Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oddzielenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oddzielenie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 marca 2020

WŁOSY W UJĘCIU PSYCHOBIOLOGII


Natura wyposażyła nas w owłosienie na całym ciele, najgęstsze na głowie, pod pachami i w okolicach intymnych. O ile włosy na głowie uważamy dziś za pożądane czy wręcz niezbędne, to już włosy na ciele nie są przez nas mile widziane. Ale, choć może nam się to nie podobać, włosy na ciele nie zostały nam dane bez sensu. Pełnią istotną funkcję zarówno biologiczną jak i duchową, podobnie jak włosy na głowie.
Podstawowa funkcja biologiczna włosów to ochrona i termoregulacja. Włosy pod pachami, w okolicach intymnych i na twarzy u mężczyzn dodatkowo informują otoczenie o naszej gotowości seksualnej.
Z punktu widzenia energetyki człowieka, włosy pełnią funkcję anten energetycznych, za pomocą których pobieramy i oddajemy informacje z otoczenia. Długie włosy na głowie wzmacniają zatem naszą intuicję i wrażliwość na subtelne informacje ze wszechświata.
Problemy z owłosieniem, nadmiernym na ciele lub zbyt skąpym na głowie wywołane są różnymi czynnikami emocjonalnymi i duchowymi.
Jako że włosy, podobnie jak skóra, reagują na dotyk, kontakt podstawowe konflikty związane z nimi to :
• UTRATA KONTAKTU lub lęk przed utratą połączona ze SPADKIEM POCZUCIA WARTOŚCI
• POCZUCIE ODDZIELENIA OD ŹRÓDŁA, BOGA, SEDNA RZECZY, SIEBIE JAKO ISTOTY DUCHOWEJ – nie wiem kim jestem, utrata tożsamości
• UTRATA SWOICH MOŻLIWOŚCI, MOCY – ktoś, kto czuł się niezwyciężony i spotyka go porażka może z dnia na dzień stracić włosy (skoro moje anteny, moje przewodnictwo zawiodło, nie jest mi potrzebne) -- >> przeczytaj mit o Samsonie.

PRZETŁUSZCZANIE WŁOSÓW – brak komunikacji/lub niewłaściwa komunikacja z ojcem lub kimś w roli ojcowskiej. Jeśli jest połączone z wypadaniem dochodzi chęć oddzielenia się od tej osoby. Przetłuszczanie się jest też połączone z chęcią „wyślizgnięcia się”.

ŁUPIEŻ – oddzielenie i brak komunikacji, cierpienie związane z brakiem zrozumienia drugiej osoby, również poczucie, że nie ma się szczęścia w życiu.

CIENKIE, SŁABE, ŁAMLIWE WŁOSY – pragnienie większego kontaktu na poziomie duchowym, poczucie „mam dość zajmowania się wciąż innymi”. Jeśli takie włosy masz od dziecka, popatrz, co przeżyła mama będąc z Tobą w ciąży.
SIWIENIE – włosy siwe są symbolem mądrości i odzyskania utraconego połączenia z uniwersalną mądrością po okresie oddzielenia. Siwieją przedwcześnie przy intensywnym konflikcie oddzielenia od Źródła, dużym stresie i lęku o coś/kogoś. Znane są przypadki osiwienia z dnia na dzień po traumatycznej rozłące (np. nagła śmierć bliskiej osoby, odejście współmałżonka itp.). Włosy mogą ponownie wrócić do swojego pierwotnego koloru.

ŁYSIENIE CAŁKOWITE LUB CZĘŚCIOWE – w zależności od masy konfliktu włosy wypadają całkowicie lub częściowo.
• aktywny konflikt oddzielenia, włosy jako ograny czuciowe wypadają, żeby nie czuć straty.
• poczucie oddzielenia od klanu przeżywane jako niesprawiedliwość i/lub zdrada (np. kobieta łysieje po tym, jak jej mąż w sprzeczce stanął po stronie znajomych przeciwko niej)
• utrata ochrony (np. dziecko łysieje po gwałtownej kłótni rodziców, mama czuje się zdradzona i zagrożona odejściem męża, nie wie, jak sobie bez niego poradzi).
• utrata głasków dosłownie lub symbolicznie (np. mężczyzna łysieje po utracie ukochanego psa, którego lubił głaskać)
• symboliczne rwanie włosów z głowy z powodu niemożności zrozumienia czegoś, rozwiązania jakiegoś problemu, znalezienia źródła np. pierwotnego wypadania włosów, wtedy mamy wtórną przyczynę łysienia.
• u kobiet często wypadają włosy po urodzeniu dziecka, sens biologiczny to „wyściełanie gniazda” dla potomstwa.
• poczucie oddzielenia z utratą poczucia wartości w sensie intelektualnym
• konflikt utraty atrakcyjności, szczególnie u kobiet
• włosy odrastają po rozwiązanym konflikcie

