Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ucieczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ucieczka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 października 2025

Jest tylko jeden sposób, aby dowiedzieć się, w którym kierunku iść.

 

Jest tylko jeden sposób, aby dowiedzieć się, w którym kierunku iść. Musisz podążać za swoim "strachem", to on wskaże Ci drogę.
Ucieczka od tego, co Cię przeraża, to sposób na zgubienie drogi: w ten sposób oddalasz się coraz bardziej od tego, czego szukasz.
Jeśli boisz się stawić czoła tej osobie lub sytuacji, to właśnie tam jest węzeł, który należy rozwiązać.
Ten węzeł, który, jeśli zostanie rozpoznany i skonfrontowany, da Ci klucze do Wolności.
Dlatego od teraz, gdy doświadczasz strachu, irytacji, rozdrażnienia i niepokoju, nie uciekaj. Wsłuchaj się w to, co czujesz.
I odważnie wejdź do środka, aby odkryć ukryty skarb w swoim nieszczęściu.
Najcenniejsze skarby są strzeżone przez najstraszniejszego Smoka.
Aby dotrzeć do skarbów, musisz udać się do Smoka i go pocałować." 😘

środa, 1 listopada 2023

A gdyby tak zadbać najpierw o siebie i sprawdzić, czy świat się przez to nie zawali?

 

A gdyby tak zadbać najpierw o siebie i sprawdzić, czy świat się przez to nie zawali?

Tego, czego nam w życiu brakuje najbardziej, gdzie mamy ogromne deficyty, to motywacja.
Prawda?
Znajoma coach mówi: – Motywacja jest w tobie, musisz ją w sobie odnaleźć. Wiem, że zanim uda się ją wydobyć, musimy przejść kilka istotnych etapów.
Przede wszystkim:
polubić siebie,
zaakceptować swoje słabości,
mieć świadomość swoich słabych i mocnych stron,
znaleźć w sobie chęć bycia dobrą dla siebie,
uwierzyć, że mam prawo do szczęścia,
wiedzieć, co w życiu jest dla mnie ważne,
wiedzieć, czego tak naprawdę chcę.
Bez tego ani rusz. Bo jak znaleźć motywację w sobie, jeśli same sobie nie chcemy dać nic dobrego, jeśli uważamy, że nie zasługujemy na szczęście, jeśli naszym życiem nieustannie kieruje ktoś inny, a my mu na to pozwalamy. No nie ma szans nagle wyrwać się z tego kieratu i ruszyć do przodu.
A co jest naszą największą bolączką?
To, że brak nam pewności siebie, że nieustannie w siebie wątpimy:
ja się do tego na pewno nie nadaję?
a co, jak okaże się, że jestem przeciętna?
i tak brak mi silnej woli, więc po co próbować?
a jak się nie uda? Wszyscy będą mnie wytykać palcami…
lepsze to co złe, ale znane, niż to co dobre, ale nieznane…
Bronimy się rękami i nogami przed własnym szczęściem, przed sięganiem po to, co jest dla nas ważne. Umniejszamy nieustannie siebie w naszych oczach. A ja cały czas zastanawiam się dlaczego? Czy potrzeba bezpieczeństwa jest tak silna, że ogranicza nasze działania, że nie pozwala nam wyjść poza strefę komfortu, choćby na milimetr? Wolimy tkwić w tym co tu i teraz, niż podjąć próbę? Czy tak naprawdę ważna jest dla nas opinia innych? Czy wolimy się nią zasłaniać niż cokolwiek zrobić. Czy tak trudno jest nam powiedzieć: „Hej, wiem, że jestem w tym dobra, że stać mnie na więcej, jak ktoś tego nie docenia, jego strata”.
Pomyśl, co takiego strasznego się stanie, gdy spróbujesz:
zacząć biegać, czy ćwiczyć,
odchudzać się,
prosić szefa o podwyżkę,
nauczyć swoich dzieci większej samodzielności, żeby siebie odciążyć od obowiązków,
powiedzieć otwarcie mężowi, o co masz żal i pretensje,
zadzwonić do przyjaciółki z prośbą o pomoc,
powiedzieć teściowej, żeby masz dość jej wtrącania się w wasze życie,
zacząć odkładać kasę na wymarzone wakacje,
wysłać CV na ogłoszenie, które ci się spodobało,
pofarbować włosy na inny kolor niż zwykle.
Jeśli jest choćby najbardziej błaha rzecz w twoim życiu, której boisz dzisiaj się zrobić, a która wniesie nową jakość, da powiew świeżości i obudzi potrzebę zmian – zrób to. Po prostu.
Bądźmy dla siebie dobrzy. Zróbmy rachunek sumienia pytając siebie: co dzisiaj zrobię, co przybliży mnie do bycia szczęśliwą.
MNIE SAMĄ, a nie wszystkich wokół.
Ja już wiem, a Wy?
Odważne Dusze-Rozwój Duchowy Reinkarnacja
 

wtorek, 22 sierpnia 2023

Zajmowanie się życiem innych ludzi to nic innego niż ucieczka od własnego życia.

