Mały Filip i jego mama mieszkali wysoko w górach. Pewnego dnia chłopiec był bardzo niegrzeczny i dlatego matka go ukarała. To tak bardzo zasmuciło malca, że pobiegł nad brzeg przepaści i stamtąd zawołał do swojej matki: "Już Cię nie lubię! Już nigdy więcej nie będę Cię lubił!" Góry odpowiedziały echem: "Już Cię nie lubię! Już nigdy więcej nie będę Cię lubił!" To przeraziło małego Filipa, który pobiegł z płaczem do matki. "Kim jest ten zły mężczyzna, który mnie nie lubi?" - dopytywał się przestraszony. Mama wzięła syna za rękę, poprowadziła go znowu nad brzeg przepaści i powiedziała do niego: "Zawołaj jeszcze raz: Kocham Cię i zawsze będę Cię kochać!" A kiedy Filip posłuchał i to zrobił, echo powróciło do niego jasne i pojednawcze. "Widzisz, moje dziecko" - wyjaśniła mu matka - "takie jest życie. Co dajesz, to otrzymujesz z powrotem". Pozdrawiam Was serdecznie. Agnieszka www.dotykzycia.pl
poniedziałek, 28 marca 2016
Co dajesz, to otrzymujesz z powrotem.
piątek, 25 marca 2016
Cuda się zdarzają, zwłaszcza gdy nie stajemy im na drodze!
Prawda jest taka, że wszystko, co robisz, ma z cudami wiele wspólnego.
Czemu więc pozwalasz Wszechświatowi robić za ciebie niektóre rzeczy, a innym samemu próbujesz stawić czoła, zaciskając zęby, poświęcając wiele wysiłku i krytykując przy tym samego siebie?
Dlaczego powierzasz Wszechświatowi tylko rozwój swojego organizmu, funkcje życiowe, bicie serca czy mówienie? Przecież może ci on również pomóc żyć w dostatku, znaleźć miłość i spokój, i osiągnąć cele. A my - nie wiadomo dlaczego - i tak uważamy, że musimy się sami tym zająć.
Zatem określ swoje cele i uwierz, gdzieś tam dzieje się o wiele więcej, niż możesz sobie wyobrazić.Wizualizuj, nie oglądaj się za siebie, ufaj i pozwól, by Wszechświat zajął się resztą. Chyba łatwiej już być nie może?
Cuda się zdarzają, zwłaszcza gdy nie stajemy im na drodze!
Mike Dooley
Myśli stają się rzeczami
http://epokamilosciserca.blogspot.com/2016/03/cuda-sie-zdarzaja-zwaszcza-gdy-nie.html
środa, 23 marca 2016
Energia słońca i ziemia pachnąca to moc uzdrawiająca.
Energia Słońca
Energia słońca jest dla nas bardzo ważna. Słońce, gwiazda bez której nie byłoby życia na Ziemi ostatnimi laty zostaje przedstawiona wyłącznie w sensie negatywnym. Myślę, że tu jak zwykle chodzi o kasę aby producenci kremików z filtrami /i nie tylko/ mogli spokojnie sobie ją trzepać. Dziura ozonowa jest kontrowersyjnym tematem. Nie wiadomo jak to naprawdę z nią jest i czy w ogóle istnieje. Mitem jest również powiązanie wzrostu zachorowalności na raka skóry czy inne nowotwory ze słońcem. To leniwy tryb życia, nałogi, niezdrowe odżywianie rafinowanymi i przetworzonymi produktami, pseudoleczenie farmaceutykami każdej pierdoły są przyczyną takiego stanu rzeczy. O tym się jednak już tak głośno nie mówi bo wiodące koncerny straciłyby zbyt wiele. Łatwiej obwinić słońce, które głosu nie ma. Nóż mi się otwiera w kieszeni jak myślę ilu ludzi zrobiono i nadal robi się w balona. Z drugiej jednak strony każdy ma wybór i może się przynajmniej postarać zmienić coś w swoim życiu tak aby było zdrowiej.Dzień się wydłuża, więc będziemy mieli dość okazji aby zaczerpnąć ożywczych promieni słońca. W naszej szerokości geograficznej niedobory witaminy D3 są nagminne. W miesiącach jesienno-zimowych jeśli nie zgromadziliśmy jej wystarczająco dużo latem, i mamy stwierdzone niedobory jedyną słuszną droga zostaje jej suplementacja. Jednak nie o suplementacji chcę tu pisać a o naturalnym, najprzyjemniejszym i najskuteczniejszym sposobie pozyskiwania witaminy D3 przez organizm ludzki a mianowicie poprzez ekspozycję na słońce. Wiem, że wielu zaraz mnie zbeszta, że rak skóry, że czerniak, że słońce to samo ZUO itp. itd… jednak to od pewnego czasu już do mnie nie przemawia.
Uodporniłam się na natłok rozbieżnych informacji i słucham siebie, swoich reakcji i śmiało mogę stwierdzić, że słoneczko /jeśli z nim nie przesadzamy, bo przesada w czymkolwiek nie jest niczym dobrym dla naszego zdrowia/posiada cudowne właściwości.
- Leczy depresje i stany melancholii, podkręca metabolizm
Najwspanialsze jest słońce po zimie. To tak jakby wybudzało człowieka z zimowego letargu. Właśnie wówczas najbardziej lubię się na nim wygrzewać. Jego promienie jeszcze nie parzą a cudownie ogrzewają a uśmiech samoistnie pojawia się na twarzy. Jeszcze jak dookoła śpiewają ptaki a pierwsze wiosenne kwiaty zachwycają swoimi barwami na tle nieulistnionych póki co drzew, to nie ma lepszej terapii na świecie
Energia słońca może być zbawieniem dla osób z nadwaga gdyż wyśmienicie podkręca metabolizm. Z reguły takie osoby unikają słońca jak ognia co jest ewidentnym błędem, gdyż umiarkowany ruch w słonecznych promieniach to cudowna terapia odchudzająca.
