niedziela, 5 czerwca 2016

7 powodów, by wsiąść na rower.


7 powodów, by wsiąść na rower
Rowerzysta wdycha pięć razy mniej spalin niż kierowca samochodu. Ale to tylko namiastka tego, co zyskamy, jeżdżąc rowerem. Kto to robi, wie, o czym mowa. A kto nadal unika tej przyjemności, obowiązkowo musi nasz tekst przeczytać.
Co roku coraz więcej Polaków jeździ na rowerze. Wciąż jednak zbyt mało. Jak wynika z raportu CBOS systematycznie z tej aktywności korzysta ponad 22 proc. osób, a 35 proc. od czasu do czasu. Niestety pozostali jeżdżą na rowerze okazjonalnie lub wcale. Czas to zmienić! Dlaczego? Oto kilka powodów:

1. Wdychasz mniej spalin.

Nie chcesz jechać rowerem do pracy, bo nawdychasz się spalin? Okazuje się, że rowerzyści wdychają mniej zanieczyszczeń powietrza niż pasażerowie autobusów, taksówek czy jadący własnymi samochodami. Zmierzono to w ramach brytyjskiej kampanii Healthy Air. Osoby jadące samochodami są narażone na 5-krotnie większe stężenie zanieczyszczeń niż rowerzyści i 3,5 raza większe niż piesi. Jadąc zderzak w zderzak, drodzy kierowcy, wzajemnie się trujemy. Z kolei piesi wdychają trochę więcej spalin niż rowerzyści, ponieważ docierają do celu wolniej. Krótko mówiąc: rower to opcja najlepsza!

2. Zyskujesz ochronę przed rakiem piersi.

Na podstawie 73 badań z ostatnich 20 lat stwierdzono, że aktywne fizycznie kobiety mają około 25 proc. mniejsze ryzyko rozwoju raka piersi niż mniej aktywne kobiety.
Ruch zmniejsza stężenie estrogenów we krwi, co może hamować hormonozależne nowotwory. Poza tym po wysiłku obniża się stężenie insuliny. A nie od dziś wiadomo, że insulina podnosi zdolność namnażania się komórek (w tym komórek rakowych). Ruch chroni przed rakiem piersi również dlatego, że powoduje uwalnianie tak zwanych mediatorów stanu zapalnego. Zwiększone stężenie cząsteczek zapalnych w organizmie to wyższe ryzyko raka piersi, a regularne uprawianie sportu zmniejsza ich ilość. Proste!
Więcej - rower to także cudowna recepta na lepsze rokowanie u kobiet, które miały raka piersi. Ciekawe badanie z Yale University School of Public Health pokazało, że 6-miesięczna aktywność fizyczna działała na 43 geny kobiet, w tym gen L3MBTL1, który ma bardzo duże znaczenie w rozwoju choroby nowotworowej. Ruch „włączał” ekspresję tego genu, co chroniło przed nawrotem choroby.

3. Twoje serce i płuca lepiej pracują.

Regularna jazda na rowerze wzmacnia nie tylko mięśnie nóg i pośladków, ale i mięsień sercowy. Poza tym obniża puls w spoczynku, zmniejsza poziom tłuszczu we krwi. Jedno z duńskich badań z udziałem 30 tys. osób dowiodło, że wprowadzenie do swoich nawyków jazdy na rowerze chroni przed chorobami serca. Z kolei fakt, że wdychamy dzięki temu mniej zanieczyszczeń działa zbawiennie na nasze płuca i poprawia ich pracę.

4. Osiągasz lepszy stan umysłu.           

Wraz z aktywnością podnosi się w organizmie poziom białka BDNF, które odpowiada za wzrost nowych synaps zaangażowanych w pamięć i uczenie. Z kolei badanie pod kierunkiem prof. Conneya z Royal Edinburgh Hospital wykazało, że aktywność fizyczna okazywała się równie, a czasem nawet bardziej, efektywna w leczeniu depresji co terapia psychologiczna i farmakologiczna. Warto też wspomnieć o innym badaniu z udziałem osób z ADHD. Dowiedziono w nim, że 20-minutowa jazda na rowerze natychmiastowo łagodzi wśród uczestników objawy, takie jak: słaba koncentracja, poczucie lęku czy przygnębienie. Nic tylko wsiadać na rower, umysł to pokocha!

