Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ignorancja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ignorancja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 lipca 2026

🌿Miej wyrąbane a będzie Ci dane.

Wielu z nas uważa, że aby coś w życiu osiągnąć, trzeba za tym biegać, kontrolować każdy krok i wkładać w to gigantyczny, często wręcz desperacki wysiłek.
Dopóki nadmiernie czymś się ekscytujesz, denerwujesz lub kurczowo trzymasz konkretnego rezultatu, oddajesz swoją siłę na zewnątrz. Słynne powiedzenie „miej wyrąbane, a będzie Ci dane” to nie manifest ignorancji czy lenistwa.
✨To prawo zarządzania własną energią.
Co dzieje się w Tobie, kiedy pozwalasz sobie na brak tego dystansu? Każda Twoja niespokojna myśl, lęk przed oceną, próba przypodobania się komuś czy emocjonalne wkręcanie się w cudze dramaty to potężny wyciek energetyczny. Zużywasz wtedy gigantyczne zasoby paliwa. Ta energia nie znika w próżni, staje się bezpośrednim pokarmem dla zewnętrznych struktur: egregorów, systemów i wampirów energetycznych, którzy żywią się Twoją reaktywnością.
Dopóki przejmujesz się tym, na co nie masz wpływu, dobrowolnie oddajesz swoją suwerenność i zasilasz mechanizmy, które trzymają Cię w poczuciu braku. Energia zawsze płynie za uwagą, a Twoja uwaga na tym poziomie staje się zasobem dla innych a nie dla Ciebie.
W momencie, gdy świadomie decydujesz, że „masz wyrąbane”, ten cały wyciek zostaje natychmiast odcięty. Nie zasilasz sznurów, którymi zewnętrzne podmioty wyciągały Twoją żywotność. Ta odzyskana siła wraca do Twojego centrum i tworzy potężną nadwyżkę, którą możesz w całości przekierować na proces czystej kreatywności. na budowanie tego, czego naprawdę potrzebujesz w swoim życiu. Stan „wyrąbania” to nic innego jak powrót do swojego centrum.
To przestrzeń, w której odpuszczasz presję i kontrolę, zamykasz dostęp dla energetycznych pasożytów, a zyskujesz pełną integralność. Przestajesz zasilać cudze systemy, a zaczynasz realnie stwarzać własną rzeczywistość ze swojej własnej, skumulowanej siły.

 

czwartek, 18 września 2025

Twoje dzieci nie będą Cię tak traktować, jak Ty je traktujesz – tylko jak Ty siebie traktujesz

 



To zdanie na pierwszy rzut oka może wydawać się prowokujące.
Przecież wielu rodziców oddaje całe serce, dba, troszczy się, stara się dać wszystko, co najlepsze.
Dlaczego więc dzieci w pewnym momencie zaczynają być chłodne, roszczeniowe, obojętne, buntownicze – albo wręcz raniące? Bo dzieci nie uczą się tylko przez to, co robisz dla nich — one uczą się poprzez to, kim jesteś dla siebie.
Bert Hellinger w swoich pracach nad systemowymi ustawieniami rodzinnymi zauważył, że relacje w rodzinie podlegają określonym porządkom miłości.
Gdy rodzic stawia dziecko na pierwszym miejscu, zapominając o sobie, ignoruje naturalny porządek – gdzie najpierw stoi życie, potem ja jako dorosły, a dopiero potem dziecko.
Jeśli matka „poświęca się” dla dziecka, rezygnuje z własnego szczęścia, partnerstwa, kobiecości – dziecko nie otrzymuje miłości, tylko ciężar.
Uczy się, że miłość równa się zaprzeczeniu sobie. A potem… traktuje matkę tak, jak ona sama siebie traktuje: ignoruje, odrzuca, nie szanuje.
Dziecko nie może przyjąć prawdziwej miłości, jeśli rodzic nie kocha samego siebie.
Dziecko nosi los rodzica, gdy ten nie bierze odpowiedzialności za swoje emocje i rany.
Dziecko „odcina” się od rodzica, który się poświęca, bo nie chce żyć w jego bólu.
Siergiej Łazariew, rosyjski badacz związków między psychiką, duszą a zdrowiem, pisał, że najgłębsze programy przekazywane są przez pole informacyjne duszy. Według niego:
Miłość do siebie jest warunkiem uzdrowienia duszy i relacji.
Gdy człowiek żyje w nienawiści do siebie, winie, poniżeniu – dzieci „odczytują” to na poziomie energetycznym i zaczynają traktować rodzica tak, jak on sam siebie ocenia.
Dzieci są „zwierciadłem karmy” rodziców – ich dusze reagują na najgłębsze niewypowiedziane wzorce.
Czyli: jeśli w głębi duszy rodzic siebie nie akceptuje, nie przebaczył sobie, czuje się winny lub bezwartościowy – dziecko zaczyna to nieświadomie potwierdzać w relacji, często w sposób bolesny.
Co to oznacza dla ciebie?
Jeśli chcesz, żeby twoje dziecko:
szanowało cię,
słuchało,
kochało w sposób otwarty i wolny od lęku,
było szczęśliwe i wolne,
to zacznij od siebie. Nie chodzi o to, żebyś był „idealnym rodzicem”. Chodzi o to, żebyś był człowiekiem w kontakcie ze sobą, ze swoją prawdą, z uczuciem miłości do siebie.
Zacznij zadawać sobie pytania:
Czy naprawdę jestem dla siebie dobry/dobra?
Czy siebie wspieram czy krytykuję?
Czy pozwalam sobie czuć, odpoczywać, być niedoskonałym/ą?
Czy stawiam granice z miłością?
Dzieci uczą się twojej relacji ze sobą, a nie tylko twoich zasad
W jaki sposób siebie codziennie traktuję? Co o sobie myślę?
Czy czuję się wart(a) szacunku – nie tylko od innych, ale też od siebie?
Kiedy ostatnio zrobiłem/am coś tylko dla siebie – z miłości, nie z obowiązku?
Czy mam zgodę na to, żeby moje potrzeby były ważne?
Czy w relacji z dzieckiem (lub dziećmi) zapominam o sobie? Dlaczego?
Co czuję, gdy moje dziecko nie okazuje mi miłości tak, jak bym chciał(a)?
Czy potrafię powiedzieć: „Wystarczy. Zasługuję na odpoczynek. Zasługuję na miłość”?
"Widzę siebie – jestem dla siebie dobry/dobra"
1. Stań przed lustrem albo zamknij oczy i wyobraź sobie siebie jako dziecko.
2. Powiedz do siebie
„Widzę cię.”
„To, co czujesz, ma znaczenie.”
„Jesteś Wart miłość – już teraz.”
„Nie musisz być idealny/a, by zasługiwać na szacunek.”
„Dziękuję, że jesteś.”
3. Oddychaj głęboko i obserwuj, co się w tobie porusza.
4. Zapisz to, co się pojawi – emocje, myśli, wspomnienia.
Dodatkowa sugestia z ustawień: zdanie uwalniające dla relacji z dzieckiem
Jeśli czujesz, że dajesz „za dużo” albo że twoje dziecko cię rani, możesz wewnętrznie powiedzieć:
„Jestem twoim rodzicem. Ty jesteś moim dzieckiem. Ja daję – ty bierzesz. Resztę biorę dla siebie.”
To prostuje przepływ. Dziecko nie powinno być ważniejsze niż ty dla siebie. Twoja siła i miłość do siebie to jego fundament.
✨Łączę duchowość, energetykę i mądrość ciała, by prowadzić przez proces wewnętrznego przebudzenia.