- umiejętnie dawkowane promienie słoneczne leczą niektóre choroby skóry
Co prawda nadmierna ekspozycja na słońce powoduje odwrotne skutki i to również należy mieć na uwadze jednak odpowiednie dawkowanie może wiele pomóc. Osoby z kruchymi naczynkami również muszą uważać i nie leżeć plackiem wystawiając twarz do słońca tylko najlepiej chwytać jego promienie w ruchu. Przed zbyt mocnymi promieniami można się chronić kapeluszami z szerokim rondem czy tudzież podobnymi czapkami. Niektóre oleje z powodzeniem mogą spełniać rolę naturalnych filtrów np. olejek z rokitnika ze względu na obecność karotenoidów czy masło shea.
Osobiście od lat nie używam żadnych drogeryjnych kremów z filtrami, więcej szkodziły mojej skórze niż robiły dobrego. Jednak ja nie lubię opalać się w klasyczny sposób tzn. leżąc plackiem kilka godzin, więcej czasu spędzam w ruchu więc i oparzenia mi nie grożą. Z resztą kwestia słońca w upalne lato a teraz wiosną to dwie różne sprawy. Pamiętam jednak zawsze o nakryciu głowy
Nie namawiam oczywiście nikogo do zaprzestania używania preparatów z
filtrami, używajcie na własną odpowiedzialność, ale myślę, że są one
zupełnie zbędne a nawet szkodliwe. Ja to zrobiłam i nic złego się nie
dzieje wręcz przeciwnie. Trzeba wiedzieć ile możemy bezpiecznie
przebywać na słońcu. Uwielbiam słońce i nigdy nie
zrobiło mi ono krzywdy jeśli przestrzegałam pewnych reguł. Jak
przesadziłam to owszem problemy się pojawiały ale związane one były z
moją niefrasobliwością.Energia ziemi
Energia słońca to jedno, druga ważna dla nas to energia ziemi. Człowiek to taka bateria z plusem na górze i minusem na dole i aby cieszył się w pełni zdrowiem musi być naładowany na obu przeciwstawnych biegunach. Energię dodatnią pozyskujemy z kosmosu poprzez kontakt ze słońcem, powietrzem, wodą – natomiast energię ujemną poprzez tzw. uziemianie.Najlepszym sposobem ładowania się ujemną energią ziemi jest chodzenie boso po ziemi, piasku, śniegu a najlepiej po wilgotnej murawie i to nie tylko latem. Dodatkowo jest to wspaniała akupresura stóp i przy okazji hartowanie organizmu. Lepiej jednak nie porywać się z motyką na słońce i nie zaczynać hartowania od biegania boso po śniegu. Warto przyzwyczajać się stopniowo no i oczywiście na czystym terenie a nie na osiedlowym trawniku pełnym psich i kocich odchodów.
Codzienny kontakt z energią ziemi pozwoli pozbyć się problemów z układem krążenia, ochroni przed bólami kręgosłupa, nóg czy ramion. Energia ziemi potrafi również skutecznie likwidować wszelkie stany zapalne, które mogą prowadzić do poważniejszych schorzeń choćby do artretyzmu czy dny moczanowej.
Nie ma w sumie w tym nic dziwnego. Natura nie wyposażyła nas w kopyta za to ten obecnie znienawidzony twardy naskórek stóp chronił naszych przodków przed urazami i marznięciem. Zdaję sobie sprawę że w dzisiejszych czasach raczej trudno byłoby się pokazywać z takimi stopami
i wcale bym tego nie chciała ale wszystko można pogodzić. Dbając o stopy choćby sposobami zaczerpniętymi z tego artykułu
można zapanować na twardym i pękającym naskórkiem w zupełnie naturalny
sposób bez uciekania się do złuszczających chemicznych skarpetek.Jako dziecko po domu zawsze chodziłam boso, wszelkie kapcie kurzyły się pod łóżkiem, jednak z dojrzewaniem przejmowałam mentalność dorosłych i zaczęłam wkładać te kapcie. Teraz wracam do czasów dzieciństwa i często śmigam boso po domu i jeśli jestem w ogrodzie to również, a wiosną i latem chodzę praktycznie cały czas boso na zewnątrz. Świetnie się wówczas czuję, mam pełno sił, energii i werwy.
Trochę ciężko było mi się przekonać do latania boso po mokrej trawie bo nie lubiłam tego uczucia ale sprawa jest warta przetrawienia. Lekkość, niwelowanie wszelakich opuchnięć, obrzęków to jeden z licznych powodów. Przeciętny człowiek większość swojego życia spędza w butach i ma niewiele okazji do prawdziwego uziemiania.
Dlatego też w ten pierwszy dzień wiosny przy pierwszych promieniach słońca zrzućmy buty i boso stąpajmy po ziemi. Doda to energii, pozbawi zahamowań i pozwoli z innej perspektywy spojrzeć na otaczający świat, którego człowiek jest zaledwie cząsteczką i to wcale nie tą najważniejszą…
I niech to zadomowi się w naszym życiu na dobre, nie tylko od święta..
http://rytmynatury.pl/energia-slonca-ziemia-pachnaca/
wtorek, 22 marca 2016
15-latek wychodzi do lasu, zbiera zioła, a potem...produkuje z nich maści, mydła.