5. Skuteczniej radzisz sobie ze stresem.

Stresujemy się nagminnie, więc któż nie chciałby radzić sobie z emocjami lepiej? Rower będzie dobrą opcją. Ruch działa na nasz wewnętrzny system „walcz lub uciekaj”. Wzrasta dzięki temu odporność na stres. Osoby, które poprzez ćwiczenia eksponowane są na fizjologiczne zmiany, takie jak szybsze bicie serca, przyspieszony oddech, mogą wykształcić w sobie większą tolerancję na tego typu objawy, które towarzyszą stresowym sytuacjom. I odwrotnie, jeśli za biurkiem spędzamy codziennie po kilka, kilkanaście godzin, nieprzyzwyczajony do obrony organizm staje się nadwrażliwy na negatywne bodźce.

6. Zmniejszasz bóle stawów.

Jazda na rowerze w porównaniu z innymi aktywnościami jest bardziej przyjazna stawom. Dzięki niej są one bardziej mobilne i stabilne. Profesor Robert Middleton, konsultant i ortopeda z Royal Bournemouth Hospital twierdzi, że regularna jazda na rowerze chroni przed utratą tkanki mięśniowej, opóźnia rozwój artretyzmu, a także zmniejsza jego objawy, dlatego standardowo przepisuje taką receptę swoim pacjentom. Z jego badań wynika, że już 30 minut dziennie na rowerze zwykłym lub stacjonarnym pozwala zmniejszyć ból stawów i poprawić ich ruchomość. Co więcej, taka aktywność może być skuteczniejsza w naprawie stawów niż zastosowanie komórek macierzystych czy nanotechnologii, uważa Middleton.

7. Chudniesz…

Jazda na rowerze, jak prawie każda aktywność fizyczna, pomaga w pozbyciu się nadwagi. Dowodów na to nie brakuje. Adam Martin z Norwich Medical School na przykład obliczył, że dojeżdżanie do pracy rowerem zamiast samochodem skutkuje utratą średnio 7 kilogramów w ciągu roku (pod warunkiem, że dojazd zajmuje co najmniej pół godziny).
Wymieniać można by długo! Schudniesz, zyskasz lepszą ochronę przed rakiem i chorobami stawów, wzmocnisz serce i płuca, nie wspominając o pozytywnym samopoczuciu. Rower to doskonała recepta na lepsze zdrowie.

 http://www.hellozdrowie.pl/blogi/zdrowy-konkret/7-powodow-by-wsiasc-na-rower

Chcę poznać siebie.



Mówisz "Chcę poznać siebie".
Ty jesteś tym „JA". Ty jesteś tym Poznaniem. Ty jesteś świadomością, poprzez którą następuje wszelkie poznanie.
A ona nie może poznać siebie, Ona jest sobą.
Poza tym nie ma nic do poznania, a jednocześnie wszelkie poznanie z niej wynika. "Ja" nie może uczynić siebie przedmiotem wiedzy, świadomości.
Nie możesz więc stać się obiektem dla siebie. Tak właśnie powstała iluzja ego - mentalnie uczyniłeś siebie obiektem. Mówisz "To Jestem „ja". A następnie wchodzisz w związek ze sobą i opowiadasz innym i sobie swoją historię.
Kiedy wiesz, że jesteś świadomością, w której wszystko się wydarza, stajesz się niezależny od wydarzeń i już nie poszukujesz siebie w różnych sytuacjach, miejscach, warunkach. Innymi słowy: co się wydarza, lub nie wydarza, a miało, nie Jest już tak istotne. Sprawy trąca na wadze i znaczeniu. Zaczynasz odczuwać życie jako zabawę. Odbierasz świat jak kosmiczny taniec, taniec formy - nic dodać, nic ująć.
Kiedy wiesz, kim prawdziwie jesteś, znajdujesz się w stanie ciągłego, ożywionego spokoju. Nazwij to radością, bo tym jest właśnie radość: pulsującym życiem spokojem. To jest radość tego, że wiesz, że jesteś samą esencją życia, zanim życie przybierze formę. To jest radość BYCIA - bycia tym, kim prawdziwie jesteś.


Eckhart Tolle

sobota, 4 czerwca 2016

Ścieżka Miłości.

