Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wieś. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wieś. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 marca 2026

🌾 Mądrość starszych ludzi na wsi – skarb, którego nie wolno zmarnować 🌾

 



No cześć moi drodzy.
Dzisiaj chcę poruszyć temat, który dla mnie jest bardzo ważny. Temat ludzi starszych na wsi – naszych babć, dziadków, sąsiadów i sąsiadek.
Powiem Wam coś z własnego doświadczenia.
👉 Starsi ludzie to nie są „ludzie z przeszłości”.
👉 To są żywe księgi wiedzy.
To, co oni wiedzą o hodowli, o ziemi, o leczeniu, o przetworach, o życiu… tego często nie znajdziecie w żadnej książce ani w internecie.
Ja sam swoją wiedzę czerpię właśnie od nich – od mojej babci, od ciotki, od sąsiadów.
To nie jest wiedza „z teorii”. To jest wiedza sprawdzona przez życie.
🌱 Jak siać, żeby urosło
🐓 Jak hodować, żeby było zdrowe
🍓 Jak zrobić przetwory, które przetrwają zimę
🔧 Jak coś naprawić, kiedy nie ma sklepu pod ręką
🌿 Jak leczyć się domowymi sposobami
Tego uczą właśnie oni.
I wiecie co jest najgorsze?
Że dzisiaj wielu młodych ludzi przestało słuchać starszych.
Zamiast tego – telefon, internet, „bo ja wiem lepiej”.
A prawda jest taka, że:
👉 starszy człowiek często widział więcej niż niejeden „ekspert z internetu”
👉 przeżył więcej błędów i wie, jak ich uniknąć
👉 i ma doświadczenie, którego nie da się kupić
Nie spychajmy ich na margines.
Nie traktujmy ich jak „już niepotrzebnych”.
Bo to jest ogromny błąd.
Może obok Ciebie mieszka starsza sąsiadka, która potrafi zrobić najlepsze powidła.
Może dziadek wie, jak wychować drób, żeby nie chorował.
Może ktoś pamięta rzeczy, które za chwilę znikną na zawsze.
❗ Póki jeszcze są – pytajcie.
❗ Rozmawiajcie.
❗ Zapisujcie ich wiedzę.
❗ Uczcie się od nich.
Bo przyjdzie moment, że tej wiedzy już nie będzie gdzie wziąć.
A wtedy żaden internet jej nie odda.
Ja mówię to jako ktoś, kto żyje na wsi i naprawdę widzi wartość tych ludzi.
Szanujmy starszych.
Słuchajmy ich.
Uczmy się od nich.
Bo to oni są fundamentem tego, co dziś jeszcze działa na wsi.
(To nie jest post z internetu. To są moje własne przemyślenia i doświadczenia z życia na wsi, przelane na tekst, żeby podzielić się tym, co naprawdę działa.)
Warto to udostępnić i polubić bo to złoty temat złoto 🪙 😊.


sobota, 16 sierpnia 2025

Jak leczono solą na wsiach.

 

Sól w skarpetkach na noc – i temperatura spada w ciągu 2 godzin. Włożyć szczyptę suchej soli do skarpetek przed pójściem spać. „Sól wchłonie ciepło jak gąbka”. Przychodzili ludzie z bólami, dreszczami, uczuciem ciężkości w ciele – kładli się spać, a rano byli jak nowo narodzeni. Żadnych chemikaliów, tylko ciepło, wełna i sól. Teraz się z tego śmiali. Ale potem przyszedł lekarz z ośrodka regionalnego, którego córka nie mogła zbić sobie temperatury przez tydzień. Na drugą noc – 36,6. Wtedy nosiła sól w woreczkach.
Leczono gardło i oskrzela kompresem solnym – i to bez antybiotyków. Brali szmatkę, zwilżali ją silnym roztworem soli fizjologicznej, przykładał do szyi i klatki piersiowej, na wierzch – wełnę i ciepły szalik. Rano kaszel ustępował i oddychanie stało się łatwiejsze. Ludzie z miasta mówili: „To jak fizjoterapia”. A to tylko wieś. Tu wszystko jest proste. -mówiono. Dziewczyna z zapaleniem oskrzeli wróciła do domu bez świszczącego oddechu po trzech nocach. .
Na ukąszenia, ropnie i siniaki – tylko okłady z soli. Ropa wyszła w ciągu nocy. Nawet gdy na palcu zrobił się ropień po wbiciu drzazgi, lekarze chcieli go przeciąć. Leczący mówili: „Dajcie mi noc”. Zrobili okład, owinęli go i rano – ropa wyszła, palec był uratowany.
Mówili: „Sól to nie przyprawa. To wyciąg z ziemi. Wyciąga cały nadmiar”. Ludzie teraz kupują drogie maści, ale wtedy wystarczała woda, sól i wiara.
Na oczyszczenie głowy z niepokoju – kąpiel z solą i octem. Wystarczy trzymać stopy w misce z gorącą wodą, garścią soli i kroplą octu. Po 15 minutach – jakby zdjęto ci betonową płytę z głowy.
Sypano sól po kątach domu, gdy ktoś wchodził z dużą energią. „Jeśli mi nie wierzycie, nie zawracajcie mi głowy” – mawiali. Ale o dziwo, dzieci zawsze chorowały po takich ludziach. A jeśli sól ciemniała, przypalał ją. Mówił: „Zło nie moje – zniknie w ogniu”. Pewnego dnia przyszła do niego kobieta, po której wszyscy mieli gorączkę. Zgarnął całą sól do pieca – a następnego dnia wszystko zniknęło jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Brzmi to mistycznie, ale ci, którzy tam byli, nigdy się nie śmiali.