ŁYSIENIE PLACKOWATE
• gwałtowne odcięcie się od drugiej osoby
• pamięć o kimś w rodzie, kto miał mało włosów
• stres związany z brakiem korzeni (cebulki włosowe), z brakiem przynależności lub z chęcią odcięcia się od klanu/korzeni
• poczucie wstydu i hańby – kobietom, które się zhańbiły obcinano za karę włosy
• miejsce powstawania łysych placków jest również istotne, np. czoło i powstawanie zakoli mówi o konfrontacji z kimś/czymś, łysienie po bokach, zakola to utrata ochrony, dachu nad głową, ojca itp.
• włosy odrastają po rozwiązanym konflikcie

NADMIERNE OWŁOSIENIE NA CIELE U KOBIET (HIRSUTYZM) – często dotyczy kobiet, które były oczekiwane przez rodziców jako chłopcy i nie czują, że mogą być kobiece. Owłosienie na twarzy u kobiet występuje też wtedy, gdy wchodzi ona w rolę męską w związku lub cierpi z powodu braku partnera, bo musi dawać sobie radę ze wszystkim sama. To też pragnienie większego kontaktu i większej ochrony (włosy to umożliwiają).

TRICHOTILLOMANIA – niekontrolowane wyrywanie sobie włosów, również brwi i rzęs.
• trudne rozstanie bez możliwości przeciwdziałania mu (np. dziecko pozostawione same w szpitalu)
• wspomnienie molestowania/gwałtu, szczególnie u dzieci (nie chcę być dotykana/y wyrywam swoje anteny, żeby nie czuć zbliżającego się zagrożenia)
• u dzieci, które cierpią z powodu bycia słabym uczniem lub z dużymi ambicjami na bycie prymusem (wyrywam swoje anteny, żeby dostać się do wiedzy, mądrości w mojej głowie). Tu czasami dzieci zjadają cebulki włosowe, żeby dotrzeć do wiedzy poprzez cebulki, które były w głowie i „wiedzą”.

Temat nie jest wyczerpany, ile osób tyle historii i niuansów, dlatego każdy przypadek rozpatruję indywidualnie.
W przypadku włosów trzeba też pamiętać, że mają one walor estetyczny i ich utrata bywa źródłem kolejnych konfliktów związanych z wyglądem a także lękiem przed tym, że nie da się nic z tym zrobić (konflikt prognozy). W takich przypadkach konieczne jest rozwiązanie w pierwszej kolejności konfliktów wtórnych.

Izabela Wudarczyk


poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Opowieść o drodze.