Masz wiele powodów i uzasadnień, dlaczego nie możesz przebaczyć, ale to nieprawda.
Nie możesz przebaczyć, ponieważ nauczyłaś się nie wybaczać, ponieważ ćwiczyłaś się w tym, żeby nie przebaczać i ponieważ stałaś się mistrzem nie przebaczania.

Był czas, kiedy jako dzieci wybaczaliśmy instynktownie. Zanim zapadliśmy na chorobę umysłu, przebaczaliśmy naturalnie i bez wysiłku. Wybaczaliśmy innym niemal natychmiast. Popatrz na dwoje bawiących się dzieci. Nagle zaczęły się bić. Po chwili zapłakane biegną do swoich matek. „Mamo! Ona mnie uderzyła!” Jedna mama idzie porozmawiać z drugą mamą i kończą rozmowę wielką kłótnią. Pięć minut później dzieci znowu bawią się razem, jakby się nic nie stało, za to matki nienawidzą się do końca życia.

Nie o to chodzi, że powinniśmy się nauczyć sztuki wybaczania. Zdolność przebaczania jest wrodzona. Nauczyliśmy się jednak przeciwnego zachowania, trenowaliśmy je i teraz przebaczenie jest bardzo trudne. Jeśli ktoś coś nam zrobił, zapomnijmy o tym, było, minęło. Odpuśćmy.

Ale my robimy z tego wojnę pychy.
Dlaczego?
Ponieważ rośnie w nas poczucie własnej ważności, kiedy nie wybaczamy. Nasze słowa nabierają mocy, kiedy możemy powiedzieć: „Cokolwiek by teraz zrobiła, nigdy jej nie wybaczę. To, co zrobiła, jest niewybaczalne”.

Prawdziwym problemem jest duma. Z powodu dumy, z powodu urażonej ambicji, stale podsycamy płomień, który żywi się doznaną krzywdą, by przypominał, że nie możemy wybaczyć. A tymczasem kto cierpi i gromadzi w sobie coraz więcej emocjonalnej trucizny? To my faktycznie cierpimy za wszystko, co inni ludzie robią, nawet jeśli nas to nie dotyczy.

Uczymy się również cierpieć, by ukarać kogoś, kto nas obraził.
Zachowujemy się jak małe dziecko, które ma napad złości, tylko dlatego że chce, aby ktoś się nim zainteresował.
Ranimy siebie tylko po to, żeby móc powiedzieć: „Popatrz, co przez ciebie robię!”

To śmieszne, ale tak właśnie postępujemy.
Czasem chcielibyśmy powiedzieć naprawdę, to: „Przebacz mi”, ale nie powiemy ani słowa, póki on nie przyjdzie i pierwszy nie poprosi o przebaczenie.
Często nawet nie wiemy, dlaczego gniewamy się na rodziców, przyjaciół, kolegów. Gniewamy się z tego samego powodu, z którego inni proszą nas o wybaczenie. Przecież niemal natychmiast wzruszamy się, mówiąc: „Och, nie! To ty mi wybacz!”

Znajdź w kącie małe dziecko, które ma napad złości. Swoją dumę wrzuć do śmietnika. Nie potrzebujesz jej. Zostaw pychę w spokoju i poproś o przebaczenie.

[Don Miguel Ruiz - „ Ścieżka miłości”]

