Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 listopada 2020

Inność dla wielu jest fałszywa, nawiedzona.

 

Inność dla wielu jest fałszywa, nawiedzona, śmieszna, czasami nawet poniżająca, bo nie taka sama jak ich własna...
A ja tę swoją uwielbiam.
Cieszę się, że jestem właśnie taka, że nie muszę grać cwaniary pokazującej środkowy palec, gdy coś mi się nie podoba, bo wiem, że wszystko można wyrazić w sposób o poziom kultury wyżej.
Cieszę się, że potrafię pokazać kiedy mi na kimś zależy, mimo że zewsząd dokoła krzyczą, że kobiecie nie wypada, że to brak szacunku do siebie, bo ja uważam, że w miłości wszystkie chwyty są dozwolone i nie ma znaczenia kto zrobi pierwszy krok.
Cieszę się, że o swoich uczuciach, bez względu na to jakie one są, potrafię głośno powiedzieć, bo nie uważam żebym przez to cokolwiek traciła, wręcz przeciwnie, dzięki temu wiem na kogo i kiedy mogę naprawdę liczyć, jakimi ludźmi się otaczać.
Cieszę sie, że mam swoje zdanie i potrafię go bronić, nie stając się marionetką w rękach innych, a jednocześnie szanować ich poglądy.
Cieszę się, że w piersi mam coś, co bije moim własnym, niezmiennym rytmem mimo lecących czasami za mną kamieni.
Cieszę się, że jestem sobą, że czasami śnię na jawie i pozwalam sobie zapomnieć, że rzeczywistość czasami przytłacza.

/Anioł do wynajęcia - Katarzyna Pych/
/Fot. Colors for you/

Anioł do wynajęcia.



piątek, 24 lutego 2017

Piosenka uznana za wyjątkowe dziedzictwo kulturowe Peru.

"Przelot Kondora" to ballada skomponowana przez Daniela Alomía Robles. W 1993 roku rząd uznał ją jako Patrimonio cultural de la Nación, czyli oficjalną część dziedzictwa kulturalnego Peru.
Oryginalne słowa tego pięknego utworu zostały napisane w keczua, języku Imperium Inków. Dialekt  do tej pory jest używany przez rdzenną ludność Peru. Śpiewający wzywa potężnego andyjskiego kondora, aby zaniósł go z powrotem do pradawnego królestwa Machu Picchu.



niedziela, 17 lipca 2016

Pozwalam sobie.

Pozwalam sobie być bezsilnym wobec własnej niemocy. Nie mogę tego kontrolować, nie istnieją sposoby bym to zmienił, nie wiem dlaczego to się dzieje i czy kiedykolwiek minie. Akceptacja tej bezsilności mnie uwalnia.
Pozwalam sobie na czucie złości. Poczekam jeszcze chwilę i zaraz zobaczę, że tuż pod nią znajduje się chłopiec, który po prostu się boi. Zajmę się nim, jak każdy kochający swego syna ojciec powinien.
Pozwalam sobie stracić nadzieję, bo dopiero wtedy mogę zobaczyć rzeczywistość i kochać ją taką, jaką jest bez próby zmiany na taką, którą chcę mieć ja.
Pozwalam sobie nie wiedzieć, bo tylko uznając swoją małość mogę skupić się na wielkich rzeczach. Piękna inteligencja płynie tylko wtedy, gdy nie chce być inteligentnym.
Pozwalam sobie na płacz, bo jest on wyrazem tego, że odczuwam. A gdy czuję, to rozumiem każdego niezależnie od płci, koloru, religii, kultury i jestem z nim jednością.
Pozwalam sobie być zranionym przez niesprawiedliwy komentarz, bo tylko wtedy mogę wybaczyć autorowi, przez co ten nie będzie musiał już się bronić atakując innych. A jak mu wybaczę, przeszłość przestanie być teraźniejszością i się skończy.
Pozwalam sobie na wstyd. Na dialogi wymagające ode mnie bycia obecnym, mądrym, „ponad tym”. Słyszę je i każdy z nich mnie stresuje, a bycie spiętym wcale nie prowadzi do wielkości.
Pozwalam sobie na fantazje, w których jestem ratującym innych bohaterem. Ten wewnętrzny bohater okrada mnie z bycia wystarczającym, opowiada mi, że „tylko jeszcze jedno osiągnięcie”, każe mi czerpać moją tożsamość z tego, jak chcę być postrzegany, a nie tego, kim jestem.
Pozwalam sobie na zwątpienie. Wtedy bowiem, gdy już nie mam nadziei, siły, kontroli, gdy nie mogę nic zrobić, zaczynam się modlić. Niepewność dalej jest nieprzyjemna, ale ja nie mam już co do niej oczekiwań, bo z nią nie walczę.
Pozwalam sobie na krytyczne myśli dotyczące innych. Odkrywam wtedy, jak zachłyśnięcie sobą jest małe, jak bardzo odbiera mi twórczość, jak fałszywy obraz lepszości buduje. Uśmiecham się wtedy do siebie i przypominam, że bez tych innych nigdy nie osiągnę tego, co zamierzam. I znów staję się życzliwy i wyrozumiały.
Pozwalam sobie pójść na siłownię, choć akurat moja żona woli bym został w domu. Przechodząc przez poczucie winy z tym związane przestaję się bać, a wtedy nie będę udawał przy niej kogoś, kim nie jestem i dowiem się, czy tak naprawdę takiego mnie chce. Zawsze wtedy odkrywam, że ona akceptuje mnie, a ja znowu nie akceptowałem siebie.
I na to też sobie pozwalam.
I na lęk, poczucie zranienia, złość, nienawiść, wściekłość, poczucie winy, apatię, lenistwo, krytykanctwo, cynizm i wszystkie inne cienie, będące przejawem człowieczeństwa. Bo ta część mnie, która sobie na to pozwala, jest czystą, bezwarunkową miłością. A pod spodem, czasem bardzo pod spodem, nią właśnie jest każdy z nas. Jedną kwestią jest bowiem to, co czujesz. Drugą, to co czujesz na temat tego, co czujesz. Jeśli złościsz się na złość, przegrywasz i irytujesz się bardziej. Jeśli ją akceptujesz, ona mija.
Gdy następnym razem poczujesz coś, co do tej pory w sobie odrzucałeś, pozwól sobie na to. Pod zamkniętymi powiekami popatrz na to, nie uciekaj od tego ani w to nie wchodź. Pozwól sobie, bo wtedy przestaniesz sobie robić krzywdę. Dopiero wówczas możesz przestać ją robić innym.