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Ocet jabłkowy - leczy. Truskawkowy - odmładza.


Ocet jabłkowy - leczy. Truskawkowy - odmładza
Drodzy Fani,
Wśród wielu pytań odnośnie poprzedniego artykułu są takie, które muszę skomentować, ponieważ dotyczą przepisów zamieszczonych w moich książkach.
Pytanie: „Panie Michale, w internecie można spotkać przepis, w którym na wzmocnienie odporności radzi się pić sok z cytryny w połączeniu z octem jabłkowym. Co Pan o tym sądzi? Serdecznie pozdrawiam, Monika”
Pani Monice i innym zainteresowanym odpowiadam, że nie słyszałem o takiej kuracji. Ocet jabłkowy i sok z cytryny to dwie substancje o różnych chemicznych właściwościach i każda z nich posiada własne wartości, a połączone ze sobą – tracą je. Obawiam się, że podczas trawienia pomiędzy nimi i żołądkiem może powstać „konflikt interesów”. Proszę sobie wyobrazić, że zatankowaliśmy samochód zarówno benzyną jak i olejem napędowym. Dla każdego silnika taka mieszanka jest „niebezpieczna”, mogę domniemać, że żołądek również nie jest w stanie „wytrzymać” połączenia octu z sokiem z cytryny, podobnie jak świeżego mleka z kiszonymi ogórkami, wina z piwem itd., … ale to tylko moja opinia. Przy okazji octu jabłkowego chcę poruszyć jeszcze jedną kwestię. Mianowicie, niektórzy Fani narzekają, że smarowali octem jabłkowym żylaki, bolące kolana, lub pili go, aby schudnąć i nie przyniosło to oczekiwanego efektu. Na moje pytanie skąd pochodził ocet, odpowiedź przeważnie brzmiała, że kupili w sklepie. Jak już kiedyś pisałem, chemia jest nauką ścisłą, ale bardzo zawiłą. Trudno jest dostrzec to, czego nie widzimy. Zawiłość tę przemysł spożywczy czasami „sprytnie” wykorzystuje, a ocet jabłkowy nie jest wyjątkiem. Jak sama nazwa wskazuje, ocet jabłkowy powinien być otrzymywany z jabłek. Proces ten jest drogi i czasochłonny, ponieważ na początku, z jabłek należy wytworzyć wino, a później przy pomocy fermentacji bakterii octowych powstaje z niego ocet. Tak powinno być, ale czasami nie jest… Szybciej i taniej jest wyprodukować z kukurydzy, ziemniaków itp. spirytus, a następnie, „po kilku reakcjach chemicznych otrzymać ocet”. Z właściwościami leczniczymi octu jabłkowego (własnej roboty), taki produkt ma niewiele wspólnego, nadaje się jedynie do potraw i sałatek. Natomiast na żylaki, bolące kolana itp. nie pomoże.  Dlatego w książce podałem przepis na własnoręczną „produkcję” octu z jabłek. A więc wniosek moi drodzy jest prosty – do celów „leczniczych” radzę ocet jabłkowy zrobiony domowym sposobem. Dopóki nie ma jabłek ocet „sklepowy” możemy wykorzystać do produkcji octu z truskawek, który jest bardziej łagodny w smaku, ma piękny kolor i na dodatek subtelną „truskawkową nutkę” J
Może być wykorzystywany, jako środek sprzyjający redukcji tkanki tłuszczowej, dlatego wystarczy pić 3-4 razy dziennie (godzinę po posiłku) po 1 szklance wody z dodatkiem 2 łyżeczek octu truskawkowego. Dzięki bogatemu składowi chemicznemu należy do środków, które podtrzymują prawidłową równowagę kwasowo – zasadową w organizmie tym samym znacznie wzmacniając odporność. Ocet truskawkowy, jako dodatek do maseczek kosmetycznych na bazie owoców, m.in. truskawek, odmładza, regeneruje, nawilża i odżywia cerę.
Można spotkać różne przepisy na przygotowanie octu truskawkowego, przeważnie zachowuje się proporcje 1:1 (np.: 300 g truskawek, 300 g octu jabłkowego)  podaję przepis, z którego ja korzystam:
1. Truskawki umyć, wysuszyć, usunąć szypułki. Pokroić na połówki lub ćwiartki i wypełnić słoik 1L do ¾ pojemności. Zalać truskawki szklanką octu jabłkowego (200-250 ml). Zakryć pokrywką i odstawić na 4-6 godzin.
2. Przełożyć zawartość słoika do emaliowanego garnuszka, dodać 2 łyżki cukru, wymieszać a truskawki lekko rozgnieść. Garnuszek postawić na piecu, doprowadzić do wrzenia i gotować (bez pokrywki) na małym ogniu przez 10-12 minut (2-3 razy przemieszać w trakcie gotowania). Odstawić na 2-3 godziny pod pokrywką a następnie przecedzić przez drobne sitko lub gazę i przelać do butelki. Przechowywać w ciemnym miejscu, w temperaturze pokojowej.
Zamykając ostatecznie temat octu jabłkowego, chciałbym przypomnieć o jego leczniczej mocy. Wiem, że jeszcze nie ma tegorocznych jabłek, ale niebawem będą.  W internecie można znaleźć różne przepisy na jego produkcję, na końcu artykułu podam ten, z którego korzystam.
Lecznicza moc octu jabłkowego
O jabłkach i ich korzystnym wpływie na zdrowie wiadomo od czasów starożytnych.
„Każdego dnia zjedz jabłko, a nie będziesz potrzebował lekarza” – to angielskie powiedzenie jest znane każdemu.
Chciałbym podać kilka skutecznych przepisów, za pomocą, których możemy wykorzystać „leczniczą moc” jabłek, które przekazały octowi jabłkowemu, ale podkreślam, że właściwości lecznicze posiada tylko ocet zrobiony domowym sposobem.
Skład chemiczny:
W occie znajduje się około 60 związków organicznych, pektyny, enzymy, 16 aminokwasów, witaminy: A, B1, B2,B6, C, E, P oraz beta – karoten. Kwasy organiczne: octowy, jabłkowy, cytrynowy itd., minerały: potas, sód, wapń, krzem, magnez, żelazo, fosfor, miedź, siarka, jod.
Właściwości:
Niszczy chorobotwórcze bakterie w układzie pokarmowym, skuteczny przy infekcjach układu moczowego, łagodzi i likwiduje objawy dny moczanowej i RZS, reguluje poziom cholesterolu, wzmacnia naczynia krwionośne, redukuje tkankę tłuszczową, co wspomaga odchudzanie, poprawia kondycję fizyczną i układu immunologicznego. Jest bardzo skutecznym środkiem utrzymania prawidłowej, kwasowo zasadowej równowagi organizmu.
Ocet jabłkowy stosowany jest zewnętrznie i wewnętrznie.
Stosowanie zewnętrzne:
*Półpasiec:
Należy smarować nierozcieńczonym octem bolące miejsca 4-5 razy dziennie, jeśli chory budzi się z powodu bólu w nocy to wtedy również można smarować (2-3 razy). Stosując tę terapię, dolegliwość zazwyczaj ustępuje w ciągu tygodnia.