piątek, 3 czerwca 2016

Wszystko jest możliwe jeśli znika opór…


12919777_1098745600146966_8096922306408832782_n
Opór to słowo magiczne jak czarodziejska różdżka. Jeśli potrafisz go uchwycić, to twój świat z szarego, wypalonego niespełnionymi marzeniami zmienia się w zadziwiający urodą park rozrywki, w którym wszystko jest możliwe.
Świadomość siebie
Rozwijając umiejętność i nawyk obserwowania siebie możemy wchodzić w interakcję ze światem zewnętrznym, wychwytując jednocześnie to, jak nasz system reaguje na sytuacje, zdarzenia i innych ludzi.
Bodźce zgodne z naszymi oczekiwaniami otwierają nas, nie powodują  napięcia  w ciele i umyśle, jesteśmy na „TAK”.
Bodźce wynikające z niewygodnych dla nas zdarzeń wywołują napięcie, żal lub złość. Taka reakcja mówi zaistniałej sytuacji „NIE”.
To „NIE” jest manifestacją wewnętrznego oporu. Opór to lęk, stres i ból.
 Problem czy Rozwiązanie?
W procesie osobistej ewolucji niewygodne zdarzenia pokazują nam bardzo precyzyjnie, gdzie są nasze obszary do doskonalenia. Wszystkie zasoby jakie posiadamy – talenty, umiejętności osobiste i zawodowe istnieją po to, aby rozwijać w sobie to co jest jeszcze słabe, potrzebuje uwagi, pracy, wzmocnienia.
W naturalny sposób pojawia się w nas „NIE” na to co wymaga wysiłku psychicznego, wyjścia z nieaktualnego wzorca, zmiany sposobu myślenia. Napięcie w ciele, lęk i ból pokazują, że sytuacja dotyka w nas niewykształconego obszaru. Gdyby był mocny nie byłoby dyskomfortu.
Kiedy już to wiemy, wybieramy TAK cokolwiek by się działo.
TAK natychmiast ustawia nas po stronie rozwiązania.
NIE trzyma w pułapce problemu.
 Droga do obfitości…
Nie ma ludzi idealnych, wszystko co idealne jest skończone, martwe, nie ma w tym życia. Żyje tylko to co jest w procesie rozwoju, doskonalenia.
Piękno ludzkiej istoty to odwaga rozpoznawania własnych obszarów do doskonalenia i ich rozwijanie. To właśnie jest droga do doświadczania osobistej mocy, wolności, poczucia spełnienia i wszelkiej obfitości.
Potęga medytacji
Z własnego doświadczenia i obserwacji postępów, jakie robią moi klienci wiem, że umiejętność wyciszania, „resetowania” umysłu daje zadziwiające rezultaty. Medytacja jest niezwykle pomocnym narzędziem w zarządzaniu samym sobą. Pozwala być uważnym i w każdej sekundzie życia dokonywać świadomego wyboru między oporem na niewygodne doznania a odwagą otwierania  się na rozwój, dostatek i szczęśliwe relacje.

http://monikadebicka.pl/mozliwe-jesli-znika-opor/

NIE – OPÓR

czwartek, 2 czerwca 2016

Pewnie nie jestem taka, jak sobie mnie wymyśliłeś.


Fot. iStock /  EpicStockMedia
Ja wiem, że kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa, że podstawą związku jest dobra komunikacja, że trzeba dbać o siebie nawzajem. Wiem też, że kobiety mają problem z wyrażaniem emocji. Że zdaniem mężczyzn tych emocji jest zdecydowanie za dużo.
Kobiety w wieloletnich związkach bywają smutne. Bezradnie rozkładają ręce myśląc: „Już nic więcej mnie w życiu nie czeka. Żyjemy obok siebie”. I być może facetom to nie przeszkadza. Czasami wykrzyczą w jakieś kłótni: „Ale o co tobie chodzi? Naprawdę ci ze mną źle? No już taki jestem, widocznie nie potrafię inaczej?”. Po takich słowach my – kobiety coraz bardziej zapadamy w siebie, zamykamy się, siadamy obok na kanapie, oglądamy wspólnie film, świetnie się bawimy przy okazji spotkań ze znajomymi, ale w środku powstaje wielka dziura, którą ciężko miłością do was zasklepić.
Dlatego proszę was Panowie:

Bądźcie uważniejsi.

Spójrzcie na nas. Co widzicie? Matkę, żonę, kogoś kto zaraz ugotuje obiad, albo odbierze dzieci z przedszkola? Zauważajcie nas. Nie w roli multitasków, które wszystko potrafią zrobić wokół siebie i innych. Nie w roli Zosi-Samosi, która jak nie prosi o pomoc, to jej nie potrzebuje. Nie w roli sprzątaczki, kucharki, domowego nauczyciela i organizatora czasu wolnego. Halo ja tu jestem. Sama ja jedna. Kobieta. Bez dzieci, bez codzienności, bez tego wszystkiego, co wokół. Spójrz na mnie jak na kobietę, którą kochasz nie za coś, ale po prostu. Widzisz mnie? Zauważaj!

Akceptujcie.

