powiedzieli mi: “Musisz wrócić do swojego życia nie odczuwając strachu właśnie teraz, gdy znasz prawdę i wiesz, kim naprawdę jesteś”.
W tym momencie wybudziłam się ze śpiączki.
Moja rodzina bardzo się ucieszyła. Lekarze nie mogli wyjaśnić tego, co zaszło, byli bardzo zaskoczeni i bardzo bacznie śledzili mój stan zdrowia. Nikt nie mógł wiedzieć, jakie będą następstwa mojego wybudzenia, nadal byłam bardzo osłabiona. Nikt nie wiedział, czy pozostanę świadoma, czy wyzdrowieję, czy też znowu wpadnę w śpiączkę.
Tylko ja byłam pewna, że wyzdrowieję. Mówiłam do swoich bliskich: “Wyzdrowieję, wiem, że wyjdę z tego, jeszcze za wcześnie na moje odejście”.
Po pięciu dniach rany na moim ciele zmniejszyły się o 70%. Po pięciu tygodniach opuściłam szpital. Całkowicie wyzbyłam się raka. Wróciłam do życia i moje życie uległo całkowitej przemianie.
Moje postrzeganie świata, jak również postrzeganie naszego fizycznego ciała oraz chorób uległo całkowitej zmianie. Przyszło mi z trudem połączenie tego nowego postrzegania rzeczywistości z moim ówczesnym trybem życia. Najlepszą próbą opisania tego, co przeżyłam, jest zastosowanie metafory, którą nazywam “magazyn”.
Oto jesteśmy w pewnym magazynie, gdzie panuje całkowita ciemność. Proszę wyobrazić sobie, że trafiliście do magazynu w pewnej hurtowni, gdzie panuje ciemność. Nie widać nic, ciemność znajduje się nawet naprzeciwko was.
Macie małą latarkę, którą się posługujecie w celu oświecenia swojej drogi. Możecie widzieć tylko malutki promień światła wytwarzany przez latarkę. Cokolwiek możecie dostrzec w tym magazynie za pomocą światła latarki jest tylko małym skrawkiem rzeczywistości. Kierujecie promień latarki w jedno miejsce, ale cała reszta pomieszczenia znajduje się w całkowitych ciemnościach.
W pewnym momencie ktoś włącza główne źródło światła i teraz widzicie cały magazyn. Nagle dostrzegacie cały ogrom tego magazynu. Jest on większy, niż mogliście to sobie kiedykolwiek wyobrazić. Widzicie dużo przeróżnych półek z ogromną ilością różnych rzeczy: jest tam wszystko, co kiedykolwiek mogliście sobie wyobrazić, i nawet to, o czym nigdy nie myśleliście. Wszystko to leży na półkach tego niezwykłego magazynu.
Znajdują się tam rzeczy bardzo ładne, mniej ładne, coś dużego, coś małego, coś, co ma bardzo niezwykły kolor, którego nigdy wcześniej nie widzieliście i nawet nie wyobrażaliście sobie, że takie kolory w ogóle mogą istnieć. Są tam rzeczy, które wyglądają śmiesznie i niedorzecznie. Wszystkie te rzeczy znajdują się obok siebie na półkach. Niektóre rzeczy widzieliście już wcześniej za pomocą światła latarki, ale wiele z tych rzeczy nigdy wcześniej nie widzieliście, bo promień latarki nigdy je w pełni nie oświecał.
Nagle ktoś znowu wyłącza duże światło i zostajecie z małą latarką w ręku. Jednak teraz zdajecie sobie sprawę z ogromu magazynu i różnorodności rzeczy przechowywanych w nim. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy dostrzegacie tylko mały wycinek tego, co jest podświetlane za pomocą światła latarki.
Teraz zdajecie sobie sprawę o istnieniu innych rzeczy, mimo że nie możecie ich dostrzec ani odczuć. Jesteście jednak przekonani o ich istnieniu, ponieważ spotkało was to doświadczenie. Właśnie tak mogę opisać to, co przeżyłam. Istnieje znacznie większa różnorodność rzeczy, niż ten skrawek rzeczywistości, w który możemy uwierzyć i który możemy doświadczyć. Jednak to wszystko istnieje poza granicami naszej latarki.
Aby lepiej zrozumieć to, co chcę wam przekazać, chciałabym, abyście teraz wzięli udział w pewnej grze.
Proszę rozglądnąć się wokół siebie i zapamiętać wszystkie rzeczy w kolorze czerwonym — od odcieni jaskrawej czerwieni do koloru bordo. Popatrzcie na te kolory i zapamiętajcie je. Proszę zapamiętać jak największą ilość czerwonych obiektów, bo poproszę o wyliczenie ich później.
Następnie poproszę zamknąć oczy, trzymać głowę prosto i powiedzieć mi, ile widzieliście przedmiotów w kolorze niebieskim. Będzie to mała ilość przedmiotów. Proszę pomyśleć na ten temat.
Proszę otworzyć oczy i rozejrzeć się dookoła. Zobaczcie, jak dużo niebieskich przedmiotów współistnieje z przedmiotami o kolorze czerwonym, jednak nawet je nie zauważyliście. Dlaczego tak się stało? Bo nawet nie zdawaliście sobie sprawy z tego, że istnieją!
Wasza świadomość jest promieniem tej latarki. Gdy oświecacie cokolwiek za pomocą swojej świadomości, to staje się to waszą rzeczywistością, staje się to tym, w co jesteście zaangażowani emocjonalnie. Przed oczami mogą być przeróżne rzeczy, ale jeśli wasza latarka nie jest na nie skierowana, nawet je nie zauważycie.
Proszę porozmyślać na ten temat. Proszę pomyśleć, ile miliardów dolarów wydajemy na badanie raka i jaki jest koszt takiej inicjatywy. Proszę sobie wyobrazić, że możemy taką samą ilość środków finansowych zainwestować w badanie dobrobytu. Nasz świat będzie całkiem inny. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy w stanie dać temu światu energię, którą obecnie tracimy na walki i wojny. Nasz świat wyglądałby całkiem inaczej, gdybyśmy tylko zmienili swój promień świadomości.
Na poziomie bardziej osobistym chciałam podzielić się z wami pięcioma wielkimi lekcjami, które wysnułam z tego doświadczenia.
Miłość jest najważniejszą rzeczą, na którą musimy skierować swoją świadomość.
Jest to zagadnienie pierwszorzędne. Łatwo powiedzieć: “Powinniście kochać ludzi”, ale jedną z przyczyn, dla której zachorowałam na raka, było to, że nie kochałam SWOJE WYŻSZE JA. Jest to niezwykle ważne.
Gdy kochamy samych siebie, to oznacza, że doceniamy też samych siebie. Gdy doceniamy samych siebie, pokazujemy innym, jaki powinni mieć do nas stosunek.
Gdy kochamy samych siebie, nie potrzebujemy kontrolować lub zastraszać innych ludzi albo pozwalać innym na kontrolowanie i zastraszanie nas.
Kochanie siebie samego jest równie ważne, jak kochanie innych. Im bardziej kochacie samych siebie, tym więcej macie w sobie miłości, którą możecie dać innym.
Następną ważną lekcją, którą zrozumiałam dla samej siebie — należy żyć bez strachu.
Wielu z nas od dziecka karmiono strachem. Nauczono nas, że musimy się wszystkiego bać. Bałam się wszystkiego: raka, złego pożywienia, tego, że nie spodobam się innym ludziom — wszystkiego. Bałam się niepowodzeń. I większość z nas wyrosła w podobnym strachu.
Ludzie myślą, że strach chroni ich przed niebezpieczeństwem, ale w rzeczywistości tak nie jest. To miłość nas chroni.
Gdy rzeczywiście kochacie samych siebie i innych, jesteście przekonani, że jesteście bezpieczni i że ludzie, których kochacie, nie znajdą się na niebezpiecznej drodze.
Miłość jest niezawodnym środkiem obrony. Chroni ona was znacznie lepiej niż strach.

