poniedziałek, 21 grudnia 2015

Poznaj twórcę - ,,Leśne życie".




Jakub Wiśnik


Już od dość dawna wszyscy pytają mnie kim jestem. Już odpowiadam. Mam czternaście lat,  nazywam się Jakub. Chodzę do drugiej klasy gimnazjum. Wszystkich to dziwi, że chłopak w tym wieku zamiast grać w gry komputerowe, poszukuje ziół i ma mnóstwo inspiracji. Przyrodą zainteresowałem się kilka lat temu. Zaczęło się od wyjazdów z wujkiem do lasu. Mój wujek jest leśnikiem. Często zabierał mnie w wakacje do lasu. Miałem dużo wolnego czasu. Musiałem sam zorganizować sobie wolny czas, chodziłem, szukałem i przerabiałem zebrany surowiec leśny. Rośliny na eliksiry zbieram już od ponad roku, zaś  kremy „kręcę” od maja. Cały czas je udoskonalam. Pierwszy krem był z jednego oleju i kilku ziół, teraz mam już kremy z borowiną oczyszczoną, maceratami, gliceryną i maceratami alkoholowymi. Czytam dużo książek o tematyce kosmetycznej i zielarskiej. Najbardziej przeze mnie pokochane książki zielarskie pochodzą z lat 80 i 90. Zawierają one dużo informacji i opisują pojedyncze substancję np. flawonoidy.  Współczesne książki też są bardzo przydatne. Są bardzo kolorowe, łatwiej rozpoznaję się w nich rośliny. Kiedy idę na spacer po skarby spędzam w lesie co najmniej kilka godzin. Wracam z koszem wypełnionym po brzegi ziołami i szyszkami. W czerwcu zebrałem prawie dwa kilogramy szyszek z sosny, z których zrobiłem syrop,  tak wszystkim zasmakował, że starczył tylko na dwa miesiące. Na jesień robię syrop z owocami czarnego bzu i anyżem. Obecnie prowadzę jeszcze dwa blogi i jedną stronę www. Na końcu napisałem do nich wszystkie linki. Uwielbiam chodzić do lasu i wracać z koszykiem bogactw. Las daje nam tyle dobroci. Lubię również gotować na bazie zdrowych ekologicznych produktów. Poza tym współpracuję też z wydawnictwem zielarskim i gabinetem kosmetycznym. W kwietniu razem z Panią Agnieszką organizujemy ziołowe warsztaty tematem przewodnim będą pączki drzew, zaś w maju mam plan zorganizować warsztaty u mnie w ogrodzie. Niebawem o nich napiszę. Inspiracji na ziołowe przepisy daje mi las i  pory roku. W kwietniu zamierzam zrobić aromatyczne perfumy sosnowe. Już niedługo chciałbym napisać post o maści z sosny, świerka i  pączków topoli - ,, Leśnej kuracji''.










 http://pawlo3313.wix.com/lesnezycie#!Poznaj-tw%F3rc?-Le?ne-?ycie/cmbz/5675a8e00cf2c2b7798b5dc2


niedziela, 20 grudnia 2015

Optymizm masz w sobie!



Być może nieraz dziwiliśmy się, widząc osoby doświadczające choroby czy cierpienia, które mimo to potrafią cieszyć się życiem. Znamy też ludzi, którzy pomimo posiadanego zdrowia i dostatku żyją w ciągłym poczuciu niezadowolenia, niepokoju wewnętrznego i frustracji.


W zaskakujący sposób różnimy się między sobą sposobem patrzenia na tę samą rzeczywistość. Jest więc coś w nas, w naszej psychice, co sprawia, że tak, a nie inaczej widzimy świat.