 

PRZYCIĄGANIE

Zajmowanie się życiem innych ludzi to nic innego niż ucieczka od własnego życia.
Z różnych powodów.
Bo jest nudne.
Bo jest trudne.
Bo boli.

Cudze życie, nawet jeśli Cię zachwyca i pociąga, nigdy nie zaklei dziury lub braku w Twoim własnym życiu.

Dopóki nie zaczniesz widzieć siebie, będziesz czuć pustkę, która przyciągnie plotki, alkohol, nałogi i kompulsje.

Widzieć siebie oznacza widzieć również nieatrakcyjne kawałki naszego życia.
Sprawy, które zostały zawalone.
Sytuacje pokryte wstydem.
Słabości, które trzymają nas od lat w miejscu.

Widzieć siebie oznacza przyjąć, że życie jest sumą mocy i słabości, światła i cienia.

Każdy z nas ma ten sam skład chemiczny krwi i podobną konstrukcję ciała.
To samo dotyczy naszych możliwości.
Nikt tutaj nie jest lepszy od Ciebie i ode mnie.
Co najwyżej ma więcej sprytu w pokazywaniu swojej mocy.

Zdradzę Ci sekret.

Im więcej mocy, tym więcej słabości, którymi trzeba było lub trzeba się będzie zająć.

I zdradzę Ci drugi sekret.

Kiedy zaczynasz widzieć siebie, dotykanie słabości i opiekowanie się sobą staje się takim samym nawykiem jak codzienne mycie zębów.

I jeszcze jeden sekret.

Kiedy zaczynasz zajmować się sobą, nie pociąga Cię już cudze życie.
Wystarczy Ci Twoje własne.

Maja Wąsała

Na zdjęciu: Tasha Tudor

czwartek, 16 lipca 2020

To, co Cię najmocniej dotyka- będzie wracać do Ciebie.


To, co Cię najmocniej dotyka- będzie wracać do Ciebie, dosłownie z nikąd wyłaniać się znowu i znowu pod Twoim nosem- dopóki nie przestaniesz uciekać, walczyć i się z tym zmagać. Nic innego, jak tylko nasz własny opór, by to ‘coś’, co tak Cię boli czuć, widzieć, doświadczać sprawia, że to zjawisko powraca w najmniej spodziewanych momentach.
Pamiętam jak bardzo bolało mnie, gdy ktoś zupełnie o to nie zabiegając (tak to przynajmniej wyglądało z boku) zyskiwał serca i przychylne spojrzenia otaczających go ludzi. Też tak chciałam. Czułam zazdrość, smutek, czasem złość… starałam się robić jeszcze więcej, by też zyskać tą uwagę i miłość, ale… im mocniej chciałam, im bardziej zabiegałam- tym mniej tego otrzymywałam.
Dodatkowo- niemal na każdym kroku widziałam tych, których kochano, którym wychodziło. Próbowałam się przed tym chować, uciekać, by tylko nie wiedzieć i nie widzieć, ale- zupełnie jakbym była na stałym celowniku- każde włączenie komputera czy jakakolwiek interakcja wiązały się z natychmiastowym obrazem osoby, którą tak mocno kochano i to tak bardzo bolało…
W końcu się poddałam. Nie miałam siły z tym walczyć, ani udawać że tego nie ma, że ja nie mam tej rany.
Przybywały myśli o tym dlaczego tak mam, wracałam pamięcią do dzieciństwa i widziałam tą dziecięcą zazdrość, to zabieganie o każdą sekundę uwagi, o tą miłość, której- jakby nigdy nie wystarczało, by poczuć się pełną.
Przyszedł jednak i czas, gdy każdy koncept, czy opowieść, każde wspomnienie- przestało mieć dla mnie większe znaczenie. Byłam gotowa, by stawić się do tego, co jest teraz. Do tej rany. Intuicyjnie wyczuwałam, że jej każdorazowy powrót nie jest przekorą losu, lecz wielkim darem, zaproszeniem do prawdziwego, trwałego uleczenia.
Nie oznacza to, że wcześniejsze wglądy okazały się stratą czasu, bo w coraz większej wdzięczności rozpoznawałam, że każdy moment mojego dotychczasowego życia, każda nauka, refleksja, doświadczenie- składały się na tą jedną, towarzyszącą mi teraz chwilę gotowości, na to uleczenie.
Czy jestem już całkiem od tego wolna, czy rana całkiem się zabliźniła, czy ból już nie powraca?
Wszystko to wciąż się dla mnie i we mnie dzieje, ale- już nie ma takiej mocy jak niegdyś, bo ja temu już tej mocy nie daję. Już mnie to tak nie dotyka.
Nauczyłam się, rozpoznałam, że życie w swej najgłębszej mądrości cały czas serwuje nam doświadczenia, które w nieświadomości są kolejnym piekłem, a w świadomości stają się darem, są pełne potencjału wyzwolenia.
Zrozumiałam, że to ja i tylko ja wybieram jak do tego podejdę. W Twoim życiu- to tylko Ty wybierasz.
Świadomy wybór nie oznacza natychmiastowego uśmierzenia bólu, ale oznacza wolność, bo przestajesz się temu, co i tak jest- opierać.
Po raz pierwszy zaczerpujesz powietrza w przestrzeni nasyconej dyskomfortem i naprawdę go czujesz. Tym samym po raz pierwszy czujesz, że żyjesz, bo życie to pełnia czucia, to pełne obejmowanie sobą tego, co się wydarza, bez wykluczania, bez oceny.
W takim otwarciu intensywność dyskomfortu słabnie i po czasie masz wrażenie jakby był coraz bardziej w oddali. Twoje serce wypełnia się wdzięcznością, bo wiesz że każde bolesne doświadczenie, każdy zadający Ci emocjonalny cios człowiek- na pewnym poziomie- były już nie trucizną, lecz wręcz przeciwnie- odtrutką własnej autodestrukcji.
To, co Cię najmocniej dotyka- będzie wracać do Ciebie, dosłownie z nikąd wyłaniać się znowu i znowu pod Twoim nosem- dopóki nie przestaniesz uciekać, walczyć i się z tym zmagać. Nic innego, jak tylko nasz własny opór, by to ‘coś’, co tak Cię boli czuć, widzieć, doświadczać sprawia, że to zjawisko powraca, wyłania się w najmniej spodziewanych momentach. Gdy sobie w końcu na niego przyzwolisz, gdy się mu pokłonisz- zaczniesz nowe życie, staniesz się pełna, będziesz wolna. I wróg przestanie być wrogiem, podziękujesz mu w sercu jak najlepszemu, najukochańszemu nauczycielowi.