Inicjatorka Przebudzenia
Iwona Grzesik

poniedziałek, 22 lutego 2016

Źródło spokoju .

żródło spokoju

Wiem, gdzie bije źródło spokoju.

A mimo to, wciąż mi go brakuje. I to nie tak rzadko. Na szczęście z każdym dniem, jest w moim życiu coraz lepiej, spokojniej, pogodnie. Jest coraz jaśniej.
Na swoje drodze spotkałem wielu cennych nauczycieli. Mimo, że nie miałem okazji zrobić tego osobiście, to i tak, czuję, jakbym ich znał. To dzięki ich nauce, które w internecie pełno. Karmię się tymi słowami, które pojawiają się w we właściwym czasie. Jakby wiedziały, że akurat teraz są mi potrzebne, otwierając oczy, bym mógł dostrzec nowe drzwi, które otwiera przede mną życie. Drzwi prowadzące do mojego celu.
Jednym z najważniejszych nauczycieli, jest Eckhart Tolle. Człowiek, o którym nie ma co pisać. Jego trzeba zobaczyć i posłuchać. Ja robię to bardzo często. To on pokazał mi to źródło, z którego czerpię spokój. Bo on wie, gdzie tego spokoju jest całe morze. Ba, ocean. Dla każdego wystarczy, bo każdy ma swój ocean spokoju, swoje prywatne źródło. Boje ono Tu i Teraz. Czemu więc tam mało ludzi jest spokojnych?
Dobre pytanie. Też mogłem je sobie zadać lata temu. Na szczęście i bez pytania, odkryłem, gdzie spokoju jest pełno. Eckhart Tolle też to odkrył i od tamtej chwili dzieli się tym z całym światem. Również ze mną.
Jedną ze ścieżek prowadzących do źródła spokoju, o której dziś sobie przypomniałem – a szukałem jej, bo tego spokoju zaczęło mi w mojej pracy brakować – jest skupienie na tym, co akurat robię.
To nie wszystko. Ważnym elementem tej ścieżki jest traktowanie danej czynności jako celu samego w sobie. Inaczej mówiąc: nie robię tego z myślą o jakimś konkretnym celu, który dzięki tej czynności mogę zrealizować. To, co robię, robię dla samego robienia. Skupiam się na każdym najmniejszym etapie działania, bez wybiegania w przyszłość i nerwowego zerkania na zegarek i stresowania się, czemu to jeszcze nie koniec.
Kiedy zaczynam wykonywać daną czynność, poświęcam jej całą uwagę, jakby była w tej chwili najważniejsza na świecie. Nie tracąc z oczu kontekstu – trudno przecież ignorować i być ślepym na wszystko, co dzieje się wokół mnie – nie traktuję tej czynności jako coś gorszego, co jest jedynie środkiem do celu.
Kiedy w ten sposób podchodzę do swojej pracy, znika zniecierpliwienie, pośpiech, niepokój, a pojawia się radość tworzenia, wyrozumiałość w chwili, gdy trafiam na problem czekający na rozwiązanie. Pojawia się też bezcenny spokój. To dzięki temu, że jestem u źródła. Całym sobą jestem tu i teraz w tym, co robię.
Źródło spokoju jest bardzo blisko. Jedyne, co trzeba zrobić, by czerpać do woli, to wybrać odpowiednią ścieżkę. To proste.

http://jasnastronazycia.pl/zycie-marzen/eckhart-tolle/zrodlo-spokoju/