Tak wiem, nie jesteśmy idealne, rzadko która z nas jest. Miewamy swoje humory, zasypiamy na kanapie przed telewizorem, za długo rozmawiamy z przyjaciółkami przez telefon. Nie dokręcamy kranu, nie lubimy oglądać meczy piłki nożnej.Za dużo albo za mało pracujemy. Nie gotujemy takiej pomidorówki jak twoja mama. Tak. Wiele nie potrafimy. Ale są rzeczy, w których jesteśmy świetne. Z nikim tak się śmiejesz, nie rozmawiasz tak długo. Z nikim innym nie przetańczysz całej nocy. Z nikim też nie zjesz wieczorem zamówionej w tajemnicy przez dziećmi pizzy, czy tony słodyczy, które miały być dla nich. Z nikim nie miałeś takiego dobrego seksu. I pewnie nie jestem taka, jaką mnie sobie wymyśliłeś. Zmieniłam się. Ty też. Akceptuj te zmiany, doceniaj je. A jeśli coś ci przeszkadza, nie radzisz sobie, mów mi o tym.

Rozmawiajcie z nami.

Nie wtedy, kiedy my już krzyczymy, kiedy przelewa się czara goryczy, kiedy nagle słyszymy od was rzeczy, o których pojęcia nie miałyśmy. Nie czekajcie, kiedy my zaczniemy. Oboje nie jesteśmy mistrzami komunikacji. Bo albo za mało mówimy, albo zdecydowanie jedno z nas za dużo, albo wolimy skupić się na pierdołach niż na rzeczach ważnych. Tylko tak, jak ty podkreślasz, że ciężko ci się domyśleć, o co mi chodzi, tak i ja się nie domyślę. Że jestem zbyt oschła, skupiona na sobie, na dzieciach. Kiedy nie dostaję takiego sygnału od ciebie, nic nie zmieniam, bo obojgu nam wydaje się, że jest dobrze, jak jest. A jak nie umiesz powiedzieć – napisz. Czasami to dobry wstęp do rozmowy.

Bądźmy dla was ważne.

Tak, wiem, że dbacie o nas. Pracujecie, pomagacie sprzątać, zajmujecie się dziećmi. Działamy razem jak dobrze naoliwiona maszyna. Ja to, ty tamto, bez zbędnych słów wchodzimy w swoje obowiązku. Rozumiem, że tym dla ciebie jest miłość. Rozwieszone pranie, naczynia wyciągnięte ze zmywarki to wyrażanie tego, jak mnie kochasz. Ale ja nie chcę być ważna jak pranie, czy brudne naczynia. Chcę być ważna jako kobieta. Więc może zamiast brać się za sprzątnie łazienki, usiądziesz wieczorem i mnie przytulisz bez słowa. Nie musisz od razu silić się na wielkie rozmowy, czy udowadniać swojej miłości seksem. Wystarczy, gdy powiesz: „Jak dobrze, że cię mam”. Czy to tak dużo? Wyrwanie rutynie kilku minut tylko dla nas, dla mnie. Sms, telefon, gest. My naprawdę nie oczekujemy bukietów i nowej biżuterii (choć oczywiście czasami byłoby miło;))

Zrozumcie nas czasami.

Nie przewracajcie oczami, kiedy płaczemy oglądając po raz setny „Dirty dancing”. My nie przewracamy, gdy denerwujecie się podczas meczu. Pozwólcie nam na nasz słabości, na objadanie się czekoladą, a potem wypłakiwanie się wam w rękaw, że nie możemy schudnąć. Pozwalajcie na wybory dla was niezrozumiałe, na marzenia abstrakcyjne. Zrozumcie, że niczego nie robimy przeciwko wam. Czasami nasze własne zdanie, podważanie waszego, czy uwagi do was kierowane odbieracie jak atak, który wcale nim nie jest. Zrozumcie, że was nie krytykujemy, ale czasami oczekujemy więcej, chcemy byście spojrzeli na siebie naszymi oczami.

Nigdy nie mówcie do nas…

Że jesteśmy złymi matkami. Bo tych słów nigdy usłyszeć nie chcemy, bo taka krytyka tylko boli, a nie motywuje do zmian. Bo tylko my wiemy, jak bardzo staramy się być idealne, jak perfekcyjne w roli matki. I uwierz, mamy świadomość własnych słabości. „Jesteś kiepską matką” zawsze obudzi w nas agresję. „A ty jakim ojcem jesteś?”. Bycie rodzicem to nie rywalizacja o to, kto jest lepszy. To wsparcie, jakie musimy dawać sobie nawzajem, więc może wyrzucać, że słaba ze mnie matka, może spytasz, czy w czymś mi pomóc?