Sylwia Kocon- Duchimateria


poniedziałek, 9 grudnia 2019

Ucieczka od lęku, niepokoju, smutku.

"Kiedyś uciekałem od lęku,
więc lęk kontrolował mnie.
Aż nauczyłem się trzymać go jak noworodka.
Posłuchać, ale nie poddawać się.
Honorować go, ale nie ulegać. Lęk już mnie nie powstrzymywał.
Odważnie wszedłem w burzę.
Nadal mam lęk,
ale lęk nie ma mnie.

Kiedyś wstydziłem się tego, kim byłem.
Zaprosiłem wstyd do mego serca.
Pozwoliłem mu płonąć.
Powiedział mi: „Próbuję tylko chronić Twoją podatność na zagrożenia ”.
Drogocennie podziękowałem wstydowi,
i tak wszedłem w życie,
bezwstydny, ze wstydem jak kochankiem.



Kiedyś miałem wielki smutek
pochowany głęboko w środku.
Zaprosiłem go, żeby wyszedł i zagrał.
Płakałem jak ocean. Moje kanaliki łzowe wyschły.
I znalazłem radość właśnie tam.
W samym sercu mojego smutku.
To złamane serce nauczyło mnie kochać.

Kiedyś miałem niepokój.
Umysł, który się nie zatrzyma.
Myśli, które nie były ciche.
Przestałem więc próbować ich uciszyć.
I wypadłem z głowy,
na Ziemię.
W błoto.
Gdzie byłem silny
jak drzewo, niewzruszony, bezpieczny.

Raz gniew płonął w głębinach.
Oświetliłem gniew swoim światłem.
Czułem jego szokującą moc.
Pozwoliłem, aby moje serce waliło, a krew się zagotowała.
W końcu go wysłuchałem.
I krzyczał: „Szanuj się teraz!”.
„Mów z pasją swoją prawdę!”.
„Powiedz nie, kiedy masz na myśli nie!”.
„Idź swoją drogą z odwagą!”.
„Niech nikt nie mówi za ciebie!”
Gniew stał się uczciwym przyjacielem.
Prawdziwym przewodnikiem.
Pięknym dzikim dzieckiem.

Kiedyś samotność głęboko we mnie wniknęła.
Próbowałem się oderwać i odrętwiać.
Biegłem do ludzi, miejsc i rzeczy.
Udawałem nawet, że jestem „szczęśliwy”.
Ale wkrótce nie mogłem już biegać.
i wpadłem do serca samotności.
i umarłem i odrodziłem się
w wyjątkową samotność i bezruch.
To mnie połączyło ze wszystkimi rzeczami.
Więc nie byłem samotny, ale sam z całym życiem.
Moje serce. Jedno ze wszystkimi innymi sercami.