*nocna potliwość:
przed snem natrzeć skórę octem jabłkowym.

*oparzenia:
zwilżyć wacik octem jabłkowym i przyłożyć na poparzone miejsca. Spowoduje to złagodzenie bólu i zapobiegnie tworzeniu się blizn.

*żylaki:
Nasączyć wacik octem i posmarować żylaki. Po wyschnięciu, miękką gąbką delikatnie „gładzić” żylak po jego długości, od dołu do góry przez 2-3 minuty. Kurację stosować rano i wieczorem przez długi okres czasu. Oprócz tego należy pić ocet jabłkowy - 2 łyżeczki octu na szklankę wody, 2 x dziennie na 15 minut przed posiłkiem.

*stan podgorączkowy (szczególnie u dzieci)
Ocet jabłkowy rozcieńczyć przegotowaną, ciepłą wodą w proporcji 4:1. Nasączyć płynem skarpetki i założyć na nogi. Owinąć folią (np. woreczkiem śniadaniowym itp.) i założyć na folię suche skarpety bawełniane. Po upływie 20-30 minut temperatura powinna spadać.

Stosowanie wewnętrzne:
*odchudzanie:
Łagodny środek wspomagający zrzucanie wagi. Dodatkowa zaleta – wpływa na redukcję „oponki” w okolicy brzucha.
Do szklanki ciepłej, przegotowanej wody, dodać dwie łyżeczki octu + szczyptę soli. Wymieszać i pić 2-3 x dziennie, 10 minut przed posiłkiem. Przy codziennym stosowaniu, przez dłuższy okres czasu, powinno nastąpić zmniejszenie wagi.

*obfite miesiączki, hemoroidy, krwotoki z nosa:
do szklanki przegotowanej wody dodać 2 łyżeczki octu jabłkowego. Pić raz dziennie, na czczo.

*łzawienie oczu:
Do szklanki przegotowanej wody dodać 1 łyżeczkę octu + 1 kroplę jodyny i wymieszać. Pić raz dziennie przez 2 tygodnie. Po upływie tego czasu pić 2 razy w tygodniu (osoby z nadczynnością tarczycy nie powinny dodawać jodyny)

*Choroby stawów:
Kuracja pomocna przy takich dolegliwościach jak: artretyzm, dna moczanowa, reumatoidalne zapalenie stawów itp.
Stosowanie:
Przyjmować 2 x dziennie, w trakcie posiłków po 4-5 łyżeczek nierozcieńczonego octu jabłkowego. Uwaga, najlepiej kurację stosować nie krócej niż 21 dni, wtedy powinna nastąpić znaczna poprawa: zmniejszą się bóle, stawy staną się bardziej elastycznie, zniknie „chrupanie”)

*nadciśnienie:
Do szklanki przegotowanej wody dodać 2 łyżeczki octu jabłkowego + łyżeczkę miodu. Dobrze wymieszać i pić rano na czczo oraz wieczorem, dwie godziny po ostatnim posiłku. Stosować dłuższy okres czasu. Ciśnienie krwi powinno się obniżyć, ale jednak warto wiedzieć, że jedną z głównych przyczyn podwyższonego ciśnienia jest zbyt małe spożycie wody (należy pić 40 ml na 1 kg masy ciała)

*ból głowy typu migrena:
Do garnuszka nalać 1/2 szklanki octu jabłkowego + 1/2 szklanki przegotowanej wody, wymieszać i postawić na małym ogniu. Kiedy roztwór zagotuje się, garnuszek zdjąć i wdychać parę powoli – 75 razy (inhalacja). Jeżeli ból głowy nie minie całkowicie, to na pewno osłabnie.

