Dzisiaj wracam do zapomnianej mądrości naszych babć i prababć, które doskonale wiedziały, jak wykorzystać naturę jako sprzymierzeńca zdrowia.
Jednym z takich prostych, a niezwykle skutecznych rytuałów było wymrażanie pościeli w mroźne dni – dokładnie takie jak dziś.
Silne, ujemne temperatury pomagają ograniczyć rozwój roztoczy, drobnoustrojów i innych „niewidzialnych lokatorów”, które lubią ciepło, wilgoć i zamknięte przestrzenie. Dawniej nie było chemii ani pralek automatycznych – był mróz i świeże powietrze.
Ludowa medycyna zauważała, że po „przemrożonej” pościeli lepiej się oddycha, sen jest spokojniejszy, a poranki lżejsze. To dlatego dzieci z katarem, kaszlem czy „słabymi płucami” spały pod kołdrami, które wcześniej porządnie przewietrzył mróz.
Mróz usuwa zapachy, wilgoć i „zastane powietrze”. Po powrocie do domu pościel pachnie zimą – czysto, świeżo, naturalnie. Nasze babki mówiły, że „kołdra po mrozie oddycha”.
Wierzono, że pościel „nabiera mocy” – sen staje się głębszy, ciało szybciej się regeneruje, a człowiek budzi się z jaśniejszą głową. Dziś powiedzielibyśmy: lepszy mikroklimat snu.
To był też moment zatrzymania – kontakt z zimą, świeżym powietrzem, rytmem pór roku. Nasze prababki wiedziały, że zdrowie zaczyna się od prostych, regularnych czynności.
Wystarczy wynieść kołdry i poduszki na balkon, taras lub do ogrodu na kilka godzin (najlepiej przy solidnym mrozie), a potem dobrze je wytrzepać i pozwolić im „dojść” w domu.
Dziękuję : Zielarki, Szeptuchy, Wiedźmy

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz