Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dobra wola. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dobra wola. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 lipca 2016

Dziecko nic Ci nie jest winne. Nie możesz żądać od niego odwdzięczenia się „na starość”


– „Dziecko to najlepsza inwestycja na starość. Ja opiekowałam się nim, gdy było małe, więc chyba mogę liczyć na to, że w przyszłości mi się odwdzięczy?”
Otóż dziecko nic Ci nie jest, Drogi Rodzicu, winne. Nie masz prawa żądać od niego, by Ci „na starość” odwdzięczyło.

Przysłuchując się kilka dni temu w którymś z programów telewizyjnych rozmowie poświęconej rządowym planom zmian w systemie emerytalnym i OFE, usłyszałam opinię:
– Kto ma dzieci, nie musi martwić się o emeryturę.
Ton wypowiedzi rozmówcy świadczył o tym, że żartuje i to z przekąsem, tym niemniej zauważyłam, że część osób, myśląc o swoich dzieciach i ich „zobowiązaniach” wobec rodziców rzeczywiście ma taki stosunek: że COŚ im się za „ten trud i poświęcenie” NALEŻY.
To rodzice, którzy lubią wypominać dzieciom:
– Tyle lat życia ci poświęciłam.
– Tyle pieniędzy w twoją edukację zainwestowałam.
– Wykarmiłam cię.
…
– A Ty mi się tak odwdzięczasz?!
Ilekroć stykam się z taką postawą, nie mogę wyjść ze zdziwienia.

Nie mamy prawa wypominać dzieciom naszego poświęcenia i zainwestowanego w nie czasu, pieniędzy czy energii.

To tak jakby nagle do naszych drzwi zapukał ktoś z wekslem krzyczący:
–  Żądam spłaty długu!
Co ciekawe i w tym momencie kluczowe: nigdy tego weksla nie podpisywaliśmy.

Żadne dziecko nie prosiło się do przyjścia na świat. To my je na ten świat powołaliśmy. To była nasza decyzja i my ponosimy za nią od początku do końca odpowiedzialność. To nasz obowiązek, by je wykarmić, zapewnić dach nad głową, ubrać, wyedukować, wychować i nauczyć, jak żyć. Nie mamy prawa żądać od dziecka odwdzięczenia się!

To trochę tak jak w skeczu Kabaretu Hrabi „Drugi Filar”. Rodzice mówią do dorosłego syna, który podjął się pierwszej pracy zarobkowej.
– Synu, pamiętasz, jak w dzieciństwie opiekowaliśmy się tobą? Dobrze wspominasz ten czas?
– Tak, mamo, dobrze.
– Najwyższa pora, żebyś się z nami rozliczył – rzekł ojciec.
– Wiesz, do tej pory to my wydawaliśmy na ciebie pieniądze, ale teraz, skoro już zarabiasz, możesz nam to oddać – wyjaśniła matka, zabierając synowi plik banknotów, które trzymał w ręce: pierwszą wypłatę.
Potem pokazują mu pudło z rachunkami, a w nim duuuużo rachunków i paragonów, które zbierali pieczołowicie przez dwadzieścia lat, np. za smoczek, lekcje śpiewu…
– Lekcje śpiewu? – pyta zidzwiony syn.
– Ktoś ci przecież musiał śpiewać kołysanki! Miałam wynająć Agnieszkę Chylińską? Nie zasnąłbyś przy jej ryku!
Uśmiałam się, oglądając ten skecz, ale gdy uświadomiłam sobie, że niektórzy rodzice naprawdę reprezentują taką postawę: oczekują odwdzięczenia się za lata „inwestowania w dziecko”, po plecach przeszły mi ciarki.

Relacja między rodzicem a dzieckiem jest nierówna – my jesteśmy dzieciom winni zdecydowanie więcej niż one nam.

Temat nieco podobny do tego, który poruszyłam w tekście Dziecko nie jest twoim przyjacielem – owszem, dziecko może przyjść do nas z każdym problemem, ufać nam i liczyć na nasze wsparcie (czyli traktować nas jak przyjaciela), ale to nie działa w drugą stronę: my nie powinniśmy obarczać go swoimi problemami. A skoro jednym z kluczowych elementów przyjaźni jest dwustronność to nie można mówić o przyjaźni między rodzicem a dzieckiem.

Rodzic nie ma prawa wypominać dziecku nakładów finansowych, jakie na nie łoży.

Rozliczać go z tego, że finansuje mu jedzenie, ubrania, książki do szkoły, zapewnia gaz, ciepło i wodę. Oczywiście jednocześnie wcale nie ma obowiązku kupować najdroższych lub „wymarzonych” ubrań czy gadżetów i jak najbardziej ma prawo odmówić kapryszącemu dziecku. Postawa dziecka na wszystko pod tytułem „Bo mi się należy!” niczym się nie różni od postawy rodzica „Bo mi się należy wdzięczność!”
Ten temat, choć w znacznie bardziej okrojonej wersji poruszałam na blogu ponad dwa lata temu tutaj  i bardzo spodobał mi się komentarz Marty, która napisała:
Kiedyś też ktoś mi powiedział (zdaje się, że babcia :)), że „dług” wobec rodziców spłaca się własnym dzieciom – w ten sposób wkłada się wysiłek, jaki włożyli oni, a dodatkowo zaczyna rozumieć ten trud i to, czego doświadczyli rodzice.

Żeby nie było wątpliwości: nie uważam, że dziecko jest święta krową, które nic nie musi, w zamian za wikt i opiekę, robić.