Kiedyś uciekałem przed trudnymi uczuciami.
Teraz są moimi doradcami, powiernikami, przyjaciółmi,
i wszystkie mają we mnie dom,
i wszystkie należą i mają godność.
Jestem wrażliwy, delikatny, kruchy,
moje ramiona obejmują wszystkie moje wewnętrzne dzieci.
W mojej wrażliwości jest moc.
W mojej kruchości niezachwiana Obecność.

W głębi moich ran
w czymś, co nazwałem „ciemnością”,
Znalazłem płonące Światło,
które prowadzi mnie teraz w walce.

Zostałem wojownikiem,
kiedy zwróciłem się do siebie.

I zacząłem słuchać."

- Jeff Foster
___________________
Cudownego tygodnia!
Więcej o wewnętrznym dziecku: http://bit.ly/twojewewnetrznedziecko

|

niedziela, 24 listopada 2019

Kiedyś uciekałem od strachu.

Kiedyś uciekałem od strachu, więc kontrolował mnie strach, aż nauczyłem się trzymać strach jak noworodka.
Słuchać go, ale mu się nie poddawać.
Czcić go, ale nie współpracować z nim.
Strach już mnie nie powstrzymał.
Odważnie wszedłem w burzę.
Nadal mam strach, ale on nie ma już mnie.

Kiedyś wstydziłem się tego, kim byłem.
Zaprosiłem więc wstyd do mojego serca.
Pozwoliłem mu płonąć.
Powiedział mi -staram się tylko chronić twoją wrażliwość.
Podziękowałem drogiemu wstydowi i tak wszedłem w życie, niezawstydzony, ze wstydem jako kochankiem.




Kiedyś głęboko w moim sercu był wielki palący smutek.
Zaprosiłem go, żeby wyszedł i zagrał.
Przepłakałem z nim oceany.
Wyschły doliny moich łez.
I znalazłem radość właśnie tam.
W samym sercu mojego smutku.
To pęknięcie serca nauczyło mnie kochać.

Kiedyś miałem niepokój.
Myśli które się nie zatrzymywały.
Myśli, które nie były ciche.
Przestałem więc próbować je uciszyć.
I spadłem z poziomu umysłu w objęcia Ziemi.
W błoto, gdzie trzymano mnie silnie jak drzewo, niewzruszonego, bezpiecznego.

Raz gniew płonął w mych głębinach.
Wezwałem gniew przed swoje oblicze.
Czułem jego szokującą moc.
Pozwoliłem, aby moje serce waliło, a krew się zagotowała.
W końcu go wysłuchałem.
I krzyczał -
„Szanuj się od teraz natychmiast!”
„Mów z pasją swoją prawdę!”
„Powiedz nie, kiedy masz na myśli nie!”
„Idź swoją drogą z odwagą!”
„Niech nikt nie mówi za ciebie!”
Gniew stał się uczciwym przyjacielem.
Prawdziwym przewodnikiem.
Piękne dzikie dziecko.

Kiedyś samotność cięła mnie głęboko.
Próbowałem się oderwać i odrętwiać.
Uciekłem do ludzi, miejsc i rzeczy.
Udawałem nawet, że jestem szczęśliwy.
Ale wkrótce nie mogłem już biegać.
I wpadłem do serca samotności.
I umarłem i odrodziłem się w niezwykłej samotności i bezruchu.
To mnie połączyło ze wszystkimi rzeczami.
Więc nie byłem samotny, ale sam z całym życiem.
Moje serce jedno ze wszystkimi innymi sercami.

Kiedyś uciekałem przed trudnymi uczuciami.
Teraz są moimi doradcami, powiernikami, przyjaciółmi i wszystkie mają we mnie dom, wszystkie do mnie należą i mają godność.

Jestem wrażliwy, miękki, delikatny, z ramionami owiniętymi wokół mojego wewnętrznego dziecka.
I w mojej wrażliwości i w mocy mojej.

W mojej kruchości jest niezachwiane Teraz.
W głębi moich ran, w tym, co nazwałem „ciemnością”, znalazłem płonące Światło, które prowadzi mnie teraz w walce.

Stałem się wojownikiem, kiedy zwróciłem się do siebie. I zacząłem słuchać.

Jeff Foster 💟


piątek, 12 października 2018

PRZESTAŃ UCIEKAĆ


Jeśli posiedzisz
wystarczająco długo
ze smutkiem, strachem, lub tęsknotą
czy dziwną energią lub pragnieniem, którego nie
potrafisz nazwać
jeśli siedzisz nie oczekując, nie żywiąc nadziei
jeśli w medytacji otworzysz szeroko serce
smutek w końcu mięknie
strach staje się bliski
jego wyimaginowane brzegi i granice rozpływają się w
bezkresne
i ujawnia on swoją głęboką inteligencję i życzliwą
naturę
ponieważ u źródła wszystkiego, od czego uciekamy
jest wszystko to, za czym tęsknimy
ale nigdy tego nie poznamy
jeśli nadal będziemy
uciekać

Jeff Foster

niedziela, 11 marca 2018

JAKI WYKLUCZONY OJCIEC TAKI WYKLUCZONY SYN.



-No to synuś twoje zdrowie.
Powiedział ojciec nalewając trzeciego kielonka swojemu synowi.
Chluśniem, bo uśniem.
Synuś posłuchaj, my to musimy pić, w tym jest nasza siła.
Za zdrowie dziadka i pradziadka, za tych co na wojnie zginęli.
Nie szanują nas, te kobity, nic, a nic.
Przestrzeni nam nie dają, ich wściekłość wciska nas w ściany,
z pola wywala.
Jak tu żyć synuś, jak tu żyć?
A jak tak sobie popijesz i z alkoholizmem do domu przyjdziesz.
To już nie sam wracasz, a w męskim towarzystwie,
wtedy wracamy my, wszyscy mężczyzni z rodu, wracamy razem z tobą.
Ze mną wracał do domu ojciec, dziadek i pradziadek, a z tobą, jeszcze ja będę wracał,bośmy wszyscy w tym piciu połączeni.
No i wtedy synuś one nas widzą. Ojciec szeroko się uśmiechnął.
Tak, synuś, kobiety nas wtedy widzą.
Raptem stajesz na środku pokoju i czujesz,
że jesteś, że jesteś ważny i się liczysz.
Baba woła: znowu piłeś, obiecałeś, że nie będziesz.
Śmierdzisz alkoholiku jeden!
Uwierz, nie ważne co mówi, ważne, że ciebie widzi.
No, może wtedy śmierdzisz to fakt,ale przynajmniej zrobiłeś po swojemu,
a nie jak ci powiedziała.
Pamiętaj synku, prawdziwy mężczyzna potrzebuje zrobić po swojemu,
tak po męsku..
A że za dużo nie może zrobić po swojemu,
to się chociaż napije po swojemu.
Ojciec nalał następny kieliszek wódki i podał go synowi
-Synuś zdrowie mojego ojca, a twojego dziadka i zdrowie pięknych kobiet,
co by bardziej były uśmiechnięte, a nie wkurzone i na cały świat skrzywione,
a my zróbmy to po swojemu.
-Tato, ale przecież można inaczej po męsku, po swojemu.
-Synuś, to nie takie proste. Próbowałem, uwierz mi.
Chciałem inaczej, ale kiedy przestawałem pić, byłem niewidziany,wszyscy byliśmy niewidziani. Potrzeba było się odnowa pojawić, przypomnieć, oto jesteśmy! Synuś inaczej nie szło.
Wkurzona matka twoja, przynajmniej jawnie mnie odrzucała i wyrzucała.
Wściekła krzyczała i upokarzała.
A nie potajemnie, po cichu, wieczne nie widzę cię, nie widzę cię.
No to przyszliśmy do domu ja z alkoholem, wspierał mnie i podpierał.
Dobry z niego gość.
Synuś nie dało rady inaczej, uwierz.
Co mogło nas bardziej wesprzeć? Nic.
Raz nie piłem dwa lata, tak żeśmy do siebie tęsknili.
Ojciec, dziadek i pradziadek śnili mi się po nocach,
razem piliśmy, a oni mówili:
-Nie odrzucaj nas, alkoholem wszyscy jesteśmy połączeni.
Nie odrzucaj nas, nie odrzucaj siebie, nie odrzucaj swojej męskości.
Tylko taką mamy. Upadniesz, nie będą się z tobą liczyli.
Nie daj się, bądz mężczyzną.
Synuś to tak boli, kiedy ciebie nie widzą...to taki ból...taki ból synuś...
że musisz się napić.
Ojciec nalał następnego kielonka.
-Tato, a może można inaczej...
-Może i można synuś...ach, żebym ja wiedział jak...
W tym momencie ojcu po policzkach zaczęły płynąć łzy.
-Tato, ja widzę ile bólu w sobie nosisz.
-Tak, synu, nawet nie wiesz jak dużo...ale co rozpłaczę się przy matce,
to już w ogóle nie uzna mojej siły, powie, że jestem mięczak.
Lepiej było się napić i uśpić ten ból i być mężczyzną.
Ojciec rozpłakał się .Płakał, a łzy spływały do kieliszka z wódką.
-Tato, kocham ciebie bardzo.
-Ja też kocham ciebie synku.
Przytulili się do siebie i płakali długo, połączeni w męskim bólu odrzucenia,
w męskich łzach, w tym wszystkim czego nie mogli wypłakać długimi latami,
nie mógł wypłakać dziadek i pradziadek.
Tyle bólu męskiego, odrzuconego w nich, gdzieś głęboko zakopanego.
Tylko oni, ojciec i syn, mogli poczuć co to znaczy męski ból i brak przestrzeni na niego. Tylko oni mogli siebie zobaczyć w swojej nagości i prawdzie o bólu tak bardzo przed światem i innymi mocno skrywanym,
w lęku przed swoją słabością nie dotykany i nie ujawniany.
-Synuś ja nie umiałem inaczej...nie umiałem...
Nie pij jak ja, dziadek i pradziadek...oni też nie umieli inaczej...radziliśmy sobie,
jak umieliśmy najlepiej...Synu, innych dróg męskich szukaj...i chociaż będziesz upadał i potykał, ja będę tym pierwszym, który ciebie na nowej męskiej drodze wesprze. Robisz to dla siebie, dla innych mężczyzn z naszego rodu.
My nie mieliśmy szansy inaczej...sami siebie odrzuciliśmy...
ale ty możesz...po męsku...po swojemu...prawdziwie...nie odrzucając
żadnej części siebie...swojego bólu, słabości i łez.
Takim się jawi prawdziwy mężczyzna, w odwadze w spotkaniu
z samym sobą, z tym co wrażliwe i miękkie.
Nie uciekaj synu od siebie, jak ja to robiłem.
Nie uciekaj, ja musiałem, a ty już nie.
tekst Agnieszka Dziewanna

