czwartek, 9 stycznia 2020
TWOJE MYŚLI I SŁOWA
Zauważ, że Ci, którzy najczęściej mówią o dobrobycie, mają go.
Ci, którzy mówią najczęściej o zdrowiu, mają je.
Ci, którzy słyszą najczęściej o chorobach, mają je.
Ci, którzy mówią najczęściej o ubóstwie, mają go.
Takie jest prawo. Nie może być inaczej.
Tak, jak się czujesz i myślisz jest punktem przyciągania.
Kiedy czujesz się samotny, przyciągasz więcej samotności.
Kiedy czujesz, że biedny, przyciągasz więcej ubóstwa.
Gdy czujesz się chory, przyciągasz więcej chorób.
Kiedy czujesz się nieszczęśliwy, przyciągasz więcej nieszczęścia.
Kiedy czujesz się zdrowy, żywotny, energiczny i dobrze prosperujący - przyciągasz więcej tych wszystkich rzeczy.
~ Abraham Hicks
Etykiety:
abraham hicks,
choroba,
energia,
gniew,
lęk,
nadzieja,
nieszczęście,
prawo,
prosperity,
przyciąganie,
samotność,
serce,
słowa,
smutek,
ubóstwo,
zdrowie,
żal
środa, 8 stycznia 2020
👩👧👦Błogosławieństwo matki👩👧👦
👩👧👦Błogosławieństwo matki👩👧👦
Dlaczego w naszych czasach matki nie błogosławią swoich dzieci? Wiele kobiet na to pytanie odpowiada: nie wiedziałyśmy, że to tak ważne!
Dając dziecku błogosławieństwo, matka oddaje dziecku całą JEGO energię życiową, którą ono dało jej przy narodzeniu.
Dlatego niektóre matki na poziomie podświadomym nie chcą błogosławić dzieci.
Bo to oznacza, że muszą się odciąć od tego, co je być może całe życie karmiło. Energia ich dzieci.
Wiele kobiet otwarcie przyznaje swoim dzieciom: ty stałeś/aś się sensem mojego życia. I „jadą” na energii dziecka, ile mogą.
Energia życia dziecka to jest to, co pozwala matce nie spać w nocy, kołysząc dziecko.
To siła, dzięki której matka jest na ciągłym „czuwaniu”, ma energię, by karmić, przewijać, słuchać tysiąca takich samych pytań i przeżyć 😉
Przy narodzinach dziecko otrzymuje 100% energii życiowej. Każdy człowiek ma swoją ilość energii, która zależy od jego misji powołania oraz od tego, jak człowiek będzie zarządzał tymi energiami.
Jeśli oddaje energię drugiemu człowiekowi, to nie starczy mu jej, aby móc wypełnić swoją misję.
Dzieci oddają swoją energię, ponieważ są jeszcze za małe, by wziąć odpowiedzialność za swoje życie.
Dziecko zwykle oddaje matce ok 90% swojej energii, zostawiając dla siebie 5-10% po to, by przypominać o sobie. Rosnąc, dziecko uczy się samodzielności i stopniowo „odbiera” energię.
Ok 8 roku życia dziecko jest gotowe, by wziąć odpowiedzialność za swoje życie.
W tym wieku matka powinna dać błogosławieństwo dziecku i w ten sposób oddać mu całkowicie tę energię, która należy do niego.
Do 14 roku życia dziecko się uczy, jak wykorzystywać energię życia i stają się dorośli. Od 14 do 21 roku życia za dziecko większą odpowiedzialność bierze ojciec, to on zna drogę powołania dziecka i wszelka ingerencja matki może się dla losu dziecka skończyć fatalnie.
Jeśli natomiast matka nie oddała odpowiedzialności dziecku, to żyje ona nadal jego życiem, korzystając z jego energii.
Znacie na pewno takie dorosłe dzieci, które praktycznie nie żyją. Oddają energię swojego życia nie tylko rodzicom, ale i wszystkim dookoła.
Dziecko, które nie otrzymało błogosławieństwa matki około 13-14 roku życia zaczyna wchodzić w tzw „trudny wiek”, kiedy zaczynają się kłótnie i nieporozumienia między dziećmi i rodzicami.
Dziecko domaga się bowiem energii, którą oddało przy narodzeniu, a rodzice nie oddają.
Zaczyna się więc dosłownie walka o życie, o energię życia. Dziecko mówi: „ja sam/a!”, matka na to: „nie, jeszcze jesteś za młody/a” W tej walce dziecko skazane jest na porażkę, ponieważ rodzice mają władzę totalną. Tylko rozum i serce matki mogą pomóc w tej sytuacji.
Otrzymać błogosławieństwo mamy oznacza dostać z powrotem energię życia, konieczną do tego, by zaprosić do życia obfitość w każdym przejawie.
Istota błogosławieństwa to stworzenie przez matkę ochronnego kokonu wokół dziecka. Kokonu, dzięki któremu unika ono nieszczęść i kieruje swoje czyny na prawidłowe tory, nie tracąc energii na próżno.
Błogosławieństwo działa niezależnie od odległości i jest najsilniejszym amuletem ochronnym. Uważa się, że człowieka, którego błogosławiła matka nie da się zranić.
Jej miłość chroni go przed wszelkimi negatywnymi wpływami.
Otrzymać/dać błogosławieństwo można na kilka sposobów. Mama może ustnie lub pisemnie pobłogosławić dziecko. Trzeba jednak do tego podejść bardzo odpowiedzialnie i świadomie.
Wszystko bowiem, na co dziecko błogosławicie, spełni się.
Dlatego należy formułować błogosławieństwa tak, by nie ograniczać możliwości dziecka, nie układać jego życia po swojemu. Nie należy życzyć dziecku czegoś konkretnego (na przykład: wykształcenia wyższego czy określonej liczby dzieci).
🙏🏻Błogosławić bez pozbawiania możliwości wyboru można na:
życie w szczęściu i radości
szczęśliwe i spełnione relacje z innymi ludźmi
radowanie się ze swoich sukcesów i sukcesów ludzi dookoła
to, by kochać i być kochaną/ym
to, by być spełnioną/ym w zajmowaniu się swoim twórczym przeznaczeniem
to, by mieć źródło siły i harmonii w swoim sercu i rozumie
to, by być pewną/ym siebie i mieć wolną wolę
to, by mieć łatwość w zarabianiu pieniędzy
to, by mieć zawsze dość siły, energii i mądrości
to, by znajdować się zawsze w dobrym czasie i miejscu
zaufanie do ludzi i Boga
zdrowie i życie w pełni
to, by być spełnieniem marzeń Boga o tobie.
‼️A co jeśli mama nie chce błogosławić dziecka lub nie żyje? Wtedy można zrobić praktykę samodzielnie. Polega ona na napisaniu listu do mamy i spaleniu go. Jeśli mama żyje, nie musi nawet wiedzieć, że ten list powstał.
Niech to będzie praca tylko na poziomach subtelnych.
