Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezsilność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezsilność. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 maja 2016

Uwolnić się od przeszłości.


jak uwolnić się od przeszłości
Przeszłość jest taka, jaką ją widzimy. Choć można się z tym nie zgadzać, bo przecież, to, co było, to same fakty, zdarzenia, spotkania. Skąd więc wniosek, że zależy ona od naszego widzenia?
To, co się zdarzyło w przeszłości, było i wciąż jest DLA NAS takim, jakim to widzieliśmy, odczuwaliśmy, przeżywaliśmy, doświadczaliśmy. Takim,jakim postrzegaliśmy wszystko przez filtry naszych przekonań.
Nie ma czegoś takiego, jak czysty obiektywizm.  Wystarczą dwie osoby, by się przekonać, iż to samo zdarzenie, będzie postrzegane inaczej.
Przeszłość może nas uskrzydlać, albo być kulą u nogi, spowalniającą nas w drodze do celu.
Częściej – niestety – jest tym drugim, ale nie znaczy to, że nie można tego zmienić. Wszystko można zmienić, bo wszystko to dzieje się w naszej głowie, w naszym umyśle, w naszym sercu. W przeszłości nic się już nie dzieje. Nic się w niej już nie wydarzy. Może się to stać jedynie w nas.
To my decydujemy, JAK postrzegamy wszystko, co było naszym udziałem kiedyś, nawet wczoraj. Możemy wciąż tym żyć , rozdrapywać stare rany, przeżywać na nowo to, co uznaliśmy za porażkę, obwiniać rodzinę, że wtedy zachowała się tak, jak wg nas nie powinna.
Rzadko kiedy zdajemy sobie sprawę z tego, ile energii idzie na podtrzymywanie tych wszystkich przeżyć; jak wiele naszych zachowań, decyzji, słów, relacji, działań przesiąkniętych jest tą ściągającą w dół energią żalu, poczucia winy, bezsilności, złego mniemania o sobie, braku miłości i akceptacji, nienawiści do siebie i innych…
Trzymając się kurczowo przeszłości i żyjąc nią, największą krzywdę wyrządzamy sobie. Każdego dnia na nowo. Marnujemy czas, marnujemy energię, marnujemy potęgę naszego umysłu na podtrzymywanie trupa w sobie. Nasączamy trupim jadem wszystko, czego doświadczamy w kolejnym nowym dniu. Zatruwamy zdarzenia, relacje, pracę, marzenia. Bo kiedyś zdarzyło się coś, z czym nie mogę się pogodzić, czego nie potrafię sobie wybaczyć, co wciąż rozpala we mnie żal, złość… prowadząc do śmierci za życia.
Dziś to do mnie dotarło. Tak właśnie żyję. Nie wykorzystując pełni swoich możliwości, talentów, zdolności, umiejętności, doświadczenia i wrodzonych darów, krzywdzę siebie i swoich bliskich. Wszystko przez to, że nie umiałem do tej pory zaakceptować przeszłości, która pełna była zawirowań i działań, co do których jestem bardzo negatywnie nastawiony. Chciałbym je zmienić, podjąć inne decyzje, albo zrobić to w zupełnie inny sposób, ale wiem, że to niemożliwe. Są też decyzje z przeszłości, których nigdy bym nie zmienił i które sprawiły, że moje życie nabrało nowego wymiaru, zaczęło jaśnieć nowym blaskiem. Decyzje, co do których byłem i jestem pewien, że było idealne. Jednak wciąż jest coś, co przeszkadza mi się nimi cieszyć; co sprawia, że brnę przez życie, zamiast biec.
I tym czymś jest moja przeszłość we mnie. Moje myśli o przeszłości i o mnie w przeszłości. Moja ucieczka od przeszłości, która jak na złość, goni mnie jeszcze szybciej, niż ja zdołam przemieszczać się do przodu. Cóż. Sam ją do siebie przywiązałem najgrubszymi łańcuchami i linami w głowie i sercu. Nikt inny tylko ja.
Dziś nad ranem, dotarła do mnie jeszcze jedna cenna myśl: zawsze, gdy złoszczę się na innych, czy nie zgadzam się na to, co się dzieje, mówiąc swojemu życiu NIE – wyrządzam krzywdę sobie. Każdy atak najwięcej krzywdy wyrządza mnie. Jaki więc sens jest w złości na innych, czy też na to, co przynosi mi życie?
Żaden, tak samo jak mówienie NIE swojej przeszłości i temu, co się w niej wydarzyło.
Akceptacja przeszłości takiej, jaką ją widzieliśmy i przeżywaliśmy i zgoda na to, że taka była – to klucz do wolności.
Akceptacja teraźniejszości i wszystkiego, co wydarza się w danej chwili, łącznie ze sobą i ludźmi – to klucz do wolności.
Mówienie swojemu życiu TAK w każdym jego wymiarze – to klucz do wolności.