Nie starajcie się być „bardziej”.

Bardziej zorganizowani, bardziej poważni, bardziej dowcipni, bardzie porządni, bardziej męscy, bardziej ojcowscy. Wiem, to trudne, ale nie bądźmy w czymś „bardziej” od siebie nawzajem. Nie rywalizujmy ze sobą, nie udowadniajmy, że ja mogę lepiej, a ty tylko gorzej. Nie budujmy swojego poczucia wartości kopiąc się nawzajem. To trudne. Ale odpuszczenie, nie porównywanie, nie przekrzykiwanie się: „ Bo ty tego nie, a ja tamto właśnie tak”, życie z świadomością, że ktoś zwyczajnie bywa w czymś lepszy, jest zdecydowani łatwiejsze. Nie buduje napięcia i frustracji.
I tyle. Tylko czy aż?

http://ohme.pl/zwiazek/pewnie-nie-jestem-taka-jak-sobie-mnie-wymysliles-prosze-cie-tylko-o-kilka-rzeczy-apel-do-mezczyzny/

środa, 1 czerwca 2016

Sekret Niewinności – historia Dajamantiego.

„Sekret Niewinności” – Moje słowa dla Was.
Moi Kochani, korzystając z okazji, w ostatnich akapitach chciałbym pozostawić moje własne słowa, dzieląc się z Wami moimi doświadczeniami i obserwacjami.
Ja tak samo jak i Wy, od zawsze szukałem czegoś innego, niż to, co miałem obecnie. Moja wiedza którą zdobyłem od moich rodziców, od społeczeństwa, od moich „zwyczajnych” doświadczeń, nie była tą wiedzą, jaka dyktowało mi moje serce. W moim wnętrzu zawsze istniała iskierka nadziei, oczekująca na odnalezienie tej Wielkiej prawdy. Dzisiaj zrozumiałem, iż wszelaki porządek większej logiki całości, nie znajduje się na zewnątrz tylko wewnątrz danej osoby, oraz odkryłem sekret „Niewinności”. Co to znaczy? Niewinność była stanem bycia, która towarzyszyła nam w okresie dzieciństwa. Bawiliśmy się wszystkim tym, co dorośli nazywali „głupotkami”. Byliśmy szczęśliwi, ponieważ szukaliśmy okazji do zabawy na każdym kroku. Kiedy przytłoczyła nas dorosłość, zapomnieliśmy jak utrzymywać ten radosny stan i jak bawić się zabawkami, stworzonymi przez nas samych.
Gdy byłem małym dzieckiem, pamiętam jak piękne miałem sny. Jak cudownie ułożone zabawy każdego dnia. Bardzo rzadko bawiłem się zabawkami dziecięcymi, a wyszukiwałem „istotę koloru” w pięknej pogodzie i przyrodzie. Pamiętam jak padał deszcz, a ja mając jedynie 6 lat wybiegłem na podwórko, aby móc skakać w rytmie spadających kropel. Robiłem to do czasu, dopóki moja Mama nie zabroniła mi tego robić. Wychowywałem się na wsi, dlatego miałem tak bogate pole do moich zabaw. Za moim domem znajdowała się kilkuhektarowa łąka, która była moim całym światem. Na samym środku tej łąki rosły trzy drzewa, które służyły za moje „tajne” bazy. Gdy wspiąłem się na jedno z tych drzew, miałem dokładny widok na cały horyzont. Skowronek który znajdował się na gałęzi obok, nagle poderwał się do lotu, i wzbił się w powietrze. Z rozkoszą uniosłem moje małe ręce i zacząłem udawać poruszanie skrzydełek ptaka. Wyobrażałem sobie, że ja sam jestem takim skowronkiem, który potrafi wzbić się w powietrze i polecieć bardzo daleko. Byłem szczęśliwy, ponieważ lekkie i radosne było moje życie. Tak było do czasu, kiedy „zaszczepiony” wiekiem dorastania, coś zaczęło dziać się z moim ciałem.