Przede wszystkim musimy wybrać miejsce i czas, aby w procesie pisania listu nikt nam nie przeszkadzał.
Postaw na stole fotografię swojej mamy lub, jeśli to niemożliwe, wyobraź ją sobie siedzącą naprzeciwko ciebie. Można zapalić świecę.
Możesz zacząć list od słów: „Witaj Mamo. Piszę do Ciebie z wielką prośbą, abyś pobłogosławiła mnie na szczęśliwe życie, na stworzenie kochającej się rodziny, na życie w dostatku i pomyślności…”
I dalej napisz mamie wszystko to, co kiedykolwiek chciałeś/aś jej powiedzieć, ale nie dałeś/aś rady tego zrobić, z różnych przyczyn.
To mogą być wszelkie pretensje, urazy, jakie do niej żywisz, a także niewypowiedziane dotąd słowa miłości i wdzięczności.
Wszystko to, co zechce napisać twoja ręka i serce, powinno być napisane. Taki list nie jest łatwo pisać. Możesz płakać i nie warto tych łez powstrzymywać. To łzy, które przyniosą ulgę.
Możesz napisać mamie o swoim życiu, swoich radościach i trudnościach. Kiedy będziesz pisać, nie zwracaj uwagi na błędy, na swoje pismo czy logikę myśli. Tego listu nikt nigdy nie przeczyta, nawet ty sam/a.
Twoje główne zadanie to przelanie na papier wszystkiego tego, co było niewypowiedziane, tak, aby odrodzić, naprawić relacje z mamą.
Pisz tak długo, aż poczujesz, że myśli się wyczerpały i do momentu, gdy twoja ręka jakby sama napisze: „Błogosławię cię”.
Gdy zakończysz pisać, spal list, nie czytając go i zapisz sobie godzinę i datę napisania listu.
Ale to nie koniec tej praktyki.
Ważne jest, by pamiętać, że błogosławieństwo mamy związane jest bezpośrednio z odpowiedzialnością za swoje życie.
Nie każdy jest gotowy, aby wziąć 100% odpowiedzialność za wszystkie sytuacje życiowe. Najczęściej człowiek unika odpowiedzialności, ponieważ boi się konsekwencje swoich czynów i poczucia winy.
Odpowiedzialność natomiast nie jest związana z pojęciami konsekwencji i winy. Odpowiedzialność jest energią życia, związaną z pewnością siebie i z życiowymi zasobami, które otrzymujemy przy narodzinach.
Od tego, w jaki sposób będziemy nimi zarządzać zależy to, jak będziemy żyć. Jeśli człowiek oddaje tę energię innym ludziom, to nie starczy mu jej, by wypełnić swoje przeznaczenie i swoją misję.
Aby błogosławieństwo matki przyszło do naszego życia należy w ciągu 7 dni bardzo pilnować, by nie tracić niepotrzebnie swojej energii na puste rozmowy, narzekanie, obwinianie i oskarżanie innych.
Co jeszcze warto wtedy zrobić?
1. wypisać wszystkie sprawy, które mamy do zrobienia i robić je po kolei.
2. codziennie głośno powtarzać: jestem całkowicie odpowiedzialna/y za wszystkie sytuacje w moim życiu
3. odrzucić wątpliwości co do swoich wyborów i czynów. Jeśli wątpisz w swoje czyny, jest to spowodowane strachem, poczuciem winy lub krzywdy
4. bardziej ufać ludziom i przestać ich kontrolować. Pomaga zdanie: im mniej się wtrącam, tym lepiej to działa.
Jak rozpoznać, czy błogosławieństwo matki przyszło do naszego życia?
W życiu wszystko opiera się na określonych cyklach. Dlatego będziemy obserwować 3 etapy – 7 dzień, 7 tydzień i 7 miesiąc od dnia napisania i spalenia listu.
☝️Etap pierwszy
Siódmego dnia po napisaniu listu uważnie obserwuj, co się wydarzy w materialnym aspekcie życia. Jeśli mama odpowiedziała na prośbę i dała błogosławieństwo, to w siódmej dobie powinnaś/powinieneś otrzymać jakiś przychód, może być wyrażony pieniędzmi, prezentami itd. Ktoś może oddać ci dług, możesz znaleźć monetkę na ulicy, a może ktoś sprezentuje ci bilety do teatru – wszystko to będzie znakiem, że jest błogosławieństwo.
Ważne jest, by obserwować, co tego dnia pojawiło się jako pierwsze – przychód czy wydatek.
Jeśli tego dnia z rana ktoś poprosi cię o pożyczkę, zgubisz pieniądze itd. to znak, że błogosławieństwo nie przyszło. I nie pomoże tu kombinowanie, by akurat tego dnia na konto wpłynęły jakieś pieniądze.
Jeśli tak się zdarzy to znaczy, że list należy napisać od nowa. I znów obserwować siódmą dobę od napisania i spalenia listu.
✌️Etap drugi
Obserwujemy siódmy tydzień od momentu napisania listu. Jeśli błogosławieństwo otrzymałeś/aś, to w siódmym tygodniu twoje wydatki będą o wiele mniejsze, niż dochody. I znów, nie dlatego, że specjalnie to tak ustawisz, ale tak się wszystko złoży.
Dochód może przekroczyć twoje oczekiwania.
Jeśli natomiast jest odwrotnie, cóż, dość rzadko to się udaje za pierwszym razem. Niektóre mamy niechętnie odpuszczają dziecko do samodzielnego życia. Cierpliwie rozpoczynamy proces od nowa.
I nawet, jeśli list jest już z każdym razem krótszy, to nie takie ważne, ważne, by twoja prośba była zapisana i naprawdę wszystko „wyszło” z ciebie tak, by nie zostało nic przemilczane i zepchnięte do podświadomości. Każdy list musi być spalony bez czytania przez kogokolwiek.
🤟Etap trzeci
Obserwujemy siódmy miesiąc od dnia napisania listu. Może on nie przynieść wielkich pieniędzy, za to, jeśli błogosławieństwo otrzymaliśmy, w tym miesiącu będzie założony jakiś trwały fundament twojej pomyślności.
To może być jakaś znacząca znajomość, korzystna oferta współpracy, awans itd. Coś, co sprawi, że poczujesz, że twardo stoisz na nogach.
To będzie znak, że otrzymałeś/aś błogosławieństwo matki.
Źródło:http://www.сварог-фонд.рф/
Tłumaczenie: Anna Wrzesińska
Etykiety:
akceptacja,
błogosławieństwo,
Bóg,
emocje,
energia,
kontrola,
Matka,
mądrość,
miłość,
moc,
podświadomość,
radość,
serce,
zaufanie,
źródło,
życie
poniedziałek, 6 stycznia 2020
Za każdym razem, gdy.....
Za każdym razem, gdy myślisz o sobie źle - pozwalasz podcinać sobie skrzydła.