poniedziałek, 7 listopada 2016

CIAŁO – TWÓJ DROGOWSKAZ.


Są dni, kiedy nasze ciało czuje się gorzej. Rosnąca wrażliwość i otwieranie się na  podświadomość, powoduje odbiór objawów psychosomatycznych, jakie towarzyszą każdemu rozwojowi. Dlaczego ? Ponieważ rozwój świadomości dokonuje się dzięki wyłanianiu wiedzy z nieświadomości, a symbolem nieświadomości jest ciało. Dlatego zdarza się często, że gdy konfrontujemy się z jakimś cieniem i sytuacją kryzysową, stan nierównowagi i niewiedzy, uwięzionych emocji i potencjałów manifestuje się w ciele fizycznym. To normalne zjawisko i nie można mu zapobiegać. Jeśli nie jest to poważna choroba, tylko objaw okresowej niedyspozycji, potraktujmy ją spokojnie, z czułością, bez ciśnienia. Bądźmy wdzięczni swojemu ciału za to, że jest świątynią dla ducha, i jego okrętem życiowym. Za to, że tak wiernie daje nam znaki, co należy zmienić w swoim życiu i co pokochać w sobie.
Od dzieciństwa miałam różne uporczywe dolegliwości cielesne, które były związane z nerwicą i stanami dezintegracji. Jedne mijały bezpowrotnie, inne wracały. Np. bóle gardła wracały, bo są wpisane w cienia, którego mam, a który jest ściśle związany z wyrażaniem siebie. Kiedyś się bardzo niepokoiłam a także złościłam na siebie samą. Biegałam zarówno po lekarzach, jak i bioenergoterapeutach, nie mogąc sobie poradzić z uporczywym kaszlem.  Zmagałam się z nim przeszło 10 lat. Był to, jak się okazało objaw psychosomatyczny. Wtedy zaczęłam stosować techniki relaksacyjne itp, ale w dłuższym okresie czasu nie odnotowałam rezultatów. Nic dziwnego, działały doraźnie, nie sięgając przyczyny, która u mnie była ściśle związana z nieuświadomioną potrzebą „mówienia”. Kaszel minął jak ręka odjął dopiero wtedy, gdy rozpoczął się u mnie kontakt z Jaźnią i nabrałam odwagi do mówienia o swoich doświadczeniach duchowych. Wcześniejszy kaszel był symbolem blokady we mnie – jakaś część mnie pragnęła mówić, a inna część ją blokowała z różnych powodów. Te różne powody to były kompleksy, niedowartościowanie, brak wiary w siebie, brak miłości własnej,  a także lęk przed tym, co powiedzą inni.
Obecnie nie mam kaszlu, ale zauważyłam, że co jakiś czas pobolewa i ściska mnie gardło, gdy tłumię w sobie słowa. Gdy z jakichś powodów nie mogę być w pełni sobą i wyrażać siebie. Staram się uważnie do tego podchodzić i reagować. Uwalniać to, co wyłania się z podświadomości. Kiedyś myślałam, że rozwój duchowy zapewnia nieustanną błogość, spokój i zdrowie, ale praktyka weryfikuje takie fałszywe założenia. Rozwój duchowy nie chroni człowieka przed nim samym, ale pozwala zrozumieć przyczynę dyskomfortu i radzić sobie z nim. To powoduje napięcie i wzrost świadomości.
Symbolicznie, pod kątem uwięzionych potencjałów, można przeanalizować każdy objaw psychosomatyczny, który dotyka nasze ciało. Naszą powinnością jest odczytać ten znak i wyjść z biernej postawy. Jesteśmy rodzicem dla naszego ciała i bierzemy za nie odpowiedzialność. Tym jest nasze dojrzewanie duchowe – gotowością do oczyszczania podświadomości z blokad, które symbolizują nasze własne ograniczone schematy myślowe. Dlatego, gdy domyślamy się, co w nas pragnie się uwolnić, idźmy za tym. Do tego potrzeba woli i odwagi, ale każdy ma je w sobie. Nie czekajmy, aż życie nas zmusi do działań, przed którymi uciekaliśmy. Ucieczka ze strachu przed cieniem, a w głębszej perspektywie – światłem, które ten cień tworzy, czyli własną duszą, która pragnie się uwalniać, jest daremna. Blokada stanie się coraz większa i cięższa w ciele, im bardziej próbujemy się od niej odgrodzić. W końcu zamanifestuje się też w otoczeniu dalszym (ciało dalsze), zmuszając do konfrontacji  i uwolnienia cząstki siebie – aktywności, miłości do siebie, odwagi do nowego działania, poszerzenia siebie w kolejnym obszarze rzeczywistości.