Przepisy na swoje wyroby Kubia Wiśnik bierze ze starych książek zielarskich, szczególnie z tych z lat 80.
I raczej nie mieści się w nim bieganie całymi dniami po lesie,
chociaż to jeszcze od biedy można zrozumieć. Bo to wiek buntu, chęć
wyrwania się z domu, spotkania z kumplami, koleżanką i ostatecznie do
lasu też się piętnastolatek zapuści... Ale żeby zaraz zbierać zioła,
mieszać je ze sobą, przyrządzać z nich bulgoczące mikstury, eliksiry,
przerabiać na kosmetyki, lecznicze maści, kremy, niczym nie
przymierzając, młody Panoramix, czyli mag z popularnej kreskówki o
Asteriksie i Obeliksie? A potem jeszcze opisywać poetycko na swoim
blogu?
W tej roli przeciętnego piętnastolatka wyobrazić sobie trudno. A taką właśnie pasję ma Kuba Wiśnik, uczeń z Gimnazjum nr 1 w Lęborku. Niczym wspomniany mag z wioski Galów czaruje coraz szerszą grupę ludzi, urzeka swoimi produktami, a na blogu podpowiada, jak wykraść lasowi jego tajemnice zamknąć w butelkach, by później korzystać z jego dobrodziejstw. To, co produkuje w zaciszu swojego domu - z tego, co zbierze w lesie - nie mieści się w głowie nie tylko piętnastolatków. Nie mieści się w głowach wszystkim, którzy obserwują nietypową fascynację Kuby.
W lesie jak we własnych myślach
Las jest sporym kawałkiem życia Kuby. Chłopak pochodzi z podlęborskich Ługów, w pobliżu leży Jezioro Lubowi- dzkie. Lasy tu są naprawdę konkretne. Właściwie wchodzi się do nich bezpośrednio z Lęborka i można wybrać się z miasta na grzyby. Nadleśnictwo obejmuje obszar 53 tysięcy hektarów. Nie brakuje różnorodnej flory i fauny, rzadkich roślin i zwierząt. To idealna baza wypadowa dla zielarza. Tu Kuba spędza wolne dni. Później przetwarza to, co zebrał.
autor - Robert Gębuś, "Dziennik Bałtycki"
WIĘCEJ O PASJI KUBY :
http://www.strefaagro.dziennikbaltycki.pl/artykul/15-latek-wychodzi-do-lasu-zbiera-ziola-potemprodukuje-z-nich-masci-mydla
poniedziałek, 21 marca 2016
Skuteczna modlitwa... Tajemnica zagubionej modlitwy.
Oczami
duszy zobacz to, czego pragniesz i stwórz to, czego potrzebujesz. Jeśli
przekażesz światu „namalowane" w Twoim umyśle obrazy – staną się one Twoją rzeczywistością.
"Pewnego dnia David, znajomy tubylec, zaprosił mnie na wyprawę do starożytnego kamiennego kręgu, żeby tam wymodlić deszcz. Nie padało już od wielu tygodni i na wielkich obszarach Nowego Meksyku panowała skrajna susza.
– Sam krąg nie ma żadnej mocy. Służy jedynie za miejsce skupienia dla tego, kto zanosi modlitwy – wyjaśnił mi, gdy przybyliśmy na miejsce.
Uważnie przyglądałem się, jak David zdjął buty, wszedł do kręgu i pozdrawił cztery kierunki świata i wszystkich swoich przodków. Potem złożył dłonie jak do modlitwy, zamknął oczy i znieruchomiał. Spowolnił oddech, który stał się ledwo zauważalny, a następnie, po kilku chwilach, odetchnął głęboko. Otworzył oczy, spojrzał na mnie i powiedział:
– Chodźmy, sprawa załatwiona. (...)
– Już? – spytałem. – Myślałem, że miałeś zamiar modlić się o deszcz.
– Nie – odparł. – Powiedziałem, że wymodlę deszcz. Gdybym modlił się o deszcz, mógłby nigdy nie zacząć padać... "
Powyższy fragment pochodzi z książki Gregga Bradena „Tajemnice zagubionej modlitwy", która od kilku lat podbija serca ludzi na całym świecie. I to bez względu na ich wyznanie, gdyż – jak twierdzi autor – religii jest wiele, ale wiara jedna. Czy jest to wiara w Boga osobowego, w Boski Umysł, wyższą inteligencję czy siłę sprawczą wszechświata, każda forma duchowych poszukiwań posługuje się jakąś formą modlitwy, odwołania się do kogoś lub czegoś większego niż my.
Czasem jednak modlitwa nie działa. Dlaczego tak się dzieje?
Gregg Braden, chyba najciekawszy dziś badacz duchowych tradycji wielu kultur i pradawnej wiedzy ludzkości, szukał odpowiedzi na to pytanie niemal na wszystkich kontynentach. Od najstarszych klasztorów tybetańskich w Himalajach, przez hinduskie świątynie w Nepalu i zagubione górskie wioski Peru i Boliwii, po biblioteki chroniące najstarsze pisma chrześcijańskie.
Esencją tego, co odkrył, jest stwierdzenie, że same słowa modlitwy jeszcze nią nie są. Są nią dopiero uczucia, które zdołamy w sobie wywołać.
Ta „zagubiona" w dzisiejszym świecie modlitwa, zawsze skuteczna i niezawodnie sprowadzająca do naszego życia pożądane wydarzenia, w całości opiera się na uczuciach.
„Gdybym modlił się o deszcz, mógłby nigdy nie zacząć padać" – powiedział David. Co zatem robił, stojąc w kamiennym kręgu?