Między pesymizmem a optymizmem…

Osoby, u których dominuje optymistyczne podejście do życia, widzą w świecie nowe szanse dla siebie, potencjalne źródła radości, dobro. Zauważają oczywiście zagrożenia oraz to, co trudne i złe, jednak nie koncentrują się na nich. Nie wyszukują nowych przeciwności. Te zaś, które dostrzegają, wykorzystują jako siłę napędową do działania. Osoby takie mają w sobie głębokie przekonanie, że są w stanie przezwyciężać trudności. We wszystkim, co ich spotyka, dostrzegają dobrą stronę oraz szansę na rozwój.

Ci zaś, u których przeważa pesymizm, koncentrują swoją uwagę na mniej lub bardziej realnych obawach i zagrożeniach. Odczuwają przy tym lęk o siebie, najbliższych, przyszłość. Nie prowadzi ich to jednak do podejmowania konkretnych działań, by temu, co trudne, odpowiednio zaradzić. Jeżeli zaś poczynią w tym kierunku pewne kroki, to często zamartwiają się przy tym możliwymi niepowodzeniami. Nie mogą przez to dostatecznie skupić się na zamierzonym celu.

Jak to się dzieje, że jedni z nas są bardziej pesymistami, a drudzy bardziej optymistami? Widzimy świat i samych siebie poprzez pryzmat posiadanych przekonań. Przekonania to nic innego jak nasze wewnętrzne sądy o rzeczywistości. Niektóre z nich są szczególnie ważne, to tak zwane przekonania kluczowe. Kształtują się one w okresie dzieciństwa pod wpływem atmosfery domu rodzinnego, relacji z rodzicami i rodzeństwem, trudnych sytuacji, których doświadcza dziecko. Dotyczą między innymi otaczającego nas świata - tego, czy jest bezpieczny, przewidywalny, czy mamy na niego wpływ, czy mamy prawo go zmieniać itd. Korzystając z tej głęboko zakorzenionej w nas wiedzy, odbieramy rzeczywistość w określony sposób. Na fundamencie tych właśnie przekonań kształtują się w nas tendencje do optymistycznego lub pesymistycznego podejścia do życia.

W stronę optymizmu…


Co z tego wynika? Sposób widzenia i interpretowania tego, co dzieje się wokół nas, ma istotny wpływ na jakość naszego życia. Kierowanie się optymizmem sprawia, że czujemy się szczęśliwsi i z pogodą ducha patrzymy w przyszłość. Doświadczamy też więcej sukcesów i radości. Łatwiej znosimy przeciwności i chętniej podejmujemy nowe inicjatywy. Nawet w obliczu tego, co bolesne i nieuchronne, potrafimy nie poddawać się rozpaczy.

Czy można coś zmienić? Jednym z nas łatwiej przychodzi cieszenie się teraźniejszością i patrzenie z nadzieją w przyszłość, innym trudniej. Nie jest jednak tak, że ludzie dzielą się na pesymistów i optymistów, a podział ten jest niezmienny. Każdy z nas ma w sobie predyspozycje zarówno do jednego, jak i do drugiego sposobu patrzenia na świat. Możemy świadomie wypracowywać w sobie daną tendencję. A więc każdy z nas może stać się większym optymistą, niż był do tej pory. Jak to uczynić? Poniżej prezentujemy trzy kroki, które pomogą nam odszukać w sobie to, co kieruje ku optymizmowi.

Praktycznie…

Narzekaniu mówimy nie. Jest ono dziś mocno obecne w naszych domach i środowiskach. I choć doraźnie zdaje się pomagać, obniża bowiem poziom napięcia i stresu w danej chwili, to jednak w dłuższej perspektywie czasowej nie jest korzystne. Narzekanie zazwyczaj nie pociąga za sobą konkretnego działania, które miałoby doprowadzić do zmiany na lepsze. Wzmacnia tym samym poczucie braku wpływu danej osoby na otaczającą ją rzeczywistość.