Za każdym razem, gdy myślisz, że Ci się nie uda - pozwalasz podcinać sobie skrzydła.
Gdy uważasz, że jesteś do niczego, gdy myślisz, że nie warto próbować - pozwalasz podcinać sobie skrzydła.
Za każdym razem, gdy porównujesz się z innymi, gdy wyrażasz się o sobie bez szacunku - pozwalasz by podcinano Twoje skrzydła.
Zawsze gdy przestajesz się do siebie uśmiechać, gdy wyznaczasz sobie cele nie dlatego, że ich pragniesz, tylko po to, żeby im coś udowodnić - pozwalasz, by podcinali Ci skrzydła.
Za każdym razem, gdy wyrzekasz się siebie - dobrowolnie podkładasz swoje skrzydła pod topór.
Zawsze, gdy potakujesz, uśmiechasz się mimo łez, gdy nie pozwalasz płynąć rzece swoich prawdziwych uczuć - wyrywają Ci kolejne pióro.
Zawsze, gdy krzywdzisz siebie - dajesz pozwolenie na to, by ograbiono Cię z tego, co masz najcenniejsze - możliwości by unieść się ponad to, co Cię krzywdzi. Bo przecież bez skrzydeł nie polecisz. Zamyka się więc błędne koło.
Za każdym
razem, gdy godzisz się by dziecko, które masz w sobie krytykowano,
wyśmiewano, zmieniano na modłę tych, czy innych, krzywdzono - pozwalasz
tępą piłą rozszarpywać mu skrzydła.
Zawsze, gdy się poddajesz i przestajesz walczyć o swoje szczęście - obdarowujesz ich nożyczkami i z podkulonym skrzydłem pozwalasz by cięto. ...... ...... .....
Ponieważ krzywdząc i nie szanując siebie, dajesz im pozwolenie, by pozbawili Cię skrzydeł.
Czasami Twoje zachowanie jest tak bardzo wyraziste i oni myślą, że się aż prosisz, by Ci pomóc i szarpią z Ciebie kolejne pióro, z tyłu samemu niewygodnie, ktoś musi pomóc - więc dowalasz sobie najbardziej jak potrafisz.
Nie miej do nich pretensji za to, co robią. To TY krzywdząc i nie szanując siebie, nie dając sobie samemu miłości wkładasz im w ręce narzędzie zbrodni. Narzędzie, które Tobie podcina skrzydła.
Możesz im zabraniać, płakać, prosić i błagać. Możesz mieć pretensje do losu i świata, możesz ich nienawidzić, zanosić modły do Nieba i przebłagiwać Wielkiego Ducha, ale to nic nie da. NIC!
Dopóki sam wkładasz im w ręce narzędzia zbrodni, dopóki samą siebie krzywdzisz...
Wszystko zaczyna się ode mnie, od Ciebie...
dobrego czasu
Wróżka drzew 🌳
Zawsze, gdy się poddajesz i przestajesz walczyć o swoje szczęście - obdarowujesz ich nożyczkami i z podkulonym skrzydłem pozwalasz by cięto. ...... ...... .....
Ponieważ krzywdząc i nie szanując siebie, dajesz im pozwolenie, by pozbawili Cię skrzydeł.
Czasami Twoje zachowanie jest tak bardzo wyraziste i oni myślą, że się aż prosisz, by Ci pomóc i szarpią z Ciebie kolejne pióro, z tyłu samemu niewygodnie, ktoś musi pomóc - więc dowalasz sobie najbardziej jak potrafisz.
Nie miej do nich pretensji za to, co robią. To TY krzywdząc i nie szanując siebie, nie dając sobie samemu miłości wkładasz im w ręce narzędzie zbrodni. Narzędzie, które Tobie podcina skrzydła.
Możesz im zabraniać, płakać, prosić i błagać. Możesz mieć pretensje do losu i świata, możesz ich nienawidzić, zanosić modły do Nieba i przebłagiwać Wielkiego Ducha, ale to nic nie da. NIC!
Dopóki sam wkładasz im w ręce narzędzia zbrodni, dopóki samą siebie krzywdzisz...
Wszystko zaczyna się ode mnie, od Ciebie...
dobrego czasu
Wróżka drzew 🌳
Etykiety:
akceptacja,
krzywda,
łzy,
myśli,
nadzieja,
narzędzia,
nienawiść,
pióro,
płacz,
porównanie,
serce,
skrzydła,
szacunek,
szczęście,
tolerancja,
uśmiech
sobota, 4 stycznia 2020
Medytacja Louise Hay o uzdrawianiu miłością.
Głęboko w centrum mojej istoty bije niewyczerpane źródło miłości.
Pozwalam jej wypłynąć na powierzchnię. Wypełnić moje serce, moje ciało i moje myśli, moją świadomość, całe wnętrze mojego istnienia i rozprzestrzenić się dookoła i powrócić do mnie ze zwielokrotnioną mocą.
Im więcej daję miłości, tym więcej mam jej do dania.
JEJ ŹRÓDŁO JEST NIEWYCZERPANE. ❤️
Dzięki miłości czuję się dobrze. Jest to wyraz mojej wewnętrznej radości.
Kocham siebie, dlatego z miłością troszczę się o moje ciało. Z miłością karmię je dobrym jedzeniem i napojami, z miłością pielęgnuję je i odziewam. Moje ciało odwdzięcza mi się miłością, promiennym zdrowiem, żywotnością i energią.
Kocham siebie, dlatego stwarzam sobie przytulny dom, który zaspokaja wszystkie moje potrzeby i w którym dobrze jest przebywać.
Napełniam wszystkie pomieszczenia wibracją miłości, tak, aby wszyscy, którzy tam wejdą, łącznie ze mną, mogli je chłonąć i czuć się nią wzmocnieni.
Kocham siebie, dlatego mam pracę, która sprawia mi prawdziwą radość, w której używam moich twórczych zdolności i umiejętności. Pracuję z ludźmi i dla ludzi, których kocham i którzy mnie kochają. I dobrze zarabiam.
Kocham siebie, dlatego myślę i odnoszę się do wszystkich ludzi z miłością, bo wiem, że wszystko, co daję, wraca do mnie pomnożone.
Przyciągam do mojego świata tylko ludzi pełnych miłości, gdyż oni są zwierciadłem tego, czym ja jestem.
Kocham siebie, dlatego wybaczam i uwalniam się całkowicie od przeszłości i wszystkich przeszłych doświadczeń i jestem wolna.
Kocham siebie, dlatego żyję zawsze w teraźniejszości i doświadczam każdej chwili jak podarunku.
Wiem, że moja przyszłość jest jasna, radosna i bezpieczna, bo jestem ukochanym dzieckiem Wszechświata i Wszechświat z miłością troszczy się o mnie, teraz i na zawsze.
I tak jest.
Pozwalam jej wypłynąć na powierzchnię. Wypełnić moje serce, moje ciało i moje myśli, moją świadomość, całe wnętrze mojego istnienia i rozprzestrzenić się dookoła i powrócić do mnie ze zwielokrotnioną mocą.