„Wywołałem w sobie uczucie, jakie wywołuje padający deszcz. Poczułem, jak spływa po moim ciele i co czuję, stojąc na placu w mojej wiosce z bosymi stopami zanurzonymi w błocie powstałym od obfitych opadów. Poczułem zapach deszczu na glinianych ścianach domów i doświadczyłem uczucia jak podczas spaceru przez pola kukurydzy, która sięga mi aż po pierś, bo bujnie wyrosła dzięki rzęsistemu deszczowi. Najważniejsze w modlitwie jest to, by nie prosić o coś, lecz poczuć, że to już się stało. Gdy prosimy, by coś się zdarzyło, przyznajemy, że tego nie mamy. I dajemy temu moc. Ciągłe prośby zasilają jedynie to, czego nam brak. Modlitwy o uzdrowienie wzmacniają chorobę. Modlitwy o deszcz wzmacniają suszę.
Odpowiedź Davida była kluczem, który wielu osobom pomógł zrozumieć ten rodzaj modlitwy" – pisze Braden.
Porzucił intratną posadę i podróżuje po świecie, poszukując duchowej wiedzy i mądrości naszych przodków. I interpretuje ją z punktu widzenia ustaleń współczesnej nauki, zwłaszcza fizyki kwantowej. Dzięki treściom, jakie przekazuje w swych książkach i podczas wygłaszanych wykładów, uważany jest dziś za światowego pioniera łączenia nauki z duchowością.
Odkąd fizycy kwantowi potwierdzili eksperymentalnie, że jesteśmy otoczeni polem energii, łączącym nas wszystkich z tym, co dzieje się w świecie, praktyki medytacyjne i inne formy rozwoju duchowego nabrały nowego znaczenia. Jeszcze w XX wieku fizyka zaczęła potwierdzać realność rozmaitych zjawisk, na przykład telepatii czy uzdrawiania na odległość – do niedawna wrzucanych do wspólnego worka z paranormalnymi czy metafizycznymi.
Choć pole energii jest różnie nazywane – Kwantowym Hologramem, Boskim Umysłem lub po prostu Polem – wszyscy badacze zgadzają się co do jednego. Jak zwał, tak zwał, ale jest to „coś", co przenika wszelką materię i wszelkie stworzenie i stanowi plastyczną esencję, która odzwierciedla nasze uczucia. Jest swego rodzaju lustrem które, niczego nie wartościując i niczego nie oceniając, po prostu odzwierciedla w realnym świecie to, czym staliśmy się w naszych myślach, uczuciach, emocjach i przekonaniach.
Jaki z tego wniosek?
Że to, co robimy w świecie zewnętrznym, jest mniej istotne od uczuć, jakie żywimy do tych czynności. Jeżeli chcemy doświadczyć czegoś w swoim życiu, najpierw musimy poczuć to, co chcemy stworzyć. Nie jedynie myśleć o tym, lecz naprawdę poczuć to w swoim sercu. Tak jak David, który stojąc w kamiennym kręgu, poczuł zapach deszczu i jego krople spływające po skórze.
Gregg Braden nie ma wątpliwości, że zarówno dzisiejsza nauka, jak i starożytne tradycje mówią to samo:
jeżeli chcemy doświadczyć czegoś w świecie zewnętrznym, najpierw musi to zrodzić się w nas samych. Fizycy udowodnili, że pole energetyczne przenosi przekonania i uczucia z naszego świata wewnętrznego do zewnętrznego.
Nowe tłumaczenie fragmentu Ewangelii św. Jana – podobno wierniejsze i pełniejsze niż to, które znaliśmy dotychczas – mówi: „Wszystko, o co prosicie wprost z głębi imienia mojego będzie wam dane. Proście bez ukrytych pobudek i otaczajcie się odpowiedzią na swoje modlitwy. Okryjcie się tym, czego pragniecie, aby radość wasza była pełna".
I jeszcze jeden fragment, który koryguje dotychczasowy błąd w tłumaczeniu:„Wszystko, o co prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymaliście".
A zatem, co pozwala modlitwie się zrealizować?
Odpowiedź staje się prosta.
Nasza zdolność wywoływania w sobie uczucia, że ona już została wysłuchana, że to, czego chcemy, już się wydarzyło. Taka modlitwa wynika z przyjęcia innej perspektywy. Zamiast prosić, by została spełniona, uznajemy własny udział w jej tworzeniu i składamy podziękowanie za to, co stworzyliśmy.
„Zamiast poczucia bezsilności, skłaniającego nas do proszenia siły wyższej o pomoc, modlitwa w oparciu o uczucia potwierdza naszą zdolność porozumiewania się z inteligentną siłą, w którą wierzy 95 proc. ludzkości" – pisze Braden.
I tak właśnie postąpił David, który przybył wymodlić deszcz. Nie zamierzał prosić o wysłuchanie jego modlitwy, lecz zaakceptował własną moc stworzenia efektu, na którym mu zależało. Odchodził z kręgu w przekonaniu, że już został wysłuchany.
Na tym właśnie polega tajemnica zagubionej modlitwy – na spoglądaniu na życie poprzez poczucie, że „cud" już się wydarzył i że zostaliśmy wysłuchani.
Skuteczna modlitwa to modlitwa dziękczynna – za to, co już istnieje.
Ta forma modlitwy nie wymaga słów ani żadnego zewnętrznego wyrazu. Jej wyrazem jest wyłącznie uczucie.
