Hej, jestem Ola. Przedstawiam
Wam moje świece sojowe, które wytwarzam w zaciszu domowym z wielką
pasją i dbałością o każdy szczegół. Moja przygoda zaczęła się podczas
pandemii. Chciałam poprawić nastrój sobie, domownikom i innym ludziom
zamkniętym w domach.
Zaczęłam więc eksperymentować, szukać odpowiedniego
wosku, pojemników, mieszać zapachy, dobierać parametry aby w końcu
stworzyć pachnące, naturalne świece, które od roku goszczą już w wielu
domach. Wszystkie składniki, których używam do produkcji świec są
ekologiczne, kompozycje zapachowe różnorodne, każdy na pewno znajdzie
coś dla siebie. Świece wykonywane są pod indywidualne zamówienia,
również dla firm. Z przyjemnością pomagam w doborze zapachu.
Mam
na imię Agata i od kilku lat szydełkuję. Już jako sześciolatka próbowałam
zrobić swój pierwszy szalik na drutach. Szybko porzuciłam jednak to zajęcie, by
wrócić do niego dopiero pod koniec studiów. Druty zastąpiłam szydełkiem i tak
powoli zaczęły powstawać coraz to różniejsze szydełkowe projekty, przynoszące
mi dużo radości i satysfakcji. Z czasem udało mi się nawiązać kilka współprac,
które dają nadzieję na to, że rękodzieło jeszcze nie zginęło:)
Oprócz szydełkowania interesuję się również permakulturą.
Razem z moją rodziną zajmujemy się niewielkim ogródkiem warzywnym. Prowadzimy
go zgodnie z zasadami permakultury i stosujemy takie rozwiązania, które jak
najmniej ingerują w naturę. Dzięki temu niewielkim nakładem pracy uzyskujemy
własne ekologiczne warzywa.
Więcej informacji o naszych permakulturowych
poczynaniach znajdziecie na naszym blogu matkanatura.pl,
w zakładce moja
permakultura.
Bohaterka to krucha starsza pani, w delikatnej chustce na
starannie upiętych z tyłu głowy włosach. Najczęściej ukazana jest w
oszałamiającym bogactwem roślin ogrodzie, w towarzystwie zwierząt. Nie
trzeba być znawcą sztuki, by zorientować się, że to epoka wiktoriańska.
Wskazują na to narzędzia ogrodnicze, jakimi posługuje się staruszka i
kroje jej ubrań. Jeżeli zaś gospodynię widzimy we wnętrzu domu, urzeka
nas w nim misterna porcelana, naftowe lampy i łagodna uroda sprzętów
dawnego umeblowania. Wszystkie zdjęcia tchną spokojem i poczuciem
harmonii. To były piękne czasy! – chce się westchnąć z żalu za tym, co
minęło wraz z XIX wiekiem.
A teraz uwaga: zdjęcia wykonano u schyłku XX i na początku XXI wieku.
I nie są one kadrami z kostiumowego filmu. To jak najbardziej prawdziwa
dokumentacja życia codziennego konkretnej osoby, nie modelki pozującej
do ilustrowanego czasopisma. Starszą panią jest Tasha Tudor, amerykańska
autorka i ilustratorka książeczek dla dzieci. Magiczka i
rewolucjonistka. Nie spodobały się realia XX wieku, zatem je po prostu
zbojkotowała i zamieszkała w wieku XIX.
Nie sądzę, że postęp jest piękny, więc jestem bardzo zacofana – miała powiedzieć Tasha. To określenie zwykle nie należy do pochlebnych. Tasha Tudor uczyniła z niego sztukę.
Tasha, matka czworga dzieci, od jednego z synów otrzymała w 1972 dom
wraz z ogrodem w miejscowości Marlboro, w stanie Vermont. I już mając
własny kawałek świata, zarządziła w nim cofnięcie się o prawie 150 lat
wstecz. Konsekwentnie – realia XIX-wieczne przeniosła nie tylko do
scenerii, ale i w swój codzienny tryb życia. Miała wtedy 57 lat.
