Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brak. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 października 2021

CZY WIESZ, ŻE KIEDY ŚPISZ, PRZYKŁADASZ RĘCE DO CZĘŚCI CIAŁA, KTÓRE WYMAGAJĄ UZDROWIENIA?


 
* W górze głowy: szukasz większego duchowego połączenia.
* Na klatce piersiowej: bóle z przeszłości, które nadal bolą.
* Na żołądku: złość, gniew, problemy trawienne.
* Między nogami: strach, uczucia braku.
* Organy płciowe lub w ich pobliżu: problemy seksualne i brak ekspresji.
* Pod poduszką: Ukryte emocje, nie chcemy demonstrować tego, co czujemy lub naszych prawdziwych intencji.
* Tulenie się do siebie: brak miłości lub szczegóły dotyczące Twoich bliskich, brak wsparcia.
* Na ramionach: wyczerpanie, brak energii życiowej.
* Dłonie między głową a poduszką: Wewnątrz Ciebie jest spokój.
Jeśli nie kładziesz rąk na swoim ciele, kiedy dobrze śpisz, jesteś Wolnym Duchem i nie ma potrzeby Uzdrawiania.
Jeśli obejmujesz swojego partnera, nie ma żadnego symbolu do analizowania, więcej niż miłość, którą darzysz do niego.
Widzę Cię 🙏❤️
A Ty jak śpisz?

~ Todos Somos Uno ~ Marek Majchrowski
Namaste 🙏

niedziela, 14 kwietnia 2019

Nikt nie jest Ci nic winien.


Nikt nie jest Ci nic winien.
Ani partner/ka ani rodzic,
ani syn ani córka
ani przyjaciółka
ani osoba, dla której zrobiłeś coś dobrego kiedyś
i teraz oczekujesz rewanżu, bo Ci się należy.
Nikt.
Nikt nie jest Ci winien swojego czasu, energii, wsparcia, pomocy, miłości...
Nawet jeśli Ci jest źle, nikt nie ma obowiązku być dla Ciebie.
Nikt nie ma też obowiązku dawać Ci czegokolwiek tylko dlatego, że on zdaje się to mieć, a Ty nie.
.
Ty też nikomu nie jesteś nic winien.
Ani matce ani ojcu,
ani partnerowi
ani dorosłemu już dziecku, które się czegoś domaga,
ani przyjacielowi ani osobie, której jest źle.
.
Nikomu nie jesteś winien swojego czasu, energii, wsparcia, pomocy, miłości..
Nie masz obowiązku oferować tego nikomu.
.
Nie masz obowiązku dawać innym czegoś tylko dlatego, że Ty zdajesz się to mieć, a on nie.
.
Skąd wiesz, że masz coś komuś zaoferować?
Stąd, że tego chcesz.
Stąd, że to samo z Ciebie wypływa.
Stąd, że to wypływa z Ciebie samo, ale nie jako odpowiedź na żądanie danej osoby, nie jako przymus i nie jako
po-winność ani litość (nie mylić ze współczuciem, które wynika z głębokiej mądrości połączonej z miłością).
.
Bo jeśli robisz coś dla kogoś z przymusu, z po-winności,
czy z poczucia winy,
z obowiązku, z litości, z lęku
lub na zasadzie wykalkulowanej transakcji itd...
...to czy to naprawdę płynie z "dobrego serca" czy "miłości" czy może z jakiegoś oprogramowania?
.
I w drugą stronę - jeśli dostajesz coś od kogoś z przymusu,
z po-winności,
z poczucia winy,
z obowiązku,
z litości,
z lęku
lub na zasadzie wykalkulowanej transakcji (ja Ci dam, a potem Ty będziesz musiał dać mi, a jak tego nie zrobisz, to Ci wypomnę i będę się domagać),
czy też dlatego, że to sobie wymusiłeś,
to czy naprawdę poczujesz się głęboko usatysfkacjonowany
i nakarmiony?
Czy to Ci kiedykolwiek wystarczy?
Czy Cię to kiedykolwiek nakarmi?
Czy może jeszcze rozbudzi poczucie niedoboru
i chcenie "więcej" z poziomu dziecka,
któremu się należy od innych, bo nigdy nie dostało?
Czy naprawdę będziesz miał wtedy szansę na zbudowanie pełnej miłości więzi czy doświadczenie spotkania w kochaniu?
.
W razie gdyby posypały się oburzone głosy
pragnę zaznaczyć wyraźnie,
że w moim odczuciu
współczucie i wyciąganie ręki do drugiego człowieka,
służenie pomocą, kochanie
i okazywanie tego jest NATURALNE i wręcz oczywiste.
Widzę głodnego - daję mu jeść. Widzę spragnionego - daję mu pić. Niezależnie od tego, czy jest to człowiek, zwierzę czy roślina.
Metta - miłująca dobroć - to istota mojego istnienia i moja główna i jedyna praktyka, z której wynikają wszystkie inne.
(Ale często zaznaczam, że miłość i współczucie są miłością i współczuciem a nie oprogramowaniem wtedy, gdy obejmują nas samych, a tym samym w naturalny sposób innych).
.
To normalne, że chcemy coś dostawać od innych i czasem czegoś potrzebujemy, a więc po to sięgamy.
To naturalne też, że wyciągamy do kogoś rękę, aby mu coś dać i przy nim być.
.
Warto jednak nauczyć się opiekować sobą i pełną odpowiedzialność za siebie przyjąć,
aby przestać być żebrakiem
i odkryć w sobie Króla i Królową.
Bogactwo swoje wewnętrzne odkryć niezmierzone,
bogactwo, w którym jest również mnóstwo przestrzeni na PRZYJMOWANIE od drugiego.
.
Warto uczyć się opiekować samym sobą.
Mamę swoją wewnętrzną odkryć i w niej siebie utulić.
Tatę wewnętrznego odkryć i pozwolić mu stworzyć dla siebie bezpieczną przestrzeń, której być może nigdy nie mieliśmy.
Bezpieczną przestrzeń
dla wszystkich naszych "NIE" i wszystkich "TAK".
Nauczyć się podchodzić do siebie z najwyższą życzliwością.
Wtedy bycie Sobą ze Sobą będzie głęboko karmiące, uzdrawiające, kojące.
Tak oto dojrzewamy wewnętrznie.
.
I będziemy dojrzewać być może całe życie.
Ale gdy to załapiemy....
.
Wówczas możemy wejść w relację z drugim człowiekiem niczego się od niego nie domagając.
Bez potrzeby używania kogoś do czegokolwiek (a jednak z głębokim uszanowaniem własnych potrzeb).
.
A wtedy nieuchronnie trafimy na osoby, które chcą nam dawać same z siebie i które przyjmują to co możemy im dać z wdzięcznością, nie domagając się od nas niczego.
I właśnie dlatego pragniemy im dawać.
Prosto z serca.