Im więcej daję miłości, tym więcej mam jej do dania.
JEJ ŹRÓDŁO JEST NIEWYCZERPANE. ❤️
Dzięki miłości czuję się dobrze. Jest to wyraz mojej wewnętrznej radości.
Kocham siebie, dlatego z miłością troszczę się o moje ciało. Z miłością karmię je dobrym jedzeniem i napojami, z miłością pielęgnuję je i odziewam. Moje ciało odwdzięcza mi się miłością, promiennym zdrowiem, żywotnością i energią.
Kocham siebie, dlatego stwarzam sobie przytulny dom, który zaspokaja wszystkie moje potrzeby i w którym dobrze jest przebywać.
Napełniam wszystkie pomieszczenia wibracją miłości, tak, aby wszyscy, którzy tam wejdą, łącznie ze mną, mogli je chłonąć i czuć się nią wzmocnieni.
Kocham siebie, dlatego mam pracę, która sprawia mi prawdziwą radość, w której używam moich twórczych zdolności i umiejętności. Pracuję z ludźmi i dla ludzi, których kocham i którzy mnie kochają. I dobrze zarabiam.
Kocham siebie, dlatego myślę i odnoszę się do wszystkich ludzi z miłością, bo wiem, że wszystko, co daję, wraca do mnie pomnożone.
Przyciągam do mojego świata tylko ludzi pełnych miłości, gdyż oni są zwierciadłem tego, czym ja jestem.
Kocham siebie, dlatego wybaczam i uwalniam się całkowicie od przeszłości i wszystkich przeszłych doświadczeń i jestem wolna.
Kocham siebie, dlatego żyję zawsze w teraźniejszości i doświadczam każdej chwili jak podarunku.
Wiem, że moja przyszłość jest jasna, radosna i bezpieczna, bo jestem ukochanym dzieckiem Wszechświata i Wszechświat z miłością troszczy się o mnie, teraz i na zawsze.
I tak jest.
Etykiety:
dziecko,
emocje,
energia,
Louise Hay,
lustro,
medytacja,
miłość,
praca,
radość,
serce,
spokój,
uwolnienie,
wdzięczność,
wszechświat,
zwierciadło
piątek, 3 stycznia 2020
Przyprawy rozgrzewające nasz organizm.

Dlaczego warto stosować rozgrzewające przyprawy?
Przyprawy praktycznie non to przewijają się w naszej kuchni, stanowiąc nieodłączny element niemal wszystkich przygotowywanych przez nas potraw. Dzięki nim możemy przede wszystkim poprawić smak każdego dania, jednak równie ważne jest to, iż wykazują one szereg cennych dla naszego zdrowia właściwości leczniczych. Jeśli chodzi o rozgrzewające przyprawy to w okresie jesienno-zimowym pomagają one podnieść temperaturę naszego ciała, dzięki czemu po ich spożyciu robi nam się po prostu cieplej. Ciepła herbata z dodatkiem imbiru, cynamonu lub goździków pomoże nam się nie tylko ogrzać po powrocie do domu, ale również poprawić niezbyt dobre samopoczucie w długie jesienno-zimowe wieczory. Rozgrzewające przyprawy mają jeszcze jedną bardzo istotną właściwość, a mianowicie wspomagają leczenie różnego rodzaju infekcji (w szczególności nieprzyjemnych objawów przeziębienia i grypy), ponieważ hamują proces namnażania się chorobotwórczych bakterii i wzmacniają naszą odporność, w efekcie czego czas leczenia ulega znacznemu skróceniu. Oprócz tego wspomagają proces odchudzania poprzez zwiększenie metabolizmu, jeśli zależy nam więc na tym, aby zgubić kilka nadprogramowych kilogramów, powinniśmy zwiększyć spożycie rozgrzewających przypraw. Których z nich nie powinno jednak zabraknąć w naszym codziennym menu?
Imbir
Wyrazisty, ostry i dosyć charakterystyczny smak to znak rozpoznawczy imbiru, bez którego większość azjatyckich potraw nie mogłaby się tak naprawdę obejść. Imbir pasuje idealnie zarówno do pikantnych dań z wieprzowiny i dziczyzny, jak i do słodkich deserów, jednak warto go razem z cynamonem i goździkami dodać do rozgrzewającej herbaty, wzbogacając tym samym jej smak i aromat. Korzeń tej rośliny wykazuje szereg cennych dla naszego zdrowia właściwości, gdyż działa przeciwbólowo i przeciwzapalnie, pomagając również kobietom w ciąży pozbyć się nieprzyjemnych nudności. Po ten przysmak powinniśmy również sięgać, gdy zależy nam na utracie kilku zbędnych kilogramów, jednak najważniejsze jest to, iż dzięki swojemu dosyć ostremu i nieco cytrynowemu smakowi (zawdzięcza go olejkom eterycznym oraz substancjom żywicowym) w skuteczny sposób pomaga rozgrzać nasz organizm poprzez poprawę krążenia krwi. Spożywany w okresie jesienno-zimowym wzmacnia ponadto naszą odporność i pomaga pozbyć się męczących objawów przeziębienia i grypy. Sięgając jednak po imbir, musimy pamiętać o tym, iż największe stężenie cennych substancji odżywczych znajduje się w świeżym korzeniu, który możemy zetrzeć na tarce lub pokroić w plasterki. Nie poddawajmy jednak imbiru działaniu wysokiej temperatury, gdyż straci wówczas całą swoją moc i stanie się praktycznie bezużyteczny.
Cynamon
Kojarzący się przede wszystkim z bożonarodzeniowymi wypiekami cynamon to najbardziej popularna na całym świecie rozgrzewająca przyprawa, która przygotowywanym potrawom (np. z jagnięciny, do której idealnie pasuje) i napojom nadaje charakterystycznego smaku i aromatu. Poprzez zmielenie zewnętrznej kory drzewa cynamonowego uzyskuje się brązowy proszek będący świetnym dodatkiem nie tylko ciast i musów jabłkowych oraz świątecznych pierniczków, ale również do kawy, herbaty, a także wielu wytrawnych potraw. Od tysięcy lat wykorzystywany jest jednak nie tylko w kuchni, ale również w tradycyjnej wschodniej medycynie naturalnej. Wśród licznych substancji odżywczych znajdujących się w cynamonie warto w szczególności zwrócić uwagę na aldehyd cynamonowy oraz epikatechinę, które wykazują szereg cennych właściwości leczniczych. Cynamon pomaga obniżyć zbyt wysoki poziom złego cholesterolu we krwi, wspomaga trawienie, działa przeciwbiegunkowo, a także zwalcza infekcje grzybicze, jednak najważniejsze jest to, iż po powrocie zimą do domu pomaga rozgrzać nasz organizm. Odrobinę cynamonu możemy zatem dodać do ciepłej herbaty, przygotowując ją najlepiej zaraz po tym, jak wejdziemy z dworu do domu.