Ćwiczymy się w okazywaniu wdzięczności. Kiedy zaczynamy doceniać to, co mamy, wtedy w naszym sercu rodzi się głęboka wdzięczność za samych siebie, życie i najbliższych. Warto codziennie podejmować refleksję nad dobrem, które spotyka nas każdego dnia, i za to dobro dziękować. Takie proste ćwiczenie się w odkrywaniu dobra w naszym życiu sprawi, że zaczniemy zauważać go coraz więcej i będzie nam to przychodziło z większą łatwością. A w sercu wypełnionym wdzięcznością nie będzie miejsca na głęboki smutek i rozpacz.

Zauważamy dobre strony. Nawet trudne, bolesne doświadczenia mogą sprawić, że nasze życie będzie piękniejsze i pełniejsze. Czasem to właśnie napotykane trudności motywują nas do działania, większego zawierzenia Bogu, skoncentrowania się w życiu na tym, co naprawdę ważne. Warto nawet w tym, co niełatwe dostrzegać przyszłe dobro, które może stać się naszym udziałem.

Wychodząc ku innym…

A kiedy już sami odnajdziemy w sobie pogodę ducha, warto przekazywać ją dalej. Wtedy ci, z którymi się spotykamy, będą mieli szansę przy nas odpocząć, nabrać sił, spojrzeć łaskawiej na siebie i świat. I może przy kolejnym spotkaniu, zamiast narzekać, opowiedzą o tym, co dobrego i pięknego ich spotkało.

http://www.deon.pl/inteligentne-zycie/psychologia-na-co-dzien/art,477,optymizm-masz-w-sobie.html

piątek, 18 grudnia 2015

Marihuana zmieniła moje życie.

Po pierwsze przejdźmy do rzeczy ­nienawidziłam nawet samej idei legalnej medycznej marihuany. Pochodzę z rodu narkomanów i alkoholików. Nigdy nie byłam wielkim miłośnikiem picia alkoholu. Przez całe życie nie brałam narkotyków, nawet marihuany. Szlag, nigdy nie byłam w więzieniu. Byłam przekonana, że marihuana nie różni się od kwasu. Myślałam, że po jej zażyciu przenosisz się do jakiegoś kreskówkowego, tęczowego świata. Oszalejesz i będziesz krzywdził wszystkich dokoła. Zjesz wszystko, co w zasięgu wzroku. Byłam pewna, że to może zabić. Poważnie, taki był poziom ignorancji, z jaką traktowałam marihuanę. Choruję na chorobę Hashimoto, fibromialgię i endometriozę. Jeśli nie wiesz, jakie to choroby­ są to dolegliwości związane z układem autoimmunologicznym. Mogą powodować bardzo silne, przewlekłe bóle wraz z innymi niedogodnościami.
Przez lata musiałam łykać różne środki przeciwbólowe, by to zwalczyć. Wszystkie leki miały niekorzystne skutki uboczne. Wpływały na mój nastrój, sen, powodowały syndrom jelita drażliwego (ang. IBS), dlatego też lekarze przepisywali mi więcej tabletek, żeby zwalczyć te skutki uboczne, co skutkowało jeszcze większą ilością skutków ubocznych spowodowanych braniem nowych leków. To było błędne koło. Po latach takich praktyk leki zaczęły negatywnie wpływać na pracę mojej wątroby i nerek. Jeden z moich lekarzy nie był zadowolony ze stanu moich narządów. Popatrzył na mnie i powiedział: „Musisz spróbować medycznej marihuany”. Spojrzałam na niego, jakby miał trzy głowy i powiedziałam:„Nigdy”. Odbyliśmy wtedy rozmowę na temat tego, co myślę o marihuanie. Wytłumaczył mi, że nikt nigdy od niej nie umarł. Mówił też, że medyczna marihuana pozwoli mi odstawić ponad połowę dotychczasowych leków i że przede wszystkim może uratować moje organy. Wyjaśnił też, dlaczego wszystkie moje myśli na temat marihuany są nieprawdziwe. Czułam się po tej rozmowie lepiej, ale nie byłam w 100% przekonana.
Poszłam do domu i postanowiłam uporządkować bałagan informacyjny. Byłam zszokowana tym, jak wiele badań mówiło o użyteczności i nieszkodliwości konopi. Właśnie w tamtej chwili zdecydowałam się spróbować medycznej marihuany. Przeszłam przez proces, który umożliwiał mi otrzymanie mojej pierwszej karty medycznej marihuany. Miałam listę udokumentowanych dolegliwości przedstawioną przez mojego lekarza. Dostałam od niego pełną listę leków na receptę, które brałam na te dolegliwości. Mój lekarz dał mi również list rekomendacyjny na medyczną marihuanę i wysłałam to wszystko do stanu Nevada, gdzie medyczna marihuana jest legalna. Kiedy wszystko zostało już zatwierdzone, poszłam do DMV (Nevada Department of Motor Vehicles), aby odebrać oficjalną kartę medycznej marihuany. Byłam zdenerwowana, kiedy pierwszy raz próbowałam medycznej marihuany, ale gotowa na tę próbę. Nie czułam się szalona, ani też nie zwariowałam. Mogłam również wstać i funkcjonować normalnie. Czułam się spokojna, szczęśliwa i odrobinę oszołomiona, ale w 100% wolna od bólu. Spało mi się wspaniale tej nocy i to bez tabletek. Następnego dnia zadzwoniłam do doktora i opowiedziałam mu o tym, co się stało. „Powiem to pierwszy raz od długiego czasu, nie czułam żadnego bólu.” Moja dziewczyna, Niki, była bardzo pomocna przy całym procesie poszukiwania odpowiedniego rodzaju medycznej marihuany i takiego sposobu zażywania, który będzie dla mnie najbardziej odpowiedni w leczeniu.
Osobiście nie preferowałam palenia, więc jedzenie było znacznie bardziej komfortową drogą leczenia. sprzedaje medyczną marihuanę, która nie powoduje efektu „haju”. Nie myślałam, że to możliwe. Dowiedziałam się wtedy, że to odmiany o dużej zawartości THC powodują „haj”, za to te z dużą zawartością CBD nie mają takiego działania. Znalazłam prawidłowy stosunek CBD do THC ­ uśmierzał ból, nie czyniąc mnie zbyt skołowaną. Byłam również bardzo zadowolona, dowiadując się, że większość przychodni Dowiedziałam się również, że medyczna marihuana występuje w wielu formach, takich jak: kawa, herbata, mleczko, olej, słodycze, wyroby piekarnicze, kapsułki, itp. Okazało się, że w przypadku moich dolegliwości efekt uśmierzenia bólu trwa dłużej, jeśli spożywam marihuanę, zamiast ją Naprawdę jestem dłużniczką Niki, bez jej wskazówek i wiedzy na temat tego, co brać i jak się leczyć, nigdy nie podjęłabym wielu dobrych dla mnie decyzji. Jestem jej wdzięczna do końca życia.
Teraz, już rok po rozpoczęciu leczenia, oto gdzie zawędrowałam z moimi dolegliwościami byłam w stanie odstawić 95% moich dotychczasowych leków farmaceutycznych. Moja wątroba i nerki są zdrowe, a mój lekarz jest zadowolony z ich stanu, bo nastąpiła znaczna poprawa. Ciągle mogę mieć problemy ze zdrowiem, ale medyczna marihuana uczyniła moje życie znacznie lepszym. Mogę spać. Jestem znacznie bardziej szczęśliwa. Więcej działam, bo nie siedzę cały dzień pogrążona w wielkim bólu.
Jestem szczęśliwa, mówiąc, że cała moja wcześniejsza wiedza, jaką posiadałam na temat medycznej marihuany, była błędna. Jestem niezwykle szczęśliwa, że zdecydowałam się na przełamanie społecznego tabu. Jestem taka szczęśliwa, że moja rodzina i przyjaciele mnie wspierali. Cieszę się, że wszystko, co myślałam przedtem o marihuanie, było błędne.
Wierzę, że powinna być legalna wszędzie.
­ Valerie Brooks, Las Vegas Nevada

http://chwast.net/marihuana-zmienila-moje-zycie/

środa, 16 grudnia 2015

… 6 zasad życia …




Zawsze warto sobie przypomnieć:
1. ZASADA LUSTRA. Otaczający mnie ludzie – to moje odbicie. Odzwierciedlają wszystkie aspekty mojej osobowości, których sobie często nie uświadamiam. Jeśli ktoś jest dla mnie niemiły, to znaczy, że ja sam wewnętrznie jestem zdolny do bycia niemiłym. Zatem – nie ma na kogo się obrażać.
2. ZASADA WYBORU. Wiem i rozumiem, że wszystko, co dzieje się w moim życiu jest konsekwencją moich własnych wyborów i decyzji, poczynając od moich myśli i emocji. Nie mam zatem do kogo mieć pretensji. Jestem autorem swojego losu.
3. ZASADA ODPOWIEDZIALNOŚCI. Jestem gotów przyjąć odpowiedzialność za swoje decyzje i zrezygnować z wymówek, które są całkowicie zbędne.
4. ZASADA OMYLNOŚCI. Mam świadomość omylności moich sądów i opinii. Przywiązanie do poczucia własnej jedynie słusznej – prędzej czy później prowadzi do osobistej katastrofy. Każdy, kto święcie wierzy w swój obraz świata, nie dostrzega świata rzeczywistego.
5. ZASADA ZGODNOŚCI. Otrzymuję dokładnie tyle, ile potrafię sobie wyobrazić, ani mniej, ani więcej i dotyczy to zarówno moich związków i relacji, jak też dóbr materialnych. Zatem wszelkie pretensje są bezpodstawne. Jeśli jednak zmieniam swój stosunek do okoliczności – zmieniają się okoliczności.
6. ZASADA OBECNOŚCI – „Tu i Teraz”. Przeszłość nie istnieje, ponieważ JUŻ jej nie ma. Przyszłość nie istnieje, ponieważ JESZCZE jej nie ma. Przywiązanie do przeszłości prowadzi do depresji, troska o przyszłość wywołuje rodzi obawy. Dopóki żyję w Teraźniejszości – jestem nieśmiertelny.

KLM magazyn
https://hipokrates2012.wordpress.com/2015/12/16/6-zasad-zycia/

poniedziałek, 14 grudnia 2015

10 przykazań Osho.

10 przykazań Osho.

Kiedyś Rajneesh został zapytany o jego własne "dziesięć przykazań". Osho zauważył, że to trudna sprawa, ponieważ był przeciwny wszelkiego rodzaju przykazaniom. Niemniej "tylko dla zabawy" wymienił następujące:
1. Słuchaj samego siebie, przyjmuj wskazówki z własnego
wnętrza, a nie bądź sługą tego, co jest na zewnątrz.
2. Nie ma Boga innego niż samo życie.
3. Prawda jest w tobie, nie szukaj jej gdzie indziej.
4.Miłość jest modlitwą.
5.Pustka jest drzwiami do prawdy. Sama nicość jest środkiem, celem i osiągnięciem.
6.Życie toczy się tu i teraz.
7.Żyj w pełni obudzony.
8.Nie płyń - po prostu unoś się wraz z prądem.
9.Umieraj w każdej chwili, dzięki czemu będziesz mógł być nowy w każdej chwili
10. Nie szukaj. To, co jest - jest. Zatrzymaj się i patrz.

sobota, 12 grudnia 2015

Osiem potężnych, pochodzących z Hawajów, lekcji życiowych na temat szczęścia.



4a
Dla turystów przybywających w te strony na szybki wypad, trudno dostrzec co znajduje się pod powierzchnią nieskazitelnie przyciętych trawników i aromatycznych, oblanych słońcem hawajskich palm. Jednak jeśli jesteś chętny i otwarty wyspy mogą stać się dla ciebie prawdziwym katalizatorem zmiany i nowego podejścia do życia.
Spędziłam ostatnie trzy miesiące na hawajskich wyspach, kończąc kolejną książkę i miałam wspaniałą okazję zdjąć wierzchnie warstwy oraz zobaczyć bicie serca ludzi i wyspy. Hawaje mogą być synonimem raju, ale pobyt tutaj pozwala ci również zobaczyć, co to znaczy wieść bogate życie.  
Wielu mieszkańców Hawajów pracuje bardzo ciężko i dobrze rozumie moc ohany, rodziny. Okazuje się, że bogate życie nie ma nic wspólnego z dobrami materialnymi czy cyfrą na rachunku bankowym. Wielu Hawajczyków wiedzie spełnione życie, bo na co dzień robi to, co lubi i żyje w pełni. Tutejsi mieszkańcy równoważą to ze sztuką osiągania relaksu. Dzięki pobytowi na Hawajach mam uzdrowione serce, zwiększone możliwości i nowe perspektywy bardziej odważnego życia.
Oto osiem potężnych lekcji życiowych dotyczących bogatego życia, jakich mogą dostarczyć nam Hawaje:
1. Pozbądź się oczekiwań
Oczekując, że coś się wydarzy, zadziała albo będzie trwało, stajemy się ofiarą sytuacji życiowych.  Nieświadome i wybujałe oczekiwania to korzeń nieszczęścia. Na Hawajach ludzie są przygotowani i otwarci na wszystko. Powódź, tsunami czy oberwanie chmury przynoszące imponującą sesję surfingu. Pozwalanie, aby życie rozwijało się naturalnie jest sercem równowagi.
2. To, że kogoś potrzebujesz, nie jest oznaką słabości
Wielu z nas biega to tu to tam, dążąc do czegoś i usilnie usiłując być kimś więcej, aby móc nosić odznakę niezależności. Biegniemy przez życie, udając, że wszystko jest w porządku. Wydaje nam się, że pokazanie bezbronności oznacza słabość. Jednak na Hawajach dowiedziałam się, że sercem szczęścia są ludzie. Wyspy znajdują się daleko od lądu, co oznacza, że ludzie często się spotykają i troszczą się o siebie. To wspólnota/społeczność jest pulsem hawajskich wysp i poleganie na sobie nawzajem jest ostateczną formą siły jednostek. Nie musisz być na środku oceanu, aby czuć moc rodziny i przyjaźni.
 HawaiinWoman.jpg-HawaiinWoman-850x400
3. Bądź otwarty, a życie będzie łatwiejsze  
Gdy nie chcemy wzrastać i boimy się zmiany, walczymy, utyskujemy i szarpiemy się z życiem. A co jeśli to świadomość jest kluczem do spokojniejszego życia? Hawajskie doświadczenie pokazało mi jak ważne jest podchodzenie do wszystkich sytuacji z otwartym umysłem, bez oceniania i osądów.
4. Zmiana kursu nie oznacza porażki
Zmiana zdania, zaczynanie od początku i zejście z dotychczasowej ścieżki, która wydawała ci brakiem spełnieniem stanowi element życia. Byłam przekonana, że jadę na Hawaje z zupełnie jednego powodu, ale po kilku miesiącach, zostałam zmuszona do zmiany kierunku. Czasami puszczenie tego, co już nam nie służy, może nas uwolnić wewnętrznie i przynieść nowe możliwości rozwoju.
5. Bądź tam gdzie jesteś, a nie tam, gdzie wydaje ci się, że powinieneś być
Większość z nas poświęca mnóstwo czasu i energii na to, aby stać się jakąś przyszłą wersją siebie. Usiłując stać się kimś, kim chcemy się stać, często zapominamy jak daleko już zaszliśmy. Zaakceptowanie tego gdzie jesteś to puls hawajskich wysp. Wcale nie musisz być w raju, aby mieć takie podejście
6. Wpuść miłość
Traumy z przeszłości, zranione uczucia, sytuacje, które się nie powiodły mogą posiniaczyć nasze serce i nie wpuszczać do niego ludzi. Dla ludzi, którzy są emocjonalnymi dawcami nauka przyjmowania miłości jest często doświadczeniem przynoszącym największe wyzwanie. Na Hawajach miłość jest i płynie wszędzie – od fal oceanu po święte wulkany. Miłość jest esencją życia, a wpuszczenie jej do serca to prawdziwe szczęście.
hawaje-plaza
7. Małe rzeczy są wielkie
Na Hawajach nie ma pretensjonalności i powierzchownych rozmów. Klapki, brak makijażu i nieuczesane włosy to element miejscowego języka. Mniej oznacza tu więcej i wiele osób poświęca czas na zanurzanie się w danej chwili. Oglądanie zachodu słońca, chodzenie boso po piasku czy wypoczynek na lanai (ganku) są za darmo, ale przynoszą niezmierną satysfakcję. Wcale nie potrzebujesz mieć dużo pieniędzy, aby odczuwać szczęście. Musisz jedynie doceniać drobne rzeczy i zobaczyć, że to one są największe. 
8. Wdzięczność to siła życiowa wszystkiego
Dziękowanie jest nie tylko niezbędnym elementem szczęśliwego życia, ale jest prawdziwą siłą życiową. Hawajczycy znają wartość doceniania. Zauważ, że zamiast skupiać się na tym, co nie działa, możesz podziękować za to, co już działa. Kiedy jesteś wdzięczny, wszystko inne układa się samo.
90d51616643c108f0a8b25740c7166f4
http://dobrewiadomosci.net.pl/1215-osiem-poteznych-pochodzacych-z-hawajow-lekcji-zyciowych-na-temat-szczescia/