W okresie 12 do 17 roku mojego życia, nagle zacząłem chorować. Moje choroby były tak niewdzięczne, że gdy skończyła się jedna, zaczęła następna. Przeszedłem jedną dość poważną operację w wieku lat 13, na kilka następnych Rodzice nie wyraziły zgody, ponieważ były związane z moim sercem przy jednoczesnym otwarciu klatki piersiowej. Szukaliśmy pomocy u innych specjalistów. Każdy oferował wszelakie terapie i bogaty zestaw leków, które musiałem zażywać. Nie było takiej części ciała, które by mi nie odmawiała posłuszeństwa. Miałem poważne kłopoty ze sercem i z płucami. Mój żołądek nie pracował jak należy. Miałem tendencje do łamliwości kości. Liczba złamań moich kończyn górnych jak i dolnych, była znaczna. Głowa często bolała. Był to czasami tak mocny ból, że w wieku 12 lat, potrafiłem stracić przytomność. Związku z tymi dolegliwościami, miałem braki w szkole, ponieważ zamiast uczęszczać normalnie jak inne dzieci, ja uczęszczałem regularnie na wizyty do różnych placówek leczniczych. Nie byłem wtedy szczęśliwy. Przeklinałem wszystkich i nienawidziłem. Nienawidziłem tych szpitali, do których tak często byłem przyjmowany. Nienawidziłem lekarzy i przeklinałem Boga za moje życie. Miałem dość wszystkiego i wszystkich, pragnąłem jedynie powrócić do okresu, gdzie moje życie było „niewinne” i takie radosne.
Z uwagi na zły stan zdrowia, dużo czasu spędzałem w domu. Nie poddawałem się, chciałem być taki jak kiedyś. Bawiłem się często z moim ukochanym pieskiem. Gdy zacząłem go tak po prostu obserwować, zauważyłem coś niezwykłego. Ten pies, nie chciał niczego od życia tylko miski jedzenia i dużo zabawy. Gdy popatrzymy na siebie samych, możemy dostrzec że nie wystarcza nam tylko pokarm do życia, potrzebujemy również szybkiego, pięknego samochodu, wspaniałe ubrania, dużego domu i Bóg wie czego jeszcze. Do tego człowiek dąży, tak został nauczony. Gdy bawiłem się z moim kochanym pieskiem, zauważyłem iż potrafi bawić się bardzo długo, kończąc wtedy, kiedy ja kończyłem. Miałem wrażenie, że niczego innego nie potrzebował do szczęścia tylko zabawy. Wtedy zrozumiałem coś, co na długo utkwiło mi w pamięci. Zrozumiałem że ten zwierzak w głębi duszy jest „niewinny”, a „niewinność” jest jego prawdziwą naturą. Zrozumiałem, że człowiek w głębi duszy również jest niewinny i słodki, a ta cała dorosłość to efekt pogrążania się w zasady i normy społeczne. Człowiek uczy się co mu wolno a czego nie. Jak powinien się zachować, a niektóre „niewinne” zachowania w mniemaniu społeczeństwa, są po prostu nie na miejscu. Nie wiedziałem wtedy aż do teraz, że ta zwykła obserwacja tak zmieni moje życie.
Pobiegłem na moją „zapomnianą” łąkę, która znów stała się całym moim światem. Pomimo iż nie dałem rady wtedy wspiąć się na drzewo, ponieważ byłem bardzo słaby, nie załamywałem się tym tak bardzo. Podziwiałem horyzont takim jakim był, z mojej perspektywy stojącej. Zacząłem wdychać ciepłe, czyste powietrze. Moje samopoczucie stopniowo poprawiało się, a ja zacząłem przypominać sobie całe moje dzieciństwo. Obserwowałem ptaki, które krążąc w powietrzu, co jakiś czas spoczywały na gałęziach drzew. Nagle wiatr zerwał się, zmieniając stosunkowo szybko kierunek, dlatego ciężko było określić z której strony wieje. Powiedziałem w duchu: „Tak to jest moja chwila”. Uniosłem więc moje schorowane 16-letnie ręce do góry, zacząłem udawać że lecę razem z ptakami, biegając wokół moich drzew, śmiejąc się na cały głos. Byłem szczęśliwy. Nie myślałem wtedy o moich chorobach, chciałem się tylko bawić, odzyskując swoją „zagubioną” niewinność. Robiłem to codziennie, aż w końcu poczułem się na tyle pełen energii, aby móc znowu wspiąć się na drzewo, jak to robiłem w czasach dzieciństwa.