Przeszłości nie mogę zmienić i tak naprawdę nie chcę, bo kiedy przyglądam się jej w spokoju i ciszy, wiem, że dzięki temu, co się w niej wydarzyło i co przeżyłem, dziś jestem właśnie takim człowiekiem, jakim jestem. Mogę jednak przepracować swoje spojrzenie na zdarzenia z przeszłości, które nie należały do najprzyjemniejszych. Mogę spojrzeć na nie jak na doświadczenie, które warto wykorzystać dziś i w przyszłości. Coś, co ustrzeże mnie przed błędami, pomyłkami i działaniem na swoją niekorzyść.
Zgoda na przeszłość taką, jaką była, czy raczej, jaką ją postrzegaliśmy i jaka utrwaliła się w naszym umyśle – to proces. Ten jednak nie rozpocznie się od jasnej, rzetelnej i konkretnej deklaracji z naszej strony:
Zostawiam przeszłość i wkraczam w nowe. Dziś i każdego dnia, zamierzam tworzyć taką teraźniejszość, która stając się przeszłością, napełniać mnie będzie dumą, radością i poczuciem szczęścia.

Czas więc wziąć do ręki klucze i przekroczyć drzwi prowadzące do prawdziwej wolności.

http://jasnastronazycia.pl/niecodziennik/uwolnic-sie-od-przeszlosci/

wtorek, 24 listopada 2015

Jak zacząć żyć z serca – Kiesha Crowther.

heart

„Ale jak właściwie zacząć żyć z serca? Skąd mamy wiedzieć, że żyjemy z serca? Odpowiedź jest całkiem prosta, jednak na początku może wydawać się trudna, ponieważ umysł lubi wszystko komplikować. Dla mnie przebywanie w sercu łączy się z bycie obecnym – i to nie tylko w otoczeniu i tym, co mam przed oczami, lecz także w sobie i uczuciach, których doświadczam. Wielu duchowych nauczycieli i wiele ścieżek rozwoju opisuje to w różnych językach i być może nieco innymi słowami. Jednak wszyscy zwracają uwagę na ten sam stan istnienia, będący tak naprawdę czymś w rodzaju niewinności i otwartości na życie.

W sensie podstawowym, kiedy mówię o życiu z serca, mam na myśli życie z przestrzeni obecności w chwili, kiedy umysł nie dyryguje całym przedstawieniem. Kiedy czegoś doświadczam nie myślę o tym – czuję to. Wyczuwam i nie oddzielam od siebie swoich przeżyć, poprzez myślenie o nich. Korzystanie raczej z serca, niż umysłu, przy postrzeganiu rzeczywistości, zakłada niewidzialne połączenie pomiędzy wszystkim, co widzę, czego dotykam i co doświadczam innymi zmysłami oraz jednocześnie wyczuwanie mojej własnej, wewnętrznej istoty. Kiedy żyjemy z serca, czujemy, ze stanowimy jedność z pozostałymi, żyjącymi stworzeniami, ze wszystkim, co istnieje; czujemy, że to, co przydarza się jednej osobie, także na pewnej płaszczyźnie – przydarza się innym, ponieważ wszyscy żyjemy i jesteśmy utkani z jednej świadomości i energii. Tak naprawdę nie jesteśmy oddzieleni od siebie. Naszym umysłom może wydawać się, że to coś bardzo odmiennego od tego, jak zostaliśmy nauczeni, a jednak na pewno wszyscy doświadczyliśmy choćby przebłysku takiego stanu istnienia, nawet jeśli tylko przez krótką chwilę.