Kardamon
Uznawany obok szafranu za jedną z najdroższych przypraw na świecie kardamon wykazuje działanie przeciwgrzybiczne, antybakteryjne i wykrztuśne, a także pomaga załagodzić mdłości i wspomaga proces trawienia pokarmów (zwiększa metabolizm i wspomaga usuwanie gazów oraz wzdęć). Dodany jednak do herbaty, rozgrzewa nasz organizm w zimne dni, nadając mu całkiem interesującego smaku. Kardamon możemy również wykorzystać jako dodatek do gorącej czekolady, ciasteczek, leczniczych nalewek, kawy, a także do wielu mięsnych oraz rybnych potraw.
Kurkuma
Swój żółtopomarańczowy kolor zawdzięcza kurkuminie, która nadaje przygotowywanym potrawom charakterystycznego zabarwienia, jednak odpowiada również za liczne właściwości wpływające korzystnie na nasze zdrowie. Oprócz tego, że stymuluje działanie naszej wątroby, wspomaga prawidłowe funkcjonowanie serca, zapobiega nieprzyjemnym dolegliwościom reumatycznym oraz walczy z objawami trądziku i łuszczycy, to zgodnie z Ajurwedą jest jedną z najlepszych przypraw pomagających rozgrzać nasz organizm. Z uwagi na sporą zawartość tanin pochłaniających nadmiar wody z naszego organizmu po spożyciu kurkumy dochodzi do tzw. efektu „wysuszenia” doprowadzającego do zwiększenia ogólnej temperatury naszego ciała. Choć kurkuma stosowana jest w największych ilościach w typowo azjatyckich daniach (np. curry), to z powodzeniem możemy wykorzystywać ją również w naszej rodzimej kuchni, dodając ją do rosołu, mięsnych marynat, ryżu, owoców morza, a także do potraw z drobiu i ryb.
Pieprz Cayenne
Należący do rodziny papryk o bardzo ostrym smaku pieprz kajeński pozyskiwany jest z odmiany papryki cayenne, która po zbiorze poddawana jest procesowi suszenia oraz mielenia. Swój intensywny smak zawdzięcza kapsaicynie, która przyspiesza przemianę materii, wzmacnia naszą odporność, wspomaga leczenie wrzodów przewodu pokarmowego, obniża zbyt wysoki poziom złego cholesterolu we krwi, łagodzi różnego rodzaju stany zapalne, a także wspomaga oczyszczanie naszego organizmu z toksyn. Najistotniejsze jest jednak to, iż w okresie nadmiernego wychłodzenia naszego organizmu właśnie za sprawą kapsaicyny pomaga nam się rozgrzać. Pieprz kajeński możemy tak naprawdę dodawać do wszystkich potraw, nie przesadzając jednak z jego ilością z uwagi na wspomniany powyżej ostry smak.
Chili
Podobnie jak pieprz kajeński ma dosyć intensywny smak i również z uwagi na zawartość kapsaicyny pomaga podnieść temperaturę naszego organizmu. Oprócz tego wykazuje właściwości antynowotworowe, antybakteryjne oraz przeciwcukrzycowe. W skuteczny sposób obniża ponadto zbyt wysoki poziom cholesterolu we krwi, zapobiegając tym samym chorobom serca oraz miażdżycy. Idealnie nadaje się jako dodatek do sosów, marynat, a także potraw kuchni meksykańskiej oraz indyjskiej.
Rozmaryn
Z pewnością większość z nas tę zieloną przyprawę nie podejrzewałoby o rozgrzewające właściwości, jednak faktycznie tak właśnie działa. Z tego też powodu po wspomnianą przyprawę powinniśmy sięgać w szczególności wtedy, gdy dopadną nas nieprzyjemne objawy przeziębienia i grypy. Na jego bazie możemy wówczas przygotowywać rozgrzewające nalewki i napary, przyprawiając nim również zupy, potrawy z makaronu i jajek, mięsa, a także typowo wegetariańskie dania. Przy pomocy rozmarynu nasz organizm możemy jednak rozgrzać nie tylko poprzez wewnętrzne, ale również zewnętrzne działanie, wykorzystując przygotowany wcześniej wywar podczas kąpieli.
Goździki
Kolejną przyprawą w naszej rozgrzewającej apteczce powinny być goździki, które kojarzymy głównie z grzanym winem, jednak możemy dodawać je również do ciepłej herbaty, słodkich deserów, kompotów, marynat, pasztetów, a także do pieczonego i duszonego mięsa. Już sam korzenny zapach tej przyprawy sprawia, że od razu robi nam się cieplej, jednak oprócz działania rozgrzewającego goździki wykazują również szereg innych właściwości leczniczych. Wspomagają bowiem walkę z bólem głowy i nieprzyjemnymi objawami przeziębienia, pomagają obniżyć zbyt wysokie stężenie złego cholesterolu we krwi, a także eliminują nieprzyjemny zapach wydobywający się z naszych ust.
Anyż
Charakterystyczny smak anyżu nie każdemu może przypaść do gustu, jednak z uwagi na liczne właściwości lecznicze a przede wszystkim rozgrzewające działanie powinniśmy dać szansę tej niepozornie wyglądającej przyprawie. Anyż możemy wykorzystać przede wszystkim podczas przygotowywania różnego rodzaju przetworów, leczniczych i rozgrzewających nalewek, a także warzywnych i mięsnych potraw. Anyż stanowi również jeden ze składników rozgrzewającej herbaty korzennej, którą w szybki sposób możemy przygotować w domowym zaciszu. Oprócz jednej gwiazdki anyżu będziemy również potrzebować kilka ziarenek kardamonu i goździków, 2 plasterki świeżego imbiru, 10 g suszonej żurawiny, 2 plastry pomarańczy oraz jedną łyżeczkę czarnej herbaty. W dużym kubku musimy zaparzyć herbatę i gdy nabierze intensywnego koloru, musimy dodać do niej pozostałe składniki. Po kilku minutach, gdy herbata przejdzie aromatem przypraw, możemy ją wypić, delektując się niezwykłym smakiem i korzystając z jej rozgrzewających właściwości.
Katarzyna Pacwa
https://www.zdrowiebezlekow.pl/przyprawy-rozgrzewajace-nasz-organizm/?fbclid=IwAR2KGFhxu7AbsS9W816vFJgbUfL39MnebnWCPMa69JgLHd7ECUikCsD5pVo
Etykiety:
anyż,
chili,
cynamon,
goździki,
herbata,
imbir,
kardamon,
kurkuma,
miłość,
nadzieja,
pieprz cayenne,
przyprawy rozgrzewające,
radość,
rozmaryn,
serce
środa, 1 stycznia 2020
Nieustanna nauka.
Każdy, kto Cię opuści, uczy Cię, jak stanąć na własnych nogach.
Wszystko, co powoduje gniew, uczy Cię przebaczenia i współczucia.