Trzecią niezmiernie istotną rzeczą, o której się dowiedziałam, jest humor, śmiech i radość.
Od urodzenia wiemy, czym jest śmiech, radość i humor. Od urodzenia wiemy, że śmianie się jest niezmiernie ważne, dlatego dzieci robią to przez cały czas. Od urodzenia wiemy, czym jest miłość i brak strachu. Jednak w miarę naszego wyrastania nasz śmiech i radość przestają być bez przyczyny, stają się warunkowe.
Śmiech, humor oraz zdolność do dostrzegania radości w życiu są niezmiernie ważne. Są ważniejsze niż każda inna nasza działalność życiowa, którą możemy sobie tylko wyobrazić. Nasz świat wyglądałby całkiem inaczej, gdyby w naszym życiu było więcej radości i gdyby nasi politycy umieli się śmiać. Gdybyśmy umieli się śmiać, mielibyśmy znacznie mniejszą ilość chorych ludzi, szpitali i więzieni.
Moją czwartą lekcją było uświadomienie sobie faktu, że życie jest darem.
Wielu z nas przeżywa swoje życie w taki sposób, jakby to była wykańczająca codzienna harówa, ale przecież tak wcale nie powinno być. Niestety, rozumiemy cenę życia tylko wtedy, gdy tracimy coś cennego.
Musiałam utracić życie, aby zrozumieć jego wartość. Nie chciałabym, aby inni ludzie popełniali ten sam błąd, dlatego też dzielę się swoimi przeżyciami z wami. Nie chcę, aby ludzie rozumieli wartość swojego życia tylko wtedy, gdy już jest zbyt późno.
Wasze życie jest darem. Darem są również te wszystkie próby losu, których doświadczacie. Gdy zachorowałam na raka była to dla mnie ciężkie doświadczenie. Jednak dzisiaj, patrząc wstecz na swoje przeżycia, rozumiem, że rak był moim największym darem od losu. Ludzie myślą, zresztą myślałam bardzo podobnie, że rak mnie zabijał, ale w rzeczywistości zabijałam samą siebie, zanim zachorowałam na raka. Rak uratował moje życie.
Darem są wszystkie ciężkie przeżycia, wszystkie próby losu. Ludzie zawsze to odkrywają na samym końcu tej podróży. Jeśli w tej chwili odczuwacie trudności życiowe i nie czujecie, że jest to dar od losu — oznacza to, że jeszcze nie doszliście do samego końca.
Piąta i ostatnia lekcja — jest to bardzo ważne — należy być sobą.
Bądźcie sobą w takim stopniu, na ile jest to możliwe. Promieniujcie światłem tak jaskrawo, jak to tylko możliwe.
Wykorzystajcie swoją unikatowość!
Zrozumcie, kim jesteście, dojdźcie do sedna tego, kim jesteście. Kochajcie samych siebie i niech ta miłość do samych siebie będzie całkowicie bezwarunkowa, po prostu bądźcie sobą.
Zapoznaliście się z pięcioma najważniejszymi rzeczami, a teraz zapraszam was do życia bez strachu…
Anita Moorjani

https://bleckt.pl/historia-kobiety-ktora-umarla-a-nastepnie-powrocila-do-zycia-z-niewiarygodnym-przeslaniem-dla-ludzkosci/?fbclid=IwAR0n1uOFpP9Z9YowRiERbpTxYKeXXTEA-YKKON-i7fdG2Z7zGz4aMqA1m6Y


czwartek, 21 czerwca 2018

WARTOŚĆ KOBIETY NIE ZALEŻY OD MĘŻCZYN


O wartości kobiety, nie stanowi mężczyzna,
ani to czy jest w relacji z mężczyzną, czy nie.
Wciąż funkcjonuje to przekonanie, bardziej lub mniej świadomie, ale tak.
Kobieta potrzebuje dorosnąć, z dziewczyny stać się kobietą.
Jeśli uzależniasz swoją wartość od mężczyzny, znaczy to,
że jeszcze nie dorosłaś i szukasz taty w partnerze.
Jeśli wiesz, czy bez względu na to czy jesteś w relacji z mężczyzną, czy nie, jesteś wartościowa,
to znaczy, że dorosłaś.
Kobiety udomowione, to te, które nie mogą spotkać się
ze swoją dzikością w sobie,
ich instynkt dorosłej kobiety został stłumiony,
zostały udomowionymi grzecznymi dziewczynkami,
których wartość zależy od partnera.
Nie potrafią się od niego oddzielić, nie widzą granic,
pomiędzy ja,a ty w relacji.
Chcą by było po ich myśli zawsze, są dziewczynkami
w relacji z tatusiami, nie mają swojej przestrzeni w swoim życiu.
Wszystko jest uzależnione od każdego ruchu mężczyzny.
Jemu podporządkowują swoje życie i rezygnują z siebie całkowicie, bo przecież o jej wartości stanowi mężczyzna.
O twojej wartości jako kobiety, nie stanowi mężczyzna
i im szybciej to zrozumiesz, tym lepiej dla ciebie.
Wtedy dorośniesz, staniesz się wartościową kobietą samą
dla siebie, bez względu na to czy jesteś w relacji w danym momencie z mężczyzną, czy nie.
Kiedy dorośniesz, wyzwolisz swoją kobiecość.
Wtedy poznasz swoje marzenia, pragnienia swojej duszy,
usłyszysz głębokie wołanie swojej duszy.
Poznasz siebie, swoją tożsamość,swoje cykle.
Wezmiesz odpowiedzialność za swoje życie i siebie samą.
W końcu dorośniesz i jako dorosła kobieta,
będziesz świadomie potrafiła stanowić o sobie
i wejdziesz w relacje jako świadoma partnerka,
bo wtedy dopiero wiesz, czego oczekujesz od relacji
jako dorosła kobieta, nie dziewczynka.
Wtedy świadomie ze swoim partnerem
będziesz mogła budować relacje, we wzajemnym szacunku.
Nie czujesz się zagrożona w relacji, zalękniona, nie żyjesz
w ciągłym napięciu.
Twój każdy dzień nie zależy od tego co pomyśli i czego pragnie danego dnia twój partner. Znasz swoją wartość i wiesz,
że nie zależy ona od humoru twojego partnera.
Rozumiesz, że jeśli ma zły humor, to ani nie jest twoja wina
humory jego nie wpływają na twoje poczucie wartości.
Nie jesteś już dziewczynką,przeżywającą humory swojego ojca.
Jesteś świadomą, wartościową, niezależną kobietą
gotową tworzyć i budować relacje z niezależnym mężczyzną,
który też dorósł i wie, że jego wartość nie zależy od kobiety.
Dorósł, jest świadomy i nie szuka mamy w relacji.
Nie musi zabiegać o jej uwagę i miłość.
Wtedy kiedy dorosła kobieta spotyka dorosłego mężczyznę. Oboje mogą wzrastać i siebie w tym wzroście wspierać
w miłości i szacunku.
Wzrasta kobiety kobiecość i męskość mężczyzny wzrasta.
Ich relacja wzrasta dla nich samych, ale też dla całego świata.
Dzięki nim wzrasta całe ludzkie plemię.

tekst: Agnieszka Dziewanna

środa, 9 maja 2018

ODCZUWANIE NIE ZABIJA.

Czy wiesz, że emocje transformują się samoistnie po ok. dziewięćdziesięciu sekundach, jeśli tylko nie usiłujemy ich tłumić?
Zauważ, że tak naprawdę rzadko kiedy pozwalamy sobie W PEŁNI poczuć swoje uczucia. Całymi dniami, tygodniami, miesiącami a nawet latami potrafimy chodzić z emocjami buzującymi gdzieś w tle, ciągle z nimi walcząc, próbując odwrócić od nich uwagę, stłumić i stawiać im opór.
Paradoskalnie one wtedy zaczynają dominować w naszym życiu, a jeśli nie przejmują nad nami kontroli to po prostu pożerają naszą energię.
Pracowałam kiedyś coachingowo-psychologicznie z dziewczyną zmagającą się od lat z silną nerwicą. Zwykle takie osoby klasyfikuje się z miejsca na psychoterapię, ale ona po latach różnych (psycho)terapii czuła się coraz gorzej - coraz bardziej chora, "nienormalna" i "dziwna".
Szybko okazało się, że najbardziej potrzebuje większej uważności na samą siebie. Gdy poczuła, że nie jest problemem do naprawienia i że dzieli z osobą, z którą pracuje te same mechanizmy i podobne problemy, jej umysł otworzył się na zmianę.
Stosowałyśmy różne techniki i część z nich zaadoptowała sobie do swojego codziennego planu dnia i praktykowała samodzielnie. Ale najbardziej pomogła jej jedna konkretna technika, polegająca na tym, że miała sobie wyznaczyć SPECJALNY CZAS NA ZAMARTWIANIE SIĘ DO WOLI. "Na maxa!".
Gdy zaczynały ogarniać ją lęki w ciągu dnia myślała sobie na przykład: "Chwileczkę, o 14 mam całe piętnaście minut żeby zamartwiać się ile wlezie. Teraz pomaluję sobie paznokcie". Doszło do tego, że nie mogła się doczekać tej 14, co samo w sobie nieco ją rozbawiło i zburzyło nieco śmiertelną powagę, z jaką traktowała swoje lęki. Wreszcie nadchodziła wyznaczona godzina zamartwiania, bania się, panikowania i zadręczania się wszystkim do woli. Całe 15 minut. Na początku pochłaniało ją to doświadczenie. Z czasem jednak zauważyła, że panika jakby sama zaczyna ustępować i to całe zadręczanie robi się po chwili.... zwyczajnie nudne!
Pewnego razu zaczęła się nawet z tego wszystkiego śmiać...

A co takiego czai się w tle twojej świadomości? Co cały czas spychasz, z czym cały czas walczysz, co takiego najbardziej boisz się poczuć?
Smutek, rozpacz, wkurw, bezradoność, poczucie, że nie można Ciebie kochać, paniczny lęk, a może poczucie, że nie jesteś wystarczająco dobry? Wszystkim nam wyświetlają się takie "filmy" , emocje i myśli. Taka jest kondycja człowieka.
A moze mama i tata powtarzali Ci całe życie, że jesteś jakiś dziwny, nienormalny, nieżyciowy, głupi, idiota, psychiczny, nie nadający się do niczego, bezwartościowy, nieudolny, chory i nic nie potrafisz zrobić, jak należy, a Ty całe życie walczysz z tymi myślami i próbujesz udowodnić "im" lub samemu sobie, że wcale tak nie jest? A jednocześnie mysli te cały czas czają się gdzieś w tle, gotowe wyskoczyć przy kolejnej "porażce", przy kolejnej sytuacji, która wyciągnie je na wierzch?
A co by się stało, gdybyś usiadł i zamiast użalać się nad tym, co Ci powtarzano i jak bardzo Cię skrzywdzono, bo nikt nie dał Ci bezwarunkowej miłości, zamiast walczyć z tym, co Cię i tak boli i tak i próbować przekonać samego siebie, że wcale tak źle z Tobą nie jest.... zamiast obmyślać, co zrobić, by tak nie było i by udowodnić innym, ze wcale taki nie jesteś... zamiast stawiać opór tym uczuciom.... Co by się stało, gdybyś przez piętnaście minut spróbował puścić wszelki opór i powtarzał sobie w kółko: "Tak, jestem nienormalny, jestem nienormalny, jestem nienormalny", Tak, jestem bezwartościowy, jestem bezwartościowy, jestem bezwartościowy", całkowicie zanurzając się w to doświadczenie, odczuwając je dogłębnie, całym sobą?
Wybierz jedną z tych rzeczy, która najbardziej Cię boli od lat. Albo najbardziej Cię boli DZIŚ.
I powtarzaj. Powtarzaj. Odczuwaj. Zanurz się w tym na maxa. Obiecuję, że to cię nie zabije.
Na warsztatach u Panache Desai, współczesnego nauczyciela duchowego, odnoszący sukcesy biznesmani płaczą jak małe zasmarkane dzieci, powtarzając w kółko zdanie: "Nie można mnie kochać, nie da się mnie kochać, mnie nie można kochać, nie można mnie kochać"....
Są pewne rany, które WSZYSCY nosimy w sobie. Problem polega na tym, że nie chcemy ich poczuć. Nie robimy dla nich przestrzeni. Stawiamy opór. Demony czają się gdzieś w tle, pożerając naszą energię i stopniowo dominując nasze życie, bo zauważ, że organizujemy życie wokół swoich "nieodczutych" ran (np. w taki sposób próbujemy je ułożyć , aby ich nie poczuć albo uniknąć ich na przyszłość, a i tak nieuchronnie je odczujemy...).
Co się dzieje z tymi biznesmanami, którzy przez 15 minut powtarzają: "Nie da się mnie kochać?" (lub "Nie jestem wystarczająco dobry")?
Jak mówi Panache, przy tym ćwiczeniu trzeba pamiętać o opróżnieniu pęcherza, bo pod koniec możesz popuścić ze śmiechu...
Wokół ciebie może po prostu zrobić się luźniej. Po kilkunastu minutach będziesz miał już kompletnie dość czucia się bezwartościowym i niekochanym.
"Uświadamiasz sobie wyraźnie absurdalność tej nienawiści do samego siebie. Powstaje przestrzeń, w której nienawiść ta zostaje zastąpiona miłością." P. Desai