Mateusz Grzesiak

wtorek, 29 grudnia 2015

Czy wiesz, co mówi Twoje ciało?

Czy wiesz, (1)
– Oczywiście, że wiem co mówi moje ciało! – powiesz. – Przeczytałem milion książek na temat mowy ciała. Patrzy w lewo, kiedy kłamię, i tak dalej. Nawet już potrafię to kontrolować.
Staliśmy się treserami naszych ciał. Ich właścicielami. Ich władcami. Widzisz to?
Oczywiście można i tak. Ale można też spojrzeć z innej strony.
Twoje ciało nie jest Twoją własnością. Ono jest Tobą. Składasz się z niego. Kiedy traktujesz je instrumentalnie – traktujesz instrumentalnie samego siebie. Kiedy je zaniedbujesz – zaniedbujesz samego siebie. Kiedy go słuchasz – słuchasz samego siebie.
Może się okazać, że Twoje ciało ma Ci do powiedzenia bardzo ciekawe rzeczy, i to wcale nie takie, że ma ochotę zeżreć wiadro czekoladek wgapiając się w Twój ulubiony serial.
Jednym z najważniejszych skarbów, jakie dała mi joga, było odzyskanie kontaktu z ciałem.
To było jak powrót do domu po latach wygnania. Wszystkie moje troski wynikające z braku poczucia bezpieczeństwa czy niskiej samooceny zaczęły znikać jedna po drugiej. Tendencja do autodestrukcji gdzieś się zmyła. Życie nabrało niezwykłego smaku. Smaku, który dobrze znałam… z dzieciństwa. Wtedy wszyscy byliśmy doskonale zakorzenieni w naszych ciałach. Ciało i ty – to była jedność, jak u dzikiego leśnego zwierzątka. A później to utraciliśmy.
Czy na zawsze?

Jak nawiązać kontakt z własnym ciałem?

Choć wymaga to odrobinę przełamania się, to jest przyjemniejsze, niż myślisz :)

Praktykuj jogę, tai chi, qi gong, sztuki walki lub inną formę rozbudzania świadomości ciała.

Każdy ruch poprawia nastrój i uspokaja umysł, wiem, ale tym razem nie liczy się aerobik, bieganie ani jeżdżenie na rowerze. Chodzi o taki typ aktywności fizycznej, w którym uczysz się układać precyzyjnie każdy mięsień z osobna. I który nie jest nastawiony na eksploatację ciała, a na słuchanie i poznawanie go. Myślisz, że przecież już znasz swoje ciało, bo codziennie widzisz je w lustrze? Ja się bardzo zdziwiłam. Cała moja praktyka jogi to niekończąca się podróż w stronę świadomości ciała. Nawet po ponad trzech latach nie mogę powiedzieć, żebym była w tym jakimś ekspertem, ale za to wiem na pewno, że zaczynając tę przygodę nie wiedziałam o swoim ciele kompletnie nic.