https://ciemnanoc.pl/2016/10/31/cialo-twoj-drogowskaz/



czwartek, 14 lipca 2016

Strach ma wielkie oczy.




Lęki i strach, to element niepożądanym, przeszkadzający w istnieniu. Nasz mózg karmi nas wspomnieniami i wyobrażeniami o niewłaściwym wyglądzie, skutecznie zniechęcając na do podjęcia działania. Nasza wyobraźnia, to siedlisko lęków z którymi trzeba walczyć, bo …

Strach ma wielkie oczy!


Zastanów się dobrze, czego się boisz, czym są Twoje lęki. Przecież to nie istnieje! Niepokoisz się przyszłością, która jeszcze nie nadeszła. Zarówno strach, jak i lęk są wytworem naszego umysłu. To subiektywne i irracjonalne odczucia. To, co nas przeraża i napawa strachem, dla innych jest zwyczajne i obojętne. Zatem to wytwór Twojej wyobraźni i tego się boisz? Co Ty dziecko jesteś? Otaczasz się zewsząd strachem, strach przed starością, przed śmiercią, przed chorobą, utratą pracy, utratą bliskiej osoby, kalectwem, niepowodzeniem, biedą. Ale to wyłącznie Twój strach, bo nic takiego się jeszcze nie wydarzyło. Ba, gdybyś myślał pozytywnie, bez strachu, nigdy by nawet nie zaświtało w Twoim otoczeniu, a przede wszystkim głowie.
Wyobraźnię należy używać właściwie, do snucia szczęśliwych wydarzeń, do tworzenia sukcesów i osiągnięć, nie zaś do tworzenia wszelkich katastrof i upokorzeń. W momencie gdy zredukujemy nasze troski, staniemy na drodze do szczęścia, do panowania nad samym sobą.  Aż strach pomyśleć, ile mógłbyś zrobić dzisiaj, gdybyś się tylko nie bał!
Nie możesz wiecznie uciekać!
Zamiast się wycofywać, wykonaj pierwszy krok w kierunku tego co Cię przeraża. To o wiele lepsze niż stanie w miejscu, a już zdecydowanie rozsądniejsze niż ucieczka. Gdy wykonasz ruch, natychmiast zmieni się perspektywa widzenia, pojawi się nowe doświadczenia i opcje, której nie brałeś pod uwagę. Lęki zaczną ustępować. Gdy poświęcisz swój czas i energię na działanie, a nie na strach i uniki, otrzymasz dwa razy więcej czasu i dwa razy szybciej osiągniesz cel.
Twoje zachowania w czasie lęku i strachu!
Masz upośledzony osąd rzeczywistości, czyli tak naprawdę możliwości prawidłowej oceny natury rzeczy. Ograniczony jest wówczas zakres percepcji, uwagi, pamięci. Osłabione są funkcja mózgu, bo zaprzątamy swoją głowę rozterkami, lękami, strachem. Ograniczone myślenie, poprzez opór wewnętrzny. Popełnionych zostaje więcej błędów z powodu braku dobrze ocenionych informacji zewnętrznych. Nauka przychodzi Ci z trudem. Zwlekasz z podjęciem działania, ociągasz się, przekładasz na jutro, czym samym przegapiasz szansę. Dodatkowo tracisz energię i zdrowie poprzez nieustanne zamartwianie i tak krok po kroku lęk obejmuje coraz większy zakres Twojego życia.
Czym się kierować w walce ze strachem?
Po prostu działaj, działaj, choćby w najmniejszym stopniu, ale działaj w kierunku osiągnięcia celu. Reszta sama przyjdzie. I pamiętaj – strachy na lachy. Nie bój boba! Co masz do stracenia?
PS. Boimy się wszystkiego, a udajemy, że nie boimy się niczego.