Dziękuję
[Weź to sobie, proszę, jeśli rezonuje, a jeśli nie - olej i rób swoje ]

Karolina Bochenek

czwartek, 1 marca 2018

Doceniajmy w życiu to co pozytywne.

Czy gdy zaczniemy doceniać wszystko co pozytywne w naszym życiu oraz zaczniemy życzyć innym ludziom tylko tego co najlepsze, dobre i pozytywne - nasze życie ulega transformacji bez walki, bez zmagania - bez wysiłku ?
Co jest cenniejsze w budowaniu pozytywnych relacji z ludźmi - abyśmy krytykowali innych - czy raczej abyśmy wnosili POCZUCIE HUMORU do życia innych ? Czyż nie jesteśmy świadomi, że większość ludzi cierpi poprzez to, że ich własne ego wciąż ich krytykuje w myślach ? Po co im kolejny ego-nic-nie-wiem-a-powiem krytyk ?
Co jeżeli największa MOC we wszechświecie jest pozytywna - ale aby jej doświadczyć - trzeba STAĆ się - BYĆ - taką samą energią jak ta, którą chcemy doświadczyć ?
Co jeżeli INTENCJA : Pozwolić i akceptować przyniesie znaczące i szybkie, pozytywne zmiany w naszym życiu - niż intencja : zmieniać, walczyć, kontrolować?
Czy posiadamy realny wpływ na to co doświadczamy w życiu - czy raczej to co się dzieje jest wynikiem przypadku i zbiegów nic nie znaczących okoliczności ?
Na świecie istnieje wiele filozofii. Celem większości z nich nie jest wolność - lecz ukryta kontrola nad tym co mamy myśleć, co robić, czego jeść i czego nie jeść, jak postępować itp.
Dlatego większość z nas szuka już wolności.
Myślimy na początku, że szukamy wolności na zewnątrz. Gdy jej doświadczymy, okaże się, że prawdziwa wolność jest tym, co szukamy w naszym własnym umyśle.
Bo co z tego, że będziemy na drugim końcu świata, na wymarzonych wakacjach, jeżeli nawet tam nie odczuwamy spokoju ani szczęścia - bo zniewolony negatywnością umysł wciąż zasila tysiące myśli o tym, ża na tej wyspie obok byłoby lepiej. Tak odkrywamy, że wolność której szukamy jest w naszym własnym umyśle.
Gdy uwolnimy umysł z ograniczeń - możemy być szczęśliwi zawsze i wszędzie. Na wakacjach i bez wakacji - nie uzależniamy naszego szczęścia od niczego i nikogo na zewnątrz nas !
Jest jednak coś, co każdy z nas może doświadczyć samodzielnie i sprawdzić w swoim życiu - bez konieczności trzymania się żadnego punktu widzenia innych.
Mowa tutaj o tym JAK CZUJEMY SIĘ KAŻDEGO DNIA - o naszej energii - nastawieniu do świata, innych ludzi oraz wobec siebie.
O tym, jak stan akceptacji, radości i szczęścia wpływa na nasze działania i ich konsekwencje.
O tym jak zmienia się cała jakość naszego życia - gdy jesteśmy źródłem tylko pozytywnej energii w życiu innych.
Świadomie wybieramy to co dobre i pozytywne i następnie całe nasze życie staje się tego przykładem.
Każdy z nas ma prawo dokonać wyboru tego jaką energią będziemy emanować do życia i dokładnie taka energia do nas wróci.
Świadome i uważne życie wymaga wiele dyscypliny - stawienia czoła prawdzie i wzięcia odpowiedzialności.
Odpowiedzialności za własny umysł, własne samopoczucie, własne zdrowie, własne finanse, jakość relacji z ludźmi, jakość życia ogółem.
Zycie na autopilocie - unikanie wolności i wolnego wyboru - i wiążących sie z nimi konsekwencji jest oczywiście o wiele prostsze i łatwiejsze.
Cena , którą płacimy za brak uważności co do tego – co umieszczamy w naszym umyśle – sprawia, że pozwalamy mu funkcjonować jak automatyczny system naprowadzania na porażki i błędy.
Zawsze w stanie negatywnych emocji – ludzie zachowują się jakby byli w stanie „autopilota” – popełniają te same błędy co w przeszłości.
To my decydujemy jak się czuć w każdej chwili naszego życia, o czym myśleć – oraz o tym co mówić i co robić. Na tym polega dyscyplina własnego umysłu.
Dyscyplina to radość ! Dlaczego ? Uczymy się korzystać z narzędzia, które posiadamy – a które decyduje o naszym całym życiu i wszystkim co doświadczamy.
Gdy nie nauczymy się korzystać z umysłu – jego mechanizmy będą działały za nas.
Gdy zmienimy nasz umysł (uwolnimy wszelkie stłumione uczucia braku, niedostatku, poczucia winy, lęku itd ) – NASZE CAŁE ŻYCIE SIĘ ZMIENI. Bez wysiłku. Bez walki. Bez zmagania się.
Akceptacja własnej wartości
Fundamentem dostatku i obfitości jest wnoszenie jak największej wartości do życia jak największej ilości osób – ponieważ świat działa jak lustro – dopóki nie zaakceptujemy naszej własnej wartości ( bez lęku czy poczucia winy ) – nie zrozumiemy, ze nasza wartość nie zależy od tego co mamy lub co robimy – lecz jest konsekwencja duchowej prawdy, że wszyscy jesteśmy równi - a osądzanie siebie w negatywny sposób jest pułapką ego. Konsekwencją wiary w brak i niedostatek jest to, że ludzkość (ego) programuje siebie w kontekście "zasługiwania". To fałsz.
Największym darem jest właśnie nasze życie ! Pytanie brzmi - czy uważasz, że Twoje życie jest wartościowe ?
Jeżeli tak, czy warto marnować choć jedną chwilę tego daru - na negatywność ?
Pozdrawiam bardzo ciepło - życząc tego co najlepsze ! !