A ponieważ zawsze coś czujemy, właściwie nieustannie znajdujemy się w stanie modlitwy. Bez przerwy wysyłamy do energetycznego pola jakiś obraz, sprowadzając w życie właśnie to, czym nasycamy swoje wnętrze. Miłość, uzdrowienie, szacunek, pokój lub chorobę, wojnę i brak harmonii w relacjach z bliskimi. To, co nam się wydarza, jest tym, co Pole, Boski Umysł lub Kwantowy Hologram odsyła nam w odpowiedzi na nasze uczucia, czyli na nasze modlitwy.
http://kochanezdrowie.blogspot.com/2016/03/skuteczna-modlitwa-tajemnica-zagubionej.html
Tajemnica zagubionej modlitwy
"Pewnego dnia David, znajomy tubylec, zaprosił mnie na wyprawę do starożytnego kamiennego kręgu, żeby tam wymodlić deszcz. Nie padało już od wielu tygodni i na wielkich obszarach Nowego Meksyku panowała skrajna susza.
– Sam krąg nie ma żadnej mocy. Służy jedynie za miejsce skupienia dla tego, kto zanosi modlitwy – wyjaśnił mi, gdy przybyliśmy na miejsce.
Uważnie przyglądałem się, jak David zdjął buty, wszedł do kręgu i pozdrawił cztery kierunki świata i wszystkich swoich przodków. Potem złożył dłonie jak do modlitwy, zamknął oczy i znieruchomiał. Spowolnił oddech, który stał się ledwo zauważalny, a następnie, po kilku chwilach, odetchnął głęboko. Otworzył oczy, spojrzał na mnie i powiedział:
– Chodźmy, sprawa załatwiona. (...)
– Już? – spytałem. – Myślałem, że miałeś zamiar modlić się o deszcz.
– Nie – odparł. – Powiedziałem, że wymodlę deszcz. Gdybym modlił się o deszcz, mógłby nigdy nie zacząć padać... "
Powyższy fragment pochodzi z książki Gregga Bradena „Tajemnice zagubionej modlitwy", która od kilku lat podbija serca ludzi na całym świecie. I to bez względu na ich wyznanie, gdyż – jak twierdzi autor – religii jest wiele, ale wiara jedna. Czy jest to wiara w Boga osobowego, w Boski Umysł, wyższą inteligencję czy siłę sprawczą wszechświata, każda forma duchowych poszukiwań posługuje się jakąś formą modlitwy, odwołania się do kogoś lub czegoś większego niż my.
Czasem jednak modlitwa nie działa. Dlaczego tak się dzieje?
Gregg Braden, chyba najciekawszy dziś badacz duchowych tradycji wielu kultur i pradawnej wiedzy ludzkości, szukał odpowiedzi na to pytanie niemal na wszystkich kontynentach. Od najstarszych klasztorów tybetańskich w Himalajach, przez hinduskie świątynie w Nepalu i zagubione górskie wioski Peru i Boliwii, po biblioteki chroniące najstarsze pisma chrześcijańskie.
Esencją tego, co odkrył, jest stwierdzenie, że same słowa modlitwy jeszcze nią nie są. Są nią dopiero uczucia, które zdołamy w sobie wywołać.
Ta „zagubiona" w dzisiejszym świecie modlitwa, zawsze skuteczna i niezawodnie sprowadzająca do naszego życia pożądane wydarzenia, w całości opiera się na uczuciach.
„Gdybym modlił się o deszcz, mógłby nigdy nie zacząć padać" – powiedział David. Co zatem robił, stojąc w kamiennym kręgu?
„Wywołałem w sobie uczucie, jakie wywołuje padający deszcz. Poczułem, jak spływa po moim ciele i co czuję, stojąc na placu w mojej wiosce z bosymi stopami zanurzonymi w błocie powstałym od obfitych opadów. Poczułem zapach deszczu na glinianych ścianach domów i doświadczyłem uczucia jak podczas spaceru przez pola kukurydzy, która sięga mi aż po pierś, bo bujnie wyrosła dzięki rzęsistemu deszczowi. Najważniejsze w modlitwie jest to, by nie prosić o coś, lecz poczuć, że to już się stało. Gdy prosimy, by coś się zdarzyło, przyznajemy, że tego nie mamy. I dajemy temu moc. Ciągłe prośby zasilają jedynie to, czego nam brak. Modlitwy o uzdrowienie wzmacniają chorobę. Modlitwy o deszcz wzmacniają suszę.
Odpowiedź Davida była kluczem, który wielu osobom pomógł zrozumieć ten rodzaj modlitwy" – pisze Braden.
Mariaż nauki z duchowością
A
kim jest sam Bradden? Dlaczego tak bardzo interesuje się modlitwą?
Gregg nie jest mistykiem. Nie jest też ambasadorem żadnej religii. Jest
twardo stąpającym po ziemi inżynierem geologiem i informatykiem, który
przez wiele lat projektował systemy komputerowe w międzynarodowej
korporacji. Porzucił intratną posadę i podróżuje po świecie, poszukując duchowej wiedzy i mądrości naszych przodków. I interpretuje ją z punktu widzenia ustaleń współczesnej nauki, zwłaszcza fizyki kwantowej. Dzięki treściom, jakie przekazuje w swych książkach i podczas wygłaszanych wykładów, uważany jest dziś za światowego pioniera łączenia nauki z duchowością.
Odkąd fizycy kwantowi potwierdzili eksperymentalnie, że jesteśmy otoczeni polem energii, łączącym nas wszystkich z tym, co dzieje się w świecie, praktyki medytacyjne i inne formy rozwoju duchowego nabrały nowego znaczenia. Jeszcze w XX wieku fizyka zaczęła potwierdzać realność rozmaitych zjawisk, na przykład telepatii czy uzdrawiania na odległość – do niedawna wrzucanych do wspólnego worka z paranormalnymi czy metafizycznymi.