Bycie jest już zrobione, jest gotowe. Mówiąc do ciebie, używam słów, które jednak są całkowicie absurdalne, ponieważ zawsze są spóźnione wobec Bycia. Życie jest zawsze pierwsze wobec naszej interpretacji Życia. Bycie jest zawsze pierwsze wobec naszej interpretacji Bycia. Możesz więc spokojnie poddać się i nic nie robić z tym, co jest. Dzięki temu będziesz w stanie zauważyć oczywistość naturalnej Obecności-Świadomości. Jakże absurdalna z tej perspektywy okazuje się jakakolwiek droga. Każda droga jest spóźnioną reakcją na to, co i tak już jest. Zaczynasz i kończysz zawsze w tym samym miejscu - w Obecności. Idąc drogą, tak naprawdę uciekasz od siebie, uciekasz od oczywistości Istnienia, od oczywistości JESTEM, a sama droga staje się wręcz zaprzeczeniem Istnienia. Droga dzieje się w Istnieniu, a ty masz możliwość zobaczenia, że naprawdę nic więcej nie trzeba dodawać do tego, co już jest.
W ten sam sposób możesz też prześledzić chęć przebudzenia. W pewnym momencie w twoim życiu pojawił się ten koncept. Zakłada on, że trzeba coś zrobić by osiągnąć przebudzenie, oświecenie, wolność od cierpienia. Umysł początkowo upatruje w tym nadzieję i wyobraża sobie, że można to wypracować. Robisz więc wszystko w tym kierunku. Jednocześnie Obecność-Ty-Świadomość cały czas Jest, cały czas widzi, jak to pojedyncze uwarunkowanie odbija się od ściany do ściany, próbując wszystkich metod. W końcu samo uwarunkowanie zaczyna dostrzegać, że to odbijanie się od ściany do ściany wydarza się w nim samym. Wydarza się w Obecności. Po jakimś czasie zauważa, że odbija się coraz rzadziej, odbijanie boli trochę mniej albo sam ból nie wadzi tak bardzo, jak kiedyś. Pozwala więc temu uwarunkowaniu wypełnić się, nie ingeruje w nie.
To nie oznacza, że ty jako człowiek, rozpuszczasz się i już nie doświadczasz niczego. Dzieją się dwie rzeczy jednocześnie: dzieje się Wieczność i dzieje się to ciało i jego życie. To ciało wie, że jest Wiecznością i bardzo często pojawia się w tym momencie niebezpieczeństwo zatrzymywania się tylko w Świadomości, tylko w Absolucie. Ulegając temu konceptowi, chcąc nie chcąc, zaczynamy negować ziemski, cielesny aspekt życia. Może to trwać długi czas, zanim uznamy wreszcie, że jesteśmy jednocześnie Wiecznością i przejawieniem, i że nigdy nie było oddzielenia. Przestajemy wtedy uciekać od tego co jest, czymkolwiek by to nie było. Przestajemy szukać, ponieważ zauważamy, że mamy wszystko, co jest nam potrzebne. Czasem powoli, a czasem od razu radykalnie wyłącza się mechanizm pośrednika, który nadaje znaczenia, interpretuje i w spóźniony sposób referuje Świadomości to, co jest.
Nie jest tak, że uwarunkowanie doświadcza wtedy wyłącznie przyjemności. Bierzesz na siebie wszystkie konsekwencje ciała i umysłu, wiedząc jednocześnie, że nie jesteś tylko ciałem i umysłem.
Jesteś miejscem, z którego szukasz i cały aspekt poszukiwań wydarza się w Tobie. Droga dzieje się w Tobie. Akceptacja i brak akceptacji wydarzają się w Tobie. Przyjmowanie i nieprzyjmowanie wydarzają się w Tobie. Jedno nie różni się od drugiego. Są tym samym ruchem.
Czy widzisz teraz, jak absurdalne jest z tej perspektywy robienie w tym celu czegokolwiek? Dodajesz sobie tylko więcej pracy. Nakładasz na siebie kolejne jarzma. Przenoszą cię one z jednego więzienia w drugie, z jednej celi do drugiej. Nawet jeśli wydaje ci się, że odniosłeś jakiś sukces w dziedzinie duchowości, że coś udało ci się zobaczyć i poprawiło to jakość twojego funkcjonowania, to zobacz, że jest jeszcze szersza perspektywa. Patrząc z niej na wszelkie osiągnięcia i wszelkie porażki, stajesz się wolny zarówno od jednych, jak i drugich.
Wtedy, może po raz pierwszy, odprężasz się do tego stopnia, że pozwalasz sobie na doświadczanie takim, jakim ono jest. Przestajesz Życiu stawiać warunki, przestajesz Bogu stawiać warunki, przestajesz Obecności stawiać warunki. Budzisz się.
I tak się kończy opowieść o drodze.
~ nitya

wtorek, 18 kwietnia 2017

Pokochać Boga to pokochać Siebie.