Dopuść do głosu swoje zmysły.

Zmysły cały czas do nas mówią, ale my nie odbieramy tych wiadomości, bo ich nie słuchamy, przekonani, że to nieistotne. Rób rzeczy w sposób angażujący wszystkie zmysły: kiedy jesz, to nie tylko smakujesz jedzenie, ale też dotykasz go, wąchasz, słuchasz chrupania, patrzysz jak wygląda. Kiedy rano smarujesz sobie twarz kremem, to czujesz zapach tego kremu, jego konsystencję, dotyk swoich palców na twarzy. Nawet kiedy tylko leżysz i oddychasz, czujesz na przykład ciężar swojego ciała i opór podłoża, czujesz, jak powietrze wchodzi przez nos zimne, a wychodzi ciepłe. Takie zmysłowe życie jest bardzo przyjemne, daje masę radości i pozwala nastawić się na odbiór komunikatów z ciała. To przy okazji świetne ćwiczenie na uważność.

Pozwól sobie na odrobinę dzikości.

Umysł należy do górnolotnej sfery ducha, ale ciało to nic innego jak dziki zwierz, wiesz? I nie są mu obce zupełnie prymitywne instynkty. To nic złego. To nasze zapomniane prawdziwe ja! Wiem, że to mega trudne, bo na każdym kroku wyskakuje kultura i mówi: nie wolno. A jednak uświadom sobie, że wszystko Ci wolno. Przecież nie musisz zaraz robić tego na publicznym wystąpieniu przed setkami ludzi. Jeśli chcesz jedz palcami, śpiewaj głośno fałszując, szlochaj i wyj kiedy płaczesz, śmiej się z brzucha i przestań się wstydzić tego, że robisz test zapachowy ciuchów przed schowaniem ich do brudów :) Ciało bardzo lubi poznawać tę swoją zwierzęcą naturę. W tej dzikości kryje się jego siła. Z czasem staje się dzięki temu coraz bardziej swobodne i pewne siebie.

Oswój się z dotykiem.

Spędzaj czas sam na sam ze swoim ciałem. Obsypuj je każdego dnia pieszczotami. Głaszcz je i dbaj o nie. Głaszcz i przytulaj też ciała swoich bliskich. Chętnie dotykamy ciepłych i miękkich ciał naszych zwierzątek domowych, a co z naszymi własnymi? One też proszą o dotyk i bliskość. W dzisiejszych czasach każdy dotyk musi kojarzyć się z zaproszeniem do seksu. A niby dlaczego musi tak być? I czy naprawdę musi?

Poczytaj na temat postrzegania ciała w naszej kulturze i w kulturach starożytnych.

Dobrze jest uświadomić sobie, że nasz dystans do ciała jako do czegoś gorszego od ducha i wstyd związany z cielesnością to nie jest jakiś obiektywny fakt, a tylko wynalazek kulturowy. To oznacza, że nie jesteśmy zmuszeni do postrzegania ciała akurat w taki sposób.
Kilka ciekawych propozycji:
Osho “Seks się liczy”
Charles i Caroline Muir “Tantra. Sztuka świadomego kochania”
Clarissa Pinkola Estés “Biegnąca z wilkami”
I przede wszystkim:

Słuchaj, słuchaj i jeszcze raz słuchaj sygnałów z ciała

i ucz się odróżniać je od sygnałów z umysłu. One są inne, bardziej fizyczne. Pochodzą jakby z głębi, z brzucha. Mogą być sprzeczne z tym, czego chce umysł. Przykład: chce mi się piwa. Ale czy to moje ciało chce piwa, czy umysł? Czego tak naprawdę mi potrzeba? Może ciału potrzeba relaksu i odstresowania, a umysł już sobie sam dopowiada swój wyuczony sposób na relaks.
Czasem umysł drze się wniebogłosy i trudno zza tych hałasów usłyszeć, że ciało jeszcze też coś tam nieśmiało bąka. Ale kiedy będziesz zwracać uwagę na ten głos, to z czasem stanie się on mocniejszy, bardziej zdecydowany. I po jakimś czasie ryknie jak lew, a Ty poczujesz, jaka w tym niepozornym kruchym ludzkim ciele drzemie ogromna, pierwotna siła, której nie powstydziłby się sam Mufasa. To Twoja siła.
Zyskasz największego sprzymierzeńca i najlepszego przyjaciela… który tak przy okazji świetnie się składa, że jest Tobą. I nie opuści Cię aż do śmierci.

http://witajslonce.pl/czy-wiesz-co-mowi-twoje-cialo/