Moje córki mają swoje obowiązki domowe, przeciwko czemu oczywiście co jakiś czas buntują się, sugerując pół żartem pół serio, że je wyzyskujemy. 🙂 Uspokaja je dopiero argument, że zgodnie z art. 91 § 2 „Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego”, dziecko ma obowiązek pomocy rodzicom we wspólnym gospodarstwie, o ile mieszka u nich i pozostaje na ich utrzymaniu. 🙂 Pisałam o tym w tekście Krnąbrne dziecko to powód do radości.

Uważam też, że w określonych sytuacjach dziecko powinno czuć „wdzięczność”. 

Gdy spełniam jego zachciankę lub kaprys (kupując np. niepotrzebne, ale wymarzone buty) oczekuję poczucia wdzięczności. Nie musi od razu padać na kolana i całować mi stóp, ale chcę, żeby doceniło to, że spełniłam jego zachciankę i wyrazić je choćby w formie szczerze wypowiedzianego słowa „dziękuję.”.
Starsza córka lada dzień jedzie na obóz do Londynu i zastanawiając się nad tym, jakiej wysokości kieszonkowe (liczone w funtach..) mam jej dać i oczekuję docenienia mojego gestu. Bo tak naprawdę nie mam obowiązku dawać jej nic: będzie tam miała zapewnione jedzenie, dach nad głową, spakowane ubrania i pieniądze na wejścia do muzeów i zaplanowanych atrakcji turystycznych, więc to, że dam jej jeszcze dodatkowe środki jest wyłącznie wynikiem mojej dobrej woli. Chcę więc, żeby mi za to podziękowała i doceniła to. Jednocześnie nie wyobrażam sobie, żebym miała jej potem to wypominać, szantażować emocjonalnie, marudząc:
– A mogłam sobie kupić za to nową sukienkę 🙁
albo żądać odwdzięczenia się, np. na tzw. „starość”!

Dziecko nie jest i nie może być inwestycją w spokojną starość. Rodzic nie powinien oczekiwać od dziecka, że będzie go utrzymywał na emeryturze.

W dobie współczesnej, niezbyt ciekawej, sytuacji społeczno-politycznej, w której nie wiem, czy dostanę jakąkolwiek emeryturę, czuję się niepewnie, ale jednocześnie nie wyobrażam sobie, żeby wywierać na córki presji lub sygnalizować oczekiwania, że liczę, że mnie wesprą. Nie śmiałabym! Biorę się w garść i okładam pieniądze, żeby nikogo potem sobą nie obciążać.
Czy to oznacza, że godzę się na to, że – jeżeli jednak będzie mi ciężko – zostawią mnie na „pastwę losu”? Tak, godzę się na to, choć prawdę mówiąc, nie wyobrażam sobie, że do tego dojdzie.
Moi rodzice nigdy nie wywarli na mnie presji ani poczucia, że powinnam być im za coś wdzięczna i za to jestem im wdzięczna. 🙂 I wiem, że jeżeli znajdą się w potrzebie to im pomogę. Ale nie dlatego, że muszę, że czuję się zobowiązana lub że oni tego ode mnie oczekują.
Jeżeli wychowujemy dziecko w atmosferze troski o bliskiego, życzliwości, empatii, miłości, bycia tzw. „przyzwoitym człowiekiem”, jeżeli świecimy przykładem (a nie tylko mówimy, że to ważne) to istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że dziecko również przyswoi te cechy.  Gdy kochamy i szanujemy dziecko, najprawdopodobniej zrewanżuje nam się, np. na stare lata, tym samym. Ale może to być wyłącznie wynikiem jego dobrej woli.

http://www.nishka.pl/dziecko-nic-ci-nie-jest-winne-nie-mozesz-zadac-od-niego-odwdzieczenia-sie-na-starosc/

czwartek, 25 października 2012

Podświadomość a Twoja pomyślność.

Jeszcze dziś naucz się wybierać szczęście.
Jak tylko otworzysz oczy powiedz sobie :
„Wola Boża układa dziś i zawsze moje życie. Wszystko dzisiaj obróci się na moją
korzyść.Dzisiaj zaczyna się nowy i piękny dzień-szczęśliwszy niż jakikolwiek przedtem.
Kieruje mną boska mądrość , a Bóg błogosławi wszystkiemu, co dzisiaj zrobię.
Otacza mnie i chroni Boża miłość, idę ku światłu. Jestem duchowym i psychicznym
magnesem, który przyciąga szczęście i dobro. Wszystkie moje dzisiejsze
przedsięwzięcia przyniosą mi niebywały sukces. Przez cały dzień będę
bez reszty szczęśliwy.”
Pewien gospodarz co dzień rano pogwizdywał, podśpiewywał, był radosny.
Zapytany o powód tej radości odrzekł :„Przywykłem być szczęśliwy.
Codziennie , gdy się budzę i zasypiam ,błogosławię rodzinę, pola, bydlątka
i dziękuję Bogu za obfite zbiory”. Ten prosty człowiek
odkrył, że szczęście jest po prostu nawykiem i skutkiem pozytywnego myślenia.
Kto szuka szczęścia-powinien go pragnąć całym sercem.
Dlatego unikaj negatywnych myśli , zniechęcenia i nieżyczliwych nastrojów.
Pamiętaj, że nie może Cię spotkać nic, co nie wzięło początku w Twoim umyśle.
Ucz się na błędach i idź dalej. Nie trwoń czasu na jałowe narzekania.
Tkwi w Tobie nieskończona moc. Kiedy nauczysz się ufać wewnętrznym siłom,
w Twoim życiu nastanie pomyślność i zrealizują się Twoje marzenia.

Powtarzaj po przebudzeniu :
„Dziś wybieram szczęście. Dziś wybieram sukces.
Dziś wybieram słuszne postępowanie.
Dzisiaj wybieram miłość i dobrą wolę wobec wszystkich ludzi.

Dziś wybieram spokój”.