Jak zatem wyglądało życie Tashy? Odziana tak, jak kochała, w długie
powłóczyste spódnice, chusty i szale, wraz z wschodem słońca
rozpoczynała pracowity dzień. Wędrowała do studni po wodę, krzątała się
wokół swych zwierząt i ogrodu, dbała o bogate zasoby spiżarni,
podejmowała często przyjaciół, dzieci i wnuki, a przed pójściem spać,
wraz z zachodem słońca siadała przy kominku z filiżanką herbaty. Nie
miała w domu zegarów.
Cały rok odmierzał jej zegar natury, od której była ściśle
uzależniona. Utrzymywała się bowiem z zasobów swego ogrodu i z hodowli
kilku zwierząt. Lubiła też łowić ryby w pobliskiej rzece. Zbierała na
łąkach zioła, które potem suszyła i używała zarówno w kuchni, jak w i
samoleczeniu.
Kochała każdą porę roku i na żadną nie narzekała – po prostu
poddawała się rytmowi natury i wsłuchiwała w życie swego ogrodu, który
podpowiadał jej, czym o danej porze należy się zająć. Ogród ten zresztą,
choć stał się jej największym chyba dziełem sztuki, nigdy tak naprawdę
nie został przez nią zaprojektowany. Sadziła w nim po prostu to, co
uważała za piękne i to, czego potrzebowała, by żyć. Oprócz ogrodu
żywiły ją pszczoły, bo miała kilka uli i kozy, z których mleka wyrabiała
masło i sery. Od kóz zresztą uzależniała bogactwo swego ogrodu, bo nie
uznawała w nim żadnych nawozów sztucznych, musiał starczyć ten
dostarczany przez zwierzęta. W ogrodzie najadało się zaś i hodowane
przez Tashę stado kur.
Jesienią i zimą nastawał czas wykorzystywania pozyskiwanych przez
cały rok darów natury – spiżarnia Tashy była zawsze obficie zaopatrzona,
z czego cieszyli się licznie odwiedzający dom goście, Mogli tu zjeść
nie lada smakołyki, wszystkie przyrządzane przez panią domu. Nie
pojawiało się tu współczesne jedzenie.
W ogrzanym przynoszonym przez Tashę z lasu drewnem wnętrzu, cudowne
dni świąteczne spędzały jej dzieci, wnuki oraz przyjaciele. Szczególną
atmosferę podkreślały palące się wtedy świece z wosku pszczelego i
choinka ozdobiona pieczonymi przez panią domu piernikami. Ku radości
dzieci, rogi obfitości wypełnione były obficie domowymi pralinkami,
karmelkami śmietankowymi, krówkami i toffi. Gospodyni obdarowywała też
wszystkich własnoręcznie tworzonymi prezentami.
Uwielbiam zimę. To wspaniała pora roku. Nie muszę nigdzie iść, bo
pracuję w domu. Jeśli zasypie mnie śnieg, moje zapasy pozwolą mi
przeżyć przez kilka miesięcy – mawiała Tasha. Ale gdy nadchodziła wiosna, znów z radością ruszała do prac poza domem.
Miała oswojoną papugę, którą „serwowała” na tacy nowo przybywającym
do domu gościom. Na dany przez jej panią znak, papuga ożywała, a
skonsternowani wcześniej niecodziennym daniem goście, mogli teraz
pośmiać się wraz z gospodynią.
Tasha Tudor w swej bajecznej, wyrwanej czasowi posiadłości, przeżyła 36 szczęśliwych lat.
Dawno, dawno temu, było piękne miejsce, a w nim mieszkała niezwykła
kobieta… Dawno temu? No, niezupełnie – Tasha umarła zaledwie 7 lat temu.
Dlatego mogła wystąpić osobiście w tym filmie:
Dzieci Tashy odziedziczyły po swej matce dorobek o wartości ponad 2
mln euro – w tym jej posiadłość wraz z ogromną kolekcją strojów z epoki
wiktoriańskiej. Kontynuują jej dzieło i dlatego kawałek codzienności tej
niezwykłej kobiety, każdy z nas może poczuć osobiście. Jeżeli macie na
taką podróż w czasie ochotę, zajrzyjcie koniecznie tu: KLIK! i tu: KLIK!