Gdy po raz pierwszy zrozumiałem, że nie mogę kochać Boga, jeśli nie kocham siebie, byłem zaszokowany.  Zobaczyłem, jak bardzo nie kocham siebie i jak bardzo koncepcyjnie podchodziłem do mojej duchowej przemiany. Bóg był dla mnie Źródłem doświadczenia radości i miłości, które miałem czasami, ale nie pozwoliłem, aby stał się moją rzeczywistością w każdej chwili.
Co było dowodem na to, że nie pozwalałem, aby Bóg stał się moją rzeczywistością? – Doświadczenie lęku, na którym opierałem moją ludzką egzystencję. Z jednej strony był Bóg, którego traktowałem jako pociechę i ostoję, a z drugiej byłem ja ze swoimi ludzkimi zmartwieniami i bólami. Czułem rozdwojenie w swoim umyśle. I wiedziałem, że dopóki nie dokona się we mnie integracja, to nie wyzwolę się z konfliktu.
Zrozumiałem, że nie mogę kochać Boga z daleka lub czasami. Mogę Go kochać tylko tutaj, tylko teraz, w moim indywidualnym doświadczeniu siebie. Jeśli nie kochałem Go w ten sposób, to Go w ogóle nie znałem. A jeśli nie znałem Jego, to nie znałem siebie. Gdzieś wewnątrz siebie czułem przecież, że Bóg był moją Rzeczywistością, moim Źródłem. A wiedziałem to, ponieważ miałem już doświadczenia przebłysków prawdy w swoim umyśle. Miałem świadomość tego, że w chwili połączenia mojego umysłu z Jego umysłem, cały konflikt i poczucie oddzielenia znika. Problem polegał na tym, że doświadczenie to było swego rodzaju transcendencją – wyjściem poza siebie, chwilową ucieczką od konfliktu, a nie jego pełną przemianą. Dopóki doświadczenie Boga było formą ucieczki, poczucie rozdwojenia trwało, a moje iluzje, do których wracałem po tym doświadczeniu, wciąż wydawały się prawdziwe.
Trzeba było więc zrobić jeszcze jeden krok. Trzeba było naprawdę rozpoznać, że złudzenia są złudzeniami, a tylko prawda jest prawdziwa. Dopiero wtedy mogłem sobie uświadomić, że nie ma tak naprawdę od czego uciekać, gdyż konflikt nie jest rzeczywisty. Nie mogłem tego oczywiście zrobić w sposób koncepcyjny. Innymi słowy nie wystarczyło, żebym sobie powiedział, że świat, który widzę, jest iluzją. Doświadczenie było wymagane. Jak więc zaczęło się ono wydarzać w moim umyśle?
Na początku stałem się bardziej czujny. Zacząłem zauważać, kiedy nie jestem w stanie pokoju i radości. Zamiast pogrążać się w tym jeszcze bardziej, uświadamiałem sobie, że to jest właśnie chwila, w której nie kocham siebie, a więc i nie kocham Boga. Bo skoro Bóg jest wszędzie, a ja w danej chwili Go nie doświadczam, to znaczy, że skupiam się na iluzjach. Potrzebuję więc pomocy, aby zobaczyć to inaczej. Potrzebuje naprawy mojego błędnego myślenia i postrzegania. Już samo zauważenie, że potrzebuję naprawy oznaczało, że mój umysł wyrażał na nią gotowość.
Wszystko, co pozornie było ze mną nie w porządku, zamiast dostarczać mi pożywki dla poczucia winy, stawało się dla mnie wezwaniem do przebudzenia. Jeśli więc zauważałem na przykład symptomy chorobowe w moim ciele lub konflikty w moich związkach, to wiedziałem, że jest to jedynie zewnętrzny obraz stanu mojego umysłu i decyzji, jaką podejmuję. Moje ciało i moje związki chciały mi coś powiedzieć. Co takiego? Że nie kocham siebie, a więc i nie kocham Boga. Podejmuję czynną decyzję, aby się bać zamiast kochać. Nikt mi tego nie robi. Ja to robię. Nie pozwalam bowiem, aby w danym momencie Miłość Boga stała się moim doświadczeniem, moją rzeczywistością i zastąpiła moje złudzenia. Całe moje poczucie oddzielenia świadczyło tylko o moim braku miłości.
Naprawa poczucia braku miłości nie mogła być jednak niczym trudnym. Przecież Miłość była dookoła mnie i we mnie. Wystarczyło na chwilę zakwestionować rzeczywistość mojego problemu i otworzyć się na uzdrowienie. Wystarczyło przyjąć Miłość. Okazało się to łatwiejsze niż myślałem. Gdy na przykład kusiło mnie, by czymś się niepokoić lub by denerwować się na kogoś, wystarczyło jedynie przypomnieć sobie, że byłoby to przejawem braku miłości do samego siebie i do Boga. I zamiast brnąć dalej w tym kierunku, zatrzymywałem się i podejmowałem decyzję, by kochać. Nie zawsze udawało mi się to od razu i w tym sensie potrzebowałem praktyki, czy też treningu umysłu. W praktyce tej nie chodziło wcale o to, żebym wiedział, co to znaczy kochać. Gdybym wiedział, to nie potrzebowałbym praktyki. Nie musiałem też wiedzieć, jak się zachować w danej sytuacji. Wystarczyło podjąć decyzję, by kochać. Światło rzeczywistości dokonywało całej reszty pracy za mnie. Ja miałem być tylko otwarty na korektę – na usunięcie złudzenia o braku miłości.
W ten sposób zacząłem pozwalać, aby światło przenikało do tego, co widzę, myślę i czuję. Wiedziałem że stałe doświadczenie pokoju będzie możliwe tylko wtedy, gdy stanę się żywym świadectwem uzdrowienia poprzez ucieleśnienie transcendentnego doświadczenia w codzienności mojego dnia. W przeciwnym razie światło byłoby tylko pustą koncepcją lub co najwyżej jakimś przeszłym wspomnieniem czy przyszłym rezultatem. Potrzebne było pokochanie siebie TERAZ. Zamiast rozdwajać swój umysł poprzez rozszczepianie czasu na chwilę dla mnie i chwilę dla Boga, zrozumiałem, że albo każda chwila jest chwilą Boga, albo jest niczym. W ten sposób zakochałem się w Bogu. Od tej pory każdy pozorny konflikt stawał się okazją do przemiany, a każda nowa chwila szansą na spotkanie z Bogiem, czyli z moją własną Rzeczywistością.