Adam

poniedziałek, 17 października 2016

Naprawdę magiczne słówko! :)



Pomyśl najpierw o ludziach, z którymi jesteś teraz w kontakcie i o tych, którzy byli dla Ciebie ważni w przeszłości. Wypisz ich imiona na kartce. Napisz następnie, co każdy z nich dla Ciebie specjalnego zrobił.
Nawet jeśli wiele przez nich wycierpiałeś i bardzo ich nie lubisz, napisz, jaki mieli pozytywny wpływ na Twoje życie.  Nawet gdy ktoś nam wyrządził niedźwiedzią przysługę, możemy mu coś podarować.
Któregoś dnia przeprosiłam swojego syna za to, że kiedy się rozwodziłam, byłam zbyt pochłonięta sobą, by zapewnić mu potrzebne emocjonalne oparcie. Byłam zbyt pogrążona we własnym bólu, by mu pomóc w radzeniu sobie z jego bólem. A on mi na to: „Nie przejmuj się mamo, wtedy właśnie nauczyłem się samodzielności, a była to cenna lekcja”.
Umiał mnie przeprosić za moje niedociągnięcia! W kategoriach zdrowia psychicznego wyniósł z tego większe korzyści niż gdyby przez te wszystkie lata żywił do mnie urazę!  Więc nawet jeśli Ci się wydaje, że ktoś Cię skrzywdził, zastanów się, czego Cię to nauczyło i wpisz to na listę.
Kiedy skończysz wypisywać wszystkie dary, jakie od ludzi w życiu otrzymałeś, zacznij im systematycznie dziękować. Jeśli z daną osobą od dawna się nie widziałeś ani nie rozmawiałeś, zaskocz ją wizytą albo po prostu napisz list, w którym dziękujesz jej za to, co dobrego wniosła w Twoje życie. Zobaczysz, jaką jej to sprawi radość  i Tobie też.
W niektórych przypadkach wykonanie tego zadania może być bardzo trudne. Szczególnie trudno jest dziękować byłemu mężowi czy żonie, przyjaciołom, z którymi zerwałeś kontakt, szefowi, rodzicom czy dzieciom, z którymi jesteś skłócony.
Spróbuj najpierw wykonać następujące ćwiczenie, którego sama się nauczyłam wiele, wiele lat temu. Ćwiczenie to bardzo pomaga pozbyć się urazy i gniewu.  Znajdź pusty pokój i wyłącz telefon. Włącz łagodną muzykę.  Usiądź wygodnie i zamknij oczy.
Przywołaj obraz kogoś, kto Cię silnie złości lub boleśnie rani. Wyobraź sobie, że ta osoba stoi przed Tobą. Otocz ją najpierw jasną, leczniczą poświatą i powiedz, że życzysz jej wszystkiego najlepszego  wszystkiego, co jej się tylko zamarzy.
Podziękuj za to wszystko, co dla Ciebie zrobiła.
Rób to dopóki nie poczujesz, że uchodzą z Ciebie negatywne emocje.
Stwierdzić, że nie jest to łatwe, to za mało powiedziane.
„Życzyć jej wszystkiego najlepszego? Czyś Ty oszalała? Chcę widzieć, jak cierpi za to, co mi zrobiła!”
Kiedy wykonywałam to ćwiczenie po raz pierwszy, wybrałam człowieka, który kiedyś dla mnie pracował, a przysporzył wielu kłopotów i cierpień. Zaufałam mu, a on mnie wystawił do wiatru.
Mentalność ofiary w całej okazałości!
Najwyraźniej nie czułam się za swoje życie odpowiedzialna, kiedy to się stało.
Podczas wykonywania tego ćwiczenia targały mną najrozmaitsze emocje.  Byłam wręcz zszokowana widząc, ile we mnie gniewu i urazy.
Nie potrafiłam, nawet w wyobraźni, niczego dobrego mu życzyć.
Czułam gigantyczny gniew. W miarę jak dawałam upust swojej złości, zaczęłam odczuwać ból. To z kolei wyzwoliło złość do samej siebie za to, że dopuściłam do tego co się stało i za to, że przez tyle czasu tłumiłam w sobie gniew.
Uczucia te powoli ustąpiły miejsca przebaczeniu  przebaczyłam sobie i jemu. Zrozumiałam wreszcie, że oboje jesteśmy ludźmi i że każde z nas postąpiło wtedy tak, jak potrafiło najlepiej. I nic już nie stało na przeszkodzie, by otoczyć jego i siebie jasną, leczniczą poświatą.
Cały ten proces trwał mniej więcej godzinę. Kiedy zaczęłam, wydawało mi się, że nic takiego się nie wydarzy.
Nieprawda!  Krzyczałam, płakałam, czułam piekący ból, nienawidziłam, otworzyłam się, wybaczyłam, pokochałam, odzyskałam spokój.
Powtarzałam to ćwiczenie codziennie, dopóki nie uszły ze mnie wszystkie negatywne uczucia do niego i mogłam mu spokojnie życzyć wszystkiego dobrego.
Powtórzyłam ćwiczenie dla wszystkich ludzi z mojego otoczenia, wobec których czułam jeszcze negatywne emocje, od najsilniejszych do najdrobniejszych.
Jedną z tych osób był mój były mąż.
Kiedy doszłam podczas wizualizacji do punktu, w którym bez oporów życzyłam mu samych dobrych rzeczy, zadzwoniłam do niego i zaprosiłam na obiad.
Powiedziałam po prostu, że jest parę rzeczy, których nigdy mu nie mówiłam, a które chciałabym mu teraz powiedzieć. Ucieszył się i spotkaliśmy się na obiedzie.  Wymieniłam wszystkie rzeczy, za które naprawdę go cenię i wszystko, co dla mnie dobrego zrobił, kiedy byliśmy małżeństwem i za co mu jestem wdzięczna. Moja otwartość go ośmieliła i powiedział mi wiele miłych rzeczy o mnie.
Żegnając się z nim wiedziałam, że doprowadziłam do końca, coś czego wcześniej nie dokończyłam  i poczułam się wspaniale.
Dopóki nie uwolnimy się od bólu i gniewu, nie będziemy umieli dopuścić do siebie miłości. Kiedy tłumimy w sobie negatywne uczucia do osób z przeszłości, uczucia te przemieszczają się na ludzi, z którymi jesteśmy teraz.
Co więcej, jak poniektórzy z nas dobrze wiedzą, możemy się wpędzić w chorobę.
Gorąco Ci polecam doskonałą książkę na ten temat, Loise Hay „Możesz uzdrowić swoje życie”. Hay przytacza wiele ćwiczeń pozwalających się uwolnić od gniewu, bólu i ukrytej urazy.
Wielu ludzi nie mówi „dziękuję”, bo nie zdaje sobie sprawy, jakie to ważne.
Pamiętaj: Liczy się Twoje zaangażowanie i Twoja wdzięczność.
Nie przepuść okazji, by komuś podziękować za to, co Ci dał  cokolwiek by to nie było.
Jeśli na razie wydaje Ci się to zbyt trudne, zacznij od sytuacji mało znaczących, na przykład będąc w pracy mów ludziom: „Dziękuję Ci za to”, „Doceniam to”, „Dziękuję Ci za to, że byłeś dzisiaj w dobrym humorze i ja się wtedy lepiej czuję”.
Dziękuję, dziękuję, dziękuję.
Zacznij świadomie wypowiadać te słowa wszystkim dokoła. Zacznij je rozdawać zamiast czekać, aż ktoś Ci je powie. Z początku będzie Ci trudno, ale z czasem będzie Ci to przychodziło coraz łatwiej.
Rozdawanie wdzięczności na prawo i lewo przypomina rozruszanie sflaczałych mięśni. Im częściej ich używasz, tym stają się silniejsze. Trzeba tylko ćwiczyć.