piątek, 11 grudnia 2015

Siła płynie ze zgody na rzeczywistość.


RELIGIA HARMONII

Istnieje religia, którą nazywam religią w zgodzie ze światem. Gdy mówię, że jestem w zgodzie ze światem, to znaczy:
"Jestem zadowolony ze świata takiego, jaki jest, i jak się pokazuje. Jestem zadowolony z siebie takiego, jaki jestem, jestem zadowolony z innych ludzi. Jestem pojednany z tym, co przerażające, na przykład ze śmiercią, winą, losem. Jestem w zgodzie i w harmonii".
To prawdziwa postawa religijna.

Przyjmując taką postawę, zostawiam siebie i otwieram się na coś większego, nie próbując tego pojąć. Widzę szerzej, robię kilka kroków i zatrzymuję się. Otwieram się na tajemnicę, na przykład na śmierć, winę albo los, jednak bez chęci interweniowania. W tym momencie stoję skupiony w obliczu całości.To postawa pełna pokory, ponieważ ja niczego nie chcę.Nie próbuję wywierać wpływu, lecz pozwalam wpływać na siebie temu, co się pokazuje i co do mnie przychodzi. Dlatego też nie tworzę sobie żadnego obrazu Boga. Staję wobec tajemnicy i staram się w tym wytrwać, wytrzymać pustkę.
Dzięki tej postawie jestem ze wszystkim na jednej płaszczyźnie. Jestem jednym z wielu, a każdy jest tak samo wartościowy.

Każdy jest w tej samej sytuacji - nie wie, a mimo to otwiera się na coś większego, nie usiłując tego pojąć. Taką postawę nazywam pokorą: nie chcieć wiedzieć, lecz wytrwać. Kto przyjmuje taką postawę - łatwo to zaobserwować - zyskuje siłę.
Siła ta płynie ze zgody. Ktoś taki nie przeciwstawia się rzeczywistości, która się pokazuje, lecz jest przez nią niesiony i znajduje w niej ostoję.

Bert Hellinger


http://epokamilosciserca.blogspot.com/2015/12/sa-pynie-ze-zgody-na-rzeczywistosc.html