Karolina Bochenek

piątek, 1 grudnia 2017

Czy mogę wyrzucić coś z Twojego domu?


Brzmi okropnie, prawda? Jak ona może sobie rościć prawo, żeby mi coś wyrzucać? Jak w ogóle śmie zadawać takie pytanie? Pycha? Nie skarbie – po prostu bezczelność i nazywajmy sprawy po imieniu. A jednak chcę, a raczej sugeruję, że pewne rzeczy warto wyrzucić nie bez powodu. Powód jest taki, że one… zresztą zobaczysz dalej.



Rzeczy, które wysysają Ci energię.


W Twoim domu są takie rzeczy, które dosłownie wpierdalają Twoją energię. Mogą nawet ładnie wyglądać, ale fatalnie działają. Powodują, że czujesz się przytłoczony, że masz w głowie mętlik, że gryzą Cię wspomnienia, które wcale nie są miłe. Te rzeczy zbierają kurz, wkurzają oko i robią Ci w życiu taki śmietnik.

Wszystko, co popsute.


Stary zniszczony telefon, podarte firanki, połamane figurki, pęknięty wazon – rzeczy, które przestały spełniać swoje zadanie, są taką rysą. Otaczając się tym, co popsute, wprowadzasz sobie taką energię „zepsucia”, „niekompletności, „niedziałania”. Więc nie ma się co dziwić, że później nie wszystko funkcjonuje tak, jak trzeba. W końcu otaczając się tym, co wybrakowane, tworzysz sobie wybrakowany świat.

Łachy, łachy i jeszcze raz ubrania.


Tysiąc pińcet sto dziewińcet ciuchów do sprzątania – sweter z dziurą, wytarte gacie, jakaś badziewna bluzka z cholera wie czego, buty ze startymi flekami, jakieś stare kiecki ala lata ‘90. Na grzyba mi to – pomyślałam. Ja w tym już nie będę chodzić. Dla moli mam to trzymać? Przecież to mi się już nie podoba, nie spełnia swojego zadania, nie podkreśla mnie i moich upodobań? Nie mam zamiaru poświęcać temu cennego miejsca w moim życiu. Ja potrzebuję miejsca na nowe, a jak mam je zrobić, skoro jesteś zawalona starym? Szafa została posprzątana i ostała się w niej połowa rzeczy. Teraz jest czysto, porządek, jasność i łatwy wybór. I nie ma problemu w co się ubrać. Więcej pisałam o tym tutaj – porządki w szafie i tutaj – szafa kapsułkowa.

Graty wszędzie, gdzie się da.

 W momencie, kiedy uderzyła mnie idea względnego (podkreślam względnego, bo skrajności nie lubię) minimalizmu, zdałam sobie sprawę z tego, że otaczają mnie graty.

Wiele „przydasi”, które może się jeszcze kiedyś sprawdzą i które leżą, zbierają kurz i wkurwiają. Nigdy się na nic nie przydały, powodowały tylko powstawanie coraz większej sterty gratów, które jakby zaburzały moją wizję spokoju, jasności i szczęścia. Pierdółki, figurki, stare karteczki, jakieś połamane badziewie – to wszystko poszło  na śmietnik. Zrobiło się miejsce. Luźniejsze półki, łatwiej wszystko znaleźć, więcej swobody, miejsca, powietrza. Minimalizm w życiu to podejście tych, którzy wbrew pozorom chcą więcej a nie mniej. Rezygnują z nadmiaru rzeczy, żeby w to miejsce wprowadzić więcej życia, doznań i możliwości. To świadomy wybór.



Pokochałam sprzątanie. Pokochałam wywalanie wszystkie tego, co nie koresponduje już ze mną. Nie mam sentymentu do starych śmieci ani tego, co jest poniżej mojego poziomu. Nie łudź się, że pewne rzeczy się przydadzą. Ponoć niewykorzystane przez rok, nie będą wykorzystane już nigdy. Tylko zabierają miejsce, wkurzają i trzymają Cię w przeszłości.


Do dziś przeczytałam kilka książek o minimalizmie. Trochę się ograniczyłam, ale nie – nie chodzę w pokutnym worze, nie zrezygnowałam z przyjemności i nie mieszkam w gołych czterech ścianach. Wywaliłam to, czego nie potrzebowałam. Zbędne ciuchy do kontenera, nieużywane kosmetyki dla przyjaciółki, reszta po rodzinie. I zrobiła się jasność. To oczyszczające uczucie, jakby nagle wstępowała w Ciebie nowa energia. Jakby ktoś Ci po prostu doładował bateryjki, podłączył do prądu i puścił w świat jak taką katarynkę – zajebiste uczucie.

Nagle masz jakieś pomysły. To chcesz zrobić, tamto i jeszcze tamto. To zmienić, tamto zmienić. Trudno to opisać. Po prostu się chce. Tak jakby to oczyszczenie domu i przestrzeni otworzyło miejsce na dopływ siły i inspiracji.

Gdy zastanawiasz się, jak uporządkować swoje życie, to najpierw zadaj sobie pytanie jak uporządkować szafę, kuchenne półki, pawlacz, garaż, strych, piwnicę. Odpowiedzi przyjdą same.

Czasami gdy wchodzę do niektórych domów czy mieszkań, mam ochotę coś stamtąd wyrzucić, bo wiem, że to absolutnie nie jest tam potrzebne i mieszkańcy poczuliby się znacznie lepiej bez tego. To już chyba takie zboczenie. Im człowiek bardziej przytłoczony, tym bardziej zamknięty. Jeśli się uwolni, rozpościerają się przed nim możliwości.

Jeśli wydaje Ci się, że gromadzenie daje przyjemność, sprawdź jaką frajdę daje wyrzucanie. Gwarantuje, że ciężko Ci będzie w to uwierzyć.

Namacalne wspomnienia.

Zdjęcia byłych, prezenty po znajomych, którzy nas już nie lubią – wydaje Ci się, że to pamiątki starych dobrych czasów? Wcale nie. To takie zatrute strzały, które przypominają nam o upływie czasu i zmianie ludzkich postaw. Trzymają nas w przeszłości tak, że jedną nogą stoimy w jutrze i jedną w teraźniejszości. Kiedy dajesz krok, tak czy inaczej nie posuwasz się do przodu, bo zawsze jedna noga jest w przeszłości. Nigdy nie robisz tego kroku wprzód. To jest do wywalenia albo chociaż do schowania tam, gdzie nie będzie wkurzać oka.

Zbieractwo to taki syndrom chęci pozostania w przeszłości. Taki zakamuflowany strach przed wolnością i przyszłością. Po co? A przecież życie czeka. W nieskończoność czekać nie będzie.


http://www.redaktorbezczelna.pl/2017/11/czy-moge-wyrzucic-cos-z-twojego-domu.html?m=1

czwartek, 23 czerwca 2016

Potrzeba, a pragnienie – naucz się dostrzegać różnicę.




Potrzeba potęguje uczucie braku, smutku, zniechęcenia.
Pragnienie potęguje uczucie ekscytacji, radosnego pobudzenia.
Wydawać by się mogło, że pragnienie wynika z potrzeby czegoś, jednak te dwa STANY mają całkiem inną wibrację.
Potrzeba ustawia Cię z punktu “nie mam tego teraz”
Pragnienie ustawia Cię z punktu “jestem taki pobudzony możliwością doświadczenie tego czego pragnę”
W obydwóch przypadkach emanujesz całkiem inną energią, a co z tego wynika PRZYCIĄGASZ CAŁKIEM INNE OKOLICZNOŚCI.
  • Potrzeba przyciąga okoliczności, w których jest coraz więcej braków, smutków, zniechęcenia,
  • Pragnienie przyciąga okoliczności, w których jest coraz więcej szans na urzeczywistnienie tego czego pragniesz.
Sztuką jest odróżniać jedno od drugiego. Jednak gdy po krótkim treningu zaczynasz być czuły na swoje uczucia i wiesz jak CZUJE SIĘ pozytywne uczucia związane z pragnieniem, możesz z łatwością i lekkością kreować pozytywne okoliczności przyciągające to co najlepsze.

wtorek, 17 maja 2016

Chcę, czy pragnę?

Jaka jest różnica między stwierdzeniem CHCĘ a PRAGNĘ?

Wbrew pozorom spora, choć mało kto się nad tym zastanawia i naprawdę niewielu ludzi widzi sens w tym rozróżnieniu. A jednak okazuje się, że to istotne, jeśli oczywiście jesteśmy zainteresowani tworzeniem swojego życia wg najlepszych scenariuszy i spełnianiem marzeń.
Jedna z 4 zasad zachowania równowagi zamiaru wg Zelanda Vadima głosi, by „Chcieć – nie pragnąc”.
Jeśli nie zagłębiałeś się jeszcze w Transerfing rzeczywistości, to stwierdzenie niewiele mówi. Trudno w pierwszej chwili wychwycić jakąkolwiek różnicę. Chcenie, pragnienie, ja chcę, ja pragnę. Zwykle częściej używamy tego pierwszego ze stwierdzenie. Mówimy: chcę to, chcę tamto, nie chcę tego, nie chcę tamtego.
Słowo „pragnę” jest dużo rzadziej używane, ale do rzadkości należy, byśmy robili to świadomie, nie znając prawdziwej różnicy między tymi dwoma zwrotami.
Pragnienie wynika z poczucia braku. Już samo znaczenie tego słowa w odniesieniu do wody wskazuje na ten brak: pragnę – to znaczy brakuje mi wody, potrzebuję jej, bo jeśli jej nie dostanę to… w ostateczności umrę.
Gdy mówimy: chcę się napić, chcę pójść do kina, chcę się z tobą umówić, chcę być bogaty, chcę być wysportowany, chcę wyjechać, chcę podróżować itd. Waga tego stwierdzenia jest dużo mniejsza i nie łączy się z potrzebą, bez której nasze życie będzie niekompletne, albo w ogóle się rozsypie.
Pragnienie łączy się z potrzebą, a potrzeba wynika z braku. Potrzebuję tego, bo nie mam. Jeśli taka, czy inna potrzeba nie zostanie zaspokojona, nie będę w pełni szczęśliwy.
Pragnę – znaczy tęsknię za tym, czego nie mam, za osobą, rzeczą, miejsce, statusem społecznym czy materialnym.
By dostrzec tę różnicę, trzeba się na chwilę zatrzymać i zastanowić na tymi dwoma zwrotami w kontekście swojego życia: do czego pasuje słowo „chcę”, a do czego słowo „pragnę”. Wtedy z każdą nową chwilą wszystko zacznie stawać się jaśniejsze.
Gdy nasze cele czynimy zbyt ważnymi, świat zaczyna reagować w celu zrównoważenie sił – napotykamy na przeciwności, spore utrudnienia, mało co idzie gładko i naturalnie wypływa jedno z drugiego. Trzeba się sporo napracować, by zdobyć to, na czym BARDZO nam zależy i od uzyskania czego uzależniamy wiele, gdy chodzi o nasze życie, szczęście, satysfakcję.
Im większe napięcie w drodze do celu podczas zdobywanie tego, czego pragniemy, tym mniejsza radość z samej drogi. Nie chodzi o to, że zmniejszając to napięcie i poczucie ważności, uwalniamy się od wysiłku i pracy. Po prostu inaczej odczuwamy cały proces, praca sama w sobie nas nie męczy. Mimo często zmęczenia fizycznego, emocjonalnie i psychicznie jesteśmy uskrzydleni i wolni od zmęczenia na tej płaszczyźnie.
Chcę tego, ale świat się nie zawali, jeśli tego nie zdobędę, nie osiągnę, nie posiądę. Wychodzę z założenia, że dając z siebie 100% podczas zmierzania do celu, nie mam się czego obawiać, bo jeśli to mój cel, to go osiągnę. Jeśli jednak mi się nie uda, to widać tak miało być i zakładam, że jest to dużo lepsze od tego, wcześniej wydawało mi się takim być.
Całość wynika z czegoś głębszego: z zaufania do życia, do świata, do Boga, do Istnienia.
Gdy uwolnimy nasze cele – będą jak ptaki. Mogą wzbić się wysoko i dolecieć tam, gdzie znajdą spełnienie. Trzymane w klatce naszej ważności i lęku przed stratą – skazane są na wegetację.
Gdy potrzeba przestaje być potrzebą – zostaje zaspokojona.
Często, gdy odpuszczamy sobie walkę i usilne starania, wszystko zaczyna układać się z korzyścią dla nas. Czemu tak się dzieje? Bo życie pisze najlepsze scenariusze, pod warunkiem, że mu na to pozwolimy.



sobota, 14 listopada 2015

Działaj miłością, zapomnij o strachu!

564967_10150760940269757_783844821_n
Strach nie jest niczym innym jak tylko brakiem miłości. Działaj miłością, zapomnij o strachu. Jeśli umiesz kochać, strach ginie. Jeśli głęboko kochasz, nie ma strachu. Strach jest negacją, brakiem. Trzeba to głęboko zrozumieć. Jeśli to ci umknie, nigdy nie pojmiesz istoty strachu. On jest jak ciemność. Ciem­ność nie istnieje, tylko wydaje się, że jest. Właściwie jest jednak po prostu brakiem światła. To światło istnieje; usuń je, a w tym miejscu pojawi się ciemność. Ciemność nie istnieje, nie możesz jej usunąć, nie możesz jej przenieść, wyrzucić. Jeśli chcesz coś na nią poradzić, musisz skorzystać ze światła, ponieważ masz kontakt jedynie z tym, co istnieje. Zgaś światło, pojawi się ciemność; zapal je, ciemności nie będzie. Robisz coś ze światłem, nie z ciemnością. Strach to ciemność, brak miłości. Nie możesz z nim nic zro­bić, a im bardziej będziesz próbował, tym większy on się stanie, ponieważ będzie się to okazywać coraz bardziej niemożliwe. Pro­blem tylko się pogłębia. Jeśli podejmiesz walkę z ciemnością, przegrasz. Możesz dobyć miecza i próbować ją zgładzić, ale to ty padniesz wyczerpany. A w końcu umysł podpowie ci: „Ciemność jest zbyt potężna, dlatego nie mogę jej pokonać". Tu właśnie pojawia się błąd. Z pozoru brzmi to logicznie -skoro zmagałeś się z ciemnością i nie byłeś w stanie jej poko­nać, zatem dochodzisz do wniosku, że ciemność jest potężna, a ty w jej obliczu – bezsilny. Ale prawda jest inna. Nie jesteś bez­silny, ciemność jest bezsilna. W istocie ciemności w ogóle nie ma – dlatego nie mogłeś z nią wygrać. Jak możesz pokonać coś, czego nie ma? Nie walcz więc ze strachem; inaczej zaczniesz się coraz bar­dziej bać i zrodzi się w tobie nowy strach. Będzie to strach przed potęgą strachu; bardzo niebezpieczny. Po pierwsze, strach jest brakiem, po drugie, strach przed strachem jest obawą przed bra­kiem braku. Czujesz, jakbyś popadał w obłęd! Strach to nic innego jak brak miłości. Działaj miłością, za­pomnij o strachu. Jeśli prawdziwie kochasz, strach zniknie. Jeśli kochasz głęboko, nie ma strachu.