Przygotowanie octu jabłkowego
  1. Jabłka (nieobrane ze skórki) umyć, wysuszyć i wraz z gniazdami nasiennymi „przekręcić” przez maszynkę do mięsa lub zmielić w blenderze
  2. Otrzymaną masę włożyć do emaliowanego lub szklanego naczynia z szeroką szyjką, dodać ciepłej, przegotowanej wody (1 litr wody na 800 g jabłek) + 100g miodu + 10g drożdży winiarskich + 20g podsuszonego razowego chleba.
  3. Zakryć naczynie i odstawić do fermentacji w ciepłym miejscu, najlepiej w temperaturze 20-25 stopni.  (fermentacja zachodzi lepiej, gdy szyjka naczynia jest jak najszersza). W ciągu pierwszych 10 dni zawartość naczynia należy codziennie przemieszać drewnianą łyżką.
  4. Po upływie 10 dni zawartość naczynia przecedzić przez gazę lub lnianą ściereczkę. Otrzymany sok ponownie przefiltrować i przelać do naczynia z szeroką szyjką.
  5. Do otrzymanego soku należy dodać miód wg proporcji: na 1L soku, 80g miodu, wymieszać drewnianą łyżką do całkowitego rozpuszczenia.  
  6. Naczynie przykryć gazą i postawić w temperaturze pokojowej (20-25°C).
Ocet jest gotowy w momencie, gdy płyn stanie się klarowny. W zależności od gatunku jabłek, miodu oraz wody, zwykle trwa to 40-60 dni. Klarowny płyn ściągnąć z nad osadu przy użyciu rurki, przefiltrować i przelać do butelki. Szczelnie zamknąć (korek można zalać woskiem) i przechowywać w chłodnym miejscu. Otrzymany ocet można wykorzystywać zgodnie z powyższymi przepisami, a także, jako dodatek do surówek i innych potraw.
Życzę zdrowia
Wasz Michał Tombak

http://michaltombak.pl/blog/50-ocet-jablkowy-leczy-truskawkowy-odmladza.html


czwartek, 16 lutego 2017

Noc Kupały a Noc Świętojańska - to nie to samo!