Moje zdrowie stopniowo zaczęło się poprawiać. Słuchałem lekarzy dumnie twierdzących, iż leki zaczęły działać. Nie myślałem wtedy o lekach ani o dolegliwościach. W mojej głowie utrzymywała się tylko myśl wspólnej zabawy z moich ukochanym psiakiem i uczucie radości. Moi rodzice nie raz powtarzali mi w wieku lat 17, nie zachowuj się jak małe dziecko, czas dorosnąć. Nie zwracałem na nich uwagi, pragnąłem tylko zabawy. Nauczyłem się śmiać ze wszystkiego. Przestałem nienawidzić lekarzy. Przestałem przeklinać Boga za moje życie. Znów wszystko nabrało kolorów. W wieku 18 lat, poczułem się tak wspaniale, że lekarze robiąc mi badania, wyciągali bezwładnie ręce. Kompletnie nie wiedzieli co o tym myśleć. W ciągu 2 lat, od mojego odkrycia „sekretu niewinności”, nastąpiło cudowne uzdrowienie wszystkich moich narządów i części ciała. Moje zdrowie nie poprawiło się tylko trochę, lecz stałem się 100% zdrowym i sprawnym człowiekiem. Niektóre choroby, które miały u mnie trwać długie lata, po prostu zniknęły. Łamliwość kości zakończyła się. Serce i płuca wróciły do swojej normalnej pracy. Co takiego „cudownego” zrobiłem? Stałem się znowu niewinnym i słodkim dzieckiem, pełnym radości i zabawy.
Obecnie mam 24 lata i z pewnością o wiele mniej niż większość z Was, czytających te słowa. Niektórzy z Was mieli bogatsze lub podobne życie, i zapewne niejedno interesujące doświadczenie z własnego życia zdobyliście. Dlatego nie chcę nikogo pouczać ani dawać rad. Pragnę jedynie, abyście przeczytali moją historię i razem ze mną, odkryli ponownie „sekret niewinności”.
W lutym skończę 25 lat, ale nikt z moich znajomych, nie daje mi tyle. Moje ciało zachowało młodość, gdy poczułem się dzieckiem. Żaden z moich znajomych nie daje mi więcej niż lat 17. Pamiętam jak pewnego dnia, moja znajoma zapytała mnie: co takiego robię, że jestem takim zdrowym i młodym człowiekiem? Odpowiedziałem: Jestem dzieckiem i pragnę się bawić. Tak to wszystko.
W mojej osobie nie występuje słowo: „poważny”. Nie mam nic wspólnego z powagą osobistą. Jestem i całkowicie czuje się dzieckiem. Jestem słodki i z pewnością jestem niewinny. Kocham moje życie bo jest wspaniałe. Kocham Was, bo możemy się wspólnie tutaj bawić. Kocham moje otoczenie, ponieważ nauczyło mnie prawdziwej radości. Życie to zabawa i tak należy naprawdę na nie patrzeć. Życie staje się skomplikowane, kiedy sami je komplikujemy. Życie staje się poważne, kiedy sami jesteśmy poważni. Życie jest cierpieniem, kiedy sami cierpimy. Życie jest słodkie, kiedy sami jesteśmy słodcy.
Będę najszczęśliwszy na świecie, kiedy osoba taka jak Ty, zda sobie sprawę dlaczego bycie niewinnym i słodkim człowiekiem jest takie ważne. Możesz odzyskać swoją młodość i mówię całkiem dosłownie. Twój świat i twoje ciało zachowują się w zgodzie z twoimi postawami, których się tak bardzo trzymasz, o których ciągle mówisz. Zmień siebie, a zmieni się wszystko to, co niedawno było Twoją codzienną, zwykłą egzystencją. Nigdy nie jest za późno.
Bądźcie słodcy i niewinni, a wtedy cel waszego życia zostanie postawiony przed Waszymi oczami i poznacie prawdziwe znaczenie słów: Bóg, Życie, Miłość.
Życzę Wam wszystkim, powodzenia i wytrwałości.
Dziękuję.

https://krystal28.wordpress.com/2012/01/08/sekret-niewinnosci-historia-dajamantiego/

Dzień Dziecka-Wszystkiego Najfajniejszego Kochanym Istotom .

Dziecko jest chodzącym cudem, jedynym, wyjątkowym i niezastąpionym.

[Phil Bosman]