Warto odbyć tak szczególną wizytę w krainie czyjegoś spełnionego
marzenia. Niestety, ani cieszące się ogromnym powodzeniem dzieła Tashy,
ani żadna książka jej poświęcona, nie doczekały się jeszcze polskiego
wydania – to znacząca luka.
Dlatego tym bardziej się cieszę, że dzięki stronie Kultura-i-obyczaje-w-XIX-wieku mogłam odkryć tę niezwykłą osobę. Dziękuję.
Z darów lasu tworzy kremy i szampony,
a ma dopiero 14 lat Las nie ma przed nim tajemnic, a dzięki
pozyskanym na łonie natury surowcom, Kuba Wiśnik produkuje między
innymi szampony, kremy, toniki oraz syropy na rozmaite dolegliwości.
Zajmuje się tym już od kilku lat i nie byłoby w tym nic dziwnego,
gdyby nie fakt, że Kuba jest zaledwie gimnazjalistą. Zwykłe
„bazie” to dla niego lek na przeziębienie. Naturalne źródło
kwasu acetylosalicylowego, potocznie zwanego aspiryną, chłopak
zrywa prosto z drzewa. Niemal wszystkie surowce pozyskuje z
okolicznych lasów, a później produkuje zdrowotne specyfiki. Jego
kremy nie tylko nawilżają, ale również pomagają na bóle stawów,
reumatyzm, zakwasy i stany zapalne. Skąd się wzięło to nietypowe
hobby? Zaczęło się od wspólnego wypadu z wujkiem do lasu. Później
zacząłem czytać książki zielarskie i przeglądać fora
internetowe. Dowiedziałem się, jak zbierać zioła i co z nich
robić, następnie pomyślałem o kremach, teraz interesuje mnie
medycyna galenowa. Chcę się zajmować ziołolecznictwem i kosmetyką
naturalną – mówi 14-letni Kuba Wiśnik, mieszkaniec miejscowości
Ługi (pow. lęborski). Młody zielarz poświęca swojej pasji każdą
wolną chwilę. Jak na razie z jego wyrobów korzysta głównie
rodzina, przyjaciele i znajomi, ale w przyszłości Kuba chciałby
otworzyć własny biznes. Jak podkreśla, dostępne w sklepach
preparaty często bywają szkodliwe. Właśnie w tym kierunku chcę
iść, czyli kosmetologia i ziołolecznictwo. Jest to też
zdecydowanie dobry czas na promowanie ekologii i kosmetyków bio. W
ogóle, dla mnie ekologia jest na pierwszym miejscu – wyjaśnia
Kuba. Nastolatek chce zarażać tą nietypową pasją swoich
rówieśników, dlatego prowadzi specjalne warsztaty, podczas których
pokazuje, jak postawić w zielarstwie pierwsze kroki. Od kilku
miesięcy chłopak prowadzi również bloga, gdzie opisuje
właściwości naturalnych surowców oraz samodzielnie wykonanych
kremów. W najbliższym czasie planuje także stworzenie
wielowątkowej strony internetowej, ale jak na razie musi ona
poczekać, ponieważ bardziej pochłania go stworzenie receptury na
kolejny wyjątkowy krem.
Z darów lasu tworzy
kremy i szampony, a ma dopiero 14 lat
Las nie ma przed nim tajemnic, a dzięki pozyskanym na łonie natury
surowcom, Kuba Wiśnik produkuje między innymi szampony, kremy, toniki
oraz syropy na rozmaite dolegliwości. Zajmuje się tym już od kilku lat i
nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Kuba jest zaledwie
gimnazjalistą.
Zwykłe „bazie” to dla niego lek na przeziębienie. Naturalne źródło kwasu
acetylosalicylowego, potocznie zwanego aspiryną, chłopak zrywa prosto z
drzewa. Niemal wszystkie surowce pozyskuje z okolicznych lasów, a
później produkuje zdrowotne specyfiki. Jego kremy nie tylko nawilżają,
ale również pomagają na bóle stawów, reumatyzm, zakwasy i stany zapalne.