Noc Kupały zwana jest też nocą kupalną, kupalnocką, kupałą, sobótką lub sobótkami; jest to słowiańskie, pogańskie święto związane z letnim przesileniem Słońca, obchodzone w najkrótszą noc w roku, czyli zwykle z 21 na 22 czerwca. To święto ognia, wody, słońca i księżyca, urodzaju, płodności, radości i miłości, powszechnie obchodzone na obszarach zamieszkiwanych przez ludy słowiańskie, ale również w podobnym charakterze na obszarach zamieszkiwanych przez ludy bałtyckie, germańskie i celtyckie, a także przez część narodów wywodzących się z ludów ugrofińskich, np. Finów (w Finlandii jest jednym z najważniejszych świąt w kalendarzu) i Estończyków. Na Łotwie pod nazwą Līgo jest świętem państwowym, a po odzyskaniu niepodległości 23 i 24 czerwca stały się dniami wolnymi od pracy. Również na Litwie 24 czerwca, od 2005 roku, jest wolny od pracy.
Paweł Jasienica podał, że ostatni zarejestrowany przypadek prawdziwie pogańskiego świętowania kupały miał miejsce w 1937 roku na Opolszczyźnie. Współcześnie, na fali zainteresowania ludowością i ładunkiem kulturowym narodów, obchody związane z letnim przesileniem zyskują na popularności wśród społeczeństw europejskich. W swym najściślej pierwotnym znaczeniu zaś, święto to jest nadal obchodzone przez wielu neopogan: rodzimowiercy słowiańscy nawiązują jak najściślej do słowiańskiej tradycji tego święta, podczas gdy np. wikanie w obchodach święta przesilenia letniego bazują na różnych tradycjach, głównie brytyjskich.
Słowo kupała, wbrew powszechnie głoszonym opiniom, najprawdopodobniej nie ma nic wspólnego z rosyjską formą słowa kąpiel. Tłumaczenie takie zostało wymyślone przez świat chrześcijański nie wcześniej niż w X-XI stuleciu – Kościół, nie mogąc wykorzenić z obyczajowości ludowej corocznych obchodów pogańskiej sobótki, podjął próbę zasymilowania święta z obrzędowością chrześcijańską. Nadano kupalnocce patrona Jana Chrzciciela i zaczęto nawet zwać go Kupałą, z racji tego, że stosował chrzest w formie rytualnej kąpieli (w obrządku wschodnim). W wyniku chrystianizacji próbowano także przenieść obchody nocy kupalnej na okres majowych Zielonych Świątek, a następnie bliżej ich pierwotnego terminu, na specjalnie w tym celu ustanowioną 23 czerwca wigilię św. Jana.
Noc Kupay 2010 - Rodzimy Koci Polski - Skok przez ogie
Przypuszczalnie w efekcie właśnie tych zabiegów, a także stopniowo przebiegającej (to postępującej, to znów cofającej się) chrystianizacji, nastąpiła wtórna personifikacja terminu Kupała, a tym samym powstały odwołania do rzekomego słowiańskiego bóstwa miłości. Stosunkowo częstym zabiegiem w średniowieczu było bowiem wypieranie lokalnych bóstw etnicznych chrześcijańskimi świętami, którym z kolei lokalna społeczność (szczególnie po cofnięciu się wpływów tegoż chrześcijaństwa, zanim całkowicie zdobyło dominację w Europie) nadawała znany sobie dotychczasowy, rodzimy wymiar kultowy.
Wyraz kupała pochodzi najpewniej z indoeuropejskiego pierwiastka kump, oznaczającego grupę, gromadę, zbiorowość, z którego wywodzą się słowa takie jak kupa, skupić, kupić (w sensie ‘gromadzić’). Jeśli natomiast chodzi o słowo sobótka, późniejsze określenie kupalnocki, to prawdopodobnie stworzone zostało przez Kościół i, co od zarania miało wydźwięk pejoratywny; znaczyło tyle, co mały sabat. Z nazwą tą wiąże się również pewna legenda, mówiąca o tym, jakoby sobótka była uroczystością ku czci pięknej dziewczyny o tym właśnie imieniu. Sobótka w bliżej nieokreślonym czasie zamieszkiwała ponoć bliżej nieokreśloną wioskę. Narzeczony jej, Sieciech, powróciwszy z wojny, miał swą wybrankę pojąć za żonę, jednak wioska ich została nagle zaatakowana przez hordy wroga. Podczas odpierania ataku Sobótka zginęła, trafiona w samo serce. Miało się to dziać w noc letniego przesilenia.
Informacje na temat obchodów sobótki są dosyć skąpe, z racji tego, że Kościół próbował te obchody początkowo zwalczać (zarówno własnymi środkami, jak i za pośrednictwem zakazów i kar ogłaszanych przez władców świeckich), a później zmieniać, nadając im sens, wyraz i symbolikę chrześcijańską. W wyniku tych działań obchody kupalnocki stopniowo zaczęły zanikać, ulegały zapomnieniu bądź zniekształceniu już w okresie XII-XV wieku, by w drugiej połowie XVI stulecia znów "odżyć", wraz z nadejściem epoki głoszącej powrót człowieka do natury, do tego, co dawne i pierwotne. Znalazło to zresztą odzwierciedlenie w literaturze tamtego okresu (vide: Pieśń świętojańska o sobótce autorstwa Jana Kochanowskiego).
Wiadomo na pewno, że kupalnocka poświęcona jest przede wszystkim żywiołom wody i ognia, mającym oczyszczającą moc. To również święto miłości, płodności, słońca i księżyca. Na Litwie istnieje pieśń, opowiadająca jak to pierwszej wiosny po stworzeniu świata, Księżyc wziął ślub ze Słońcem. Kiedy jednak Słońce po nieprzespanej nocy poślubnej wstało i wzniosło się ponad horyzont, Księżyc je opuścił i zdradził z Jutrzenką. Od tamtej pory oba ciała niebieskie są wrogami, którzy nieustannie ze sobą walczą i rywalizują – najbardziej podczas letniego przesilenia, kiedy noc jest najkrótsza, a dzień najdłuższy.
noc-kupaly-ogienKupalnockę wszędzie, nie tylko wśród ludów słowiańskich, obchodzono podobnie. W Czechach, tak jak w Polsce, skakano przez ogniska, co miało oczyszczać oraz chronić przed wszelakim złem i nieszczęściem. Zasuszone wianki z bylicy zakładano na rogi bydłu, by ustrzec je przed chorobami i urokami czarownic. Serbowie od dogasających o świcie ognisk zapalali pochodnie i obchodzili z nimi zagrody i domostwa, co chronić miało przed złymi duchami. W Skandynawii palono ogniska na rozstajnych drogach albo nad brzegami jezior, bo wierzono, że woda, w której koniecznie należało się zanurzyć, miała podówczas właściwości lecznicze. Święto to pod nazwą Līgo (23 czerwca) i Jāņi (24 czerwca) jest np. nieprzerwanie obchodzone i nadal bardzo popularne na Łotwie, gdzie ma charakter święta państwowego. Na Litwie miejscowe Rasos cieszy się nieco mniejszą popularnością.
Swoistym fenomenem w dzisiejszych czasach są coraz częściej organizowane w różnych miastach Polski obchody luźno nawiązujące do owych dawnych rodzimych tradycji. Do najbardziej spektakularnych zaliczyć tu można widowisko na wałach wiślanych pod Wawelem, czyli tzw. Krakowskie Wianki. Podobne obchody w Polsce (najczęściej o charakterze masowych imprez kulturalnych) - wówczas zazwyczaj pod nazwą nocy świętojańskiej - organizowane są również w wigilię św. Jana.
Przeprowadzane w trakcie Nocy Kupały zwyczaje i obrzędy słowiańskie miały zapewnić świętującym zdrowie i urodzaj. W czasie tej magicznej nocy rozpalano ogniska, w których palono zioła. W trakcie radosnych zabaw odbywały się różnego rodzaju wróżby i tańce. Dziewczęta puszczały w nurty rzek wianki z zapalonymi świecami. Jeśli wianek został wyłowiony przez kawalera, oznaczało to jej szybkie zamążpójście. Jeśli płynął, dziewczyna wyjdzie za mąż, ale nieprędko. Jeśli zaś płonął, utonął lub zaplątał się w sitowiu, prawdopodobnie zostanie ona starą panną. Prawdopodobnie pozostałości dawnych wiosennych obrzędów magicznych kończących zaklinanie "dobrego początku", nawiązujących do obrzędowości zadusznej i nadchodzącego urodzaju. Kupałą lub sobótkami nazywano również ogniska palone podczas tych obrzędów. Na Mazowszu i Podlasiu obrzędy sobótkowe były zwane kupalnocką, na pograniczu polsko-ukraińskim – kupałą, zaś w zachodniej i środkowej Polsce – sobótką. Nazwa zwyczaju odnosi się także błędnie do rzekomego słowiańskiego bóstwa płodności Kupały.