Niekiedy temu stanowi towarzyszy ciche, wewnętrzne zadowolenie, poczucie wspaniałego spokoju. Czasami asystuje mu rodzaj ekstazy, czysta radość z powodu tego, że żyjemy i przyjemność płynąca z uwielbienia życia. Innym razem pojawia się rozszerzona świadomość bólu i cierpienia, którego w danej chwili doznają inne istoty na planecie albo świadomość wielkiej tajemnicy egzystencji, w której w każdej chwili zawiera się zarówno radość, jak i cierpienie oraz wszystko pomiędzy. Czujemy więcej – i jesteśmy gotowi poczuć wszystko, co oferuje nam ta szalona nieraz egzystencja. Pozwalamy samemu życiu nas otworzyć. Pozwalamy sobie być otwartymi przez życie. Stajemy się bardziej otwarci na innych, na każdy dzień i każdą chwilę.

W istocie wszyscy robimy to naturalnie, nawet nie myśląc nad tym za bardzo. Prawdopodobnie masz swoją własną metodę dostrajania się do własnego serca i powracania do siebie. Dla mnie podstawowym sposobem na ponowne połączenie się z sercem i głębszą obecnością, jest przebywanie w świecie przyrody. Żeby naprawdę wejść w relację z rośliną czy zwierzęciem muszę wykorzystać swoją percepcję inaczej, niż powszechnie się naucza – muszę raczej zaufać zmysłom, intuicji i instynktom. Muszę otworzyć się na rzeczywistość, w której żyją zwierzęta i rośliny, a która istnieje całkowicie w teraźniejszości, w harmonii z Matką Ziemią. Nie można porozumieć się ze światem przyrody, jeśli jest się złapany, w sidła ego i umysłu. Trzeba całkowicie oczyścić serce i nauczyć się słuchać.


Co może być przydatne, aby pomóc ci się dostroić do przestrzeni serca? Niektórym pomoże przebywanie z dziećmi lub zwierzętami. U innych najlepiej sprawdza się muzyka, zmieniając ich świadomość z poczucia izolacji w uczucie jedności i harmonii. Żeby dowiedzieć się czy przebywasz w sercu, śledź emocje i podążaj za swoimi uczuciami. Kiedy przeniesiesz się w przestrzeń serca, prawdopodobnie będą silniejsze. Nie zawsze będą to pozytywne odczucia, takie jak radość, wdzięczność czy błogość. Jeśli długi czas przebywałeś poza sercem, najpierw możesz czuć emocje, których wcześniej starałeś się unikać. Możesz poczuć rozpacz lub smutek – wszystko, co wcześniej przetrzymywałeś. Jednak musi to nastąpić, aby twoje serce mogło się oczyścić, uzdrowić i otworzyć. Będziesz musiał poczuć wszystko, co znajduje się w sercu, żeby je przewietrzyć oraz uwolnić wszystkie stare zranienia i smutki, które tkwią w tobie. Dopiero to stworzy przestrzeń, żeby mogła zaistnieć jeszcze większa miłość i jeszcze większe piękno. Kluczem jest uczciwość ze sobą oraz gotowość czucia wszystkiego, czego w danej chwili doświadczasz.[…]

Skoro rzeczywistość jest wielowymiarowa, to jednocześnie funkcjonujemy na wielu poziomach. Istnieją królestwa światła i miłości, do których możemy się dostroić. Nasze Wyższe Ja zawsze ma dostęp do tych królestw, jednak musimy zrobić dla nich przestrzeń i nastawić się na ich wibrację. Ona zawsze tam jest, jednak my przez większość czasu po prostu nie decydujemy się do niej dostroić.