Skąd się wzięło to nietypowe hobby?
Zaczęło się od wspólnego wypadu z wujkiem do lasu. Później zacząłem
czytać książki zielarskie i przeglądać fora internetowe. Dowiedziałem
się, jak zbierać zioła i co z nich robić, następnie pomyślałem o
kremach, teraz interesuje mnie medycyna galenowa. Chcę się zajmować
ziołolecznictwem i kosmetyką naturalną – mówi 14-letni Kuba Wiśnik,
mieszkaniec miejscowości Ługi (pow. lęborski).
Młody zielarz poświęca swojej pasji każdą wolną chwilę. Jak na razie z
jego wyrobów korzysta głównie rodzina, przyjaciele i znajomi, ale w
przyszłości Kuba chciałby otworzyć własny biznes. Jak podkreśla,
dostępne w sklepach preparaty często bywają szkodliwe.
Właśnie w tym kierunku chcę iść, czyli kosmetologia i
ziołolecznictwo. Jest to też zdecydowanie dobry czas na promowanie
ekologii i kosmetyków bio. W ogóle, dla mnie ekologia jest na pierwszym
miejscu – wyjaśnia Kuba.
Nastolatek chce zarażać tą nietypową pasją swoich rówieśników, dlatego
prowadzi specjalne warsztaty, podczas których pokazuje, jak postawić w
zielarstwie pierwsze kroki.
Od kilku miesięcy chłopak prowadzi również bloga, gdzie opisuje
właściwości naturalnych surowców oraz samodzielnie wykonanych kremów. W
najbliższym czasie planuje także stworzenie wielowątkowej strony
internetowej, ale jak na razie musi ona poczekać, ponieważ bardziej
pochłania go stworzenie receptury na kolejny wyjątkowy krem.
Wiadomości
Nadmorski24.pl > Wiadomości > Z darów lasu tworzy kremy i
szampony, a ma dopiero 14 lat
poprzedni artykuł
następny artykuł
Z darów lasu tworzy kremy i szampony, a ma dopiero 14 lat
2016-03-09 08:40 Redakcja
podziel się:
Z darów lasu tworzy kremy i szampony, a ma dopiero 14 lat
Las nie ma przed nim tajemnic, a dzięki pozyskanym na łonie natury
surowcom, Kuba Wiśnik produkuje między innymi szampony, kremy, toniki
oraz syropy na rozmaite dolegliwości. Zajmuje się tym już od kilku lat i
nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Kuba jest zaledwie
gimnazjalistą.
Zwykłe „bazie” to dla niego lek na przeziębienie. Naturalne źródło kwasu
acetylosalicylowego, potocznie zwanego aspiryną, chłopak zrywa prosto z
drzewa. Niemal wszystkie surowce pozyskuje z okolicznych lasów, a
później produkuje zdrowotne specyfiki. Jego kremy nie tylko nawilżają,
ale również pomagają na bóle stawów, reumatyzm, zakwasy i stany zapalne.
Skąd się wzięło to nietypowe hobby?
Zaczęło się od wspólnego wypadu z wujkiem do lasu. Później zacząłem
czytać książki zielarskie i przeglądać fora internetowe. Dowiedziałem
się, jak zbierać zioła i co z nich robić, następnie pomyślałem o
kremach, teraz interesuje mnie medycyna galenowa. Chcę się zajmować
ziołolecznictwem i kosmetyką naturalną – mówi 14-letni Kuba Wiśnik,
mieszkaniec miejscowości Ługi (pow. lęborski).
Młody zielarz poświęca swojej pasji każdą wolną chwilę. Jak na razie z
jego wyrobów korzysta głównie rodzina, przyjaciele i znajomi, ale w
przyszłości Kuba chciałby otworzyć własny biznes. Jak podkreśla,
dostępne w sklepach preparaty często bywają szkodliwe.