Wszystko, co ma nad Tobą władzę, uczy Cię, jak odzyskać siły.
Wszystko, czego nienawidzisz, uczy bezwarunkowej miłości.
Wszystko, czego się boisz, uczy odwagi, by pokonać strach.
Wszystko, czego nie możesz kontrolować, uczy Cię, jak odpuścić.
Jackson Kiddard
Współuzależnienie - Uwikłanie.
Współuzależnienie moi Kochani nie odnosi się tylko do rodzin osób
uzależnionych od alkoholu, narkotyków, leków, przemocy czy czegokolwiek
innego. Nie odnosi się jedynie do rodzin patologicznych czy z tak
zwanymi problemami. Współuzależnionym jest każdy, kto próbuje
kontrolować życie drugiego człowieka. Każdy, kto nadmiernie się
interesuje, martwi, narzuca własne decyzje i rozwiązania, krytykuje.
Współuzależnionym jest również ten, kto przyjmuje rolę ofiary, zaniża
własną wartość, skazuje się na cierpienie, poniżenie, zgadza się na
bycie kontrolowanym i ograniczanym. Współuzależnionym jest każdy, kto
odbiera sobie bądź innym wolność.
Jak sobie pomóc? Skupić się na sobie, na własnym życiu. Oderwać się od życia i problemów innych ludzi. To nie znaczy, że mamy przestać ich kochać czy spędzać razem czas. To jedynie oznacza zrozumienie, że każdy wybiera własną ścieżkę. Każdy sam wybiera, jak ta ścieżka wygląda, czy idzie po ostrych kaleczących kamieniach, czy po miękkiej soczystej trawie. Nie przeżyjemy życia za kogoś. Nie jesteśmy też w stanie zmienić kogoś, jego postrzegania i postępowania bez jego zgody. Co więcej, nasze próby kontrolowania cudzego życia, nie ważne czy pod maską nadmiernej troskliwości, pozornej słabości i potrzeby pomocy, dla uspokojenia własnej zazdrości czy z potrzeby dominacji, spowodują jedynie coraz większy bunt osoby kontrolowanej, co obróci się przeciwko nam. Nawet jeśli doradzamy z troski, bo bardzo chcemy, żeby tej drugiej osobie było lepiej, to i tak, jeśli robimy to nieproszeni to obróci się to przeciwko nam. Nie wynika to z niewdzięczności czy złośliwości drugiej osoby. Tak po prostu płyną energie w relacjach międzyludzkich. Takie nasze działania jedynie jeszcze bardziej nas pogrążają i odciągają od własnego życia. Tracimy w ten sposób kontakt z własnym życiem i odbieramy sobie możliwość bycia szczęśliwym. Pozwólmy innym doświadczać, szanując ich wybory i dając sobie przyzwolenie na świadome kreowanie własnego życia, na szczęście, miłość, radość i wewnętrzną WOLNOŚĆ. Bądźmy oparciem dla innych, ale pomagajmy i doradzajmy wtedy, kiedy ktoś nas o to poprosi, bo wtedy jest prawidłowy przepływ energii między ludźmi, wzajemny szacunek i prawdziwe wsparcie. Odnajdźmy w sobie Miłość, Zaufanie i Pokorę, ponieważ nie znamy boskiego planu względem drugiej osoby.
Współuzależnieni są opiekunami i wybawicielami. Najpierw wybawiają innych, potem ich prześladują, a na koniec stają się ich ofiarami. To najczęstsza postawa, jaką przyjmują współuzależnieni. Co więcej, to chyba najczęstsza postawa w relacjach międzyludzkich. Najpierw jesteśmy wybawicielami, naprawiaczami - zajmujemy się innymi, pomagamy, krzątamy się, usługujemy, rozwiązujemy problemy, odgadujemy potrzeby, wybawiamy od obowiązków i odpowiedzialności, jesteśmy dobrymi ciotkami i wujkami dla całego świata. Potem wściekamy się na nich za coś, co sami zrobiliśmy, zapoczątkowaliśmy. Po to wszystko, by na koniec czuć się wykorzystywani i móc użalać się nad sobą.
Wybawiamy innych, kiedy tylko zaczynamy się nimi opiekować i nadmiernie się o nich troszczyć (nie dotyczy to sytuacji, kiedy jesteśmy wyraźnie poproszeni o konkretną pomoc lub też nasze wsparcie jest potrzebne, a my chcemy go udzielić). Wybawiamy wtedy, kiedy przejmujemy odpowiedzialność za drugiego człowieka - za jego myśli, zachowanie, decyzje, działania i generalnie za jego los. Możemy czuć wtedy potrzebę zrobienia czegoś, litość, niepokój, zakłopotanie cudzymi dylematami, lęk, niechęć zrobienia czegoś, złość, że zostaliśmy postawieni w takiej sytuacji, wyrzuty sumienia, poczucie winy. Możemy się czuć bardziej kompetentni do zrobienia czegoś niż ten, któremu pomagamy. W naszym odczuciu może i dbamy o dobro drugiego człowieka, pomagamy mu, ułatwiamy życie, ale podświadomie też dajemy mu sygnał, że uważamy go za nieudacznika, który bez nas sobie nie poradzi. Dlatego też, jak już wybawimy taką ofiarę niedoli, to automatycznie dochodzą do głosu nasze oczekiwania i roszczenia względem tej osoby i jej wdzięczności. A tu niespodzianka - wybawiony nie okazuje nam wdzięczności, nie docenia naszego poświęcenia, nie słucha naszych chętnie udzielanych rad, jednym słowem nie zachowuje się tak, jak "powinien". Dodatkowo jesteśmy wewnętrznie poirytowani, że się tak staraliśmy, zaniedbywaliśmy nasze sprawy, czasem działaliśmy wbrew sobie, żeby tylko temu drugiemu było "lepiej". I tym oto sposobem zamieniamy naszą aureolkę na różki, pokazując jawnie naszą złość lub ukrywając ją i jedynie co jakiś czas wybuchając. Wybawiona przez nas osoba błyskawicznie spostrzega naszą zmianę nastroju, co jest dla jej podświadomości sygnałem startowym, by w odwecie za wcześniejsze postawienie wybawionego w roli życiowego nieudacznika, przyjąć postawę prześladowcy. Ludzie nie lubią, jak wytyka się im ich nieudolność, a dodając do tego wybuch złości sprezentujemy wybawionemu krzywdę i obrazę. W ten sposób trafiamy do ostatniego kąta tego trójkąta - miejsca ofiary. Jest to nieuchronny rezultat wybawienia. Ogarnia nas uczucie bezradności, smutku, wstydu, zranienia, upokorzenia. Czujemy się wykorzystani, niedocenieni i użalamy się nad sobą - "Dlaczego zawsze mnie to spotyka? Ja tylko chciałam pomóc." Czyż nie jest to schemat relacji międzyludzkich spotykany bardzo często w związkach, rodzinach, a szczególnie w układzie rodzic - dziecko?
