Autor: Dorora Hołówka dla magazynu „Sens”
Czego możemy nauczyć się od dziecka?
Dzieci pokazują nam to, co wyparliśmy w procesie uspołeczniania.
Najczęściej jest to złość, ale też smutek, żal, poczucie winy,
spontaniczność.Dlatego warto potraktować je jako naszych najlepszych
nauczycieli.
Kiedy przychodzi do mnie matka, twierdząc, że ma problem z własnym
dzieckiem, wówczas daję jej kilka zaleceń. Po pierwsze, napisz
na kartce, jakich rad udzieliłabyś swojemu dziecku, co byś w nim
zmieniła, a potem przeczytaj na głos, najlepiej przed lustrem. Następnie
wprowadź te zmiany w swoje życie i obserwuj, jak dokonuje się cudowne
uzdrowienie twojego dziecka. Po drugie, opowiedz komuś bliskiemu
na głos, jak postrzegasz swoje dziecko, zrób to szczerze, opisz rzeczy,
z których jesteś dumna, ale też zachowania lub cechy charakteru, które
cię niepokoją. Kiedy będziesz opowiadała, bądź świadoma, że każde
z wypowiedzianych zdań jest częścią ciebie.
Z moich długoletnich i wnikliwych obserwacji jasno wynika, że dzieci
są papierkiem lakmusowym nas samych. Sposób, w jaki do nich mówimy,
pokazuje tak naprawdę nasz wewnętrzny dialog, który z czasem staje się
również dialogiem wewnętrznym naszych pociech. Ich zachowania
odzwierciedlają wprost nasze emocje. Dlatego jeśli widzimy, że dziecko
jest niespokojne, to zamiast je uspokajać, krzyczeć, upominać – warto
skontaktować się z własnymi emocjami, bowiem dzieciaki stanowią swoiste
odbicie tego, co dzieje się w nas samych. Kiedy my się wyciszymy,
w efekcie dziecko zarezonuje spokojem.
To, czego nie chcemy widzieć.
Pewnego dnia przyszedł do mnie mężczyzna, który był bardzo zmartwiony
negatywnym nastawieniem swojego dziecka. Zapytałam, kiedy ostatnio
doświadczył trudnych emocji, i jak by je opisał. Nie potrafił
powiedzieć. Stwierdził, że jeśli dzieje się w jego życiu coś trudnego,
skupia się na rozwiązaniu problemu. Oczywiście w takim podejściu nie
byłoby nic złego, gdyby nie fakt, że mężczyzna ten nauczony został
całkowitego wypierania trudnych emocji. Niestety, to, co odtrącamy,
zawsze upomina się o siebie i to właśnie najczęściej dzieci pokazują nam
to, czego nie chcemy widzieć.
Mężczyzna wraz ze swoją żoną rozpoczął świadomą pracę
nad zatrzymywaniem się na negatywnych emocjach – nie po to, aby
rozpamiętywać to, co trudne, ale po to, żeby przyznać, że istnieją
uczucia, które sprawiają dyskomfort i ból. Paradoksalnie przyznanie się
do odczuwania trudnych emocji uwalnia nas od nich, i tym samym uwalnia
nasze dzieci. Energię, którą poświęcaliśmy na utrzymywanie ich
w nieświadomości, możemy spożytkować na kreowanie radosnego życia,
w którym doświadczamy całego spektrum uczuć.
To przed czym bronimy się
Kiedy postanawiamy, że nie chcemy być więcej ofiarą, ponieważ
w dzieciństwie doświadczyliśmy cierpienia, zaczynamy zwykle wchodzić
w rolę kata, w konsekwencji nasze dziecko najczęściej przejmuje rolę
ofiary, pokazując nam to, z czym nie chcemy się skonfrontować.
I przeciwnie – kiedy sami zachowujemy się jak ofiara, nasze dziecko
zaczyna przypominać kata. Zjawisko to można zaobserwować w przyrodzie.
Wielu opiekunów drapieżnych zwierząt opisuje to niezwykłe doświadczenie,
że gdy uciekasz przed tygrysem, to on cię goni, a kiedy zaczynasz biec
w jego kierunku – ucieka. Natomiast kiedy się zatrzymujesz i kierujesz
życzliwe emocje ku zwierzęciu, ono zaczyna bawić się z tobą i do
momentu, w którym nie czujesz lęku, jesteś całkowicie bezpieczna, nawet
jeśli tygrys jest głodny.
Podobnie jest z dzieckiem. Jeśli mamy kontakt z własnymi emocjami,
wówczas maluch otwiera swoje serce nie tylko na nas, ale na wszystkie
przejawy życia.
To, czego możemy się nauczyć
Zaobserwowałam, że nasze dzieci widzimy przez pryzmat nas samych,
własnych nawyków, wzorców, które ukształtowała przeszłość. Wśród
psychologów słynne jest powiedzenie, że jesteśmy sumą naszych przekonań.
Kiedy rozwijamy się, zaczynamy proces podważania tego, co wydawało się
wyrocznią. W niewytłumaczalny sposób dzieci zaczynają dostosowywać się
do naszych nowych przekonań – tak jakbyśmy naszymi myślami tworzyli
dziecko. Oczywiście, nie ma jednoznacznych badań naukowych
potwierdzających to zjawisko. Jednak wnikliwy obserwator bez zbytecznych
psychologicznych kwalifikacji może doświadczyć tego, o czym piszę,
dlatego zachęcam do otwarcia się na to doświadczenie. Daje ono poczucie
ogromnej sprawczości, które potem można z powodzeniem przełożyć na inne
dziedziny życia.
Dzieci, oprócz tego, że pokazują nam to, czego nie akceptujemy
w sobie, są skarbnicą wiedzy i dają nam odpowiedzi na trudne pytania.
W związku z tym, że ich umysły nie są jeszcze przesiąknięte szkolną
wiedzą, mają ogromny dostęp do intuicji. Wiedza szkolna wbrew pozorom
w bardzo dużym stopniu ogranicza nasze horyzonty. Problem polega na tym,
że dorośli nie biorą na poważnie dziecięcych rad. W związku z tym,
że dzieci często posługują się metaforą, dorośli traktują ich słowa jako
fantazję, a to wielki błąd. Dlatego zachęcam do uważnego słuchania
naszych pociech i szacunku do ich mądrości, która pochodzi prosto
z serca.
http://www.nowapsychologia.com/dziecko-ktore-przebywa-w-towarzystwie-rozluznionego-doroslego-nie-jest-w-stanie-byc-niegrzeczne/