W niektórych regionach wierzono, że od wiosennej równonocy do przesilenia letniego nie można kąpać się za dnia w rzekach, strumieniach czy jeziorach; natomiast kąpiel po zmroku lub przed wschodem słońca leczyła rozmaite dolegliwości, jako że woda była podówczas uzdrawiającym żywiołem należącym do księżyca.
NocKupaly-chram-mazowiecki
Obchody kupalnocki rozpoczynały się od rytualnego skrzesania ognia z drewna jesionu i brzozy (w niektórych źródłach mowa jest tylko o drewnie dębowym), po uprzednim wygaszeniu wszelkich palenisk w całej wsi. W obranym miejscu wbijano w ziemię brzozowy kołek, po czym zakładano nań jesionową piastę, koło ze szprychami owiniętymi smoloną słomą. Następnie obracano koło tak szybko, że w wyniku tarcia zaczynało się ono palić. Wtedy je zdejmowano i płonące toczono do przygotowanych nieopodal stosów, dzięki czemu szybko zajmowały się ogniem. Szeregi stosów układanych zazwyczaj na wzgórzach płonęły owej nocy niemalże w całej Europie.
Skakanie przez ogniska i tańce wokół nich miały oczyszczać, chronić przed złymi mocami i chorobą, a palenie na stosach ofiar, składanych z drobnej zwierzyny i ptactwa oraz magicznych ziół, zapewniało urodzaj tudzież płodność zwierząt i ludzi.
Według niektórych przekazów, w Rosji przez ogień skakały pary niosące na ramionach figurkę Kupały (przedstawiającą raczej już wówczas znanego pod tym przydomkiem Jana Chrzciciela, niż domniemane bóstwo miłości). Jeśli w trakcie tego zabiegu figurka wpadła do ognia, młodym wróżono rychły koniec miłości.
W Grecji, przy okazji skoków, najpierw dziewczęta, a później chłopcy ogłaszali, że zostawiają za sobą wszystkie swoje grzechy. W noc przesilenia letniego ogniska płonęły również na ziemiach północnej Afryki, zamieszkiwanej przez ludy muzułmańskie.
Noc sobótkowa była również nocą łączenia się w pary. Niegdyś kojarzenie małżeństw należało do głowy rodu oraz starszyzny rodu i wynajmowanych przezeń zawodowych swatów. Ale dla dziewcząt, które nie były jeszcze nikomu narzeczone i pragnęły uniknąć zwyczajowej formy dobierania partnerów, noc Kupały była wielką szansą na zdobycie ukochanego. Młode niewiasty plotły wianki z kwiatów i magicznych ziół, wpinały w nie płonące łuczywo i w zbiorowej ceremonii ze śpiewem i tańcem powierzały wianki falom rzek i strumieni. Trochę poniżej czekali już chłopcy, którzy – czy to w tajemnym porozumieniu z dziewczętami, czy też liczący po prostu na łut szczęścia – próbowali wyłapywać wianki. Każdy, któremu się to udało, wracał do świętującej gromady, by zidentyfikować właścicielkę wyłowionej zdobyczy. W ten sposób dobrani młodzi mogli kojarzyć się w pary bez obrazy obyczaju, nie narażając się na złośliwe komentarze czy drwiny. Owej nocy przyzwalano im nawet na wspólne oddalenie się od zbiorowiska i samotny spacer po lesie. Nie jest też tajemnicą, że był to często czas... wolnego seksu.
noc-kupaly-paprocWedług tradycji, przy okazji rzeczonego spaceru młode dziewczęta i młodzi chłopcy poszukiwali na mokradłach legendarnego kwiatu paproci, wróżącego pomyślny los. O świcie powracali do wciąż płonących ognisk, by przepasawszy się bylicą, trzymając się za dłonie, przeskoczyć przez płomienie. Skok ów kończył obrządek przechodzenia przez wodę i ogień, i w tym jednym dniu w roku swojego czasu stanowił podobnie rytuał zawarcia małżeństwa.
Legendy o kwiecie paproci, zwanym też perunowym kwiatem (napięcie w przyrodzie podczas burz miało sprzyjać kwitnieniu tej rośliny), znane są z przeróżnych podań i gdzieniegdzie przetrwały do dziś. Opowiadają o wielu ludziach, którzy błądzili po lasach i mokradłach, próbując odnaleźć magiczny, obdarzający bogactwem, siłą i mądrością, widzialny tylko przez okamgnienie kwiat paproci. W podaniach czeskich i niemieckich znalazca kwiatu paproci powinien szukać skarbów w ciemnym borze. We francuskich – na najwyższym w okolicy wzgórzu, do którego ma dobiec przyświecając sobie ognistym kwiatem jak pochodnią. W legendach rosyjskich natomiast po zerwaniu gorejącego kwiatu należy wyrzucić go jak najwyżej w powietrze i szukać skarbu tam, gdzie spadnie. Zdobycie rośliny nie było łatwe – strzegły jej widzialne i niewidzialne straszydła, czyniące straszliwy łoskot, gdy tylko ktoś próbował się do perunowego kwiatu zbliżyć.
Poza skakaniem przez ogień i szukaniem kwiatu paproci, w noc Kupały odprawiano również rozmaite wróżby, bardzo często związane z miłością, które miały pomóc poznać przyszłość. Wróżono ze zrywanych w całkowitym milczeniu kwiatów polnych i z wody w studniach (opis rzeczonych dwóch wróżb znajduje się nawet w jednej z bajek dla dzieci o Muminkach autorstwa Tove Jansson), wróżono z rumianku i kwiatów dzikiego bzu, z cząbru, ze szczypiorku, z siedmioletniego krzewu kocierpki, z bylicy i z innych roślin oraz znaków. Powszechnie wierzono też, iż osoby biorące czynny udział w sobótkowych uroczystościach, przez cały rok będą żyły w szczęściu i dostatku.
Według wierzeń wodniki, wodnice i utopce oraz większość pozostałych demonów wodnych lubiły zaczajać się na spragnionych lata ludzi, którzy nierozsądnie zażywają kąpieli przed nocą Kupały. Dopiero po tym święcie kąpiel w akwenach stawała się stosunkowo bezpieczna. W okresie późniejszym wierzenia te znalazły swoje odbicie w święceniu wody w przypadającą na 23-24 czerwca wigilię św. Jana, co w konsekwencji przeganiać miało złe moce i niejako oficjalnie otwierać sezon kąpielowy (stąd przypuszczalnie kolejne późniejsze powiązanie postaci Jana Chrzciciela z nocą Kupały).
*Kupała, Kupało, Kupajło – domniemane słowiańskie bóstwo płodności.
Informacje o męskim bóstwie imieniem Kupała pojawiają się w XVII-wiecznych podaniach, wiążąc jego kult z obchodzeniem Nocy Kupały. Przypuszczalnie jest to zjawiskiem wtórnym, wynikłym z prób zasymilowania przez chrześcijaństwo dawnych słowiańskich obrzędów kupalnych z postacią Jana Chrzciciela (którego w niektórych regionach zaczęto wręcz zwać Kupałą). Mianem kupały określano słomianą kukłę wykorzystywaną podczas święta, możliwe zatem że wraz ze stopniowym zanikiem dawnych wierzeń wykreowano z niej bóstwo, któremu ludowa wyobraźnia przypisała opiekę nad zalotami i miłosnymi igraszkami.
Istnienie bóstwa o imieniu Kupała nie jest jednak potwierdzone źródłowo, zaś sama nazwa święta wywodzi się z indoeuropejskiego pierwiastka kump, oznaczającego grupę, gromadę, zbiorowość, z którego wywodzą się słowa takie jak kupa, skupić, kupić (w sensie gromadzić). Według mniej popularnej opinii wywodzi się ją od słowa kǫpati "kąpać", albo też indoeuropejskiego *kup- "pożądać".
**Wigilia św. Jana, Noc Świętojańska – święto obchodzone w nocy z 23 na 24 czerwca w wigilię świętego Jana Chrzciciela, będące próbą zasymilowania przez katolicyzm pogańskich obchodów. Również jako Noc Iwana Kupały - posiadająca wówczas wiele zapożyczeń ze wcześniejszego, pogańskiego święta Kupały. W krajach anglosaskich Midsummer.
Kościół, nie mogąc wykorzenić z obyczajowości ludowej corocznych obchodów "pogańskiej" Sobótki, podjął próbę zasymilowania święta z obrzędowością chrześcijańską. W przypadającą na 23-24 czerwca wigilię św. Jana, przeprowadzano tzw. w święcenie wody.
Źródło: Wikipedia.org