Właśnie w tym kierunku chcę iść, czyli kosmetologia i
ziołolecznictwo. Jest to też zdecydowanie dobry czas na promowanie
ekologii i kosmetyków bio. W ogóle, dla mnie ekologia jest na pierwszym
miejscu – wyjaśnia Kuba.
Nastolatek chce zarażać tą nietypową pasją swoich rówieśników, dlatego
prowadzi specjalne warsztaty, podczas których pokazuje, jak postawić w
zielarstwie pierwsze kroki.
Od kilku miesięcy chłopak prowadzi również bloga, gdzie opisuje
właściwości naturalnych surowców oraz samodzielnie wykonanych kremów. W
najbliższym czasie planuje także stworzenie wielowątkowej strony
internetowej, ale jak na razie musi ona poczekać, ponieważ bardziej
pochłania go stworzenie receptury na kolejny wyjątkowy krem.
Wiadomości
Nadmorski24.pl > Wiadomości > Z darów lasu tworzy kremy i
szampony, a ma dopiero 14 lat
poprzedni artykuł
następny artykuł
Z darów lasu tworzy kremy i szampony, a ma dopiero 14 lat
2016-03-09 08:40 Redakcja
podziel się:
Z darów lasu tworzy kremy i szampony, a ma dopiero 14 lat
Las nie ma przed nim tajemnic, a dzięki pozyskanym na łonie natury
surowcom, Kuba Wiśnik produkuje między innymi szampony, kremy, toniki
oraz syropy na rozmaite dolegliwości. Zajmuje się tym już od kilku lat i
nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Kuba jest zaledwie
gimnazjalistą.
Zwykłe „bazie” to dla niego lek na przeziębienie. Naturalne źródło kwasu
acetylosalicylowego, potocznie zwanego aspiryną, chłopak zrywa prosto z
drzewa. Niemal wszystkie surowce pozyskuje z okolicznych lasów, a
później produkuje zdrowotne specyfiki. Jego kremy nie tylko nawilżają,
ale również pomagają na bóle stawów, reumatyzm, zakwasy i stany zapalne.
Skąd się wzięło to nietypowe hobby?
Zaczęło się od wspólnego wypadu z wujkiem do lasu. Później zacząłem
czytać książki zielarskie i przeglądać fora internetowe. Dowiedziałem
się, jak zbierać zioła i co z nich robić, następnie pomyślałem o
kremach, teraz interesuje mnie medycyna galenowa. Chcę się zajmować
ziołolecznictwem i kosmetyką naturalną – mówi 14-letni Kuba Wiśnik,
mieszkaniec miejscowości Ługi (pow. lęborski).
Młody zielarz poświęca swojej pasji każdą wolną chwilę. Jak na razie z
jego wyrobów korzysta głównie rodzina, przyjaciele i znajomi, ale w
przyszłości Kuba chciałby otworzyć własny biznes. Jak podkreśla,
dostępne w sklepach preparaty często bywają szkodliwe.
Właśnie w tym kierunku chcę iść, czyli kosmetologia i
ziołolecznictwo. Jest to też zdecydowanie dobry czas na promowanie
ekologii i kosmetyków bio. W ogóle, dla mnie ekologia jest na pierwszym
miejscu – wyjaśnia Kuba.
Nastolatek chce zarażać tą nietypową pasją swoich rówieśników, dlatego
prowadzi specjalne warsztaty, podczas których pokazuje, jak postawić w
zielarstwie pierwsze kroki.
Od kilku miesięcy chłopak prowadzi również bloga, gdzie opisuje
właściwości naturalnych surowców oraz samodzielnie wykonanych kremów. W
najbliższym czasie planuje także stworzenie wielowątkowej strony
internetowej, ale jak na razie musi ona poczekać, ponieważ bardziej
pochłania go stworzenie receptury na kolejny wyjątkowy krem.
Czy masz wpływ na stres? Tylko nie myl stresu z
reakcją na stres. Nawet, gdy zmienisz pracę, środowisko, znajomych nie
możesz kontrolować tego jak reagują i zachowują się inni ludzie. Jedyną
rzeczą, na którą masz wpływ jest Twoja reakcja na stres.