Choć pole energii jest różnie nazywane – Kwantowym Hologramem, Boskim Umysłem lub po prostu Polem – wszyscy badacze zgadzają się co do jednego. Jak zwał, tak zwał, ale jest to „coś", co przenika wszelką materię i wszelkie stworzenie i stanowi plastyczną esencję, która odzwierciedla nasze uczucia. Jest swego rodzaju lustrem które, niczego nie wartościując i niczego nie oceniając, po prostu odzwierciedla w realnym świecie to, czym staliśmy się w naszych myślach, uczuciach, emocjach i przekonaniach.
Jaki z tego wniosek?
Że to, co robimy w świecie zewnętrznym, jest mniej istotne od uczuć, jakie żywimy do tych czynności. Jeżeli chcemy doświadczyć czegoś w swoim życiu, najpierw musimy poczuć to, co chcemy stworzyć. Nie jedynie myśleć o tym, lecz naprawdę poczuć to w swoim sercu. Tak jak David, który stojąc w kamiennym kręgu, poczuł zapach deszczu i jego krople spływające po skórze.
Okryjcie się tym, czego pragniecie
Gregg Braden nie ma wątpliwości, że zarówno dzisiejsza nauka, jak i starożytne tradycje mówią to samo:
jeżeli chcemy doświadczyć czegoś w świecie zewnętrznym, najpierw musi to zrodzić się w nas samych. Fizycy udowodnili, że pole energetyczne przenosi przekonania i uczucia z naszego świata wewnętrznego do zewnętrznego.
Nowe tłumaczenie fragmentu Ewangelii św. Jana – podobno wierniejsze i pełniejsze niż to, które znaliśmy dotychczas – mówi: „Wszystko, o co prosicie wprost z głębi imienia mojego będzie wam dane. Proście bez ukrytych pobudek i otaczajcie się odpowiedzią na swoje modlitwy. Okryjcie się tym, czego pragniecie, aby radość wasza była pełna".
I jeszcze jeden fragment, który koryguje dotychczasowy błąd w tłumaczeniu:„Wszystko, o co prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymaliście".
A zatem, co pozwala modlitwie się zrealizować?
Odpowiedź staje się prosta.
Nasza zdolność wywoływania w sobie uczucia, że ona już została wysłuchana, że to, czego chcemy, już się wydarzyło. Taka modlitwa wynika z przyjęcia innej perspektywy. Zamiast prosić, by została spełniona, uznajemy własny udział w jej tworzeniu i składamy podziękowanie za to, co stworzyliśmy.
„Zamiast poczucia bezsilności, skłaniającego nas do proszenia siły wyższej o pomoc, modlitwa w oparciu o uczucia potwierdza naszą zdolność porozumiewania się z inteligentną siłą, w którą wierzy 95 proc. ludzkości" – pisze Braden.
I tak właśnie postąpił David, który przybył wymodlić deszcz. Nie zamierzał prosić o wysłuchanie jego modlitwy, lecz zaakceptował własną moc stworzenia efektu, na którym mu zależało. Odchodził z kręgu w przekonaniu, że już został wysłuchany.
Modlitwa to uczucie
I
z tego samego powodu modlitwa czasem nie działa. Skoro bowiem Pole
odwzorowuje dokładnie obraz, jaki utrzymujemy w naszym umyśle, nie
możemy oczekiwać, że otrzymamy uzdrowienie i spokój, odczuwając podczas
modlitwy cierpienie, złość czy lęk. Kiedy czegoś nie chcemy, emanujemy
emocją opartą na lęku. Skupiając się na tym niechcianym, paradoksalnie
wzmacniamy je – wtedy modlitwa przynosi odwrotny skutek, nie taki, jaki
zamierzaliśmy uzyskać.Na tym właśnie polega tajemnica zagubionej modlitwy – na spoglądaniu na życie poprzez poczucie, że „cud" już się wydarzył i że zostaliśmy wysłuchani.
Skuteczna modlitwa to modlitwa dziękczynna – za to, co już istnieje.
Ta forma modlitwy nie wymaga słów ani żadnego zewnętrznego wyrazu. Jej wyrazem jest wyłącznie uczucie.
A ponieważ zawsze coś czujemy, właściwie nieustannie znajdujemy się w stanie modlitwy. Bez przerwy wysyłamy do energetycznego pola jakiś obraz, sprowadzając w życie właśnie to, czym nasycamy swoje wnętrze. Miłość, uzdrowienie, szacunek, pokój lub chorobę, wojnę i brak harmonii w relacjach z bliskimi. To, co nam się wydarza, jest tym, co Pole, Boski Umysł lub Kwantowy Hologram odsyła nam w odpowiedzi na nasze uczucia, czyli na nasze modlitwy.
http://kochanezdrowie.blogspot.com/2016/03/skuteczna-modlitwa-tajemnica-zagubionej.html
Etykiety:
Braden,
cierpienie,
dziękczynienie,
emocje,
energia,
harmonia,
kwantowa fizyka,
lęk,
miłość,
modlitwa,
nadzieja,
siła wyższa,
transformacja,
zdrowie,
złość
niedziela, 20 marca 2016
Włosy zwiększają świadomość i czuciowiedzę.
ŚWIATŁY WARKOCZ – IM DŁUŻSZY ON BYŁ, TYM LEPIEJ
Dawniej żeńczynie zawsze nosiły długie włosy. I czym dłuższe one były, tym lepiej. Uważano, że energia włosów pomaga nie niszczyć się przy fizycznej bliskości z mężczyzną. I odnawiać swój wewnętrzny balans.