http://www.przemianaumyslu.pl/pokochac-boga-to-pokochac-siebie/

wtorek, 6 grudnia 2016

Obserwuj, bądź uważny....

Obserwuj zwierzę, kwiat, drzewo i patrz, jak spoczywa w Bycie. Ono jest sobą. Ma mnóstwo dostojeństwa, niewinności i świętości. Ale żebyś mógł to zobaczyć, musisz porzucić mentalny nawyk nazywania i przylepiania etykietek. Z chwilą, gdy tak będziesz patrzył, poczujesz niewypowiedziany wymiar natury, którego nie da się zrozumieć myślą, ani odebrać zmysłami.
To jest harmonia, świętość, która wypełnia nie tylko wszelką naturę, ale jest także w tobie.

Powietrze, którym oddychasz, to natura, tak jak i sam proces oddychania.

Skieruj swoją uwagę na oddychanie i zdaj sobie sprawę, że nie ty to robisz. To jest oddech natury. Gdybyś musiał pamiętać o oddychaniu, szybko byś umarł, a gdybyś próbował przestał oddychać, natura by zwyciężyła.

Ponownie łączysz się z naturą w sposób intymny i bardzo silny, kiedy jesteś świadomy swojego oddechu i starasz się utrzymywać na nim swoją uwagę. To leczy i głęboko cię wzmacnia.

Powoduje zmianę świadomości z koncepcyjnego świata myśli do królestwa bezwarunkowej świadomości.

Potrzebujesz natury, jako swojego nauczyciela, żeby pomogła ci znowu połączyć się z twoją istotą. Jednak nie tylko ty potrzebujesz natury, ona także potrzebuje ciebie.

Nie jesteś oddzielony od natury. Wszyscy jesteśmy częścią Jednego Życia, które wyraża się w niezliczonych formach w całym wszechświecie, formach, które są ze sobą wzajemnie powiązane. Kiedy rozpoznasz świętość, piękno, niesamowity spokój i dostojeństwo, w jakim kwiat, czy drzewo egzystuje, dodajesz kwiatu, czy drzewu coś więcej. Poprzez twoje rozpoznanie i twoją świadomość natura poznaje także samą siebie. Poznaje swoje piękno i świętość - poprzez ciebie.
Wielka, cicha przestrzeń trzyma całą naturę w swoich objęciach. Trzyma także ciebie.

Tylko kiedy sam jesteś spokojny możesz dostąpić królestwa Spokoju, właściwego skałom, roślinom i zwierzętom. Tylko wtedy, gdy uciszy się twój hałaśliwy umysł możesz połączyć się z naturą na bardzo głębokim poziomie i wykroczyć poza podziały, stworzone przez niepohamowane myślenie.

Myślenie jest jednym z etapów na drodze ewolucji. Spokój właściwy naturze istniał jeszcze przed narodzeniem się myśli. Drzewo, kwiat, ptak, skałą, nie są świadome własnego piękna i świętości. Kiedy ludzie doznają tego Spokoju, wykraczają poza myśl. W Spokoju, który wykracza poza myśl, pojawia się dodatkowy wymiar świadomości wiedzącej.

Natura może cię doprowadzić do Spokoju, to jest jej dar dla ciebie. Kiedy odbierasz naturę i łączysz się z jej wymiarem spokoju, twoja świadomość stapia się z nim. To jest twój dar dla natury.