Przyzwyczajamy się do myślenia, że wysoki poziom stresu i
zdenerwowania jest częścią dzisiejszego stylu życia. Zastanów się jak
wielu znasz ludzi, którzy na co dzień są spokojni.
Ja też przyzwyczaiłem się, że moje życie jest pełne napięcia i
nerwów. W końcu jako przedsiębiorąca oraz osoba aktywna zawodowa muszę
być ciągle zajęty i stale w biegu.
Być może zauważyłeś, że w ostatnich dwóch akapitach napisałem słowo
klucz: przyzwyczajenie. Tak jest! Twój i mój sposób reakcji na sytuację
stresową jest przyzwyczajeniem. Nawykiem, który sobie wyrobiliśmy przez
ostatnie lata.
Jeżeli poziom napięcia i zdenerwowania w Twoim życiu już Ci
przeszkadza, czas zadać sobie pytanie: Jak chcesz reagować na stres? Nic
Ci nie przyjdzie z narzekania na rzeczywistość, jej nie zmienisz.
Jest kilka nawyków, które warto wprowadzić:
Poranny i Wieczorny Rytuał. To jak kończysz dzień
ma wpływ na Twój odpoczynek nocą. Pierwsza i podstawowa zasada:
przynajmniej na godzinę (a najlepiej dwie) przed snem wyłącz telewizor.
Zadbanie o spokojny poranek, nastawia nas na cały dzień. Wstań parę
minut wcześniej, aby nie wprowadzać pośpiechu i nerwów od rana. Być może
do Ci to czas na medytacje, ćwiczenia lub parę minut spokoju na wypicie
herbaty.
Obserwuj Się. Jak zwykle reagujesz na stres?
Atakujesz, uciekasz czy paraliżuje Cię on – takie trzy reakcje zna
najstarsza część naszego mózgu – mózg gadzi. Dopiero po szybkiej reakcji
ciała do głosu dochodzi kora czołowa i logiczne lub mniej logiczne
myślenie. W stresie zrób krótki skan: co czuję fizycznie, jakie emocje
odczuwam, jakie myśli mam w głowie? Zaobserwowanie i nazwanie swoich
reakcji jest podstawą zmiany.
Nie Interpretuj. Sąsiad w mieszkaniu obok robi
głośną imprezę, a Ty rano musisz wcześniej wstać. Pewnie robi to
specjalnie, aby Cię wkurzyć. Syn nie pozmywał po kolacji – pewnie Cię
nie szanuje. W czasie Twojego urlopu ciągle pada – pewnie wszechświat
pokazuje Ci, że nie zasłużyłeś na wypoczynek. Zamiast traktowania
wydarzeń jako skierowanych osobiście przeciw Tobie spójrz na nie jak na
fakty. Nie jesteś pępkiem świata.
Monotasking. Gdy jesz – jedz. Nie czytaj, nie
oglądaj telewizji. Gdy czytasz – czytaj, gdy piszesz – pisz. Ucz się
robić jedną rzecz na raz. Skacząc z zadania na zadanie lub próbując
robić kilka jednocześnie nakręcasz się i uczysz swój umysł, że ciągle
robisz za mało.
Wyłącz Wszystkie Powiadomienia. To nie jest dla
mnie łatwe. Jako miłośnik wszelkiego rodzaju elektronicznych gadżetów
otrzymywałem wszystkiego rodzaju powiadomienia o nowym komentarzu na
Facebooku, o nowym ćwierknięciu na Twitterze, czy kolejnym nieważnym
e-mailu. Wyłącz wszystkie, które dasz radę. Nie udawaj, że możesz je
ignorować.
To pięć prostych nawyków, które praktykowane codziennie spowodują, że
Twoja reakcja na stresujące sytuacje będzie dla Ciebie bardziej
ekologiczna. Ważne, abyś praktykował to na co dzień. Tak jak dbasz o
higienę ciała, tak samo o higienę stresu musisz dbać codziennie.
Jakie Ty masz na to sposoby? Podziel się z innym czytelnikami w komentarzach.