Bez względu na to czy współuzależnieni wydają się być słabi i bezradni czy też sprawiają wrażenie silnych i pewnych siebie, większość z nich jest po prostu zalęknionymi, nieodpornymi na przeciwności dziećmi, które rozpaczliwie pragną miłości i opieki. To wewnętrzne dziecko jest przekonane, że nikt nie potrafi go pokochać i że nigdy nie uda mu się znaleźć pociechy, której tak szuka. Jest zrozpaczone, że nie może na nikim polegać, że jest opuszczone, bezradne, słabe. Szuka siły i opieki u innych, stając się od nich uzależnionym.
Strach przed byciem sobą i życiem autentycznie, prowadzącym do uzależnienia się od życia życiem innych ludzi i od bycia z nimi może wynikać z różnych czynników. Może otrzymaliśmy za mało miłości i wsparcia od bliskich nam osób w dzieciństwie. Może nasze uczucia były tłumione, źle odbierane. Może byliśmy świadkami fałszu i niekonsekwencji, ale wmawiano nam, że wszystko jest w porządku, więc przestaliśmy wierzyć sobie i własnym odczuciom.
Oto kilka rad, które mogą pomóc w uniezależnieniu się:
1. Załatw najlepiej, jak potrafisz niezałatwione sprawy z dzieciństwa. Smuć się i rozpaczaj, jeśli to ułatwi Ci uporanie się z przeszłością. Postaraj się spojrzeć na te sprawy z dystansu. Zastanów się w jaki sposób te wydarzenia z dzieciństwa wpływają na to, co robisz teraz.
2. Dbaj o zalęknione, spragnione miłości i opieki bezbronne dziecko, które kryje się w głębi Ciebie. Być może nie zniknie ono nigdy, nawet jak staniesz się samowystarczalny. Może ono ujawnić się w chwili stresu, kiedy najmniej się będziesz spodziewał. Nie wściekaj się na wewnętrzne dziecko, że domaga się uwagi. Pozwól mu płakać, jeśli czuje taką potrzebę, wysłuchaj go, zastanów się czego mu brakuje.
3.Przestań szukać szczęścia w innych. Źródło swojego szczęścia możesz znaleźć tylko w sobie. Naucz się skupiać na sobie. Nie potrzebna Ci jest akceptacja i uznanie innych. Potrzebna jest Ci tylko akceptacja i uznanie samego siebie. W każdym z nas kryje się takie samo źródło szczęścia i każdy ma takie same możliwości wyboru. Odszukaj swoje wewnętrzne pokłady spokoju, dobrego samopoczucia, godności, by z nich czerpać. Zbuduj podstawy własnego bezpieczeństwa uczuciowego i odszukaj własne źródła szczęścia.
4. Być może inni nie interesują się nami, ale to my możemy zainteresować się samym sobą. Naucz się polegać na sobie. Możesz sobie zaufać. Przyrzeknij sobie, że zawsze będziesz pamiętał o sobie, swoich potrzebach, uczuciach, o swoim życiu. Możesz rozwiązać swoje problemy lub stawić im czoła, bo wszystko, co do tego potrzebujesz masz w sobie. To Ty możesz zmienić swoje życie, jeśli tego chcesz.
5. Zaufaj Bogu i jego prowadzeniu. Temu, że każdy ma prawo być szczęśliwy i ma ku temu pełne boskie wsparcie, a to, co nas spotyka służy głębszemu poznaniu samych siebie i wewnętrznemu rozwojowi. Nie znaczy to jednak, że mamy całe życie biernie tkwić w trudnych dla nas sytuacjach i je w kółko doświadczać. Życie samo podsuwa nam rozwiązania, wystarczy uwierzyć i spróbować.
6. Zacznij troszczyć się o siebie, swoją wolność i niezależność. Weź odpowiedzialność za siebie i swoje życie. Zacznij żyć tu i teraz własnym życiem.
Źródło: pieknoświadomości.pl
Jak sobie pomóc? Skupić się na sobie, na własnym życiu. Oderwać się od życia i problemów innych ludzi. To nie znaczy, że mamy przestać ich kochać czy spędzać razem czas. To jedynie oznacza zrozumienie, że każdy wybiera własną ścieżkę. Każdy sam wybiera, jak ta ścieżka wygląda, czy idzie po ostrych kaleczących kamieniach, czy po miękkiej soczystej trawie. Nie przeżyjemy życia za kogoś. Nie jesteśmy też w stanie zmienić kogoś, jego postrzegania i postępowania bez jego zgody. Co więcej, nasze próby kontrolowania cudzego życia, nie ważne czy pod maską nadmiernej troskliwości, pozornej słabości i potrzeby pomocy, dla uspokojenia własnej zazdrości czy z potrzeby dominacji, spowodują jedynie coraz większy bunt osoby kontrolowanej, co obróci się przeciwko nam. Nawet jeśli doradzamy z troski, bo bardzo chcemy, żeby tej drugiej osobie było lepiej, to i tak, jeśli robimy to nieproszeni to obróci się to przeciwko nam. Nie wynika to z niewdzięczności czy złośliwości drugiej osoby. Tak po prostu płyną energie w relacjach międzyludzkich. Takie nasze działania jedynie jeszcze bardziej nas pogrążają i odciągają od własnego życia. Tracimy w ten sposób kontakt z własnym życiem i odbieramy sobie możliwość bycia szczęśliwym. Pozwólmy innym doświadczać, szanując ich wybory i dając sobie przyzwolenie na świadome kreowanie własnego życia, na szczęście, miłość, radość i wewnętrzną WOLNOŚĆ. Bądźmy oparciem dla innych, ale pomagajmy i doradzajmy wtedy, kiedy ktoś nas o to poprosi, bo wtedy jest prawidłowy przepływ energii między ludźmi, wzajemny szacunek i prawdziwe wsparcie. Odnajdźmy w sobie Miłość, Zaufanie i Pokorę, ponieważ nie znamy boskiego planu względem drugiej osoby.
Współuzależnieni są opiekunami i wybawicielami. Najpierw wybawiają innych, potem ich prześladują, a na koniec stają się ich ofiarami. To najczęstsza postawa, jaką przyjmują współuzależnieni. Co więcej, to chyba najczęstsza postawa w relacjach międzyludzkich. Najpierw jesteśmy wybawicielami, naprawiaczami - zajmujemy się innymi, pomagamy, krzątamy się, usługujemy, rozwiązujemy problemy, odgadujemy potrzeby, wybawiamy od obowiązków i odpowiedzialności, jesteśmy dobrymi ciotkami i wujkami dla całego świata. Potem wściekamy się na nich za coś, co sami zrobiliśmy, zapoczątkowaliśmy. Po to wszystko, by na koniec czuć się wykorzystywani i móc użalać się nad sobą.