Jeffers Susan – Nie bój się bać.

 https://zenforest.wordpress.com/2009/03/07/naprawde-magiczne-slowko/

niedziela, 21 sierpnia 2016

Krótka niedzielna historyjka... łańcuch życzliwości.


"Pewnego razu szereg zbiegów okoliczności zawiódł mnie do Nowego Jorku. Jechałem dokądś taksówką z przyjacielem. Gdy dotarliśmy na miejsce, mój towarzysz, wychodząc z wozu, niespodziewanie zwrócił się do kierowcy:

- Dzięki za przejażdżkę. To była doskonała jazda.

Taksówkarza zatkało na moment. Odezwał się po chwili:
- A z pana co taki dowciniś, co?
- Ależ, mój panie, wcale nie stroję sobie żartów. Po prostu podziwiam pańską umiejętność zachowania zimnej krwi w takim korku.
- Yhmm... - Kierowca skinął głową i odjechał.

- Co ty wyprawiasz? - zapytałem przyjaciela.
- Usiłuję przywrócić Nowemu Jorkowi miłość- odparł. - Jak sądzę to jedyny sposób, by uratować nasze miasto.
- Jeden człowiek miałby uratować cały Nowy Jork?

- Bynajmniej nie jeden. Jak przypuszczam, ten taksówkarz będzie miał dziś doskonały humor. Załóżmy, że przypadnie mu dwadzieścia kursów. Będzie miły dla 20 pasażerów, ponieważ ktoś był miły dla niego. Z kolei tych dwudziestu pasażerów będzie uprzejmych dla swych pracowników, sprzedawców sklepowych, kelnerów, i pewnie nawet dla swych najbliższych. W rezultacie życzliwość ogarnie dziś przynajmniej z tysiąc osób. Nieźle, prawda?

- Owszem, tyle że wszystko zależy od tego, czy taksówkarz zechce być miły dla swych klientów.
- Nie zależy - oświadczył mój przyjaciel - Jestem świadom, że mój system nie jest niezawodny, toteż zamierzam przeprowadzić swą operację na dziesięciu różnych osobach. Niech z tej dziesiątki uda mi się uszczęśliwić troje... Pośrednio wpłynę na samopoczucie trzech tysięcy ludzi.

- Jako instrukcja prezentuje się dość efektownie - przyznałem - ale nie wydaje mi się, by to sprawdziło się w praktyce.
- Nic straconego, jeśli nie chwyci.
- A z ciebie zrobił się straszny cynik. Przeprowadziłem, wyobraź sobie, badania na temat poczty. Zdaje się, że poza brakiem pieniędzy problem z jej pracownikami polega na tym, że nikt im nie mówi, jak dobrze wykonują swoją pracę.

- Ależ oni nie wykonują dobrze swojej pracy! - obruszyłem się.
- Nie wykonują, bo są przekonani, że nikogo to nie obchodzi. Ktoś chyba mógłby powiedzieć im coś miłego?

Przechodziliśmy właśnie obok jakiegoś gmachu w budowie. Obok siedziało pięciu robotników, zajadając lunch. Mój przyjaciel zatrzymał się.
- Świetna robota. To musi być trudna i niebezpieczna praca, co?
Robotnicy obrzucili go podejrzliwym spojrzeniem.
- Kiedy to ma być gotowe? - spytał.
- W czerwcu - odburknął któryś z budowniczych.
- Yhm. Doprawdy, imponujące. Musicie być z tego bardzo dumni.
Poszliśmy dalej.

- Gdy ci ludzie przetrawią moje słowa, poczują się szczęśliwsi, a miasto na pewno skorzysta na ich radości.
- Ależ niczego nie zrobisz w pojedynkę! - zaoponowałem. - A przecież jesteś sam!

- Najważniejsze to się nie zniechęcać. Przywracanie życzliwości temu miastu to nie lada sztuka, ale jeśli wciągnę do mojej kampanii innych... dodalem puszczając oko do mijanej kobiety, to pomyśl- jeśli to nauczycielka, jej klasa będzie miała dziś fantastyczne zajęcia..."

Każdy z nas ma umiejętność przywrócenia życzliwości... czy to na poziomie swoich bliskich, swojego miasta, czy otaczającego świata... Żadne działanie nie jest "zbyt małe", żadna próba "zbyt mało ważna"... Trzeba tylko chcieć to zrobić... Podjąć odrobinę wysiłku... Spróbować... I zamiast narzekać, że świat jest ponury i nikt nas nie docenia - samodzielnie rozpocząć łańcuch życzliwości...

Wchodzicie w to?

Kobiecy Punkt Widzenia.

poniedziałek, 11 lipca 2016

JAK POPRAWIĆ SOBIE NASTRÓJ W JEDNĄ MINUTĘ?


Dzisiejszy wpis będzie bardzo miły, lekki i przyjemny. Bardzo możliwe, że po jego przeczytaniu automatycznie poprawi Ci się humor.
Miewasz czasem gorsze dni? Ktoś Cię zdenerwuje, stresujesz się czymś, albo po prostu wstałeś lewą nogą? Takie dni zdarzają się każdemu. Masz wtedy obniżony nastrój, czujesz się rozbity, przygnębiony, nie masz na nic ochoty. Nieraz tracisz przez to cały dzień. Tylko czy warto? Moim zdaniem nie. Zwłaszcza jeśli powód Twojego gorszego nastroju jest błahy lub nie ma żadnego konkretnego powodu, a Ty po prostu czujesz się gorzej. Warto w takich chwilach poprawić sobie humor. Tylko jak? Tabliczką czekolady, pizzą, a może wyjściem na piwo? Tak też można, jednak niekoniecznie wpłynie to dobrze na Twoje zdrowie. Znam o wiele skuteczniejszy, szybki i dostępny dla każdego sposób na poprawę nastroju. Jest nim uśmiech 🙂

Jak poprawić sobie nastrój w minutę?