Osho, Odwaga – Radość niebezpiecznego życia

czwartek, 3 listopada 2011

Życie bez ograniczeń - wyrzuć ograniczenia z głowy.


Nick Vujicic ma sporo do powiedzenia w temacie motywacji do pokonywania przeszkód. 29-letni Australijczyk urodził się bez kończyn, jedynie z nie w pełni wykształconą stopą. Czy jest to kolejna smutna postać opowiadająca o swoim trudnym żywocie? Bynajmniej. Tytuł jego książki „Bez rąk, bez nóg, bez zmartwień” jest doskonałą ilustracją jego lekkiego podejścia do życia. – Gdy dzieci pytają mnie „co ci się stało?” odpowiadam im: PAPIEROSY!!! – cytuje swój ulubiony żart Nick. Ma dystans do swojego stanu, co nie oznacza, że nie wyciąga wniosków z tego, co nauczyło go życie bez kończyn. Jego doświadczenie obfituje w pouczające lekcje, a sam chętnie się nimi dzieli na spotkaniach z ludźmi, którzy potrzebują motywacji do przełamywania własnych barier.

Trywialne określenie, że kalectwo utrudnia życie, nie oddaje całego dramatu, z jakim co dzień zmaga się człowiek bez kończyn. Ale Nick głosi zupełnie odwrotną tezę: „No limbs – no limits” (brak kończyn – brak ograniczeń). Odważnie mówi „NIE” stwierdzeniu, że kalectwo jest synonimem ograniczenia. Dlaczego? Dla Nicka odpowiedź jest prosta. Za tym, co uważamy za klęskę czy sukces, ograniczenie czy możliwość, stoją takie czynniki, jak perspektywa, wizja i wybory, jakich dokonujemy w naszym życiu. Wszystkie one mają wspólny mianownik: opierają się na subiektywnej ocenie rzeczywistości. Oznacza to, że uznanie położenia takich osób, jak Nick za tragedię, to tylko kwestia tego, z jakiej perspektywy na to patrzymy, jaką wizję życia zakładamy i jakie kroki podejmujemy w swojej życiowej drodze.

Na jakież to ograniczenia może napotykać Nick w swoim życiu? – Ktoś taki jak ja nie może sam jeść, ani ubrać się. Gdy się urodziłem, lekarz powiedział, że nigdy nie będę w stanie stać, ani skakać – relacjonuje obiegowy punkt widzenia ostentacyjnie podskakując w miejscu na konferencyjnym podeście. Potrafi także samodzielnie golić się, odbierać telefon i pić ze szklanki. Okazuje się więc, że te subiektywne przekonania o ograniczeniach przybierają maskę obiektywnych faktów, dlatego tak chętnie są przyjmowane. Jeśli społeczeństwo mówi: „kaleka jest niesamodzielny”, to sami uznajemy to za oczywistość.

Przeszkody codziennego dnia to nie wszystko, są jeszcze wyższe osiągnięcia. Powszechnie poddaje się w wątpliwość, czy osoba niepełnosprawna da radę studiować, potem zajmować się inwestowaniem, organizować szkolenia, pisać książki, zakładać fundacje i budować szpitale. I to w wieku dwudziestu kilku lat. Obiektywnie jest to dla niej niewykonalne. Ktoś mógłby ewentualnie dodać nieśmiało, że osoba ta musiałby mieć dużo samozaparcia, motywacji... No właśnie. Nick pokazuje, że to właśnie subiektywna ocena tego, co jest, a co nie jest możliwe, jest istotna w przełamywaniu granic. To on sam uznał, że rzeczy te są w jego zasięgu i po prostu zaczął je realizować.