Długie, rozpuszczone włosy często nosiły kołdunie – wiedzące żeńczynie. Jedną z przyczyn rozpuszczenia włosów było łączenie się z energiami żywiołów. Wiedunia, czyli wiedząca, zakręcała włosami energetyczny lejek i tym samym podłączała się do siły Przyrody.
Dla współczesnych żeńczyń ważne jest nie po prostu poznawać się z rytuałami dawnymi, a umieć wykorzystać je dla korzyści i w naszych czasach, na przykład:
- Nie strzyc się przed ważnymi wydarzeniami, na które wy od dawna czekałyście, żeby nie przeszkadzać przebiegowi losu.
- Zawsze pilnować stanu włosów, codziennie je rozczesywać. I nie pośpiesznie, a z uczuciem, podczas rozczesywania mówiąc pozytywne zamowy, afirmacje.
- Od czasu do czasu zbierać włosy w ogon lub warkocz. Chociażby po to, żeby zachować swoją siłę. Pożytecznie nie rozpuszczać włosów, kiedy wyruszacie do miejsca z dużym skupiskiem ludzi – rynki, szpitale, centra handlowe.
- Włosy, ubrane w niski pęczek rozwijają w żeńczyni taką cechę jak łagodność. A „wysoki” ogon lub pęczek dodaje aktywności i dodaje sił.
- Jeśli włosy wypadają to jest ważne i potrzebne by pracować z Rodem. Dlatego zadaniem „kosmyków” [kosmos] jest i posilać nas energią rodową. Dla żeńczyni najczęściej wypadanie włosów oznacza problemy z mężczyznami i ojcem.
- Odnosić się do swoich włosów jak do bezcennego daru. Jeśli rozpuszczacie włosy przed lubym mężczyzną, to czyńcie to z odczuwaniem siebie jako bogini.
- Pamiętacie, że przywracając włosy i pielęgnując je, wy pomagacie dostatkowi przyjść do waszego domu.
- Jeśli was męczy stałe pogorszenia zdrowia i strata sił – zapuszczajcie włosy.
- Jeśli chcecie otrzymać odpowiedź na swoje pytanie czy znak, przed snem zaplećcie warkocz i połóżcie się spać. Rano rozplećcie włosy i zajmijcie się swoimi sprawami. Odpowiedź przyjdzie.
Włosy potrzebują stałej troski. Regularne rozczesywanie, najlepiej dwukrotnie w dzień, ma duże znaczenie. Rozdrażnienie nerwowych zakończeń w skórze przy rozczesywaniu ożywia krwiobieg i sprzyja wzrostowi i ochronie włosów.
Wielu uważa, że jeśli długo rozczesywać włosy szczotką, to nada im blask. W praktyce to prędzej będzie szkodziło włosom, a przy tłustych włosach doprowadzi do tego, że ze skóry na włosy popada dodatkowa ilość skórnego sadła i tłuszczu. Wzmocnione rozczesywanie nie polepszy suchych włosów, ponieważ suchość wynika z braku wilgoci, a nie tłuszczu.
Nie poleca się rozczesywać mokrych włosów: one zbyt łatwo rwą się nawet przy najtroskliwszym rozczesywaniu.
Długie włosy rozczesujcie, zaczynając od samych koniuszków i przytrzymując włosy w przybliżeniu na środku długości, żeby zmniejszyć wyskubywanie.
Czasami zmieniajcie miejsce przedziałka, żeby włosy koło niego nie przerzedziły się.
Każdy człowiek musi mieć indywidualny grzebień i szczotkę. Przekazanie jej innym jest niedopuszczalne, ponieważ z nią mogą przedostawać się mikroby.
Bardzo pożytecznym dla zdrowych włosów jest codziennie masować szczotką przez kilka minut. Przy czym szczotka nie tylko wydala kurz i brud z włosów, ale i wzmacnia krwiobieg skóry głowy, polepsza odżywienie włosów i stymuluje ich wzrost. Zaczynać taki masaż trzeba od karku do czoła, potem we wszystkich kierunkach, starając się trzymać głowę swobodnie, nie naprężając się. Dzięki takiemu rozczesywaniu odchodzi znużenie i ból głowy. Jeśli włosy są bardzo łamliwe, z końcami strzępiącymi się, to rozczesywać ich należy nie szczotką, a grzebieniem.
Dawniej żeńczynie zawsze nosiły długie włosy. I czym dłuższe one były, tym lepiej. Uważano, że energia włosów pomaga nie niszczyć się przy fizycznej bliskości z mężczyzną. I odnawiać swój wewnętrzny balans.
Długie, rozpuszczone włosy często nosiły kołdunie – wiedzące żeńczynie. Jedną z przyczyn rozpuszczenia włosów było łączenie się z energiami żywiołów. Wiedunia, czyli wiedząca, zakręcała włosami energetyczny lejek i tym samym podłączała się do siły Przyrody.
Dla współczesnych żeńczyń ważne jest nie po prostu poznawać się z rytuałami dawnymi, a umieć wykorzystać je dla korzyści i w naszych czasach, na przykład:
- Nie strzyc się przed ważnymi wydarzeniami, na które wy od dawna czekałyście, żeby nie przeszkadzać przebiegowi losu.
- Zawsze pilnować stanu włosów, codziennie je rozczesywać. I nie pośpiesznie, a z uczuciem, podczas rozczesywania mówiąc pozytywne zamowy, afirmacje.
- Od czasu do czasu zbierać włosy w ogon lub warkocz. Chociażby po to, żeby zachować swoją siłę. Pożytecznie nie rozpuszczać włosów, kiedy wyruszacie do miejsca z dużym skupiskiem ludzi – rynki, szpitale, centra handlowe.