wtorek, 26 kwietnia 2016

Jak Tasha Tudor cofnęła czas?

Bohaterka to krucha starsza pani, w delikatnej chustce na starannie upiętych z tyłu głowy włosach. Najczęściej ukazana jest w oszałamiającym bogactwem roślin ogrodzie, w towarzystwie zwierząt. Nie trzeba być znawcą sztuki, by zorientować się, że to epoka wiktoriańska.
Wskazują na to narzędzia ogrodnicze, jakimi posługuje się staruszka i kroje jej ubrań. Jeżeli zaś gospodynię widzimy we wnętrzu domu, urzeka nas w nim misterna porcelana, naftowe lampy i łagodna uroda sprzętów dawnego umeblowania. Wszystkie zdjęcia tchną spokojem i poczuciem harmonii. To były piękne czasy! – chce się westchnąć z żalu za tym, co minęło wraz z XIX wiekiem.



A teraz uwaga: zdjęcia wykonano u schyłku XX i na początku XXI wieku. I nie są one kadrami z kostiumowego filmu. To jak najbardziej prawdziwa dokumentacja życia codziennego konkretnej osoby, nie modelki pozującej do ilustrowanego czasopisma. Starszą panią jest Tasha Tudor, amerykańska autorka i ilustratorka książeczek dla dzieci. Magiczka i rewolucjonistka. Nie spodobały się realia XX wieku, zatem je po prostu zbojkotowała i zamieszkała w wieku XIX.