– To, jak widzisz swoje życie, to pierwsza kluczowa rzecz – oznajmia Nick. Jeśli z twojej perspektywy jest ono pełne przeszkód, nawet tych obiektywnych, rzeczywiście będziesz przez nie ograniczony. To rada dla każdego, by inaczej spojrzeć na swe możliwości. Ta lub inna praca może wydawać się nieosiągalna, jeśli nie myśli się o sobie, jako o kimś, kto może dosięgnąć takiego sukcesu. Ale można też zanegować to przekonanie i doskonalić się, by być zdolnym do wykonywania tej pracy. Owszem, na pewno nie będzie łatwo przesuwać swe granice: Nick zapewne potrzebował czasu i nie lada cierpliwości, aby nauczyć się samodzielnego picia ze szklanki.

Kolejny wniosek, jakim dzieli się Nick, mówi o tym, że każdy, kogo potencjał został określony jako ograniczony, musi stawić czoła tym wszystkim zdolnościom, które mu pozostały. Stawić czoła – czyli sprostać ich potencjałowi. Już nie ma wymówki – nie mogę tego, nie mogę tamtego. Jeśli nie jest się w stanie biegać, ale potrafi się myśleć, trzeba wykorzystać tę zdolność w 100%. – Brak nóg w tym nie przeszkadza, przeszkadza tylko twój umysł – podsumowuje Nick. Nie warto skupiać się na tym, czego się nie ma, a na tym, co rzeczywiście możemy wykorzystać w swoim życiu. Perspektywa możliwości od razu się wówczas rozszerza. Jeśli przełożyć to na realia zawodowe, można zgodzić się, że niektóre opcje są dla nas zamknięte – np. kariera zawodowego pianisty, jeśli nigdy nie uczyło się grać. Ale to, czego uczyliśmy się na studiach można wykorzystać tak, by odnieść sukces w swym wyuczonym zawodzie.

Do swojej dyspozycji mamy dzień dzisiejszy wraz z całą jego potencjalnością. Nie ma sensu skupiać się na tym, co przepadło, na niewykorzystanych szansach i na tym, co sprawia, że jest się w ten czy inny sposób ograniczonym. Stąd paradoksalna postawa Nicka: jak twierdzi, nie ma żalu do losu o to, że urodził się bez kończyn. Jest mu wręcz za to wdzięczny, bo dzięki temu robi masę rzeczy, o których nie pomyślałby jako wartych zainteresowania będąc w pełni sprawnym człowiekiem – nie odbyłby tylu spotkań z młodzieżą i ludźmi potrzebującymi motywacji do codziennego życia. – Nie zmieniłbym nic, bo daję ludziom nadzieję – stwierdza.

Wszystko to oddziałuje na wizję życia, jaką się obiera. Błędem jest zakładać, że ze swych możliwości wycisnęło się już wszystko, że jedyne niespodzianki, jakie mogą nas spotkać pochodzą tylko z kolejnych wydarzeń, jakie przynosi los. To własny potencjał powinien stać się niespodzianką. Dlatego wizja swego życia nie powinna być kompletna i zamknięta. Od razu pojawia się na horyzoncie kolejna istotna rzecz – wybory. To one nadają tej niedokończonej wizji sens. Bezwładne podążanie z nurtem nie doprowadzi do odkrycia swego potencjału. By coś zmienić, trzeba wykonać ruch. Potrzebny jest krok płynący z naszej inicjatywy. Cel, który sobie obieramy, nie przyjdzie sam. Przybliża się tylko wtedy, gdy to my posuwamy się do przodu. Jeśli więc wizja życia zakłada jakiś niedokończony element, trzeba podjąć wyzwanie kroczenia ku niemu.

Czy Nick mówi coś nowego? Pewnie już wielu trenerów próbowało tymi słowami zachęcić swych słuchaczy do działania. Różnica jednak polega na tym, że ten niewielki człowiek poświadcza własnym życiem, że takie podejście daje efekty.