Wybawiamy innych, kiedy tylko zaczynamy się nimi opiekować i nadmiernie się o nich troszczyć (nie dotyczy to sytuacji, kiedy jesteśmy wyraźnie poproszeni o konkretną pomoc lub też nasze wsparcie jest potrzebne, a my chcemy go udzielić). Wybawiamy wtedy, kiedy przejmujemy odpowiedzialność za drugiego człowieka - za jego myśli, zachowanie, decyzje, działania i generalnie za jego los. Możemy czuć wtedy potrzebę zrobienia czegoś, litość, niepokój, zakłopotanie cudzymi dylematami, lęk, niechęć zrobienia czegoś, złość, że zostaliśmy postawieni w takiej sytuacji, wyrzuty sumienia, poczucie winy. Możemy się czuć bardziej kompetentni do zrobienia czegoś niż ten, któremu pomagamy. W naszym odczuciu może i dbamy o dobro drugiego człowieka, pomagamy mu, ułatwiamy życie, ale podświadomie też dajemy mu sygnał, że uważamy go za nieudacznika, który bez nas sobie nie poradzi. Dlatego też, jak już wybawimy taką ofiarę niedoli, to automatycznie dochodzą do głosu nasze oczekiwania i roszczenia względem tej osoby i jej wdzięczności. A tu niespodzianka - wybawiony nie okazuje nam wdzięczności, nie docenia naszego poświęcenia, nie słucha naszych chętnie udzielanych rad, jednym słowem nie zachowuje się tak, jak "powinien". Dodatkowo jesteśmy wewnętrznie poirytowani, że się tak staraliśmy, zaniedbywaliśmy nasze sprawy, czasem działaliśmy wbrew sobie, żeby tylko temu drugiemu było "lepiej". I tym oto sposobem zamieniamy naszą aureolkę na różki, pokazując jawnie naszą złość lub ukrywając ją i jedynie co jakiś czas wybuchając. Wybawiona przez nas osoba błyskawicznie spostrzega naszą zmianę nastroju, co jest dla jej podświadomości sygnałem startowym, by w odwecie za wcześniejsze postawienie wybawionego w roli życiowego nieudacznika, przyjąć postawę prześladowcy. Ludzie nie lubią, jak wytyka się im ich nieudolność, a dodając do tego wybuch złości sprezentujemy wybawionemu krzywdę i obrazę. W ten sposób trafiamy do ostatniego kąta tego trójkąta - miejsca ofiary. Jest to nieuchronny rezultat wybawienia. Ogarnia nas uczucie bezradności, smutku, wstydu, zranienia, upokorzenia. Czujemy się wykorzystani, niedocenieni i użalamy się nad sobą - "Dlaczego zawsze mnie to spotyka? Ja tylko chciałam pomóc." Czyż nie jest to schemat relacji międzyludzkich spotykany bardzo często w związkach, rodzinach, a szczególnie w układzie rodzic - dziecko?
Bez względu na to czy współuzależnieni wydają się być słabi i bezradni czy też sprawiają wrażenie silnych i pewnych siebie, większość z nich jest po prostu zalęknionymi, nieodpornymi na przeciwności dziećmi, które rozpaczliwie pragną miłości i opieki. To wewnętrzne dziecko jest przekonane, że nikt nie potrafi go pokochać i że nigdy nie uda mu się znaleźć pociechy, której tak szuka. Jest zrozpaczone, że nie może na nikim polegać, że jest opuszczone, bezradne, słabe. Szuka siły i opieki u innych, stając się od nich uzależnionym.
Strach przed byciem sobą i życiem autentycznie, prowadzącym do uzależnienia się od życia życiem innych ludzi i od bycia z nimi może wynikać z różnych czynników. Może otrzymaliśmy za mało miłości i wsparcia od bliskich nam osób w dzieciństwie. Może nasze uczucia były tłumione, źle odbierane. Może byliśmy świadkami fałszu i niekonsekwencji, ale wmawiano nam, że wszystko jest w porządku, więc przestaliśmy wierzyć sobie i własnym odczuciom.
Oto kilka rad, które mogą pomóc w uniezależnieniu się:
1. Załatw najlepiej, jak potrafisz niezałatwione sprawy z dzieciństwa. Smuć się i rozpaczaj, jeśli to ułatwi Ci uporanie się z przeszłością. Postaraj się spojrzeć na te sprawy z dystansu. Zastanów się w jaki sposób te wydarzenia z dzieciństwa wpływają na to, co robisz teraz.
2. Dbaj o zalęknione, spragnione miłości i opieki bezbronne dziecko, które kryje się w głębi Ciebie. Być może nie zniknie ono nigdy, nawet jak staniesz się samowystarczalny. Może ono ujawnić się w chwili stresu, kiedy najmniej się będziesz spodziewał. Nie wściekaj się na wewnętrzne dziecko, że domaga się uwagi. Pozwól mu płakać, jeśli czuje taką potrzebę, wysłuchaj go, zastanów się czego mu brakuje.
3.Przestań szukać szczęścia w innych. Źródło swojego szczęścia możesz znaleźć tylko w sobie. Naucz się skupiać na sobie. Nie potrzebna Ci jest akceptacja i uznanie innych. Potrzebna jest Ci tylko akceptacja i uznanie samego siebie. W każdym z nas kryje się takie samo źródło szczęścia i każdy ma takie same możliwości wyboru. Odszukaj swoje wewnętrzne pokłady spokoju, dobrego samopoczucia, godności, by z nich czerpać. Zbuduj podstawy własnego bezpieczeństwa uczuciowego i odszukaj własne źródła szczęścia.
4. Być może inni nie interesują się nami, ale to my możemy zainteresować się samym sobą. Naucz się polegać na sobie. Możesz sobie zaufać. Przyrzeknij sobie, że zawsze będziesz pamiętał o sobie, swoich potrzebach, uczuciach, o swoim życiu. Możesz rozwiązać swoje problemy lub stawić im czoła, bo wszystko, co do tego potrzebujesz masz w sobie. To Ty możesz zmienić swoje życie, jeśli tego chcesz.
5. Zaufaj Bogu i jego prowadzeniu. Temu, że każdy ma prawo być szczęśliwy i ma ku temu pełne boskie wsparcie, a to, co nas spotyka służy głębszemu poznaniu samych siebie i wewnętrznemu rozwojowi. Nie znaczy to jednak, że mamy całe życie biernie tkwić w trudnych dla nas sytuacjach i je w kółko doświadczać. Życie samo podsuwa nam rozwiązania, wystarczy uwierzyć i spróbować.
6. Zacznij troszczyć się o siebie, swoją wolność i niezależność. Weź odpowiedzialność za siebie i swoje życie. Zacznij żyć tu i teraz własnym życiem.
Źródło: pieknoświadomości.pl
Etykiety:
. zazdrość,
bunt,
cierpienie,
dziecko,
frustracja,
kontrola,
maska,
nadzieja,
ofiara,
poniżenie,
uwikłanie,
użalanie,
wolność,
współuzależnienie,
złość
Subskrybuj:
Posty (Atom)