Bardzo prosto. Wystarczy usiąść wygodnie przed lustrem i spróbować uśmiechać się przez 60 sekund. Nieważne jak się uśmiechasz. Najważniejsze, żeby Twoje kąciki ust były podniesione do góry. Lustro przyda się tutaj do tego, żeby kontrolować swój uśmiech i nie pozwolić na to, żeby kąciki ust opadły. Jeśli tak się stanie należy zacząć uśmiechać się na nowo.

Jakie korzyści daje to ćwiczenie?

Udowodniono, że już po pierwszym przeprowadzeniu takiego ćwiczenia samopoczucie poprawia się o ok. 30 procent w porównaniu do stanu wyjściowego. Więc czy nie warto spróbować?
Takie ćwiczenie można przeprowadzać wielokrotnie w ciągu dnia. Po pewnym czasie lustro już nie będzie potrzebne. Uśmiechać można się wszędzie: idąc do pracy, jadąc samochodem, zmywając naczynia, itd. Efekt jest jeden. Jeśli zachowasz na swojej twarzy uśmiech przez co najmniej minutę Twoje samopoczucie poprawi się o wspomniane 30 procent.

Co jeszcze może dać Ci uśmiech?

Poprawa nastroju to tylko jedna z korzyści, jakie daje uśmiechanie się. Nawet to sztucznie wymuszone. Fakty świadczą same za siebie. A jakie są te fakty? Tego dowiesz się z wpisu: uśmiechnij się. Lista zamieszczonych w nim korzyści wynikających z uśmiechu jest dość spora.
Jednak fakty faktami, ale najlepiej wypróbować wszystko na sobie. Dlatego nie czekaj tylko zrób to ćwiczenie już teraz. Zobacz, jak działa na Ciebie. W końcu zawsze warto poprawić sobie nastrój. Nawet jeśli ten wyjściowy wcale nie jest zły. Przecież zawsze może być lepiej 🙂 




http://www.redefineyourself.pl/jak-poprawic-sobie-nastroj

niedziela, 5 czerwca 2016

7 powodów, by wsiąść na rower.


7 powodów, by wsiąść na rower
Rowerzysta wdycha pięć razy mniej spalin niż kierowca samochodu. Ale to tylko namiastka tego, co zyskamy, jeżdżąc rowerem. Kto to robi, wie, o czym mowa. A kto nadal unika tej przyjemności, obowiązkowo musi nasz tekst przeczytać.
Co roku coraz więcej Polaków jeździ na rowerze. Wciąż jednak zbyt mało. Jak wynika z raportu CBOS systematycznie z tej aktywności korzysta ponad 22 proc. osób, a 35 proc. od czasu do czasu. Niestety pozostali jeżdżą na rowerze okazjonalnie lub wcale. Czas to zmienić! Dlaczego? Oto kilka powodów:

1. Wdychasz mniej spalin.

Nie chcesz jechać rowerem do pracy, bo nawdychasz się spalin? Okazuje się, że rowerzyści wdychają mniej zanieczyszczeń powietrza niż pasażerowie autobusów, taksówek czy jadący własnymi samochodami. Zmierzono to w ramach brytyjskiej kampanii Healthy Air. Osoby jadące samochodami są narażone na 5-krotnie większe stężenie zanieczyszczeń niż rowerzyści i 3,5 raza większe niż piesi. Jadąc zderzak w zderzak, drodzy kierowcy, wzajemnie się trujemy. Z kolei piesi wdychają trochę więcej spalin niż rowerzyści, ponieważ docierają do celu wolniej. Krótko mówiąc: rower to opcja najlepsza!

2. Zyskujesz ochronę przed rakiem piersi.

Na podstawie 73 badań z ostatnich 20 lat stwierdzono, że aktywne fizycznie kobiety mają około 25 proc. mniejsze ryzyko rozwoju raka piersi niż mniej aktywne kobiety.
Ruch zmniejsza stężenie estrogenów we krwi, co może hamować hormonozależne nowotwory. Poza tym po wysiłku obniża się stężenie insuliny. A nie od dziś wiadomo, że insulina podnosi zdolność namnażania się komórek (w tym komórek rakowych). Ruch chroni przed rakiem piersi również dlatego, że powoduje uwalnianie tak zwanych mediatorów stanu zapalnego. Zwiększone stężenie cząsteczek zapalnych w organizmie to wyższe ryzyko raka piersi, a regularne uprawianie sportu zmniejsza ich ilość. Proste!
Więcej - rower to także cudowna recepta na lepsze rokowanie u kobiet, które miały raka piersi. Ciekawe badanie z Yale University School of Public Health pokazało, że 6-miesięczna aktywność fizyczna działała na 43 geny kobiet, w tym gen L3MBTL1, który ma bardzo duże znaczenie w rozwoju choroby nowotworowej. Ruch „włączał” ekspresję tego genu, co chroniło przed nawrotem choroby.

3. Twoje serce i płuca lepiej pracują.

Regularna jazda na rowerze wzmacnia nie tylko mięśnie nóg i pośladków, ale i mięsień sercowy. Poza tym obniża puls w spoczynku, zmniejsza poziom tłuszczu we krwi. Jedno z duńskich badań z udziałem 30 tys. osób dowiodło, że wprowadzenie do swoich nawyków jazdy na rowerze chroni przed chorobami serca. Z kolei fakt, że wdychamy dzięki temu mniej zanieczyszczeń działa zbawiennie na nasze płuca i poprawia ich pracę.

4. Osiągasz lepszy stan umysłu.           

Wraz z aktywnością podnosi się w organizmie poziom białka BDNF, które odpowiada za wzrost nowych synaps zaangażowanych w pamięć i uczenie. Z kolei badanie pod kierunkiem prof. Conneya z Royal Edinburgh Hospital wykazało, że aktywność fizyczna okazywała się równie, a czasem nawet bardziej, efektywna w leczeniu depresji co terapia psychologiczna i farmakologiczna. Warto też wspomnieć o innym badaniu z udziałem osób z ADHD. Dowiedziono w nim, że 20-minutowa jazda na rowerze natychmiastowo łagodzi wśród uczestników objawy, takie jak: słaba koncentracja, poczucie lęku czy przygnębienie. Nic tylko wsiadać na rower, umysł to pokocha!

5. Skuteczniej radzisz sobie ze stresem.

Stresujemy się nagminnie, więc któż nie chciałby radzić sobie z emocjami lepiej? Rower będzie dobrą opcją. Ruch działa na nasz wewnętrzny system „walcz lub uciekaj”. Wzrasta dzięki temu odporność na stres. Osoby, które poprzez ćwiczenia eksponowane są na fizjologiczne zmiany, takie jak szybsze bicie serca, przyspieszony oddech, mogą wykształcić w sobie większą tolerancję na tego typu objawy, które towarzyszą stresowym sytuacjom. I odwrotnie, jeśli za biurkiem spędzamy codziennie po kilka, kilkanaście godzin, nieprzyzwyczajony do obrony organizm staje się nadwrażliwy na negatywne bodźce.

6. Zmniejszasz bóle stawów.

Jazda na rowerze w porównaniu z innymi aktywnościami jest bardziej przyjazna stawom. Dzięki niej są one bardziej mobilne i stabilne. Profesor Robert Middleton, konsultant i ortopeda z Royal Bournemouth Hospital twierdzi, że regularna jazda na rowerze chroni przed utratą tkanki mięśniowej, opóźnia rozwój artretyzmu, a także zmniejsza jego objawy, dlatego standardowo przepisuje taką receptę swoim pacjentom. Z jego badań wynika, że już 30 minut dziennie na rowerze zwykłym lub stacjonarnym pozwala zmniejszyć ból stawów i poprawić ich ruchomość. Co więcej, taka aktywność może być skuteczniejsza w naprawie stawów niż zastosowanie komórek macierzystych czy nanotechnologii, uważa Middleton.

7. Chudniesz…

Jazda na rowerze, jak prawie każda aktywność fizyczna, pomaga w pozbyciu się nadwagi. Dowodów na to nie brakuje. Adam Martin z Norwich Medical School na przykład obliczył, że dojeżdżanie do pracy rowerem zamiast samochodem skutkuje utratą średnio 7 kilogramów w ciągu roku (pod warunkiem, że dojazd zajmuje co najmniej pół godziny).
Wymieniać można by długo! Schudniesz, zyskasz lepszą ochronę przed rakiem i chorobami stawów, wzmocnisz serce i płuca, nie wspominając o pozytywnym samopoczuciu. Rower to doskonała recepta na lepsze zdrowie.

 http://www.hellozdrowie.pl/blogi/zdrowy-konkret/7-powodow-by-wsiasc-na-rower

wtorek, 5 maja 2015

Co Zrobić z Negatywnymi Myślami?

Negatywne myśli – spisz je i wyrzuć
Chcesz pozbyć się negatywnych myśli? Najnowsze badania pokazują, że jeśli spiszesz je na kartce a potem wyrzucisz ją, opuszczą one ciebie.
Jednocześnie podczas badań okazało się, że kiedy uczestnicy nosili w kieszeni kartkę ze swoimi negatywnymi myślami, to nie opuszczały ich one prawie wcale.
negatywne mysli
- Na pewnym poziomie może to brzmieć głupio, ale naprawdę okazało się, że to działa – powiedział Richard Petty, profesor psychologii z Ohio State University. – Kiedy napiszemy na kartce myśli, których się chcemy pozbyć i pozbędziemy się kartki, one zostawią nas w spokoju. Samo wyobrażanie sobie tego procesu nie jest tak bardzo skuteczne. Możemy segregować swoje myśli. Jedne traktować jak śmieci, które wyrzucamy a do innych podchodzić z szacunkiem, jako godnych ochrony.
W eksperymencie badawczym poproszono uczestników, żeby w ciągu 3 minut napisali pozytywne i negatywne myśli na temat własnego ciała. Naukowcy poprosili, żeby połowa badanych przeczytała jeszcze raz uważnie myśli na swój temat, a następnie wyrzuciła kartki do kosza na śmieci. Druga połowa miała je czytać, zastanawiając się, czy nie popełnili jakichś błędów w pisowni. Następnie oceniono postawę uczestników wobec własnego ciała. Wyniki pokazały, że ta część badanych, która sprawdzała błędy, czuła się dobrze lub źle w zależności od tego, na których myślach skupiła uwagę. Natomiast te osoby, które wyrzuciły swoje myśli czuli się zdecydowanie lepiej, niezależnie od tego, jakie myśli przedtem spisali.
- Kiedy wyrzucisz swoje myśli, nie ma już znaczenia, czy były one pozytywne czy negatywne – Petty. – Myśli są ulotne, zmienne. W każdej chwili możemy zacząć myśleć od nowa. Jednak wyrzucenie myśli, które nam szkodzą, skutecznie od nich uwalnia. Im bardziej jesteśmy przekonani, że one odeszły, tym lepiej. Dlatego zniszczenie kartki przynosi takie dobre skutki. Nasze badania również pokazały, że trzymanie przy sobie lub na widoku kartki z myślami, które chcemy zachować, również pomaga w utrzymywaniu dobrego samopoczucia.

http://www.omsica.pl/blog/co-zrobic-z-negatywnymi-myslami/

środa, 15 września 2010

ANIOŁ. Bądźmy wszyscy Aniołami .




Nikomu bym się do tego nie przyznała, lecz kiedy siedziałam w kawiarni naprzeciwko kliniki Mayo, byłam naprawdę przestraszona. Następnego dnia miałam się stać jej pacjentką i przejść tam operację kręgosłupa. Operacja należała do bardzo ryzykownych, ale moja wiara w jej powodzenie była niezwykle silna. Zaledwie kilka tygodni wcześniej przeżyłam pogrzeb ojca - moja gwiazda przewodnia powróciła do nieba.- Ojcze Niebieski, ześlij mi anioła w tej godzinie próby - modliłam się.
Kiedy podniosłam wzrok, zbierając się do odejścia, ujrzałam starszą panią, która wolno zmierzała w kierunku kasy. Stanęłam tuż za nią, pełna podziwu dla przebijającego w jej stroju wytwornego gustu - miała na sobie szkarłatnoczerwoną, wzorzystą suknię, szal, broszkę i wspaniały pąsowy kapelusz.
- Bardzo panią przepraszam. Chciałabym pani powiedzieć, że jest pani niezwykle piękną kobietą. Pani widok od razu poprawił mi humor
Kobieta ujęła mnie za rękę i powiedziała:
- Moje drogie dziecko, niech cię Bóg błogosławi za twoje dobre słowa, bo widzisz, mam sztuczną rękę, metalową wkładkę w drugiej ręce, a do tego nie mam jednej nogi. Ubieranie się zajmuje mi mnóstwo czasu. Staram się wyglądać jak najlepiej, jednak z upływem lat przestaje to robić na kimkolwiek wrażenie. Dzięki tobie poczułam się dzisiaj naprawdę szczególnie. Niech Pan chroni cię i obdarza błogosławieństwem, gdyż z pewnością musisz być jednym z Jego małych aniołów.
Gdy kobieta odeszła, nie mogłam wydobyć z siebie nawet słowa, ponieważ dotknęła mojej duszy w taki sposób, że to ona nie mogła być nikim innym, tylko aniołem.