http://www.augustynski.eu/strach-ma-wielkie-oczy-2/

środa, 25 listopada 2015

O odwadze i konfrontowaniu się z własnym lękiem …



Pewien mężczyzna bał się, że ma w szafie kościotrupa. Więc zamknął szafę na klucz. Ale to nie pomogło. Zamknął więc pokój, w którym szafa stała, a potem – cały dom. Ponieważ nie miał się gdzie podziać, poszedł do baru. Tam spotkał kogoś, kto go wysłuchał i  powiedział: „chodźmy zobaczyć, czy ten kościotrup tam naprawdę jest”. Poszli. Najpierw otworzyli dom, potem pokój, a na koniec szafę. No i faktycznie był w niej kościotrup…
– Ta przypowieść wskazuje na bardzo ważny wymiar odwagi, jakim jest mierzenie się z rzeczywistością. „Kościotrup w szafie” to metafora tych spraw i tajemnic, które budzą w nas lęk. Jeśli się jednak z nimi odważnie skonfrontujemy, okaże się, że nie są one niczym strasznym. Ta przypowieść zachęca, by przed samym sobą nie uciekać. W przeciwnym razie będzie to nas kosztowało ogromne ilości energii, a lęk i tak będzie potężniał.

Beata Szczygieł        coach
https://hipokrates2012.wordpress.com/2015/11/25/o-odwadze-i-konfrontowaniu-sie-z-wlasnym-lekiem/

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

… czas,który pozwoli Ci usłyszeć samą siebie …

http://www.tapeciarnia.pl/edycja,227250.html

Pewien mężczyzna przyszedł do pustelnika. Spytał go:
– Czego uczy cię twe życie w milczeniu?
Pustelnik, który czerpał wodę ze studni, odpowiedział swemu gościowi:
– Spójrz na dno tej studni. Co widzisz?
Mężczyzna zajrzał do studni.
– Nie widzę niczego – odpowiedział.
Pustelnik przez jakiś czas stał nieruchomo, a potem znów zwrócił się do gościa:
– Teraz popatrz! Co widzisz w studni?
Mężczyzna zajrzał i powiedział:
– Teraz widzę siebie, swoje odbicie w wodzie.
Pustelnik wyjaśnił:
– Kiedy wrzuciłem wiadro, na wodzie pojawiły się fale, a teraz jest spokojna. Podobny jest efekt milczenia: człowiek odnajduje siebie.

Znajdź czas wolny od szumu cudzych opinii, wpływów i sugestii… Czas kiedy przestaniesz gonić, czas kiedy przestaniesz uciekać, czas, który pozwoli Ci usłyszeć samą siebie i być może dostrzec to, co domaga się zobaczenia już od dawna…
Ania Witowska

 https://hipokrates2012.wordpress.com/2015/04/27/czasktory-pozwoli-ci-uslyszec-sama-siebie/

piątek, 27 marca 2015

Atak to wołanie o pomoc.

Kiedy ktoś nas atakuje, albo się bronimy, albo uciekamy, albo kontratakujemy. Jeśli zrozumiemy, że atak jest wołaniem o miłość, i zareagujemy otwartością oraz wyjściem atakującemu naprzeciw, stanie się on dzięki temu jednym z naszych największych sprzymierzeńców.
Kiedy ktoś nas atakuje, to znaczy, że ma bardzo duże problemy, a ponieważ boi się, nie liczy na to, że ktoś wyciągnie do niego rękę.
Jednak wyciągnąć do niego rękę można tylko wtedy, gdy ma się w sobie choć trochę miłości i pewności siebie. Kiedy wychodzimy naprzeciw, by udzielić mu wsparcia, czuje on miłość, nawet jeśli nic innego się nie dzieje. Jeśli po prostu wysyłamy mu miłość, kiedy nas atakuje, to przy następnym spotkaniu zauważymy, że wspólnie zrobiliśmy postępy i że czuje się on silniej z nami związany, bliższy nam.
Atak to doskonała sposobność, by zacieśnić więzi z tym, kto nas
atakuje.

~ Chuck Spezzano "Miłość nie rani" ~