- Włosy, ubrane w niski pęczek rozwijają w żeńczyni taką cechę jak łagodność. A „wysoki” ogon lub pęczek dodaje aktywności i dodaje sił.
- Jeśli włosy wypadają to jest ważne i potrzebne by pracować z Rodem. Dlatego zadaniem „kosmyków” [kosmos] jest i posilać nas energią rodową. Dla żeńczyni najczęściej wypadanie włosów oznacza problemy z mężczyznami i ojcem.
- Odnosić się do swoich włosów jak do bezcennego daru. Jeśli rozpuszczacie włosy przed lubym mężczyzną, to czyńcie to z odczuwaniem siebie jako bogini.
- Pamiętacie, że przywracając włosy i pielęgnując je, wy pomagacie dostatkowi przyjść do waszego domu.
- Jeśli was męczy stałe pogorszenia zdrowia i strata sił – zapuszczajcie włosy.
- Jeśli chcecie otrzymać odpowiedź na swoje pytanie czy znak, przed snem zaplećcie warkocz i połóżcie się spać. Rano rozplećcie włosy i zajmijcie się swoimi sprawami. Odpowiedź przyjdzie.
Włosy potrzebują stałej troski. Regularne rozczesywanie, najlepiej dwukrotnie w dzień, ma duże znaczenie. Rozdrażnienie nerwowych zakończeń w skórze przy rozczesywaniu ożywia krwiobieg i sprzyja wzrostowi i ochronie włosów.
Wielu uważa, że jeśli długo rozczesywać włosy szczotką, to nada im blask. W praktyce to prędzej będzie szkodziło włosom, a przy tłustych włosach doprowadzi do tego, że ze skóry na włosy popada dodatkowa ilość skórnego sadła i tłuszczu. Wzmocnione rozczesywanie nie polepszy suchych włosów, ponieważ suchość wynika z braku wilgoci, a nie tłuszczu.
Nie poleca się rozczesywać mokrych włosów: one zbyt łatwo rwą się nawet przy najtroskliwszym rozczesywaniu.
Długie włosy rozczesujcie, zaczynając od samych koniuszków i przytrzymując włosy w przybliżeniu na środku długości, żeby zmniejszyć wyskubywanie.
Czasami zmieniajcie miejsce przedziałka, żeby włosy koło niego nie przerzedziły się.
Każdy człowiek musi mieć indywidualny grzebień i szczotkę. Przekazanie jej innym jest niedopuszczalne, ponieważ z nią mogą przedostawać się mikroby.
Bardzo pożytecznym dla zdrowych włosów jest codziennie masować szczotką przez kilka minut. Przy czym szczotka nie tylko wydala kurz i brud z włosów, ale i wzmacnia krwiobieg skóry głowy, polepsza odżywienie włosów i stymuluje ich wzrost. Zaczynać taki masaż trzeba od karku do czoła, potem we wszystkich kierunkach, starając się trzymać głowę swobodnie, nie naprężając się. Dzięki takiemu rozczesywaniu odchodzi znużenie i ból głowy. Jeśli włosy są bardzo łamliwe, z końcami strzępiącymi się, to rozczesywać ich należy nie szczotką, a grzebieniem.
Fragment z książki "WIEDZA SŁOWIAŃSKA NA TEMAT NATURY MĘSKIEJ I ŻEŃSKIEJ. Część 1".
Cykl "WIEDZA SŁOWIAŃSKA NA TEMAT NATURY MĘSKIEJ I ŻEŃSKIEJ" składa się z czterech części:
https://www.facebook.com/wiedzadrzewiej/photos/a.930891096981223.1073741828.930847686985564/954349501302049/?type=3&theater
Cykl "WIEDZA SŁOWIAŃSKA NA TEMAT NATURY MĘSKIEJ I ŻEŃSKIEJ" składa się z czterech części:
https://www.facebook.com/wiedzadrzewiej/photos/a.930891096981223.1073741828.930847686985564/954349501302049/?type=3&theater
sobota, 19 marca 2016
Jeśli na spacer to koniecznie do lasu.
Las oferuje to wszystko, czego w mieście nie sposób
zaznać: szelest liści, śpiew ptaków, zapach żywicy, przytłumione
światło, przyjemną dla oka zieleń, a czasem nawet szmer potoku. To
prawdziwy odpoczynek dla zmęczonych szybkim życiem zmysłów. W takim
spokoju łatwiej zebrać myśli, wyciszyć się, uspokoić. Ciśnienie krwi
może się momentalnie zmniejszyć, a odczucie stresu stać się nieco
mniejsze. Ulgi doznaje zarówno ciało, jak i duch. I na to żadnych badań
naukowych nie trzeba, „to się wie”.
Spacery w lesie to jeden z lepszych sposobów dbania o
higienę swojej psychiki. Są dostępne niemal dla każdego, nie wymagają
specjalistycznego sprzętu, nie wiążą się z większymi kosztami, możne je
uskuteczniać w pojedynkę, w duecie lub w grupie. Warto z ich
dobrodziejstw czerpać jak najczęściej.
Autorka tekstu – Paulina Owsińska
Oczywiście nie może w artykule o lesie zabraknąć wiedzy o zielarzach :)
Miło mi przedtawić mojego wpólpracownika Kubę Wiśnika :)
http://www.telewizjattm.pl/embed/id/37552.html
Oczywiście nie może w artykule o lesie zabraknąć wiedzy o zielarzach :)
Miło mi przedtawić mojego wpólpracownika Kubę Wiśnika :)
http://www.telewizjattm.pl/embed/id/37552.html
Subskrybuj:
Posty (Atom)