Kiedy odczuwasz życie sercem oraz nie osądzasz i nie godzisz się na rozmyślanie o tym, co czujesz albo odbierasz zmysłami, zapraszasz swoje Wyższe Ja żeby pokierowało twoim życiem. wiemy tak dużo, że lekceważymy i nie zwracamy na to uwagi. Często wyczuwamy jaka droga jest właściwa, jednak wydaje nam się pozbawiona sensu albo nie potrafimy racjonalnie wytłumaczyć, w jak sposób A zaprowadzi nas do B, a B do C i dlatego nie chcemy słuchać. Uważamy pewne rzeczy za niemożliwe i wierzymy w wykaz towarów, które sprzedano nam jako rzeczywistość. W istocie mamy o wiele większy wybór, niż nam się wydaje. Jeśli zaczniemy ufać, że prowadzi nas serce, zaczniemy żyć w zupełnie inny sposób. Swoje poglądy i działania oprzemy na tym, co dyktuje nam miłość, a nie na tym, co będzie najbardziej rentowne, opłacalne i bezpieczne. TO właśnie pozwoli ludzkości zjednoczyć się jako jedno serce, jedno plemię. A gdy tak się stanie zaczniemy o siebie dbać i wzajemnie kochać, atak jak kochalibyśmy swoją rodzinę, zaś świat, w którym żyjemy zacznie zmieniać się w sposób, który trudno sobie wyobrazić.”

Kiesha Crowther – „Plemię Wielu Kolorów”

http://kochanezdrowie.blogspot.com/2015/11/jak-zaczac-zyc-z-serca-kiesha-crowther.html
źródło

przeczytaj też  

poniedziałek, 29 lipca 2013

Akceptacja siebie.





Kochanie siebie oznacza całkowitą rezygnację z samokrytycyzmu.
Akceptacja samego siebie oznacza w części uniezależnienie się od opinii innych ludzi. Opinie te nie mają nad nami władzy, dopóki sami na to nie zezwolimy. Myśli to jedynie powiązane ze sobą słowa. Same w sobie nie mają żadnego znaczenia, to MY nadajemy im wagę, koncentrując się nieustannie na negatywnych przekazach, wierząc w najgorsze opinie o sobie. I to MY decydujemy, jakie będą miały dla nas znaczenie.
Zasługuję na wszelkie dobro.
Lęk oznacza brak miłości i zaufania do siebie. Dlatego też tak ważne jest, aby pokochać i zaakceptować siebie. Akceptacja, to brak krytyki, stawanie po swojej stronie, wspieranie siebie.
Zawsze, bez względu na sytuację,  mamy wybór pomiędzy miłością i strachem.
Miłość do samego siebie dokonuje cudów w naszym życiu. Miłość, czyli szacunek dla samego siebie, dla cudu, jakim jest nasze ciało i umysł.
Skoro wszyscy odczuwają lęk przed nieznanym, a jednak tak wiele osób skutecznie stawia mu czoło, wniosek jest jeden: to nie strach jest tu problemem. Chodzi o sposób w  jaki sobie z nim radzimy. Możemy do naszych obaw podejść z pozycji bezsilności lub siły, a wtedy to, że je odczuwamy, staje się bez znaczenia.
Często problem polega na tym, że myślimy, że nie jesteśmy “dość dobrzy” i na braku miłości do siebie. Ale przecież zawsze jesteśmy doskonali, zawsze piękni i bezustannie się zmieniamy. Postępujemy najlepiej jak umiemy, zgodnie z wiedzą, zdolnością rozumienia i stanem świadomości, jakim dysponujemy w danej chwili. W trakcie naszego rozwoju również to “najlepiej jak umiemy”, będzie stawało się coraz lepsze.
To nie ludzie, miejsca czy przedmioty sprawiają ci kłopot, ale sposób, w jaki postrzegasz i reagujesz na życiowe doświadczenia. Bądź odpowiedzialny za własne życie, nie pozbawiaj się mocy. Tylko ty masz władzę w swoim świecie, chyba że ją komuś oddasz.
Naucz się rozumieć swoje duchowe wnętrze i działaj jedynie pod wpływem tej mocy, która stworzyła dla ciebie wyłącznie dobro.
myśli z książki “Możesz uzdrowić swoje życie” Louise L. Hay