Nie sądzę, że postęp jest piękny, więc jestem bardzo zacofana – miała powiedzieć Tasha. To określenie zwykle nie należy do pochlebnych. Tasha Tudor uczyniła z niego sztukę.
Tasha, matka czworga dzieci, od jednego z synów otrzymała w 1972 dom wraz z ogrodem w miejscowości Marlboro, w stanie Vermont. I już mając własny kawałek świata, zarządziła w nim cofnięcie się o prawie 150 lat wstecz. Konsekwentnie – realia XIX-wieczne przeniosła nie tylko do scenerii, ale i w swój codzienny tryb życia. Miała wtedy 57 lat.



Jak zatem wyglądało życie Tashy? Odziana tak, jak kochała, w długie powłóczyste spódnice, chusty i szale, wraz z wschodem słońca rozpoczynała pracowity dzień. Wędrowała do studni po wodę, krzątała się wokół swych zwierząt i ogrodu, dbała o bogate zasoby spiżarni, podejmowała często przyjaciół, dzieci i wnuki, a przed pójściem spać, wraz z zachodem słońca siadała przy kominku z filiżanką herbaty. Nie miała w domu zegarów.
Cały rok odmierzał jej zegar natury, od której była ściśle uzależniona. Utrzymywała się bowiem z zasobów swego ogrodu i z hodowli kilku zwierząt. Lubiła też łowić ryby w pobliskiej rzece. Zbierała na łąkach zioła, które potem suszyła i używała zarówno w kuchni, jak w i samoleczeniu.


Kochała każdą porę roku i na żadną nie narzekała – po prostu poddawała się rytmowi natury i wsłuchiwała w życie swego ogrodu, który podpowiadał jej, czym o danej porze należy się zająć. Ogród ten zresztą, choć stał się jej największym chyba dziełem sztuki, nigdy tak naprawdę nie został przez nią zaprojektowany. Sadziła w nim po prostu to, co uważała za piękne i to, czego potrzebowała, by żyć.  Oprócz ogrodu żywiły ją pszczoły, bo miała kilka uli i kozy, z których mleka wyrabiała masło i sery. Od kóz zresztą uzależniała bogactwo swego ogrodu, bo nie uznawała w nim żadnych nawozów sztucznych, musiał starczyć ten dostarczany przez zwierzęta. W ogrodzie najadało się zaś i hodowane przez Tashę stado kur.



Jesienią i zimą nastawał czas wykorzystywania pozyskiwanych przez cały rok darów natury – spiżarnia Tashy była zawsze obficie zaopatrzona, z czego cieszyli się licznie odwiedzający dom goście, Mogli tu zjeść nie lada smakołyki, wszystkie przyrządzane przez panią domu. Nie pojawiało się tu współczesne jedzenie.
W ogrzanym przynoszonym przez Tashę z lasu drewnem wnętrzu, cudowne dni świąteczne spędzały jej dzieci, wnuki oraz przyjaciele. Szczególną atmosferę podkreślały palące się wtedy świece z wosku pszczelego i choinka ozdobiona pieczonymi przez panią domu piernikami. Ku radości dzieci, rogi obfitości wypełnione były obficie domowymi pralinkami, karmelkami śmietankowymi, krówkami i toffi. Gospodyni obdarowywała też wszystkich własnoręcznie tworzonymi prezentami.



Uwielbiam zimę. To wspaniała pora roku. Nie muszę nigdzie iść, bo pracuję w domu. Jeśli zasypie mnie śnieg, moje zapasy pozwolą mi przeżyć przez kilka miesięcy – mawiała Tasha. Ale gdy nadchodziła wiosna, znów z radością ruszała do prac poza domem.
Miała oswojoną papugę, którą „serwowała” na tacy nowo przybywającym do domu gościom. Na dany przez jej panią znak, papuga ożywała, a skonsternowani wcześniej niecodziennym daniem goście, mogli teraz pośmiać się wraz z gospodynią.
Tasha Tudor w swej bajecznej, wyrwanej czasowi posiadłości, przeżyła 36 szczęśliwych lat.
Dawno, dawno temu, było piękne miejsce, a w nim mieszkała niezwykła kobieta… Dawno temu? No, niezupełnie – Tasha umarła zaledwie 7 lat temu. Dlatego mogła wystąpić osobiście w tym filmie:



Dzieci Tashy odziedziczyły po swej matce dorobek o wartości ponad 2 mln euro – w tym jej posiadłość wraz z ogromną kolekcją strojów z epoki wiktoriańskiej. Kontynuują jej dzieło i dlatego kawałek codzienności tej niezwykłej kobiety, każdy z nas może poczuć osobiście. Jeżeli macie na taką podróż w czasie ochotę, zajrzyjcie koniecznie tu: KLIK! i tu: KLIK!
Warto odbyć tak szczególną wizytę w krainie czyjegoś spełnionego marzenia. Niestety, ani cieszące się ogromnym powodzeniem dzieła Tashy, ani żadna książka jej poświęcona, nie doczekały się jeszcze polskiego wydania – to znacząca luka.
Dlatego tym bardziej się cieszę, że dzięki stronie Kultura-i-obyczaje-w-XIX-wieku mogłam odkryć tę niezwykłą osobę. Dziękuję.
Tasha_Tudor_harvest_pears

http://ulicaekologiczna.pl/umysl-i-cialo/jak-tasha-tudor-cofnela-czas/