Poprzez ciebie natura staje się świadoma samej siebie. Natura w pewnym sensie czekała na ciebie miliony lat.

Eckhart Tolle, Cisza przemawia

piątek, 1 czerwca 2012

Strach i ciemność.

"To nasze światło a nie nasza mroczność nas przeraża.”
 
Na przestrzeni swoich niezliczonych istnień, uciekaliśmy nieustannie od strachu, obawiając się go w jakiejkolwiek formie.
Wszystko, co nieharmonijne powraca do tej samej emocjonalnej częstotliwości czyli odczucia. A jak myślisz, co daje ci ta ucieczka od strachu? … Nic.
Być może największym strachem dla człowieka jest lęk spowodowany brakiem odczuwania łączności ze Źródłem [...]. Jednakże, strach ten jest, w istocie, starannie wymyśloną iluzją, podtrzymywaną pragnieniem ego by panować nad twoją rzeczywistością.
Wyjdź poza iluzję, poza ten lęk a odkryjesz jeszcze bardziej dotkliwy strach, który tkwi głęboko w twoim wnętrzu.
Jest to wzbranianie się przed całkowitym poddaniem i połączeniem się ze Źródłem we wnętrzu – to jest – z Bogiem. Ten strach czy program sprzyja pozostawaniu w tobie separacji z Bogiem.
Program ten nazywamy “strachem przed staniem się Bogiem”.
A więc tak naprawdę, to nie strach przed oddzieleniem od Boga, od Źródła lecz raczej strach stania się tym kim jesteś istotnie, jest przyczyną wielu gwałtownych przejawów niezadowolenia, choroby i cierpienia.

Powinieneś zrozumieć, że gdybyś był całkowicie połączony z Bogiem, nie byłoby miejsca na cierpienie. Jedność ta przyniosłaby kres zmartwieniom i niedostatkom, a wszelkie negatywne myśli i emocje zniknęłyby bezpowrotnie.
[...]
Nie uwolnisz się od swych lęków stawiając im opór.

Wyjdź im naprzeciw, obejmij, zaakceptuj i pokochaj je bez osądzania.

Taka taktyka przyprawi o wstrząs twoje ego, wprawiając je w bolesne zażenowanie, ale właśnie o to chodzi. Kiedy tę, tak zwaną, ciemną stronę siebie obejmiesz z miłością, stwierdzisz, że lęki po prostu rozpłynęły się w nicość.Odczuwaj swoje lęki, wylewaj dla nich łzy radości, daj im możność swobodnego wyjścia poza ciebie.
Wdychaj je, kosztuj a zaznasz stanu uzdrowienia, ponieważ wziąłeś w objęcia przestraszone dziecko.
Poruszając się naprzód, w górę i w dół, doznasz chwil pełnej radości, doprowadzając siebie do momentu, w którym zrozumiesz, że miłość Boga, ciebie, jest wszędzie i jest wszelkim życiem.
Stanie się mistrzem życia – to otoczenie szacunkiem swojego ja wewnętrznego – bez uciekania się do zewnętrznego; jest to objecie miłością, bez zastrzeżeń, całego swojego życia. Wsłuchaj się w swoją wewnętrzną mądrość bo ona cię uwolni. Na nic, jednak, nie zda się uciekanie od strachu; jest to nawyk który powinieneś jak popiół rzucić na cztery wiatry.
Potraktuj swoje lęki z życzliwym zrozumieniem i miłością, postanawiając, że nie potrzebujesz już dylematu brnięcia poprzez brudy i bagno. Podjąłeś decyzję, że będziesz tanecznym krokiem poruszał się lekko przez bagna strachu, odrazy i nieufności. Strach, bowiem, jest złudzeniem zrodzonym z wielu istnień naznaczonych nieufnością i brakiem wiary w Boga w sobie. [...]

sobota, 7 stycznia 2012

"Fenomen" - fragment filmu (Nie jesteśmy oddzieleni)

Film opowiada o prostym mechaniku samochodowym z prowincjonalnego kalifornijskiego miasteczka, który w dniu swoich 37. urodzin przeżywa niezwykłą iluminację; po ujrzeniu na niebie tajemniczego światła jego intelektualne możliwości ulegają zwielokrotnieniu, a prostaczek zamienia się w Einsteina... W roli głównej John Travolta

Tu fragment filmu. Szczerze polecam obejrzeć cały film !