Dawniej nie opowiadało się o wszystkim.
Nie dlatego, że nie było się dumnym.
Ale dlatego, że wiedziano.
Nie mówiło się o planach — zanim dojrzeją.
Nie mówiło się o ciąży — zanim stanie się bezpieczna.
Nie mówiło się o chorobie — zanim minie.
Nie mówiło się o szczęściu — zanim zapuści korzenie.
Bo starsi mawiali:
„Nie każde ucho jest dobre.”
Nie każdy, kto słucha, życzy dobrze.
Nie każde spojrzenie jest życzliwe.
Nie każda ciekawość jest niewinna.
Że to, co nazwane za wcześnie, bywa odebrane.
Że energia lubi ciszę, by mogła się ułożyć.
Milczenie nie było słabością.
Było formą ochrony.
Szczęście pielęgnowało się w domu, nie na pokaz.
Radość chroniło się przed cudzą zazdrością, nawet tą nieuświadomioną.
Bo ludzie wiedzieli jedno:
to, co kruche — potrzebuje ciszy.
to, co rośnie — potrzebuje spokoju.
to, co prawdziwe — nie potrzebuje świadków.
Za wcześnie.
Za szeroko.
A potem dziwimy się, że coś się rozmywa, psuje, gaśnie.
Może warto sobie przypomnieć starą prawdę:
nie wszystko musi być opowiedziane, żeby było prawdziwe.
Nie wszystko musi być widziane, żeby się wydarzyło.
To zaufanie do własnej intuicji.
Jeśli to rezonuje — zostaw 
Jeśli pamiętasz takie słowa z domu babci — udostępnij
Bo czasem największą mądrością… jest nic nie mówić.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz